2019

2019

Jak wielu z was zapewne wiadomo, od jakiegoś czasu jesteśmy pod wpływem dość słabego El Niño, co powinno mieć wpływ na średnie temperatury globalne mierzone w przyszłym roku. Niektórzy zastanawiają się, czy to oznacza, że rok 2019 będzie globalnie rekordowo ciepły. Odpowiednią prognozę wydało ostatnio brytyjskie MetOffice – wg prognozy tej rok 2019 ma szanse być rekordowym, ale nie są to szanse jakoś szczególnie duże.

Źródło: MetOffice

Jeśli prognoza ta się sprawdzi, to nawet jeśli nie będzie to rok rekordowy, to będzie on z pewnością w pierwszej trójce najcieplejszych lat (globalnie) w historii obserwacji instrumentalnych, a być może i w całym holocenie.

Print Friendly, PDF & Email

217 Replies to “2019”

  1. Trend jest wyraźnie niezeleznie od tego czy rekord padnie czy nie, w tej chwili szokiem byłoby gdyby rok 2019 był poniżej normy w stosunku do okresu bazowego, swoją drogą to ciekawe czy taki rok jeszcze będzie w najbliższych kilkudziesięciu latach.

    1. A ja się założę, że w pierwszej szóstce będzie na pewno:) I wtedy pierwsza szóstka to będzie 6 lat następujących po sobie (2014-2019).

      1. Tzn. nie to, żebym był jakimś denialistą…ja po prostu mam nadzieję, że nie :) A tak poważnie, to nie lubię, gdy ktoś się czegoś pewien na 100%, a z wpisu wynika, że autor już wie. Nikt niczego nigdy pewien nie jest, ale tutaj wie na pewno. Lepiej byłoby stwierdzić, że będzie bardzo ciepły rok, może rekordowy…ale to „może”, a nie tak ogłaszać z pewnością matematyczną, że będzie na pewno w trójce….i to w całym holocenie :) Nie lubię takiej pewności, bo to mi tak brzydko pachnie taką „religijną pewnością”.

        1. @Thorgeir

          Z wpisu wynika, ze autor już wie? Jeśli odróżniasz wpis od komentarza, to masz na myśli ten tekst: „prognozy tej rok 2019 ma szanse być rekordowym, ale nie są to szanse jakoś szczególnie duże.” Nie wygląda mi to na pewność.

          Ja też piszę, że będzie rekord jeśli El Nino nie będzie niewypałem, ale tego ostatniego też nie mogę być w żaden sposób pewny.

          PS.Co do pierwszej trójki to oczywiście pewności też nie mam (może wybuchnąć jakiś wielki wulkan), ale zasadniczo to prawie pewniak. Więc 1:1 mógłbym się założyć nawet o porządne pieniądze – gdybym miał jakąś gwarancję że druga strona wypłaci, bo denialiści klimatyczni konsekwentnie nie wypłacają przegranych zakładów [1] (nie mówię, że takowym jesteś ale po prostu stwierdzam fakt).

          [1] Np ten tekst https://www.eenews.net/stories/1060103497

  2. No nie wiem, nie umieją powiedzieć jaka będzie pogoda w święta a co dopiero na rok… Na początku grudnia mówili, że ma być 10 stopni na zachodzie Polski a na wschodzie ok.5 i niby brak śniegu, teraz mówią, że na Zachodzie Polski ok4-5 a na wschodzie -1,0 i opady śniegu. ;)

    1. @Piotr

      Pogoda to system chaotyczny, nie poddający się dobrze prognozowaniu.

      Klimat to średnia, którą znacznie łatwiej prognozować, w zasadzie czysta fizyka.

      Prognoza roczna to coś pomiędzy, ale zawsze łatwiej jest przewidzieć średnią dla najbliższego roku niż miesiąca. Tak to już jest.

  3. Póki co anomalia globalna oscyluje najczęściej na poziomie 0,5-0,8K (ref. 1981-2010), choć przejściowo była bliższa +1K. Natomiast w Arktyce (66+N) przeważnie 0/+2K, czyli jak na ostatnie realia zwłaszcza zimą nie jest niepokojąco wysoka (a wręcz dość niska).
    Zobaczymy co przyniesie rok 2019? I czy wcześniej rok 2018 zakończy się rekordem krajowym, czy też niewiele doń zabraknie?

  4. Czy jest w ogóle jaka kolwiek szansa że przestaną praktycznie co drugi rok występować ekstremalnie ciepłe lata? Wszystko zaczęło się od najcieplejszego w historii 2014, później 2015 okazał się jeszcze cieplejszy, a 2016 też był jednym z najcieplejszych, 2017 też był bardzo ciepły i bardzo prawdopodobne że 2018 przebije 2015, nawet jeśli nie to zapisze się bardzo zbliżoną anomalią… Dobija mnie fakt że czeka nas kolejny rekordowy rok, mimo że lubię ładną pogodę, to jednak to idzie w złą stronę, czy już nie ma szans, że doczekamy roku przynajmniej w pobliżu normy? Czy mamy się przyzwyczajać do ekstremalnie ciepłych miesięcy jak tegoroczne kwiecień, maj oraz do takich gorących wakacji jak w tym roku? Czy w najbliższym czasie jest szansa na chłodniejszy miesiąc jak Marzec 2013? Od razu przepraszam że się rozpisalem ;)

    1. Piszesz o Polsce, a nie globalnie.
      Jak od 2021r. zmieni się okres bazowy na 1991-2020, to z pewnością doczekamy się w Polsce roku w pobliżu normy. Bo ta norma po prostu wzrośnie…😃

      1. Chodziło mi o Polskę. Faktycznie jak tak dalej pójdzie to nie długo lata 2015 i 2018 będą jak najbardziej normą, a pytając miałem na myśli okres bazowy 1981-2010. Myślę że teraz norma wzrośnie, znacznie bo od lat 90 mamy same bardzo ciepłe lata oprócz bardzo zimnego roku 1996 (moim zdaniem bardzo ciekawy rok wystąpił po kilku cieplejszych latach, ale w sumie nie ma się co dziwić, skoro zima wtedy była mocna i trwała do kwietnia potem bardzo zimny lipiec, wrzesień oraz grudzień) no i chłodnego 2010 (pomimo że lato wtedy było wyjątkowo upalne). Więc nasi przodkowie nawet za niecałe 100 lat, jeśli będą interesować się meteorologią Polski w przeszłości i zobaczą kilka chłodniejszych (obecnie) miesięcy to pomyślą, że byliśmy jakimiś eskimosami, skoro to przeżyliśmy, no chyba że klimat przestanie się ocieplać i trochę się ochłodzi..

        1. Mam nadzieję że to wszystko jednak przyhamuje i ta bliskość ekstremalnych roczników jak 2014, 2015 i 2018 to tylko kwestia przypadku…

      2. Anomalia 1991-2017 względem 1981-2010 to +0,33K. Po możliwie rekordowym 2018 wzrośnie do ok. +0,37K. I zostaną tylko 2 lata.

        1. I zamiast się cieszyć, pozostaje mieć nadzieje, że roczniki 2019-2020 nie zwiększą już skali wzrostu temperatury do poz. powyżej +0,37K/dekadę, a wręcz nieco ją obniżą.

          1. A ja mam nadzieję, że podniosą jak najbardziej tylko się da, wtedy lata 2014-18 nie będą aż tak odstawały od „normy” i może skończy się to wasze sztuczne umartwianie się.

          2. Przede wszystkim nie każdy jest fanem obecnych nienaturalnych i bezwzględnie szkodzących planecie zmian klimatycznych. A mi jest wstyd za nasz gatunek ludzki (gdybym przed urodzeniem miał taką możliwość to nie chciałbym się urodzić człowiekiem…).

          3. 2 roczniki (z 30) nie powinny już jakoś istotnie wpłynąć na końcową anomalię (w żadną stronę). Choć raczej obstawiałbym jeszcze lekki ruch w górę (ostatecznie do ok. +0,4K), bo wydaje się to po prostu bardziej prawdopodobne.

          4. To może podnieśmy normy tak do 2 stopni ponad dzisiejszą i wyjdzie, że klimat jest nadal chłodny i można sobie spalać nadal paliwa kopalne, bo jest jeszcze za zimno.

        2. Jeśli chodzi o sama Polskę, to mi to ocieplenie bardzo się podoba. W tym roku od kwietnia do połowy listopada prawie nie zdarzało mi się narzekać na pogodę.

  5. Jest tak cudownie od połowy listopada że jak pomyślę o tym że jeszcze 2 miesiące a potem znowu może wrócić koszmar taki jak kwiecień-wrzesień 2018 to chce mi się płakać, a mówią o mnie że jestem wybitnie mało uczuciowy. Tegoroczny grudzień jest cudowny, chyba najlepszy jaki pamiętam w życiu, aż trudno uwierzyć że tak wspaniały miesiąc zamyka ten powalony pogodowo rok.

        1. Podobał mi się kwiecień i maj. Maj 2018 to w ogóle najpiękniejszy maj jaki przeżyłem. Lato było zdecydowanie za gorące i nie podobało mi się. Po takiej wiośnie tak gorące lato było wręcz szkodliwe i dosyć męczące. U mnie nie tak źle, ale wrocławianom czy warszawiakom to ja współczuję. Grudzień mi się nie poboda, bo wolałbym trochę więcej słońca i zimy (taki styczeń 2017 w wydaniu grudniowym).
          Zamurowało mnie coś innego. Chce Ci się płakać dlatego że za 2 miesiące (?) zacznie się wiosna? Słońce aż tak bardzo zawadza? Ok, ale nie masz podstaw do tego żeby bać się tego że pora ciepła 2019 będzie taka jak w tym roku. To wszystko co piszesz staje się już dziwne, nazywanie kwietnia ze średnią temperaturą maksymalną na poziomie 21 stopni czyli idealnej temperatury do życia wg. różnych badań o których pisał Arctic Haze, rozpacz podczas październikowego „babiego lata” albo 20 stopni na Wszystkich Świętych… Nawet Dorka przyznała że październik był piękny, nie wiem co sądzi o obecnej pogodzie bo dawno nas nie odwiedziła.

          1. Według kolegi powyżej za 2 miesiące (czyli już od lutego) może być wiosna? Bardzo odważna hipoteza, ponieważ luty i marzec mogą jeszcze dowalić porządną zimę jak w zeszłym roku (osobiście bym tego nie chciał) albo mogą być podobne do tych z 2014. Jednak wiosna w pełnej krasie definitywnie zaczyna się w kwietniu.

          2. „Po takiej wiośnie tak gorące lato było wręcz szkodliwe”
            Ciekawe dlaczego.

        1. On nawet w listopadzie marudzil na słońce w pierwszej połowie bo w mieszkaniu miał uwaga 24 stopnie. Niektórzy przesadzaja, i dotyczy to zarówno antyfanów lata jak i zimy.

          Na szczęście pogoda nie słucha się marudzenia i po prostu jest jaka jest. Mi się też ten ciemnicowy grudzień nie podoba (w zasadzie ciemno jest od połowy listopada ale do 8 grudnia jakieś pogodne dni jeszcze były, później ciemności stały się już totalne) no ale co zrobię, nic nie zrobię. Latem też wolę jak jest suche 35 niż mokre 28 albo pochmurne 17. I co poradzę, nic nie poradzę.

    1. Dla Editora pewnie grudzień jest „cudowny”, bo tego znienawidzonego przez niego słońca jest na lekarstwo i są jego ulubione stratusy, a pokrywa śnieżna w Rzeszowie dopiero leży od 12/13 grudnia. Tegoroczny grudzień pod względem temperatury niczym się nie wyróżnia. Tak jak wspomniał Lucas Wawa dominują tmax i tavg minus 5-0*C i tavg 0-5*C,

    2. Ja akurat część pogodnych okresów z pory ciepłej „oddałbym” chętnie porze chłodnej. Za duży mamy rozrzut, nawet w przeliczeniu na jedną godzinę (a nie tylko dobę, czy miesiąc).

    3. Może rozjaśnię z grudniem. Podoba mi się, że jest umiarkowanie słonecznie (nie jest pochmurno cały czas, ale nie ma też za dużo słońca). Temperatura bez ekstremów, cały czas lekki minus albo niewielki plus. Bardzo mało wieje, co u mnie w grudniu jest rzadkością. Brak intensywnych opadów deszczu lub śniegu. Takiego grudnia już dawno nie pamiętam.

      1. Ja to się dziwię tym narzekaniom na pochmurną pogodę. Latem niektórzy tu zachęcali by przebywać jak najwięcej na słoneczku i ładować akumulatorki przed zimą. No to jak nie naładowaliście czy już wam się wyczerpały? Powiem tak. Miesiąca z zachmurzeniem poniżej normy należało się spodziewać po tak długim okresie z ponadnaturalnym usłonecznieniem. W końcu normę wyrabiają zarówno miesiące z usłonecznieniem ponad i poniżej normy – to chyba oczywiste. Mi to zachmurzenie nie podoba się tylko w jednym momencie dnia – jak muszę rano wstawać do pracy. Bo faktycznie z taką permanentną nocą trudno się zebrać a gdyby np. było połączenie śniegu i świecącego księżyca a potem świt o normalnej porze a nie godzinę po wschodzie słońca to byłoby dużo łatwiej funkcjonować. W ciągu dnia mi to zachmurzenie nie przeszkadza.

        1. nie ma czegoś takiego jak „ładowanie akumulatorów” w ten sposób. Tak samo nie możemy najeść się na zapas i potem tygodniami chodzić bez jedzenia. W tym momencie nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia to, że np w drugiej dekadzie października była pełna lampa.
          Zawsze w naszym klimacie wiosną oraz latem słońca jest więcej (i tak mało, ale cóż zrobisz), a zimą niezwykle mało. To nie kwestia odchyleń od norm, a raczej samych norm. I oczywiście trzeba się z tym pogodzić, aczkolwiek na pewno nie będę się z tego cieszył. Pozostaje cieszyć się z niewielkich rozpogodzeń i limitowanych ilości Słońca, jakie pojawiło się dzisiaj w okolicy południa w moim regionie przez kilkadziesiąt minut. Niestety nawet na takie coś rzadko w tegorocznym grudniu można było dotychczas liczyć.

          A co do przeszkadzania, to o poranku i wieczorem to niech se będzie pochmurno, najbardziej cenne są właśnie przejaśnienia w środku dnia, jak dzisiaj. Wtedy to słońce najwyżej świeci i najwięcej daje światła i radości :)

      2. Do Editora: gdzie niby jest umiarkow slonecznie? W mojej Bydgoszczy do 26.12 w skali 8stopniowej zachmurzenie wynosi 7,3 a uslonecznienie ca 15 h

  6. A wracając jeszcze do roku 2018 – Czy patrząc na prognozy na najbliższe 10-11 dni można stwierdzić z pewnością, że zapisze jako rekordowo ciepły czy trzeba się wstrzymać do końca grudnia w związku z niestabilnością prognoz?
    Mam propozycję – Może w związku z końcem roku mogłaby powstać sonda – Jaki okres wydarzenie pogodowe w 2018 Cię zaskoczyło, zrobiło na tobie wrażenie, zasługuje na szczególną uwagę według Ciebie?

    1. Na dzisiaj „szansę” na rekord ciepła za rok 2018 (tzn. przebicie roku 2015) – zważywszy na stan obecny oraz prognozy na ostatnich 11 dni miesiąca – oceniam mniej więcej jako połowiczną. Obecnie może nieco większą, ale tak naprawdę dni od 26.12 naprzód są jeszcze poza skill’em.

      Tak, czy inaczej będziemy bardzo blisko Tavg z roku 2015, tzn. różnice będą bardzo nieznaczne. Będzie jednak wyrobiona ona w inny sposób, a mianowicie przy bardzo długim okresie letnim, ale i zarazem nie tak krótkim okresie zimowym jak miało to miejsce w roku 2015 (czy w ogóle 2014-2016).

      1. 2015 – wysokie anomalie zimą, zwłaszcza grudzień (rekord). W całym roku jedynie maj i październik LEKKO chłodne.
        2018 – dość duże ujemne anomalie w lutym i marcu, wysokie dodatnie we wszystkich miesiącach pory ciepłej, zwłaszcza kwiecień (rekord).

        W 2018 daje się zaobserwować stopniowy spadek od sierpnia.
        08 – ekstremalny
        09 – anomalny
        10 – bardzo ciepły
        11 – lekko ciepły
        12 – szansa na normalny

        Oczywiście taki trend powstał ot tak sobie, nie jest wcale powiedziane że styczeń będzie lekko chłodny bo może znowu wybić w cholerę do góry na ekstremalnie ciepły. W sumie dawno takiego stycznia nie było – 2007 imponująco ciepły (ale brzydki niestety), pozostałe ciepłe stycznie 2008, 2015 i 2018 się do niego nawet nie zbliżyły. Od 11 lat żaden nie przekroczył średniej temperatury +2,0*C a 2007 miał aż 3,6. Z przeciwnego spektrum 1963 miał -10,2; 1987 miał -9,8 potem długo nic, następnie trzy zimne stycznie z 1954, 1985 i 2006 mniej więcej tyle samo (-7 do -8). Styczeń poniżej -6*C jest z czasem coraz mniej prawdopodobny aczkolwiek nadal możliwy.

        1. Wygląda na to, że grudzień skończy się anomalią na ponad 90% w widełkach +1/+2K. Kluczowe jest tu to, czy przekroczy +1,31K? Na dzisiaj prawdopodobieństwo tego oceniam na nieco powyżej 50% – choć będzie to jeszcze zależało od tego, czy po Bożym Narodzeniu (nie) ochłodzi się do poziomu niższego niż „przez zero”?

          Na razie, może w cieplejszych regionach Polski, można sobie ironizować, że mamy kiepską zimę. W chłodniejszych już do tej pory mieliśmy w tym sezonie (licząc od połowy listopada) +/- 10 dni z całodobowym mrozem oraz blisko 20 dni z termiczną zimą. Ostatnio też w sposób ciągły leżał śnieg. W porównaniu z poprzednimi rocznikami to nie tak mało. A uwzględniając I kwartał roku uwidacznia się niezwykłość roku 2018, tzn. możliwość wyrobienia rekordu ciepła przy nie aż takim ciepłym/krótkim okresie zimowym (licząc także marzec i II poł. listopada).

          1. 2018 jest wyjątkowy, ponieważ mamy bardzo wysokie anomalie miesięcy (na plus jak i na minus) póki co tylko grudzień ma szansę zapisać się w pobliżu normy. Marzec miał anomalię -2,5K, luty niemal taką samą (różnica około 0,1K). Rekordowy kwiecień miał ponad 4K, maj ponad 3K. Styczeń, Czerwiec, Sierpień i Wrzesień miały anomalie powyżej 2K. Najmniej anomalnymi miesiącami powyżej 1K były lipiec, październik i listopad (pomimo ekstremalnie ciepłej I połowy miesiąca). Myślę że grudzień, nie zapisze się anomalią powyżej 2K, ani też poniżej normy wieloletniej. No chyba że dotychczasowe prognozy szlag trafi, mnie osobiście najbardziej smuci nadchodzące ocieplenie bo gdyby nie to to mieli byśmy szansę na białe święta od wielu lat…

          2. Co do stycznia 2007, wyjątkowo paskudny miesiąc. Byłby jeszcze do zniesienia gdyby nie to że niemal codziennie padał deszcz. W ogóle czuję że jak do marca 2019, nie pojawi się jakiś sporo chłodniejszy miesiąc to są wielkie szanse na przebicie najcieplejszego do tej pory okresu 12-miesięcznego lipiec 2006-czerwiec 2007. Wystąpiła wtedy najcieplejsza jesień i druga najcieplejsza zima. Obecnie najcieplejszy kwiecień+maj na dokładkę najcieplejsze w historii pomiarów lato i w dodatku ekstremalnie ciepły początek listopada (gdyby nie wyjątkowo zimna II połowa listopada, również byłyby szansę na najcieplejszy miesiąc w historii pomiarów). Do tej pory liczyłem że 2019 ostudzi trochę ten szał ekstrem ciepłych i zapisze się bynajmniej jako ciepły, ale widać próżne nadzieje…

          3. „Co do stycznia 2007, wyjątkowo paskudny miesiąc. Byłby jeszcze do zniesienia gdyby nie to że niemal codziennie padał deszcz. ”
            Na pewno nie pomyliłeś tego miesiąca z jakimś innym?

          4. Nie wydaje mi się. Ten miesiąc oprócz rekordu temperatury przyniósł też wyjątkowo wysokie sumy opadów. Nawet w twojej suchej Warszafce było chyba z 80 mm względem normy wynoszącej jedną trzecią z tego.

            Nie pamiętam innego tak nieprzyjemnego miesiąca jak styczeń 2007. Samych dni z porywami wiatru powyżej 70 było chyba z 10. Deszcz, slota, porywisty wiatr, cały miesiąc taki z wyjątkiem końca który dla odmiany przyniósł atak zimy z obfitym opadem śniegu.

            A że były tam jakieś przejasnienia? No cóż w każdym miesiącu są, nawet tak ciemny miesiąc jak tegoroczny grudzień jakieś tam pogodne dni na początku miał. A tamten styczeń był w normie z tego co kojarzę.

          5. „Nawet w twojej suchej Warszafce było chyba z 80 mm względem normy wynoszącej jedną trzecią z tego.”
            Po pierwsze nie moja (mieszkam poza Warszawą), po drugie po co takie pisanie „fka” to nie wiem.
            Styczeń 2008 też miał na Mazowszu podobną sumę opadów (trochę tylko mniejszą) i co z tego jak było wiele suchych i słonecznych dni. Więc suma dla mnie nie jest argumentem.
            Mój chyba ulubiony przykład, jak to suma guzik znaczy, to czerwiec 2017 w moim rejonie.
            Ja ze stycznia 2007 kojarze wiele suchych,bezopadowych dni (i przy tym często ładnych, niekoniecznie od razu bezchmurnych z pełnym usłonecznieniem, ale przejaśnieniami i rozpogodzeniami, chociażby jak dzisiaj), więc po prostu nie zgadzam się ze stwierdzeniem jakoby „prawie codziennie padało”. A nawet te dni co padało, to często nie cały dzień, tylko bardzo krótko (co jest charakterystyczną cechą miesięcy niezimowych, a styczeń 2007 jak najbardziej do 23go mogę uznać za wiosenny/jesienny)
            Pod względem usłonecznienia był, jak sam zauważyłeś przeciętny, a więc chyba było dużo gorszych (??) Skądś normy się biorą. Już z samego XXI wieku wyciągne sporo bardziej ponurych styczni- 2002,2003,2004,2011,2013,2014,2015.
            Naprawdę to jest straszne jak „fani prawdziwej zimy” sobie na siłę obrzydzają cudowne, ciepłe i przyjemne miesiące w okresie DJF. Nie zabronię.

        2. Listopad był ciepły, przynajmniej wg. danych z SYNOP’ów. Anomalia wypadła ponad 70 percentylem, co wg. przyjętej tutaj konwencji oznacza miesiąc ciepły. Szanse na grudzień będący w normie (percentyl 40-60) są b. mizerne, szczególnie w oparciu o prognozy na kolejne 10 dni. Od dziś spodziewany jest wzrost anomalii miesięcznej, a nie jej spadek.

        3. @kmrozu
          Nie obrzydzam, ale u ciebie mogło być akurat inaczej w Toruniu w styczniu 2007, liczba dni z opadami była rekordowa, było to równe 30 dni. Ale za to doskonale pamiętam styczeń 2013 i u mnie był zdecydowanie zimowy (w moim przekonaniu nawet bardziej od stycznia 2017, bo ten był najchłodniejszy na samym południu PL), styczeń 2003 podobnie, z resztą cała zima 2002/03 dobrze zapadła mi w pamięć i była najmroźniejsza jaką przeżyłem. Więc jak widać w każdym rejonie jest inaczej i nigdy wszyscy nie odczujemy jednakowo danego miesiąca. Np. Grudzień 2018 przez mieszkańców zachodniej Polskiej zostanie zapamiętany jako ciepły, a przez mieszkańców wschodu co najwyżej jako normalny. Poza tym obecny miesiąc jest wyjątkowy ponury…
          PS: Wczoraj około północy sypał spory śnieg i pokrywa była naprawdę zjawiskowa (bynajmniej ja nie pamiętam tak dużej pokrywy w GRUDNIU od 2010 roku) a dziś od rana leży wydeptane błoto, aż przykro na to patrzeć… Mam tylko nadzieję że zima nie będzie deszczowa tylko śnieżna, bo jak już powiedziałem nie jestem fanem takich zim …

          1. chodziło mi o to, że stycznie m.in. 2003 i 2013 były brzydsze od 2007 to znaczy, że miały niższe usłonecznienie. W skali kraju. Oczywiście były one prawdziwie zimowe i nigdzie nie pisałem, że tak nie było, więc mnie chyba źle zrozumiałeś.

          2. Ok, myślałem że chodziło ci że były bardziej deszczowe i pochmurne a nie zimowe bo np. zgadzam się że takie były stycznie 2002,2011 czy 2014

    2. @Zbigniew dla mnie to kwiecień 2018. Jednak nic nie przebiło w tym roku tego szoku jaki wywołał u mnie kwiecień. A w skali całego roku niezwykłe było ciągłe odsuwanie w czasie ochłodzeń w prognozach i zmniejszanie ich skali. To miało miejsce caly czas od kwietnia do listopada, a sprawdziło się tylko pod koniec czerwca i września.

      1. Editor, chłopie, naprawdę dobrze Ci radzę – odkładaj czym prędzej kasę na bilet do Islandii, bo z takimi upodobaniami będziesz się w Polsce męczył do końca życia – z dużą dozą pewności można wnioskować, że z Twojego punktu widzenia będzie tylko gorzej. Na Islandii znajdziesz wszystko czego szukasz – tam termicznie jak i pod względem usłonecznienia takich miesięcy jak obecny grudzień jest na pęczki. A i gorącego lata szybko tam nie uświadczysz. O ekonomii nawet nie ma co wspominać – w porównaniu do Polski to wręcz przepaść – tam w 2-3 miesiące jesteś w stanie zarobić więcej niż tutaj przez rok.

          1. Ale to Islandia – latem efekty bardzo długiego dnia niweluje tam niż islandzki i zachmurzenie przezeń generowane. Poza tym na północ od 60 równoleżnika i tak nie da się żyć bez opaski na oczy (lub grubych żaluzji), więc kładąc się spać nasuwasz ją na oczy i nie obchodzi Cię czy jest noc czy jej nie ma.

  7. Mam pytanie. Próbując sprawdzić ile potrzeba anomalii za ostatnie 11 dni roku do rekordu (jeszcze pomijając sam wątek spadku anomalii w związku z doliczeniem mniejszych posterunków).
    Wg obliczenia średniej anomalii za 354 dni roku 2018(dotyczasowej) na podstawie:
    1)danych z https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/poltemp-new.txt i 2) doliczenia anomalii grudnia za 20 dni (+0.89K) wychodzi że anomalia roku do dziś wynosi +1.53K.
    Natomiast na tej stronie https://meteomodel.pl/BLOG/aktualny-miesiac/ jest pokazane, że anomalia za rok 2018 do 20.12 wynosi +1.56K.
    Nie wiem, którym danym wierzyć.
    PS Oczywiście licząc z anomalii miesięcznych uwzględniłem, że niektóre miesiące mają 31 dni, niektóre 30 dni, a luty 28 dni. Więc błąd nie wziął się z tego :)
    Różnica +0.03K w skali roku, co tu dużo mówić, mała nie jest. W tym przypadku może wręcz decydować o tym, czy pojawi się rekord.
    PPS Wiem oczywiście, że ostateczna anomalia będzie niższa (a w każdym razie inna) niż ta, która wyjdzie 31 grudnia, ze względu na doliczenie posterunków. Ale już nawet bez tego doliczenia zauważyłem nietypowe nieścisłości…

    1. Różnica bierze się prawdopodobnie stąd, że aktualna anomalia roczna +1,56K jest wyliczona na podstawie anomalii dobowych, ale nie uaktualnionych od samego początku roku. Czyli nie uwzględnia właśnie tych mniejszych posterunków i nie aktualizowała się na bieżąco wraz z anomaliami za poprzednie miesiące. Wtedy faktycznie tyle wychodzi – sprawdziłem. Natomiast Ty policzyłeś już w oparciu o ostateczne anomalie miesięczne – przynajmniej do października włącznie, bo zmienić się może jeszcze tylko listopad (aktualnie +1,22K) i 20 dni grudnia. Czyli moim zdaniem policzyłeś dokładniej, właściwie najdokładniej jak się da na ten moment i poprawnie rachunkowo.

  8. Odnośnie stycznia 2007 to moim zdaniem najgorszy rekordowo ciepły miesiąc (nie licząc czerwca 1811 i sierpnia 1807, których dokładnych danych nie znam).
    Przyniósł niskie usłonecznienie i wysoką sumę opadów, przez co w sporej części był pluchowaty, do tego ten huraganowy wiatr podczas orkanu Cyryl – niefajnie. Bardziej do gustu przypadłby mi styczeń 2008, niestety jakoś specjalnie go nie pamiętam.
    Pod względem termicznym bardziej niezwykły od stycznia 2007 był u mnie styczeń 1994,który w odróżnieniu od tego rekordowego nie przyniósł ani jednego dnia z całodobowym mrozem i tylko 3 dni z pokrywą śnieżną (w 2007 było ich „aż” 8). Niestety to również był dość ponury miesiąc.

    1. Styczeń 2008 to dopiero był wspaniały miesiąc. Podobnie jak w 2005 i 2015 przyniósł mniej więcej w drugiej dekadzie tydzień słonecznej (niemal w pełni!) i bardzo ciepłej pogody, podobnie również jak w 2005 ( i inaczej niż w 2015) był to niemal całkowicie suchy tydzień (i nawet dość nietypowo spokojny jak na takie ciepło). No i w końcu, w przeciwieństwie do styczni z 2005 i 2015 nie był to jego jedyny okres ze słońcem, bo sporo słońca było też w ostatniej dekadzie, a także na początku w czasie fali mrozów. W XXI wieku lepszego stycznia nie znajdę, w XX wieku konkurować mogą na pewno 1999,1998,1991,1989 i bardzo dawny 1975.

      1. To u mnie ulubione stycznia wyglądają trochę inaczej bo trafia tam 2003, 2006, 2010 i 2017. Czyli zimowe w całości, z porządnym mrozem i duża ilością śniegu. Taka zima przez duże Z. Ciepły styczeń to pogoda która i tak występuje w innych miesiącach roku w dużych ilościach, ten z 2007 miał średnią temperaturę jak normalny listopad lub marzec. Te nie rekordowo ciepłe są jeszcze gorsze, średnia 1-2 stopnie czyli taki późny listopad, chyba najsmutnienszy okres roku.

        A takie zimne stycznie akcentuja zimę. Podobnie jak upalne lipce akcentuja lato. Dużo milej mi mija styczeń ze średnią -6 od chociażby marca ze średnią -1. W marcu regularnej zimy już nie lubię, szczególnie w drugiej połowie.

      2. U mnie jedyny styczeń, który mi się podobał, to był w 2007 roku. Jeszcze w 2015 dawał się w ostateczności zaakceptować. Poza tym to najbardziej ponury i depresyjny miesiąc.

        1. ale klimatem Chicago to byś nie pogardził, sam kiedyś chyba pisałeś.

          Średnia w styczniu to -5*C i bywają naprawdę porządne mrozy, takie których w Polsce już dawno nie widywano (styczeń 2014: minus 25 w dzień i to z wiatrem 70 km/h!). Ale za to lato to prawdziwe lato a nie jakieś nędzne popłuczyny, bo średni tmax w czerwcu to 27, w lipcu 29, w sierpniu 28 i nawet we wrześniu 24. Zimno się robi dopiero w listopadzie kiedy tmax średni wynosi 10*C. To i tak chyba więcej niż w Polsce, bo u nas taki średni tmax jest na POCZĄTKU listopada a nie całomiesięczny.

          Jakbym miał wybierać kontynentalny klimat do zamieszkania to chyba byłby to tamten. Europejskie kontynentalne klimaty mają zdecydowanie za długie zimy i za krótkie lata. A tam jest porządna zima i porządne lato.

          1. Zgadza się, kiedyś o tym na TP gadaliśmy. Gdybym miał wybrać klimat Chicago z nieco ostrzejszą zimą, ale ze zdecydowanie cieplejszymi pozostałymi 9 miesiącami i średnią roczną na poziomie 10,8 stopnia (Midway Airport), a Lublinem z niewiele łagodniejszą zimą i to tylko styczniem w zasadzie, ale z niemrawą, słabą wiosną i jesienią i tradycyjnie cienkim latem (w ostatnich latach sezony letnie się ociepliły, w zasadzie nawet do akceptowalnego poziomu), to zdecydowanie wybrałbym Chicago. Zimą mi nie robi już wielkiej różnicy, czy na termometrze jet -1 czy -5 stopni, bo to jest i tak poniżej granicy tolerancji dla mnie. Za to pozostałe miesiące zdecydowanie nadrabiają. Do tego nasłonecznienie jest znacznie tam większe, bo ok. 2500 godzin w ciągu roku, znacznie większe opady deszczu mi nie przeszkadzają.

            Źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Climate_of_Chicago

            Myślę, że to jest miejsce, które Ciebie by zadowoliło, a dla mnie byłoby do zaakceptowania. Na podstawie tych statystyk muszę jednak stwierdzić, że te mrozy w Chicago prawie wcale nie są silniejsze niż w Lublinie, a i nawet w styczniu zdarzają się ocieplenia powyżej 15 stopni na plusie. Chicago ma lepszy klimat od Lublina prawie pod każdym względem

          2. Swoją drogą mamy już dość zaawansowany XXI wiek, a Amerykańce nadal optują przy tych swoich chorych jednostkach. 3 czy 4 kraje świata nadal stosują te jednostki, ale że jest wśród nich ten gigant to praktycznie wszystkie możliwe aplikacje i serwisy sieciowe mają zaimplementowane oba systemy – co gorsza w wielu system imperialny jest domyślny, np. w Wunderground. Patola.

          3. @chochlik

            Ja bym nie nazywał jednostek amerykańskich imperialnymi. Tę nazwę zwykle rezerwowało się dla brytyjskich (to oni byli imperium):
            https://en.wikipedia.org/wiki/Imperial_units

            Różnice między systemem imperialnym, a amerykańskim występują głównie w jednostkach wagi i objętości (od uncji po galon):
            https://en.wikipedia.org/wiki/Comparison_of_the_imperial_and_US_customary_measurement_systems

            Natomiast w kwestii temperatur, Brytyjczycy od dawna używają stopni Celsjusza, więc tym bardziej trudno nazywać „farenhaity” jednostkami imperialnymi. Już prędzej gdańskimi bo przecież Fahrenheit nad pomiarami temperatury pracował w Gdańsku. Zero w jego skali to najniższa temperatura jaką zanotował w tym mieście. Definiuje się ją jako temperaturę zamarzania jakiegoś roztworu, ale przecież Fahrehneit nie miał zamrażarki więc musiał nad tym pracować na dworze w temperaturze otoczenia.

          4. Mi letni upał już nie przeszkadza, kiedyś na niego marudziłem teraz nawet lubię byle nie występował przy 80% wilgotności jak w tamtym roku. Tam pisało że nawet w marcu się zdarzaja tam gorące dni (temp. powyżej 26 st), choć jest to dość rzadkie. U nas 26 stopni to dużo nawet w kwietniu, nie co roku jest.

            W Polsce zmorą są te zgniłe wyże które się tutaj regularnie pojawiają od połowy października mniej więcej do marca. Przy takim wyżu jest nie tylko zimno ale jeszcze ciemno i bezwietrznie, przez co cały ten zasiarczony węgiel opada z powrotem i powstają pomiary typu 2000% pm10.

          5. Tak to jest kiedy nie mamy bariery przed powietrzem polarnomorskim, w Chicago wiatry z zachodu to suche wiatry. Oczywiście szerokość geograficzna swoje robi, a Chicago właśnie przypomina mi Bukareszt.

          6. @ArcticHaze
            Mniejsza o nazewnictwo – po prostu tam gdzie mamy wybór jednostek mamy najczęściej do wyboru Metric oraz Imperial. Chodzi o sam fakt trzymania się Jankesów tych bzdurnych jednostek, które życie jedynie utrudniają zamiast upraszczać.

          7. @chochlik

            Na stronie internetowej może to się tak nazywać, ale nie jeśli jest amerykańska. Oni tak nie nazywaja swojego systemu jednostek.

            Jeśli się mylę to podaj przykład strony z USA, która używa tej nazwy.

  9. A tymczasem sprawa rekordowości roku 2018 w Polsce nadal nie jest przesądzona. Zadecydują detale. Za dzisiejszą dobę (22.12) bieżąca anomalia grudnia wzrośnie – jednak raczej nie więcej niż do +1,2K (ref. 1981-2010). Natomiast w dniach 23-25.12 niewiele się zmieni – przy czym sama Wigilia (24.12) przyniesie jednak Tavg bliską normie (w skali kraju jak sądzę -2/-1K). Będzie to najchłodniejszy dzień w okresie 21-27.12, jeżeli nie w całej III dekadzie grudnia – a co będzie zdecydowaną odmianą względem minionych 10 roczników.

    Począwszy od 26.12 anomalia zacznie ponownie rosnąć, ale raczej nieznacznie. O wszystkim zadecyduje to, czy ostatnie dni roku przyniosą (choć nieznaczne) ochłodzenie, czy też stanie się to już po Nowym Roku, a do końca grudnia przeważać będą temperatury przeważnie nieco powyżej 0°C (?). A dodajmy, że aby rok 2018 zapisał się jako rekordowo ciepły, potrzebna jest anomalia grudnia co najmniej +1,32K (jeżeli nie jeszcze nieco wyższa).

    Tak, czy inaczej będziemy bardzo blisko średniej rocznej z 2015 r. Jednak, w innych okolicznościach, bo:
    – przy niższej Tavg i zarazem anomalii globalnej,
    – przy bardzo długim okresie letnim w Polsce i zarazem nie takim krótkim zimowym jak w latach 2014-2016.

    Zobaczymy co przyniesie rok 2019 (?). Nawet jak anomalia globalna ponownie pójdzie w górę (m.in. z uwagi na El Nino), to u nas – miejmy nadzieję – będzie niższa niż w rocznikach 2015 i 2018, a nawet 2014 i 2016. Zgodnie z ostatnimi zmiennościami (cyklami) teraz powinniśmy mieć kilka roczników bliższych tym np. do roku 2013, a nie kolejne ocierające się o rekordy ciepła. Za niepokojące należałoby uznać, jeżeli rok 2018 nie okazałby się w tym względzie „wypadkiem przy pracy” (pomimo AGW).

    1. Przepraszam, ale nie do końca rozumiem.Rok 2015 miał anomalię +2.12 prawda? Anomalia obecnego to tylko +1.56, więc raczej nie ma szansy na to, aby był rekordowy.Obstawiam, że przez brak doświadczenia coś pomyliłem, więc dobrze jakby ktoś mnie oświecił.

    2. sama Wigilia (24.12) przyniesie jednak Tavg bliską normie (w skali kraju jak sądzę -2/-1K). Będzie to najchłodniejszy dzień w okresie 21-27.12, jeżeli nie w całej III dekadzie grudnia – a co będzie zdecydowaną odmianą względem minionych 10 roczników.

      A nie mówiłem (i nie tylko ja), że nie ma żadnej cudownej reguły ocieplenia w Boże Narodzenie?

      1. Bo na logikę jaka niby miałaby być co takiego niezwykłego miałoby się dziać a tym terminie akurat w te święta. Już tym bardziej że zdarzały się mroźne i śnieżne święta nieważne że dawno ale jednak jak choćby 2003 rok. Tak samo jest z rozpatrywaniem reguły ochłodzeń w połowie czerwca.

      2. ale ja nigdy nie podpierałem tej tezy że to jest jakaś reguła, po prostu tak wypadło że już bardzo dawno nie było prawdziwej zimy na święta Bożego Narodzenia. I to nawet w bardzo zimnych grudniach. U mnie w 2010r się ociepliło do prawie +10 i dużo śniegu się stopiło, a przecież w tamtym grudniu każdy mówił że no teraz zimowa aura na święta to już pewne jak w banku! A tu dupa, no chyba że tym bankiem było by Amber Gold.

        Przez ostatnie 10-15 lat mieliśmy kilka zimnych grudniów, nie mów że nie. A pogoda na święta była o taka:

        2012: plus 5-7 stopni, tuż przed świętami tyle samo ale poniżej zera (w dzień!)
        2010: odwilż w dniach 20-25 grudnia, przed nią oraz po niej były silne mrozy
        2009: odwilż w dniach 22-26 grudnia, wcześniej były dwucyfrowe mrozy w ciągu dnia
        2008: tu dla odmiany był jesienny grudzień i zimowe święta BN! Cud!
        2007: najzimniejsza Wigilia po 2002 roku, całe święta z całodobowym mrozem i pogodą wyżową, niestety śniegu bardzo mało
        2005: sporo śniegu ale dodatnia temperatura na święta
        2003: słonecznie i mroźno, śniegu mało
        2002: słonecznie i mroźno, śniegu mało
        2001: dużo śniegu i spory mróz. Taka zima na 100%. Najbardziej zimowe święta jakie pamiętam.

        Roczniki których nie wymieniłem to nawet nie ma sensu wymieniać, bo to była jesień pełną gębą. Często przez cały miesiąc.

  10. No nie jest przesądzona kwestia tego czy grudzień osiągnie anomalię co najmniej 1,32 K i czy rok 2018 będzie rekordowo ciepły, bo niektóre odsłony modeli widzą powrót lekkiej zimy pod koniec roku. Widać także spadek i przejście na wartości ujemne indeksów AO i NAO.

    1. Oczywiście, że przesądzone nic nie jest – szanse są wciąż w granicach 50-50, choć wg prognoz z lekkim wskazaniem na rekord. Oczywiście bazujemy na obecnym poltempie. Co przyniosą zmiany w liczeniu średnich ze stacji klimatologicznych okaże się dopiero w przyszłym roku.

  11. 23 grudnia był w ciągu dnia nieco cieplejszy niż zapowiadały prognozy, z tego też powodu anomalia miesięczna powinna dziś podnieść się do okolic +1,32C, a więc wymaganej do osiągnięcia rekordu rocznego.

    1. Już wiadomo, że do 23.12 bieżąca anomalia grudnia wynosi +1,30K (ref. 1981-2010). Dzień 24.12 ją obniży, 25.12 trudno powiedzieć (będzie to zależało od nocy), a kolejne albo nie zmienią, albo nieco podwyższą. Z racji tego, że kolejne odczuwalne ochłodzenie odsuwane jest w prognozach już na styczeń, to na dzisiaj rok 2018 ma coraz większe szanse na zapisanie się jako rekordowo ciepły w Polsce.

      PS. Liczę oczywiście na „spauzowanie” w tym względzie w najbliższych latach.

  12. Ale stosunkowo spora strefa rozpogodzeń (większa ostatnio widziałem w skali kraju w środę) zmierza od północy w kierunku mojej lokalizacji. Akurat by ujrzeć pierwszą gwiazdkę :D
    Bo słońca to już za dużo pewnie dzisiaj nie ujrzę.
    I z okazji tej zbliżającej się pierwszej gwiazdki życzę wam wszystkich wesołych, zdrowych i spokojnych świąt. Niezależnie od tego jaka pogoda panuje za oknem :)

  13. Witajcie, wiem że jest zima, mamy Grudzień, ale na Boga! Codziennie pada najmniej deszcz to śnieg, jest tak zachmurzone że trzeba świecić światło w mieszkaniu cały dzień, normalnie koszmar! Temperatura raz jeszcze -2 a raz +7… Jak patrzę na Europę zachodnią gdzie nad wyspami stoi Wyż.. słonecznie codziennie w Anglii,Francji,Szwajcarii,Włoszech.. Może na Zachodzie kraju jest inaczej? Bo u nas na Wschodzie jest tak teraz że, gdy przychodzi lato, słońce świeci codziennie i jest ponad 30 stopni, a wszystkie deszcze które idą od Zachodu są wypychane przez Rosyjski Wyż na Północny Wschód, u nas nie spada ani kropla.. czasami tego deszczu naprawdę brakuje, na polach wszystko schnie. A gdy przychodzi zima.. zachmurzone non stop… :/

      1. No właśnie o tym piszę, dziwi mnie to że jeszcze żaden meteorolog nie zajął się klimatem jakim cechuje się Polska Południowo Wschodnia. Przecież na radarach widać w lecie jak na dłoni że każda strefa opadów z Zachodu jest natychmiast wymiatają na Północny Wschód. U nas deszcz tylko pada jak idzie strefa z południowego wschodu. Ale teraz pogoda raczej w całej Polsce to jakiś koszmar… U mnie teraz pada śnieg, który już jutro bądź w Środę spłynie… A później deszcz.. deszcz.. i zero słońca… Dosyć mam tego.

  14. Ja sobie bym życzył w 2019 takiej pogody jaka była w 2018. To był wspaniały pogodowo rok. Najpiękniejsza wiosna mojego życia, potem upalne lato i na zakończenie złota jesień. Wiem, że to mało prawdopodobne żeby to się w przyszłym roku powtórzyło, ale jakieś nadzieje mam :) może żeby więcej deszczu było, ale temperaturowo było wspaniale ;) po beznadziejnym 2017…

    1. Nie musi aż takich rekordów bić ta pogoda. Może być udany rok z mniejszą anomalia pory ciepłej.

      IV 2009
      V 2007
      Vi 2008
      VII 2013
      VIII 2011
      IX 2016
      X 2014
      Xi 2011

      No i masz ładny i słoneczny rok złożony z miesięcy dalekich od rekordów. Nie muszą to być tak absurdalnie ciepłe miesiące jak kwiecień.

      Najważniejsze żeby dziadowskie przedwiośnie i pozna jesień się za bardzo nie rozciągaly. 2016 i 2017 były pod tym względem fatalne. 2016 chyba nawet gorszy od 2017 bo w tym drugim tylko jesień była do dupy. Wiosna była spoko, nawet ten kwiecień byl nie do życia tylko przez 2 tygodnie od 17 IV. To co się działo w 2016 było znacznie gorsze, od 24 stycznia do końca marca pochmurne przedwiośnie. A z drugiego końca wyjątkowo brzydki październik i pół listopada. A, jakbyście nie pamiętali to 2016 też miał zimno w końcówce kwietnia. Było poniżej 10 za dnia i padała Krupa śnieżna.

      1. No i wszystko zależy od punktu siedzenia…. u mnie kwiecień 2009 był kiepski, z silnymi mrozami w nocy w III dekadzie miesiąca

      2. Nie no muszę ponownie interweniować… no jeżeli ty uważasz -3 st w maju w nocy za „udane” to o czym my tu rozmawiamy…. To ja już wolę maj 2009 od wymarzniętych kwiatów i drzew.

      3. Muszę przyznać, ze tym razem się z tobą zgodzę. Może z wyjątkiem maja, który, jak słusznie zauważył Podlasianin, najpierw przyniósł przymrozki (ale one to się prawie w każdym maju gdzieś zdarzają, nawet w tegorocznym) , a potem w ostatniej dekadzie maja tropikalne upały (mówię tropikalne, bo wilgotność i burze). No i wrzesień 2016 mi do gustu nie przypadł, bo zbyt długo gorąco, wole wrześnie 2006,2009,2011,2014, które nieprzyjemnym gorącem skąpiły, a i tak przyniosły pełno letnich temperatur.
        Resztę bym jak najbardziej przygarnął. No, listopad też do wywalenia, bo fajna tylko pierwsza dekada, ale to już nie pora ciepła tylko chłodna. Kwiecień, całe lato i październik z „twojej” listy dla mnie bomba.
        @podlasianin
        Z majem oczywiście masz racje (do dziś pamietam jak ten jedyny raz moi dziadkowie robili wtedy sok wieloowocowy zamiast z każdego owoca osobny, nawet w 2014 i 2017 nie było tak źle), ale kwiecień 2009 to chyba pomyliłeś.

          1. 23.04. z niemal rekordowa anomalią? no tym razem to ty sie pomyliłeś xD anomalia dobowa wyniosła wówczas +3… chyba, że chodziło ci ogólnie o okres po 4 kwietnia.

      4. 2016 miał owszem zimną 3 dekadę kwietnia, ale u mnie było przeważnie powyżej 10 stopni za dnia i sporo słońca (chyba padało tylko przez 2 dni tej dekady). Kurtkę założyłem wtedy tylko raz i to przeciwdeszczowo. Potem buchnęło lato na początku maja ze sporą ilością słońca i niewielkimi konwekcjami. W 2017 to była jakaś tragedia w porównaniu do tego (i czegokolwiek innego o tej porze)
        2016 jeśli chodzi o pierwsza polowe roku to tylko marzec mi się nie podobał, bo zbyt ponury. I styczeń był kiepski, to jeden z tych przypadków, gdzie usłonecznienie miesiąca jest przyzwoite tylko dzięki kilkudniowemu wyżowi, który nie zgnił. Od 6.01 tego słońca było naprawdę malutko.

    2. Mam takie samo życzenie. To był wspaniały rok. Jedyne, co bym odjęła, to wilgotny upał na przełomie lipca i sierpnia, to było trudne do wytrzymania. No i żeby deszcze padały regularniej. Poza tym – bajeczka :)

    3. Podpisuje się pod Twoimi słowami: porządna zima ze słońcem w lutym i w marcu, start wiosny w kwietniu, lato było gorące i przeważnie słoneczne, jesień także przyniosła dużo słońca i ciepła, no i na dodatek na Święta spadło trochę śniegu :) Życzę wszystkim tutaj na blogu z okazji Świąt Bożego Narodzenia dużo szczęścia, zdrowia oraz pomyślności, wspaniałej rodzinnej atmosfery przy wigilijnym stole oraz oby pogodowo taki rok jak obecnie powtarzał się jak najczęściej.

      1. a mnie zastanawia jednak rzecz. Piszecie „gorące, upalne” a potem mówicie, że to pozytywne. A czy przypadkiem te przymiotniki z założenia nie są pejoratywne?

        1. Z tego co wiem, „upalny” jest pejoratywny, natomiast „gorący” już neutralny, może być przez każdego odbierany inaczej.

  15. Rok 2018 można już z dużym prawdopodobieństwem ogłaszać jako rekordowo ciepły w Polsce. Obecne ochłodzenie przyniosło zaledwie temperatury wokół 0°C (anomalia bliska +2K). Przed nami dni, które przyniosą dalszy wzrost anomalii – myślę, że nawet do poz. +1,5/+1,8K za grudzień. Natomiast ewentualna „szansa” na kolejne wyraźniejsze ochłodzenie (z anomaliami ujemnymi) nie wcześniej niż około/po Nowym Roku.
    Anomalia roczna może się skończyć na poziomie ok. +1,6K (ref. 1981-2010).

    Niezwykły rok, że rekord ciepła trafia się tym razem przy obecności ekstremalnie zimnego okresu i zarazem nie tak krótkim okresie zimowym (w przewadze trwającym 1,5-3 miesiący). Zapracował na to najbardziej kwiecień (przypominający w pełni maj) i zarazem bardzo długi okres letni (ze średnią anomalią rzędu +2,5/+3K).

    Niestety ten rekord mnie NIE cieszy – bo wiem jakim „palącym” problemem jest on okraszony w tle. Jeżeli ma to jednak związek głównie z czynnikami lokalnymi, to mam nadzieję, że te w kolejnych kilku latach częściej będą „pomagały” w tym, abyśmy od tych rekordów sobie odpoczęli. Tym bardziej, że nasz rekord w 2018 nie miał pokrycia w jakimś nadzwyczajnym zwyżkowaniu w skali globalnej (jak ok. 2015-2016 r.).

    1. Nawet „zimowa” wigilia przyniosła jednak średnią obszarową minimalnie dodatnią i anomalię +1,91K, czym podniosła anomalię miesięczną do wymaganego poziomu dla rekordu rocznego (z +1,3K do +1,32K), a następne dni podbiją ją jeszcze wyraźniej. Rekord roczny wydaje się zatem już niemal pewny.
      Obstawiam, że grudzień skończy się anomalią bliżej +2K niż +1,5K, bo GFS daje anomalie na poziomie nawet +5K na dni po świętach.
      Można na ten nowy rekord popatrzeć też w ten sposób, że skoro w 2018 był długi okres zimowy, to znaczy, że nie jest to obecnie jeszcze „sufit”, czyli kres możliwości naszego klimatu. Bez tej zimy w lutym i marcu (nawet zakładając miesiące normalne) mielibyśmy anomalię roczną na poziomie +2K !!!
      Może tak ekstremalnie ciepłe kwiecień, maj i lato szybko się nie powtórzą, ale krótsza i cieplejsza zima owszem.

      1. Cały czas „sprzyjających” zbiegów okoliczności (na które tak niektórzy liczą) mieć nie będziemy. Pogoda jest (a przynajmniej powinna być) czymś bardziej stochastycznym. A zbyt częste duże anomalie „in plus” u nas na dłuższą metę nie są możliwe bez wsparcia czynnikiem globalnym.
        Nie ma się więc co nakręcać tak bardzo z tymi rekordami ciepła – a przynajmniej nimi tak „rajcować”.

    1. Wg. prognoz GFS wir polarny ma nad biegun wracać najwcześniej około 6 stycznia – będzie to więc dość mocne SSW, może nie tak bardzo jak w styczniu 2013, ale jednak. Choć jego ewent. przełożenie na sytuację w troposferze jest jeszcze oczywiście zagadką.

  16. Rok 2018 przyniósł najpiękniejszą wiosnę w moim życiu. Może była zbyt letnia (szczególnie kwiecień, w maju dni gorące już tak nie rażą), ale tego ogromu słońca, niesamowitej wegetacji roślin i cudownej pogody ciągnącej się tygodniami nie zapomnę nigdy. Wiosny 2007 albo 2014 obok tegorocznej nawet nie stały moim zdaniem. Przepiękna była też jesień – w moim rankingu na równi z jesienią 2006. Rekordowe usłonecznienie we wrześniu i listopadzie i cudowne babie lato w październiku to coś kapitalnego.
    Niestety w 2018 najbardziej wadzi mi lato. Nie widziałem i nadal nie widzę potrzeby, aby po tak ciepłej i suchej wiośnie lato było rekordowo ciepłe. Czy nie wystarczyłoby po prostu ciepłe/bardzo ciepłe lato jak w 2013 albo 2016 roku? Było gorąco, a przy tym wilgotno i parno, zaś noce były gdzieniegdzie cieplejsze niż w lipcu 2006 roku. U mnie nie było tak źle, ale w wielu regionach druga połowa lipca i pierwsza połowa sierpnia, to była jedna wielka fala gorąca bez żadnego ochłodzenia i z nocami nieprzynoszącymi ukojenia (pozdrawiam amigos z Ciudad de Wroclaw). Burze które mnie fascynują noe pochodziły z atlantyckich niżów, jak podczas burzowego lata 2009,tylko z nic niewartych konkwekcji. Wykres anomalii 2018 roku odstający tak drastycznie od innych lat nadal mnie przeraża. Właśnie te anomalie sprawiały że nawet miła pogoda nie pozwalała mi się sobą cieszyć. O ile wiosna była przepiękna, to za latem nie zatęsknię. To była przesada.
    Dzięki temu przekonałem się jednak że korelacje między miesiącami nie są nic warte, a także że do pobicia rekordu pory roku nie potrzeba specjalnie wiele. Gdyby w maju ktoś mnie zapytał jak moim zdaniem będzie wyglądać rekordowo ciepłe lato, odpowiedziałbym że będzie to połączenie lipca 2006 z sierpniem 2015, albo rekordowo ciepły czerwiec, który silnie podniósłby anomalię. Mam przeczucie że rekord czerwca 1811 nie przetrwa do 2030 roku. Teraz utwierdzam się w przekonaniu, że rekord nie musi oznaczać ekstremów, lecz przeciwnie – dużą stabilność.
    Jeszcze napiszę podsumowanie 2018 roku w moim uznaniu, ale jeszcze raz nadmienię, że nie było w moim życiu miesiąca mogącego równać się niezwykłością z kwietniem 2018. Ten miesiąc będę pamiętał do końca życia.
    Na koniec 2018 roku zmieniła się moja lista ulubionych miesięcy. Teraz wygląda następująco (tylko miesiące XXI wieku czyli takie, które sensownie pamiętam:
    – Styczeń 2017/2018 (wersja zimna i ciepła)
    – Luty 2014 (nie było zimowego lutego, który tak by mi się podobał)
    – Marzec 2015
    – Kwiecień 2009
    – Maj 2018
    – Czerwiec 2017
    – Lipiec 2006/2013
    – Sierpień 2003/2009
    – Wrzesień 2006/2016
    – Październik 2006/2018
    – Listopad 2018
    – Grudzień 2002/2015

    1. Gdybym mieszkał w Małopolsce lub na Podkarpaciu to styczeń 2018 bez dwóch zdań byłby moim ulubionym. Tak to ciągle nim jest (jeśli chodzi o ten wiek) styczeń 2008. Styczeń 2018 w drugiej połowie zrobił się jednak u mnie zbyt pochmurny. W latach 90tych było dużo więcej udanych styczniów, niemal połowa z lat 1989-1999 może spokojnie konkurować z tym z 2008 roku. Niestety, cześci nie pamiętam, a większości nie przeżyłem.

    2. Przepraszam, nie odniosłem się do całego wpisu. Dla mnie wiosny 2007 i 2014 były dużo lepsze. Przede wszystkim dlatego, że się szybciej zaczęły. W 2007 na początku marca, w 2014 to przejście było tak stopniowe, że ciężko powiedzieć czy w połowie lutego, czy w połowie marca, ze względu na bardzo zimne noce, powiem jednak, że w połowie marca zaczęła się taka prawdziwa wiosna (aczkolwiek i wcześniej było dość fajnie, tylko „cebulka”, cóż taka cena pogodnego nieba i wyżów)
      To nie jedyny powód. Przede wszystkim te wiosny były wiosnami też dalej. W 2007, poza krótkimi epizodami letnimi (będącymi ważnym elementem wiosny),mieliśmy do 20 maja jak najbardziej wiosenną aurę ze sporymi ilościami słońca i swobodnie, a nie gwałtownie rozwijającą się roślinnością. W 2014 to już wgl było super, bo poza chwilowym cieplejszym okresem w okolicy Wielkanocy i bardzo ciepłym okresem w drugiej połowie maja mieliśmy całe 3 miesiące wiosny po prostu wiosenne – ciepłe, słoneczne, przyjemne. Pory roku się zgadzały, wszystko było cacy.
      Co do jesieni to w tym roku wkurzało mnie kilka rzeczy (ale na pewno od 20.09 do 15.11 mieliśmy w miarę jesienną pogodę, nie lato, nie przedzimie – więc nie oceniam jej jakoś negatywnie)
      1) niepotrzebne fale gorąca we wrześniu. Nawet po normalnym lecie ich nie lubię.
      2) kilka niefajnych dni (22-25 września) w 3 dekadzie września (same przymrozki o dziwo tak nie przeszkadzały mi już, bo były w towarzystwie pogodnych dni z tmax około 15 stopni)
      3) październik zbyt dwubiegunowy, do 18.10 słońca pełno, nielimitowanie, potem praktycznie null.
      4) w listopadzie, który chociaż przyniósł u mnie około 75 godzin słońca, było zbyt wiele takich szarych, ponurych dni, bez nadziei na przejaśnienie. Znowu usłonecznienie wyrabiały dni „lampowe”, a ciągi dni całkowicie ponurych (bez nawet ruszenia się jakoś tego stratusa) bywały kilkudniowe (9-11.11. 22-26.11….).
      5) Oczywiście przedwczesny atak zimy.

      1. kilkudniowy ciąg stratusa w II połowie listopada to można powiedzieć norma. U mnie obecnie jest to, co u ciebie w 2014, czyli ostatni pół-pogodny dzień był 17 dni temu (8.12), a w prognozach przez kolejne 8 dni nie widać żadnej poprawy. Ba, nawet pogorszenie, bo w dniach 11-20 grudnia była lekka zima i leżało trochę śniegu. Teraz będzie to aura grobowa, słońca zero śniegu zero chmury non stop. Jak w jakimś Archangielsku tylko cieplej i bez śniegu.

      2. Rzeczywiście może to za dużo powiedziane że wiosna 2007 nie stała obok tegorocznej. Niestety ta sprzed 11 lat kojarzy mi się głównie z tymi absurdalnymi przymrozkami, a wręcz mrozem w maju, który później ustąpił miejsca fali upału. Dwie skrajności w obrębie jednego miesiąca, podobnie jak we wrześniu 2018,który też jakoś mnie nie „porwał”. Zasadniczo lubię gorące akcenty we wrześniu, to są ostatnie szanse na nacieszenie się taką pogodą. Przyznam jednak że w tym roku miałem już dość ;) Te gorące dni w okolicy 15-20 września stwarzały wrażenie że lato nigdy się nie skończy.
        Wracając do wiosny 2007, to marzec choć wyjątkowo ciepły, mógł być ładniejszy. U mnie był bardzo mokry, usłonecznienie też nierewelacyjne. W ogóle jak teraz analizuję te cztery najcieplejsze marce ostatnich 30 lat – 1990, 2007, 2014 i 2017 – to żaden nie wyróżnił się specjalnie usłonecznieniem. Najlepszy w wiośnie 2007 był kwiecień, o maju już wspomniałem.
        Wiosna 2018 może później się zaczęła, ale nadrobiła zaległości w takim tempie że można jej to wybaczyć :)
        Wiosna 2014 u mnie to nie ta sama co w wielu regionach Polski. Jej największą zaletą był brak późnych incydentów zimowych. Marzec wcale nie taki wspaniały, kwiecień najbardziej pochmurny od 1997, z wieloma „nijakimi” dniami (nawet IV 2017 miał wyższe usłonecznienie) i drugi najbardziej mokry w historii maj z alarmem powodziowym. Wiosna 2015 bardziej mi się podobała od wiosny 2014. Te z 1983, 2000 i 2009 miały wadę w postaci brzydkich, pluchowatych marców, a wiosna 2002 (też jedna z najlepszych moim zdaniem), to kiepski kwiecień z dosyć silnym wjazdem zimy w pierwszej dekadzie. Tegoroczna wiosna miała bardzo chłodny marzec, ale przynajmniej nie był pluchowaty :) i dlatego w moim rankingu wygrywa.

        1. No cóż, co region to opinia. Rzeczywiście mieszkamy kilkaset kilometrów od siebie a Polska to nie jedna wieś.
          U mnie maj 2007 oprócz przymrozków i fali upałów przyniósł też 20 niczego sobie dni. Nawet ta fala przymrozków odczuwalnie była spoko, 10-15 stopni przy pełnym, mocnym majowym słońcu to naprawdę nie był powód to płaczu. A chyba majówka wtedy przyniosła usłonecznienie bliskie pełnemu.
          Marzec i kwiecień 2014 to już wgl bym nie powiedział, że były brzydkie w moim regionie, chociaż szału nie było pod względem usłocznienia, ale były zdecydowanie bardziej ładne niż brzydkie :)

  17. Najbardziej zimowo w roku 2018 mogło być z miesiąc wcześniej. Natomiast lato wystarczy jak startuje w II połowie maja. Mamy w naszym klimacie piękną porę roku, czyli wiosnę, która moim zdaniem była zbyt ekspresowa.

    Jednak najważniejsze, aby kilka najbliższych roczników przyniosło nam Tavg średnio z 1 st. niższą niż w rocznikach 2015/2018. I to biorę już poprawkę na ocieplenie klimatyczne – w dotychczasowej skali. W przeciwnym razie będzie to wszystko jeszcze bardziej niepokojące.

    PS.
    Dzisiaj na homilii nawiązywane było do wyjątkowości gatunku ludzkiego. Modliłem się za to, aby takim się teraz okazał „przychodząc po rozum do głowy” w kontekście ratowania planety (Natury) przed tym co złego względem niej czyni (w tym AGW również).

  18. Jak grudzień 2018 zapisze się powyżej normy (to już chyba na 99,9% pewne) to będziemy mieć 9 miesięcy z rzędu powyżej normy czyli najdłuższy ciąg miesięcy z dodatnią anomalią od okresu IX 2006-VI 2007. Bo najdłuższe ciągi miesięcy z dodatnią anomalią trwały przeważnie 5-7 miesięcy. Ciekawe czy I kwartał 2019 roku będzie kontynuował ten ciąg dodatnich anomalii miesięcy czy będzie podobnie jak rok temu?

    1. Grudzień nie tylko na pewno zapisze się powyżej normy, to jeszcze bardzo możliwe, że tę normę przekroczy nawet o +2K. Byłby to już 7. miesiąc w roku z anomalią powyżej +2K i 10. z anomalią dodatnią powyżej +1K. Rekord roczny już w zasadzie pewny.

      1. Pocieszam się chociaż faktem, że tegoroczne rekordy ciepła u nas nie idą w parze z rekordami globalnymi, czy w Arktyce. Czyli można przypuszczać, że kwestią czasu są i u nas są roczniki chłodniejsze od tych 2014-2016 i 2018 (i to o więcej niż np. 0,1/0,2 st.).

        1. Globalnie ten rok będzie zapewne #4, a Arktyka miała drugi najcieplejszy rok w historii według NOAA:

          https://www.reuters.com/article/us-climate-change-arctic/arctic-posts-second-warmest-year-on-record-in-2018-u-s-noaa-idUSKBN1OA1SP

          Nie linkuję oryginalnego raportu ze stron NOAA bo jest on niedostępny gdyż Trump nie podpisał ustawy budżetowej przegłosowanej jednogłośnie w Senacie. Niestety.

          Strona wygląda tak: https://governmentshutdown.noaa.gov/

        2. Nie wiem czy jest jeszcze możliwe, abyśmy globalnie zeszli do poziomu sprzed 2014 roku… Natomiast lokalne wahania są możliwe. Z tym, że jeśli zdażą się w Polsce chłodniejsze lata pokroju 2012 czy 2013 (o 2010 nawet nie myślę), to będziemy wtedy taką niebieską wyspą na tle czerwonego, coraz bardziej rozgrzanego świata…

          1. @Marcin
            U nas rok 2018 wypadł ze średnio 2-krotnie wyższą anomalią niż wynika z naszego trendu wzrostowego w ostatnich 4-5 dekadach. W roku 2015 pasowało to z grubsza do zmienności z ostatnich lat w kończącym się roku już nie.
            Sytuacja odwrotna (czyli tyle samo pod tą linią trendu) oznaczałaby Tavg bliską ‚normie’ 1981-2010, a rok 2010 był tylko nieznacznie poniżej niej. Czy już naprawdę możemy być pewni wzrostu Tavg powyżej 0,5 st./dek. (co oznacza wartość 2,5-3 krotnie większą od trendu globalnego!)…? Śmiem twierdzić, że nie… Nie nakręcałbym się tak bardzo po ostatnich kilkunastu sezonach letnich i 3-4 ostatnich sezonach zimowych. Wszak zwłaszcza czynniki te bardziej lokalne mogą działać dwukierunkowo.

          2. @Lucas wawa
            Pisałeś kiedyś o tym, że powinno być teraz kilka lat chłodniejszych w Polsce. I że jest to związane z jakimś cyklem. O które roczniki Ci chodziło?

          3. A ogólnie nie bardzo wierzę w tego rodzaju numerologię. NAO wpływa głównie na zimę, w pozostałych porach roku nie ma żadnego związku temperatur z NAO (no latem jest minimalna ale nie istotna statystycznie). Dlatego cykl 8-letni ewidentnie związany z NAO nie powinien dominować w średnich rocznych.

            I stąd takie wpadki jak naszego Admina, który w zeszłym roku prognozował na tej podstawie zimny rok 2018:
            https://meteomodel.pl/BLOG/czas-na-zimno/

            Ale następne lata miały być coraz cieplejsze. Więc czy mamy do czynienia z poślizgnięciem się o jeden rok czy z całkowita klapą prognozy? A kto to może wiedzieć.

            Jedyne co pewne to śmierć, podatki i globalne ocieplenie.

          4. A najwieksza klęska numerologii oderwanej od fizyki to ta prognoza:

            http://wgsr.uw.edu.pl/wgsr/wp-content/uploads/2017/08/atlas3839_Cz%C4%99%C5%9B%C4%874.pdf

            I śmiało można to stwierdzić już teraz bo jak ma się sprawdzić prognoza oparta wyłącznie o cykle z danych historycznych w świecie z coraz większym stężeniem atmosferycznym gazów cieplarnianych? Przecież samo założenie tej pracy to w sumie brak antropogenicznego wpływu na klimat.

          5. Korelacja NAO(jfm) z rocznymi wartościami Poltemp w latach 1951-2017 jest dość sensowna (0.64). Wynika to z faktu, że same temperatury JFM mocno sterują średnią roczną temperaturą (największa wariancja). NAO(jfm) koreluje oczywiście silniej z samą temperaturą w miesiącach JFM, ale jest to korelacja nieznacznie wyższa (0.67).

            asd

            asd

            A same miesiące JFM korelują z średnią roczną na poziomie… 0.81.

            asd

            Jest to o tyle zabawne, że wszystkie pozostałe miesiące (apr-dec) korelują nieco słabiej (0.78). Jeżeli usuniemy grudzień, który też ma całkiem niezłą korelację z NAO, to spada do 0.73.
            W skrócie:

            * Korelacja NAO(jfm) z anomalią T. JFM: 0.67
            * Korelacja NAO(JFM) z anomalią T. rocznej: 0.64
            * Korelacja T. JFM z średnią anomalią roczną: 0.81
            * Korelacja T. JFM,D z średnią anomalią roczną: 0.85
            * Korelacja T. AMJJASON z średnią anomalią roczną: 0.73.

            Stąd, faktycznie – NAO ma nijaki wpływ na miesiące „niezimowe”, ale jednocześnie miesiące zimowe, na które NAO ma wpływ bardzo silnie wpływają na średnią roczną z uwagi na ich wariancję – szczególnie silne anomalie ujemne, które nie mają odpowiednika w innych miesiącach. Nie sądzę więc, żeby była to tak do końca bezpodstawna „numerologia”. Wpadką był jedynie niezwykły, nie mający odpowiednika w serii od 1781 r. okres miesięcy ciepłych od kwietnia do października włącznie. Ale któż to mógł przewidzieć.

          6. @Admin

            No ale właśnie przez te mało ważne miesiące niezimowe zaliczyłeś wpadkę. Bo one nie są mało ważne w warunkach fali upałów umożliwionych przez wiosenną suszę. To u nas nowe zjawisko i żadne dane historyczne tu nie pomogą.

          7. W tej skali rzeczywiście. Ale trend wybitnie pomaga wynikom „in plus”.

            Nawiasem mówiąc, ten cykl 8-letni NAO też już chyba popsuliśmy globalnym ociepleniem bo jak dotąd ta zima też nie jest specjalnie zimna, a NAO raczej lekko dodatnie niż ujemne. Spróbuj skorelować NAO (to „EOF-owe” z NOAA) z globalną temperaturą to zobaczysz dlaczego 😏

          8. Poleganie na jakichkolwiek historycznych wskaźnikach klimatycznych w zmieniającym się klimacie jest nieco… ryzykowne. Niemniej jednak cykl może się opóźnić. Osobiście uważam, że mieliśmy już jego przedsmak w tym roku (luty-marzec), a nawet w ubiegłym. Tyle, że były to bardzo krótkie epizody.

          9. @admin

            Dlatego właśnie szukałem jakichś wskazówek w jakiej fazie tego 8-letniego cyklu jesteśmy (jeśli w ogóle) i… znalazłem Twój wpis z zeszłego roku. Możliwe, że ostatnie zimy mieliśmy trochę zimniejsze niż powinniśmy przez ten cykl ale jeśli to prawda to… jak będą wyglądać te cieplejsze? 😱

          10. Chodzi o to, że – zgodnie z ostatnimi zmiennościami (u nas) – roczniki bliżej roku 2020 „powinny być” chłodniejsze niż te około roku 2015. Ale wiadomo, że możemy mieć jakieś przesunięcia/odchyłki i niewykluczone, że taką właśnie stanowił rok 2018. Bo jednak samo zniżkowanie w 2017 wypada jako zdecydowanie za krótkie/słabe (w porównaniu z poprzednimi, uwzględniając już linię trendu).

          11. Po prostu możemy mieć zaburzenia różnych oscylacji (więcej stochastyczności). Ale to wszystko nie oznacza, że będziemy mieli już tylko wahania między linią trendu (jak do tej pory) a kolejnymi rekordami ciepła.

          12. @ AH
            Faktycznie dziwna ta prognoza, temperatury miesięczne miałyby opaść od razu od ostatniego uwzględnionego punktu, z minimum za 75 miesięcy, bez żadnych lat przejściowych stabilizacji.

          13. Same zimy 2016/7 oraz 2017/8 były chłodniejsze od 3 poprzednich, choć dominowało też dodatnie NAO (poprzednia zima byłaby jeszcze chłodniejsza jeżeli przesunąć ją na miesiące JFM, zamiast DJF). O tak dużym zwyżkowaniu w tym roku po raz pierwszy (przynajmniej tej skali) nie zadecydowały okoliczności związane z NAO i okres zimowy, tylko głównie okres letni (a właściwie wszystkie miesiąca od kwietnia do września/października).

            Przypadek z roku 2018 jest na tyle oryginalny, że wymaga dalszego „zweryfikowania” przez sytuacje z kolejnych roczników, tzn. na ile może być on nową tendencją (regułą), a na ile jednak wyjątkiem od dotychczasowych cykliczności/zależności.

  19. Anomalia grudnia już wynosi +1,52C a kolejne dni jeszcze bardziej ją podniosą, być może nawet do poziomu 1.8-2,0C. Tym samym nawet uwzględnienie stacji klimatologicznych rekordowi rocznemu już nie zagrozi – i to na obecnych warunkach poltemp, które w przyszłym mają się zmienić i zmniejszyć ujemny wpływ posterunków na śr. temp. miesięczną. Jest to też trzeci przypadek (po 2014 oraz 2015), gdzie jeszcze w listopadzie szanse na rekord oceniano na dość mizerne, a rekord i tak padał. Ocenianie takich szans na podstawie norm z przeszłości (nawet tych z okresu 1980/2010) okazuje się być niezbyt dobrą metodą.

    1. @chochlik

      Co do anomalii to mogę jedynie powiedzieć „A nie mówiłem?”.

      Aby nie być gołosłownym zacytuję siebie

      23 grudnia:

      Już jakiś czas temu pisałem, że daję temu szanse ponad 50%. I nadal tak uważam.

      8 grudnia

      Niestabilność, niestabilnością, ale wiemy jak to się skończy 😀

      Tzn. na razie nic nie zmieniło mojego poglądu, że będziemy mieli dodatnie NAO przez większość zimy. No może z wyjątkiem końcówki, bo mamy jednak El Nino.

      1 grudnia

      Szczerze mówiąc są mocne podstawy na prognozowanie dodatniego NAO tej zimy, z tym że pod koniec (luty i marzec) znowu może się to zmienić na ujemne NAO, już choćby dlatego że mamy El Nino. Jednak nie bardzo chce mi się wierzyć w ujemne NAO już w grudniu. Nadal bardziej wierze w prognozy dodatniego NAO, zarówno te klimatologiczne robione jesienią jak i te synoptyczne z modeli, niż w prognozy temperatur na 2 tygodnie naprzód.

      i także 1 grudnia (o rekordzie rocznym)

      Dałbym więcej szans. Pierwsze 10 dni będzie stanowczo na plusie, a w drugiej połowie grudnia można mieć anomalie dzienne rzędu +1 K mając lekko ujemne średnie dobowe. Czyli drzewo jest mocno pochyłe.

      Jak widać nie musiałem zmieniać zdania przez cały grudzień 😊

      1. Ale np. sytuacji w lutym/marcu nie dało się przewidzieć z odpowiednim wyprzedzeniem, utwierdzając się dodatnim NAO przez większą część zimy 2017/8.
        To są właśnie te „niespodzianki”…

          1. Prawda jest taka, że ciężko coś z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć. Mam wrażenie, że pod koniec stycznia 2018 wszyscy tutaj (poza skrajnie zimnolubnym Danielsikiem, który myślał raczej emocjami niż miał jakieś argumenty) przewidywali tutaj ciepły luty. Mało kto się spodziewał takiej niespodzianki. Ja też byłem gotów stawiać $ nawet na ciepły luty. Tak to wyglądało wtedy.
            Pewności nigdy nie ma. Mam nadzieję, że jeśli przyjdzie taka niespodzianka w tym roku, to raczej w styczniu (nawet drugiej połowie) a nie później niż koło 15.02. Jak już ma być anomalnie ciepło przez większość czasu, to niech chociaż będzie także wtedy, kiedy chyba najbardziej się tego oczekuje, czyli właśnie w końcówce lutego i w marcu. To życzenie jest jak najbardziej realne. Życzyłbym sobie także lata poniżej normy 1961-1990, ale to jest raczej mało realne (wszak latem żadne NAO już nie wpływa na temperaturę, a inne czynniki „chłodzące” są trudne przy AGW). Dlatego pozostaje mieć nadzieję, że przynajmniej nie będzie dużo cieplejsze niż np w 2014 roku.
            Pociesza mnie to, że podkreślasz, że SSW ma wpływ na luty, a nie (odpukać!) marzec.

          2. @Admin

            Dzięki za link. Nie znałem tej pracy Karpechko et al. (2017), o którą opiera się ten wpis.

            Gdy wykładam na ten temat (NAO i co na nie wpływa) to zawsze podkreślam, ze nigdy nie nie przyszło do głowy, ze interesować mnie będą zjawiska tak wysoko w stratosferze. Próbuje śledzić literaturę na temat SSW ale jak widać nie wszystko zauważam.

          3. PS. Ten młodzian [1] od SSW przewiduje na podstawie porównania prognoz z w/w artykułem, że raczej tym razem nie będzie ujemnego NAO w wyniku SSW. Ciekawe. Trzeba będzie śledzić jego blog.

            [1] Zamierza z tego robić doktorat.

    2. Zresztą od listopada NAO coraz częściej oscyluje „przez zero”:
      http://www.cpc.ncep.noaa.gov/products/precip/CWlink/pna/nao.sprd2.gif

      W I dekadzie było wyraźniej dodatnie, ale teraz jest z grubsza neutralne. Gdyby na NE stacjonował jakiś mroźny wyż, niżom nie byłoby tak łatwo. Ale że go brak, te sobie bez przeszkód suną sobie torem N i mamy to co mamy…

      Zmiennością NAO nie da się w większości wytłumaczyć ekstremalności (w sensie ciepła) zdecydowanej części roku 2018. A i w grudniu miało to przełożenie głównie w I dekadzie miesiąca.

  20. Policzyłem sobie zachmurzenie tegorocznego grudnia na podstawie danych z ogimetu (nie usłonecznienie, te dane dla katowickiej stacji są czasami dziwne) i mi wychodzi 7,18 / 8,00. Albo 89,8%. Jest to wartość prawie rekordowa, rekord jest z 1954 i wynosi 7,2 (tam jest zaokrąglenie do części dziesiątych). Przynajmniej jeśli chodzi o grudzień, bo w 2013 roku styczeń oraz luty miały jeszcze wyższe zachmurzenie – styczeń 7,3 a luty 7,4 na 8. Obie wartości były rekordowo wysokie. Co ciekawe w serii pomiarowej zachmurzenie nie ma żadnego wyraźnego trendu, niektóre miesiące nawet lekko wzrostowy. A usłonecznienie rośnie bardzo mocno, w niektórych miesiącach o ponad 20% między refami 71-2000 a 91-2018. Jeśli o zachmurzenie chodzi to 2018 rok wcale nie miał skrajnie bezchmurnych miesięcy, kwiecień miał 4,2 (rekord w 2009 – 2,8), czerwiec był bliski wartości rekordowej (5,7 vs rekord wynoszący 6,0), zima wyraźnie powyżej normy, nawet chłodny luty.

    A obecnie? Ciąg dalszy wisielczej zgnilizny za oknem, teraz mamy już całodobową mgłę bo widzialność to jakieś 400-600 metrów. I prognozy nudne jak szkolne akademie, codziennie pochmurno, wilgotno i 3-7 stopni, bez mrozu nawet nocami. Nowy rok też się taką wisielczą aurą rozpocznie niestety.

    1. U mnie w czerwcu od 11.06 na niebie było codziennie pełno chmur, zazwyczaj były to chmury typu Sc lub Cu, okresowo Cb. Od 23.06 także St i Ns. Dni lampowe, bez nawet cirrusów na niebie to tylko 6-8.06.

    2. W sylwestra jest jakaś szansa na przejaśnienia i później po nowym roku wraz z ochłodzeniem, które idealnie pokrywa się z prognozowanym spadkiem NAO. Grobowa pogoda, zła dla ducha, ale dobra dla ciała, bo przynajmniej powietrze czyste.

    3. W kwietniu 2017 czy październiku 2016 było niemalże tak samo, tyle że z trochę wyższą temperaturą.

      1. No tutaj się trudno zgodzić, bo w IV 2017 było tylko 8 dni bez słońca + 7 przeważnie pochmurnych. 15 dni było co najmniej pół-pogodna, zdarzały się także całkiem pogodne. Nawet te chłodniejsze 22-25 kwietnia codziennie 5-8h słońca. W październiku 16 już gorzej ale dalej nie tak źle jak teraz.

        Teraz to trudno mi w tym miesiącu znaleźć JEDEN pogodny dzień. Najmniejsze zachmurzenie dobowe miały 5 i 6 grudnia – 3,9 / 8 czyli około 50%. Ale to jest całodobowe, słońca w dzień trochę było ale pogodnie było głównie w nocy, co potwierdzają niskie tmin w tych dniach. 1 grudnia u mnie już wisiały stratusiska, na synopie widać że od 12 UTC zachmurzenie to 8/8. Obecnie jest 20 dni odkąd ostatni raz widziano tu słońce nie przez chmurę. To jest najbardziej patologicznie ciemny miesiąc od stycznia i lutego 2013, żaden inny nie ma do niego nawet startu. Do tego sumaryczna pokrywa śnieżna to zaledwie 45 cm, czyli mniej niż nawet grudzień 2017… Tamten to miał koło 65 cm. Bo do śnieżnych grudni (2010 – 550 cm!) to żaden grudzień z ostatnich 6-7 lat nie ma podejścia. Więc jest nie dość że kompletnie ciemno to jeszcze śniegu brak.

        1. Faktycznie, z kwietniem 2017 trochę przesadziłem. Ten nie był aż tak ponury, ale za to chłodny, przynajmniej na północy, no i to generalnie w odbiorze niezbyt udany miesiąc.
          Z kolei dziś jest całkiem nieźle – +7 stopni, brak wiatru i duże przejaśnienia. Znacznie lepiej niż 23.12 chociażby.

          1. Na południu też był nieprzyjemny, najgorszy był niż genueński w końcówce miesiąca z którego nawaliło 60 mm opadu w 3 dni przy temperaturze nieprzekraczającej 5 stopni za dnia. To był najgorszy kwiecień od 2001 roku i nie ma nawet o czym dyskutować, nieudany miesiąc. Początek maja też do dupy, wprawdzie prawdziwe zimno trwało tylko 2-3 dni ale ta pierwsza dekada miała typowo marcowe usłonecznienie, 2 dni pogodne na 10. I co ciekawe, sporo słońca było w te najchłodniejsze dni 9 i 10 maja. A jesienią w 2016 – przez cały październik 1,2,3,7, 14,15,22,23,24 i 28 przynosiły jakieś dłuższe przejaśnienia (tzn co najmniej 2,5h słońca). Czyli od 4 do 22 było prawie cały czas pochmurno z zaledwie dwoma dniami przerwy, potem w III dekadzie już trochę lepsza ta aura. Podobnie brzydki październik był w 2009, tylko że tamten w połowie miesiąca miał dość solidny atak zimy, w 2016 jednak nie było takich wybryków – była za to ciagła szara i smętna jesień.

            U mnie nadal wisielczo cały dzień, przejaśnień zero, dalej jakaś mżawka leci z nieba. Wreszcie się jakiś promyczek nadziei w tych prognozach pojawia po nowym roku, nadzieja na koniec tej okropnej lekkoplusowej bździny na rzecz lekkiej zimy z niewielkim mrozem i większą szansą na słońce (jak wyż nie zgnije).

  21. Łatwo policzyć, że podobna ekstremalność co roku 2018, ale w drugą stronę – i to względem linii trendu zmian temperatury średnio w ostatnich +/- 4 dekadach (już po wyraźniejszym zwyżkowaniu) – oznaczałoby rok z Tavg gdzieś między rokiem 2010 a 2013, czyli średnio o ok. 1,5-1,8 st. chłodniejszy od obecnego.

    Aby lepiej ocenić na ile może mieć to związek z jeszcze szybszym ociepleniem klimatycznym (u nas) spowodowanym emisjami, a na ile z innymi czynnikami korelującymi z nim dodatnio (zwiększone usłonecznienie w okresie letnim, przewaga dodatniego NAO w okresie zimowym) potrzeba co najmniej dobrych kilku, jeżeli nie kilkunastu kolejnych lat.

  22. Jak prognozujecie: czy poza górami, pokrywa śnieżna przywita Nowy Rok? Obawiam się, że ocieplenie może być tak duże, iż tylko tam się utrzyma, a i to raczej w wyższych partiach np. w Sudetach pow. 700-800 m npm.

    1. Martwisz się, że nie będzie biało i ślisko na drogach w noc sylwestrową? Dość już zagrożeń stwarzają wtedy pijani kierowcy (polska plaga), żeby jeszcze pogoda miała dokładać kolejne problemy. Komu za mało zimy w zimie i czuje niedosyt, zawsze może przecież wyjechać na Sylwestra w góry. Tam śnieg zimą jest właściwie zawsze, będzie i teraz, więc nie widzę powodu do obaw. Natomiast na nizinach jeśli już gdziekolwiek będzie biało, to chyba tylko w Suwałkach (GFS prognozuje tam 2cm). No ale to Suwałki….

      1. Najbliższe 3 dni na plusie nawet na N/NE, więc nie ma co liczyć, że w Suwałkach będzie śnieg, tym bardziej, że rano mieli go zaledwie 6 cm.

        1. To jeszcze zależy od tego, czy po E stronie niżu – jaki w dniach 02-03.01 ma się przemieścić nad W Rosję – będę strefy z przelotnymi opadami, ew. konwekcją (?).

    1. Październik był mokry, wrzesień był w normie opadowej, a grudzień idzie na rekord jeśli chodzi o opady. Więc to wyrównanie już dawno było…

      1. dokładnie, grudzień jest mega mokry, jakby nadrabiał suchą jesień (bo chyba jednak ostatecznie była sucha?)… codziennie coś pada – jak nie śnieg to deszcz tak jak dzisiaj… śnieg już prawie się stopił, bardzo szybko, leje jak wiosną, temp. +6, czuję się jakby wiosna miała nadejść ;)

          1. W grudniu w Rudzie śląskiej już 65 mm opadu (średnia miesięczna 1981-2010 to 50mm) ,ale od początku roku to tylko 505 mm przy średniej rocznej za 1981-2010 wynoszącej około 700mm. To ze stacji amatorskiej (mojej) . Sumę opadów z grudnia i rocznych ze stacji IMGW w Katowicach sprawdzę 01.01.2019, ale cały rok 2018 będzie zaliczony w Katowicach co najmniej do bardzo suchych bo średnia roczna w Katowicach to 722 mm (ref. 1981-2010).

  23. Anomalia grudnia wysoka będzie tylko dzięki zachodowi Polski… swoją drogą jak sądzicie, czy w ogole jest szansa na jakąś trwalszą zimę? i kiedy będzie jej największe uderzenie? bo coś mi się wydaje, że może dopiero być na sam koniec zimy tak jak to było w tym roku… ochłodzenie przyszłotygodniowe raczej niewielkie

    1. Anomalia grudnia największa jest na zachodzie, choć do jej ostatniego wzrostu przyczyniła się już cała Polska w równym stopniu. Myślę, że ostatnie dni grudnia „wyciągną” ją ostatecznie ponad poziom +2K.
      NAO w prognozach spada nawet poniżej -1, ale na krótko, później szybko rośnie, więc nie spodziewałbym się, że ten atak chłodu po nowym roku przyniesie jakąś trwałą zimę…
      Zimny może być za to luty ze względu na SSW, o czym wielokrotnie pisał już Arctic_haze. Choć po cichu liczę jednak na to, że ponownie pomyli się z prognozą na luty (tym razem w drugą stronę).😊 Czyli że to SSW nie wpłynie na temperatury u nas.
      Wszak lepiej byłoby przemęczyć się z zimą w styczniu i w lutym mieć już spokój niż na odwrót, nieprawdaż?

      1. Liczę na to, że tak samo będziesz cieszył się na większą ‚normalność’ w kwietniu/maju. Bo tak szybka eksplozja wiosny z pogłębiającą się suszą w części Europy też nie jest dobrym prognostykiem na okres letni.

        1. Mogę przestać zachwalać ciepłą zimę i cieszyć się z niej. Mogę nawet w ogóle przestać pisać, ale czy to cokolwiek zmieni? Od tego zrobi się chłodniej, lepiej? Mój wpływ na klimat jest żaden…
          Na eksplozję wiosny najlepsze jest połączenie ciepła i wilgoci. Nic tak nie pobudza wegetacji jak właśnie te dwa czynniki idące ze sobą w parze plus jeszcze brak przymrozków. I właśnie na taką wiosnę liczę, bo to najlepsza recepta na dobre plony. Chciałbym tylko, aby wiosna wystartowała normalnie w marcu, a nie dopiero w kwietniu, ale powtórzam – nie mam na to wpływu!

      2. Zresztą moje polemiki z Tobą wynikają głównie z tego, że podskórnie wyczuwam, że jesteś jedną z tych osób, które cieszą się z obecnych zmian klimatycznych… Jeżeli jestem w błędzie to z góry dziękuję za uświadomienie mi tego, że tak mimo wszystko nie jest:-)

        1. Ja mam taką pewność o kilku Tutaj piszących ,którzy jeżeli nawet uznają fakt AGW to cieszą się z ocieplenia klimatu Polski i to najlepiej o 2- 3 stopnie w stosunku do okresu refer. 1981-2010, w jak najkrótszym okresie czasu . Jak dla mnie taka postawa to myślenie autodestrukcyjne i dlatego wolę wstawiać komentarze na innym blogu gdzie takich osób nie ma. Grudzień 2018 jedynie postarał się o pewne nadrobienie w moim regionie zaległości opadowych, kilka dni zimniejszych ,w wyższych górach kilkanaście. (dwa wyjazdy na narty w chmurach i mgle zaliczone), poza tym ciepło i nawet dla mnie zbyt pochmurnie . Rekord średniej rocznej temperatury (znowu)to fakt ponury i mroczny ,jak dla mnie.

          1. @oliver
            W podejściu do kwestii AGW nie jesteś tu osamotniony. Jeżeli nie będzie tu w ogóle Ciebie, mnie, czy np. @RadomirW (itp.) to zrobi się tu taka nierównowaga jaka zdominowała już komentarze na TP. Tylko czy Polska ma naprawdę klimat podzwrotnikowy…???

        2. Są minusy globalnego ocieplenia, ale są też i plusy dla nas. Wybacz, ale na pewno nie będę się martwił ocieplającymi się zimami i wydłużającym się okresem wegetacji w Polsce, bo byłoby to niedorzeczne. Zima rodem z Wysp Owczych bardzo mi odpowiada. Przydałoby się tylko więcej słońca.
          Dostrzegam też dużo minusów globalnego ocieplenia, choć nie wszystkie dotkną nas bezpośrednio (np. temperatury mokrego termometru) i też nie od razu (np. stopniowy wzrost poziomu morza). Nie wszystko przebiega też tak „jakby się chciało”, o czym zresztą sam pisałeś choćby w kontekście usłonecznienia zimą i latem (mogłoby być na odwrót). I to martwi, ale ogólnie staram się podchodzić do tego wszystkiego z dystansem, bo świata i tak nie zmienię, a żyć wiecznie też nie będę…

          1. Dystans trzeba mieć do wielu rzeczy. Tu pytanie jednak o zasadniczą postawę. Jeżeli jednak (jakimś cudem) okazałoby się, że emisje spadają szybciej niż większość prognoz to przewiduje – będziemy myśleli o tym pozytywnie, czy będzie nam jednak żal tych doraźnych plusów o jakich tu piszesz? Wiem, że na wiele rzeczy wpływu (jako jednostki) nie mamy, ale jednak możemy mieć doń różny stosunek – jak np. do chorób osób spoza bezpośredniego naszego otoczenia.

  24. Blog Doskonale Szare ożywił się i ma wpis o jakimś dyletancie, który nie rozumie, że scisłego powiązania temeartur Antarktydy z atmosferycznymm stężeniem CO2 nie można mylić z efektem CO2 na temperaturę globalną:
    https://doskonaleszare.github.io/articles/18/karon-u-roli

    Już choćby dlatego, ze wtedy temperatura Antarktydy była wymuszeniem, a CO2 sprzężeniem zwrotnym dodatnim (nikt nie spalał wtedypaliw kopalnych, a CO2 pochodziło z głębi oceanu gdzie w najzimniejszych okresach epoki lodowej było odizolowane przez brak cyrkulacji termohalinowej). Dziś jest oczywiście odwrotnie: CO2 jest wymuszeniem, a temperatura globalna skutkiem. W dodatku globalna to nie to samo co temperatura Antarktydy, co każdy porządny denialista powinien wiedzieć świetnie (chętnie przywołują „kontrprzykład” Antarktydy).

  25. Jeżeli już zmiany klimatyczne mają postępować, to przydałoby się, aby przynosiły więcej korzyści, niż minusów.
    Co do temperatury – to co średnio zaoszczędzimy zimą, wydamy latem na klimatyzację. A co z opadami? Coraz większe w porze chłodnej i coraz mniej równomierne w porze ciepłej to na dłuższą metę nie pomoże (a wręcz będzie szkodziło). Bardziej regularne (niekoniecznie silne) opady są potrzebne głównie w okresie zwiększonego parowania i rozwoju wegetacji. A tymczasem jest z tym coraz gorzej. A co z opadami zimą? Pokrywa śnieżna ma/miała to do siebie, że przynosiła odpowiednią dawkę wilgoci głównie na wiosnę i to stopniowo zasilającą nasze tereny. A nie że często mokro/wilgotnie jest w najchłodniejszym okresie roku. a potem od kwietnia zaczyna się „lampa” i dominują opady zlewne (w coraz krótszych interwałach).
    I wreszcie kwestia światła. Niewspółmiernie więcej przydałoby się nam go (względem norm) w porze chłodnej. Natomiast w porze ciepłej mogłoby się już nie zmieniać. Tymczasem trend jest odwrotny.
    Jak dla mnie obecne zmiany klimatyczne tylko z pozoru są dla nas dobre, zwłaszcza że mają takie a nie inne swoje źródło…

    1. Dokładnie mam to samo zdanie. Zresztą na portalu nauka o klimacie jest o tym artykuł napisany przez fachowca . który został wykpiony komentarzem podpisanym przez (fkp). Ciekawe kto to może być ? Wiosną i latem wystarczy mi średnio 5 godzin słonecznych dziennie (około 150 miesięcznie ), bo dzień długi i jasno mimo zachmurzenia .Zimą oczekiwałbym 2-3 godzin ze słońcem na dobę ,czyli 60-90 godzin w miesiącu. Jest od paru dobrych lat zupełnie odwrotnie itd. Musimy się dostosowywać ,ale z powodu AGW , osobiście mogę się tylko delikatnie mówiąc smucić.

  26. W Katowicach bieżący miesiąc wychodzi barzdo podobny do lutego 2013, tylko bez takich ilości śniegu jak wtedy. Ale pod względem temperatur bardzo tamten miesiac przypomina. Bo albo jest lekko na plusie, albo lekko na minusie. Najniższa temperatura to -9,1 a najwyższa to +8,4 – imponująco mała rozbieżność ekstremów. Nierzadko pojedynczy dzień ma większą. W lutym 2013 była ona jeszcze mniejsza bo tam tmax to +6,6 a tmin -6,5. No i główny atrybut tego grudnia, czyli to że jest niemal bez przerwy pochmurno. Ostatni w miarę pogodny dzień to 8 grudnia, wcześniej jeszcze 1, 5 i 6 grudnia jakieś tam słońce przyniosły. Od 9.12 ciągłe chmury, raz z mrozem za dnia a raz z plusem i deszczem.

    Jeszcze nie ma najgorzej, bo w 2013 roku tragedia była przez 2 miechy, zarówno styczeń jak i luty miały rekordy zachmurzenia i niskiego usłonecznienia. Teraz jest dopiero jeden miesiąc nocy polarnej za oknem, II poł listopada dość pochmurna ale jeszcze jakieś pogodne dni tam były więc tego nie liczę. Żeby przebić 2013r. to byśmy musieli mieć takie chmurzyska za oknami jeszcze cały styczeń i potem kawałek lutego.

  27. Dzisiejszy dzień przypomniał, że naprawdę zimę można jako tako lubić. 6 stopni i dużo przejaśnień/rozpogodzeń. Niestety pojawiły się tez w pierwszej części dnia opady deszczu, ale po południe było już tip top. Naprawdę dobrze było wykorzystać ten czas na świeżym powietrzu :)
    Niektórzy narzekają na ten grudzień, a u mnie więcej totalnie ciemnych dni przyniosł listopad niż grudzień jak na razie. W listopadzie były to: 3,4,9,10,11,16,18,19,22,23,24,25,26 a w grudniu 4,7,13,14,16,19,20,25,26,27 i pewnie 29 i 30 (ale nie „chwalmy” dnia przed jego wystąpieniem). Nawet 14,20,26 przyniosły jakieś delikatne przedarcie się chmur, ale jednak o istotnym przejaśnienia można było pomarzyć.

  28. W Łodzi okropnie. Miesięczna norma opadów znacznie przekroczona. Prognozy mówią, że to nie koniec. Głosiciele suszy tracą na chwilę argumenty. Usłonecznienie do bani, naszej gwiazdy nie uświadczono na łódzkim niebie od 2 tygodni nie licząc jakiś 2 smętnych minutowych wręcz epizodów.

    1. A co to jest susza? Jaka norma opadów dla Polski jest wystarczająca? Argumenty odnośnie suszy są takie, że wody w Polsce poza oczywiście „genueńskimi” wyjątkami brakuje i z pewnością będzie jeszcze bardziej brakować. Całe nasze podejście do hydrologi i osuszania tego co się da – tylko w jedną stronę zemści się na nas tak jak obecnie braki w pozyskiwaniu energii odnawialnej – to tylko kwestia czasu

      1. @bially

        Są różne definicje suszy (atmosferyczna, glebowa, hydrologiczna). Poczytaj sobie choćby na Wikipedii:
        https://pl.wikipedia.org/wiki/Susza

        Co do hydrologicznej (tej moim zdaniem najważniejszej) to jest to w zasadzie mała ilość wody w glebie i obniżony poziom wód podziemnych. Zależy nie tylko od opadów (jak się tradycyjnie przyjmowało) ale także od parowania czyli w zasadzie temperatury. Nowsze indeksy suszy biorą pod uwagę oba zjawiska.

        1. Wikipedia – dobre (nie tego się po Panu/Pani spodziewałem). A co do definicji to pomimo upływającego czasu jeszcze pamiętam. Zwracam jedynie uwagę na niedowartościowanie problemu suszy w Polce – oraz zmian jakie niesie dla Polski ocieplenie klimatu.

          1. @bially

            Kiedy ja polecam artykuł w Wikipedii, oznacza to, ze go przejrzałem i aprobuję treść jako zgodną ze stanem wiedzy naukowej. A gdy artykuł jest o definicjach wymyślanych przez geografów, co może pójść źle (wystarczy przepisać kawałek podręcznika) 😁

          2. stwierdzenia, że nie ma suszy po przekroczeniu miesięcznej normy opadów w grudniu wywołują we mnie pewną „agresję”. …

  29. Wygląda na to, że rok 2018 zamknie się w Polsce anomalią ok. +1,6K, czyli nowy rekord.
    Licząc jednak anomalie ruchome z 365 dni następujących po sobie dni na podstawie tych danych: https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/1.0H5/daily/tseries.txt
    wyszło mi, że najcieplejszym „rokiem” w całej serii jest okres od 19 czerwca 2006r. do 18 czerwca 2007r. – ma najwyższą anomalię (aż +2,57K). W ogóle takich anomalii 365-dniowych powyżej 2K jest aż 199 i pochodzą one z lat 2006/2007. Więc o tym, że nie mieliśmy jeszcze roku z anomalią powyżej 2K zdecydował tylko kalendarz…

      1. Jednak łączna anomalia za styczeń i luty 2018 r. będzie już mniej więcej połowiczna do „pokonania” (jeżeli chodzi o szanse).

    1. ja to już dużo wcześniej zauważyłem, tylko nie chciało mi się liczyć aż tak dokładnie i przybierałem datę 1.07.2006-30.06.2007 żeby policzyć po anomaliach całomiesięcznych. Jak widać wiele się nie pomyliłem. 2015 rok to się nawet nie zbliżył do tego co się działo w latach 2006 i 2007. Obecny rok może się zbliżyć, ciekawe jaka wyjdzie anomalia za okres 3.04.2018 – 2.04.2019. Obstawiam że jeżeli do początku kwietnia unikniemy jakichś bardzo zimnych mieisęcy to właśnie ten okres 365 dni będzie najcieplejszy.

      Co jest w ogóle definicją roku? Pełen obieg planety wokół swej gwiazdy. Co za różnica w którym punkcie obierzemy początek. Obrót to obrót.

    1. Zmiana nastąpi właściwie już w środę 02.01 – a to termin raptem 3 dni. Ochłodzenie z bardziej zimowymi warunkami pogodowymi w dniach 02-04.01 jest już PEWNE (nie będziemy w jakieś strefie przejściowej). Rzecz tyczy się raczej szczegółów, np. gdzie ile spadnie śniegu, czy jak duży będzie mróz (?).
      Obecnie wyjaśnia się kwestia, czy weekend 05-06.01 będzie w pełni zimowy, czy też z temp. „przez zero” i na jakim obszarze.

      1. Hmm?! 2 stycznia będziesz miał idealne powietrze i wiatr. Właściwie będzie idealnie odwrotnie do tego co napisałeś, bo ta masa, która do nas napłynie (IMGW sklasyfikuje to jako PAm) jest „najczystszą” w naszym klimacie, jakość powietrza jest w niej idealna i w tej masie powietrza wiatr jest bardzo „żywy”. A i gradient ciśnienia ma być całkiem całkiem.

        Jeśli więc będzie zła jakość i słaby wiatr, to gdy złapie jakiś klin wyżowy tuż przed odwilżą. Zaś na pewno nie na początku ochłodzenia.

      2. Problem ze smogiem pojawia się głównie przy inwersji wyżowej, zwłaszcza jak towarzyszy jej słaby gradient ciśnienia (i zarazem wiatr), a nie już na skutek samej adwekcji chłodu (jak sugerujesz). Poza tym, jak słusznie zauważył @MA, ze strony Sił Natury, właśnie masy znad Arktyki są najczystsze z możliwych.

        Znamienne, że większy smog mieliśmy podczas babiego lata (w październiku), niż podczas fali silniejszego mrozu z przełomu lutego i marca (kiedy inwersji nie było lub była słaba). Przypomnę też, że zanieczyszczenia generuje także transport i przemysł, a nie tylko spalanie na potrzeby grzewcze.

        1. Ostatni najgorszy smog to na pewno początek stycznia 2017, ale jak tak patrzę na pomiary z posterunków to 6 stycznia wciąż byliśmy w strefie bardzo dobrej jakości powietrza pomimo trzaskającego mrozu. Wtedy jeszcze napływała świeża adwekcja PA (T850 rzędu -22 stopni) i wiał dość silny wiatr jak na taki mróz. Dopiero 7 stycznia wyraźnie zaczęło wzrastać stężenie PM10 i PM2.5, a 8 i 9 stycznia było ono najwyższe w całym 2017 roku, średniodobowe przekraczało wtedy dopuszczalne co najmniej 5 razy.

          Tutaj taka wstawka co do pomiarów stężenia PM10 i PM2.5 – patrzeć należy przede wszystkim na średniodobowe stężenia a nie na chwilowe. Chwilowe bywają mylące – te „medialne” pomiary mówiące o 2000-3000% normy powstają w bardzo specyficznych warunkach pogodowych. I wystarczy nawet samochód przejeżdżający obok czujnika by z tych 3000% spadło na 1000%. Te pomiary wzbudzają sensację i się „klikają” ale nie są dobrym odwzorowaniem faktycznych warunków smogowych. U nas jest źle i nie ma co kryć, ale nie ma też aż tak źle, że mamy non stop normę przekroczoną 30 razy! 400% przekroczenia średniodobowo to nadal wyjątkowo złe powietrze, ale to już Polaków aż tak nie ‚rusza’, ba niektórzy nawet napiszą: phi, tylko 400%? Przecież to nieźle jak na nas zimą…

          1. @alewis27
            Alewis, chciałbyś też popisać o pogodzie na moim forum? Obecnie piszemy tam razem z @kmrozem.
            Tylko nie wiem, czy mogę ot tak podać link, bo reklamowanie swoich stron jest zabronione. No chyba, że administracja bloga przymknie na to oko. A jak nie, to można się z Tobą jeszcze gdzieś indziej skontaktować? Np. przez e-mail, GG lub Facebook?

  30. Kończy się niesamowity rok. Już jutro Sylwester, a w ostatnią noc Starego Roku na pewno nieraz przypomnę sobie najciekawsze pogodowe wydarzenia 2018, jak również wszyscy będziemy snuć wizję na temat tego, co ma przynieść Nowy Rok.
    Macie jakieś przepowiednie? Mnie się widzi na przykład długa zima, mokre lato i bardzo ciepła jesień.

    1. Przede wszystkim mniej skrajności (bez)opadowych, a także skoków termicznych jak wiosną kończącego się roku. Mniejszy rozziew w usłonecznieniu jak ostatnio między porą ciepłą a chłodną – w tym lepszy pod tym względem zwłaszcza grudzień (albo większe usłonecznienie, albo dłużej pokrywa śnieżna).
      A przy tym ok. 1 st. niższa Tavg niż zwłaszcza w 2015/2018 r., co znacznie lepiej pasuje do trendu zmian z ostatnich dekad (bo przecież AGW nie wyeliminujemy „ot tak”) – niekoniecznie z powodu fal silnego mrozu w najchłodniejszych miesiącach, co przede wszystkim z powodu w ogóle większego „umiaru termicznego” przez cały rok.

      Za najbardziej pozytywne w roku 2018 osobiście uznaję mało wichur, czy opadów zlewnych przyczyniających się do powodzi błyskawicznych (poza drobnymi wyjątkami) i to mogłoby się nie pogorszyć w kolejnych latach.

      Tyle tylko, że Natura i tak „zrobi swoje”…

    2. Co ciekawe w 2018 roku nie mieliśmy ani jednego miesiąca kalendarzowego z anomalią termiczną w przedziale od -2K do +1K, czyli zbliżoną do normy.

    3. przepowiedni? Nie mam, i nie będę miał, chociaż jedno wiem na 100% – pora ciepła (kwiecień-październik) będzie wyraźnie chłodniejsza od tej z 2018, chociaż wcale nie jest powiedziane, że nie cieplejsza od wszystkich pozostałych (tego już nie wykluczam)

      Powiem więc o życzeniach.
      Jak najpogodniejsza reszta zimy, luty i marzec jak najcieplejsze, wiosna mokra (ale w stylu z 2014 a nie kwietnia 2001/2017 ;) ), lato najchłodniejsze przynajmniej od 2014 (a najlepiej od 2005 heh, tak by przypomnieć że jesteśmy jeszcze klimatem umiarkowanym). Co do jesieni to byle przyniosła wiele dni około 15-20 stopni (ostatecznie tego zabrakło i w tym sezonie, mimo, że pierwszy raz od 3 lat mieliśmy w miarę sensowną jesień). No i grudzień by w końcu przełamał trend i okazał się zimny (lubie ciepłe zimy, ale sześć ciepłych grudniów pod rząd to jednak przesada – zwłaszcza, że 3 z tych grudniów było odczuwalnie zimne, a windowały je takie dłuższe (4-7 dni) ekstremalnie ciepłe okresy, jak ten teraz od 5 dni). Trend ten też miały luty i marzec i został dość brutalnie przełamany w 2018 – co akurat mnie ani trochę nie cieszyło, bo w tych miesiącach najbardziej mi zależy na dodatnich anomaliach.
      W ogóle chciałbym, żeby ten rok poza lutym i marcem ( w tych miesiącach jednak pragnienie wiosny zwycięża u mnie nad chłodnym myśleniem) przyniósł jak najwięcej miesięcy z anomalią w okolicy normy. Realistycznie, żeby był chociaż taki jak 2013, na zimniejszy nie liczę. Mimo wszystko po pięciu ekstremalnie ciepłych rocznikach, będących w historycznej piętnastce czas na mniej ekstremalnie ciepły rok. Rok 2018 w moim odczuciu był o tyle słaby, że najwięcej zimna przyniósł w lutym, marcu i listopadzie (ten ostatni na szczęście tylko druga połowa) – miesiącach, w których najbardziej mi zależy na dodatnich anomaliach.

      PS Czekam na odpowiedź naszego @fkp który powie, że „skończy się na życzeniach”, czy coś w tym stylu :D

      1. @kmroz
        „Co do jesieni to byle przyniosła wiele dni około 15-20 stopni (ostatecznie tego zabrakło i w tym sezonie, mimo, że pierwszy raz od 3 lat mieliśmy w miarę sensowną jesień)”
        To jesień 2015 była taka super? Już lepsza była jesień 2014.
        6 grudniów z temperaturą powyżej normy (w tym też bardzo ciepłych) z rzędu pokazuje, że ten miesiąc się ociepla w kierunku przedłużenia przedzimia.

        1. Oczywiście że jesień 2015 była bardzo fajna. Miała fatalne dwa tygodnie w październiku tylko. To już jesień 2014 była gorsza, bo też miała dość kiepski okres w październiku (ponury), tyle że było na szczęście przy tym chociaż ciepło. A do tego fatalny i ponury listopad (poza początkiem), druga połowa w dodatku nie za ciepła.
          Luty i marzec też się mocno ocieplają, przeważają ciepłe i bardzo ciepłe, a mimo to trafiły się takie, jakie się trafiły w 2018 roku. Jeśli grudzień 2019 ma być powyżej normy, to żeby chociaż anomalia była poniżej +1K. Nie wiem czy kiedykolwiek w historii zdarzyło się, żeby jakiś miesiąc 7 razy z rzędu miał rokrocznie anomalię >+1K.

          1. „Oczywiście że jesień 2015 była bardzo fajna. Miała fatalne dwa tygodnie w październiku tylko. To już jesień 2014 była gorsza, bo też miała dość kiepski okres w październiku (ponury), tyle że było na szczęście przy tym chociaż ciepło. A do tego fatalny i ponury listopad (poza początkiem), druga połowa w dodatku nie za ciepła”
            @kmroz
            Z tego co widzę to porównując jesień 2014 i 2015 oceniasz je subiektywnie i prawdopodobnie z punktu widzenia Warszawy.
            Subiektywizm i bilanse meteorologiczne (np. te z IMGW) poszczególnych miesięcy pod względem średniej temperatury, usłonecznienia czy sumy opadów nie idą w parze czyli się różnią.
            Patrząc na jesień 2014 i jesień 2015 w bilansie IMIGW to jesień 2014 ma lepsze statystyki niż jesień 2015 tzn. jesień 2014 jest cieplejsza, bardziej słoneczna i mniej mokra niż jesień 2015 w skali całego kraju.
            Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. :)

          2. jak już mówimy o bilansach i suchych statystykach to również przede wszystkim jesień 2015 była bardzo ciepła i bardzo słoneczna. Szczególnie ten „okropny” październik był czwartym najbardziej pogodnym w obecnym stuleciu. Te dwa ponure tygodnie nie zdołały odwrócić tego faktu. Listopad też przyniósł bardzo dobre średnie usłonecznienie, również w ścisłej czołówce (w skali kraju pogodniejszy od niego tylko 2011 i pewnie 2018 (chociaż odnośnie tego drugiego pewien nie jestem, ze względu na to co się działo np. w Suwałkach a danych na poltemp/uslonecznienie nie ma od czerwca 2016.)).
            Fenomenalna jesień i według moich odczuć, i według statystyk.

          3. @krmoz
            Wiem, że jesień 2015 też była ciepła i do tego bardzo słoneczna. Październik 2015 mimo, że był chłodny nie był zły, bo był bardzo słoneczny i suchy. Listopad 2015 oczywiście był lepszy od listopada 2014, bo cieplejszy, bardziej słoneczny i nie przyniósł skrajności temperaturowych jak listopad 2014, który w I połowie przyniósł kilka dni z tmax 15-20 stopni, a nawet powyżej 20 stopni, a pod koniec miesiąca ok ponad 5-7 stopniowy mróz w najcieplejszym momencie dnia. Także ja też widzę plusy tej jesieni, którą wspominasz.

        2. „6 grudniów z temperaturą powyżej normy (w tym też bardzo ciepłych) z rzędu pokazuje, że ten miesiąc się ociepla w kierunku przedłużenia przedzimia.”

          ->>> Pomimo 6 z rzędu cieplejszych grudniów nie zapominajmy, że zwłaszcza w tym okresie roku mamy na tyle duże wahania temperatury, że trudno o jakieś jednoznaczne „etykietki” (odnośnie pór termicznych) dla całego miesiąca – jak usiłują to robić np. na TP. Zresztą 6 ostatnich roczników to zdecydowanie za mało na ocenę skali trendów zmian, a które to nie są związane tylko z trendem AGW.

        3. Wyobraźmy sobie zresztą taką przykładową sytuację (w pewnym uproszczeniu), że w której dekadzie grudzień osiąga następujące Tavg:
          +1.5°C, -1°C, -2°C, +3°C, -0.5°C, -1.5°C, +4°C, -2°C, -1°C, +2.5°C.
          Średnia wychodzi dodatnia, podczas gdy 6 grudniów miało Tavg ujemne. I jaką jednoznaczną cenzurkę wystawić takiemu miesiącowi w takiej dekadzie? [może też być odwrotnie – jak odwrócimy znaki].
          Poza tym, możemy mieć różnice międzyregionalne, jak i zmienność Tavg-dobowej w skali całego miesiąca – np. -15/+10°C. I jak taki miesiąc wówczas ocenić w kontekście pór termicznych?

          1. to mi wygląda raczej na przeciętny grudzień (bez względu na to, czy będzie „-„, czy „+”, jak przedstawiłeś- średnia wychodzi w zależności od znaków +0.3 C (Twoja wersja) lub -0.3 C (przeciwieństwo))- ale pewnie się nie znam :'( (ani nie za zimny, ani nie za ciepły- czy z zimową aurą? nie wiadomo- jeżeli amplituda temperatur dobowych wynosi 5-10 C, a nawet więcej- co jest rzadko spotykane w naszym kraju w tym okresie, to nie- opady mają miejsce przeważnie wtedy, gdy różnica temp. między dniem a nocą jest bardzo mała- do 1-2 C czy na odwrót- niewielka różnica temp. dobowych oznacza większe ryzyko opadami- nie wiem, co jest czego następstwem :'(- na pewno nie jest to termin pt. „PRZEDWIOŚNIE”, który portal TwojaPogoda próbował pośrednio narzucić (czy „NIEŚMIAŁY POWIEW WIOSNY”- coś w tym rodzaju), tylko dlatego, bo w tym roku na początku grudnia dosłownie kilka listków się pojawiło na trawie lokalnie w zachodniej Polsce- nie można o czymś takim mówić nawet w najcieplejszym i najłagodniejszym grudniu z prostego powodu- mamy 4 pory roku i o tym nawet przedszkolaki już wiedzą, że grudzień jest POCZĄTKIEM, a nie KOŃCEM zimy (o przedwiośniu można mówić gdzieś dopiero od połowy lutego, jeśli temp. za dnia zaczynają być regularnie mniej/bardziej dodatnie), już prędzej, choć też byłbym ostrożny w ocenie tego zjawiska, to PRZEDZIMIE- wydaje mi się (wracając do podanych przez Ciebie 10 „cyferek”), że są to nieco niskie temp., jeśli krajobrazy byłyby przy tym białe (śnieg nie jest takim ważnym wyznacznikiem jak temperatura, ale swoją obecnością (nawet niewielką- rzędu kilka cm) potwierdza fakt, że nadeszła zima- co oczywiście nie zmienia faktu, że mocniejsze lub dłuższe mrozy bez jakiegokolwiek śniegu na ziemi oznaczają to samo), można by spokojnie mówić o ZIMIE :(

  31. W Gliwicach dziś chłodniej niż podawały prognozy – miało być 6 a nawet 7 stopni, a są 4 stopnie. Kto wie, może się jeszcze ciut ociepli, bo właśnie teraz przechodzi deszczowy ciepły front.
    1 stycznia będzie apogeum ciepła, ale już 2 stycznia ma być ochłodzenie. Od 3 stycznia prognozy mówią o nadejściu zimy, ciekawe jak długo utrzyma się zimowa aura.

    1. ja liczę na to, by zimowa aura nawet została (jak się utrzyma, to nie wiadomo, przy dużym szczęściu może i z 2.5 miesiąca będzie „biało”), tylko nie ulegała zmianom, typu znaczny przyrost pokrywy- taka sytuacja była w styczniu 2017, to był dla mnie jeden z nielicznych zimowych miesięcy, który lubiłem- 10 cm śniegu pojawiło się u mnie na początku stycznia, leżało do pierwszych dni lutego, a potem nieśmiało od połowy lutego zaczęła wkraczać wiosna (która ewidentnie ukazała swoje oblicze na przełomie marca i kwietnia)- w II połowie kwietnia były jeszcze akcenty zimowe, ale na szczęście Krk i okolice miasta ominęła przyjemność przyjęcia białego puchu; wracając do sprawy, jak będzie taka odwilż jak teraz na święta 2018, to dopiero będzie kogel-mogel (w końcu jest różnica między krajobrazem jesiennym bez grama śniegu, a zimowym (nawet tym lekko przybielonym))- choć wtedy na szczęście leżał drobny śnieg- u mnie, na przedmieściach Krakowa nawet nie było 5 cm- przeważnie 2-4 cm), ale by nie było wielkich zasp- na razie po uderzeniu w następnym tygodniu jako Krakus liczę na ok. 5-10 cm, ewentualnie maks. 15 cm- myślę, że na Górnym Śląsku (głównie miasta GOP (do nich należą Gliwice, Katowice itd.) i okolice Częstochowy, bo w okolicach Bielska-Białej sprawa wygląda poważniej) sytuacja będzie wyglądała podobnie (tak samo, trochę więcej lub trochę mniej- to duży obszar, więc na nim mogą być różnice kilku cm), a co będzie dalej- nie wiem, czas pokaże- modlę się tylko, by słowa p. M. Rabczewskiej się nie sprawdziły, że w II i III dekadzie stycznia będzie nawrót mocnej zimy, ale w związku z prognozowanym SSW na luty niestety taki scenariusz jest możliwy (dzięki wiedzy użytkownika Arctic Haze, któremu bardziej wierzę i który ma większą wiedzę/większe doświadczenie i który przekazuje informacje w kulturalny, typowy dla naukowca sposób); pocieszam się tylko faktem, że miasto, w okolicy którego mieszkam, leży w kotlinie i prognozowane opady śniegu są przeważnie mocno zawyżane- na stacji w Balicach nie ma „dużych numerków” co do białego puchu (nawet „sroga” co do długości zima 2012/2013 to pokazała- maks. 15 cm) :

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.