Autor: admin

Cieplej

Cieplej

Niestety nie możemy już więcej ignorować faktów i musimy przyznać, że chłodny okres tego lipca ma się ku końcowi.  Temperatury w III dekadzie lipca najprawdopodobniej wzrosną powyżej 30°C. Już jutro na znacznym obszarze Polski będzie ciepło, z temperaturami sięgającymi miejscami 25°C, w piątek ponad 26°C, a już w sobotę temperatury zbliżą się do 30°C. Przejściowo chłodniej ma się zrobić w poniedziałek (ale nadal ponad 25°C w południowej części kraju), od wtorku ponownie cieplej a wg modelu ECMWF w środę już ponad 32°C na zachodzie. Wg 10-dniowej prognozy tego modelu upały ograniczą się do zachodniej połowy kraju, gdzie spodziewać się można nawet 34°C. Oczywiście trzeba być ostrożnym w prognozach na tak daleki termin – rozrzut poszczególnych realizacji wiązki modelu ECMWF w terminie na 10 dni do przodu jest olbrzymi. Jak różnią się te prognozy można zobaczyć na poniższych przykładach:

Źródło: meteologix.com

Wszystkie mapy dotyczą tego samego terminu (piątek, 26 lipca) i jak widać są skrajnie różne, a każda poszczególna realizacja ma dokładnie taką samą szansę sprawdzenia (tak, nawet ta pierwsza, która jest realizacją #07). Na szczęście szansa sprawdzenia się ekstremum z pierwszej mapy wynosi na chwilę obecną jakieś 1-2%. Nie wykluczone, że około 25 lipca czeka nas przynajmniej kilkudniowe ochłodzenie (tutaj w grę wchodzą dwie ostatnie zaprezentowane mapy), tak przynajmniej można sądzić po rozjechanych realizacjach modelu GFS.

Tak, czy siak niska do tej pory anomalia temperatury lipca wzrośnie do 24.07.2019 do około -0.7K, a kraj zostanie podzielony na cześć południową, gdzie będzie to już lipiec powyżej normy termicznej dla tego miesiąca i północno-wschodnią, gdzie obecnie jest najchłodniej. Tam będzie to nadal lipiec chłodny. Warto przy tym zwrócić uwagę, że po raz kolejny GFS jest chłodniejszy od innych modeli. Wg modelu ICON, 24 lipca anomalia miesięczna wzrośnie do okolic -0.4K.

Czerwiec 2019 globalnie rekordowo ciepły

Czerwiec 2019 globalnie rekordowo ciepły

Nie tylko w Polsce czerwiec zapisał się jako wyjątkowy. Okazuje się, że średnia globalna anomalia temperatura powietrza również była najwyższa w historii pomiarów instrumentalnych. Wg. ECMWF / Copernicus Climate Change Service bazujących na danych z reanalizy ERA5 wyniosła ona +0.54K w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010.

Wg tej analizy rekord ten został pobity z dużym zapasem, należy więc oczekiwać że wkrótce również analizy opierające się na danych ze stacji pomiarowych potwierdzą ten wynik. Jak widzimy, na obszarze Europy najwyższe anomalie temperatury powietrza notowano w Europie Środkowej. Globalnie wyższe anomalie dodatnie, sięgające 10.0K notowano w północnej części Rosji. M.in. dzięki temu lód dryfujący Arktyki przeżywa w ostatnich dniach trudne chwile – wg danych JAXA jego zasięg jest obecnie (nie pierwszy raz w tym roku zresztą) rekordowo niski. Oczywiście nadal obserwowano obszary z temperaturą niższą od normy – najniższe z anomalii notowano na Antarktydzie (mimo to zasięg lodu dryfującego Antarktyki jest nadal bardzo niski, trzeci najniższy w historii pomiarów satelitarnych).

Poniżej: anomalie temperatury w czerwcu: globalne oraz europejskie (Copernicus/ECMWF).

Wg danych zgromadzonych w bazie GHCN aż 426 z nich notowało rekordowo ciepły czerwiec. Dla porównania rekordowo zimny czerwiec odnotowały zaledwie 4 stacje. W stabilnym klimacie liczba rekordów ciepła i zimna powinna być zbliżona. Globalne ocieplenie nie eliminuje całkowicie możliwości wystąpienia rekordów zimna, jednakże powoduje że są one znacznie rzadsze od rekordów ciepła.

Źródło: World Climate Service

Ciekawe, czy w okolicy Wielkich Jezior jakiś odpowiednik Łukasza Warzechy, czy Rafała Ziemkiewicza podnosił w czerwcu pytanie „gdzie jest globalne ocieplenie”. Idę o zakład, że tak.

Statystyka letnia

Statystyka letnia

Poniżej: rozkład maksymalnej dobowej temperatury powietrza na nizinnych polskich stacjach w latach 1951-1960 i 2011-2018.

Rozkład minimalnej dobowej temperatury powietrza na nizinnych polskich stacjach w latach 1951-1960 i 2011-2018.

Rozkład średniej dobowej temperatury powietrza na nizinnych polskich stacjach w latach 1951-1960 i 2011-2018.

W latach 2011-2018 rozkład zarówno temperatur minimalnych, maksymalnych, jak i średnich dobowych był wyraźnie przesunięty w prawo w stosunku do lat 1951-1960, co oznacza że w ostatniej dekadzie przeważają temperatury wyższe. Nie brakowało temperatur niższych, jednak ich częstość się wyraźnie zmniejszyła. Przykładowo – obecnie temperatury maksymalne zbliżone do 32°C są obecnie tak samo częste, jak w latach 1951-1960 temperatury zbliżone do 30°C (pierwszy wykres).

Rozkład dobowych anomalii temperatury powietrza oczywiście również uległ zmianie. Obecnie zerowa anomalia temperatury powietrza jest równie prawdopodobna jak w latach 50. XX w. anomalia równa ok -1.5K. Ujemne anomalie temperatury dobowej się rzecz jasna nadal zdarzają, ale są mniej częste, niż dawniej.

Idzie zimno #662.607004E-2

Idzie zimno #662.607004E-2

Zimne wiatry z północy i innych równie parszywych kierunków przyniosły do naszego kraju ochłodzenie. Po czerwcowej spiekocie wielu odetchnęło z ulgą, część z niesmakiem zauważyła, że zamiast normalnego lata teraz wraca jesień. Najbardziej jednak podekscytowani przebudową sytuacji barycznej nad Europą byli tzw. „sceptycy globalnego ocieplenia”1. Otóż po czerwcowych rekordowych upałach, które wymusiły na nich zwiększenie aktywności w portalach społecznościowych (ktoś musiał prostemu ludowi wytłumaczyć, że rekordy nie mają nic wspólnego z globalnym ociepleniem i kiedyś też było ciepło), nadarzyła się doskonała sytuacja, aby się odegrać: zrobiło się zimno. Szczególnie na północy, gdzie temperatury w ciągu dnia spadały grubo poniżej 15°C. Nieco inaczej było na południu, gdzie przedwczoraj notowano nawet 30°C, średnio zimno bym powiedział.

Tak, czy siak, nastąpiła wśród „sceptyków” szybka zmiana narracji z „to nic nie znaczy” na „za oknem zimno, gdzie globalne ocieplenie!”. Pozwoliło to również na nabijanie się z Ingi Zasowskiej, która prowadzi wakacyjny strajk klimatyczny. Jeszcze zmarznie dziewczyna. Pan Tomasz Sommer, redaktor strony „Najwyższy Czas!” (dziennikarz, redaktor, pisarz, historyk, 12 napisanych książek, jeden film) z pewnym opóźnieniem reaguje na kwestie rekordów zapytując o to, kto i gdzie mierzył w czasie rozbiorów, skoro wówczas nie było Polski? Oczywiste jest przecież dla pana Tomasza to, że skoro Polski nie było, to i Polacy i wszystkie większe polskie miasta gdzieś magicznie zniknęli:

Bardziej bystra była niejaka Katarzyna Treter-Sierpińska, która w trosce o zdrowie psychiczne dziecka zabroniła nam informować Ingę Zasowską o tym, że jest zimno². Doceniamy.

 

Po odpowiedziach pani Katarzyna najwyraźniej poczuła się zwiedziona. W sukurs idzie tu, mając za broń swoją doskonałą narrację, prof. dr hab Grzegorz Gładyszewski z UMCS (mamy tu generalnie wszystko: sekta, której nie da się zwalczyć, bo promotorzy i beneficjenci grantów i tak dalej).

Brawo profesorze Gładyszewski, zarówno Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, jak i sama Skłodowska z pewnością są z pana dumni :)

Aktualizacja:
Niniejszym prostujemy: prof. Gładyszewski nie jest pracownikiem UMCS, ino Politechniki Lubelskiej. Tym samym ani UMCS, ani Skłodowska już nie muszą być dumni :)

Ale kwestię ciągłości polskiego narodu i wątpliwości w ową ciągłość, którą najwyraźniej prezentuje tu nam pan Tomasz „Koniec świata z godzinę zobacz video!” Sommer3, pozostawmy może osobom w tej materii kompetentnym (chociaż osobiście uważam, że ks. Jowin Fryderyk Alojzy Bystrzycki herbu Bończa, który mierzył temperatury w Warszawie pod koniec XVIII w. jak najbardziej Polakiem był4). Nas bardziej interesuje: dlaczego jest zimno, skoro globalne ocieplenie. I co ma ze sobą zrobić Inga Zasowska5.

Rozważmy ten problem. „Klimatystyczne fakty” (dziękujemy panie Tomaszu :* ) mówią nam, że średnia globalna temperatura wzrosła w ciągu ostatnich 100 lat o ok. 1.0°C. Dla jednych sporo, dla innych nie wiele. W tej skali czasowej jest to jednak wzrost gigantyczny. Te same „klimatystyczne fakty” mówią nam, że na lądach temperatura rośnie szybciej, niż nad oceanami. Pewnie z uwagi na jakąś tam pojemność cieplną oceanów, ale kto by klimatystów słuchał. Kolejnym oczywistym faktem jest, że Polska leży na lądzie6, więc powinno się tu ocieplać nieco szybciej, niż wynika to z trendu globalnego. I rzeczywiście: polskie klimatystyczne fakty7 dokładnie na to wskazują. No więc, skoro się ociepla, dlaczego jest zimno?

Cofnijmy się ponad 40 lat. Jest rok 1975, który ma to szczęście być najcieplejszym rokiem w latach 1951-1980. Średnie temperatury obszarowe w Polsce wyglądają tak:

Wyjątkowo ciepła zima (szczególnie styczeń), 206 dni ciepłych (w stosunku do normy 1981-2010) , 159 dni zimnych. Całkiem niezły rok dla lubiących ciepłe zimy i zwykłe lato (z bonusem w postaci zimnego przełomu maja i czerwca). Widzimy tu, jak kiedyś wyglądał przebieg temperatur w najcieplejszym roku. Można się pokusić o pokazanie tego roku w klimacie trochę cieplejszym, powiedzmy o 1.3°C. Dodajmy więc do wszystkich temperatur z 1975 1.3°C8.

Jak widać jest zdecydowanie cieplej. Liczba dni ciepłych wzrosła do 260, zimnych spadła do 1059. Mimo to widzimy, że mimo iż temperatura jest ewidentnie o 1.3°C wyższa, niż w oryginalnym roku 1975, nadal mamy dni zimne. A nawet rekordowo zimne. Widoczne zmiany temperatury dobowej w roku 1975 powinny osobie myślącej w sposób racjonalny uzmysłowić, że ich zmienność jest znacznie większa, niż tempo ocieplenia się klimatu. W najzimniejszych dniach było nawet 10°C chłodniej, niż wynosi obecna norma, w jaki niby sposób ocieplenie klimatu o 1.3°C miałoby je wyeliminować?

Tak zaś wyglądał rok 2018. Rekordowo ciepły rok w całej serii pomiarowej i (być może) w serii 1991-2020.

Jak widzimy, najcieplejszy rok ostatnich 30 lat jest zbliżony do najcieplejszego roku z lat 1951-1980, ale tylko pod warunkiem, że do tego ostatniego dodamy ponad jeden stopień10. I tak, jak należałoby się tego spodziewać, nadal mimo ocieplenia klimatu mamy dość długie okresy chłodne, dokładnie tak jak w sztucznie ocieplonym o 1.3°C roku 1975. Już te wykresy powinny uświadomić nam, że mimo postępującego ocieplenia klimatu możemy (a nawet powinniśmy) obserwować wiele chłodniejszych okresów, szczególnie jeśli używamy zmiennego okresu referencyjnego. Zmienny okres referencyjny w jakiś sposób odzwierciedla ludzką percepcję klimatu – na początku lat 80. XX w. Polacy byli przyzwyczajeni do klimatu panującego w ostatnich 10-20 latach. Wówczas, jako odniesienia do panujących temperatur używano okresu referencyjnego 1951-1980. Obecnie mało kto pamięta jak przeciętnie wyglądało lato w latach 70. XX w (no ale jeśli już pamięta, to z pewnością tylko te okresy, które były miłe)12, natomiast dość dobrze orientuje się w temperaturach panujących w ostatnich 10 latach. Obecnie używamy okresu referencyjnego 1981-2010, a za dwa lata zmienimy go na 1991-2020. Tym samym taki zmienny okres referencyjny gwarantuje, że zawsze będziemy mieli dni zimne – zwyczajnie okres referencyjny będzie nam się przesuwał wraz z postępującym ociepleniem.

Ale przecież 1975 nie był przeciętnym rokiem dla okresu 1951-198013. Był to rok najcieplejszy w tym 30. leciu. Bardziej zbliżony do normy tamtych lat był rok 1972 – rok urodzin Tomasza Sommera14. Wyglądał on względem normy 1961-1990 tak:

Klasyczny normalny (może lekko powyżej średniej) rok dla tego okresu. 191 dni powyżej normy, 174 poniżej. Mocniej zarysowane ekstrema ujemne, niż dodatnie, dzięki czemu więcej jest rekordów zimna, niż ciepła.

Najbardziej pesymistyczny scenariusz RCP15 sugeruje, że średnie temperatury w Polsce pod koniec XXI w. będą o ok. 6°C wyższe16, niż w latach 1961-1990. Jak będzie zatem wyglądał wykres z roku 1972 w klimacie w którym wszystkie temperatury notowane w 1972 będą dokładnie 6°C wyższe? Otóż tak:

Może to być dla niektórych szokujące, ale nawet w klimacie cieplejszym o 6°C pojawia się okres zimny.  Średnie dobowe temperatury spadają poniżej -10°C. Notujemy 11 dni zimnych względem normy 1961-1990. Ale czy sama obecność chłodnych okresów oznacza, że klimat się nie ocieplił? Oczywiście nie. Okazuje się, że jeśli sprawdzą się najczarniejsze scenariusze sugerujące wzrost temperatury ponad 5°C, to i tak w naszym kraju będą się pojawiać epizody z temperaturami poniżej norm z XX w.

Nie bardzo wobec tego wiadomo, co mają dowodzić entuzjastyczne komentarze tzw. „sceptyków” globalnego ocieplenia względem ostatnich, chłodniejszych dni. Możemy tu zacytować Rafała Ziemkiewicza:

Prawdopodobnie tylko tyle, że pan Rafał Ziemkiewicz (i inni pytający dokładnie o to samo) niezbyt się orientuje w przebiegu i rozkładzie dobowych anomalii temperatury w Polsce. Nie bardzo wiemy w jaki sposób pan Rafał dochodzi do wniosku, że skoro obecnie jest zimno, to klimat się nie ociepla. Dla nas koncepcja ta niebezpiecznie przypomina tok myślenia, w którym jeśli 12 marca jest chłodniej, niż 12 lutego, to lato najpewniej nie nadejdzie17.

P.S.

Jeśli kiedykolwiek przyjdzie wam do głowy studiowanie na UMCS w Lublinie Politechnice Lubelskiej, miejcie na uwadze fakt, że pracuje tam człowiek uznający za warte podania dalej takie oto tweety.

 

1 Zwani również „sceptykami globalnego czegokolwiek”.

2 Dzieci w tych czasach są tak zepsute przez granie na konsolach, że widzimy tego efekty. Tylko #pcmasterrace.

3 Ta konkluzja Sommera doprowadziła nas do szokującego odkrycia, że urodzony w 1901 prymas Wyszyński nie jest Polakiem.

4 Jako i prymas Wyszyński.

5 Prawdopodobnie nic, chociaż sugerowałbym zatrudnienie adwokata. Jak donoszą środowiska zbliżone do prawicowych, jej protest może być plagiatem protestu Grety Thunberg.

6 Przeważnie.

7 Żródło: PIHM 1945-1972, IMGW 1973-2019.

8 No jasne, że tempo ocieplenia nie jest takie samo w każdej porze roku. Ale trzeba sobie jakoś życie ułatwiać, prawda?

9 No czy dla was to wygląda na ocieplenie klimatu? No fakt, dodaliśmy jakieś 1.3 stopnia do każdej temperatury dobowej, więc no tak jakby klimat się ocieplił o te 1.3 stopnia. No ale heloł – 105 dni zimnych? Nie wygląda to dla was trochę jak bullshit? I w ogóle czy można poznać nazwisko tego, co te temperatury dodawał, bo nie wydaje mi się żeby to było polskie nazwisko.

10 Wyjaśnienie dla Tomasza Sommera, Rafała Ziemkiewicz i Łukasza Warzechy11: to oznacza, że najcieplejszy rok w latach 1951-1980 był przeciętnie 1°C chłodniejszy, niż 2018. Słowo „przeciętnie” odnośnie klimatu i pogody11 wyjaśnimy na następnej lekcji.

11 Przykro nam, że z uwagi na strajk nauczycieli nie wyjaśniono ww. osobom różnicy między pogodą a klimatem.

12 Tu dość zabawne spostrzeżenie: najwyraźniej najbardziej te lata pamiętają ci, którzy wówczas się jeszcze nie urodzili.

13 Jak to nie był, przecież jest niemal dokładnie w środku! Mediana, heloł?

14 A był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.

15 Scenariusze RCP to tzw. Representative Concentration Pathways, czyli scenariusze tego ile gazów cieplarnianych wyemitujemy w przyszłości.

16 Co oznacza, że jeśli kiedyś w styczniu było +15°C to może być +21°C. Może i fajnie. Ale jednocześnie oznacza, że jeśli kiedyś w lipcu było +38°C, to może być +44°C. Chyba nie fajnie.

17 https://blog.meteomodel.pl/spisek/

 

Problemy żołądkowe „sceptyków”

Problemy żołądkowe „sceptyków”

Wystarczył jeden rekord absolutny we Francji, żeby tzw. „sceptycy” globalnego ocieplenia dostali silnej biegunki. Jej przyczyna jest doskonale znana – fakt tak znacznego przebicia dotychczasowego rekordu ciepła mocno nie zgadza się z narracją wg której jest to niemożliwe. No bo przecież klimat się nie ociepla, prawda? No, może się ociepla, ale nawet jeśli, to nie z winy człowieka, prawda? No a nawet jeśli z winy człowieka, to i tak przecież im cieplej, tym lepiej, prawda? No cóż, jakoś nie widziałem wielu entuzjastów temperatur panujących ostatnio w Polsce. Jeśli zaś takowi byli, to nieliczni. Przyczyny są znane, a objawy? Otóż jeśli informacja o rekordzie równym 45.9°C w Gallargues-le-Montueux poszła w świat, to koniecznie trzeba ją zdyskredytować. Jak to zrobić? A no trzeba zdyskredytować sam sposób dokonywania pomiaru. I tak też zrobił Anthony Watts w wpisie na swoim blogu. Opierając się na facebookowym (!) wpisie niejakiego Iana Duncana zaprezentował on nam, jak wygląda stacja w Gallargues-le-Montueux:

Źródło: WattsUpWithThat

Mamy tu nawet charakterystyczny prześmiewczy ton „najgorętsza autostrada w historii pomiarów”, mający nam uświadomić jak źle położona jest ta stacja. I owszem, położona jest kiepsko, problem polega jednak na tym, że… to nie jest ta stacja. W obecnej chwili post na Facebooku z którego Watts czerpał swoje informacje został już usunięty (ciekawe dlaczego ;) ), a sam Watts, najwyraźniej niechętnie zamieścił taką oto informację:

6/29/19 11:40AM From comments, there’s some question as to whether this is “the station” or not. Regardless, the station shown above is in fact poorly sited. I’ll do more checking this evening. -Anthony

Co tu czytamy? A no tyle, że właściwie może nie być to ta stacja i Anthony nie wie która. Ale tak czy siak stacja na zdjęciu jest źle położona. I Anthony sprawdzi to wieczorem.

No tak, to prawda – stacja ze zdjęć jest istotnie bardzo źle położona i pomiary na niej wykonywane są zapewne nieco (ale ile?) zawyżane, tylko co to ma za znaczenie? Ktoś prywatnie ma prawo postawić sobie stację gdzie chce i Anthony’emu nic do tego, dopóki dane z tej stacji nie będą wykorzystywane w celach naukowych. Uważajcie entuzjaści własnych stacji pomiarowych, za rogiem może się czaić Antek i dokonać oceny waszego sprzętu ;)

Cóż, wieczór 29 czerwca zdecydowanie już za nami i zgadnijcie co? A no nic. Cisza. Najprawdopodobniej „fact checking” po stronie Anthony Wattsa wykonał niedozwoloną operację i jakieś szersze informacje najprawdopodobniej otrzymamy mniej więcej na świętego Dygy. Na szczęście Anthony nie jest sam i ma swoich dzielnych i oddanych komentatorów. I ci komentatorzy również nie zawiedli. Część z nich zwróciła uwagę na to, że dane podawane przez stronę Infoclimat.fr były nieco inne. Tym razem stacja miała być położona na dachu budynku i wskazywać temperaturę „zaledwie” 44.1°C, a wartość 45.9°C to w rzeczywistości tzw. „temperatura odczuwalna”. Strasznie głupiutkie to MeteoFrance, prawda? Na szczęście mamy Rycerzy Prawdy Anthony’ego™, dzięki którym prawda została odkryta. No ale nie, jednak nie. Wskazana tu stacja należy do amatorskiej sieci StatIC i jest położona w kompletnie innym miejscu, niż oficjalna stacja MeteoFrance.

No dobrze, ale jak w istocie prezentuje się ta oficjalna stacja? Otóż możemy to znaleźć również w ww. komentarzach. W istocie MeteoFrance ma dokumentację swoich automatycznych stacji meteorologicznych i nie jest ona jakoś szczególnie ukryta. Tym bardziej dziwić może fakt, że Watts popełnił taki błąd, choć jeśli ktoś zna tego pana dłużej, zdziwiony nie jest. Z dokumentacji stacji możemy się dowiedzieć, że pomiar temperatury został tu zakwalifikowany jako „klasa trzecia”, a więc istotnie nienadzwyczajna. Tyle, że tak niska klasa przyznana została z uwagi na obecność kanału biegnącego w odległości zaledwie 16 metrów od stacji. Raczej trudno podejrzewać, żeby kanał ten mógł być dodatkowym źródłem ciepła w przypadku tak wysokich temperatur. Położenie stacji nie jest jednak zbyt szczęśliwe, choć trudno uznać ja za sprzyjające zawyżaniu temperatury w tym konkretnym dniu. Pomiar ten jest dodatkowo wspierany przez drugi na liście rekordowych tego dnia pomiarów z Villevieille. Na tej stacji temperatura wzrosła do 45.4°C, o 1.3°C powyżej dotychczasowego rekordu absolutnego Francji. Jeżeli chodzi o położenie tej stacji, to nie ma się w zasadzie czego przyczepić. I rzeczywiście stacja ta jest szczęśliwym posiadaczem klasy drugiej.

Lektura wpisu na WUWT i komentarzy pod nim może zarówno zadziwiać, jak i przerażać. Oto autor chyba jednego z najpoczytniejszych na świecie blogów zajmujących się klimatem i jego zmianami podważa oficjalne pomiary MeteoFrance opierając się na czyimś wpisie na Facebooku i w konsekwencji myląc stacje. Dodatkowo nie pojawiło się żadne konkretne sprostowanie, poza enigmatycznym wpisem o „sprawdzeniu tego wieczorem”, co w rzeczywistości nigdy nie nastąpiło. Jak wielka musiała być frustracja Anthony’ego Wattsa, gdy zorientował się, że popełnił (znowu) poważny błąd, świadczyć może komentarz, jaki dodał zaledwie 16 minut później:

UPDATE2: 6/29/19 11:56AM It seems that it may not even be an “all time record”.

Po czym pojawia się skan gazety z roku 1930 mówiący o temperaturze 122°F (50°C), która miała być odnotowana „gdzieś w Loarze”. Podobno tonący brzytwy się chwyta, jednak w tym wypadku to była już brzytwa mocno zaostrzona, z dołączoną w pakiecie tykającą bombą. Po pierwsze: nie ma podanej żadnej informacji o stacji. Fraza „gdzieś w Loarze” jest bardzo ogólna i nie można na jej podstawie stwierdzić gdzie to dokładnie miało mieć miejsce. Po drugie… no litości, 50°C w Loarze? Takich temperatur obecnie nie notuje się nawet w południowej Hiszpanii. Właściwie takiej temperatury nie odnotowano nigdzie w Europie. Oczywiście Rycerze Prawdy Anthony’ego™ mają na to swoje wytłumaczenie: fakt, że w żadnych bazach meteorologicznych taka temperatura we Francji nie figuruje oznacza niechybnie, że dokonana została olbrzymia manipulacja. Dane zaniżono, rekordy sprzed wojny usunięto. W innym komentarzu czytamy:

Sorry Paul, since it was before 1950, this temperature has been decreased 12 times to the current value of 36C /s

Did anyone ever think there WOULDN”T be a record high? Everything was set, the forecast, the screaming headlines the “bubble of hot air from Africa” was coming and every site, newspaper and “climate scientist” had the story written ready to go. You could have bet your house there would be a record high and have a 100% chance you would win.

Rozumiecie? Po pierwsze: wszystkie stare dane „zaniżono”. Nie wiem jak to zrobiono. Zapewne tajne, Niewidzialne Kommando Foki™ przemierzyło świat wszerz i wzdłuż, niszcząc lub korygując wszelkie informacje o starych rekordach. Musieli zrobić to nie tylko w bazach cyfrowych. Prawdopodobnie zakradali się nocami do bibliotek, modyfikując i niszcząc stare roczniki meteorologiczne. Wdzierali się do prywatnych domów, gdzie niektórzy również takie roczniki posiadają i wydzierali je z rąk matkom na oczach przerażonych dzieci. Można sobie wyobrazić przerażone oczy ofiar, gdy jeden z komandosów zatykał im usta, a drugi metodycznie zmieniał wartość 50.0 na 36.0. Warto przypomnieć, że tę samą metodę stosowano w celu dorysowywania chemtraili na starych zdjęciach.

Brzmi idiotycznie? Owszem, nawet bardzo. Ale przecież najwyraźniej ci ludzie w to wierzą i wg nich najwyraźniej to właśnie się musiało stać. Bo jak inaczej wyeliminować taką informację z przestrzeni publicznej? W 1930 komputerów nie było, siłą rzeczy więc wszelkie dane meteorologiczne zapisywane były na papierze. Jeśli chcemy taką informację wyeliminować, trzeba by przeprowadzić akcję podobną do opisanej wyżej. Z komentarza użytkownika rbabcock wynika, że dwanaście razy. Jest jeszcze druga część tego komentarza z której, jeśli się nad tym zastanowić, wynika, że w obecnych czasach żadne rekordy paść nie mogą. Jeśli nawet padną, to i tak oczywiście MUSIAŁY PAŚĆ BO TAK BYŁO W WRZESZCZĄCYCH DO NAS WIADOMOŚCIACH. Najprawdopodobniej jedyne rzetelne rekordy to te, o których nikt nie wspomina. No i oczywiście rekordy zimna, te są zawsze rzetelne z definicji.

No, ale przecież w tej gazecie istotnie opisano przypadek wystąpienia 50°C w Loarze, więc jak to? A no tak to:

Mamy więc miejsce! Saint-Etienne w departamencie Loara! Z wycinka ewidentnie wynika, że notowano 50°C w słońcu, a Madame Guilly nawet z tego powodu zmarła. Zwycięstwo! Odnotowano 50°C w słońcu, bez wątpienia, tak pisze gazeta, odnotowano… w słońcu… Ekhm. Widzicie już w czym problem. 80 lat temu dziennikarze również nie przywiązywali jakiejś szczególnej wagi do pomiarów. Temperatura zarejestrowana na termometrze wystawionym na bezpośrednie działanie promieni słonecznych? Co za problem :) Może niech ktoś doniesie Anthony’emu, że tak właściwie to Francja nie dzierży rekordu Europy. Ten należy oczywiście do naszych przedwojennych Zaleszczyk, gdzie temperatura wzrastała do 55°C. I – to nie żart – taka wartość widniała jeszcze parę lat temu w polskiej Wikipedii!

W tym momencie nie wiadomo już, czy się śmiać, czy płakać. Najwyraźniej całe to „sceptyczne” towarzystwo mocno powątpiewa w obecny pomiar z Francji, ze stacji na którą można pojechać, można ją sprawdzić teraz, zaraz. Ale jednocześnie bez żadnego problemu przyjmują pomiar niewiadomego pochodzenia wspomniany w gazecie sprzed 89 lat. Dodatkowo w gazecie jak wół stoi, że pomiar był dokonany nieprawidłowo.

Myślałem, że na tym blogu takich osób nie ma. Ale nie, jednak są, chociażby w osobie niejakiego Przemysława, który postanowił przemówić do nas, ciemnej masy.

A nawet:

Panie Przemysławie, pana przemyślenia nas rozczuliły. Nazywa pan nas (i resztę komentujących) „ciemną masą”, łykając jednocześnie tak rozczulająco naiwne „fakenewsy”. Jak więc nazwać pana? W tym kontekście oczywiste jest, że nie jest pan w stanie zweryfikować nawet tak prostego fejka, powstaje więc istotne pytanie, w jaki sposób może pan zweryfikować fejka mniej oczywistego? Otóż odpowiedź jest oczywista: nie może pan. Ba, zapewne nawet pan nie chce, bo efekty weryfikacji mogą być dla pana niewygodne światopoglądowo. Pisze pan dalej jakieś bzdetyo „muezzinach kościoła CAGW”. Jak nazwać pana, skoro rzuca pan tak idiotyczne komentarze oparte o źródła, których nawet nie chciało się panu zweryfikować?

P.S.

Tak panie Przemysławie, Anthony Wats jest emerytowaną telewizyjną „pogodynką”. Taki nasz Jarosław Kret. Czy to się panu podoba, czy nie. I tak, jego blog jest denialistyczny. Czy to się panu podoba czy nie. Dobrym przykładem tego denializmu jest pisanie czego innego na blogu, a czego innego w publikowanej pracy (kwestia analizy sieci amerykańskich stacji meteorologicznych).

P.S.2

Doskonale również wiemy, że wcześniej pisał pan u nas równe idiotyzmy pod innym nickiem, 9 lat temu, kiedy najwyraźniej również miał nas pan za „ciemną masę”. Do odpowiedzi pan jakoś się wówczas nie kwapił.

Chłodniej, a nawet zimno

Chłodniej, a nawet zimno

Wczoraj temperatura maksymalna miejscami ponownie osiągnęła swoje maksima absolutne: tak było np. we Włodawie, gdzie temperatura maksymalna wyniosła 37.3°C, bijąc dotychczasowy rekord z sierpnia 1952 i lipca 1959 (36.2°C). Rekord absolutny padł też na stacji Kielce-Suków (36.6°C, dotychczas 36.4°C w sierpniu 2013). Na szczęście temperatury już się obniżyły – dzisiaj nie powinniśmy już notować więcej, niż 27°C w południowo-wschodniej części kraju. Na północy będzie wręcz zimno, 16-17°C.

Jutro jeszcze nieco chłodniej: od 17°C do 24°C, a 4 lipca może być od 15°C na północnym wschodzie, do 25°C miejscami na południu. O ile więc na południu kraju temperatury będą z reguły dość przyjemne, o tyle na północy będzie zwyczajnie zimno. Szczególnie 5 lipca może być nieprzyjemny, z temperaturami maksymalnymi miejscami nie przekraczającymi 15 stopni.

Napływ chłodnych mas powietrza będzie przerywany na krótko adwekcją mas cieplejszych, nie widać jednak jakichś stałych temperatury znacznie przekraczających 20°C i wygląda na to, że do końca pierwszej dekady miesiąca się to nie zmieni. Niestety, mimo ochłodzenia nie widać również jakichś znacznych opadów. Stwarza to ryzyko pogłębienia suszy, szczególnie w razie powrotu wyższych temperatur np. w połowie, lub III dekadzie miesiąca.

Prognozy na jutro

Prognozy na jutro

W końcu chłodniej. Wyniki modelu GFS jak zwykle znacznie niższe od modelu ICON. Wg GFS temperatura w dniu jutrzejszym osiągnie od 15°C na Wybrzeżu (brrr :) ) do 25°C na południu kraju. Wg modelu ICON będzie to od 17°C na Wybrzeżu do 28°C lokalnie na południu.

Różnice pomiędzy GFS a ICON nawet w krótkim horyzoncie czasowym zaczynają przekraczać granice dobrego smaku.

Padły absolutne rekordy ciepła

Padły absolutne rekordy ciepła

Do 38.1°C wzrosła dziś temperatura w Krzyżu (Wielkopolska), co oznacza, że historyczny rekord ciepła czerwca z 1935 r. był w tym miesiącu bity dwukrotnie. Co najmniej 37.6°C osiągnęła dziś temperatura w Świnoujściu, bijąc tym samym absolutny rekord temperatury tej stacji z 1 sierpnia 1994. Absolutny rekord padł też w Jeleniej Górze, gdzie temperatura wzrosła co najmniej do 36.0°C – dotychczasowy rekord tej stacji to 35.8°C z 1 sierpnia 1994 i 8 sierpnia 2015. W Pile temperatura wzrosła co najmniej do 37.3°C, nie wykluczone że rekord absolutny (37.4°C) został tu wyrównany. Co najmniej 37.5°C notowano w Lesznie – tu po raz kolejny padł rekord czerwca, do rekordu absolutnego zabrakło około 0.3°C. 26 czerwca 2019 odnotowano tu 37.4°C. Poprzednim najcieplejszym dniem czerwca był 21 czerwca 2000 z temperaturą 35.6°C. Ponownie co najmniej 36.9°C było dziś we Wrocławiu (druga stacja IMGW-PIB zarejestrowała 37.1°C). Tu również po raz drugi bity jest rekord ciepła czerwca (poprzedni 35.1°C).

Rekord czerwca padł też m.in. w Dziwnowie (36.2°C, dotychczas 34.7°C). Niezwykłe zakończenie niezwykłego miesiąca.

 

 

 

Koniec czerwca

Koniec czerwca

Wiemy już, że końcowa anomalia temperatury powietrza w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010 zakończy się najprawdopodobniej wartością między +5.39 a +5.43K i będzie to zdecydowanie najcieplejszy czerwiec w historii pomiarów instrumentalnych (czyli od 1781 r). Nie ulega żadnej wątpliwości, że będzie on znacznie cieplejszy od czerwca 1811 – poprzedni rekord zostanie pobity o ponad 1.3K. Niektórzy o rekordzie przebąkiwali już na samym początku miesiąca, ale z pewnością nikomu nie śniło się, że zostanie on pobity z tak dużym zapasem.

Wg analizy Poltemp 1.0H6 przeciętny czerwiec (1981-2010) charakteryzuje się średnią temperaturą obszarową równą 15.95°C. Oznacza to, że w tym roku osiągnęła ona wartość około 21.35°C i była nieco wyższa, niż w sierpniu 2015 (21.17°C) i niższa od średniej lipca 2006 równej 21.79°C. Tegoroczny czerwiec ustawił się więc na drugim miejscu wśród najcieplejszych pod względem średniej temperatury obszarowej miesięcy w powojennej Polsce.

Dzisiaj kolejny (oczywiście ostatni) dzień upalny w czerwcu. Temperatury (model ICON) mogą osiągać 37°C (model GFS daje „zaledwie” 35°C), a nawet lokalnie 38°C i będą prawdopodobnie nieco niższe od tych notowanych w środę, 26 czerwca. W Słubicach notujemy obecnie 30.7°C – o około 0.7°C mniej, niż w środę w Poznaniu o tej samej porze (notowano tam maksymalnie 38.0°C).