Bardzo ciepły sierpień, rekordowo ciepłe lato

Bardzo ciepły sierpień, rekordowo ciepłe lato

Średnia anomalia temperatury sierpnia wyliczona w oparciu o okres referencyjny 1981-2010 osiągnęła +2.11K. Tym samym był to cierpień bardzo ciepły, w całym okresie 1781-2019 mieliśmy tylko 8 sierpni z anomalią >= +2.0K, przy czym połowa z nich wystąpiła po roku 2001. Rozszerzenie rekonstrukcji wstecz w oparciu o dane Berkeley Earth wskazuje, że tak ciepłe sierpnie nie zdarzały się również w latach 1750-1781, przy czym z uwagi na niepewności pomiarowe być może blisko tego progu był sierpień 1775, który wg analizy Berkeley Earth miał anomalię równą +1.5K. Wszystko jednak wskazuje na to, że tegoroczny sierpień był ósmym najcieplejszym sierpniem w ciągu ostatnich 270 lat. Zawdzięcza on to głównie rekordowo ciepłej (dla lat 1950-2019) ostatniej dekadzie miesiąca. Dotychczas rekord należał do roku 1992 z anomalią ostatniej dekady miesiąca równej +4.23K, w tym roku było to +4.62K.

Poniżej: wstępna anomalia temperatury sierpnia względem okresu referencyjnego 1981-2010.

Poniżej: 10. dniowa średnia ruchoma anomalia temperatury.

Na powyższym wykresie widzimy chłodny okres w lipcu 2019, dzięki któremu dla wielu subiektywne odczucie tegorocznego lata może kompletnie się nie zgadzać z wyliczonymi wartościami. Wynika to z prostego faktu, że przypadł on na szczyt sezonu urlopowego, a dodatkowo najniższe anomalie panowały w północnej części naszego kraju. Gdyby wyciąć najchłodniejsze 15 dni lipca i zamienić je z dowolnym 15. dniowym okresem z czerwca, odczucie byłoby zgoła inne, a średnia temperatura lata ta sama. Nie zmienia to faktu, że tegoroczny lipiec był co najwyżej w normie termicznej, a w wielu miejscach Polski północno-wschodniej był wręcz lekko chłodny.

Mimo tego chłodnego epizodu, wstępna średnia anomalia temperatury lata wynosi +2.53K względem okresu referencyjnego 1981-2010, co oznacza że tegoroczne lato (pamiętajmy, że w meteorologii lato to trzy najcieplejsze miesiące roku – czerwiec, lipiec, sierpień) było rekordowo ciepłe. Dotychczasowy rekord należał do lat 1807 i 2018 – lata te miały średnią anomalię temperatury równą +2.11K. Nie da się ukryć, że za tegoroczny rekord odpowiada głównie skrajnie wysoka anomalia temperatury czerwca, wynosząca aż +5.35K, nie mająca pod tym względem porównania z jakimkolwiek czerwcem z lat 1781-2018 (a biorąc pod uwagę serię BE, możemy tę granicę spokojnie przesunąć do 1750), oraz rekordowo ciepła trzecia dekada sierpnia. Serię pomiarową trzech miesięcy letnich oraz całego lata możemy obejrzeć na poniższych wykresach.

Print Friendly, PDF & Email

770 Replies to “Bardzo ciepły sierpień, rekordowo ciepłe lato”

  1. Innymi słowy, dwa najcieplejsze lata w Polsce w historii pomiarów wystąpiły rok po roku: 2018 i 2019. Coś niesamowitego… Ugotujemy się szybciej niż myślimy

    1. Niestety. Patrząc na to, co się dzieje np. z lasami równikowymi planety, to powiem, że oprócz „gotowania” będzie też spore „suszenie”. Ziemia powoli przestaje być przyjaznym miejscem i my ten proces bardzo mocno przyspieszamy.

  2. Chore i przerażające – tyle tylko można powiedzieć. Aż wstyd mnie bierze jak z zapałem optymisty zaklinałem rzeczywistość mając prawie przekonanie o tym, że „lato 2019 takie nie będzie”. No i racja, było jeszcze gorsze.
    Marzę o otrzeźwieniu tej pory roku, a zwłaszcza sierpnia.

    1. Taki rozwój sytuacji wielu bardzo odpowiada , z tym ze susza jaka w czerwcu i pierwszych 20 dniach lipca była na Górnym Śląsku wzbudziła pewien niepokój ,ale po pierwszych ulewach w końcu lipca i dalszych w trzech tygodniach sierpnia dominuje pogląd ,że tak może pozostać, a nawet jeszcze lipiec powinien być cieplejszy bo pierwsza połowa lipca 19
      to zimnica, szczególnie w nocy.

    2. Tylko, że anomalia tegorocznego sierpnia wynosząca +2,11 K została w dużej mierze przez III dekadę tego miesiąca, która była rekordowo ciepła (jak wynika z informacji poniżej).

  3. Kolejny rekord ledwie po roku. Ale naprawdę chłodne miesiące letnie nie tylko sierpień ale również lipiec ( choć ostatnio nie zbyt ciepły to nie jest też chłodny), czerwiec to właściwie „prehistoria” ;). Tymczasem dziś nie będziemy mieli rekordu tmax w skali ogólnokrajowej dla września, ale będą rekordy lokalne. Rekord dla Słubic ( niezbyt wygórowany zresztą w stosunku do reszty kraju) 32.3 został już przebity. Szansa na rekord istnieje jeszcze w Szczecinie, ale tam rekord jest słaby bo niewiele ponad 30 stopni

  4. Traktuje to jako smutny zbieg okoliczności jak np. rekordowe zimy 1988/9 i 1989/90. Mam nadzieję, że w 2050 roku powiem, że dwa najcieplejsze lata tego wieku (jak i w całej serii) wystąpiły w 2018 i 2019 i uważam że mimo wszystko są spore szanse że tak będzie :)

    1. Do 2050 r. rekord lata z 2019 nie będzie pobity. Nierealne. Do 2050 roku trafi się kilkanaście okresów letnich (JJA) ze średnimi wyższymi od tegorocznego lata Może być nawet około 2-3 stopnie cieplej niż w tegorocznym lecie. Czas się dostosować do trwającej katastrofy klimatycznej i przedłużyć egzystowanie Ludzkości jak długo się da.

    2. @Jacob

      W skali planety czy Polski?

      W skali globalnej nie ma na to żadnych szans. Oprócz może wojny atomowej.

      W skali Polski tez bym na to nie liczył, mimo że jest to mniej niż promil powierzchni ziemi i statystycznie „szum” może w tej skali przesłaniać „sygnał” (trend). Jednak nie 30 lat. Biorąc pod uwagę wielkość trendu wzrostu temperatury w Europie (jakieś 2 razy większe niż średnia globalna), za 30 lat będziemy mieli tu o co najmniej stopień więcej.

  5. Gdyby sugerować się własnymi odczuciami, lato 2018 wydawało mi się cieplejsze niż lato 2019, nawet mimo czerwca. To chyba głównie przez chłodny maj i umiarkowany lipiec. Lato 2018 było bardziej wyrównane oraz bardziej bezchmurne. Mimo wszystko tegoroczny sezon letni uważam za udany, jestem ciepłolubem i nie przeszkadzają mi wysokie temperatury.
    Niestety jest coś ważniejszego niż własny czubek nosa – nasz klimat który niepokojąco się ociepla. Gdybym miał wybierać to jednak wolałbym gdyby powrócił klimat z lat 2000-2010.

    1. powiedzmy sobie szczerze, już 1 lipca było wiadomo że to lato będzie miało dziecinnie łatwe zadanie „zrobić” rekord, bo nawet przy lipcu i sierpniu w normie 1981-2010 średnia dla całej pory roku by była bardzo blisko rekordu. Żeby to lato nie było przynajmniej anomalnie ciepłe to w lipcu i sierpniu musiały by panować duże chłody, porównywalne z latem 1993 roku.

      Zamień niesamowity czerwiec 2019 na jakiś ‚zwykły’ z anomalią +2K i wyjdzie ci lato ciepłe ale podobne do kupy innych lat w tej dekadzie.

  6. Kiedyś tutaj mówiono że czerwiec się nie ociepla. Taa akurat, nawet na wykresie pisze że ref. 1991-2019 jest 0,711K powyżej refa 1981-2010. Największa różnica ze wszystkich trzech miesięcy letnich. Moze kiedyś się ocieplał powoli lub wcale, ale teraz to się ociepla mocno. Na południu kraju najmocniej.

    W tym sezonie zakres czasowy występowania temperatur około i powyżej 30 stopni (czyli cecha charakterystyczna lata) bardzo ładnie się pokrywa z zasadniczym okresem letnim w kalendarzu. Pierwsze upały wystąpiły w pierwszych dniach czerwca, ostatni wystąpi 1 września czyli dzisiaj. No chyba że jakaś fala upałów się nadarzy w połowie miesiąca bądź później, na razie na to nie wygląda. Ba, w ECMWF widać wręcz zimny wrzesień, za tydzień miało by być nędzne 13 stopni w dzień w opadach. I nie widać temperatur (przynajmniej tych maksymalnych) powyżej normy która w pierwszej dekadzie wynosi 20/22 stopnie.

    Lato 2019 w Katowicach kończy się z 16 dniami upalnymi na koncie czyli wcale nie jakieś wariactwo, tym bardziej że większość z nich przypadła na sam czerwiec. Pomiędzy 2.07 a 25.08 nie było żadnej dłuższej fali gorąca / upału, coś tam było między 25 a 30 lipca ale wtedy było znacznie więcej konwekcji i znacznie wyższa frakcja zachmurzenia niż w czerwcu oraz obecnie. Kilkanaście dni z TMax >30 na sezon to już w zasadzie norma jeśli chodzi o lato. Odpałem był 2015 z 28 dniami. Za to liczbą dni z TMax >25 ten rok będzie miał drugie miejsce po 1951 nawet jak wrzesień będzie brzydki i chłodny. Na razie mamy 65 takich dni, rekord z 2018 nie do ruszenia (musiał by być rekordowy wrzesień z 16 dniami gorącymi, wątpliwe patrząc w chłodnawe prognozy) ale to drugie miejsce jest mocne.

    1. „Ba, w ECMWF widać wręcz zimny wrzesień, za tydzień miało by być nędzne 13 stopni w dzień w opadach. I nie widać temperatur (przynajmniej tych maksymalnych) powyżej normy która w pierwszej dekadzie wynosi 20/22 stopnie”
      Oj już nie przesadzaj. Przecież aktualna odsłona ECWMF jest bardziej stonowana, cieplejsza niż odsłona GFS, która widzi chłody w I dekadzie września.

    2. U mnie to lato miało 20 dni upalnych, więcej miały tylko lata 2014 i 2015, kolejno 22 i 21 dni upalnych. W tym roku to przede wszystkim zasługa czerwca (10 dni upalnych) lipiec i sierpień miały po pięć. Tamte lata to miały po jednym kompletnie powalonym miesiącu, lipiec 2014 15 dni upalnych, sierpień 2015 14 dni…

  7. U mnie znacznie cieplejsze były lata 2002, 2010 i 2018 (o blisko 0,5K wyższe miały średnie). Bodajże w 1959 też było cieplejsze.

      1. Ale jesli chodzi o upalny epizod to właśnie w Białym był on najbardziej niezwykły w 1992 roku w historii pomiarów:
        29 sierpnia 35,2
        30 sierpnia 33,5
        31 sierpnia 33,0
        1 września 30,0
        Nawet 2015 rok nie dał tak późnej długiej fali upału. średnie dobowe też niezwykle aż 26,4 st 29 sierpnia…. teraz nie do pomyslenia jest taka srednia :P

  8. „w całym okresie 1781-2019 mieliśmy tylko 8 sierpni z anomalią >= +2.0K”
    Przerażające, biorąc pod uwagę z jaką łatwością obecnie takie anomalie następują, a przecież jeszcze w połowie miesiąca wielu wieszczyło sierpień w normie, a potem? Ciepełko jak w masełko i wynik taki, że tylko 8 sierpni przez ponad 200lat takich było… Dramat :(

  9. „Komentarz czeka na zatwierdzenie. To jest podgląd komentarza, który będzie widoczny po jego zatwierdzeniu.”
    To jakaś nowość? Nie pojawił się mój komentarz za to był taki cytat? Coś się zmieniło?

  10. Wkradła się drobna literówka do wpisu – zamiast „sierpień” mamy „cierpień”, ale w sumie to dobrze odzwierciedla ten miesiąc. Pogłębiająca się susza (nie wszędzie rzecz jasna, żeby zaraz nie naskoczyli na mnie ci, którzy mieszkają w terenach gdzie mocniej padało) i oczywiście „kochana” fala upałów, która musiała się przetoczyć. „Cierpień” dla przyrody, rolników, lasów. Dziękuję gospodarzom jak zwykle za cenne informacje i analizy i cieszę się, że „cierpień” za nami. Z radością przyjmuję prognozy ochłodzenia. Jeszcze dzisiaj piecze we Wrocławiu ostro, ale grzybiarz-dziad przeżył czerwiec, lipiec i sierpień to i jeszcze jeden dzień upału przeżyje. Kubeł zimnej wody na łeb, woda z cytryną z lodówki i kostki lodu na klacie dają przeżyć. Pa pa lato i niech ci jesień tyłek skopie. ;)

    1. @ grzybiarz . Dzięki 85mm w trzech pierwszych tygodniach sierpnia miałem krótki (10-12 dni)mini wysyp grzybów ,szczególnie borowików w pobliskich lasach. W sumie 26 sztuk kilku gatunków borowika na pięć grzybobrań. Połowa po obróbce do wyrzucenia ,ale mały zapas suszu jest. Sporo tez było miejscami maślaków żółtych ,kilka kani, kilka podgrzybków brunatnych i koźlarzy babka oraz sporo gołąbków wybornych ,podgrzybków złotawych i muchomorów czerwieniejących. Te mniej znane gatunki suszę i mielę na mączkę grzybową dodawana później do zup i sosów. Wczoraj po tygodniowej przymusowej przerwie (żar tropików przez cały tydzień) byłem z żonką i las znowu mocno podsuszony (4mm opadu za 10 dni a żar jak na Sycylii). Mocno spocony po trzech godzinach bo mimo wieczorowej pory 26 stopni a zbiór to 9 gołąbków wybornych znalezionych a zacienionym lesie mieszanym. Oprócz mnie tych smacznych grzybów nikt tu nie zbiera. Innych grzybów jadalnych ani śladu. Liczę na ciepły (koniecznie bez przymrozków!) wrzesień z średnia 14-16 stopni i sumą opadów 60-80mm. Główny wysyp przed nami!

      1. Trochę zawyżyłem opady za 3 tygodnie sierpnia. Otworzyłem swego weatherhuba i 85mm u mnie (południe Rudy śląskiej) to za cały sierpień. za pierwsze 21 dni 81 mm. W sąsiedniej dzielnicy tylko 66 mm. Ogólnie w centrum woj. śląskiego (metropolia śląs.-zagł.) w tegorocznym sierpniu 60-90 mm(może punktowo i 100mm) opadu co jest norma (ref.1981-2010), za to średnia temperatura sierpnia19 aż 20 stC średnia (1981-2010) to 17,9 st.C. Roślinność w połowie lipca przypominała sawannę ,a w połowie sierpnia zielono jak w maju. Teraz znowu podsycha. W zeszłym roku po deszczach w połowie września było dużo bardziej zielona niż w bardzo suchym sierpniu 2018. Ogólnie za ostatnie20 miesięcy brakuje w regionie do normy opadowej ponad 200mm. Opady do tego bardzo nieregularne z przewagą konwekcyjnych ulew.

      2. @oliver57 – dziękuję za informacje pogodowo-leśno-grzybowe. ;-) Także podzielę się swoimi, ale za jakichś czas, bo będę chciał załączyć do komentarza fotki, a na razie nie mam czasu, żeby je wybrać z obszernego albumu. Nadmienię, że sierpniowy wysyp grzybów na dolnośląskich terenach górskich był bardzo obfity. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobrze. Teraz oczekuję na solidne deszcze i wysyp nizinny.

    2. Bez przesady z tymi 3 miesiącami, lipiec był nawet na DŚ chlodnawy. U mnie okres 2.07-25.08 ogółem był chłodnawy, najbardziej mnie chyba przeraża kolejny już w tym roku „sufitowy” tydzień, który z typowo prlowskiego sierpnia zrobił… jeden z najcieplejszych w historii…
      A lato które przez 60% czasu było po prostu rześkie, łagodne, bije rekord….

        1. @Jacob
          Może przesadziłem, ale na pewno nie było to ciepłe 24 dni. Z normalnego, łagodnego lato nagle walnelismy w sufit i się tydzień od niego odbijamy …

          1. ale jako że to końcówka sierpnia to upały nie były jakieś zabójcze. U mnie max co było to 31,8 stopni, jeszcze dziś było 31,0. Przebicia 30tki bardzo małe, przez połowę dni tych upałów w ogóle nie było 30, a noce 14-17 stopni. Wysokość anomalii robi wrażenie, ale odnosimy ją do już chłodnawych norm trzeciej dekady sierpnia.

            Jakby tegoroczny sierpień zamienić połowami, to wyszła by nam umiarkowanie wysoka dodatnia anomalia w pierwszej połowie oraz lekko dodatnia w drugiej. +2,11K to NIE jest duża anomalia całego miesiąca. I to jeszcze względem 1981-2010, który punkt środkowy ma w 1996 roku. Przy tempie ocieplania się sierpniów dochodzącym do 0,6K na dekadę. No nie, jakkolwiek by nie zaklinać rzeczywistości, to nie nazwę tegorocznego sierpnia ekstremalnie ciepłym.

            Ciekawe co w najbliższych rocznikach lipiec nam naszykuje, bo od ładnych paru lat nie pokazał pazura. Drugie dekady lipca w ostatnich latach to wręcz chłody – 4 lata pod rząd chłodna gównopogoda. Od paru lat mamy serię gorących czerwców oraz gorących sierpniów z małymi wyjątkami tu i ówdzie. Lipiec 2006 jest do łyknięcia bez problemu i jakby się to stało w stylu czerwca 2019 to byśmy mieli miesiąc ze średnią temperaturą około 24 stopni w wielu miastach. Warszawska MWC mogła by dobić nawet do 25.

          2. @alewis27 odpukać, żeby jak najdłużej lipiec nie przyniósł patologii jak w 2006 czy 2014

          3. @Jacob
            Pierwsza połowa lipca 2006 była nawet znośna, lekki upał przy niskim punkcie rosy oraz przyjemne noce. Co do lipca 2014, to w moim regionie nie przynosił on długotrwałych fal upałów. Był to zwykły lekko gorący lipiec z przewagą temperatur z przedziału 25-30 st.

  11. Ulewy w 3 tyg. sierpnia… To fajnie na Gornym Slasku mieliscie. Na wschod od Zamoscia jak ostatni deszcz spadl 14/15 sierpnia tak zadnych opadow mierzalnych nie zanotowano za to byly dwa uderzenia goraca (pierwsze wtedy gdy nad G. Slaskiem przechodzil drugi sierpniowy front z opadami). W lipcu to w zasadzie byl pikus a nie susza. Susza jest teraz. Poziom wody w Huczwie i Bugu jest 25-30cm nizszy niz w koncowce lipca. Mniejsze rzeki jak Siniocha suche. Jest moim amatorskim zdaniem hydrologicznie gorzej niz w 2015. Woda widziana mile w kazdej postaci jak to dzis uslyszlem.
    Lato 2018 choc trwalo pol roku a nie 3 miesiace to i tak wspominac bede duzo lepiej niz 2019. W ubieglym roku moze i ogrody trzeba bylo posiac w na przelomie maja i czerwca ponownie bo wczesniej wszystko uschlo ale za to lipiec to wynagrodzil :). No i nie bylo prawie dni (cytujac klasyka tego forum) do zapomnienia, czyli pelna lampa i powyzej 30 stopni. Spiekote czesto hamowaly chmury jednoczesnie jednak dajac cieple noce.

    1. lato 2018 miało stosunkowo malo dni upalnych i niewielkie ekstrema. Były miejsca, gdzie najwyższą temperaturą w całym roku było ledwie 31-32 stopni.

      Tam ‚pełna lampa’ wypadła w okresach, gdy nie praży jeszcze (i już) aż tak. Bo nie powiesz że w 2018 pełnej lampy w ogóle nie było, było jej od cholery wiosną i jesienią. Latem jednak dość mało, JJA miało usłonecznienie niższe od średniej. W październiku prognoza pogody wyglądała w pewnym momencie jakbyśmy się zamienili miejscami z Egiptem, bo było w niej zachmurzenie 0% po sam kres prognozy. Nigdy wcześniej takiej prognozy nie widziałem. Jakby nas taki wyżyk w lipcu nawiedził to by nas porządniej upiekło.

  12. Na d zachodnią Polską wędruje coraz więcej burz kończąc jednocześnie upalny okres. Rekord lokalny jak padł to chyba tylko w Słubicach, ale to też chyba tylko minimalnie. Nieco dalej w głębi kraju temperatura jeszcze do niedawna rosła. Można więc założyć że apogeum dziś to 33-34 stopni. Wśród najcieplejszych miast jest tradycyjnie Toruń. Miasto to ze względów pogodowych jest bardzo ciekawe bo latem podczas największych fal upałów odnotowuje się tu jedne z najwyższych temperatur. Podobnie jest w maju, wrześniu oraz w kwietniu i październiku. Z drugiej strony podczas największych fal mrozów w zimie zdarza się że odnotowuje jedne z najniższych temperatur. Co do sierpnia to ostatnia rekordowa dekada podtrzymała opinię „mocno letniego” tego miesiąca. Lipiec zaś od dobrych kilku lat niczym się nie wyróżnia. Myślę jednak że to nie jest stała tendencja i w ciągu najbliższych kilku lat ( ale nie będę się już bawił w konkretne obstawianie) doświadczymy chłodniejszego sierpnia jak i zresztą czerwca a bardzo ciepłego lipca

    1. w Lęborku z godzinowych 32,3 *C, rekord września to 32,5 *C z 1975 roku…więc kto wie może i tam udało się go chociaż wyrównać.
      Gdańsk Świbno rekord 30,8*C z 1951 roku, dzisiaj z godzinowych 30,7*C. Też blisko rekordu.

  13. Front jednak nadejdzie wyraźnie wcześniej niż niedawne prognozy które mówiły o upale także 2 września w mym regionie. Sytuacja bardzo podobna do 2015 roku, pierwszego września upał a drugiego już jesień w pełni. Między tymi dwoma dniami będzie przepaść termiczna – jutro najwyższa temperatura będzie zanotowana przed południem, bo o 17:00 ma być ledwo 14-15 stopni. Dziś o tej porze jest prawie 31. Z nadejściem frontu sytuacja jest odwrotna do 2015 roku, bo tam dość długo nie było pewności, czy ten 1 września ‚machnie’ rekord upałowy czy będzie już jesienny. Początkowe prognozy widziały kres upału 31 sierpnia.

    Według UM tylko 1 brzydki dzień nas czeka. Wtorek już piękny z ok. 19 stopniami za dnia.

    1. W 2015 roku jeśli chodzi o tmax. różnica była jednak znacznie większa niż będzie teraz. Wtedy 01.09 było cieplej niż teraz a 02.09 było zimniej niż ma być teraz

  14. Jeśli w Ustce lub Kołobrzegu temperatura nie spadnie poniżej 22 st przed północą (18?). to będziemy mieć nowy rekord Tmin dla września.
    Poprzedni 21,9 st z Zamościa (2015r)

  15. Sierpień nie miał, podobnie jak tegoroczny czerwiec, ani jednego dnia poniżej normy w skali kraju? W takim razie, nic dziwnego, że padł rekord ciepła w lecie.

    1. Oczywiście że sierpień miał doby poniżej normy, choćby na początku miesiąca, ale nie tylko. Anomalie ujemne one jednak zbyt duże.

  16. Ja już nie mogę się doczekać przyjemniejszego, chłodniejszego powietrza, człowiek będzie mógł sobie zwiększyć aktywność fizyczną bo przez ostatnie prawie 10 dni aktywność trzeba było mocno ograniczyć.

    @Lukas: jak tam najnowsze fusy newsy na wrzesień wyglądają, co obstawiasz ???

  17. Słówko o opadach w łódzkim. Stacja Sulejów w 3 mce lata odnotowała 107.7mm opadów przy normie wieloletniej 204.4mm dla tego okresu. Linia brzegowa Jeziora Sulejowskiego cofnęła się miejscami o ok 200m a poziom wody spadł o ponad 2m. Mnóstwo łodzi stoi na mieliznie, brzeg usiany jest martwymi małżami, rakami (!), widzialem też martwego ok 1.5m suma. Tymczasem wczoraj na tym zbiorniku odbywały sie z wielką pompą regaty o puchar starosty…

    1. W okolicach Tomaszowa mazowieckiego suma opadów za trzy letnie miesiące wynosi ok. 90mm. Większość opadów konwekcyjnych przechodziła stronami. Susza jest większa niż w ubiegłym roku, co jest także jego zasługą.

        1. Tragedia. Części mieszkańców łódzkiego taki stan odpowiada tzn. lato gorące i suche jak w krajach śródziemnomorskich. U mnie od 01.06 do 31.08 .19 sumuję : czerwiec 10m, lipiec 60mm ,sierpień 85mm razem 155mm Średnie dla Rudy śląskiej (1981-2010), kolejno czer.80mm, lip. 100mm sier.80mm razem 260mm. Dane opadowe z własnego deszczomierza różniące się znacznie od danych w Katowicach- Muchowcu.

        2. @Młody
          Dane ze stacji w Piotrkowie?
          Wg mnie ta stacja jest trochę podejrzana, wielokrotnie śledziłem tamte okolice na radarze (skądinąd niemal zawsze stamtąd do mnie opadówki idą) i jednocześnie na monitorze pogodynki stację Jarosty i często nie pokazywała opadu, który występował..

          Oczywiście lato ekstremalnie suche, pewnie nawet rekordowe, ale to 55mm to brzmi jak science fiction.
          Sulejów zanotował 107.9mm za 3 miechy (i tak DRASTYCZNIE mało), Łódź-Lublinek (swoją drogą też podejrzana stacja, często nie łapiąca „pływającej Łodzi”) 74.9mm. Niedługo wejdą dane za stacje w Opocznie, Teofilowie oraz Szczercowie, to będzie można jeszcze więcej porównać.

          Jeśli jednak to nie jest błąd, to naprawdę trzeba powiedzieć: makabra.

    1. w zeszłym roku mieliśmy zimny luty i marzec, w tym te miesiące były bardzo ciepłe. Maj był zimny, ale jego ujemna anomalia to nawet nie połowa anomalii lutego czy marca 2018.

      Miesiące zimowe oraz marzec to zdaje się ostatnie miesiace które mogą pochwalić się realną znaczną anomalią ujemną. Może jeszcze październik jest w tym gronie, wszak w 2003 i 2010 roku były bardzo zimne (ok. -3K). Reszta miesięcy albo ujemnej anomalii nie widziała od 20 lat, albo nawet jeśli ona była to nie przekraczała jakichś śmiesznych -1K. Nawet taki maj 2019 czy kwieiceń 2017.

      Jeśli wyhamujemy na kilka lat z tymi bardzo ciepłymi zimami to rekordowego rocznika przez pewien czas nie powinniśmy zobaczyć. Kolejne rekordy powinny się pojawić około 2024-5 roku i też może być ich kilka pod rząd.

  18. Zmieniły się zwłaszcza w okresie letnim proporcje. Tak jakby zmienić polaryzację względem normy 1981-2010 okresów chłodniejszych i cieplejszych z uwzględnieniem czasu ich trwania, jak i skali anomalii – w porównaniu z latami około 1980 r.
    Z tym, że patrząc w szerszej skali wówczas miało to związek zapewne z cyklem AMO. Teraz w dużym stopniu może to być dodatkowo stymulowane samymi zmianami klimatycznymi (z AGW w „tle”).

    Tegoroczne lato potwierdza moje spostrzeżenia, że zwłaszcza w okresie letnim potencjał na anomalie dodatnie (względem okresu przejściowego 1981-2010) jest już ok. 2-krotnie większy niż na anomalie ujemne. Ekstremalne ciepło latem coraz częściej oznacza odchyłki blisko +10K, podczas gdy ekstremalny chłód coraz częściej odchyłki „zaledwie” wokół -5K. Głównym tego powodem jest kumulacja czynników stymulujących się coraz szybsze nagrzewanie się obszarów lądowych, przy mocno osłabionym (wobec zwłaszcza zimy) czynniku, który w największym stopniu może przynosić większe ochłodzenia, czyli cyrkulacji.

    1. Ale latem i tak nie dostaniesz anomalii -10K. To by musiało oznaczać średnią dobową wokół 8 stopni w lipcu i jeszcze mniej w czerwcu i sierpniu. Przykład pierwszy z brzegu, seria daily dla 15 lipca (od 1951):

      15 lip 16,36 22,12 19,34 16,53 14,93 21,53 17,09 18,24 19,87 19,46 19,04 17,13 15,48 17,55 20,23 21,88 15,91 20,03 16,52 16,35 15,47 14,25 21,64 19,25 16,76 21,93 18,64 12,40 12,93 16,12 16,72 15,87 21,75 19,14 16,91 21,49 15,77 16,57 16,85 13,56 14,16 17,53 16,58 14,20 23,32 21,52 17,32 16,85 15,46 16,66 15,01 24,37 21,51 18,76 14,31 21,97 17,34 23,49 16,89 22,95 24,54 18,31 16,77 16,04 20,72 17,36 15,28 15,39

      Najniższa wartość jaka się tu pojawia to 12,40*C, co będzie około 5-6 stopni poniżej średniej dla całego tego okresu. Anomalie bliskie -10K występowały kiedyś w pierwszej dekadzie czerwca, pojawiały się tam przypadki średnich obszarowych nieznacznie powyżej zaledwie 7*C (przy średniej ok. 15-16*C). Średnie dobowe poniżej 10 stopni zanikają całkowicie w II dekadzie czerwca i nie wracają aż do września.

      Tak wiec patrząc na taka serie dla 15 lipca anomalia -5K to już jest wartość ekstremalna. Według starej normy ta anomalia była jeszcze mniejsza. Jednocześnie +10K też jest trudna do wyrobienia, choć bardziej realna niż -10K. Podczas bicia rekordów temperatury jesteśmy w stanie wykręcić 27-28 stopni średniej obszarowej, w czerwcu anomalia jednego z dni (chyba 26 VI) była bardzo bliska 10K. Zwyczajna fala upałów to śr. obszarowa 21-23 stopnie, powyżej 24 to już silne upały.

      1. „Oczywiście te rekordy zimna to już prehistoria, niemniej jednak nawet w porze ciepłej większość miesięcy ma jeszcze większy odchył na plus niż na minus, bo że zimowe tak mają to wiadomo, że nic dziwnego.”

        *miało być oczywiscie MNIEJSZY odchył na plus niż na minus

      2. Anomalia dobowa -10K w porze ciepłej (zwłaszcza latem) faktycznie jest nierealna i od dawna taka nie była. Jednak te wykresy dobrze pokazują, że:
        https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/akt_mon/plot.avgfc.png
        … dotychczas mieliśmy z grubsza symetrię w kierunku dodatnim i ujemnym (w porze ciepłej). Teraz jednak coraz częściej większe ocieplenia przynoszą anomalie coraz bliżej +10K (a okresowo nawet powyżej), natomiast ochłodzenia rzadko kiedy dobijają do progu -5K. Ostatnim takim miesiącem jest maj, kiedy jeszcze pomaga nieco czynnik cyrkulacyjny przy adwekcji z Arktyki (zwłaszcza w I połowie miesiąca). Potem na większy potencjał do ochłodzeń poniżej tego progu trzeba czekać do października.

    2. Ciekawe w sumie jakie były dobowe anomalie lipca 1832 xD Może po prostu cały czas kręciło się wokół -5K, bez jakiegoś ocieplenia. Ale warto zauważyć, że do niedawna jeszcze sierpień był jedynym miesiącem, który rekord ciepła miał bardziej „na plus” niż rekord zimna „na minus” (+4,97 K vs -4,31 K). Teraz jak wiadomo dołączył jeszcze do niego czerwiec. Oczywiście te rekordy zimna to już prehistoria, niemniej jednak nawet w porze ciepłej większość miesięcy ma jeszcze większy odchył na plus niż na minus, bo że zimowe tak mają to wiadomo, że nic dziwnego.
      Lipiec musiałby być jeszcze o 1K cieplejszy niż 2006 żeby pobić rekord zimna w wartości bezwzględnej, a maj to aż ponad 2,5K cieplejszy niż zeszłoroczny.
      W to pierwsze to wierzę, tegoroczne lato pokazało nam, że nie zna żadnych zahamowań. Ale maj jeszcze 2,5 stopnia cieplejszy niż w 2018, czy to w ogóle możliwe? Musiałby mieć średnią jak bardzo ciepły lipiec albo ekstremalnie ciepły sierpień.

  19. Witam po dłuższej przerwie.
    @admin
    Pytanie do administracji: Od około 20 lipca nie mogłem napisać komentarza. Czy dostałem jakiegoś bana o którym nie wiem czy to jakiś inny problem?

  20. A Północny Wchód jak złapał w czerwcu głoda na chłody, tak nie porzucił go przez całe lato. Mówię o chłodach w związku z dużymi różnicami w temperaturach, jakie były pomiędzy Suwalszczyzną a nawet Warszawą i to nawet w najgorętsze dni czerwca. Na przykład gdy w Warszawie temperatura przekraczała 35, w wielu miastach bieguna zimna nie chciała przekroczyć 30. Gdy w Wielkopolsce notowano 38, tutaj ledwo przekraczało 30. Tak blisko, a różnica osiągała 8 st. Podobnie miała się rzecz z temp. minimalnymi. Dobry przykład to Białystok i ostatnia noc (31 sierp./1 wrz.), gdzie min. chyba zbliżyła się do 10 st. No cóż, mieszkam w krainie zimna. Litwa, czy Białoruś są nawet cieplejsze latem. Chociaż Mazury i Podlasie pozostają nadal dobrym miejscem do aktywnego wypoczynku. Temp. pow. 30 st. to na sportową jazdę rowerem czy bieganie za dużo.

  21. Straszne niestety. Z sierpnia który po pierwszych dwóch dekadach miał niezły potencjał na anomalie ujemną robi się jeden z najcieplejszych historii. Ekstremalne ciepło jednak wchodzi jak masełko i jak już wejdzie to trzyma…. 😭😭😭 całe 7 dni „sufitu”….
    Ogółem lato odczuwalne bardzo łagodne. Nikt kto się nie interesuje pogodą nie uwierzy w rekord, bo połowę wieczorów tego lata trzeba było chodzić w bluzie…. odczuwalnie nawet nieco bardziej rześko niż 2 lata temu, do zeszłego roku nie ma porównania.

    1. A 14.08 już byłem pewien że wchodzimy w jesień. Zimny długi weekend z nocami po 5-7 stopni w Beskidzie Niskim też sprawiał takie wrażenie…. Ale prognozy oczywiście musiały przesunąć wyż w taki sposób że zaległ dużo bardziej na wschód i zamiast zimna przyniósł skrajne ciepło. Przypomina mi to przełom października i listopada 2018, wtedy z kolei niż się przesunął znacznie na zachód i zamiast zapowiadanego wcześniej śniegu mieliśmy rekordy ciepła….

      1. No ja zauważyłem właśnie że niektórzy myślą że II połowa sierpnia to już prawie że jesień. W tym roku się bardzo przeliczyli bo II połowa sierpnia była cieplejsza od I połowy.

      2. Początek listopada 2018, jeden z bardziej niezwykłych okresów w pogodzie dla mieszkańców Podkarpacia. Dotychczasowy rekord 24 stopnie z 2.11.1968 najpierw 3.11 a później 5.11. Piątego listopada 8 stacji odnotowało temperatury wyższe od rekordowej z 2.11.1968.

        SE kraju o tej porze roku ma chyba jakieś korzystne warunki bo listopad 1926 (najcieplejszy listopad w serii) ma w tamtym regionie anomalię rzędu +7K, podobną do lutego 1990.

    2. Odczuwalnie lato na pewno chłodniejsze niż rok temu, ale w moim odczuciu znacznie bliżej lata 2018 niż 2017. Trochę podobne do lata 2015, mieliśmy wtedy też sporo normalnych okresów, ale też dużo patologicznych jak pierwszy tydzień lipca czy dobrze znana pierwsza połowa sierpnia. Mimo wszystko zeszłoroczne lato nie przyniosło takich ekstremów

      1. U mnie na Mazowszu lato 2017 było naprawdę ciepłe i przede wszystkim trwałe. Żadnych poważnych ochlodzeń 3 miesiące. A właściwie to 3.5 miesiąca. I nie miało takich ponurych okresów jak obecne lato.

      2. Rok temu w sumie też były głosy, że nie czuć rekordu i w sumie to żaden z tych trzech letnich miesięcy nie był jakiś niezwykły, mało jakiś wielkich upałów, każdy miesiąc przynosił też po kilka dni zimnicy z temperaturami ok 15 lub mniej stopni w dzień. A jednak padł rekord. Ogólnie to co się dzieje z klimatem w Polsce od II kwartału 2013 już wywarło spory wpływ na odczucia mieszkańców. Fale upałów z przełomu lipca/sierpnia 2013 albo I połowa sierpnia 2015 to było dla mnie coś, teraz gdyby nie ten blog i sekcja „aktualne dane meteo” to bym nie wierzył, że np ostatni tydzień miał po 8K odchylenia na plus, bo wydaje się to być coś coraz bardziej naturalnego latem.

    3. W Warszawie ten sierpień jest nawet nieco cieplejszy niż zeszłoroczny. Także załapie się na podium w klasyfikacji od 1951 roku.

    4. Kmroz piszac o chodzeniu w bluzie wieczorami tego lata jus wiem skad to mowienie o ciemnicy, ponurej pogodzie itd. Ja w tym roku ani razu wieczorem bluzy nie zalozylem. Czasem koszule

      1. Może zaraz powiesz, że w 10-12 stopniowe wieczory których w lipcu i w sierpniu było mnóstwo chodziles w samej koszuli, co?

  22. Dzisiaj ponoć najwyżsą tmax zanotowano w Słupcy a było to 34°C czyli najwyższa tmax we wrześniu od 4 lat. Słupca to jest ta miejscowość gdzie padł rekord temperatury maksymalnej kwietnia wynoszący 32,5°C.

  23. Podobają mi się obecne prognozy. Zdecydowana większość z nich wskazuje na to, że alternatywą dla gorąco-upalnych klimatów nie musi być od razu wyraźnie jesienna aura. Poza tym, są szanse na to, że raz rozwiać się będą nad nami wyże, a raz niże (naprzemiennie co kilka dni). Oby to był dobry prognostyk na mniejsze skrajności (bez)opadowe niż w ostatnich miesiącach…

      1. 25 w weekend? U mnie widzi 13 stopni w dzień w niedzielę i poniedziałek (8 i 9 września). 5 września może być 23 stopnie, a tak to raczej chłodnawa ta prognoza. Jutro po południu będzie u mnie nawet 15 stopni chłodniej niż dziś. A obecna anomalia nie wynosi +15K.

      2. @alewis27
        We wrześniu w bardziej deszczowe dni nie będę narzekał na Tmax’y nawet poniżej 15°C o ile nie będzie się taka sytuacja zbyt przeciągała. Skoro mamy dni bez opadów, w przewadze pogodne i 5-10 st. powyżej normy termicznej, to i okresowo może być odwrotnie (i tak mamy przewagę dodatnich anomalii nad ujemnymi).
        Problem zacznie się wtedy, gdy zacznie coraz wyraźnie brakować światła dziennego, a później (ewentualnie) przedłużać aura późnojesienna w pochmurnym wydaniu.
        Sama wrześniowo-październikowa jesień potrafi być urocza:-)

        1. Wrzesien i październik jeszcze są fajne, pierwsza połowa listopada też. Jak się trafi jakaś dobra pogoda w tym ok 20 dniowym okresie kolorowej jesieni to jest bardzo przyjemnie. W 2016 i 2017 cały okres złotej jesieni został niestety dokumentnie skopany przez pogodę charakterystyczną dla przedzimia (długie ciągi bez żadnego słońca i z temperaturami kilku stopni w dzień) ale takie paskudztwo na dłużej zadomawia się zwykle w drugiej połowie listopada.

          Historycznie przedzimie rozpoczyna się mniej więcej 5-10 listopada i kończy w pierwszej dekadzie grudnia. W ostatnich latach ta niezbyt fajna pora roku lubi się przeciągnąć 2-3 razy dłużej łącząc się z drugą okropną porą roku – przedwiośniem. Może najbliższe kilka zim przyniesie jakąś odmianę. Już nawet zupełnie niewyrozniajaca się zima 2008/09 jest 100x przyjemniejsza od takiej 2015/6.

          1. Wkraczamy już ale powoli w okres coraz większej dominacji zachmurzenia. Nie ma reguły, ale najczęściej już we wrześniu widać różnicę. Sierpień jest miesiącem dość słonecznym i wyprzedza chyba liczbą dni (przeciętnie) słonecznych lipiec oraz czerwiec. Ponieważ jednak pogoda rządzi się swoimi prawami to są odstępstwa od tej reguły każdy miesiąc może być bardzo pochmurny jak choćby lipiec 2011, ale również i pozostałe miesiące letnie charakteryzujące się niskimi tavg jak lipiec 2000, sierpień 1987 czy czerwiec 1984, 1985. Każdy miesiąc może być słoneczny ale jest bardzo trudne do osiągnięcia w miesiącach listopad-luty, to się jednak zdarzało. Przełomowe miesiące najczęściej pod tym względem to październik albo listopad tzn że październik jeszcze bywa czasem słoneczny wtedy odmiana następuje w listopadzie a wiosną przełomowy bywa marzec czasem a czasem dopiero kwiecień. W 2017 roku jednak długo bardzo trwał pochmurny okres. Tak naprawdę zakończył się on w maju i to dopiero ok połowy miesiąca a zaczął już we wrześniu

          2. Tak, 2017 mi dał mocno popalić typem pogody którego bardzo nie lubię czyli pochmurno z nijaką temperatura. Okres ciepły i pogodny był wyjątkowo krótki i trwał zaledwie 3,5 miesiąca + około 2 tygodnie na przełomie marca i kwietnia. Rok 2018 poszedł w drugą skrajność i okres ciepły oraz pogodny trwał dwa razy dłużej niż w 2017.

            Co do września to on się bardzo poprawił jeśli chodzi o uslonecznienie bo średnia z lat 1971-2000 wygląda jak jakiś ponury żart (127 godzin). Obecna średnia to bliżej 170h. Ostatni wrzesień patologicznie pochmurny był 18 lat temu, a przed 2000 rokiem takowe notowano dość regularnie.

  24. Na marginesie wykresów z anomaliami miesięcy letnich i lata zauważyłem, że do wykresu anomalii zim w Poltempie wkradł się jakiś błąd. Bo zakładam, że zima 1781 nie miała -99K odchylenia. Przez to wykres jest praktycznie nieczytelny.

  25. Widzę, że pojawiają się oceny w stylu:
    1) letni rekord ciepła TYLKO dzięki czerwcowi,
    2) u mnie cieplejsze były…,
    3) więcej dni gorących/upalnych przyniosły roczniki…
    itd., itp.

    A jednak mamy rekord w skali kraju i to – jak na anomalie letnie – nie taki „ledwo ledwo”.
    I co z tego, że wyrobiony w taki a nie inny sposób? Z klimatycznego punku widzenia liczy się i tak najbardziej bilans ogólny. Przeważnie jest tak, że jakiś jeden miesiąc mocno się wybija (w tym roku bardzo spektakularnie), a pozostałe są „jak wiele innych”. Albo wszystkie miesiące są dość ciepłe, ale bez „szału” – a o takim, czy innym rekordzie decyduje głównie trwałość dodatnich anomalii. Bardzo często można znaleźć „coś” co jak zamienimy/wyeliminujemy to się okaże, że w sumie wyjdzie z tego „nic nadzwyczajnego”. Tyle tylko, że to właśnie „coś” stanowi o takim właśnie rekordzie, a którego nie powinno się deprecjonować. I co z tego, że może to być GŁÓWNIE jeden miesiąc, albo nawet samych 7-10 dni wyraźnie gorących i upalnych – skoro to one właśnie nastąpiły i przyczyniły się do rekordu. Docelowo liczy się całościowy bilans decydujący o tym jak wypada miesiąc, pora roku, czy cały rok.

    Dla mnie ten rok jest niezwykły chociażby tylko dlatego, że po 8 miesiącach przynosi średnią anomalię ponad +1,8K (ref. 1981-2010) występując niewiele po rekordowych poprzednikach, tzn. rocznikach 2018 i 2015.

    I coś przeczuwam, że albo będziemy mieli wcześniejszą zimę lub więcej epizodów (przed)zimowych jesienią, albo… kolejny rekordowo ciepły rok i to już rok po poprzedniku…

    1. Lucas
      To prawda, wiele osób, najczęściej ciepłoluby, cały czas próbują dyskredytować kolejne rekordy. Szykuje nam się kolejny rekordowy rok. Pewnie NAO wróci na plus w drugiej części jesieni, albo nawet jak będzie neutralne to przy obecnym klimacie będą anomalie przez to na plusie, a i pewnie dodatkowo jeszcze trafi się jakiś bardzo ciepły miesiąc.

  26. Pojawiają się głosy że to lato nie było jakieś zabójcze i że jak na rekord to nawet łagodne, nie ‚czuć’ tego rekordu aż tak.

    Podejrzewam że ma to związek z tym, że największe anomalie temperatury przypadły na okresy o bardzo słabych normach termicznych (jak na lato). Mieliśmy długą falę upałów w drugiej dekadzie czerwca (kiedy średnia wieloletnia jest niższa niż w pierwszej dekadzie!) oraz drugą długą fale upałów w ostatniej dekadzie sierpnia, wręcz w ostatniej pentadzie. Normy tutaj także są dużo łagodniejsze, podobne do tych czerwcowych. Gdyby te upały występowały np w ostatniej dekadzie lipca i pierwszej sierpnia (przy zachowaniu takiej samej wartości anomalii) to by nam to dużo mocniej dało popalić. Tak było latem 2015 które odznaczyło się silnym upalem w najcieplejszych okresach roku. I było czuć że jest to wyjątkowo upalne lato.

    1. To lato nie wydawało się tak ciepłe jak naprawdę było z trzech przyczyn:

      1) Poprzednie nas przyzwyczaiły do podobnych temperatur,
      2) Gorące epizody nie były za długie, z wyjątkiem ostatniego,
      3) Ciepłe okresy rozłożone były na całe trzy miesiące lata, a nie mieściły się np. jedynie w lipcu.

      W sumie spowodowało to sytuację w której nie było rekordowej fali upałów ale za to było długo ciepło, a czasem gorąco. Pozwoliło się nam to przyzwyczaić do dodatnich anomalii i odczuwać normę termiczną polskiego lata (gdy się zdarzała) jako nieprzyjemny chłód.

      Piszę na podstawie wrażeń pomorskich, gdzie jak zwykle było kilka stopni mniej niż w reszcie Polski ale i oczekiwania (tubylców, nie turystów) są mniejsze.

      1. Wrażenia pomorskie mogą być inne na pewno, bo tam jest całkiem inny rozkład tych temperatur w ciągu doby. Słoneczny dzień z tmax 21 stopni i tmin 15 stopni to jednak zupełnie coś innego niż ten sam tmax 21 + tmin 7 na nizinach w głębi kraju. U was o 22:00 w taki dzień jeszcze się nie marznie, za to na nizinach piździ złem jakby był październik. O czym wiele osób w lipcu pisało, zwłaszcza tych co na północy mieszkali. Nawet na S kraju było wiele nocy z tmin wyraźnie poniżej 10, nawet nie chcę myśleć co się działo w N części.

        A realny chłód za dnia czuję u siebie dzisiaj po raz pierwszy od chyba 10 lipca. Bardzo niewiele dni miało tmax poniżej dwudziestki, problemem były bardzo zimne noce oraz duże zachmurzenie w godzinach dziennych („oszukane” usłonecznienie lipca)

    2. @alewis27

      Właśnie czytałem artykuł dowodzący na odstawie obserwacji, że w Europie zmienność temperatur maleje zimą a rośnie wiosną, a w Centralnej (także w Polsce) temperatury ekstremalne (maksima) rosną szybciej niż średnia temperatura.

      Lorenz, R., Stalhandske, Z., & Fischer, E. M. (2019). Detection of a climate change signal in extreme heat, heat stress, and cold in Europe from observations. Geophysical Research Letters, 46, 8363–8374. https://doi.org/10.1029/2019GL082062

    3. Ale zauważmy też, że nawet te chłodniejsze statystycznie okresy letnie (II dekada czerwca, III dekada sierpnia) też zostały wypracowane przez rzeczywiste sytuacje pogodowe. Gdyby najsilniejsze anomalie przypadły w okresach statystycznie cieplejszych, to i odpowiednio niższe musiałby też być w okresach statystycznie chłodniejszych – aby uzyskać taką samą anomalię końcową. Mówiąc krótko: coś za coś. Czyli akurat ten argument nie jest zbyt przekonywujący…

      1. No tak właśnie by było. Było by to bardzo kontrastowe lato z ekstremalnie silnym upalem powyżej 35 stopni przez wiele dni ale również mocnymi zjazdami w dół. A tak nam się to nieco wyplaszczylo, chłód przypadł na najcieplejsze normy a upał na najchłodniejsze.

  27. co za potwór nad Bahamami, najprawdopodobniej w porywach wieje ponad 300 km/h, jeden z najpotężniejszych w historii, biedne są te wyspy, teraz co zrobi huragan, jedno jest pewne że nakarmił się solidną dawką ciepłego Oceanu.
    Już jest planowana masowa ewakuacja w Karolinie.

    1. Ale D. Trump i tak pewnie zapatrzony jest w zasoby coraz bardziej pozbawianej lodu Arktyki, niż w coraz bardziej rozgrzane wody (oceany) stymulujące w coraz większym stopniu takie żywiły (huragany). Powiem brutalnie: szkoda, że w znacznie większym stopniu tracą na tym często „zwykli zjadacze chleba”, a stosunkowo rzadko kiedy tego typu decydenci…

  28. Od dziś wracamy do temperatur bliższych norm. Upału już nie widać na horyzoncie, jedynie lokalnie jeszcze przekroczenia 25 stopni 04.09. Zaś między 7 a 10 wrześni u mnie na Mazowszu widać deszczową pogodę. Po bardzo ciepłym okresie za sprawą percepcji wiele osób może odczuwać chłód podczas gdy temperatury będą umiarkowane

    1. No zimno raczej nie będzie, nawet jak się trafi jakiś dzień typu 13-15 stopni w środku dnia to będzie to pewnie dzień pochmurny gdzie nocą jest prawie tyle samo (przez to wcale od normy wrześniowej odbiegać na minus nie będzie). Przede wszystkim widać jakąś większą dynamikę w tej pogodzie bo od kwietnia był dramat pod tym względem, pogoda się zmieniała raz na miesiąc. Już ten upalny wyż był jakąś zmianą w dobrym kierunku bo położył kres półtoramiesięcznej dominacji aury nizowej i jednocześnie nie rozpoczął kolejnego miesiąca z wystrzelona w górę anomalią temperatury jak czerwiec.

      1. Mówiąc o normie masz na myśli pewnie ref 1981-2010, który właściwie podzielił już losy poprzednich refów i stanowi tylko ciekawostkę historyczną jak kiedyś było. Wystarczy spojrzeć na ostatnie 17 miesięcy, w których więcej jest miesięcy rekordowo ciepłych niż poniżej tej normy.

        1. Dla mnie ten ref jest najbardziej adekwatny, bo pokazuje jak szybko się nam klimat obecnie ociepla, a że to z drugiej strony już tylko ciekawostka historyczna to inna sprawa.

          1. Dla mnie każdy ref ma znaczenie, także 1951-1980. Do oceniania opadów to wręcz 1951-2019, im dłuższa seria tym lepiej bo opady mają ogromną zmienność i brak widocznego trendu w żadną stronę.

            Najczęściej korzystam z 1991-2018 bo jest najbardziej adekwatna do współczesnego klimatu. Choć nawet względem niej większość miesięcy jest ciepła. Jakbyś sobie przedłużył normę po linii trendu i zrobił 2019-2048 to może coś tam poniżej normy by się teraz trafiło. Nawet 1991-2019 ma punkt centralny w 2005 roku, kiedy klimat Polski był wyraźnie inny niż obecnie.

        2. Ja też lubię używać tego okresu referencyjnego bo on jest dobry w uwypuklaniu także tego co stanowi o obecnych zmianach klimatycznych (a nie tylko szybkozmiennego „szumu” pogodowego).
          Zauważmy, że on łączy po części okres przed 1990 r. (kiedy mieliśmy największy przełom zimą) oraz po 2000 r. (kiedy nastąpił największy przełom latem).

  29. Szybko dotarł front chłodny nad wschodnią Polskę. Już od samego rana pojawiają się burze co zwiastuje ochłodzenie.
    W związku z tym faktem pogoda nie będzie sprzyjać inauguracji roku szkolnego na zewnątrz, która w wielu regionach Polski dzisiaj będzie między 9 a 11.

    1. Czytam że burze miejscami wschodzie Polski szalały już od 4 rana bo burza przechodziła w okolicach Rzeszowa i piorun uderzył w cysternę z lepikiem, która się zapaliła.

    2. W naszej szkole niestety bardziej dokuczała duchota będąca pozostałością poprzednich dni, niż obecne ochłodzenie, które tak właściwie trwa tu (czyli na C Mazowszu) dopiero od rana (licząc od kierunku zmiany cyrkulacji).

  30. Jeśli miałbym ocenić – to tylko fenomenem był czerwiec i druga połowa sierpnia. I tylko to dało w skali kraju rekordowe lato. Pamiętajmy, że jakby czerwiec był ciepły albo bardzo ciepły – z anomalią +1 lub +1,5 – pewnie dzisiaj mówilibyśmy o niezbyt udanym sezonie. Ten czerwiec i druga połowa sierpnia to najprzyjemniejsze okresy lata. Najmniej przyjemne – od 2 do 18 lipca. Czyli w szczycie urlopowym – pogoda i temperatury rodem z października. Ja zdaję sobie sprawę, że na południu było lepiej, ale wierzcie mi – te ochłodzenie było mocniejsze niż majowe. Potem wcale lepiej nie było, bo do końca lipca były tylko pojedyncze, gorąco-słoneczne dni. Te ocieplenie mogę zaliczyć jako drugi największy pogodowy niewypał wakacji. No i przyszedł sierpień, który w moim odczuciu był jednak lepszy od lipca (znowu!), początek miesiąca z dość nieprzyjemnym ochłodzeniem – nocami było po 8 stopni, taka wrześniowa pogoda w towarzystwie słońca, już spodziewałem się, że dostaniemy wrzesień w sierpniu, bo bardziej czułem zbliżającą się jesień wtedy niż np. dzisiaj, a następnie przepiękna 2 połowa sierpnia.
    W przyszłym roku życzyłbym sobie chyba coś takiego co było w zeszłym roku – temp. 25-30 w skali kraju, przynajmniej w lipcu, bo w ostatnich latach jest raczej nieudany. I do szczęścia chyba nie są nam potrzebne rekordy, bo jak widać tegoroczny – jest bardzo nierównomierny.

      1. W tym roku, ani w lipcu, ani w sierpniu (no może dopiero pod koniec miesiąca), nie było prawdziwie parnej-letniej nocy. Ale też już wilgoć robiła swoje, że te noce były inaczej odczuwalne. Wszystko było w czerwcu. To już o czymś świadczy.

    1. No te lipcowe ochłodzenie co jak co, ale to była u Was fala upałów w porównaniu z tym co działo się na S kraju w I połowie maja, gdy to sukcesem było jak temp przekroczyła 15 stopni i nie padało ;D

      1. Na S kraju to nawet druga połowa maja była patologiczna. Deszczyska jeszcze więcej niż w pierwszej połowie. A w Katowicach jeszcze 30 maja było 12-13 stopni w środku dnia. Dwa dni przed początkiem historycznego czerwca.

        1. Alewis dlaczego 12 stopni w maju jest patologiczne, a 30 stopni już nie. Przecież to podobna anomalia. Możesz mi to wyjaśnić, bo nie kumam. Dzięki z góry.

          1. Trzydziestego maja jest. Na początku maja to chłodno ale jeszcze bez jakichś ekscesów (7 stopni w dzień w połowie maja to jednak była patolnia do kwadratu)

            Anomalie w półroczu ciepłym nie są symetryczne i już niejedna osoba ci to tłumaczyła. Ale masz łeb oporny na argumenty jak jakiś religijny fanatyk.

    2. Nierównomierność OK. Pytanie jednak czy oceniamy wybrane okresy „step by step” w danym regionie, czy jak średnio wypadło lato w skali kraju.
      Ja zwrócę uwagę na aspekt zwiększający asymetrię ocen. A mianowicie, spektakularnie wysoki rekord czerwca traktowany jest jako „nic takiego”, bo… to tylko czerwiec… Za to wyjątkowo mocno artykułuje się kwestię chłodnych tygodni zwłaszcza w lipcu, których w skali całego lata mieliśmy sumarycznie ze 4 tygodnie (na ok. 13 tygodni lata łącznie!). Skala anomalii też nieporównywalna: -4/-3K w najchłodniejszych dniach vs. +8/+11K w najcieplejszych.
      Wiem, że Podlasie było często najchłodniejsze, także w sensie anomalii. Ale i ten fakt też nie zmienia tych sporych dysproporcji – zważywszy, że docelowo i tak oceniamy sytuację w całym kraju.

      1. nie neguję rekordu czerwca, bo moim zdaniem to fenomen, rzadko się zdarza żeby od 1 czerwca do 1 lipca była temperatura powyżej 24 stopni za dnia… ja ocieniałem swoje spostrzeżenia z miejsca gdzie mieszkam, chyba to normalne… ale jak czytam że były miasta gdzie było ponad 20 dni z temp. powyżej 30 stopni…no to ja się zastanawiam czy mieszkamy w tym samym kraju

        1. A liczyłeś dni z przekroczeniami np. 27°C w Twoich okolicach?
          Różnica Tavg może wynosić np. 2-3 st., a liczba dni upalnych będzie sugerowała „kosmiczne” rozbieżności typu np. 25 vs. 7.

    3. Podlasie to ma najmniej powodów by narzekać na to lato. Najmniejsza susza w kraju, rekord usłonecznienia w B-stoku sezonu, czerwiec i koniec sierpnia gorące, ale nie aż tak skwarne jak w innych regionach…. Najgorzej to chyba u mnie było ;) Sporo mniej słońca, susza znacznie większa i skrajności termiczne.

      1. 13 stopni w pełni dnia w lipcu i silny wiatr przez kilka dni to nie jest powód do radości. 5 lipca i dni 8-10 lipca to jak z koszmaru, to nawet teraz w prognozach jest cieplej niż wtedy było.

          1. Ale tak nie wiało wtedy, i nie było ciągu 16 dni poniżej normy w srodku lata jak teraz. W dodatku rok temu letnio zaczeło się robić 29 kwietnia, w tym roku dopiero z początkiem czerwca. Rok temu lato się skonczylo 21 wrzesnia, w tym roku 2 wrzesnia… Róznica była gigantyczna. W tym roku gorący jedynie sam czerwiec, III dekada lipca pojedyncze dni w sierpniu i jego koncówka. Rok temu od 29 kwietnia do 20 września z pojedynczymi dniami bylo ciągle cudownie cieplo.

          2. Sam fakt „poniżej normy”, zwłaszcza w środku lata, to chyba nie jest powód do płaczu? Jak dla kogoś 20pare stopni ze słonkiem, jakich dni w B-stoku było tego lata pełno to problem, to naprawdę polecam się zastanowić….
            Okres wietrzny i ogółem słaby pogodowo w stolicy Twojego województwa to tylko 1 dekada lipca, do reszty co najwyżej do pojedynczych dni można się przyczepić…. Tak jak wcześniej patrzyłem przez ostatnie 2-3 lata na Białystok ze współczuciem, tak teraz od powiedzmy nawet połowy maja, tylko i wyłącznie z zazdrością ;)
            o wiele bardziej rozumiem Alewisa że narzekał, bo miał na co. Sporo ponurych dni w lipcu, sierpień też taki sobie.

            Co do jednego się zgadzam, w Białymstoku niezależnie od roku, bardzo trudno o jakąś męczącą falę upałów. Ale pytanie czy to kwestia położenia stacji, czy jednak faktycznie taki lokalny klimat ma wasz region?

          3. „Jak dla kogoś 20pare stopni ze słonkiem, jakich dni w B-stoku było tego lata pełno to problem, to naprawdę polecam się zastanowić…”
            Ta jasne, o 16:00 20 stopni i slonko, a o 21:00 12 stopni, i to ma być „cudowna letnia pogoda” hahaha. Weź już naprawde daj se spokoj, bo nie mieszkasz w tym regionie…

          4. Nie mieszkam, ale widzę dane z Białegostoku, który podobno jest mrozowiskiem, więc w rzeczywistości jest tam cieplej – o czym zresztą sam nieraz pisałeś….
            To słucham, który okres tego lata, poza pierwszą dekadą lipca, był dla ciebie „be”?

          5. Sprawdziłem dane dla B-stoku, w lipcu miał o 21:00 tylko 10 razy poniżej 15 stopni i ZERO razy poniżej 12 stopni, a w sierpniu też 10 razy poniżej 15 stopni i dwa razy poniżej 12 stopni. Nawet zakładając, że to reprezentatywna stacja, to widać jak bardzo wyolbrzymiasz….
            Swoją drogą najwięcej chłodnych wieczorów było – a jakże – w drugiej połowie sierpnia ;)

          6. to Katowice 2 lipca 2018 miały słońce cały dzień i chyba 19 stopni tmax. Bardzo zimno w nocy ale dzień całkiem fajny. Bardzo szybko się ocieplało bo 5 lipca już było 31 stopni przy bezchmurnym niebie i małej wilgotności – jeden z bardzo niewielu takich dni latem 2018.

            Taki chłód (ledwo ponad 10) to ostatni raz u mnie latem był na początku lipca 2011. Podobnie patologiczny by mógł być 14.05.2019 z tmaxem 7,9 (a między 8 a 20 czasu lokalnego jeszcze niższym 7,2)

            Ogólnie lipiec od paru lat jest słaby. Ostatni gorący z wysokim usłonecznieniem to 2015 rok. Tutaj to miałem szczęście, bo na północy kraju ten lipiec to też była słabizna. 2016 miał prawie 200 mm deszczu, jesień w połowie i parówę na końcu, 2017 względnie dobry ale daleko mu do najlepszych, 2018 podobny do 2016, 2019 też słabiak straszny, dla mnie najsłabszy z tej czwórki. Czekam na lato w którym najgoręcej i najsłoneczniej będzie w końcu w lipcu, sierpień może sobie być taki jak w 2016 albo w latach 2007-2013. Podobnie też czekam na zimę, w której w końcu będzie przewaga zimowych dni w grudniu, a nie ciągłe wydłużanie się późnej jesieni i przedzimia. Jedynie 12.2016 coś tam przyniósł tej zimy choć i tak nędza w porównaniu choćby do 2012. Reszta to szkoda nawet strzępić ryja. 2013 i 2015 to chociaż pogodne. Reszta – no comment.

  31. Wrzesień otrzymał niezły spadek po sierpniu; anomalię dzienną +8,17 K w pierwszym dniu miesiąca. Zaraz niektórzy będą mówili, że to nieuczciwe 😁

    No ale używając w sumie arbitralnie zdefiniowanych miesięcy musimy akceptować takie „nieudane” cięcia.

    1. I pewnie pojawiać się będą oceny typu „gdyby nie pierwszy jego dzień…”.
      Tyle tylko, że on się nie „zgubi”. Jeżeli nie przypadłby na wrzesień, miałby miejsce jeszcze w sierpniu, którego anomalia wzrosłaby do blisko +2,3K (ref. 1981-2010), a anomalia całego lata do ok. +2,6K (wg. aktualnych danych).

    2. wczorajszy dzień to też swego rodzaju fenomen, drugi po 1 września 2015 rekordowo upalny początek miesiąca… ciekawe jak dalej wrzesień się ułoży, bo 1 lipca też był prawie że rekordowy, a potem cały miesiąc prawie badziewie…

    3. Dlatego przydatnym narzędziem jest 30-dniowa średnia krocząca.

      Po pierwsze miesiąc miesiącu nierówny. Nawet długości mają różne, od 28 do 31 dni. Przy temperaturze to tam jeszcze pół biedy ale przy usłonecznieniu czy sumie opadów to ciężko mówić w takim przypadku o homogenicznej serii.

      Po drugie zjawiska synoptyczne rzadko kiedy wpasują się w ramy miesiąca kalendarzowego. W przypadku czerwca 2019 tak było – dwa dni wcześniej było zimno, dwa dni później też było chłodno. Fala gorąca / upałów niemal perfekcyjnie się wpasowała w kalendarz, przez co wyszedł czerwiec który będzie bardzo ciężki do pobicia nawet w 2050 roku. Ale co by było gdyby ciepło rozpoczęło się 15 czerwca i zakończyło 15 lipca? Po prostu przesuńmy kalendarz o dwa tygodnie do przodu względem tego co było. Co wtedy dostaniemy? Dość ciepły czerwiec podzielony na paskudztwo i lokalne podtopienia w pierwszej połowie i upał w drugiej, oraz także dość ciepły lipiec podzielony na upał w pierwszej połowie oraz chłody w drugiej. Oba miesiące miały by dość słuszne anomalie dodatnie, ale żaden z nich nie wywarł by jakiegoś efektu WOW! Co to jest jakieś tam +2,5K, przecież teraz co drugi ciepły miesiąc tyle ma.

      W ten właśnie sposób „nie widać” skali ochłodzenia z wiosny 2017 roku, kiedy taka średnia krocząca spadła w pewnym momencie w okolice -3K. Jak na kwiecień i maj to bardzo zimno. Ale ani kwiecień ani maj nie odnotowały dużej anomalii ujemnej. A powód taki jak opisałem powyżej, zimno zaczęło być od 17 kwietnia.

      1. Piszemy o Unter Schlesien? W przypadku Nieder Schlesien ramy czasowe termicznego chłodu wyznaczyłbym w przedziale 11 IV – 10 V.

  32. @Admin, czy jest mozliwe z waszej strony.stworzenir mapki z opadami nie tylko za 1 miesiac, ale i za cale lato ? – to by bylo.widac gdzie najwiekszy deficyt opadow. Ps. Co do prognoz to Jakie drmay, znowu Malo deszczu na zachodzie i to w prognozach na odlegle horyzonty. @lucas kiedy zachodnia Polska doczekacie die opadowo odreagowania ?przydalby sie wrecz kupka mokrych lat pod rzad z sumami opadow 700-800 mm na zachodzie Polski.

    1. Na razie czekamy na większą jednoznaczność zapowiedzi opadowych na dni ok. 07-10.09. Zobaczymy jak ułożą się strefy (?), ale wygląda to na pierwszą tego typu szansę na wyraźniejsze opady – może i także na W kraju.

      1. Kilka dni temu tex byly prognozy, ze dzisiaj najmocniej bedzie padac na zachodzie, ale front przyslieszyl i skonczylo sie na lokalnycj burzach ktorych na poludniu ziemii lubuskiej bylo niewiele

        1. Tymczasem 150 km na E piękny opad wielkoskalowy. Kierunek przepływu z SW, tak więc Ziemia Lubuska ma prawo być pominięta. Pada nieprzerwanie od blisko 6 godzin i jeszcze popada… Co 4-5 dób (naprzemiennie w dzień i w nocy) taki opad przyjmę z niekłamaną radością. Częściej – u mnie nie potrzeba. W bezwietrznych okresach temperatura na poziomie 13-15 stopni w pełni akceptowalna – przy odpowiednim ubiorze.

      2. tak naprawdę nawet czwartek jest niepewny, tutaj też modele dają jakąś możliwość falowania frontu, a nawet zatrzymania, szczególnie w rejonie Alp, sam jestem ciekaw jak rozwinie się ta sytuacja czy front przejdzie szybciej czy zafaluje.

        1. Poki co szanse na porzadnie deszcz sa Marne. Z drugiej strony dzisiaj leje na Dolnym Slasku wiec moze front zafluje bardziej na zachodzie i chwyci ziemie lubuska ? .

          1. dzisiaj nie ma szans wyż już leci od zachodu, zobaczymy ten kolejny w czwartek oraz jak pójdzie niż w weekend, jeśli odbije na zachód to jest szansa na silne opady z południa, a jeśli nad Bałtyk to też może padać ale bardziej przelotnie, ulewnie, no zobaczymy.

  33. W odniesieniu do Warszawy, nie mogę uznać tegorocznego lata za najcieplejsze (w dziejach obserwacji). Zajęło ono jednakowoż honorowe, drugie miejsce w moim rankingu, za latem roku 1811.

    1. Te dane mają na tyle wątpliwy charakter, że śmiało można uznać, że to lato było najcieplejsze w historii biorąc pod uwagę wiarygodne dane.

    2. Nawet jeżeli w Warszawie w 1811 było cieplej, to w skali całej Polski już nie. Rekord ogólnokrajowy to jednak dużo większy wyczyn niż jakiś lokalny rekord.

    3. Dane bardziej lokalne z natury rzeczy są „narażone” na większe błędy i szumy, niż dane z większej liczby lokalizacji (obszarowe), gdzie błędy/szumy bardziej się rozmywają/uśredniają. Dotyczy to oczywiście nie tylko Warszawy (Okęcia).
      A zwłaszcza latem i za dnia, przy nieodpowiednim osprzęcie i sposobie wykonywania pomiarów, z pewnością łatwiej było dawniej o zawyżanie (niż zaniżanie) wartości temperatur.

    4. Różnica między latem 1811 a danymi z Okęcia to 0.5 st.C. Biorąc pod uwagę fakt, że dane z 1811 w ogóle nie dotyczą Okęcia, to w zasadzie te lata w Warszawie były sobie równe. Na przykład różnica między Wawa-Obs a Okęciem w 1992 to 0.6 st.C.

      1. Możemy nawet te dane porównać zrównując je do anomalii względem tego samego okresu ref., np. 1961-1990 (dane wawa-obs są do 1998):

        Warszawa-Obserwatorium 1811

        22.4 – 17.1 = 5.3
        22.5 – 18.4 = 4.1
        19.9 – 17.7 = 2.2

        Warszawa Okęcie 2019

        22.9 – 16.6 = 6.3
        19.3 – 17.9 = 1.4
        21.2 – 17.3 = 3.9

        Anomalie są więc równe. Ale tylko pozornie, bo Lorenc nie wzięła w ogóle pod uwagę zmiany sposobu liczenia średnich dobowych temperatur 1971 i 1996.

      1. Dokładnie a dodatkowo z tego co zauważyłem trudno wielu zrozumieć że w ciągu doby pogoda z letniej może zmienić się w jesienną, szczególnie jeśli np. taki pogody trwa dłużej. Sam jak rozmawiam z ludźmi których znam o pogodzie którzy za bardzo się nią nie interesują to to widzę. Zmiana z 30 na 20 stopni w ciągu doby wydaje się zbyt trudna dla wyobraźnie niektórych;)

        1. @anonim

          Bo trzeba przyznać, że metoda prognozowania na jutro: „Będzie jak dziś” nie jest najgorsza bo często się sprawdza i przed epoką modeli cyrkulacji potrafiła nawet przebijać synoptyków. Sądzę, że od wieków była to podstawowa metoda prognozowania pogody i wielu tak zostało do dziś 😁

          1. Tak to wygląda, ale przykładowo zmiana z 30 stopni na 20 stopni zdarza się często nawet w środku lata ( teraz przy ociepleniu okresów letnich może trochę rzadziej). Nie jest to nic niezwykłego, więc zaskoczenie ludzi później taką zmianą jest dla mnie bardzo zabawne :), ale to wynika też z niezbyt dużego zainteresowania pogodą czy klimatem

          2. ale z 31 na 14 (a taka jest różnica między wczoraj po południu a dziś po południu) to już trochę rzadziej się zdarza. Przy 20 stopniach w letnim odzieniu raczej się nie zmarznie, ale przy 14 z wiatrem to już na pewno.

          3. @alewis
            To kwestia już indywidualna ja przy 20 stopniach nie chodzę już w krótkich spodniach ani w samej podkoszulce nawet jak jest słonecznie. Poza tym oprócz temperatury dość istotne są takie czynniki właśnie jak zachmurzenie/jego brak, wiatr, wilgotność. Spadek w zaokrągleniu z 30 na 15 stopni zdarza się oczywiście dużo rzadziej ( w lecie tmax rzędu 15 stopni są w ogóle szczególnie ostatnio bardzo rzadkie, no ale teraz mamy już wrzesień i początek jesieni co rzadkie już nie jest)i jest bardziej „niezwykły”. Wracając do świadomości ludzi jakby dotarło do nich że żyjemy w klimacie umiarkowanym przejściowym gdzie naturalne są duże bardzo skoki temperatur nawet w ciągu doby o każdej porze roku to nie byłoby aż takiego zaskoczenia nagłą zmianą pogody. W Ameryce Północnej na umiarkowanych szerokościach skoki mogą być znacznie większe niż u nas tak na marginesie

  34. U mnie dzisiaj nie mogę narzekać na pogodę. Obecnie 14 stopni i leje deszcz. Jest cudnie. Można odetchnąć. W końcu. Zapowiadane było na dzisiaj więcej, nawet podawali 21 stopni, a tu 14 :) ECMWF podawał wieczorem na dzisiaj skąpe opady, a napadało już trochę chyba więcej, a momentami to nawet leje. Świetnie.

    1. u mnie stoi chmura numer dwa – jak na razie z opadami bardzo słabo, pokropiło tylko w mojej dzielnicy, trochę pogrzmiało po czym wyszło słońce i 23 stopnie znowu

    2. Zobacz sobie ile było rano. Tmax nie zawsze jest po południu, dzisiejszy dzień jest tego przykładem. U mnie w nocy 17, przed południem ciut ponad 20, obecnie 16. Wieje zimny wiatr i bździuli deszcz. Taka mżawa wisząca w powietrzu, nie jest to żaden porządny deszcz. Jeśli chodzi o godziny popołudniowo-wieczorne to dziś będzie zimniej niż 2.09.2015. Przepaść termiczna podobna jak wtedy.

      1. Z samego rana było do godziny 7 18 stopni i temperatura spadła już o godzinie 9. Wiem, że tak jest, rozumiem Cię w pełni, ale…takie podawanie maksimum, a nie podawanie godziny w jakiej ma to wystąpić jest trochę moim zdaniem mylące dla ludzi. Podanie jaka będzie najwyższa w dany dzień i już…a wystąpi o godzinie 6 rano. Bez sensu. W tym względzie lepiej robią Czesi, bo oglądając ich telewizję od dawien dawna zauważyłem zwracanie uwagi na takie detale jak ta lub np. podawanie temperatury jaka będzie w przypadku długo utrzymujących się mgieł lub wystąpienia niskich chmur nieoczekiwanie. Tego nie podają w TV u nas. A powinni.

    3. O ósmej rano 25 km na N i o 50-70 m n. p. m. wyżej było 18, być może wcześniej jeszcze więcej. Zresztą – jak przewidywali Koledzy powyżej – doba miała swoje maksimum termiczne w pierwszej części. Poranek mimo wszystko odczuwalnie chłodny, a to za sprawą umiarkowanych i silnych porywów wiatru. Mam nadzieję, że w najbliższych dniach nie odczujemy wietrzenia w takiej skali, która wycisnęła niezaprzeczalne piętno na wiośnie i części lata.

  35. Dzisiejszy dzień to u mnie doskonała wizytówka tego roku…. Czyli jałowa, sucha ciemnica :-(
    Na deszcz się zbiera już praktycznie 12 godzin, ciemne chmurzyska dookoła i brakuje tylko życiodajnych kropel…
    Normalnie deja vu z pierwszej połowy maja, czy parszywego okresu 5-11 lipca.

  36. Czytałem kiedyś informacje, że za załamanie pogody w pierwszej dekadzie września odpowiedzialny jest opadający pył meteorytowy po max Perseidów. Pył ten potrzebuje właśnie ok 3 tyg by opaść do wysokości gdzie staje się jądrem kondensacyjnym chmur. Zauważyliście może, że niemal wszystkie początki roku szkolnego to właśnie deszczowa aura która odcinała lato ostrą granicą ?

    1. Niemal wszystkie? W ostatnich latach taką granicę widać było tylko w 2017 i 2015 roku… A wcześniej? No właśnie, w tym wieku chyba ani razu przed 2015 rokiem. Tego roku bym też nie zaliczał, bo to jest 1-2 dniowe załamanie pogody.

      1. Łatwo można sprawdzić na Ogimecie. 2014, 2013, 2012, 2011 (od biedy pasuje), 2010. Tyle na szybko znalazłem. Książka w której to czytałem była wydana w latach 80-tych wiec już wtedy to zauważono

        1. Zależy co dokładnie masz na myśli. W 2013, 2010 a na zachodzie i południu także w 2014 faktycznie były deszcze w dniach 1-2.09, jednak nie było to żadne odcięcie lata, w 2014 to wręcz się po tych deszczach ociepliło, po bardzo chłodnej trzeciej dekadzie sierpnia.

          Więc pytanie moje, co dokładnie masz na myśli, sam fakt wystąpienia deszczy, czy gwałtowne ochłodzenie i zmianę pogody letniej na jesienną?

          1. No tego drugiego, to w wymienionych przez ciebie rocznikach 2010-2014 nie było. Deszcz w pierwszych dniach września i to dość mocny był w 3 przypadkach na 5. Chociaż oczywiście jeszcze zależy o jakim regionie mówimy.

    2. to nie czytaj więcej takich głupot ;) Perseidy można obserwować nie tylko w Polsce, a w związku z tym napiszesz nam, że na całym świecie wraz z początkiem września nastaje ostre odcięcie lata i nastają deszcze ??? :D

    3. Podobnie jak tłumaczenie „psucia” się pogody w związku z nowiem/pełnią. Czyli co, wszędzie nagle pogoda się pogarsza? Bezsens…

      1. @Lucas wawa

        Wpływ Księżyca na opady rzeczywiście stwierdzono, przynajmniej w tropikach, z tym że nie fazy a położenia na niebie: pada o jakiś 1% mniej gdy jest on w zenicie lub w nadirze (wprost nad nami lub po drugiej stronie Ziemi). Odkrywcy tego zjawiska tłumaczą to pływami atmosferycznymi powodującymi nieco większe ciśnienie przy tych pozycjach księżyca (to jest mierzalne). Fizycznie ma to sens (przynajmniej co do znaku) bo zwiększenie ciśnienia ogrzewa atmosferę a to zmniejsza wilgotność względną.

        Odkryto to w 2016 roku i opisano w tej pracy:

        Kohyama, T., and J. M. Wallace (2016), Rainfall variations induced by the lunar gravitational atmospheric tide and their implications for the relationship between tropical rainfall and humidity, Geophys. Res. Lett., 43, 918–923, https://doi.org/10.1002/2015GL067342

      1. Odsyłam do książki Andrzeja Marksa „Pod znakiem komety” str 194. Autor pisze o tym powołując się na badania australijczyka E. G. Bovena i analizie 300 stacji meteo z okresu 100lat

        1. @Darek

          Nie Boven, a Bowen, dokładniej Edward George Bowen. Jeden z wynalazców radaru i pionierów radioastronomii. I zasadniczo był to Walijczyk, z tym, że po wojnie pracował także w Australii.

          Rzeczywiście napisał kilka artykułów próbujących powiązać przechodzenie Ziemi przez roje meteorytów z opadami w różnych częściach świata. Z tym, że było to 60 lat temu i jakoś nikt tego nie potwierdził, mimo że mamy teraz znacznie lepsze dane. A może właśnie dlatego 🤔

          1. Aby potwierdzić, że występuje korelacja między obfitymi rojami meteorów a zwiększonym zachmurzeniem w jakimś okresie, trzebaby mieć dobrej jakości serie zachmurzenia, a z tym jest jak wiesz kiepsko.
            Swoją drogą najlepszym testem byłby poziom zachmurzenia w okolicach deszczy meteorów, a te pojawiają się nie do końca regularnie (Leonidy co 33 lata, ale już Drakonidy czy Geminidy stają się deszczami raz na któryś rok).

          2. Współczesny przegląd wiedzy o hipotezie Bowena zawarty jest w podręczniku mikrofizyki chmur Pruppachera i Kletta (2010). Zrobiłem screenshot tekstu o tym ze stron 325-326 (inaczej się nie dało):

            W tym tekście IN oznacza lodowe jądra kondensacji (ice nuclea), a AP prawie na pewno proces nukleacji aerozolu (aerosol nucleation process). Widać, że raczej nic z tej hipotezy nie da się obronić. Już prędzej pokrewną o wpływie fazy księżyca na opady, ale i on jest z tego co wiem niewielki.

          3. @ Arctic Haze
            Nie deszcz meteorytów a deszcz meteorów. Dziękuję za fachowy research.
            @ zaciekawiony
            Geminidy to jeden z bardziej stałych rojów meteorów na naszym niebie dającym rokrocznie aktywność ponad 100 zjawisk/godzine

          4. @Darek

            Napisałem deszcz meteorytów? To z pośpiechu. Dawno mnie nauczono, że to co spada z kosmosu nazywa się:

            – meteoroid gdy jeszcze jest poza atmosferą,
            – meteor gdy spada,
            – meteoryt gdy spadło.

            Bez sensu? Pewnie tak. Ale wiedza o tym daje olbrzymia przewagę nad rozmówcami.

            Ironizuję? Oczywiście!

          5. Nie wiem dlaczego wcześniej tego nie zauważyłem, a przecież astronomia to moja największa pasja. Do tej pory nie potwierdzono jakiegokolwiek wpływu pyłu Perseidów, który ulega spaleniu w atmosferze, na określone zmiany pogodowe. Oprócz Perseidów mamy w roku wiele innych regularnych rojów meteorów (na szczęście nie meteorytów ;) ), którymi nikt nie zajmował się w ten sposób. Do tej pory nie potwierdzono tego typu rewelacji.
            A co do regularności rojów, to Leonidy również są rojem stałym, występują co roku. Problem z nimi jest następujący, że trudno przewidzieć ich obfitość, bywają lata gdzie spada ich kilka na godzinę , lecz raz na kilka-naście lat odpalają petardę i dorównują nawet tak licznym rojom jak Perseidy i Geminidy. Absolutny rekord miał miejsce w listopadzie 1966, kiedy obfitość roju oszacowano na 140 tys. zjawisk w ciągu godziny (!) Podobny problem mamy z październikowymi Drakonidami, one również są „nieuregulowane”.

  37. Tymczasem na wysokości 1410 m n. p. m. (Morskie Oko) temperatura o 18:00 wyniosła 15,1 stopni – więcej, niż na większości nizinnego obszaru Dolnego Śląska i Wielkopolski.

        1. a jeśli niż pod koniec tygodnia odbije na zachód i wschodnia Polska otrzyma bardzo ciepłe powietrze, wyż rosyjski może tak łatwo nie odpuścić, za to może być cyklogeneza i zależy gdzie ewentualny bardzo mokry niż poleci.

        2. Dla kogo lepiej, dla tego lepiej…. Dla mnie na przykład sama myśl o zimie na Podlasiu zniechęca do życia, na Mazowszu zresztą też jest okropnie, ale i tak 100 razy lepiej.

          1. I tak zimą wolę normę rzędu -3/-2°C niż wokół 0°C. Dopiero jakby norma oznaczała zdecydowaną przewagę nie-zimowej aury (w całej rozciągłości, a nie tylko w ciepłych okresach) to bym takową już wyraźnie bardziej doceniał.

          2. Ale też z tego co wiem lubisz słońce zimą, a na Podlasiu jest ono zjawiskiem paranormalnym w okresie NDJF

          3. @kmroz
            To wszystko kwestia kompromisu, a o jaki o tej porze roku niezwykle trudno (1-2h normy usłonecznienia, Tavg nieco ujemna lub nieco dodatnia – częściej jednak nadal ta pierwsza…).
            Ale i też ostatnie tygodnie pokazują, że również latem nie jest łatwo o scenariusze z dość optymalną temperaturą, zachmurzeniem i opadami…

          4. Lato to ogółem w naszym kraju jest naprawdę spoko, owszem można się przyczepić, że czasem za zimno, czasem za gorąco, czasem za sucho, czasem brakuje słonka, ale to i tak raj przy tym, z czym musimy się zmagać od listopada do marca… Albo z czym północna Afryka albo Bliski Wschód się zmaga latem…

          5. @kmroz
            Ja bym ujął to tak: w porze ciepłej możemy przyczepiać się do szczegółów (a ogół/normy są OK), natomiast w porze chłodnej mamy podstawy przyczepiać się głównie do ogółu/norm (a tylko niektóre opcje bywają przyjemniejsze).

    1. Z tym, że 21-22 stopnie jeszcze jest ok, ale na początku września. Im dłużej się utrzymuje, im dalej we wrzesień, że się tak wyrażę, to taka temperatura zaczyna być już coraz więcej ponad normę. Byłoby ok dla mnie, gdyby ta temperatura lekko opadała wraz z upływem września…i aby jeszcze „opadała” woda z chmur w tym czasie :)

      1. Zgadzam się najwazniejsze , że nie widać gorąca , a tym bardziej upału lato dobiegło praktycznie końca oby mam nadzieję . Czas na przyjemna jesień .

        1. Oby tylko była przyjemna jak należy. W ostatnich latach ta pora roku bardzo zawodzi. Najbliższa moich oczekiwań w ostatnich 10 latach była chyba jesień 2013 mimo wstrętnej drugiej połowy września i lodowatego początku października. Ale do takiej 2006, 2004 czy 2000 to i tak nie miała startu i tak :/

        2. Zgadza się. Gorąco-upalna wersja lata zdecydowanie za nami. Teraz czeka nas przeplatanka aury późnoletniej i wczesnojesiennej (zwanej poleciem).
          Na razie czekam na opady na Mazowszu jakie napierają z W, bo tu ostatnio burz i opadów było znacznie mniej niż na S, czy nawet N kraju – zważywszy, że następne 3 dni będą suche i umiarkowanie ciepłe.

          1. No jutro to raczej zimno… Ech, nie podobają mi się te prognozy na pierwszą dekadę września, tylko środa i czwartek sensowne, oby to uległo jeszcze zmianie.

          2. @kmroz
            Wszystko zależy, czy pojawi się jutro Słońce, czy nie. Bo jeżeli się pojawi temperatura popołudniu wyniesie pewnie 20/23°C (chyba, że będzie cały czas pochmurnie).

          3. Kmroz powinieneś się zdecydować. Z jednej strony piszesz że oczekujesz opadów i to bardziej w dzień niż nocami a z drugiej piszesz że jesień w wydaniu innym niż ciepłe, suche i wyżowe jest dla ciebie rozczarowująca. To czego oczekujesz, duchoty i gwałtownych burz jak w lipcu? Raczej nie ma takiej opcji. Teraz to albo będzie sucho i słonecznie albo mokro, pochmurno i deszczowo. Innych opcji pogodowych jesienią nie ma.

          4. @Radomir
            Naprawdę nam tak klimat zwariował, że się nie da wyrabiać sensownych sum opadowych bez totalnej ciemnicy?
            PS w przypadku konwekcji i burz, w czasie upału/gorąca wolę opady w dzień, przy wielkoskalowych jest mi to obojętne

      2. nie wiem co ci przeszkadzają takie temperatury w drugiej połowie września… Rozumiem, że 25+, zwłaszcza przy ciepłych nocach, może być uciążliwe, ale 21-22 to najlepsze temperatury dla człowieka. Niestety za 1.5 miesiąca będą już wspomnieniem na kilka ładnych miesięcy…

        1. Chyba, że @Thorgeir miał na myśli głównie aspekt klimatyczny (normy i odchylenia). Bo abstrahując od tego też uważam, że wartości Tmax ok. i nieco powyżej 20°C (za dnia) mogłyby z nami jak najdłużej pozostać przynajmniej jesienią (w listopadzie to już spora anomalia, a zimą niemalże niemożliwe…).

          1. Już mnie niejako uprzedziłeś z tym aspektem klimatycznym, chociaż ogólnie też wolę jakoś tak nawet w odczuciu, gdy temperatura jest w normie lub poniżej. Organizm mój jakoś tak się ustawia, że gdy jest cieplej niż norma, chociaż nadal temperatura jest komfortowa, zaczynam to jakoś tak negatywnie odczuwać. Szczególnie nie lubię babiego lata, gdy jeszcze tak potrafi w październiku dopierdzielić 25 stopni. Niby nie jest to wartość duża dla organizmu, niby ok, ale jakoś to tak dziwnie mnie męczy. Tak samo jak np. 15 stopni w grudniu. Uprzedzam, nie chodzi o zły ubiór, czy o zgrozo nadwagę, bo ja akurat jestem szczupły i zdrowy jak byk, ubieram się w krótki rękaw już gdy jest 17 stopni…nawet w grudniu. Patrzę ile jest stopni, a nie jaki miesiąc. Chociaż w grudniu 17 stopni nawet naprawdę czuć inaczej niż w lipcu z powodu paru czynników.

          2. Bo takie temperatury w tych miesiącach najczęściej wiążą się albo z zimnymi nocami i sporymi skokami termicznymi albo z napłynięciem podzwrotnikowego powietrza. Oba przypadki są dość męczące dla organizmu. Dlatego nie ma co pisać, że temperatury z przedziału 20-25 stopni są zawsze optymalne dla człowieka. To jeszcze zależy za sprawą jakiego powietrza jest osiągana ta temperatura, bo inaczej mieszkaniec Polski odczuwa najbardziej optymalne dla tej strefy klimatycznej powietrze polarnomorskie, inaczej polarne kontynentalne, inaczej podzwrotnikowe a inaczej arktyczne. A każde z nich w zależności od miesiąca i pory roku może dać przedział 20-25 stopni. Do tego jeszcze trzeba dodać kwestię czy ten przedział ma charakter trwały czy też chwilowy związany z chwilowym napływem ciepłego powietrza za którym już się czai front chłodny. Mnie takie chwilowe 1-2 dniowe skoki temperatur w górę jesienią lub zimą też zawsze wprowadzają w niepokój a czasem nawet wywołują złość.

        2. Przeszkadzają mi, chociaż nie są jakieś uciążliwe, ale nie chcę, bo są to temperatury powyżej normy, a dla mnie to zjawisko czyli stale rosnące temperatury, jest zjawiskiem negatywnym. Czy 21-22 w grudniu też mam uznać za pozytyw, skoro są to temperatury dobre dla człowieka? Poza tym…nie pisz proszę za mnie jakie są dla mnie najlepsze temperatury. Lubisz najbardziej 21-22 stopnie, to ok. Ja czuję się lepiej w niższych. Mogę? Dzisiaj dla przykładu było dla mnie komfortowo. Nawet gdy zmokłem. Nie twierdzę, że 21-22 jest dla mnie złe w ogóle (w mieszkaniu miewam 21 stopni), ale wolę to na zewnątrz wczesnym latem, późnym latem-wczesną jesienią, a nie za połową września. Nie umrę, ale wolę już koniec września jak jest poniżej 20 stopni. Dla mnie jest to jakoś tak nie fajne , gdy jest ponad 20 stopni w końcówce września i tyle. Takie moje odczucie. Nie jest to uciążliwe, ale wolę inne wartości jesienią. Po prostu wolę, gdybym miał wybierać. Tyle w temacie.

          1. No rozumiem. Każdy oczywiście ma prawo do swoich preferencji, Alewis i FKP lubią upały, Ty lubisz chłód. Przepraszam, jeśli moje zdziwienie Cię uraziło. Ale mimo wszystko mnie to zaskoczyło. Dla mnie pod koniec września temperatury poniżej 20 stopni też już są jak najbardziej okej, a wzrostów powyżej 25 w październiku sam jakoś bardzo nie lubię. Jednak takie 20-25 w dzień to przyjemne jest dla mnie o każdej porze roku, chociaż oczywiście od listopada do marca tego nie oczekuję – nie jestem wariatem ;) Jak rozumiem, dla Ciebie lepsze jest 15-20 stopni, dla mnie to też jest spoko przedział, o ile jest rozsądna ilość słońca i nocami nie jest od razu blisko zera…

          2. @kmroz
            Nie, nie uraziłeś mnie :) Nie jestem taki „uraźliwy” ;)
            Ale żeby nie było. Nie lubię tylko chłodu, bo czekam także na lato jak wielu, ale wolę lato (tylko w lecie) w wydaniu umiarkowanym tak do maksymalnie 26-27 stopni. To odczuwam jako wystarczające ciepło latem.

          3. U mnie 25 w piździerniku to od 18 lat nie było. Rekord z 3.10.2001 – 26.6 stopni. Często się tu o jakichś trzydziestkach w tym miesiącu rozprawia, dla mnie to jakiś absurd jest bo ostatnia temperatura powyżej 24 stopni wystąpiła 8 lat temu, w 2011. A antyrekordzista to 1974 rok z tmax całomiesięcznym zaledwie 13,1! To to dopiero musiał być cudowny miesiac, bo ma też rekord opadów – 148 mm.

            Teraz już tak patologicznych październików nie ma. Każdy ma jakieś dni powyżej 20, nawet październik 2016 był ciepły na początku.

  38. Dzisiejszy dzień bo bardzo ciepłej nocy i bardzo ciepłym wschodzie Polski będzie jeszcze powyżej normy. Najlepiej aby w kolejnych dniach utrzymywały się temperatury 15-25°C – one są w granicach przyzwoitości dla września i jak najmniej temperatur październikowych rzędu 10-15°C a tym bardziej żeby nie było incydentów listopadowych z tmax poniżej 10°C chmurami i deszczem, które są możliwe już we wrześniu, ale pojawiają się dużo rzadziej niż dni z tmax powyżej 25°C.

      1. 18 stopni na początku września dla mojego miasta to ledwo 2 stopnie poniżej normy. Jeśli 24-26 uznajesz za normalne we wrześniu, to powinieneś do tej normy zaliczyć 14-16 ;)

        1. nie żadnej normy tylko średniej arytmetycznej dla wielolecia 1981-2010… Normą jest zarówno 16 jak i 24, obie te temperatury w pierwszej połowie września występują bardzo często, każdego roku. Niezbyt normalne były wczorajsze ponad 30-stopniowe upały, na przykład te 31.0 z Katowic to jest druga najwyższa temperatura we wrześniu po 1951 roku (rekord oczywiście z 1.09.2015, raczej nie do ruszenia bo jest niewiele niższy niż rekord lipca i wyższy niż rekord czerwca)

          Zdarzają się wrześnie bez przekroczeń 25 stopni przez cały miesiąc, bardzo blisko osiągnięcia czegoś takiego był …cieplutki i piękny wrzesień 2006! Tam tylko 1 dzień było 25,7 a cała reszta miesiąca to przedział 22-24 stopnie. Niezwykle stabilne ciepło przez cały miesiąc. Podobnie zresztą wyglądał wrzesień 1999, też tam trudno doszukiwać się jakichś upałów i fal gorąca.

          1. Dlatego własnie napisałem, bo w większości przypadków mówi się, że aby było normalne 26 stopni na początku września, ale gdy jest 16 to dla większości to patologiczne zimno. Rozumiesz? O to mi chodziło.

      2. @kmroz
        Ale bliżej końca września to już te 15-18°C są prawie „normą”.
        @thorgier
        „Jeśli 24-26 uznajesz za normalne we wrześniu, to powinieneś do tej normy zaliczyć 14-16 ;)”
        Jżeli te temperatury są w formie epizodów (czegoś co nie trwa non stop i nie długo) we wrześniu to można uznać że są czymś normalnym.

        1. Ja to rozumiem, ale większość tego nie rozumie. Ja widzę normalność w 24 stopniach tak samo jak 16 stopni. Dlatego w uśrednieniu wychodzi 20, co jest średnią normą dla początku września.

  39. Rozpadalo się w Warszawie, wychodząc z pracy, poczułem jesień, może to efekt gwałtownego przejścia od upału i parówki, do umiarkowanego powietrza.

    1. Dla mnie graniczną wartością (aura letnia vs. jesienna) są temperatury z grubsza poniżej 20°C za dnia i częściej przy zachmurzonym niebie (zwłaszcza jak pada i wieje wiatr). Albo może być i pogodniej, ale noce/poranki coraz częściej przynoszą temperatury ok. 10°C (i niższe).

  40. Groźna, mocno uwodniona burza przechodzi w tej chwili przez Podkarpacie, pod ostrzałem jest m.in. Przemyśl. Już są pierwsze doniesienia o zalaniach.

    1. U mnie wczoraj 02.09.19 równo 19mm opadu licząc od godz. 00:00 do 24:00 . Najpierw burza z silnymi wyładowaniami , sporo doziemnych 2-3 w nocy tu 10mm opadu i później słabe opady ciągłe z przerwami 9mm. Jest super ,ale liczę na temperatury 18-22 w dzień i 8-12 w nocy do końca września za wyjątkiem kilku chłodniejszych dni z opadami i wysyp grzybów jak we wrześniu 2017 . Oczywiście żadnych przymrozków i temp. min. poniżej 5 stopni.

      1. „Oczywiście żadnych przymrozkow i temp. min. poniżej 5 stopni. ”
        Marzenie ściętej głowy niestety, w naszym klimacie niemożliwe. Każdy wrzesień przynosi przynajmniej przygruntowe przymrozki i prawie każdy mróz na wys. 2 metrów. Pora ciepła już dobiega powoli końca…

        1. „Pora ciepła już dobiega powoli końca”
          ->>> W 80-90% przypadków przełomowy jest październik, także na NE kraju.

          1. Jak ja czasem słucham Podlasianina, to widzę że ma tendencje do wyolbrzymiania i to mocnego

          2. Rok temu, dwa lata temu, trzy lata temu były przymrozki we wrześniu. Mogę tak wymieniać właściwie każdy rok :p

          3. @kmroz
            Ja mieszkałem przez chwilę na Podlasiu i wiem jak to tam wygląda. To nie jest wyolbrzymianie na NE jest po prostu inny klimat. Różnice między NE a Warszawą nie mówiąc już o Dolnym Śląsku czy Małopolsce są ogromne. Tam zadowolony z pogody będzie tylko prawdziwy zimnolub.

          4. Od października do marca/kwietnia jak najbardziej tak. Ale latem? Nie widzę tego. A na tegoroczne lato z rekordem uslonecznienia na Podlasiu po prostu zabraniam tamtym mieszkańcom narzekać 😂😂😂

          5. No kwiecien to tez jeszcze patola na Podlasiu. Kwiecień 2019 w Suwałkach zapisał się jako… ekstremalnie ciepły, A przyniósł ponad połowę mroźnych nocy. Podobnie kwiecień 2009… także od października do kwietnia tylko współczuć.

          6. A kto narzeka na usłonecznienie? Narzekanie jest na bardzo zimne wieczory, które uniemożliwiają wieczorne spacery bez ciepłej bluzy albo kurtki, a takich w tegorocznym lecie była zdecydowana większość. Najgorszym wieczorem był 15 sierpnia, kiedy to zmarzłem przy ognisku w 2 bluzach. No ale co się dziwić, skoro po 21:00 na termometrze było 10 stopni…. U was w centrum i na zachodzie wieczory naprawdę są cieple. Byłem w tym roku w okolicy Warszawy i Łodzi w II dekadzie lipca na prowincji to po prostu jakas inna strefa klimatyczna… Oprócz jednej nocy (nie pamiętam której) było wieczorami tak, jak po najbardziej upalnych dniach wieczormi na Podlasiu xD. A o północy raz wyszedłem w krótkim rękawku i było mi ciepło, co w moim regionie zdarzyło się tylko w rekordowo cieplej nocy w sierpniu 2017.

          7. Latem to zależy co kto lubi, myślę że Tobie mogłoby się spodobać bo o upał w Białymstoku nie jest łatwo a i noce dużo chłodniejsze. Ja tam lubię jak latem przygrzeje, no może nie tak jak w czerwcu 2019 :) ale te 27-30 lubię
            Natomiast akurat zima mi się podobała bo zamiast błota przy 0-5 tam było śnieg i mróz. To jeśli już muszę wybierać to ta druga opcja jest wiele lepsza

          8. 15.08 wieczorem to w całej Polsce było bardzo zimno. W Beskidzie Niskim temperatura poniżej 10 stopni spadła… około 19:30…

          9. @Podlasianin
            Ta noc, której nie pamiętasz i była taka zimna, to pewnie 17/18.07. Idealne warunki do zimnej nocy, rozpogodzilo się na dwie godziny przed zachodem słońca.
            @Enzo
            Ja nie widzę żadnej różnicy latem pomiędzy podlaskiem a mazowieckiem. Różnica ta jest tworzona sztucznie, przez bardzo niereprezentatywne stację reprezentujące stolicę obu województw. Porównaj sobie Legionowo (o Kozienicach i Pułtusku nie wspominając) do Jabłonowo-Wypychy i nagle różnica wyparowuje

          10. Swoją drogą Warszawa leży już bardziej w sektorze NE kraju i powinna być pod sporawym wpływem kontynentalizmu i tej ‚podlaskiej radiacji’ w porównaniu do np. Wrocławia czy Krakowa. A jednak noce są na Okęckiej stracji zdecydowanie najcieplejsze w Polsce. Zresztą nie tylko Okęcie, w czerwcu 2019 cała Warszawa była swego rodzaju „strefą 23” bo to były jedyne w Polsce stacje z temperaturą miesięczną ponad 23 stopni. Na pozostałym obszarze ledwo 22 przekraczały. Odpowiadają za to oczywiście bardzo ciepłe wieczory i noce, bo Tmax notuje się tam podobne lub nawet nieco niższe a jak wiemy MWC ma raczej statystycznie pomijalny wpływ na Tmax.

            Zresztą nawet w małych i leśnych Katowicach na blokach bywało o 4-5 stopni cieplej niż na Muchowcu. Różnicę temperatur czuć już po zjechaniu z asfaltowej drogi i wjechaniu w las rowerem. Muchowiec sobie raportuje 17 a u mnie wciąż 20-22. Oczywiście tylko wieczorami takie różnice, bliżej poranka się spłaszczają, a w dzień na tmaxie ich nie ma wcale.

            Ciekawe co by było jakby ta dupna Warszawa leżała sobie tam gdzie teraz Słubice albo posterunek Ceber. Jakie średnie miesięczne by można wycisnąć z tej waszej wyspy ciepła.

        2. @Enzo
          Zgadza się pamiętam, jak wszyscy tutaj piali nad mega gorącym wrześniem 2016 który u mnie był jedynie lekko ciepły. I połowa miesiąca może i termicznie była letnia, ale już o 19:00 po zachodzie słońca trzeba było ciepło się ubierać bo tak ciagnęło z dołu zimnem, że masakra. Podlaska radiacja jest uciażliwym zjawiskiem, jak ktoś chce spędzac wieczory na łonie natury. A to co się działo w II połowie września 2016 to bez komentarza.

          1. Wrzesień 2016 na pewno nie był „mega gorący”, miał raptem 6 dni gorących. A druga połowa u mnie była jak najbardziej zimna, poranki 27 i 28 września lodowate.

          2. O tak te podlaskie wieczory i noce zapadły mi w pamięć. Koniec czerwca człowiek wraca gdzieś po północy a tu ziąb jak w marcu :)

  41. Może mi ktoś napisać jaka będzie pogoda w najbliższym tygodniu na SE. Prognozy nie są zbieżne. Nie wiem kiedy iść na urlop czy w ten czwartek i piątek czy w poniedziałek i wtorek. Lucas Wawa liczę na Ciebie.

    1. Na razie najpewniejszy co do braku opadów jest czwartek 05.09. Piątek 06.09 już może przynieść zmianę (ale nie na 100%), a pon.-wt. 09-10.09 to jeszcze loteria.
      Na dzisiaj, z uwagi chociażby na czwartek, wybrałbym chyba jednak wcześniejszy wariant dni urlopowych.
      Tak, czy inaczej faktycznie zapowiada się okres z aurą zmienną – bez skrajności w żadną stronę (także termicznych).

      1. Dziękuję Lucas. Strasznie zmienna jest teraz pogoda i bardzo trudna do prognozowania. Chyba jednak to ocieplenie powoduje większą dynamikę zmian. Mamy kolejne rekordowo ciepłe lato. Ale ja, pomimo że lubię ciepło wolałbym nasz dawny klimat z wyraźnymi porami roku.

        1. Zmienna? Właśnie w tym roku jest zbyt mało zmienna. Templatka pogody się zmienia raz na miesiąc albo rzadziej, dopiero ten upalny wyż jakieś przełom przyniósł w tym względzie bo nie rozpoczął on kolejnego miesięcznego okresu suchej aury z wysoką temperatura.

  42. Odczuwalnie, to u mnie na Bielanach, jest dziś rano zimno, 14 stopni, to oczywiście żaden dramat i nie mam nic przeciwko takim porankom, parafrazując, przyszedł wrzesień czas na jesien😊, lub jak kto woli poleciecie.

  43. Katowice zimno i brzydko, spadło dość sporo deszczu. Po takim gorącym i suchym lecie mogło by terez spaść 120 mm we wrześniu. Byle tylko te deszcze nie byly takie niekończące się jak 2 lata temu.

    Oststnie 3 wrześnie to był ping pong po skrajnościach – gorący i suchy, pochmurny i wyjątkowo mokry i następny gorący suchy. Ten może być pierwszy normalniejszy od 4 lat. Najbliższe 3-4 dni ma być ładna wyżowa pogoda przy umiarkowanej temperaturze, a następnie znowu jakieś przejściowe pogorszenie z deszczem. Upałów nie widać, jesiennego zimna poniżej 15 w dzień też nie.

  44. Jeszcze dwa dni temu we Wrocławiu upał i tropikalne noce. Dzisiaj świeżość, rześkość i chłód poranny po wczorajszych, niezbyt obfitych, ale cieszących opadach deszczu. Pogoda zmienną jest. Ot, taka ciekawostka. Pozdrawiam Panią Moderator. ;-)

  45. U mnie niestety kolejny dzień jałowej ciemnicy. W nocy popadało, co mnie bardzo cieszy, ale zarówno wczoraj, jak i dzisiaj w ciągu dnia nie ma żadnego użytku dla tych chmurzysk. Jest okropnie. Na sat24 widać pięknie odcięcie pomiędzy lampowym zachodem a ciemnym wschodem…

    1. Kmroz, jeżeli Ci ciemno, polecam odsunać zasłony :) Słońce świeci juz kilka godzin :)
      Doprawdy nie pojmuje jakiegoś małpiego uporu, z którym promujesz tu teze, że każdy dzień pochmurny=ciemnica. Takie dni są bardzo fajne, szczególnie jak nie ma wiatru. Dobre do prac na zewnątrz, sportu.

      1. „Kmroz, jeżeli Ci ciemno, polecam odsunać zasłony :) Słońce świeci juz kilka godzin :)”

        Ale ja mieszkam trochę gdzie indziej niż Ty, niemniej faktycznie widzę na satelitarnym, że wybawienie od tego lochu już niedługo.

        „Doprawdy nie pojmuje jakiegoś małpiego uporu, z którym promujesz tu teze, że każdy dzień pochmurny=ciemnica. Takie dni są bardzo fajne, szczególnie jak nie ma wiatru. Dobre do prac na zewnątrz, sportu.”
        Taka ciemna pogoda sprawia mi przyjemność od listopada do lutego, toleruje ją jako tako także w październiku i marcu, pod warunkiem, że jest w miarę ciepło. Od kwietnia do września uważam to za zło konieczne i toleruje tylko, jeśli wiąże się to z potrzebnymi opadami. Teraz się niby wiązało, ale w praktyce cały opad wystąpił u mnie i tak (jak zwykle) w nocy. Wczoraj cały dzień paskudnej, bezużytecznej ciemnicy.

        1. kmroz, zadziwiasz mnie coraz bardziej… Dla mnie jaka fana roweru taka pogoda jest rewelacyjna. Nie ma plącego ostrego słonća, poza tym jest to miły przerywnik po 3 dekadzie sierpnia gdzie słonce palilo non stop i było cały czas goraco. W takim razie jak rozumiem jedyny klimat jaki moglbys zaakceptowac to chyba San Francisco choć i tam zdarzają się pochmurne dni.

        2. Sloneczna aura po takim opadzie powoduje szybkie parowanie i osuszanie się gruntu. Tak wiec chmury chmury pod tym względem są bezsprzecznie pożyteczne

          1. A to pod Warszawa rano świeciło słońce? :O zdjęcia satelitarne mówiły coś innego… No chyba że one kłamią w całej Polsce jest dziś bezchmurnie.

          2. Nie świeciło. Do 11:00 grudniowa ciemnica, potem ładniej, ale lampy też nie było. Zachmurzenie umiarkowane. Ale i tak jest o wiele przyjemniej niż rano

  46. Gigantyczność I połowy września 2016 polegała na tym, że dość wysokim temperaturom (niemniej poniżej 30C) często towarzyszył słaby lub niemal zerowy wiatr. U mnie przykładowo między 7 a 12 września 2016 roku dzienna droga wiatru nie przekroczyła ani razu 75 km, a dwukrotnie wyniosła zaledwie 40km. To są warunki jak przy największych zimowych wyżach.

    1. I niestety warunki wspomagające smog. Oczywiście domów wtedy nie trzeba było dogrzewać, ale to nie jest jedyne źródło generujące ten syf.
      W porze chłodnej dla mnie każdy dzień z wiatrem średnim poniżej 3 m/s jest nieprzyjemny, w porze ciepłej wystarczy mi tak 1.5-2 m/s.

  47. Po tym upalnym lecie okolice Zielonej Gory Potrzebuje tak ze 150mm opadow we wrzesniu oraz po okolo 100 w pazdzierniki i listopadzie oraz mokra zime ze sniegiem by odwrocic narastanie suszy hydrologicznej. Na razie z opadami bieda

    1. Lubuskie, Wielkopolska, Łódzkie, Zachodniopomorskie. Przydałaby się naprawdę mokra i śnieżna zima by sytuacja wróciła do normy.

      1. I do tego mokra jesien. Ale poki co wydaje mi sie to marzeniem scietej glowy. Kiedy ostatni razmielismy mokra i sniezna zime ? 2009/2010 ?

          1. Zima 2012/2013 nie byla jakos strwsznie mokra i sniezna u mnie, ostatnia „normalnie”. Niemniej wtedy byla duzo lepsza sytuacja hydrologiczna na zachodzie i w centrum, lato 2013 bylo super – cieple i mokre na zachodzie polnocy i w centrum. Jedno z moich ulubiobych. Oby lato 2020 tez takie bylo

          2. Zima 2018/9 bardzo mokra. W grudniu głównie deszcz w styczniu głównie śnieg. Luty słoneczny ale nie suchy, spadła norma opadów (która w lutym jest najniższa w roku). Czas trwania opadów w grudniu i styczniu (razem) ponad 600 godzin, również wartość skrajna.

            Mokra i pochmurna zima, niestety ciepła przez co nie było tego czuć. Przy grudniu w normie i styczniu -2K od normy by to zgoła inaczej wyglądało.

  48. Fajnie dziś wygląda zdjęcie satelitarne Polski. Dokładniej pokrycie chmur . Najbliższy tydzień bez ekstremów temperatur w okolicach normy czasem ciepłej czasem chłodniej oby tak dalej tylko więcej opadów potrzebne . Aktualnie moja stacja pogody pokazuje 14,1 st i czasem lekko pada Radom Mazowieckie

  49. To pseudoochłodzenie przynajmniej do piątku przyniesie na DŚ średnią… lipcową. Z opadów 7-9 też już nic nie zostało. Wrzesień na 99,9 powyżej normy… Pewnie będzie to „usprawiedliwiane” że pierwszy września miał 8K ale to mnie przekonuje, tak samo jak to, że ochłodzenia nie są symetryczne latem do ociepleń, a odwrotnie zimą jak próbuję na siłę uświadamiać alewis by tłumaczyć chore pory ciepłe w ostatnich latach. To ja za pytań skąd się w takim razie wzięła norma? Oczywiście, może i łatwiej latem o powiedzmy +7,+8K ale ochłodzenia to są co najwyżej w normie, raz na jakiś czas – 5K na 2 dni i to wszystko. Raz na parę lat kilka dni… Na pewno tak nie było 30 lat temu. To samo zimą. Nie prawda że jest odwrotnie, nie chce mi się liczyć ale ocieplenia powiedzmy +7K występują w ostatnich latach pewnie czesciej niż ochłodzenia – 7K i mniejsze, więc gdzie tu odwrotność? Niektórzy, to by tłumaczyć swoje preferencje każda patologię potrafią relatywizować…

    1. Ciekawe skąd taki wniosek już 03.09. 2019 gdzie zostało jeszcze 27 dni miesiąca. Bardzo wysoka anomalia dodatnia po pierwszej dobie będzie słabła z każdym dniem. Po drugiej dobie spadła już +8.17 na 5.51 za dwie doby. A od 06.09 spadek w kierunku norm może być większy. Z bardzo dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić że po I dekadzie będzie jednak powyżej normy, później już jednak nie wiadomo

    2. O sile zmian decydują i tak średnie. Natomiast zimą mamy odwrotność wobec lata w sensie SKALI ujemnych i dodatnich anomalii – nawet w sensie samego nań potencjału.
      Czy i jaki może mieć to wpływ na ogólną temperaturę? Ano taki, że latem jak mamy np. ok. 20 dni ogólnie cieplejszych, to pozostałych 10 (w miesiącu, także ruchomym) raczej nie zmieni już znaku anomalii. Natomiast zimą (i jeszcze w marcu) może „przymrozić” jak chociażby w 2018 r., a co dość szybko może zmienić znak anomalii na ujemny – nawet jak przeważają okresy ciepłe.

      Zresztą ta specyfika miesięcy DJFM sprawia, że to one w większym stopniu korelują z całą anomalią roczną, niż wszystkich 8 pozostałych miesięcy razem wziętych.

      I uwaga! Ta właściwość nie stoi w sprzeczności z faktem, że ogólnie ocieplają się wszystkie pory roku. Jest to po prostu raczej kwestia SPOSOBU wyrabiania średnich temperatur i anomalii, a nie samych ich wartości np. za miesiąc.

      I jeszcze jedno. To się nie zmieni w kolejnych rocznikach/dekadach, bo w miesiącach DJFM w największym stopniu „rządzi” czynnik cyrkulacyjny, a ten przyczynia się do największych ze wszystkich odchyleń w skali całego roku, przy największej skali w kierunku ujemnym – nawet jak teraz jest ona coraz bardziej spłycana, ale np. z -20/-15K do -16/-12K obszarowo w skali doby, a nie do -7/-4K jak może mieć to miejsce w ekstremalnych przypadkach latem.

  50. Ale dzisiaj równa granica chmur. U mnie ona właśnie przebiega bo rano było calk zachmurzenie i opady a obecnie się wypogadza, docelowo do bezchmurnego nieba. Jutro i pojutrze powinna być przyjemna pogoda ze słońcem i temp 20/25. Szkoda że będzie lać akurat w weekend bo gwarki są, rok temu też akurat w ten weekend była beznadziejna pogoda.

  51. Największym plusem ostatniej fali upałów było to, że zanim się rozpoczęła, to było widać już jej rychły, pewny koniec

    1. No i też taki, że we wrześniu już (niemalże) jest niemożliwe, aby fale upału w aż tak dokuczliwej wersji się przedłużały.

    2. Racja Kmroz, dla mnie to bardzo ważne żeby na początku fali upałów widzieć WIARYGODNĄ zapowiedź jej końca. Tego tak bardzo brakowało mi w czerwcu ub.r. Co z tego że I dekada była dla mnie jeszcze przyjemna, skoro w prognozach widziałem tylko ewoluowanie temperatury w kierunku coraz większego żaru i brak jakiegokolwiek ochłodzenia (poza jakimiś pojedynczymi odsłonami), podobnie w ubiegłym roku, kiedy przez długi czas jedynymi adekwatnymi komentarzami do prognoza było „ciepło, cieplej, jeszcze cieplej, gorąco, nadal gorąco, gorąco do końca prognozy” itd. ;) I wzmianki o kosmicznych anomaliach.

      1. Teoretycznie fala upałów 20.07-10.08.2018 była 100 razy mniej męcząca od tej 26.08-1.09.2019 – miała więcej chmur, więcej konwekcji i niższe maksy, oraz mniejszy udział procentowy tropikalnych nocy. Jednak… Kluczowa była jej długość, a także ciągłe przedłużanie się w prognozach. Już wydawało się pewne, że po 2.08, a potem że po 6.08 odetchniemy, a w praktyce, po 2.08 ŻADNEGO ochłodzenia nie było, a 6.08 było… na jeden dzień.
        Teraz wszystko zgodnie z planem, nawet ostatecznie została skrócona o 2 dni :D

        1. O parno-duszna fala gorąco-upalna z dni 20.07-10.08 2018 100 razy mniej męcząca niż ta fala gorąco-upalna z 26.08 2019 przy przewadze suchej i słonecznej pogody (kiedy słońce świeci niżej)?😀😂 Ciekawy punkt widzenia (oczywiście subiektywny) , bo naukowo jest udowodnione całkiem coś innego. Ale wolno Ci mieć swoje subiektywne preferencje.

          1. Oczywiście była bardziej męcząca i frustrująca ze względu na przedłużanie się w nieskończoność. Ale jej forma, zwłaszcza w okresie do 31.07, mi odpowiadała (mniejsze zło). Zasadniczo dlatego, że… do tego czasu to formalnie nie była fala upałów :-)

          2. „Mniejsze” zło czyli burze z intensywnym a wcześniej parno-duszna pogoda przy tej fali gorąca. Aha.

      2. Ochłodzenia były tylko nie do poziomu poniżej normy. Która w czerwcu (zwłaszcza około połowy) jest bardzo słaba i oznacza aurę bardziej wiosenną niż letnią. Ale po kulminacji tej dłuższej upalnej fali 15 czerwca upałów już przecież dużo nie było. Maksy od 16 czerwca w Katosach były takie: 28 25 25 28 27 28 25 25 27 31 34 28 24 28 34 35 (ten ostatni 1 lipca). Za to w zasadniczej fali upałów od 10 do 15 czerwca było to 30 32 31 32 30 33.

        Jak widać przewyższeń 30 stopni było już mało i trwały maks. 2 dni pod rząd. Pozostałe dni to przyjemny letni przedział 25-28 stopni. Noce były ciepłe, od 13 do 17 stopni przeważnie, jedynie dwie tropikalne (w tym niesamowite 24,0 z 26 na 27 czerwca). Jakkolwiek nie umniejszam rekordowości tegorocznego czerwca, tak ciężko mi się zgodzić ze stwierdzeniem że ta II połowa była jakoś szczególnie męcząca. Po prostu stabilne fajne ciepło, upały na krótko i w wersji ‚suchej’ (łatwiej znieść suche 33 od parnego 27)

        1. *W czerwcu słaba norma- dzięki no jak taki góru pogodowy tak uważa to tylko się zgodzić, szkoda że nie użyłeś słowa nędzna, bo to jeszcze bardziej by mnie przekonało
          *czerwiec genaralnie zrobił rekord… No tak, z tego wpisu wynika, że drugie najcieplejsze lato pod rząd w historii polskiej meteorologii to nic nadzwyczajnego, bo Tobie było przyjemnie, ot „fajne stabilne ciepło.” No to mnie uspokoiłeś, dzięki.

          1. Tak, generalnie słaba – norma dla polskiego czerwca ledwie przebija średnią globalną temperaturę. Dla większości ludzi przeciętny dzień w polskim czerwcu to uosobienie przeciętnego dnia w roku. Przynajmniej jeśli chodzi o temperaturę. Ale pewnie w pozostałych parametrach (poza usłonecznieniem liczonym w h) wygląda to podobnie.

          2. @chochlik
            Faktycznie chłodna jest jednak pora chłodna. Z miesiącami maj/czerwiec/wrzesień (poza epizodami), a częściowo nawet i kwiecień/październik bym jednak nie przesadzał…

        2. Jak spojrzymy na wykres przebiegu temperatur to widzimy, że poza bodajże 28 czerwca to ochłodzenia nawet nie zbliżyły się do okolic normy, i to nawet jakbyśmy podnieśli średnie dobowe 1981-2010 o jakieś 1,5 albo i 2 K, co powinno dać średnią z dosłownie ostatnich paru lat. Nawet wtedy byłby 1 dzień poniżej normy, a końcowa anomalia i tak prawie 4K.
          Prawdą jest natomiast, że czerwiec był do tej pory jednym z najbardziej niemrawo ocieplających się miesięcy, dopiero średnia 1991-2018 jest zauważalnie wyższa od starych norm, bo 1981-2010 to z grubsza to samo, a są nawet miejsce, gdzie jest niższe.
          Nie neguję też, że te ochłodzenia mimo wszystko były jakąś przerwą od upału i na pewno łatwiej można było znieść ten miesiąc niż sierpień 2015.

          1. Skoro 17 czerwca z tmaxem 25,1 stopni oraz dość ciepłą nocą (17 stopni) odznacza się anomalią +5K (!!!) to o czym my rozmawiamy… Przecież ten dzień obok upalnego nawet nie stał, a i tak anomalia dodatnia naprawdę duża. Jakby odjąć 5 stopni od tego dnia to wychodzi dzień zwyczajnie w świecie chłodny, w którym o 8:00 rano jest 15 stopni, o 12:00 jest niecałe 19 a o 17:00 osiągana jest tmax – 20 stopni. Wooow ale super norma. Druga połowa czerwca, dzień w normie, prawie cały dzień jest poniżej dwudziestki.

            Fakt, ten dzień miał ciepłą noc i niską amplitudę. Jednak dobrze pokazuje jak słaba jest norma dla połowy czerwca.

          2. 13 czerwca 2018 roku miał w skali kraju plusową anomalię mimo że w wielu miejscach temperatury nie przekroczyły 20 stopni (maksymalnie notowano 21-22), tak więc owszem norma dla czerwca nie jest zbyt wysoka. Tak czy siak, to co stało się w tym roku przegięło pałkę po całości.

          3. Alewis ma tu jednak rację, że czerwiec nie był w całości równomierny. Największe ochlodzenia pojawiły się niemal dokładnie wtedy, gdy również normy wieloletnie szły w dół, dla tego po anomaliach tego aż tak nie widać. Jednak była różnica pomiędzy tygodniem upalnym 10-15.06, a kolejnymi dniami z tmax koło 25-28 stopni przez 10 dni…

          4. To dlaczego czerwiec 2018, choć też bardzo ciepły i z kilkukrotnymi przekroczeniami 30 stopni miał jednak aż 7 dni poniżej normy, i to niektóre dość znacznie. Podobnie 2016 i 2017, a co dopiero tak zamierzchłe lata jak 2011-2015: tam w każdym czerwcu dni zimnych było kolejno: 9, 13, 10, 19, 18. Nawet z po uwzględnieniu tegorocznego czerwca stosunek dni zimne / dni ciepłe jest w tej dekadzie 1:2.
            A wy, może nie wprost, ale sugerujecie, że norma jest tak słaba, że praktycznie niemożliwe jest jej przekroczenie w dół, bo będzie zimnica. Skądś jednak te normy się wzięły, czerwiec nigdy nie będzie miał norm jak środek lata, nawet jeśli trochę nadrobi różnicę, która narosła w ostatnich dekadach. Zresztą, zamiast czerwca wstawmy przebieg średnich temperatur lipca, a i tak jedynie 28 czerwca będzie wtedy poniżej normy.

          5. Czerwiec 2019 był tak gorący że nawet w odniesieniu do lipca po 2000 roku większość jego dni będzie powyżej normy. W wielu miastach był to najcieplejszy miesiąc po 1951, cieplejszy od wszystkich lipcow i sierpni. To był naprawdę wyjątkowy przypadek i nie ma porównania do czegokolwiek innego w czerwcu poprzednich lat.

            W przypadku zwykłego czerwca chłodne dni są zawsze i to sporo. Nawet czerwiec 2018 który miał taką jesień w ostatniej dekadzie miesiąca.

  52. Synoptyk w dzisiejszym komentarzu do prognozy ICM
    http://www.meteo.pl/komentarze/index1.php
    … zwraca uwagę na kilka aspektów, które można sprowadzić do podstawowej kwestii, a mianowicie, że mamy i będziemy mieli w najbliższym czasie aurę znamienną dla typowej W cyrkulacji strefowej.
    Zwrócił przy tym uwagę na dość istotną sprawę, a mianowicie, że nie „grozi” nam już upał lub większy gorąc m.in. z uwagi na ochłodzenia na obszarach lądowych Europy W, gdzie także często docierać będą umiarkowane termicznie masy atlantyckie (nie zaś, że do nas przypływa powietrze znad Niemiec/Francji, ale tam jest ono wyraźnie ciepłe/gorące/upalne).

    Zobaczymy, czy już od weekendu lub początku nowego tygodnia (generalnie w dniach 07-10.09) strefówka ponownie zostanie zaburzona/zablokowana, czy też mimo wszystko nie (?).

    1. Chyba strefowka z dominacja NW lrzyniosla by wiecej deszczu w Polsce W , NW niz jakis front od poludnia przynoszacy najwiekszy opady na poludniu

    2. Zwrócił przy tym uwagę na dość istotną sprawę, a mianowicie, że nie „grozi” nam już upał lub większy gorąc m.in. z uwagi na ochłodzenia na obszarach lądowych Europy W, gdzie także często docierać będą umiarkowane termicznie masy atlantyckie (nie zaś, że do nas przypływa powietrze znad Niemiec/Francji, ale tam jest ono wyraźnie ciepłe/gorące/upalne).

      No to wyjątkowo ryzykowna teza.

      1. Podkreślmy, że w tym komentarzu chodziło tylko o obecne prognozy na najbliższe dni. Bo po weekendzie 06-07.09 sytuacja MOŻE być już inna.

  53. Tymczasem nad Antarktydą mamy doczynienia z nagłym ociepleniem stratosferyhttp://www.severe-weather.eu/mcd/sudden-stratospheric-warming-antarctica/ . Podobno może to zmniejszyc rozmiar dziury ozonowej tylko zastanawiam się w jaki sposób miałoby się to stać. Z drugiej strony ciekawe jak to wpłynie na pogodę w nadchodzącym sezonie topnienia? Można spodziewać sie fal „upałów” czy raczej nic się nie wydarzy szczególnego?

    1. Ocieplenie atmosfery nie sprzyja formowaniu się obłoków perłowych, które gromadzą w sobie więcej chlor i sprzyjają rozbijaniu freonów. Na wiosnę obłoki perłowe parują z powodu wzrostu temperatur i cały nagromadzony zimą ładunek chloru jest uwalniany. Hipotetycznie więc SSW powinno spowodować, że przez pewien czas chlor nie będzie wytwarzany i gromadzony, co zmniejszy jego ilość wiosną.

      1. PS. A co do zmniejszenia dziury ozonowej, to mechanizm jest oczywisty. Ozon jest niszczony w stratosferze jedynie w bardzo niskiej temperaturze rzędu -80 C bo tylko wtedy w stratosferze tworzą się chmury gromadzące cząsteczki na których zachodzą reakcje niszczące ozon. Dlatego dzieje się to wiosna gdy już jest promieniowanie UV ale jeszcze jest zimno. I dlatego ocieplenie stratosfery, nawet przejściowe, utrudni ten proces.

    1. Ten wyż rosyjski pojawia się coraz częściej w prognozach. Zobaczymy jak się ustawi i gdzie „wypcha” niże? Bo faktycznie ustawienie jak w tego typu prognozie zwiastowałoby suche i gorące dni wrześniowe…

      1. GFS też pokazuje znacznie cieplejszy wschód od zachodu 9 i 10 września. Może w końcu jednak przyjdzie to zadośćuczynienie pogodowe dla wschodu?

        1. zobaczymy, wyże na wschodzie i zachodzie a pomiędzy nimi niże, Morze Śródziemne może coś wyprodukować solidnego i dodatkowo pofalowany front.

      2. Sucho, sucho, sucho…
        To już nawet nie jest tragiczne. To jest przerażające.
        kwiecień+maj+czerwiec+lipiec+sierpień=100 mm
        A możliwe że w Lubuskim czy Wielkopolsce są jeszcze bardziej pustynne miejsca

        1. Na Górnym Śląsku też na suszę nie ma co narzekać. Sucho było w czerwcu, a poza nim każdy miesiąc jest w normie lub powyżej. Inna sprawa jak to jest wyrabiane – kwiecień w normie ale prawie całe opady w ostatnich 4 dniach dostał – IMO to powinno być do maja dopisane a sam kwiecień sklasyfikowany jako wyjątkowo suchy (bo taki de facto był). Lipiec ponad połowę sumy zrobił jedną bardzo lokalną burzą.

      3. I dobrze. Dzisiaj pierwszy raz poczułem, że mamy już wrzesień i że lato się skończyło. Bardzo ciemne, nisko sunące chmury, zimny wieczór i gdzieś w oddali rozpogodzenia. Wiem, że jutro będzie lepiej, ale dzisiaj pogoda pokazała nam że idzie nowa pora.

        1. Dla mnie to wygląda jak ostra granica i odcięcie lata. Dzisiaj pierwszy od dawna zimny poranek, w najbliższym czasie takich będzie dużo więcej. Nawet jeśli w dzień będzie przyjemne 20/25 stopni to na ciepłe noce 15/20 nie ma co liczyć. Nawet 10/15 będzie trudne do utrzymania na długo.

          Druga kwestia to koniec burz. W prognozie widzę typową nudna ‚spokojna’ pogodę. Raz 21 stopni i słońce raz 16 stopni i deszcz. Konwekcja za dnia praktycznie przestaje istnieć i zastępowana jest coraz dłużej padającymi deszczami o małym natężeniu. Wrzesień ma prawie 2 razy dłuższy średni czas trwania opadów deszczu niż sierpień, za to suma opadów jest średnio niższa.

          Tak jak w czerwcu lato przyszło i oddzieliło nas wyraźna granicą od zimnego maja (10 stopni różnicy między średnią maja a czerwca!) tak teraz we wrześniu będzie dość podobna sytuacja ale w drugą stronę. Ze średniej 20 stopni spadniemy na 15 i to w przypadku bardzo ciepłego września. Jak wrzesień będzie chłodny to spadamy na 11-12.

    2. ECMWF wrócił do scenariusza, który forsował kilkukrotnie (choć rzadziej niż wersję z niżem nad Polską) w poprzednich dniach. Jest szansa na powrót delikatnego późnego lata.

      1. Pojedyncza, skrajnie gorąca i ponadsufitowa odsłona ECMWF i od razu kilka osób się na nią „rzuciło”
        Jakie to forum jest przewidywalne……

        1. Jak są odsłony wyraźnie chłodniejsze i/lub bardziej mokre też są tacy co się na nie „rzucają”… Tak więc to działa w różnych kierunkach.

          Prawda jest zaś taka, że ważne jest nie tylko, czy coś się napisze, tylko jak się to skomentuje. Wyż rosyjski od paru dni pojawia się regularnie w prognozach i wszystko zależy teraz od tego gdzie skierują się niże, w tym jak głęboko wejdą w Europę.

          1. W których prognozach ECMFW się pojawiał od kilku dni wyż rosyjski w wersji ciepłej? Bo ja ich nie zauważyłem.

          2. Przynajmniej ja nie miałem na myśli tylko modelu ECMWF.
            Poza tym ja zawsze patrzę szerzej na sytuację, a nie tylko jestem skupiony na Warszawie, Mazowszu, czy nawet Polsce. Wystarczy, że przy takich samych (z grubsza) układach będziemy mieli przesunięcie np. o 300-500 km (czasami i mniej), a już pogoda może się dość mocno różnić.
            Nie zmienia to faktu, że analizy/oceny sytuacji synoptycznych mają sens, nawet jak prognozy na dany okres, dla danego obszaru nie są jeszcze jednoznaczne.

          3. @Lucas
            Mamy wrzesień! Kontynentalny wyż rosyjski nie da ekstremalnego ciepła!
            Też go doskonale widzę w prognozach.

          4. Ekstremalnego nie. A kto powiedział że 25 stopni w dzień we wrześniu to ekstremalne ciepło?! Nie mówimy tutaj przecież o żadnych upałach (jak np. w III dekadzie września 2003, kiedy mieliśmy nawet 32 stopnie, a fala gorąca trwała 5 dni) tylko o dość umiarkowanym ociepleniu, około 5K powyżej normy i to tylko na Tmaxie. Bo jak zaciągnie kontynentalnym powietrzem ze wschodu to noce będą zimne i średnia dobowa niedużo powyżej norm.

          5. @Alewis i tak jak mówisz ma szansę jak najbardziej być. A nie gorące, tropikalne noce jak wczoraj ECMWF straszył i prawie upalne temperatury. Bądźmy rozsądni.

        2. @kmroz
          I zawsze wszyscy są pewni, że akurat ta prognoza się sprawdzi. Zawsze ta ciepła jest już obserwowana na 10 dni do przodu, a jak chłodna pojawi się na 5 dni, to „nie jest jeszcze pewna” ;) No jest to przewidywalne i zabawne nieco :)
          Zabawne jest też to, że niektórzy tego nie dostrzegają i dalej próbują po zwróceniu na to uwagi coś tłumaczyć, tłumaczyć sensowność ich poczynań :)

          1. Bywa też, że tę chłodniejszą prognozę pomija się milczeniem. Zgodnie z zasadą by przewidywania pogodowe służyły pokrzepieniu serc ciepłolubnych użytkowników tego bloga.

          2. Samo wspominanie o skrajnej odsłonie, nie pisząc nic o tych pozostałych, bardziej wyważonych, jest mocno stronnicze.
            ECMWF oczywiście już odwołał te cyrki, chociaż nadal jest całkiem ciepły, cieplejszy od większości wiązek/odsłon…

          3. Co w tej odsłonie było skrajnego? I czemu akurat temperatura rzędu 25-27 (Wrocław 24) na początku II dekady września miałaby być cyrkiem?

          4. Jest skrajna w porównaniu do pozostałych odsłon, jakie się pojawiają na różnych modelach w ostatnich dniach.

          5. Nawiasem mówiąc, nadal stoję na niezmiennym stanowisku, że trzeba mieć poważne problemy psychiczne, żeby wypominać komuś kto jaką odsłonę modelu opisuje.

          6. „Nawiasem mówiąc, nadal stoję na niezmiennym stanowisku, że trzeba mieć poważne problemy psychiczne, żeby wypominać komuś kto jaką odsłonę modelu opisuje.”
            Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, kiedy prognozy (fusy właściwie) między 150 a 240 godziną są stonowane, to na tym forum żaden z użytkowników o nich nie pisze. A kiedy walnie ciepłą skrajnością, to nagle KILKA osób o tym pisze.
            Inna sprawa, że czasem te skrajności się sprawdzają. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia, ale dzisiaj klimat nam zwariował.

            Wieczorny ECMWF pokazywał nie tylko rozbudowę wyżu u Ruskich (to widzi większość modeli i niemal każda odsłona), ale także wzrost geopotencjału nad całą Europą. Mi osobiście wydaje się mało prawdopodobne, aby przy niemalże równonocy z wyżu zrobiło się „piekiełko”, „smażenie we własnej masie”, zwłaszcza wyżu na wschodzie – jak wiemy klimaty kontynentalne (do jakich ten kolosalny kraj na wschodzie bez wątpienia należy), charakteryzują się szybkim chłodzeniem na jesieni. Na początku października 9 lat temu podobny wyż przyniósł BARDZO dużą anomalię na minus.

            Słowem, absolutnie nie wykluczam rozbudowy „blokadowego” wyżu, ale wykluczam, że takowy przyniesie ekstremalne ciepło. Co innego, gdyby ten wyż rozbudowywał się od południa, wtedy byłoby to możliwe. We wrześniu najbardziej grzeje właśnie coś takiego, niektórzy nazywają to „Omegą”.

          7. Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu, kiedy prognozy (fusy właściwie) między 150 a 240 godziną są stonowane, to na tym forum żaden z użytkowników o nich nie pisze.

            Bo ludzka percepcja jest tak skonstruowana, że wyłapuje zdarzenia będące poza normą. Podobnie jest wszędzie. Nikt nie napisze artykułu o tym, że coś jest „w normie”, czy „stonowane”. A że przeciętnie więcej mieliśmy ostatnio prognoz „ciepłych” to i dystrybucja komentarzy jest podobna. Dodatkowo znaczna część społeczeństwa jednak wolałaby powrót temperatur w okolice 25 st. C., jeśli jako alternatywę miałaby +12 w strugach deszczu. Ponieważ mamy coś takiego jak efekt potwierdzenia, ta sama większość częściej będzie ignorowała chłodne prognozy i faworyzowała ciepłe. Robienie z tego awantury kiepsko o danym osobniku świadczy.

            Ten sam błąd poznawczy powoduje, że niektórzy (zwykle ci sami) nie tylko ignorują, ale i wyśmiewają prognozy, które później potrafią być zadziwiająco zbliżone do rzeczywistości (vide temp. 1 września w Słupcy rzędu 34.5 st.C.).

            ale wykluczam, że takowy przyniesie ekstremalne ciepło

            A ja przypominam, że wykluczanie czegokolwiek już wielokrotnie się zemściło, więc w horyzoncie dalszym niż 7 dni radziłbym nie wykluczać niczego, łącznie z ochłodzeniem do wartości rzędu +8 w dzień, jak i temperatur przekraczających jeszcze 30 stopni.

          8. „Dodatkowo znaczna część społeczeństwa jednak wolałaby powrót temperatur w okolice 25 st. C., jeśli jako alternatywę miałaby +12 w strugach deszczu. Ponieważ mamy coś takiego jak efekt potwierdzenia, ta sama większość częściej będzie ignorowała chłodne prognozy i faworyzowała ciepłe.”
            Czyli właściwie doszliśmy do tego samego wniosku :D
            Nie robiłbym z tego awantury, gdyby nie to, że te same osoby, jak się im pokaże skrajnie chłodną prognozę, robią mi, czy komuś innemu awanturę :D Ale skoro to tak źle o mnie świadczy to się powstrzymam… Mam nadzieję, że te osoby tak samo ;)

            „A ja przypominam, że wykluczanie czegokolwiek już wielokrotnie się zemściło, więc w horyzoncie dalszym niż 7 dni radziłbym nie wykluczać niczego, łącznie z ochłodzeniem do wartości rzędu +8 w dzień, jak i temperatur przekraczających jeszcze 30 stopni.”
            Oczywiście, że wszystko jest możliwe, bardziej chodzi mi o to, że fizycznie nie ma szans by ruski wyż (sam z siebie, bez pomocy niżu na W Europy) o tej porze roku dał skrajne ciepło. 20-23 stopnie, z nocami grubo poniżej 10 stopni, jak w takim wrześniu 2006 jak najbardziej, ale nie więcej. To nie maj, czerwiec, czy lipiec… Już za 3 tygodnie wyże zaczną coraz mocniej chłodzić.

          9. Nie robiłbym z tego awantury, gdyby nie to, że te same osoby, jak się im pokaże skrajnie chłodną prognozę, robią mi, czy komuś innemu awanturę :D

            Wskaż mi taki przypadek w komentarzach z wyzywaniem od dzieciaków, czy też jakimiś dziwnymi wycieczkami do bliżej niesprecyzowanych „narodowych prawicowców”.

          10. Nawiasem mówiąc:

            fizycznie nie ma szans by ruski wyż (sam z siebie, bez pomocy niżu na W Europy) o tej porze roku dał skrajne ciepło.

            II dekada września to nie początek października, a 25 stopni w II dekadzie września to nie skrajne ciepło.

          11. „Wskaż mi taki przypadek w komentarzach z wyzywaniem od dzieciaków, czy też jakimiś dziwnymi wycieczkami do bliżej niesprecyzowanych „narodowych prawicowców”.”

            ja takich wycieczek nie robię i nie zamierzam, to nie miejsce na politykę. A, że inni tak robią, to oczywiście nic fajnego.
            Miałem na myśli tutaj sytuację, często zwłaszcza w 2018 roku, kiedy podawałem tutaj te chłodniejsze prognozy i byłem za to mocno krytykowany przez wiele osób. No to poczułem się teraz upoważniony do krytykowania tych którzy podają te odlotowe w ciepłym kierunku ;) Ja, między innymi, w zeszłym roku nauczyłem się, dzięki swoim „wpadkom”, że warto czasem przystopować z podawaniem tych „nieszablonowych” fusów.

          12. A teraz powiedz, czy krytykowały Cię tak te osoby, które teraz krytykujesz?

            A rzecz w tym że pewne osoby niemal jedyne co piszą na tym forum, to informacje że ECMWF/GFS wypluł jakąś skrajnie ciepłą odsłonę

            A możesz wskazać które?

          13. A rzecz w tym że pewne osoby niemal jedyne co piszą na tym forum, to informacje że ECMWF/GFS wypluł jakąś skrajnie ciepłą odsłonę….

          14. „A możesz wskazać które?”

            Na przykład ta, która zaczęła ten dłuuugi łańcuszek ;)

            „A teraz powiedz, czy krytykowały Cię tak te osoby, które teraz krytykujesz?”

            Lucasowi i Chochlikowi nierzadko zdarzało się mi wypominać, że patrzę na te chłodniejsze prognozy.

          15. Obaj kochają wyciągać najcieplejsze fusy, ale tu akurat miałem na myśli Konrada.
            Ale z mojej strony to już koniec tematu. Niech sobie piszą co chcą, postaram się nie czepiać :-)

        3. A czy ktoś nie zauważył jakie mamy średnie anomalie w skali miesięcy, pór, roczników? Może ten fakt bardziej zaważa na to o czym piszemy, a nie tylko/głównie czyjeś preferencje/widzimisię…?

    1. czyli rekordu na pewno nie będzie. Dość długo szło to równo z rekordowym 2012 rokiem ale teraz wyhamowało mocno i za ok. 2-3 tygodnie nastąpi punkt przegięcia. Mimo wszystko zasieg będzie 2gi najniższy, coś pomiędzy 2012 a 2019.

      Ciekawe w którym roku zasięg po raz pierwszy w historii osiągnie 0.

      1. Ciekawe w którym roku zasięg po raz pierwszy w historii osiągnie 0.

        To, jak mówią Amerykanie jest „pytaniem za $64000” (=główną nagrodą w teleturnieju).

        Z tym, że w sumie , w tym wypadku, za zero uważa się 1 mln km^2 bo jeśli tyle zostanie to będzie praktycznie tylko tzw. przylepa między wyspami Archipelagu Kanadyjskiego.

        A kiedy to będzie? Szacunku są od „przed rokiem 2100” [1] do „w ciągu trzydziestu lat” [2], z których 10 już minęło. Była tez prognoza zaniku lodu w minimum letnim już w… 2012 roku ale autora przemilczę bo to dobry znajomy.

        A jak będzie? Liniowa ekstrapolacja trendu daje 1 mln km^2 w roku 2049. Czyli spodziewałbym się tego „zera” około tego czasu, albo trochę szybciej bo spadek wydaje się przyspieszać.

        [1] Boe, Hall & Qu, 2009, September sea-ice cover in the Arctic Ocean
        projected to vanish by 2100, Nature Geoscience, https://doi.org/10.1038/NGEO467

        [2] Wang, M., and J. E. Overland (2009), A sea ice free summer Arctic within 30 years?, Geophys. Res. Lett., 36, L07502, https://doi.org/10.1029/2009GL037820

  54. U mnie dzisiaj dość solidnie popadało przy temperaturze ok 13°C do ok godz. 15 później się rozpogodziło dzięki czemu temperatura wzrosła do 19°C. Teraz się całkiem wypogodziło (chmury znikły) i tmin spadnie poniżej 10°C. Jutro i pojutrze czekają nas dwa bardzo przyjemne dni z tmax 20-25°C i przewagą słońca.

  55. Do mieszkańców/bytujących we E Polsce…
    Sytuacja od weekendu 07-08.09 ma zmieniać się na taką, która sprawi, że największy potencjał na ocieplenie i suchą aurę będzie we E Polsce (a nie na W kraju).
    Wszystko zależy od tego jakie trajektoria obiorą niże, w tym jak wejdą bardzo w głąb Europy (?), przy rozbudowującym się nad Rosją układzie wyżowym. Tym nie mniej to będzie przykład na rozwój sytuacji kiedy E Polski ma szansę mieć wyższe temperatury (przynajmniej w porze ciepłej, którą nadal mamy) i przy rzadszych opadach niż W kraju.

    1. Niestety kolejne odsłony prognoz utwierdzają taki obrót spraw czyli kontynuację zasuszania na Lubelszczyźnie. Gorzej być chyba nie mogło :(. Oby jednak te niże zdołały pójść trochę głębiej na S/E.

      1. O jakiej Ty suszy opowiadasz? Zamość jest zieleniutki. Ty chyba nie widziałeś suszy jaka jest w lubuskim. Na razie niech popada na zachodzie. U nas nie jest najgorzej. Nie bądź taki chitry.

        1. Owszem nie widziałem i nikomu nie życzę gorzej więc o co chodzi? A to, że jest trawa zielona jeszcze nie świadczy o tym, że jest OK bo nie jest! Zobacz ile wody płynie w Huczwie i Bugu albo pomniejszych ciekach w regionie. Na Roztoczu jest lepiej bo tam nie było 18 dni przerwy w opadach ale Łabuńce i Topornicy płynących przez Zamość też szału nie ma. Poza tym u nas to nie jest wcale pierwszy czy drugi rok z niedoborem wilgoci w ostatnich 5 latach.

          1. @BartekS – łaczny KBW dla Zielonej Góry za okres maj- sierpień to -423 mm, dla Zamościa: -250mm ,a dla Krakowa – 119 mm.
            A jeszcze w kwietniu na Ziemii Lubuskiej dużo mniej padało niż na południu kraju.

            Więc widać, gdzie największy deficyt opadów i gdzie opady najbardziej pożądane.

          2. @Marian: I życzę Wam jak i nam dużo opadów z całego serca. Zresztą nigdzie nie napisałem, że na wschodzie ma padać a na zachodzie nie. To była wyłącznie dość wredna nadinterpretacja @Tutejszy.
            Najlepiej by było jakby popadało tam i tu.

            P.S. Podobną tragedię jak Lubuskie przechodziliśmy 5 lat temu na wschodzie.

        2. @Tutejszy
          Nie tak dawno temu, część pustyni Atacama po ulewnych deszczach pokryła się pięknym kobiercem kwiatów. Mimo to, nie przestała być pustynią Atacama.
          Gdy mowa o poważnej suszy, istotne są kryteria poziomu wód powierzchniowych i podziemnych, a także stan flory wieloletniej o głębszych korzeniach (np. drzew).
          Jeśli te kryteria się pogarszają, to to, że w jakimś miejscu rośliny płytkokorzeniowe się w danym czasie pięknie zazieleniły czy zakwitły (np. trawy, kwiaty), świadczy o tym, że spadł deszcz.
          Ale nie o tym, że zakończyła się długotrwała susza.

          1. Albo sposób dla leniwych. Wystarczy któregoś pięknego dnia wsiąść na rower i przejechać się wzdłuż rzeki Siniocha (lewobrzeżny dopływ Huczwy, który zaczyna się koło podzamojskich Cześnik a wpada do Huczwy w Konopnem) to jest dobry „papierek lakmusowy” dla sprawdzania stanu wód w regionie. Jeśli Siniocha płynie to jest względnie ok. Jeśli przepływu brak albo rzeczka zanika (tak jak obecnie) to znaczy, że jest źle. Z moje strony EOT – czas skorzystać z dobrej pogody.

          2. Susza rolnicza rzeczywiście osłabła według najnowszego raportu, poprawił się też bilans wodny, ale stan wód hydrogeologiczny jest nadal kiepski, ale mogą go poprawić niebawem solidne deszcze.

  56. Ostatnio, na różnych forach, natykam się na komentarze mniej więcej takie:
    „O co tyle krzyku z tym niby tak gorącym latem? Ja tego wcale tak nie odczułem. No może czerwiec był dość gorący, choć przecież żadnej 40-tki nigdzie w Polsce nie było. Ale to tylko czerwiec, a lipiec był do bani (czyli chłodny), sierpień taki sobie. Mogą sobie różni opowiadać bajki o ociepleniu klimatu, ale ja wiem swoje.”

    Można się zadumać nad tym, jak krótka i zawodna bywa pamięć ludzka.
    Wielu nie chce lub nie potrafi w swoich umysłach porównać tego co mamy, z tym co było normalne jeszcze nawet nie kilkadziesiąt, czy kilkanaście, ale choćby tylko kilka lat temu. Niepokoi to, że tak wiele osób tak łatwo przyzwyczaja się w Polsce do stopniowego podkręcania ognia pod naszym klimatycznym kotłem, zgodnie ze znaną metaforą o żabie w garnku; nie zastanawiają przy tym w ogóle, jakie mogą być konsekwencje dalszego nasilonego ocieplenia dla naszego środowiska i dla nas samych.
    Najgorsze jest to, że z takimi ludźmi rzeczowa, celowa dyskusja jest niemal niemożliwa. Oni wiedzą swoje, a fakty i analizy pogodowo-klimatyczne które im nie pasują, po prostu odrzucają lub lekceważą.

    1. „A gdzie te upały były? Konkretnie?
      Na Podkarpaciu, prawie nie było lata. Pompujecie balon.”

      „8 lipca w godzinach porannych w Jeleniej Górze zanotowano +2st. ale sekta globalnego ocieplenia działa 😂”

      Tak to bywa… Szczerze to około połowy sierpnia, może trochę wcześniej, cieszyłem się na myśl że prawdopodobnie unikniemy rekordu (jednak niestety się nie udało), ze świadomością że rekord wyrobiony przed rozpoczęciem wakacji i ścisłego sezonu urlopowego pociągnie ze sobą nie tylko falę denializmu lecz także kwestionowanie danych pomiarowych. Już kilka razy czytałem wpisy o tym, że jesteśmy cyborgami (dosłownie), którzy specjalnie fałszują i zawyżają dane, żeby zrobić podkład pod swoje teorie dotyczące „globcia”… Teraz to wszystko jeszcze się wzmocni.

        1. Ładnie tak złorzeczyć?
          Ja to liczę na to, że w tym roku trafi się w koncu zima typu 2015/16. Bo o tej z 2013/14 to już nawet nie śmiem marzyć….

          1. tzn jakiego typu? Ja zapamietałem tę o której piszesz ze względu na smog i w sumie nudną pogodę oraz suchy mróż na sam koniec grudnia.

          2. Ja nie życzę takiej zimy 2015/2016 nikomu bo znowu na wiosnę będzie pustynia… Tamtej zimy nie było ani śniegu ani zbyt wiele deszczu

          3. „tzn jakiego typu? Ja zapamietałem tę o której piszesz ze względu na smog i w sumie nudną pogodę oraz suchy mróż na sam koniec grudnia.”
            Chyba pomyliłeś z 2016/17……

          4. „Ja nie życzę takiej zimy 2015/2016 nikomu bo znowu na wiosnę będzie pustynia… Tamtej zimy nie było ani śniegu ani zbyt wiele deszczu”

            Deszczu w lutym raczej nie brakowało, niektórzy wręcz narzekali na jego nadmiar (!). Tak czy inaczej spadło 200-300% normy w tym miesiącu, więc nie powiedziałbym, że mało.

          5. @kmroz – masz rację pomyliłem zimy. Co do opadów – pisząc 200-300% normy moze robić wrażenie, ale sumarycznie to nie jest wiele. dla Łodzi 200% normy dla tego miesiąca to ok 60mm. Czy to dużo po wyjątkowo suchym roku? Ani trochę. To byłoby bardzo dużo gdyby spadło w postaci śniegu, który sie akumulował. Padało przy bardzo wysokich jak na luty temperaturach więc i inaczej trzeba na to patrzeć.

          6. „Co do opadów – pisząc 200-300% normy moze robić wrażenie, ale sumarycznie to nie jest wiele. dla Łodzi 200% normy dla tego miesiąca to ok 60mm. Czy to dużo po wyjątkowo suchym roku? Ani trochę.”

            Bo pora na wyrabianie opadów jest od marca do października. W miesiącach zimowych trudno mieć większe oczekiwania. Sytuacja z 2014 to chyba optimum. Po ciepłej, łagodnej, ładnej i tym razem faktycznie SUCHEJ zimie, wiosną padało bardzo dużo, nie brakowało pięknych wielkoskalowych stref. Lato też ciężko nazwać suchym, przynajmniej w większej części kraju. Niskie sumy opadów powróciły od połowy września. Czyli rok 2014 to ideał, padało dużo w tych miesiącach, w których potrzeba dużo deszczu.

          7. @kmroz – W Łodzi miesiące czerwiec/lipiec był raczej suche. Dla mnie ideałem był 2013 – bardzo duży zapas wody po zimie, mokry kwiecień, wyjątkowo mokry maj i czerwiec, a potem suchy lipiec w czasie, którego nie brakowało jednak wilgoci bo spory jej zapas pozostał po wiośnie. Niezły był też 2007 rok.
            Co do tego czy było słońce to akurat dla mnie nie jest to wybitnie ważny aspekt. Patrząc na swoje zapiski to przejechałem wtedy spory kilometraż rowerem, zatem pogoda musiała być.

          8. „@kmroz – W Łodzi miesiące czerwiec/lipiec był raczej suche”

            Bez przesady. Nie każdy miesiąc musi być mokry.
            Rok 2013 to była istna katorga w pierwszej połowie, jednak jedno trzeba przyznać, dzięki tym egipskim ciemnościom i niekończącym się ulewom, w lipcu i sierpniu mimo, że rzadko padało, było cały czas pięknie zielono.

          9. @kmroz „Bez przesady. Nie każdy miesiąc musi być mokry.”

            Przyznaje rację. Ja pamiętam lato 2014 (lipiec) jako bardzo duszny, ale zawsze jakoś te burze omijały moje okolice.

          10. a ja sobie życzę chłodnej zimy podobnie jak Lucas, ponieważ ta dekada i tak jest już maksymalnie przeładowana ciepłymi zimami. Jeśli za początek dekady weźmiemy 2011 rok (tj. ref 2011-2020), to odnotowaliśmy w niej 2 chłodne stycznie, 3 chłodne lute, 2 chłodne marce i 1 chłodny grudzień. Ponadto były jakieś pojedyncze miesiące w normie (np styczeń 2019), CAŁA RESZTA była ciepła, większość bardzo (powyżej +2,5K)

            Dość smieszna sprawa, że to -2,5K od 1981-2010 za całą zimę to by była druga najzimniejsza zima w XXI wieku :) Mistrz to 2002/3 z anomalią -3,11. Sporo ale gdzie jej tam do najcięższych zim XX wieku. Najzimniejsze z nich (1929, 1940, 1947, 1963) charakteryzowały się trudnymi do wyobrażenia -6 / -7K. W dzisiejszych czasach jest to już podobna abstrakcja co lato 1978 lub 1980. Ciekawostka na wykresie, na pewno nie realna opcja. Jednak anomalia zimy rzędu -4/-5 wciąż może się zdarzyć i jeśli wystąpi w pierwszej połowie XXI wieku to będzie to najcięższa zima tego stulecia. Po 2050 roku myślę że nie ma już szans nawet na zimę chłodniejszą od 2002/3.

          11. Skoro łagodność lata możemy mieć przy anomaliach je uwypuklających, to i zimą może być odwrotnie… I to miałem na myśli.

          12. „Skoro łagodność lata możemy mieć przy anomaliach je uwypuklających, to i zimą może być odwrotnie… I to miałem na myśli.”

            Problem w tym, że przez 60% tego lata, nie było żadnego uwypuklania… Za to przez 20-30% czasu jechaliśmy po ścianie. A z racji, że ta ściana była głównie w czerwcu, miesiącu, którego wielu ludzi nawet nie uznaje jako letni, to nic dziwnego, że są takie, a nie inne odczucia.
            Lipiec i znaczna część sierpnia to normalne, spokojne lato, bez żadnych wariactw. „To ma być rekord?” – wielu ludzi z pewnością pyta się samych siebie…

          13. „a ja sobie życzę chłodnej zimy podobnie jak Lucas”

            A ja sobie życzę pierwszy raz od 4 lat ODCZUWALNIE ciepłej zimy. Co z tego, że ostatnie trzy były wg norm ciepłe, jak odczuwalnie i tak były paskudne? Może poza 2 tygodniami na przełomie 2017 i 2018, oraz lutym 2019…

          14. Odczuwalnie, nie odczuwalnie. Ciepła to ciepła, odnosisz to do średniej i oceniasz na sucho. Zimą usłonecznienia i tak prawie że nie ma, więc ta pora roku tak czy siak jest paskudna. Żeby to się nadawało choć trochę do życia to musi być ta norma przekroczona potrójnie jak w tym grudniu 2015 (który i tak miał dużo ciemnej lekkoplusowej patologii, połowa dni w miesiącu pochmurna)

            Po tych swoich kochanych odczuwalnie ciepłych zimach masz 100x większą szansę na suchą wiosnę, czego unikasz jak ognia. Bo chcesz już w lutym śniegu na oczy nie widzieć i 100h słońca, marzec 4K powyżej normy i 200h słońca… no sorry bratku ale po czymś takim musi przyjebać genuenem 100mm żeby wiosna nie była sucha! A jak sucha wiosna to wiadomo jakie lato, upały wchodzą jak w masełko jak to inny z tego forum mówi. Niby miesiące zimowe z letnimi korelacji nie mają żadnej jeśli chodzi o temperaturę, ale jest tu pewien ciąg przyczyn i skutków, które zwiększają szansę na wystąpienie danego typu zjawisk.

        2. Często widzę tutaj jak niektórzy narzekają na brak słońca i chcą nawet w listopadzie grudniu i styczniu ponad 100 h słońca na miesiąc. Rozumiem że to osobiste preferencje ale czy chmury gryzą? Czy już większość ludzi chodzących po świecie (a nie tylko pogodynki w tv jak do tej pory myślałem) utożsamia ładną pogodę ze słońcem i ciepłem? Jeśli chodzi o moje preferencje to są zgoła odmienne. Każda pogoda może być fajna i każda sprzyja innemu rodzajowi aktywności (lub nieaktywności na kanapie w domu ;)). Np. w grudniu czy styczniu ja mogę w ogóle słońca nie widzieć i będzie fajnie. Nie przepadam jak słońce świeci niemalże poziomo w oczy, a poza tym szaroburemu krajobrazowi i tak to nic nie daje. Co innego gdyby to był zimowy krajobraz ale o taki to coraz ciężej… Dla mnie takie szybkie wieczory (jak jest mgła w grudniu to potrafi się zacząć ściemniać już przed 15!) też mają swój klimat (porównywalny z tymi późnymi i gorącymi w czerwcu), tylko trzeba sobie je odpowiednio zagospodarować.

          1. Młody
            Bardzo rozsądny komentarz. Też nie rozumiem tego fetyszu słońca…

          2. Ja ogólnie bardzo lubię słońce i zdecydowanie wolę 100h zimą niż gdyby miało być go mało, natomiast nie uważam żebym miał fetysz słońca. Po dłuższym czasie „lampy” wszystko potrafi się znudzić, np. pogorszenie pogody po „babim lecie” w październiku ubiegłego roku wcale mnie nie zabolało :) Podobnie wczoraj, też dzień mi się podobał, mimo że leżał poza moimi preferencjami.
            No i jeszcze jeden aspekt – lubię robić zdjęcia. A idealnie błękitne niebo na zdjęciach jest nudne :D Najbardziej lubię lekkie cumulusy, białe baranki potrafią bardzo upięknić niebo :)
            Wszystko może być dobre, ale z umiarem.

          3. W Polsce nie można mieć „fetyszu słońca”, gdyż i tak jest go bardzo mało, znaczna większość ludzkości nawet w podobnej strefie klimatycznej ma tego słońca znacznie więcej- Ameryka, Rosja…

          4. @podlasianin

            Zależy co rozumiesz przez podobną strefę klimatyczną. Bo dużo zależy od szerokości geograficznej, szczególnie jeśli mówimy oo energii na jednostkę powierzchni (nasłonecznieniu), a nie tylko długości widoczności słońca (usłonecznieniu).

            Poniższe to usłonecznienie sądząc z opisu, chociaż na stronie skąd to wziąłem nazywają to „insolation” czyli nasłonecznieniem. Widać, ze nie tylko u nas panuje w tej kwestii chaos:

            Widać, też, ze w naszych szerokościach lądy mające ocean od zachodu (z kierunku przeważającej cyrkulacji) mają mniej godzin słonecznych.

            Prawdziwe nasłonecznienie wygląda tak (dokładnie jest to bezpośrednie słoneczne promieniowanie czyli „direct insolation”):

            i widać, że zależy prawie wyłącznie od szerokości geograficznej. Tzn. ma ona znacznie większe znaczenie niż różnice zachmurzenia.

          5. Przyznam że nie lubię jak czasami zimą długo jest ciemno i pochmurno, a wtedy nagle wyłoni się słońce. Jak jest się do niego nieprzyzwyczajonym, to potrafi nieźle porazić, zwłaszcza że świeci praktycznie poziomo, co staje się szczególnie uciążliwe np. podczas jazdy samochodem pod słońce.
            Jakbym miał zdecydować, to na „pełnej lampie” najbardziej zależy mi w kwietniu/maju i wrześniu/październiku, zaś w miesiącach pory chłodnej wolę opcję „mniej, a regularnie”. Latem z kolei nie oszukujmy się, pełna lampa często wiąże się z uciążliwe gorącą pogodą. Nie żebym nie lubił wtedy takiej pogody, ale ważne aby temperatury w takim dniu były łaskawe. Najłatwiej o takie dni w I połowie czerwca i II połowie sierpnia, choć i wtedy są na wagę złota. W tym roku poza I dekadą czerwca i kilkoma pojedynczymi dniami w lipcu i sierpniu (do policzenia na palcach jednej ręki), bezchmurne lub niemal bezchmurne niebo albo u mnie nie występowało, albo wiązało się z żarem. Lato 2016 i częściowo 2017 to pod tym względem złoto.

          6. @Piotr
            Ja za żadne skarby nie chcę powtórki z roku 2017, kiedy to dosłownie poczułem, czym jest skandynawsko-brytyjski klimat… ciągle chmury, deszcz, dużo chłodu. Od lutego 2018 z drobnymi przerwami jest niemal ciągle naprawdę bardzo fajnie.

          7. mi brak słońca zimą nie przeszkadza jeśli idzie za tym ujemna anomalia temperatury oraz śnieg leżący przez znaczącą część tego okresu. Czyli np. styczeń 2010, miesiąc który pierwsze słońce miał w trzeciej dekadzie przy okazji siarczystego mrozu.

            Jak to ma być przedłużka jesieni w smętno-ciemnej wersji typu grudzień 2017 czy 2018 to dziękuję bardzo. Żeby się taki ciepły grudzień bez śniegu do czegoś nadawał to musi to być grudzień 2013 czy 2015.

            Dlatego też styczeń 2019 oceniam znacznie lepiej niż grudzień 2018, choć obydwa były wyjątkowo pochmurne i z wyjątkowo dużą ilością opadów (oraz czasem ich trwania). Grudzień to przedzimowe dziadostwo ze średnią +2, styczeń łagodna zima ze średnią -2 i śniegiem leżącym przez większą część miesiąca.

          8. Tylko nie zapominajmy, że listopadowe i zimowe normy usłonecznienia to „żałosne” 1-2h dobę, 6-8h to ciemnica za dnia, a 14-17h to ciemnica nocna.
            To diametralnie inna sytuacja niż w porze ciepłej, zwłaszcza latem.
            Ale widzę, że niektórzy utożsamiają to od razu z chęcią pełnej „lampy” przez większą część dnia i przez większość dni.
            Czy naprawdę nie czujemy tych dysproporcji?

          9. @Podlasianin
            A w jakich miesiącach te ciągle chmury i deszcz w 2017? Kwiecień , wrzesień i…. coś jeszcze? 🤔

          10. Ty sobie zobacz ile słońca było w trzecim kwartale 2017 na Podlasiu i Mazurach. I jakie sumy opadów w październiku i listopadzie. Nawet październik 2016 był ładniejszy od 2017 w tamtym regionie.

            To było zjawisko ekstremalne, rekord roczny sumy opadów nie wziął się tam znikąd. Na południu ta jesień też była okropna ale nie miała podjazdu do tego co się stało tam.

            Teraz już nikt o tym nie pamięta bo było to 2 lata temu i obecnie mamy problem z czymś przeciwnym czyli z posucha i susza. Zresztą to samo było w 2011 i 2012 – dwa lata suszy po wyjątkowo mokrym 2010.

          11. @kmroz
            haha, wrzesień, październik, listopad i grudzień a potem jeszcze styczeń, 5 miesiący pod rząd bylejakiej smętnej pogody. Mało?

          12. Wiesz, nie żeby coś ale tutaj była dyskusja o lecie/porze cieplej. Po listopadzie i grudniu to ciężko czegoś dużo lepszego oczekiwać, październik też należy do półrocza gorszego. Dlatego te miesiace nie powinny byc miarą roku. Półrocze ciepłe w 2017 zostało okradzione z dwoch miesięcy, ale za to było cud miód.

          13. Okres od połowy maja do końca sierpnia 2017 faktycznie to chyba najlepsze lato jakie przeżyłem. Ale żeby w całym roczniku było 3,5 miesiąca które się do czegoś nadają i cała reszta zimna, smętna i pochmurna (i/lub bo styczeń i marzec u mnie były fajne ALE WCIĄŻ ZIMNE i tego się nie przeskoczy) to była konkretna patolnia. Rok 2018 okres ładnej i ciepłej pogody miał dwukrotnie dłuższy – 7 miesięcy (początek kwietnia – koniec października wręcz nawet 13 listopada). Na lato można było trochę ponarzekać bo JJA 2017 nie miało podjazdu do 2018.

            Tyle że w OBIEKTYWNEJ skali ocen mówimy tu o różnicy rzędu 7/10 (lato 2018) do 10/10 (lato 2017). Za to te pozostałe miesiące to różnica 1-2/10 (2017) do 9-10/10 (2018). Współczesne lato nawet nieudane nie będzie obiektywnie brzydkie, za to nieudana wiosna i jesień może wciąż być upiornie brzydka.

            Zresztą ładnie to było widać na mapkach usłonecznienia, 2017 rok to najgorszy rok w tej dekadzie, bijący nawet 2013.

          14. „Okres od połowy maja do końca sierpnia 2017 faktycznie to chyba najlepsze lato jakie przeżyłem.”
            Aż jestem zdziwiony, że mamy wspólne ulubione lato :o

            Bo rzeczywiście, żadne w mojej opinii nie ma startu, przynajmniej nie w tym wieku. Może 2003 i 2008 coś jedynie.

          15. Mnie w lecie 2017 niestety odpycha fala upałów z I połowy sierpnia, niewiele ustępująca tej z 2015. Poza tym niemal wszystko było dobre i bardzo dobre, a czas od 14 maja do 23 czerwca uważam za jeden z najlepszych pogodowych epizodów swojego życia.
            Jeśli chodzi o lato w znaczeniu stricte, to stawiam je na równi z latem 2016, które miało trochę mniej upałów, a usłonecznienie i inne parametry okazały się praktycznie równie udane. Niepotrzebne były tylko te załamania pogody w lipcu i sierpniu, ale na szczęście potrwały krótko.
            Lata 2003 i 2008 to cudowne czerwce i sierpnie, ale za to lipce u mnie przypaskudziły :/

          16. @Alewis
            A co do reszty roku, to co Cię tak ścięło? Styczeń i marzec, jak sam mówisz, spoko, luty tak samo. Kwiecień (albo raczej, jak sam nieraz podkreślasz, druga połowa kwietnia) na śmietnik i fragment maja. I tyle, jeśli chodzi o pierwsze półrocze. A drugie? Wrzesień oczywiście do bani, październik przeciętny (zwłaszcza na S nie był jakiś szczególnie ohydny), listopad i grudzień tak czy inaczej ciężko po nich czegoś dobrego oczekiwać, a tutaj nic szczególnie okropnego nie przyniosły. No grudzień rozumiem jeszcze, że brak mroźnej pogody to dla ciebie okropieństwo, ale listopad to listopad. Mrozu nie będzie, trwałej ładnej i ciepłej pogody nie będzie. Czyli co, dwa miesiące, które potencjalnie mogły zachwycić, na śmietnik, okej. I październik taki sobie. Czy naprawdę jest nad czym rozpaczać?

          17. Był ohydny, co to jest niecałe 100h usłonecznienia. Wyrobione kilkoma całkiem bezchmurnymi dniami, a około 20 dni miało zasadniczo całkowite zachmurzenie. Od 21.10 do 3.11 włącznie ani krztyny słońca poza jakimiś przebłyskami na pół godziny. To się często zimą zdarza, październik to jeszcze trochę za wcześnie na dwutygodniowy ciąg szarugi. Listopad też ohyda ale już się chyba przyzwyczaiłem do listopadów po 2005r. które najczęściej przynoszą sporo ładnej pogody w I połowie miesiąca. No i grudzień dla mnie skrajna ohyda poza ostatnimi 5 dniami.

            Na pierwsze 8 miesięcy tego roku nie ma co marudzić, nawet ten zimny okres wiosną da się przeboleć, choć około 3,5 tygodnia zostało wiośnie ukradzione (od 17 kwietnia do 10 maja, przy czym nie każdy dzień z tego okresu totalnie do niczego, majówka akurat była ładna podobnie zresztą było w maju 2019, patologia tylko 3 maja)

            O ile ochłodzenie wiosenne było dość ekstremalne i przynosiło wyjątkowo późne widoki zimowe, tak beznadziejność jesienna nie była w ogóle związana z ekstremami temperatury. Ba, była to jesień…ciepła. Temperatura była wyraźnie powyżej normy przez 4 miesiące bez przerwy, od początku października do końca stycznia. To była taka sama szara smęcizna przy 0-10 ciągnąca się wiele miesięcy, dopiero w lutym nastąpił jakiś przełom i częściej zaczęto widywać zimę.

          18. „To była taka sama szara smęcizna przy 0-10 ciągnąca się wiele miesięcy, dopiero w lutym nastąpił jakiś przełom i częściej zaczęto widywać zimę.”

            No te 0-10, to w październiku było dosyć rzadkie… A i listopad ciepły, z tymże stabilnie, nie tak jak w 2018 że ekstremalnie ciepła pierwsza połowa i bardzo zimna druga.

      1. „Mieliśmy odczuwalnie łagodne lato. Nie dziwie się tym razem tym ludziom ani trochę.”

        ->>> Analogicznie, tylko przy lustrzanym odbiciu mógłbym napisać zimą. Wyglądałoby to mniej więcej tak jakbym po zimie ze średnią anomalią -2,5/-2,6K (ref. 1981-2010) napisał:
        „Mieliśmy odczuwalnie łagodną zimę. Nie dziwie się tym razem tym ludziom ani trochę.”
        ->>> Chciałbym wierzyć w to, że i zimą jest to możliwe – tak jak teraz tłumaczysz to „odczuciami” ludzi po lecie z anomalią ponad +2,5K.
        Swoją drogą to – inaczej niż Ty – wolę chłodniejszą zimę, niż chłodniejsze lato, bo… nie przepadam za wiosno-jesienią trwającą 9+ miesięcy w roku…

          1. A moja odpowiedź jest tak, że nie miałbym nic przeciwko zimowej wersji zimy, która to odczuwalnie by aż tak nie dokuczyła.

      2. W sumie to zimą będącą termicznie w największym stopniu lustrzanym odbiciem tegorocznego lata była ta 2010/11 (w ogólności oczywiście).

        1. No niekoniecznie, to była jedna z najpaskudniejszych zim ever. Aż mnie ciarki biorą na wspomnienie. Patologia ciągnęła się wtedy niemal do końca marca, na szczęście kwiecień wynagrodził

          1. Natomiast zimą 2009/10 była nawet do zniesienia. Wtedy i listopad i marzec się bardzo udały, a i początek grudnia i koniec lutego były naprawdę spoko. Styczeń makabra, ale ten miesiąc to rzadko kiedy jest sensowny

          2. Nie zrozumiałeś mnie. Mi nie chodziło o odczuwalność tamtej zimy, tylko o przebieg anomalii termicznej, który był z grubsza podobny jak tego lata, ale przy odwrotnej polaryzacji.

          3. O, Lucas wawa gada jak rodowity gdańszczanin! Mówię o mi na początku zdania.

            A odwracanie polaryzacji zostawiłbym oficerom z Star Treka.

            EDIT. Widzę, ze nie tylko on. Widać jakiś dzień gdański. A ja, jak na przekór, mknę do Warszawy.

          4. W tym akurat coś nawet jest, trafne porównanie. Tak samo zimę 2011/12 można porównać po trochu do lata 2015

          5. @zaciekawiony

            Mi chodziło o zaczynanie zdania od mi (jak w tym zdaniu). To w polszczyźnie ponoć błąd ale jest to regionalizmem np.w Gdańsku i mamy to po przedwojennej Polonii więc z sumie to miły dowód na ciągłość polskości w Gdańsku, podobny jak mówienie „w Oliwie” czy „we Wrzeszczu” (zamiast „na” jak mówi się o dzielnicach w innych miastach).

          6. w Katowicach to jest pół na pół i zależy od dzielnicy. Na Brynowie, w Szopienicach, na Paderewie, w centrum, na Giszowcu, w Piotrowicach. Choć jak patrzę na mapkę dzielnic to tak z 70% jest „na” a reszta „w”.

    2. Trzeba brać pod uwagę fakt, że coraz więcej ludzi podróżuje, spędza wakacje w ciepłych, a w każdym razie cieplejszych krajach. 30-35 stopni w wakacje na nikim nie mogą zrobić wrażenia, bo z tym właśnie kojarzą się wakacje. Tak więc to nie tylko pamięć, ale po prostu porównanie z różnymi doświadczeniami. Nie ma się co dziwić, że pod koniec sierpnia słyszało się prawdziwy lament: ach, to ostatnie takie piękne dni!

      1. Coraz więcej? Właśnie coraz mniej xD kiedyś to był szał na wakacje w ciepłych krajach, a teraz właśnie od tego sie odchodzi, w końcu u nas w kraju też jest znacznie cieplej. Jak tak dalej pójdzie to niedługo Finlandia będzie celem podróży.

        1. A to fakt. Sam też, jak mogę (ale ostatnio mnie nie stać), to jeżdżę na wakacje właśnie do Finlandii, najlepiej za krąg podbiegunowy. Bardzo sobie chwalę takie wyprawy. Niemniej jednak większość lubi Południe, bo stabilnie ciepło. Chodzi mi tylko o to, że dzisiaj niewielu się dziwi czy niepokoi, że jest 30-35 stopni, nawet jeśli, jak pisze niżej Krakus, jest to bardzo uciążliwe. Ot, lato jest i musi być ciepło. Mówią: „W zeszłych latach nie takie upały miałem w Chorwacji/Egipcie/Grecji/Turcji.”

      2. Co innego to 30-35c gdy mozesz wypoczac e klimatyzowanym hotelu, mozesz caly dzien siedziec w wodzie itp. A co innego gdy musisz normalnie zyc, nie masz klimy w mieszkaniu, w szkole/przedszkolu Twojego dziecka – dlatego tez czerwiec dla mnie i moich dzieci to byl koszmar.

  57. Cudowny dziś dzień w Warszawie, rano, co prawda było dość chłodno. Reszta dnia cudowna, umiarkowanie ciepło, trochę chmur, brak wiatru. Przyjmuję taki wrzesień z otwartymi ramionami, co kilka dni trochę deszczu i kilka takich dni jak dziś.

  58. Znowu setka (albo i więcej) postów o preferencjach i licytacją jaka zima lepsza jakie lato lepsze. Też troche w tym winy mam.

    A u mnie obecnie wyjątkowo ładne popołudnie i wieczór, niebo bardzo przejrzyste i dające dużo wyraźnych kolorów. W dzień mieliśmy 22 stopnie przy niskiej wilgotności powietrza, po takich upałach (i braku większych ochłodzeń w zasadzie od 19 lipca) jest to odczuwalne jako chłód. Jutro ma być bezchmurny dzień, w piątek nieco więcej chmur, sobota niestety patologiczna, cały dzień deszcz i 13 stopni. Ale za to jest szansa na jakąś ładną pogodę w niedzielę.

    1. @alewis27 – ja się dziwię, że im to się jeszcze nie znudziło. Przekomarzanie się nad wyższością 1 lipca od 30 czerwca, itd., itp. Stan umysłu jest ważniejszy od pogody, ale ludzie lubią przypisywać swoje niedoskonałości emocjonalno-humorystyczne pogodzie. Mi też się zdarzało pisać, biadolić na pogodę itp. Ale ile można? Mamy klimat umiarkowany, przejściowy, w którym możemy odnotować zarówno -30 stopni C, jak i +39 stopni C. Mamy zmiany pór roku, długości dnia, nocy, zachmurzenia i tak dalej. Nasi przodkowie mieszkali w tym samym klimacie (nie piszę tu o coraz większych jego anomaliach/zaburzeniach, spowodowanych GO), ale myślę, że tak nie biadolili, jak my. Żyli bliżej przyrody, akceptowali, a nawet cieszyli się ze zmienności pór roku i piękna, które tkwi w bogatej ofercie przyrodniczo-pogodowej.

      Teraz większość z nas siedzi w miastach, betonie, smrodzie, spalinach i ciągłą gonitwą za wszystkim. Doszło do zatarcia kontaktu z przyrodą, odhumanizowania i anihilacji. Staliśmy się też znacznie mniej tolerancyjni, egocentryczni i durni zarazem. Do parków nie chodzimy, aby podziwiać przyrodę, uczyć się drzew, krzewów, ptaków, owadów, ale po to żeby rozpalić grilla, napić się piwka i ogłosić światu, że to my – „szlachta nie pracuje” albo, że ukończyliśmy „wyższą szkołę robienia hałasu”. Ostatnio byłem w Parku Szczytnickim, przechodziłem najpierw koło Hali Ludowej. Zapasione społeczeństwo stojące w kilkudziesięcioosobowych kolejkach po żarcie – lody, kawę, piwo, kiełbasy, gofry, itp. Idą do parku, siadają na ławkach i jedzą to tak, jakby z głodu umierali. Wytatuowani, brzuchaci idioci, którzy w każdym zdaniu muszą wtrącić wulgaryzm na „k”. Wtórujące im paniusie na szpileczkach z papierosami i piwskiem w łapie. Wszystko to przy małych dzieciach… Rośnie kolejne pokolenie – spaczone, spod znaku prostactwa i hołoty.

      Obserwuję takich „geniuszy” wszędzie. W tramwajach, autobusach, na ulicy, w sklepach, na mieście. Depczemy mentalne dno. Koło dworca spotykam kiboli, którzy chyba z języka polskiego znają tylko i wyłącznie wulgaryzmy. Idzie takie „towarzystwo”, pijane/naćpane, agresywne. Część z nich ma na koszulkach symbole „Polski Walczącej”… Nasi dziadkowie walczyli po to, żeby teraz taka swołocz profanowała ich przelaną krew…

      Dużo mógłbym jeszcze napisać, ale wystarczy. Na pogodę wpływu nie mamy, ale na kulturę wypowiedzi i tolerancję innych preferencji meteo tak. Żaden ze mnie filozof, a tylko skromny obserwator tego, co się dzieje, życzący każdemu wszystkiego normalnego.

      1. Ogólnie masz rację, ja jednak nie wkladalbym ludzi do jednego worka. Dużo ludzi chodzi do lasu po to by się „jego uczyć” a nie by robić syf, do tego nie wszyscy kibole potrafią tylko przeklinać itd

        1. @fan klimatów umiarkowanych – masz rację, nie dopisałem tego. Nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Są jeszcze normalni ludzie, jednak „szlachta nie pracuje” lubi mocno akcentować swoją obecność i stąd taki wywód z mojej strony. Co do kiboli – nie spotkałem jeszcze na mieście takich, którzy kulturalnie by się zachowywali, chyba, że są w pojedynkę. W grupie czują się mocni i szkoda pisać…

      2. @grzybiarz
        Ja szerokim łukiem omijam takie miejsca o jakich piszesz. Albo (w najgorszym wypadku) przemierzam je jak najszybciej – na ile możliwe będąc „ślepym i głuchym” na to…

      3. @Grzybiarz:
        „Nasi przodkowie mieszkali w tym samym klimacie (nie piszę tu o coraz większych jego anomaliach/zaburzeniach, spowodowanych GO),”

        >> JUż można powiedzieć, że nasi przodkowie żyli w innym klimacie, niż my. A nawet nie tylko oni, lecz także (przez część życia) niektórzy spośród nas, a mianowicie ci, co przekroczyli 30-tkę (ich dzieciństwo upłynęło w innych warunkach, niż obecne).
        Już nie mówiąc o grupach wiekowych 40+, 50+, itd.

        „ale myślę, że tak nie biadolili, jak my. Żyli bliżej przyrody, akceptowali, a nawet cieszyli się ze zmienności pór roku i piękna, które tkwi w bogatej ofercie przyrodniczo-pogodowej.”

        >> Mylisz się sądząc, że kiedyś nie narzekano na pogodę. Ale nie było forów internetowych, na których można swoje żale szybko wylewać na cały świat za pomocą paru nacisków w klawiaturę. Lamentowanie jest teraz „technicznie” łatwiejsze, niż kiedykolwiek. I od razu ma swoje audytorium.

        1. Nawet jeszcze młodsi, bo choćby ok 10 lat temu było inaczej. Czasami to mam wrażenie, że jeszcze w marcu 2018 był inny klimat xD W każdym razie dało mi te 1,5 roku dużo do myślenia.

        1. @Arctic Haze co do zaniku morskiej pokrywy lodowej . A kiedy szacuje się zaniknięcia pokrywy lodowej zimą? Wiem , że raczej nie w tym wieku obecnie średnia globalna to blisko 15 stopni zbyt mało ale w dalszej perspektywie ? Jeszcze jedno pytanie jak brak pokrywy lodowej latem może przełożyć się na nasz klimat nie tylko latem a i zimą? Z jednej strony jest to wszystko straszne , a z drugiej ciekawe jak system pogodowy na to będzie miał reakcje bo czegos takiego jeszcze nie było .

          1. @Obserwator meteo

            Chyba nie widziałem aby ktoś podał przewidywaną datę zaniknięcia lodu morskiego w Arktyce zimą. Na pewno nie w sensie oku, a i chyba nie jedno stulecie. Pamiętam jakieś utykały z modelami puszczonymi do 2300 albo 2500 z jakimś bardzo nieekologicznym scenariuszem emisji gdzie on zanikał, ale szczegółów nie pamiętam. I nie bardzo chce mi się sprawdzać bo to okropne fusy. To przecież zależy bardzo mocno od tego jak długo będziemy emitować CO2, a kto to może wiedzieć?

          2. c.d.

            Jestem jak politycy… tylko na odwrót. Mówię, że czegoś nie zrobię, a robię. Poszukałem i znalazłem w niedawnym artykule [1], gdzie mimochodem taką datę podają. Artykuł jest o tym, ze zanik zimowego lodu może nastąpić w szybszym tempie niż letniego, oczywiście później. Ale jak bardzo później? Na Rys.1 jest tam pokazane gwałtowne zanikniecie lodu wiosennego (MAM) dla ścieżki emisji RCPP8.5 i modelu MPI-ESM między latami 2123 i 2019 (dwie mapki z i prawie bez lodu). Czyli mamy odpowiedź: rok 2129, przynajmniej wg. jednego modelu i jeśli będziemy dalej intensywnie emitować CO2.

            A tak przy okazji: czemu zimowy lód zanika bardziej gwałtownie i nieodwracalnie niż letni (oczywiście przy odpowiednio większych temperaturach). Autorzy sami nie są pewni ale zauważają, że to cecha wszystkich modeli i wszystkich warunków początkowych więc pewnie jest to realne. Ale czemu? Są tam jakieś rozważania o tym, że lód zimowy będzie bardzo cienki pod koniec i mała różnica temperatur spowoduje, że zniknie ale ja podam swoje. Być może po prostu dlatego, że jak lód się raz stopi w najzimniejszej części roku to go nie będzie przez cały następny rok i na początku następnej zimy ocean będzie już cieplejszy (zmniejszone albedo bez lodu wiosną!) i nowy lód już w ogóle nie powstanie.

            Będzie jeszcze trzecia cześć o efekcie klimatycznym „u nas”.

            [1] Notz D. i inni, 2016, On the Potential for Abrupt Arctic Winter Sea Ice Loss, J. Climate, http://dx.doi.org/10.1175/JCLI-D-15-0466.1

          3. c.d.

            Zostawiłem sobie efekt zaniku lodu polarnego na nasz klimat na koniec. Bo to trudny temat. Są tacy, którzy stwierdzą „bez lodu polarnego Arktyka będzie jeszcze cieplejsza (arktyczna amplifikacja) i mniejszy poziomy południkowy gradient temperatur przy powierzchni Ziemi spowoduje ujemne NAO/AO i bardziej kontynentalny klimat z częstszymi blokadami”. Z tym, że już widać, że to nie jest takie proste. Cieplej będzie wszędzie… w troposferze, ale stratosfera się nie ogrzeje, a nawet nieco oziębi bo efekt cieplarniany tak działa (to promieniowanie długofalowe, które ucieka w kosmos jest głownie w przerwach spektralnych między pasmami absorpcyjnymi, tym bardziej im więcej CO2, i w stratosferze nie jest ono absorbowane bo… nie jest w pasmach absorpcyjnych). Zatem poziomy gradient południkowy na szczycie troposfery, powiedzmy 250 hPa rośnie (tak!) bo na północy jest to chłodniejąca stratosfera, a na południu ogrzewająca się troposfera (jej grubość maleje w stronę bieguna). A to akurat wysokość prądu strumieniowo, który w wyniku tego będzie się wzmacniał. Pewnie dlatego NAO ma trend dodatni, szczególnie to liczone z wysokości geopotencjału na 500 hPa. Czyli wcale nie zrobi się u nas chłodniej i blokad wcale nie musi być więcej.

            Sądzę, że jest to ciągle otwarty problem naukowy.

          4. @Arctic Haze

            to są chyba już dywagacje dla geografów bo wchodzimy na geologiczne skale czasowe. Jak obecne trucie atmosfery przez człowieka się utrzyma to pewnie w 2300 roku już będzie niewiele miejsc, które w ogóle się będą nadawały do zamieszkania przez człowieka (bez skafandrów kosmicznych i bez klimatyzacji), nie mówiąc nawet o 2500 czy 3000. To jeszcze nie są dalekie skale czasowe, bo nawet w Polsce mamy dość dobrze udokumentowane 1000 lat historii, co odpowiada około 40 pokoleniom. 40 pokoleń wydaje się śmiesznie małą skalą czasu, jeżeli przy dobrych wiatrach 10% z tego może się poznać i koegzystować ze sobą. A tu mamy scenariusze, które ekstrapolowane na 1000 lat dadzą nam warunki rodem z jakiejś innej planety. Jak się w tym naszym grajdołku upieczemy na amen to paradoksalnie dla klimatu to będzie lepiej bo skończy się emisja antropogeniczna. Pytanie teraz czy Ziemia da radę wrócić do swojego stanu wyjściowego (powiedzmy czasy cesarstwa rzymskiego) czy już na zawsze pozostanie gorącym piekłem jak Wenus.

          5. @alewis27

            Tysiące lat to za mało na geologiczną skalę czasu. Co do geografów to nie będę się wypowiadał bo oni twierdzą, że „geografia jest tym czym zajmują się geografowie” (to ponoć jedna z prawdziwych definicja geografii), czyli zajmują się wszystkim i niczym. Tysiące lat to jednak skala klimatologiczna, tzw. „suborbitalna” (mniejsza niż skala czasu związana ze zmianami orbity Ziemi).

          6. Alewis
            No ty to przecież się cieszysz z każdego kolejnego patologicznego lata jak choćby ostatnie 2. Więc akurat ty to powieniens się cieszyć, że za 40 pokoleń w końcu ludzie będą już zawsze mieli twoje ciepełko, lampa, zadnych patologicznych 13st i deszcz w sierpniu.

        2. Bardzo dziękuję za odpowiedź zastanawiam się nad tym bo to ciekawe ale i straszne. My życie przeżyjemy ale współczuję ludziom w przyszłym wieku. My będziemy mieć lipę coraz większą ale przyszłe pokolenia czeka wielkie wymieranie niestety człowiek spali całe zasoby węgla widać to obecnie coraz więcej się wydobywa i niszczy . Ludzkość popełnia zbiorowe samobójstwo tylko szkoda , że inne gatunki zwierząt i roślin też cierpią przez zwykła ignorancję i głupotę ludzka .

      4. Co parę dni sprzątam po biesiadach hołoty te same punkty w lesie. Taki mus. Borowik ,,rosnacy” obok flaszki albo puszki po piwie teraz już większości nie razi . Mnie dalej tak. Może myśląca i wrażliwa ekologicznie i klimatycznie mniejszość ocali Świat przed zagładą ,ale patrząc na 70-80 procent obecnie młodych ludzi 18-40 lat mam wątpliwości. Nie trzeba się jednak poddawać być asertywny ,a jak trzeba agresywny w słowach. Patrząc na niektórych 30-latków siedzących na ławce w lesie ,kopcących cygarety, rzucających ,,mięsem na okrągło”.Opróżniane flaszki oraz puszki w las. ,,co tam ,kto nam podskoczy”. Dałbym w mordę po razie ,ale tylko się przemykam, a za parę dni po ,,gnojach” posprzątam… Dla rozluźnienia perspektywa obszarów leśnych n najbliższe 10-lecia http://www.idpan.poznan.pl/images/stories/rozne/Dyderski_et_al_Las_Polski_2017.pdf?fbclid=IwAR2-cRXZiRHg7xaJ8FdGEe6xXBBlIBjtkBQsLjXTwQ5y24cvCfSBHdazX8c

        1. Napisz do Świętoszowa. Tamtejsze nadleśnictwo ma trochę roboty po amatorach łona natury (a może tylko łona?). Zdaje się setka osobników gatunku Homo (nie zawsze) sapiens kontemplowała (a może kątem pluła) ostatnio czar dolnośląskiego boru – jak to w zwyczaju bywa – będąc pod wpływem (piękna przyrody oczywiście) i paląc ogień miłości (przy trzecim stopniu alarmu ppoż.).
          Grzybiarz ma bliżej, też mógłby stanąć w szranki jako edukator, może i Finnrod by się nadarzył – toć po sąsiedztwie zamieszkały. Obawiam się tylko o kondycję uczestników wyprawy na łono po Waszej prelekcji – azali ich facjaty po ujrzeniu w lustrze oblicza swego byłyby oznaczalne do gatunku?

      5. @Grzybiarz : ” Idzie takie „towarzystwo”, pijane/naćpane, agresywne. Część z nich ma na koszulkach symbole „Polski Walczącej”… Nasi dziadkowie walczyli po to, żeby teraz taka swołocz profanowała ich przelaną krew…”

        @Grzybiarzu – ktoś tę swołocz tworzy i nakręca w TV publicznym. Dzieciątka nie miały okazji spotkać się nawet z ZOMO na ulicy. Co dopiero mówić o wojnie. Jakie czasy – taka husaria. Dzisiaj smartfonowa.

    2. Szkoda, że niektórzy tak szybko komentarze dotyczące oceny sytuacji bieżącej, czy zapowiedzi potrafią sprowadzać na grunt przekomarzania się z preferencjami w tle.

      Mnie osobiście nie dziwi, że zwracamy większą uwagę na prognozy, w których pojawiają się jakieś większe odchylenia od normy (takie, czy inne). Ważne, aby umieć to odpowiednio komentować! (znacznie ważniejsze niż sam fakt zwracania nań uwagi). Tym bardziej, że są pośród nas osoby (jak np. ja), które ZAWSZE oceniają sytuację w szerszym kontekście, a nie tylko/głównie przez pryzmat jednej wybranej realizacji, jednego modelu i tylko dla jednego wybranego miejsca (obszaru).

      Cieszę się, że piszą tu także osoby bardziej z pobudek zainteresowania sprawami pogodowo-klimatyczno-atmosferycznymi, niż głównie w celach przekomarzań z preferencjami w tle:-)

  59. Modele póki co różnie widzą przejścia niżów z południa przez Polskę, nawet na sobotę jest mocne przesunięcie na zachód, a co dopiero na poniedziałek tu niż może być bardzo aktywny i jego trajektoria może się zmieniać, ale może przynieść solidne opady.

    1. @daniel – właśnie też obserwuję te prognozy i trzymam kciuk za ich realizację w wersji najbardziej mokrej na zachodzie kraju.

      1. @Grzybiarz, ja i myślę, że wielu też. Pozytywne jest to, że nie tylko jeden model pokazuje większe opady na zachodzie, ale zarówno ECMWF jak i GFS. Natomiast zadziwia mnie trajektoria prognoz, że ta strefa w zasadzie ma się przesuwać od wschodu. Zawsze byłem przyzwyczajony, ze opady to idą z zachodu, ewentualnie NW, lub SW, a tu taki zonk.

  60. W nawiązaniu do komentarza Grzybiarza, z mojego punktu widzenia ja bym powiedział, co następuje:

    Kiedyś powodów do narzekania na pogodę miałem więcej niż obecnie, za to stan klimatu nie był szczególnie niepokojący.
    A teraz jest odwrotnie: mniej narzekam na pogodę, ale stan klimatu budzi narastające zaniepokojenie.

  61. weekend zapowiada się dość mokro, co zapewne przyspieszy rozwój grzybów i wpłynie pozytywnie na posuchę. Tymczasem anomalia dodatnia września wciąż spada i tak będzie prawdopodobnie w ciągu najbliższych 5 dni. Na najbliższym horyzoncie widać widać raczej umiarkowane i lekko chłodne ( miejscami jednak większy chłód) temperatury zwłaszcza tam gdzie będzie pochmurno. Poza 01.09 mamy/ będziemy mieć w I dekadzie umiarkowane temperatury ( w każdym razem bez skrajności) a wrzesień 2019 ma szansę być bardziej wilgotnym miesiącem od sierpnia który był z kolei bardziej mokry niż lipiec i czerwiec

    1. Stan posuchy jest taki, że już niestety nic nie pomoże. Jedynie normalny przyszły rok z regularnymi opadami, a nie ciągle „bokiem, bokiem, bokiem, bokiem, bokiem…………………………………..” może coś tu zdziałać

      1. Ja będę za tym że śnieżna zima powinna być. To zwiększa też szanse na to że kolejne miesiące nie będą suche. Po suchych i ciepłych zimach bardzo szybko wiosną widać deficyt opadów m.in. 2015, 2016, 2018, 2019. Tak przynajmniej było w moich okolicach

        1. Śnieżna/mroźna zima guano da, jeśli od marca znowu będzie brak regularnych opadów i pewności jutra…. Tylko wymęczy i wkurzy społeczeństwo, wielu ludzi wprowadzi w depresję, ludzie pomarzną a niektórzy nawet zamarzną…. Aczkolwiek przeciwko takiemu lutemu 2016/2002, czy styczniowi 2007/08 (300% normy opadów i bardzo duża anomalia na plus) to już bym nic nie miał :D
          Akurat zeszłej zimy, zwłaszcza w grudniu i styczniu opadów nie brakowało (w tym nierzadko śniegu)… I co to dało? Podobna sytuacja rok wcześniej, jeszcze na początku kwietnia zalane pola dookoła. Najważniejsze, by został odwrócony trend suchych wiosen i nieregularności opadów, bez tego żadnej poprawy nie będzie.

          1. Zima 2012-2013 jednak dużo dała, bardzo dużo śniegu na zmianę z odwilżami konserwowało wilgoć w ziemi, szczególnie często docierały do nas śnieżyce z południa, ale fakt faktem wiosna bardzo mokra i jeszcze dołożył bardzo mokry czerwiec z tym że wtedy to można było pływać w polach, a woda po podwórku płynęła jak był upał i samo słońce, prędzej czy później sytuacja się powtórzy, nie wierzę w to że teraz już tylko będziemy walczyć z suszami, jeszcze nie raz możemy doświadczyć nie tylko zagrożenia powodzią, ale i bardzo długie okresy mokre.

          2. Ale i też nie ma możliwości, aby zimą obyło się zupełnie bez mrozu, nawet umiarkowanego. I chociażby tylko dlatego z 5-20 cm okresowej pokrywy śnieżnej jest (przynajmniej dla przyrody) wskazane.

          3. Kmroz:
            jak sądzisz? Którą opcję wybiorę, jeśli dostaję do wyboru miesięczne ciemności z amplitudą zawierającą się w przedziale -2/+2, niemal codziennymi opadami mżawki marznącymi na powierzchni dróg, przy okresowo silniejszym dmuchaniu, a w opozycji stabilny chłód na poziomie Tmin/max -10/-3 ze słabym wiatrem, relatywnie dużym – jak na zimę – usłonecznieniem oraz obecnością pokrywy śnieżnej, po sublimacji uzupełnianą opadami w interwale 7-10 dniowym?
            Ja nie waham się, aby wybrać opcję nr 2.
            Oczywiście – jeśli alternatywą optymalną dla klimatu byłaby zima o przebiegu termicznym, insolacyjnym i opadowym podobnym do grudnia 2015, czy lutego 1990 – wolałbym taką. Niemniej to nie ten region świata, aby ww. warunki nie były konsekwencją zmian o podłożu globalnym. Po minionej „zimie” (wspomożonej wietrzną wiosną), pod względem kondycji fizycznej do dziś nie mogę dojść do siebie. Nie dało się robić NIC, absolutnie NIC! A kiedy na początku lutego pojawiła się iskierka nadziei w postaci pokrywy śnieżnej oraz niższych temperatur, byłem już tak zaprawiony, że powyższe warunki były potrzebne niczym umarłemu kadzidło.

          4. Ale zauważ że te opady to w dużej mierze deszcz albo śnieg który po spadnięciu na drugi dzień się topił (poza niektórymi regionami), więc to od razu spływało do rzek a nie czekało na roztopy w marcu. Takie marcowe powolne roztopy przy rozmarzającej glebie dają bardzo solidne nasiąknięcie gleby (mróz rozkrusza zbite podłoże, robi szczeliny w glebie, w które powoli dostaje się woda z topniejącego śniegu). Ziemia jest wilgotna a nad wilgotnym terenem trudniej o jakieś długotrwałe stacjonarne wyże.

          5. ja klasycznych roztopów przedwiosennych (wiosennych?) to nie widziałem właściwie od zimy 2012/3. A może nawet od 2009/10! Bo ta zima 2012/3 przeciągła się mocno, po czym nadeszło gwałtowne ocieplenie do docelowo letnich wartości i ten śnieg zniknął bardzo szybko. Zimy 2013/4, 2014/5 i 2015/6 trudno w ogóle nazywać zimami, 2016/7 coś tam miała w styczniu i pół lutego ale od połowy lutego przedwiośnie + b. ciepły marzec, zima 2017/8 bardzo sucha i chyba rekordowo mało śnieżna (co mi po tym -20 jak grama śniegu nie było), zima 2018/9 dość snieżna w styczniu, luty to jakaś pomyłka a nie zima, marzec ponownie wiosna w pełni.

            O ile z mrozami zimy z tej dekady potrafiły jeszcze coś tam powalczyć (nawet w ciepłej zimie 2011/12 luty mroził mocno), o tyle ze śniegiem jest bieda jak w Etiopii w porównaniu do dekady 2000-2009. W tamtej dekadzie wydajne opady śniegu były w każdej zimie, nawet 2006/7. W tej padaja rekordy niskich pokryw. We Wrocławiu od 6 lat nie było śniegu w grudniu (tzn. pokrywy większej niż 1 cm). To jest jakiś dramat co się dzieje ze śniegiem (jego brakiem).

          6. Jak czasami patrzę na dane meteo z Wrocławia i jak wyglądają tam ostatnio „zimy”, to nie dziwię się tym, którzy uważają że zimy w Polsce się skończyły/kończą. Zresztą i u mnie coraz trudniej o solidny śnieg – ostatnio naprawdę dużo napadało go 5 stycznia br, a wcześniej 18 marca 2018 (także 20 marca dawało wtedy dosyć mocno). Poza tym od 2013 roku ze śniegiem było bardzo cienko – potrafi się dość długo utrzymać bo są mrozy, ale pokrywa przeważnie jest mizerna. Zimą 2016/2017 śnieg leżał u mnie bez przerwy od 29 grudnia do około 12-13 lutego, ale w szczytowym momencie to było najwyżej 7 centymetrów.

          7. „Kmroz:
            jak sądzisz? Którą opcję wybiorę, jeśli dostaję do wyboru miesięczne ciemności z amplitudą zawierającą się w przedziale -2/+2, niemal codziennymi opadami mżawki marznącymi na powierzchni dróg, przy okresowo silniejszym dmuchaniu, a w opozycji stabilny chłód na poziomie Tmin/max -10/-3 ze słabym wiatrem, relatywnie dużym – jak na zimę – usłonecznieniem oraz obecnością pokrywy śnieżnej, po sublimacji uzupełnianą opadami w interwale 7-10 dniowym?”

            Wiem, że wiele osób na tym forum to fani zimy, co mi ciężko zrozumieć, ale jeśli o mnie chodzi, to w przypadku okresu listopad-marzec (w sumie październik też) mam wybór BARDZO prosty – wybieram opcję jak najcieplejszą (czy jak kto woli: najmniej zimną, najmniej męczącą). Inne parametry odchodzą w kąt. Nawet wiatr mnie średnio obchodzi, nawet wolę wiatr od trującego i śmierdzącego smogu z dwojga złego. A jak to jeszcze wiatr z kierunków S/SW/W to już w ogóle cudownie (niestety zdarzają się też te bardzo silne wschodnie wiatry, towarzyszące mrozom….).

            Zauważyłem, że ostatnio coraz więcej fanów śniegu i mrozu, zrzuca winę na suszę za rzekomo bezśnieżne zimy (swoją drogą bardzo ciekawe, jak np. u mnie pół grudnia i cały styczeń leżał śnieg….). Otóż nie. Susza jest, dlatego, że nie pada w miesiącach wiosennych i letnich, a także mamy przy tym wzrost temperatury i usłonecznienia. Po prostu wygląda tak, że raz na tydzień mamy marnej jakości front, który przynosi opady tylko na lokalną skalę, a wiele z tej konwekcji to nie żadne ulewy (jak się straszy w ostrzeżeniach) tylko kropienie. A więc nie dość, że strefy rzadko, to jeszcze na większym obszarze słabiutkie. W poprzednich latach zdarzało się, że był taki miesiąc, czy dwa na porę ciepłą, ale w tym roku jest tak cały czas w porze ciepłej – poza drugą połową maja.

            Słowem:
            TAK dla długiej,ciepłej, mokrej i grzybiastej jesieni!
            NIE dla mroźnej i depresyjnej zimy!
            TAK dla szybkiej wiosny z częstymi i regularnymi opadami!
            NIE dla długich wyżowych okresów wiosną, czy latem!

            i bonusowo:
            NIE dla wysuszających glebę oraz drogi oddechowe wiatrów poza sezonem smogowym!

          8. @kmroz
            Nie zarzucam że to tylko wina zimy z tymi suszami ale każda pora ma swój wkład w nią, w ostatnich dwóch sezonach zarówno pora chłodna jak i ciepła. To taki system naczyń połączonych

          9. „@kmroz
            Nie zarzucam że to tylko wina zimy z tymi suszami ale każda pora ma swój wkład w nią, w ostatnich dwóch sezonach zarówno pora chłodna jak i ciepła. To taki system naczyń połączonych”

            Brak regularnych opadów wraz z rosnącą temperaturą i usłonecznieniem w porze ciepłej to żelazo, mniej śnieżne niż kiedyś zimy to węgiel – a wysychająca Polska to stal.
            Takie porównanie, by zobrazować procentowy udział tych dwóch czynników….
            A i dodam też, że nie mam nic przeciwko śnieżnym okresom w zimie, byle były regularne odwilże (takie porządne, a nie że +2 w dzień…) A żeby sypało porządnie śniegiem (jak już będzie sypać) to nawet bym chciał.

          10. @kmroz
            Główny problem zimy to taki, że jej „ciepłota” to marna marność, czyli średnio 0/+3°C. Jak dodamy do tego normę usłonecznienia rzędu 1-2/dobę + perspektywę dominacji 3-5 miesięcy pogodowego „listopada” to…
            … ach, może jednak jeszcze uda mi się ulepić tego bałwana zanim zapomnę jak on w ogóle wygląda…:-)))

          11. to ja na piszę TAK dla mrozów -20 i pół metra śniegu oraz TAK dla stacjonarnych wyżyków zasilanych od czasu do czasu PZtką z T850 23 stopnie, tak żeby było stabilne 30 a przy ociepleniach 38!

            A co, mogę se napisać bo lubię. Tylko co to zmieni.

          12. @Alewis
            A ostatnio sam pisałeś, że się cieszysz, że wrzesień przyniesie więcej dynamiki w pogodzie, niż poprzednie miesiące…

          13. „@kmroz
            Główny problem zimy to taki, że jej „ciepłota” to marna marność, czyli średnio 0/+3°C. ”

            Ta marność pozwala mi spokojnie czekać na przystanku, pozwala czasem otworzyć okno, pozwala więcej chodzić i przebywać na świeżym powietrzu. Im starszy jestem, tym bardziej dochodzę do wniosku, że zimą jednoznacznie im cieplej, tym lepiej. 14 lat temu jako wożony autem dzieciak się cieszyłem jak głupi ze śniegu czy mrozu i płakałem gdy znikał.

          14. Heh, Kmroz przypomniałeś mi mój zaciesz, kiedy jako dziecko stałem przy oknie, patrzyłem na sypiący śnieg jak zasypuje kolejne rośliny i obiekty w ogrodzie i kibicowałem mu, żeby spadło jeszcze więcej :) Na drugi dzień z samego rana leciałem do każdego okna sprawdzić czy jest postęp. A jak w prognozie pogody usłyszałem że zbliża się odwilż, to było mi smutno.
            Nadal lubię śnieżne zimy, białe krajobrazy, ale żeby nie było przesady. Wyleczył mnie z tego 15 marca 2013, kiedy wujek musiał podjechać do nas traktorem z pługiem, bo byliśmy odcięci od świata. A do szkoły przyszło 8 na 30 osób z mojej klasy ;)

          15. Ja z perspektywy Warszawy zimę 2016/17 akurat zaliczam zdecydowanie do „zimowych zim”. Daleko jej oczywiście do zim 2010-2012 czy najostrzejszych zim z poprzedniej dekady, ale jednak od Nowego Roku do połowy lutego niemal non stop był mróz i pokrywa śnieżna (owszem, dość skromna, ale jednak się utrzymywała cały ten czas). Termicznie zresztą wyszła w okolicy normy, mimo dość ciepłego grudnia i bardzo ciepłej końcówki lutego.
            Ale też ocieplenie narzuca taką, a nie inną perspektywę. Lato, w którym 1,5 miesiąca byłoby jak 2. połowa lipca/większość sierpnia, a aż 1,5 miesiąca jak 1. połowa lipca, nawet ja (nie ciepłolub) uznałbym za chłodne i mało letnie. A w zimie to już wystarczy miesiąc czy trochę wiecej leżącego śniegu i niskich temperatur by uznać, że zima była porządna. Skoro zdarzają się często takie, w których są tylko zimowe epizody…

          16. @kmroz
            Widać, że nie zdajesz sobie sprawy z tego co to znaczy faktycznie dokuczliwa zima… Może jeszcze przy Tavg -3/-2°C i 5-10 cm śniegu ogłaszać stan klęski żywiołowej, bo ludziom ciężko stać na przystanku, czy nie mogą otworzyć okna (a przy lekkim plusie już można, podobnie jak i przy wichurze, rozganiającej smog)…???

          17. @zbig
            „A w zimie to już wystarczy miesiąc czy trochę wiecej leżącego śniegu i niskich temperatur by uznać, że zima była porządna.”

            ->>> To zależy co się pamięta z przeszłości. 1-1,5 miesiąca z całej pory chłodnej to w sumie nie tak dużo…

          18. W Katowicach zima 2016/17 to chyba jest druga najzimniejsza zima w tej dekadzie, wyprzedzana jedynie przez 2010/11. Mówię o zasadniczym okresie DJF bo wiadomo że w zimie 2012/3 największy odchyl od normy zaliczył marzec i zdecydowanie należał do zimy w tym sezonie.

            Ale DJF jako takie było ok 1K poniżej normy 1981-2010. Grudzień w normie, styczeń z anomalią niecałe -4, luty około +1.

          1. @kmroz
            To prawda. Ja wolę jednak trochę większą, ale i ciekawszą w tym okresie roku „dokuczliwość”:-) Trochę jak z wysiłkiem fizycznym, który mamy przy aktywnościach jakie lubimy. Pogoda zawsze jakaś jest i dla mnie – w swojej ocenie – zawsze będzie kompromisem między tylko co lepsze (dla nas, przyrody, itd.) a tym co w niej się nam bardziej podoba.
            Końcowa konkluzja jest zaś taka, iż świat i życie są ciekawsze m.in. dlatego, że jest na nim różnorodność, także naszych preferencji. I zamiast o to się (w przewadze) spierać, może lepiej potraktować to jako coś pozytywnego…?:-)

    2. Patrząc na prognozy myślę jednak, że nieznacznie będą dominowały dodatnie anomalie termiczne. Mając na względzie także stan obecny (+3,12K; ref. 1981-2010), przypuszczam, że po I dekadzie bieżąca anomalia września będzie wokół +2K.

  62. Dzisiaj pięknie widać na sat24 granice pomiędzy polarnomorskim chłodnym a… innym typem powietrza (polarnomorskie ciepłe?), która znajduje się mniej więcej na wschodniej granicy Polski. Rano i w dużej części PL i na Białorusi było bezchmurnie, obecnie we wschodniej połowie PL nadal jest bezchmurnie, a na Białorusi niebo niemal w całości jest zawalone stratocumulusami. Zajęło to u naszych wschodnich sąsiadów zaledwie godzinę, żeby z czyściutkiego całego kraju, został on w 80% zawalony konwekcją…. Co tu dużo mówić, wczoraj było u nas podobnie, chociaż nie aż tak źle.

    1. Za to na S/SE od Polski, gdzie tradycyjnie cieplej, konwekcja (niezbyt dużej skali) jedynie nad górami lub w ich okolicy. Poza tym, przeważnie pogodnie i nadal letnio.
      Większą konwekcję mają tam, gdzie napływa teraz masa polarnomorska ze składową N nad dość ciepłymi o tej porze roku terenami na W/NW od Polski (np. Niemcy i Danię).

  63. Dzisiaj na Mazowszu jak dla mnie przyjemny letni, tzn. umiarkowanie ciepły i pogodny dzień. No właśnie… letni… Dlatego nie mam nic przeciwko temu, aby jutro było już bardziej „wrześniowo”. A skoro teraz świeci słoneczko i niebo jest błękitne, to i na deszczyk od sobotniego popołudnia/wieczoru narzekać nie będę. Fakt, że trafi się on w weekend, ale w poprzednich tygodniach często było odwrotnie. Nie widzę więc powodów do narzekania – o ile te w miarę zrównoważone prognozy się sprawdzą:-)

    1. No i taka zmienna pogoda by sobie mogła być. Dzisiaj u mnie jest 25 przy małym zachmurzeniu (większość dnia brak zachmurzenia) ale i tak czuć że to jest już późne lato i polecie bo dzień jest krótszy, słońce grzeje pod niższymi katami itd. Tu sobie trochę poleje potem przyjdzie wyż rosyjski potem znowu trochę poleje, taka pogoda ze coś się w niej dzieje a nie ze jest to samo przez miesiąc non stop.

    2. Dzisiejsza pogoda najbardziej irytuje… malkonentów. Bo nie mają na co narzekać 🤣
      Ciepły dzień, w miarę rześka noc, piekne słońce. Niektórzy powiedzą że to „szkocka” pogoda i będą na nią narzekać i tak ;) dla mnie niepokojący jest tylko brak opadów i fakt że w nocy przejdzie front „na sucho”, ale patrząc na prognozy kilkudniowej blokady z niżem z południa jakoś jestem spokojny.

      1. Było sucho, słonecznie nie mam na co narzekać. Staram się zbyt często nie opisywać swoich gustów, ale od czasu do czasu czemu nie. Więc tak ze wszystkich wrześniów oprócz wilgotnych jestem zadowolony. Nie podobał mi się wrzesień 2017 choć był to miesiąc wspaniały dla grzybiarzy. Inne kiepskie wrześnie dla mnie to te z roku 2015, 2013, 2010

      2. Nie ma na co narzekać? Na Pomorzu Zachodnim dosyć silny wiatr dzisiaj i z 20 stopni odczuwalne jest może 10 + brak słońca, prawie przez cały dzień pełne zachmurzenie

        1. Ty, testovironn, a ja tu chciałem „oddać ducha narodu”, a tu jednak faktycznie były regiony, gdzie do pięknej aury zabrakło tak wiele…
          Głowa do góry, jutro będzie lepiej!

      3. Jak to nie było na co narzekać?! A wiatr? Zgodnie z prognozą UM miało wiać w porywach do 15 m/s pomiędzy godzinami 14 a 17 – i wiało. Co prawda nie pękła 50-tka, ale podmuchy powyżej 10 m/s są absolutnie nieakceptowalne! Przez moment zastanawiałem się, czy nie ubrać czegoś na siebie (jakiej kufajki, albo chociaż koszuli)! Całe TRZY godziny na śmietnik, patologia do sześcianu!!! Gdzie te wspaniałe wrześnie, kiedy jadłem świeże czereśnie, a tam gdzie liściem pożółkłe krzaki, kwitły wonne lilaki…

  64. Dzisiaj bardzo przyjemna pogoda z temperaturami 20-25 stopni i dużą ilością słońca. Ale niespodzianką było to, że temperatura wzrosła do 27-28 stopni w środkowej Polsce – czego nie przewidywały żadne prognozy. Najcieplejszym miastem była Łódź z tmax 27-28 stopni.
    Z tego co widzę nie widać w prognozach jesiennej pogody na stale bo będą się pojawiać dni z tmax 20-25 stopni, miejscami z przekroczeniami powyżej 25 stopni oczywiście z ochłodzeniami do poziomu tmax 15-20 stopni, ale także poniżej 15 stopni

    1. To jest właśnie typowo wczesnojesienna, wrześniowa pogoda. Ale (przed)zimowej pogody faktycznie nie widać i tu się zgadzam (bo dla niektórych pogoda jesienna to się zaczyna dopiero od wczesnozimowej :D )

      1. Ale o jakie wartości temperatur chodzi jeśli chodzi o pogodę wczesnojesienną? Wrzesień ze swoim przedział dobowych obszarowych tavg pomiędzy 10 a 15 stopni jest nazywany „poleciem”. :D

        1. Nie ma takiej pory roku jak polecie. Przyznam że irytuje mnie dodawanie nowych używanych w potocznych rozmowach pór roku. Jak wrzesień jest poleciem to maj powinien być przedleciem bo mam niemal taką samą średnią. Przedzimie i przedwiośnie też powinno pójść do lamusa. 4 pory roku wystarczą. Jak we wrześniu mamy 25-30 stopni albo więcej to można stwierdzić że mamy letnią pogodę podczas wczesnej jesieni meteorologicznej jaką jest wrzesień a nie jakieś polecie

          1. Ale nawet w literaturze i opracowaniach naukowych się takie pory roku pojawiają i są zdefiniowane zakresem średnich temperatur 0-5 (przedwiośnie) 10-15 (przedlecie) 15-10 (polecie) oraz 5-0 (przedzimie). Można zmienić ich nazwy np na wczesna jesień czy późna wiosna ale znaczenie tych por roku pozostanie takie samo.

            Te 4 przejściowe pory roku występują na stromym stoku wykresu średniej temperatury rocznej – są to okresy gdzie w miesiąc następuje zmiana o 5 stopni. Przedzimie na przykład rozpoczyna się około 5 listopada i kończy w pierwszych dniach grudnia. Przynajmniej według średnich wieloletnich bo w ostatnich latach czasami zdaje się nie mieć końca i przechodzić w przedwiośnie.

            Gdybyśmy mieli używać tylko 4 głównych por roku to wiosna by musiała objąć cały zakres 0-15 czyli od początku marca do końca maja. Analogicznie z jesienią. W takim przypadku pory wiosna i jesień były by przejściowe (na stromym stoku) za to lato i zima porami ustalonymi, gdzie przez 3 miesiące średnia temperatura jest prawie że taka sama.

          2. Używanie 4 pór roku jest jednak znacznie lepsze dla porównań. Poza tym można pisać o w miarę dobrym podziale: styczeń, luty, grudzień najzimniejsze miesiące, zaś czerwiec, lipiec, sierpień najcieplejsze. Reszta jest porami przejściowymi. Oczywiście w różnych latach roku pory roku termicznie wyglądają to różnie więc trzymamy się średnich. Najlepiej byłoby się trzymać termicznych pór roku, ale wtedy wprowadzilibyśmy chaos bo jak wyżej napisałem ciężko byłoby porównywać i zapamiętać. Wiemy że zimy często mamy takie że można by było je wrzucić pod definicję „przedzimia” albo przedwiośnia” -jaki to ma sens… W miarę ocieplenia klimatu zimę trzeba by było w ogóle wyrzucić z pór roku w Polsce zimę w końcu. Wprowadzając dodatkowe pory roku możemy pomniejszyć wiosnę do kwietnia a jesień do października bo przecież marzec to przedwiośnie, listopad przedzimie, wrzesień polecie a skoro tak to maj musi być przedleciem. Trochę bez sensu. O czymś takim jak polecie to dopiero ostatnio tu przeczytałem i usłyszałem w tv. Ludziom chyba się ciężko z latem rozstać. O porach kalendarzowych też nie będę pisał bo już wiele zostało napisane.

          3. Dodam że jeśli już wolę pisać o wczesnej wiośnie jaką jest marzec, średnio zaawansowanej jaką jest kwiecień i zaawansowanej jaką jest maj i analogicznie jesienią

          4. Bo w sensie pór meteorologicznych, czy kalendarzowych/astronomicznych takiego rozróżnienia oczywiście nie ma.
            Natomiast w sensie zmienności pogodowej takie rozróżnianie wynika z potrzeby jaka okresowo się nam pojawia, gdy trafniej chcemy opisywać pogodę. Przykładowo, używanie określenia „jesienna” dla przypadków z Tavg zarówno +14°C, jak i +1°C byłoby zdecydowanie za mało precyzyjne.

          5. No zgadza się robi się z tego chaos. Dla mnie maj to dalej wiosna a nie żadne przedlecie. O czymś takim jak przedzimie czy polecie też się niedawno dowiedziałem, wcześniej jedyną taka polowiczna porą roku jaką znałem było przedwiośnie. I większość osób wie co to jest przedwiośnie, wynika to pewnie z tego że luty czesro jest ciepły ale wiosną to ciężko nazwać bo przyroda jest w 99% jałowa.

          6. W literaturze jak najbardziej pojawiają się dodatkowe pory roku, pytanie tylko, czy za jakiś czas nie trzeba będzie zmienić widełek temperatur. Jak na coraz większym obszarze Polski średnia stycznia dobija do zera albo nawet przekracza to trudno mówić o zimie poniżej 0. To samo w lecie. Jak za parę lat średnia lata będzie ponad 20, to może polecie będzie nie między 10 a 15, tylko między 15 a 20xD

      2. „dla niektórych pogoda jesienna to się zaczyna dopiero od wczesnozimowej”

        ->>> A dla jeszcze większego odsetka są nią już umiarkowane ochłodzenia, zwłaszcza z opadami, w okresie letnim. Ba, takowe osoby nierzadko uważają, że od października mamy już zwykle… zimę…

        1. Zima w październiku to raczej niemożliwe. Ale październik może mieć już zimowe uslonecznienie. 2016 i 2017 takie były, średnio 2h na dobę albo nawet mniej, w praktyce było kilka pogodnych dni a cała reszta miesiąca pochmurna, ciągi po 10 dni bez ani grama. Do tego jak było np 7 stopni w dzień to się to ludziom mogło z zimą kojarzyć bo ostatnie kilka zim tak właśnie wygląda. Parę stopni i pochmurno, taka gownopogoda ciągnąca się miesiącami.

          My wiemy że ta pogoda choć brzydka to obok zimy nawet nie stoi, przynajmniej nie w październiku.

          1. W sumie z tej perspektywy dla mnie grudzień’2018 niewiele się różnił od października’2016. To, że średnio było kilka stopni różnicy nie wiele wniosło w ocenę (i tak ogólnie było jak w porze chłodnej). Ogólny obraz jawił się jako dominacja jesiennej słoty… 1-2 miesiące takiej nostalgii OK, ale dłużej… hmm, jakbym raz po raz miał stać nad czyimś grobem…

          2. Sprostowanie…
            zamiast ‚nostalgii’ miałem napisać ‚(późno)jesiennej melancholii’.

          3. To prawda, ale zimową pogodę w pojedynczych dniach już tak jak np. ostatnio pod koniec października 2012 gdzie miejscami w dzień notowano miejscami nawet lekki całodobowy mróz

  65. Dzisiaj w gruncie rzeczy kolejny przyjemny dzień, m.in. na Mazowszu – choć w aspekcie termicznym rodzący już bardziej skojarzenia z wrześniem (niż jak wczoraj jeszcze z latem).
    Mimo wszystko czekam na jakieś umiarkowane opady, bo także jesienią są one potrzebne – a które to nie muszą od razu oznaczać trwalszej aury jak we wrześniu’2017, czy październiku’2016.

    O tym, że rozkręca się nam już jesień świadczą m.in. temperatury w porze nocno-porannej, które na coraz większym obszarze spadają do poziomu poniżej 10°C jak tylko napłynie świeższa i chłodniejsza masa znad N/NE Atlantyku (PPmch) i o tej porze jest pogodniej.

    Z drugiej strony mamy jeszcze porę ciepłą i przy odpowiednim ułożeniu wyżu na E Europy oraz niżów zza gór lub zza W granicy możemy mieć jeszcze bardzo ciepło (gorąco) i pogodnie.
    Patrząc się jednak na prognozy podtrzymuję swoje przypuszczenie, że podczas tegorocznego września aura późnoletnia i wczesnojesienna będą się w dalszym ciągu ze sobą dość regularnie przeplatały.

  66. W zasadzie modele są już od paru odsłon zgodne, że w poniedziałek zdarzy się przejściowy napływ ciepła, u mnie miałoby być 26-27 stopni, natomiast co do prognozy na dalsze dni, to już jest rozbieżność, czy będą to temperatury maksymalne raczej typowe dla pierwszej połowy września (19-22) czy jednak wyższe.

  67. Dzisiaj ECMWF przegina mocno w druga stronę pokazując po 200h rozwój wyżu nad morzem północnym i spływ arktycznej masy z temperatura na 850hPa poniżej zera!
    Za to modele GFS i ICON też ciekawe, sugerują że po odejściu na północ niżu z okolic morza śródziemnego, w połowie przyszłego tygodnia miałby powstać kolejny ;)

    Ogółem sprawdzenie się tego drugiego scenariusza przyniesie sporo plusów:
    1) W końcu porządne opady, zwłaszcza na zachodzie!
    2) W końcu wschód cieplejszy od zachodu co praktycznie się tego lata nie zdarzało.

      1. @admin czy stosunkowo duze opady na Ziemii Lubuskiej prognozowane zarowno przez ECMWF jak i GFS tez ueazasz za bardzo prawdopodobne ? To juz kolejne odslony z takin scenariuszem.l

        1. Trajektoria niżu na początku tygodnia jeszcze nie pewna, ale chyba przejdzie przez Polskę, a nie Niemcy, pewna już jest fala opadów która wkroczy w nocy nad Dolny Śląsk i dalej w kierunku Wielkopolski, już się kotłuje nad wschodnią Austrią, ale dopiero w niedzielę zacznie się w tym rejonie mocno kotłować ruszając na północ

  68. Chłodne poranki, takie jak dziś, gdzie w wielu miejscach było 10 stopni i mniej, to jak dla mnie sygnał, że mamy już polecie. Szczególnie gdy noce są pogodne, amplitudy temperatur, nad ranem i w pełni dnia są coraz wieksze. Zapowiada się kolejny piękny dzień w Warszawie

  69. Ale jak na razie prognozy wyglądają szokująco pozytywnie dla mojego regionu. Wygląda na to, że I połowa września wyjdzie duużo cieplejsza niż I połowa lipca i też znacznie pogodniejsza :P

      1. ja jestem ciekaw pogody w ten weekend, bo dalej co pogoda to inna temp. – niektóre pokazują 17 i deszcz, a niektóre 22 i słońce…

        1. od dolnego śląska ku wielkopolski najprawdopodobniej będzie się ciągnęła długa strefa opadowa, dlatego w tym rejonie może padać wiele godzin i być zimno im dalej na wschód tym cieplej.
          Prognozy po prostu przesunęły o kilkaset kilometrów na zachód tą strefę i z stąd takie rozbieżności w prognozach czy to w telewizji czy internecie.
          Takie są niże z południa które lubią przesuwać także na zachód.

          1. Ja sie modle by ta strefa dlugo zalegala nad Ziemia Lubuska. Przydalby sie nam tski dlugi obfity deszcz.

  70. Ależ się te prognozy zmieniają, codziennie inna pogoda w nich jest. Raz widać warunki iście listopadowe (poza temperaturą) i przypominające wrzesień sprzed dwóch lat, innym razem widać pogodę zmienną, mieszającą łagodne lato z wczesną jesienią.

    Dużo zależy jak się ten niż ułoży, bo kontrast termiczny i solarny na niewielkim obszarze (Polska) będzie dość znaczny. Wschód ma dość pewną ładną pogodę przy relatywnie wysokiej temperaturze (w dzień), zachód ma dość pewne deszcze i chłody. Które im się przydadzą, bo narzekają tam na suszę od bardzo dawna. Pas centralny będzie na rozdrożu i nie wiadomo jaka pogoda tu będzie. Nie ma sensu wybiegać więcej niż 48h w przód.

    1. U mnie będzie raczej dosyć ciepło, ale pochmurno i pewnie popada, zwłaszcza w niedzielę. Czyli… de facto jak niektóre okresy właśnie września 2017. Przecież tam bardzo trudno było o noce poniżej 10 stopni (de facto w pierwszej połowie września chyba ani jednej i to wcale nie tylko na Okęciu), a i za dnia było blisko 20 stopni zazwyczaj. I dobrze, teraz taki wrzesień 2017 by się bardzo przydał. Tylko aby się to dalej potoczyło jak w takim 2013, a nie 2017, to byłoby na pewno miło.

    2. No niestety mamy na wschod od Zamoscia tradycyjnie suchy i sloneczny wyz ze wschodu, ktory pewnie nie zechce wpuscic opadow wiekszych niz pomijalnie male. Gdyby nie to, ze w Huczwie i Bugu nizowka hydrologiczna a w rowach na lakach wody prozno szukac to bym pewnie nie narzekal a tak to zal serce sciska :(. I tylko maliny owocuja ja durne. Mam nadzieje, ze 12mm z tego tygodnia to nie byl ostatni deszcz we wrzesniu :(.

  71. Bardzo niepokojący jest ten spływ PA prognozowany na około 15 września. Mimo, że to dość daleki termin, to prognozy wydają się stabilne, pokazuje to zarówno GFS i ECMWF.
    Tak naprawdę niepewne jest to jak silny będzie to spływ i jak długo będzie trwać.
    Jeżeli dojdzie to ujemnych temp minimalnych, niestety będzie to oznaczało bardzo wczesną jesień fenologiczną, zwłaszcza że w tym roku drzewa są osłabione przez wiosenną suszę i późne przymrozki.

    1. U mnie to nic nie zmieni. Rośliny są wykończone. Nawet dęby gubią liście choć normalnie dzieje się ton w drugiej połowie października

      1. Bo dla niektórych już jakiekolwiek zejście choć na krótko i nieznacznie poniżej ‚norm’ termicznych jest czymś niepokojącym… w obliczu czegoś znacznie bardziej niepokojącego, a co już zaczyna być coraz częściej traktowane jako „chleb powszedni”… Tak się to już porobiło…

        1. @Lucas @FKU
          Przymrozki we wrześniu są niepokojące i nikomu niepotrzebne. Ale na szczęście to fus, tak samo absurdalny jak ten sprzed kilku dni zapowiadający fale gorąca ;)

          1. @kmroz nie sa nie niepokojace bo to nie jest nic co co nie wpisywaloby sie w normalny wrzesien. Co w tym dziwnego?

          2. Niby fusy, ale dość stabilne od pewnego czasu, dlatego do sporego ochłodzenia dojdzie, tylko pytanie jak długie i intensywne będzie.
            Temp na wys 850 hPa poniżej 0 to są pewne przymrozki.

          3. Naprawdę nie widać ochłodzenia skali niosących aż takie przymrozki (o ile w ogóle). Dlatego też nie widzę powodów do niepokoju, przynajmniej obecnie.

          4. PA we wrześniu to na Podlasiu 100% pewne przymrozki, nie wiem czego wy nie rozumiecie?

          5. @podlasianin
            Przy morskim PAm (przetransformowanym na razie zazwyczaj do PPmch) nie jest to takie oczywiste – nawet na Podlasiu.
            Do tego potrzeba zbieżności kilku czynników, o których wspomniałem poniżej.

        2. Temperatury poniżej normy nie są niczym niepokojącym, ale tak wczesne przymrozki są zupełnie niepotrzebne. Zdecydowanie wolałbym parę deszczowych i chłodnych dni z niskimi temp max. To co teraz potrzeba dla przyrody to deszcz oraz śnieżna i mroźna zima, a nie wczesne i późne przymrozki.

          1. jeszcze zależy od zachmurzenia. Wczesną jesienią do wystąpienia przymrozka potrzebne jest czyste niebo, sama chłodna adwekcja to za mało. W maju 2019 było dużo lodowatych dni z tmax około i poniżej 10, ale było pochmurno i nocami było niewiele mniej niż w środku dnia.

          2. @alewis27
            Ja bym jeszcze dodał słaby wiatr i inwersję w wyżu zbudowanego w chłodnej masie powietrza (oprócz pogodności).
            Gdy nie mamy do czynienia z jednoczesnym pojawieniem się tych wszystkich czynników naraz, to w połowie września nie będziemy mieli przymrozków (przynajmniej więcej niż symbolicznych/lokalnych) – nawet jak adwekcja jest ogólnie chłodniejsza.

          3. @alewis27
            Ale np. W II połowie października to przymrozki niekoniecznie muszą występować przy Bezchmurnym niebie podczas adwekcji chłodnego powietrza. Nie Raz się zdarzyły w towarzystwie dużego zachmurzenia typu stratus, stratocumulus.

          4. Gdzie wrzesień (i to wczesny) a gdzie II połowa października. One się różnią o kilka stopni na samej tavg. Oczywiście że w II poł października może być ujemna temperatura przy zachmurzeniu. Nawet śnieg może padać bez większych problemów.

  72. Niezłe prognozy od dzisiaj do przyszłego weekendu – oznacza to lepszą pogodę niż… w I połowie lipca. Temp. od 21 do 26 stopni i codziennie słońce…

  73. Tegoroczny początek września termicznie poza 01.09 wygląda podobnie jak sierpień czyli z temperaturami umiarkowanymi ( nieco wyższymi w stosunku do norm). Anomalia jest wciąż dodatnia ale powoli się zmniejsza w kierunku norm. W prognozach na najbliższy czas nie widać nadzwyczajnych temperatur. Z jednej strony bardzo zimno ma nie być z temperaturami ok 10 stopni, jedynie pod gęstymi chmurami i dużymi opadami deszczu nieco poniżej 15 stopni ( ale to nic niezwykłego). Z drugiej strony dużego ciepła też nie widać. Temperatury powyżej 25 stopni mogą się pojawiać ale tylko lokalnie i niewiele ponad ten poziom. Ciekawe jak z opadami bo jak narazie wciąż jest słabo przynajmniej na Mazowszu

    1. Warto jednak podkreślić, że tym razem najczęściej najcieplej będzie na E kraju, a co będzie odmianą wobec wielu tygodni tegorocznego lata.
      Poza tym faktycznie jakiś dużych skrajności nie będzie, choć np. dni gorące w cieplejszych regionach jeszcze się pojawią. A i też nie można wykluczyć ochłodzenia po 14-15.09 z pierwszymi lokalnymi przymrozkami (choć jeżeli już, to raczej niewielkimi, na niewielkim obszarze i krótkotrwale).

      Co do opadów… Dobrze, że tym razem największy nań potencjał mamy na W kraju. Ciekawi mnie jak będzie bardziej w C/E pasie kraju (w tym na Mazowszu), bo realizacje opadowe prognoz średnioterminowych w przewadze za sumami kilkunastu mm do 10.09, podczas gdy UM tradycyjnie opady te odsuwa w czasie, a sumy mocno redukuje…

      Powiem szczerze, że obecne zmiany klimatyczne w naszej części Świata najbardziej niepokoją mnie chyba właśnie w kontekście coraz większej nieregularności opadów, zwłaszcza w porze ciepłej.

      1. Ja bym powiedział, że po raz kolejny w tym roku ciepło będzie na Mazowszu. Nie wiem skąd to się bierze, że żadne ochłodzenia tutaj nie są w stanie dotrzeć. Jak zachód jest cieplejszy od wschodu to to ciepło obejmuje także okolice Warszawy a zimno ogranicza się do Podlasia. Z kolei jak teraz wschód ma być ciepły, to na Mazowszu także tak będzie a jesienne klimaty ograniczą się jedynie do zachodniej części Polski. Przyjdą wreszcie kiedyś jakieś mokre i chłodne klimaty czy już do końca roku wyż na wyżu i wyżem poganiany? W ten weekend także miało być chłodno, deszcze i poniżej 20 stopni a kończy się na ponad 20 i słońcu a jedynie trochę więcej chmur niż wczoraj. I tak jest od połowy maja. Beznadziejne to prognozowanie.

        1. Radomir
          Nie zgodzę się z tymi wyżami. Raczej suche i jałowe niże (a dokladniej ich suche wycinki w regionie C Mazowsza) w tym roku przeważają. Bardzo mało wyżów w tym roku mieliśmy nad Polską i jej okolicą.

        2. Zgadza się. W tym sezonie mamy więcej „jałowych” układów niżowych, niż układów wyżowych (zarówno przy ociepleniach, jak i ochłodzeniach).

      2. UM nie tyle redukuje, co przesuwa na zachód. Warszawa 6mm za jutro, Sochaczew już 16mm. Niestety strefa w dużej mierze miałaby wg tego modelu minąć bokiem C Mazowsze

        1. Już kilka dni temu była to jedna z głównych „zagadek” prognostycznych, tzn. jak pójdzie ten niż (i kolejny za 2 doby), przyblokowany wyżem ze E.
          I jak widać sprawa do końca nie jest klarowna – zwłaszcza na obszarach od Warmii przez Mazowsze po E Małopolskę i Podkarpacie.
          Natomiast… już na Ziemi Łódzkiej (i na W od komunikacyjnej „jedynki”) powinno popadać wyraźniej, a na Podlasiu/Lubelszczyźnie może i wcale (przy dość wysokiej tu temperaturze).

  74. W mojej klasyfikacji warszawskiej (która będzie jeszcze aktualizowana), tegoroczny sierpień zajął 9-te miejsce w rankingu najcieplejszych.

    1. Fakt, Tmin 9,6° to lodownia niesłychana jak na wrzesień. To niewątpliwie zapowiedź wczesnej i masakrycznie zimnej jesieni.

      1. Dodając że w jesień już weszliśmy a konkretnie we wczesną jesień. Co roku jest jest to samo-grono ludzi ciężko rozstać się z latem i wydłużają sobie subiektywnie ten okres jak tylko mogą, trudno im sobie uświadomić sobie ten fakt że lato się już skończyło. Nazywając wrzesień jakimś poleciem. Miesiąc ten ma bardzo podobną tavg jak maj który przez jest nazywany przez wszystkich wiosną. Wrzesień tj maj już dużo odbiega ze średnią nawet od najchłodniejszego miesiąca letniego jakim jest czerwiec pomimo że kalendarzowe lato w tym miesiącu trwa dłużej niż w czerwcu. Jedynie najcieplejsze lub blisko rekordowe wrześnie mają średnie wyższe od 15 stopni tak samo jak maje. Wrzesień to również miesiąc przełomowy jeśli chodzi stosunek długości dnia do nocy bo pod koniec miesiąca noc staje się dłuższa od dnia, ale te argumenty nie przemawiają. Każdy ma prawo do swojej subiektywnej oceny, ale ja nie rozumiem tego sztucznego przedłużania lata. Ciekawe czy jakby się trafił niedługo wrzesień na miarę września 1996 albo choćby 2010 to czy też ten miesiąc byłby dla wielu osób „poleciem”

        1. No i się nie dziwię, że ludziom ciężko się jest rozstać z latem, jak w perspektywie jest pora chłodna i ciągnące się wiele miesięcy ciemności i sezon grzewczy. O ile brzydki i zimny maj tego roku nie dołował jakoś bardzo bo w perspektywie było jeszcze całe lato i wrzesień, tak brzydki wrzesień może już mocno zdołować mając w perspektywie co najmniej 6 miechów zanim znów zrobi się ciepło.

          Umowmy sie że wrzesień to wczesna jesień, paździenrik to zwykła jesień a listopad to późna / zaawansowana jesień. Analogicznie z wiosną w miesiącach marzec-maj. Zimą i latem trudno robić takie rozgraniczenia, bo te pory roku mają dość stałe temperatury przez cały czas ich trwania, a wyraźną zmianę długości dnia widać dopiero w lutym i w sierpniu.

          1. Rozumiem że ciężko niektórym rozstać się z latem i jeśli wmawianie sobie że wrzesień to nie jesień im pomaga psychicznie to z jednej strony ok, ale naciąganie i sztuczne wprowadzanie jakiś pór roku może zafałszowywać obraz i wprowadzać chaos. Ja jestem jak najbardziej za takim podziałem na wczesną wiosnę -marzec do późnej-maj i od wczesnej jesieni-wrzesień do późnej-listopad. Wg mnie jest to najbardziej logiczny podział. Między marcem a majem jest olbrzymia różnica temperatur tj między wrześniem a listopadem. Argumentem za takim podziałem są również zmiany w przyrodzie a najlepiej widać to po roślinach w tym drzewach. Wegetacja przecież zaczyna się średnio w marcu (trzymamy się średnich)- zaczynają się zielenić trawy a pod koniec miesiąca na krzewach pojawiają się pierwsze liści. Maj jest zaś dopełnieniem zieleni. We wrześniu zaś zaczyna się intensyfikować proces przebarwiania liści, które swoje apogeum osiąga w październiku a ostatecznie liście opadają w listopadzie- w listopadzie można najczęściej obserwować jeszcze „resztki” wegetacji. Co do lata i zimy to rzeczywiście różnice termiczne są mniejsze, ale też można się odwoływać do bardziej uszczegółowionej pory roku jakim jest lato albo zima. Wszak czerwiec jest początkiem lata a sierpień ostatnim miesiącem lata tj jest z grudniem i lutym. Niemniej różnice termicznie są nieporównywalnie mniejsze niż w porach przejściowych tj różnice w długości dnia

        2. @anonim bo ludzie od tych ciepłych okresów letnich głównie wariują . Dziś rano w tv wypowiadał się jeden z profesorów o zmianie klimatu Svalbardu i dobrze , że mówi się o tym więcej ogólnie o zmianie klimatu i niszczeniu środowiska naturalnego i że czekają na susze itd. A potem prognoza pogody i mówili jaki to.mamy wieki chłód nad Polską. Przypomnę prognoza zakłada według stacji TV od 16 do 24 no faktycznie lodowato 7 września mamy i oczywiście były lamenty czy będzie 30 stopni i pełna lampa bo opady deszczu im nie pasują . Zastanawiają się czy w prognozie na 16 dni pojawi się upał oszaleli jest możliwy na.terenie Polski jeszcze we wrześniu ale na szczęście małe prawdopodobieństwo że pojawi się w tym roku. Wisła wysycha inne rzeki też rośliny usychają rolnicy maja problem a tak w zasadzie i my bo jest drożej ale nie.wazne ważna pełna lampa i 30 stopni . Dobrze że w tym roku już najprawdopodobniej tak nie będzie . Jak ma się pojawić upał to niech to będzie czerwiec przyszłego roku w tym roku pierwszy upał był w czerwcu , a najlepiej w ogóle mało prawdopodobne ale teoretycznie możliwe .

          1. To prawda, ale niestety to wina też ocieplenia klimatu. Coraz mniej okresów z dużymi anomaliami ujemnymi sprawia że zmieniły się oczekiwania ludzi i kwestia percepcji, ale nawet to to co mamy teraz czyli te 16-24 stopnie to zwyczajna temperatura jak na wrzesień a nie chłód. Oczekiwanie termicznego lata w całym wrześniu już nie pisząc o 30 stopniach przez wiele dni we wrześniu jak coś standardowego to olbrzymie wypaczenie. Osobiście też mam nadzieje żadnej 30 już nie zobaczyć przynajmniej do czerwca. Jak dla mnie 25-30 stopni w tym miesiącu przez jakichś czas to wystarczający poziom, ale jak tyle nie będzie to też będzie ok. Temperatur powyżej 25 stopni oczekuję przede wszystkim latem

        3. To jeszcze zależy, czy mówimy o porach meteorologicznych, czy klimatycznych/termicznych (bo astronomiczno-kalendarzowe w kontekście pogodowym nie mają sensownego uzasadnienia). A przy tym, czy mówiąc o porach roku nawiązujemy raczej do statystyk (lato pora najcieplejsza, zima najchłodniejsza, wiosna/jesień przejściowe), czy bardziej do bieżących warunków pogodowych, w tym termicznych…?

          Pewną opcją pośrednią jest określanie pór przez pryzmat tego jakie temperatury DOMINUJĄ – w danym okresie, czy nawet miesiącu (stałym/ruchomym) – ale bez wnikania w szczegóły. Pod tym względem mamy teraz etap przejściowy między (późnym) latem a (wczesną) jesienią – z niewielkim jednak wskazaniem na aurę jeszcze (późno)letnią. Myślę, że wyraźniej zmieni się to około połowy września, ale pewności oczywiście nie mam.

          Generalnie pory termiczne, z uwagi na uwarunkowania, będą rodziły znacznie więcej „dylematów” niż pory meteorologiczne. Zawsze można też pisać o epizodach, czy dodając przed nazwę pory roku jakieś dodatkowe określenia.

    2. O ludzie… 9,6 albo i mniej to miałem przez połowę nocy w tegorocznym lecie, wielka mi tragedia, bo na równikowym zachodzie PL troszeczkę sie zrobilo chlodniej…

      1. Nigdzie nie pisze, że to jest wielka tragedia. Za to z pewnością jest to kolejny z symptomów zbliżającej się jesieni. Dzień coraz krótszy, chmury coraz więcej, a liście zaczynają żółknąć. Tego się nie uniknie, pomimo tego, że zeszły tydzień był bardzo ładny i w sumie dość ciepły, bo ze średnią ok 18*C.
        ps. u mnie było te 9,6*C, a w Gdańsku Rębiechowie(który leży 15 km w głąb lądu) 5,4..to już jest znacznie większy chłód. Dla porównania Gdynia tmin 12,6*C.

        1. W Białowieży niedaleko ode mnie było 3,9, w Bondarach 4,4… Zaraz będą przymrozki o których tutaj nikt nie chce słyszeć mimo tego, ze są zapowiadane już za około tydzień.

  75. Przecież, odczucie zależy od pogody. Gadacie bzdury, gdyż średnia w naszym kraju wynosi jak na razie 17-18 stopni i przez ostatnie dni średnie dobowe, były powyżej 15 stopni. Z definicji średnie powyżej 15 to lato.

    1. @ Realista
      Ale oceniamy cały miesiąc a nie jakichś okres. Termiczne lato ze średnimi powyżej 15 stopni w ciągu jakiejś doby to możemy mieć nawet w marcu i listopadzie jak np. Wrocław (https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=351160424&par=tmx&max_empty=2&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh). To raz a dwa odnosimy się do przeciętnych miesięcznych a nie do tych najwyższych czy najniższych. Prawdopodobnie w miarę ocieplenia klimatu średnia września będzie rosła i być może tavg miesięczna będzie przekraczana częściej, ale będzie rosła też wszystkich pozostałych miesięcy, więc wrzesień nadal będzie najprawdopodobniej daleko w tyle choćby za czerwcem. Być może wtedy zmieni się definicja termiczna lata np. zamiast od średniej dobowej 15 stopni będzie to np. 17 stopni

        1. Jeśli mamy teraz przekroczenia średniej 15 stopni to dla mnie to letnia pogoda we wrześniu a nie lato. Jak już napisałem parę razy każdy może sobie nazywać dany okres jak chce, ale nadużywając terminologii będzie wprowadzał chaos o czym też pisałem. W najcieplejsze doby w marcu i w listopadzie choćby we Wrocławiu też było lato trzymając się tego. Zazwyczaj pod koniec maja średnia też przekracza średnią 15 stopni więc może latem powinniśmy nazwać okres od końca/połowy maja do początku/połowy września.Albo jeszcze inaczej czasem jak wrzesień jest rekordowo ciepły to czasem lato innym razem jesień. Jak Dla mnie to tylko wprowadzanie niepotrzebnego zamieszania i nikt się w tym nie połapie. Kto będzie pamiętał że np. przez 6-7 dni we wrześniu panowało termiczne lato -co innego jeśli chodzi o cały miesiąc

          1. Szukacie dziury w całym. Jak trafiał się okres z temperaturami 25-30 przez połowę września, to jesień, a nie lato. To tak samo jak w marcu, gdy trafi się okres z średnimi dobowymi poniżej -5 stopni, to nie mamy zimy, tylko wiosnę?

          2. Trzymając się meteorologicznych pór roku to dokładnie tak jak napisałeś. Co innego subiektywna odczucia i pory roku termiczne które z jednej strony są najbardziej obiektywne bo opisują rzeczywistość taką jaka ona jest na daną chwilę a z drugiej strony ze względu na potencjalnie możliwe olbrzymie zróżnicowanie pogody w tym samym okresie każdego innego roku wprowadza zamieszanie. Podam taki przykład niezbyt prawdopodobnej ale realnej sytuacji: Może tak się trafić któregoś roku że będziemy mieli bardzo ciepły styczeń, luty ze średnimi powyżej 0 oraz bardzo ciepłą I połową marca a w drugiej połowie marca przyjdzie jakichś okres z średnimi poniżej -5 stopni to powiemy że wróciła zima albo że zaczęła się zima-bez sensu. Lepiej powiedzieć powiew zimowej pogody w marcu .Jeśli zaśn zimowa pogoda np. z lutego przeciąga się na marzec to każdy może sobie powiedzieć że zima się przeciąga co z termicznego punktu widzenia jest właściwe, ale zawsze powinno się porównywać do średnich miesięcznych ani do dużych odchyleń dodatnich czy ujemnych, więc ja wolę użyć określenia że wtedy zimowa pogoda przeciąga się na początek meteorologicznej wiosny, ale to już kwestia indywidualna.

          3. Zima, to zima. Po to są termiczne pory roku, żeby je stosować.I nie ma żadnego zamieszania, skoro we wrześniu wyskoczą gorące dni, to nic nie stoi na przeszkodzie by nazwać to latem.

          4. @ Realista
            No dobrze skoro się trzymasz kurczowo termicznych pór roku to trzymaj się dalej. Tylko pamiętaj że może nadejść kiedyś taki rok że zimy z termicznego punktu widzenia nie będzie w ogóle a i latem choćby w lipcu trafi się pewnie okres kiedy będziemy mieli jesień albo wiosnę

        2. Nie, lato się skończyło 31 sierpnia, 1 września rozpoczęła się jesień. Przyjęło sie, że do klasyfikacji pór roku używamy trzymiesięczne okresy.

          1. No i masz ciepłą i słoneczną pogodę Podlasianinie, ale dopiero na Ukrainie mają letnią pogodę i nawet przez blisko kolejny tydzień tak będzie, po 25-30 stopni może tam być.

      1. Już wyżej napisałem, że mamy jeszcze opcje pośrednie między porami meteorologicznymi a termicznymi/klimatycznymi (bo innych w kontekście pogody nie rozpatrujemy) – tzn. opis możemy odnosić nie do sytuacji bieżącej (krok po kroku), tylko do tego jaka aura, a zwłaszcza temperatura DOMINUJE w danym okresie. Pod tym względem mamy jeszcze nieznaczną przewagę aury letniej nad jesienną, choć myślę, że około połowy miesiąca (z grubsza) zacznie się to zmieniać.

        Tak więc wszystko zależy od tego, czego bardziej dotyczy przekaz, tzn. nawiązujemy do statystyk, czy do opisu bieżącej sytuacji pogodowej.

        Jeżeli jednak nawiązujemy do statystyk, to uważam podobnie jak pisał tu @A.H. – tzn. lato to pora najcieplejsza, zima to pora najchłodniejsza, a wiosna/jesień to pory przejściowe – bez względu na to jakie gdzie przynoszą temperatury średnie. Pod tym względem za bezsens uważam ostatnie sugestie jak np. na TP, że grudzień przestanie być miesiącem zimowym, itp. Pod względem średniej (statystycznej) zmienności termicznej w skali roku zawsze on nim będzie – także na Wsypach Brytyjskich, czy S Europy. Przy tego typu opisie zdecydowanie w większym stopniu odnosimy się do pór meteorologicznych, niż klimatycznych/termicznych (a które to mogą się przecież zmieniać w różnym okresie miesiąca, czy w różnych rocznikach).

        Pod tym względem wrzesień będzie zawsze miesiącem jesiennym, bo (statystycznie) już coraz wyraźniej oddalamy się od letniego plateau (mówiąc obrazowo).

        1. Właśnie o to chodzi że od 2-3 lata widzę tutaj przez niektórych nie tyle opisywanie rzeczywistości co wyrzucanie września z meteorologicznej jesieni. Już gdzieś słyszałem i czytałem parę razy że przecież wrzesień to jeszcze nie jesień. Ci co bardziej siedzą tematyce pogody/klimatu posługują się np. średnimi termicznymi za jakichś okres września kiedy to średnia września jest wyższa niż 15 stopni po to żeby udowodnić swoją tezę że wrzesień to nie jesień. To jest świadoma albo nieświadoma manipulacja i naginanie faktów. Nie piszę tu już nawet o użytkowniku Realista ale pamiętam że może ze 2 lata wszedłem w polemikę z którymś użytkowników ( nie pamiętam już nicku) który w ten sposób udowadniał mi że wrzesień to nie jesień bo u niego gdzieś na zachodzie Polski średnia temperatura września do połowy miesiąca przekracza 15 stopni. Nadużywanie zaś terminologii przedwiośnie, przedzimie czy nowe pojęcie dla mnie polecie może spowodować że wiele osób wyprze sobie w ogóle ze świadomości że wrzesień to jednak wczesna jesień, będzie powtarzać co roku że to polecie i wprowadzi nową porę roku;) czym „zarazi” inne osoby;) I tak to się upowszechni. Wystarczy że media w tym temacie „karmią” ludzi tymi kalendarzowymi porami roku od wielu lat- i tak mam zdecydowaną większość znajomych z rodziny, którym się wydaje że do 22 września gorąca pogoda to nic niezwykłego bo to przecież to lato a chłody czerwcowe do 21 dnia też ich nie zadziwiają bo to przecież jeszcze wiosna. I to na tyle filozofowania;)

          1. dużo osób też wrzuca grudzień do jesieni i też trudno im się dziwić po tym jak wyglądało ostatnie kilka grudniów, szczególnie w zachodniej części kraju. Grudzień mający +3K i 20-40h słońca to jeszcze brzydsza wersja późnej jesieni niż klasyczny listopad.

          2. @alewis
            No właśnie z grudniem jest tak jak z wrześniem. Wracając jeszcze do września jeśli są osoby które chcą wyrzucić wrzesień z jesieni to powinni być konsekwentni i wyrzucać maj z wiosny co oczywiście też jest absurdem;). Co do grudnia to ostatnimi laty panuje w tym miesiącu najczęściej jesienna pogoda, ale nie zmienia to faktu że przeciętnie jest to 3 -ci najzimniejszy miesiąc roku, dość sporo chłodniejszy jednak niż przeciętny marzec czy listopad. Ale jak sam napisałeś być może kilkadziesiąt lat średnia wieloletnia zimy w ogóle nie spadnie poniżej 0 być może więc i stycznia i lutego i wg tutaj niektórych ta pora roku powinna zniknąć. Trudno stwierdzić czy tak będzie, ale gdyby doszło do takiej sytuacji to okres grudzień i luty nadal będzie najzimniejszy. Szerokości geograficznej nie zmienimy tak jak i zresztą w ogóle położenia geograficznego. Na niższych szerokościach geograficznej zdarza się że to sierpień jest najcieplejszy a najzimniejszy np. grudzień, na jeszcze niższych szerokościach np. w Indiach najcieplejszy jest maj w Sahelu na półkuli północnej co ciekawe wyższe temperatury przynajmniej te maksymalne odnotowuje się zimą niż latem kiedy to jest pora mokra. Trzeba pamiętać o różnicy nasłonecznienia. Proporcje między długością dnia a nocą zmniejszają się w kierunku południowym. O ile u nas różnica w długości dnia między czerwcem a sierpniem jest już duża o tyle w Hiszpanii jest nieporównywalnie mniejsza. Temperatura średnia może rosnąć ale wyraźny podział pór roku jednak raczej pozostanie

          3. Wtedy nie będzie już zimy zdefiniowanej jako tavg obszarowa (wieloletnia) 15 rozszerzy się na okres np. 4-miesięczny. Tyle że to wciąż nie będzie 4 miesiące lato. Lato jako najcieplejszy okres w roku będzie zdefiniowane jako JJA. Nawet jak kiedyś maj/wrzesień osiągnie to co kiedyś miał lipiec, to sam lipiec nadal będzie znacznie cieplejszy.

      2. Dla mnie średnia dobowa na poziomie 15 st. to jest g… a nie lato. Zwłaszcza, gdy jest pochmurno, deszczowo i wietrznie. Gdy tmin wynosi 14 st, a tmax wynosi 16 st, ciężko uznać taki dzień za letni.
        Takie dni zdarzały się od czasu do czasu w listopadzie. Idealnym przykładem jest tutaj 5.11.2010. Średnia dobowa temperatura przekroczyła 15 stopni, cały dzień porywiście wiało i było pochmurno. To są iście jesienne warunki (choć oczywiście jak na listopad było bardzo ciepło), a nie letnie.

        1. Bo te 15 stopni to jest próg termicznego lata w odniesieniu do średniej z lat 1981-2010 i do tego do całej Polski. Wobec tego termiczne lato się dość dobrze pokrywa z meteorologicznym, bo średnia obszarowa (wieloletnia) przekracza 15 st na przełomie maja i czerwca i utrzymuje ten poziom do przełomu sierpnia i września. W refie 1991-2020 te granice się przesuną o parę dni z jednej i z drugiej, ale nie jakoś znacząco. Lato nie rozszerzy się nagle na 5 miesięcy, a wrzesień nie będzie letnim miesiącem nawet za 50 lat bo 30 IX średnia wieloletnia wynosi ledwo 10,7*C (ref. 1981-2010)

          Inaczej sprawa sie ma z zimą, bo tam najniższa średnia obszarowa to -2,6*C. I za kilkadziesiąt lat bez problemu może dojść do sytuacji, gdzie tavg wieloletnia w ogóle nie spadnie poniżej zera.

        2. @alewis27
          Tylko, że średnie statystyczne (klimatyczne) służą jako podstawa do METEOROLOGICZNYCH pór roku. W tym sensie zima będzie zawsze (podobnie jak i inne pory roku), a najchłodniej będzie statystycznie ZAWSZE w miesiącach DJF. Jeżeli Tavg przekroczy zaś zero, to nie zmieni faktu, że te miesiące będą nadal ZIMOWYMI – tylko przy łagodniejszej zimie (lub inaczej z dominacją aury późnojesiennej/przedwiosennej).

          Jak grudzień można jednoznacznie określić (jako cały miesiąc) w sensie zmienności termicznej (dokonywanej na bieżącej) skoro jedne dni/okresy/sezony mogą przynosić Tavg np. poniżej -5°C, a inne powyżej +3°C? Podstawą przypisywania poszczególnym miesiącom określonych pór roku jest statystyczna zmienność coroczna i to z uwzględnieniem okresów najchłodniejszych, najcieplejszych (w skali roku) i przejściowych.

          Natomiast ocena dokonywana w kontekście pór termicznych z natury rzeczy będzie bardzo różnorodna. I pod tym względem uważam, że najlepszą opcją jest pisanie np. „początek jesieni/września z aurą typowo letnią”, „lipiec z epizodami jesiennymi”, „początek wiosny z aurą nadal zimową”, „grudzień z aurą nie-zimową”, itp. – jak również: aura późnoletnia, wczsnojesienna, późnojesienna (a nie tylko jesienna), itp. – aby dokonać jednak jakiegoś zróżnicowania – bo same terminy: wiosenna, letnia, jesienna, zimowa, często mogą być zbyt mało precyzyjne (np. aby rozróżnić przypadki dni z Taxg +14°C i +1°C).

          1. Jestem jak najbardziej za taką oceną brzmi to inaczej niż pisanie np. że mamy lato we wrześniu bo średnia temperatura przekracza 15 stopni. Z przypisywaniem aury jakieś porze roku może się też wiązać pewien dylemat ( ale to szczegół) bo podczas chłodnej aury w czerwcu możemy napisać wiosenna pogoda w czerwcu, w sierpniu możemy napisać jesienna bo wiadomo czerwcowi bliżej do wiosny a sierpniowi bliżej do jesieni a co takim lipcu albo styczniu;). Aura powinna być opisywana tak naprawdę tylko ze względu na warunki termiczne a nie na takie czynniki jak zachmurzenie czy opady. Drążąc temat zakładając czysto hipotetycznie tak jak Ci którzy chcą posługiwać się tylko warunkami termicznymi – jeśli zimy ocieplą się na tyle że będą średnio powyżej 0 stopni (bez zmiany definicji termicznych pór roku) i to każdy miesiąc łącznie ze styczniem. Grudzień wrzucilibyśmy do jesieni, luty do wiosny a styczeń…? przecięlibyśmy ten miesiąc na pół;). Chcę tylko pokazać jakie absurdy mogłyby wyniknąć gdybyśmy namieszali w nazwach pór roku i klasyfikowaniu na nowo miesięcy do nich

          2. @anonim
            Próba „szufladkowania” pór roku na podstawie samej bieżącej temperatury może prowadzić do wielu absurdów. Nawet takich, że po jesieni powróci lato, albo po wiośnie (przedwiośniu) powróci zima.
            Albo też w jednej miejscowości Tavg wypadnie +0,1°C i będą mówili, że np. grudzień był jesienny (lub co gorsza, że to miesiąc jesienny), a niewiele dalej -0,1°C i będą mówili, że np. grudzień był zimowy (lub co gorsza, że to miesiąc zimowy). Ciekawe jak opracowywaliby w takich okolicznościach podręczniki szkolne odnośnie takich przypadków…???

            Klasyfikowanie całych miesięcy ma sens tylko w odniesieniu do pór meteorologicznych i to zgodnie ze statystyczną zmiennością coroczną (wieloletnią), a nie z samymi bieżącymi warunkami pogodowymi.

            A jak chcemy opisywać aktualną pogodę to pory roku traktujemy przymiotnikowo (opisowo) i zarazem przy dużej elastyczności używanego nazewnictwa – w zależności od zmienności pogodowej w danym czasie i na danym obszarze.

          3. @Lucas wawa
            Dokładnie. Więc już podsumowując tą dyskusję. Uważam przede wszystkim powinniśmy trzymać się pór meteorologicznych. Dalej uważam że ocenianie aktualnej pogody która np. stanowi jakieś duże odchylenie od normy i bardziej pasuje do innej pory jest ok o ile nie zafałszowuje to ogólnego obrazu danego miesiąca w odniesieniu do średnich. Po prostu wypowiedzi sugerujące albo bezpośrednie że wrzesień to nie jesień albo grudzień to nie zima lub tworzenie nowych pór roku powinny być „niedopuszczalne” ;) ( a takie się pojawiają)

  76. Ciekaw jestem, czy podczas tej jesieni zdarzą się jakieś dni z wiatrem halnym sięgającym na całą Polskę. Fen jest nieodłącznym zjawiskiem sezonu jesiennego, choć oczywiście nie zdarza się co roku. Największe „uderzenia” halnego jakie pamiętam były 27 października 2006, 30 października 2008, 7-8 października 2009, 31 października 2010, oraz 29-30 października 2018.
    Czyżby październik miał jakieś specjalne „predyspozycje”, skoro w przeważającej części najsilniejszy fen trafia się właśnie w tym miesiącu?

  77. Dzisiaj pochmurno z przejaśnieniami, ale bardzo ciepło (jak na wrzesień) – u mnie na S Mazowsza 24 stopnie. Patrzę w prognozy na najbliższy tydzień i widzę, że wschód Polski będzie cieplejszy od zachodu. Na E Polski ma być 20-25 stopni, miejscami tmax powyżej 25 stopni.

  78. Na pomorzu zachodnim typowa polska jesień w pełni, 2 dni temu wiatry w porywach niemal do 50km/h w środku dnia, wczoraj nawet stojąc w przebijających się promieniach słońca nie było za ciepło, również wiał wiatr, dzisiaj cały dzień pochmurno, co jakiś czas siąpi jakiś deszcz, prognozy na kolejne dni (nie licząc jakichś przebłysków wyżowej pogody 11-13 września) podobne do dzisiejszego dnia, poranki bardzo chłodne, szyby w autach zaparowane o 9, pogoda bardzo porównywalna do tegorocznego maja.

  79. @testovironn
    „szyby w autach zaparowane o 9”
    To chyba akurat normalne we wrześniu? U mnie nawet w ciepłe dni wrześniowe szyby są zaparowane a poranki są zimne. Zresztą z tego co widzę w Szczecinie mimo pochmurnego nieba jest 18 stopni, więc nie tak mało.

    1. Zimno we wrześniu (przy pochmurnym niebie) to już bliżej 10 stopni niż 20 niestety. W pełni lata możemy mieć zachmurzenie całkowite i opady deszczu przy 20 stopniach w dzień oraz nocy prawie że tropikalnej (lipiec 2018), we wrześniu to już nie przejdzie. 2 lata temu w II poł września (największe opady) temperatura balansowała na granicy 10 st w środku dnia.

    2. @alewis mam trochę bliżej do Gorzowa niż do Szczecina, nawet nie wiem czy na stacji w Gorzowie temperatura przekroczyła dzisiaj 16 stopni, około 15 było bliżej 14 stopni…

  80. Dzisiejszą aurę określiłbym krótko: zdecydowanie bardziej jesienna na W Polski oraz późoletnia we E części kraju (choć też w przewadze pochmurna). A to wszystko już na poczet meteorologicznej jesieni.

    Przy okazji warto zwrócić uwagę na różnice w zachmurzeniu. Tam gdzie na W Polski jest najchłodniej zachmurzenie jest całkowite (bardzo gęste) i ma niską podstawę. Natomiast bardziej na E jest w większym stopniu piętra średniego i wysokiego, a przy tym jest bardziej porozrywane (a co też przedkłada się na różnice temperatur – zarówno tej na wyższych wysokościach, jak i bliżej pow. Ziemi).

  81. Tymczasem w okolicach Torunia dzisiaj umiarkowane opady deszczu o charakterze ciaglym, cos czego nie bylo tutaj od dawien dawna i mimo ze dzien dla wszelkiej aktywnosci weekendowej jest juz stracony to i tak moje serce sie raduje bo po takim suchym okresie letnim jak w tym roku deszczu nigdy za duzo a i moze w koncu jakies grzyby w lesie sie pojawia :-) Dzisiaj najprawdopodobniej tmax nie przekroczy u mnie +13.5C tymczasem 1 wrzesnia bylo u mnie rowno +33,5C czyli jak latwo policzyc 20C mniej, czuc ze powoli wkraczamy w jesien ale nie smuci mnie to bardzo bo okazji do plazowania bylo w moich okolicach mnostwo glownie w 3 dekadzie sierpnia kiedy rowno przez tydzien mielismy codziennie powyzej 30C jak tez przez wiekszosc czerwca. W moim odczuciu okresow goracych bylo nawet az nadto i mogloby byc wiecej dni z umiarkowana temperatura i umiarkowanymi opadami deszczu ktorych niestety zabraklo

  82. Czy ta p*****na susza się kiedyś skończy??
    Ponownie jedna strefa minęła Piotrków Trybunalski od zachodu, druga właśnie mija od wschodu i u mnie tylko lekko pokropiło. Ostatni opad dobowy powyżej 10 mm był 13 czerwca. Kiedyś bym pomyślał, że to nierealne, a teraz dzieje się na moich oczach…

      1. Niestety, mieszkam 10 km na zachód od Piotrkowa i największy opad mnie minął. Takiego pecha do opadów jeszcze nie miałem :). Spadło u mnie dziś i wczoraj łącznie 4,5 mm

  83. Oj, zapachniało już jesienią… Pochmurno, jakiś deszczyk siąpi, chłodniej. Robi się już cicho, smętnie i ponuro, ustał letni zgiełk a dzieci wróciły z wakacji. Wieczory coraz dłuższe i ciemniejsze, robi się klimat taki, że ino barek otwierać:-)

  84. Anomalia za I dekadę września chyba jednak utrzyma się powyżej +2K temperatury są jednak wyższe zwłaszcza na wschodzie kraju niż pokazywały to oba modele parę dni temu. Poza tym w prognozach też widać nieco wyższe temperatury niż wcześniej zapowiadane na dni 8-10 września. Ciekawe czy w tym roku wypadnie jeszcze jakichś miesiąc poniżej normy

    1. Anomalia roczna nadal +1,85K (ref. 1981-2010). Bez choć jednego miesiąca co najmniej lekko chłodnego (jeżeli nie więcej) myślę, że o nowy roczny rekord ciepła nie będzie trudno…

      1. Ostatnio czekaliśmy 13 miesięcy na chłodny miesiąc. Teraz dopiero 4 leci (już można z całą pewnością powiedzieć że wrzesień chłodny nie będzie) ale sądzę że jeszcze trochę poczekamy.

        1. Jeszcze szansa/ryzyko że wrzesień będzie chłodny jest.
          Miesiące poniżej normy występują tak rzadko w ciągu roku że można się tym nawet ekscytować;). Liczę że rekord ciepła roczny jednak nie padnie, za dużo już tych rekordów ciepła

          1. Jak nawet nie padnie dziś, to co to zmieni? Padnie za rok albo za 2, tyle, że wtedy z jeszcze większą nawiązką. To nieuniknione, globalnego ocieplenia i tak już nic nie zatrzyma, a wyobrazić sobie rok z anomalią wyższą niż +1,6K względem tego starego już ref. 1981-2010 jest naprawdę bardzo łatwo. Z pewnością może być jeszcze dużo cieplej, tak samo jak w Wiśle może być dużo mniej wody. Nigdy nie jest tak, by nie mogło być gorzej, a my jesteśmy dopiero na początku drogi.

          2. @Marcin
            Tyle tylko, że mamy prawo mieć nadzieję na jakieś mniej czarne scenariusz klimatyczne. Skala dalszego ocieplania klimatycznego, zwłaszcza jak rozpatrujemy ją bardziej lokalnie, nie jest wcale już na dzisiaj przesądzona. I chyba lepiej, żeby nowe rekordy roczne ciepłe padały średnio co 5-10 lat (okresowo może i nawet 10+ lat), niż żeby w jednej dekadzie było ich np. 4-5…

          3. @Marcin
            Natura raczej nie będzie czegoś nadrabiać. Ja jednak uważam że nie jest pewne że jesteśmy skazani na nowe rekordy roczne i inne co 2 czy 3 lata albo i co rok. Zresztą tego nikt nie wie. Może być też tak że przez wiele lat kolejne roczniki będą wśród najcieplejszych ale nie będą ustanawiane nowe rekordy. Niepokojące jest jednak tempo bicia nowych rekordów w naszym kraju i globalnie. Koncentrując się na naszym kraju to poczynając od roku 2014 szybkość bicia nowych rekordów ciepła rocznych, miesięcznych i tmax jest niezwykła i bardzo niepokojąca , więc może być tak jak piszesz, ale to nie jest pewne.
            A wygląda to tak: w 2014 roku padł nowy rekord średniej rocznej w Polsce, w 2015 czyli po roku został pobity, dodatkowo w roku 2015 padły dwa rekordy tavg miesięczne (sierpień, grudzień) i dwa razy tmax miesięczne (sierpień, wrzesień). W 2018 padły znów dwa rekordy ciepła tavg miesięczne (kwiecień, maj), rekord ciepła dla lata i jeden rekord tmax miesięczne (listopad). W 2019 który jeszcze trwa mamy już rekord miesięczny tavg i tmax (w obu przypadkach czerwiec). Klimat ociepla się od dawna ale przed rokiem 2014 czegoś takiej intensywności i szybkości bicia nowych rekordów nie było. Jeśli to jest trend to aż strach myśleć nawet o najbliższej przyszłości.

          4. Ja bym jeszcze dodał kwestię, o której była tu kiedyś mowa.
            Tzn. niewiadoma, czy rok 2017 był u nas (tzn. w naszej części globu) tylko niewielką korektą wobec zdecydowanego PRZYSPIESZENIA trendu ocieplenia, czy może (opcja B) dotychczasowe cykliczności nieco się zaburzyły, ale dostąpimy w najbliższych rocznikach w tym względzie spowolnienia (?).
            Zwłaszcza w skali lokalnej niczego z góry nie można zakładać i dobrze, aby rzeczywistość przynajmniej okresowo pozwalała dawać nadzieję na mniej „czarne” scenariusze z tym związane.
            Fakt, że klimat w szerszej skali w ogóle się ociepla, nie determinuje od razu, że nadal musi dziać się to aż tak szybko jak wskazywałyby na to ostatnie roczniki. Czy sprawa w tym względzie jest już przesądzona (jak wynikałoby to z Twoich ocen) – osobiście poddaję pod wątpliwość….

          5. Nie każdy miesiąc się ociepla tak samo szybko, co łatwo można zauważyć choćby latem. Lipce ostatnio wyraźnie spowolniły (druga dekada tego miesiąca to wręcz chłody, ostatnia upalna była w 2010), za to mocno nadgania czerwiec (do 1981-2010 się nie ocieplał za mocno, za to 1991-2019 ma największą dodatnią różnicę ze wszystkich miesięcy letnich) oraz sierpień, tu też tylko 2016 normalniejszy reszta gorąca / upalna. Przez to może nam się wydawać, że klimat się ociepla dużo szybciej niż myślimy, ale to się powinno wyrównać za kolejnych kilka lat. Myślę, że teraz czeka nas parę chłodniejszych czerwców i sierpniów (zapewne i tak będą powyżej normy 1981-2010 albo nawet 1991-2019) ale za to ‚odpali’ się śpiący od paru lat lipiec.

          6. Zmiana klimatu globalnie jest bardzo interesująca dla mnie i bardzo ważna dla ludzkości, ale nie ukrywam że ciekawsze dla mnie jeszcze bardziej jest to co dzieje się w Polsce ponieważ tu żyje i tu empirycznie doświadczam tych zmian. Nie da się ukryć że przynajmniej od 2014 do 2019 u nas w Polsce te zmiany zachodzą już znacznie gwałtowniej niż średnio na całym globie. Co roku 2017 ale również 2016 w Polsce to w obu rocznikach nie odnotowano żadnych nowych rekordów ciepła w skali krajowej. Nie da się jednak ukryć że w obu rocznikach nie zabrakło bardzo ciepłych miesięcy co ostatnio jest standardem ( jak nie pada nawet jakichś rekord to jakiś jeden przynajmniej miesiąc wyróżnia się wysoką dodatnią anomalią). W roku 2016 mieliśmy bardzo ciepły który do roku 2018 miał znaczącą anomalię dodatnią. Był czerwiec 2016 który do roku 2019 też miał znaczącą anomalię dodatnią ( przy maju 2018, maj 2016 blednie tj czerwiec 2016 przy 2019) i wrzesień 2016 gdzie lokalnie padły chyba nawet rekordy tavg. W roku 2017 był zaś marzec, który też zanotował chyba jakieś lokalne rekordy tavg, oraz sierpień. Pomijając nawet te fakty to 2 letnia przerwa od nowych rekordów ciepła i tak jest wyjątkowa krótka. W tym czasie między rokiem 2014 a 2015 poza jakimś symbolicznymi rekordami zimna tmax lokalnie ( marzec 2018 i lipiec 2018) żaden miesiąc nie wyróżnił się szczególnie niską anomalią ujemną tavg. Nie zaliczyłbym do tego ani stycznia 2016, 2017 ani lutego 2018 ani marca 2018 bo to do najzimniejszych to była przepaść.
            Mam nadzieje że to nie jest trend i nie jest w trakcie błyskawicznego wręcz przyspieszenia ocieplenia klimatu, ale jest to co najmniej zastanawiające.
            Tak czy inaczej uważam że mamy jeszcze kilka miesięcy z dużym potencjałem na nowe rekordy ( szybsze, wolniejsze ocieplenia poszczególnych miesięcy uważam za kwestie losowe). Choćby na pierwszym miejscu jest październik. Jest to miesiąc z chyba największym potencjałem na nowy rekord tavg jaki tmax w tej chwili. Wrzesień który teraz mamy również ma dość spory potencjał na nowy rekord tavg, ale w tym roku już z dużym prawdopodobieństwem nas to ominie (choć teoretycznie szanse jeszcze są). Oczywiście są jeszcze inne miesiące gdzie wg mnie istnieje wobec tego się dzieje obecnie stosunkowo spora szansa na nowe rekordy w najbliższym czasie, ale nie będę się już rozpisywał. Jak będą wyglądały kolejne lata w Polsce tego oczywiście nie wiadomo, ale jeśli nie będzie nawet tak często nowych rekordów to na jakieś duże spowolnienie tych zmian nie liczę, choć chciałbym się mylić

          7. @anonim
            Jednak to jest różnica jak z dekady na dekadę mamy progres nieco ponad +0,3K/dek. (jak do ok. 2010 r., a ruchomo może i nawet do 2013 r. włącznie) a +0,6K/dek. jak obecnie (zwłaszcza za sprawą roczników 2014-2019). I nie jest tak jak sugeruje @Marcin, że co to za różnica, czy rekord będzie już teraz, czy (nawet z nawiązką) za 1-5 lat. Tempo ocieplania się to tak naprawdę pierwsza pochodna, a na nią mają wpływ „krok po kroku” WSZYSTKIE bieżące poziomy i anomalie.
            Ja mam nadzieję, że najbliższych co najmniej tyle samo kolejnych lat co 2014-2019 sprawi, że tempo ocieplenia nie będzie znacząco wyższe niż średnio w okresie od 1980-2013 r., a co i tak było już dużym przyspieszeniem. Gdyby jednak roczniki 2014-2019 okazały się (oby nie) jakimś nowym standardem, to byłoby przerażające – oznaczałoby to najczarniejszy z i tak bardzo czarnych scenariuszy klimatycznych. Czy tak być już musi? W mojej ocenie NIE i oby NIE (przynajmniej tej skali), choć oczywiście i najgorszego niestety wykluczyć nie można…

          8. @Lucas wawa
            Oby, nadzieja w tym że nigdy nic nie jest przesądzone ani pewne w naturze, tym bardziej w tym przypadku

        1. Nietrudno się domyśleć, że pisałem o tym w kontekście POZOSTAŁYCH (ostatnich 3-4) miesięcy roku.
          Stan bieżącej anomalii rocznej (ok. +1,85K; ref. 1981-2010) ma już bowiem uwzględniony nieco chłodniejszy (w skali kraju) maj.

          1. Rekord roczny jest w zasięgu jeśli jesień też okaże się dość (umiarkowanie) ciepła a grudzień kolejny raz wyraźnie atlantycki (co w grudniu oznacza anomalię +3K albo większą)

            Dotychczas rekordy roczne wyrabiały przede wszystkim lata z ciepłymi zimami. Ten 2015 rok poza sierpniem to taki dość ‚meh’ jeśli chodzi o okres kwiecień – październik. Było wiele lepszych i cieplejszych roczników od niego w tym aspekcie. Zmieniło się to w 2018 kiedy rekord był pomimo chłodnego lutego i marca.

          2. @alewis27
            To prawda. Poza rokiem 2018 ogólną „ciepłotę” wyrabiały głównie pory chłodne, zwłaszcza same zimy + marzec. Nie bez powodu miesiące DJFM w największym stopniu korelują z całą anomalią roczną.
            W tym roku miesiące pory ciepłej (licząc od kwietnia) nie są aż tak bardzo ciepłe jak przed rokiem (z wyjątkiem czerwca), ale i też okres zimowy w I kwartale dość mocno się skrócił. Zobaczymy, czy – dla odmiany – IV kwartał roku przyniesie szybsze postępy ku zimie (?). Bo jeżeli ponownie tak się nie stanie (z uwagi na to co pisaliśmy wcześniej) nowy rekord ciepła będzie dość łatwy do osiągnięcia…

  85. U mnie od wczoraj popołudnia barowa pogoda ale padać zaczęło w nocy. Najmocniej padać ma jutro, um prognozuje opad o intensywności nawet 6 mm na godzinę. Rosną szanse na wrzesień powyżej normy jeśli chodzi o sumę opadów. W zasadzie to na papierze ostatnim suchym miesiącem był czerwiec jeśli chodzi o Muchowiec. Lipiec wyrobił opady jedną burzą (oprócz niej spadło ok 45 mm) sierpień był lekko ponad normę.

    To że temperatura będzie ponad normę to nic ciekawego, większość jest powyżej normy. Nawet wyjątkowo brzydki wrzesień 2017 był ciepły, choć wcale tego było nie czuć i bliżej mu było do września 1996.

  86. Jutro od Śląska, Małopolski, przez świętokrzyskie, łódzkie, kujawsko-pomorskie po pomorskie chyba jest możliwy dość solidny incydent burzowy. Z dużym prawdopodobieństwem ostatni w tym roku (?)

  87. Dzisiejsza pogoda na C Mazowszu może niezbyt zachęcająca (jak dla mnie). Jednak w aspekcie przyrodniczo-klimatycznym czuję pewną ulgę. W zaistniałych okolicznościach potrzeba bowiem, aby układy niżowe przynosiły więcej regularnych opadów (niekoniecznie nawalnych z burzami). A i ochłodzenia nie powinny być powodem do niepokoju – zwłaszcza przy kolejnym tak ekstremalnie ciepłym (jak dotąd) roczniku…

    Nadal podtrzymuję, że jeżeli tej jesieni akcenty/epizody (przed)zimowe będą się nam odwlekały w czasie, a grudzień nie okaże się bardziej zimowy, to nowy roczny rekord ciepła mamy „w zasięgu ręki”… Tak dużą nadwyżkę ciepła mamy do tej pory – większą niż w adekwatnym okresie roku 2015, czy 2018 (!)….

  88. „Chociaż do astronomicznej jesieni pozostały jeszcze dwa tygodnie, pogoda wczoraj, dzisiaj i jutro przyzwyczajać nas będzie do jesiennych klimatów”
    http://www.meteo.pl/komentarze/index1.php

    ->>> Nie rozumiem dlaczego nawet meteorolog-synoptyk ICM opisując pogodę nawiązuje do tych najmniej przydatnych w takich okolicznościach typów pór roku….??? Może jeszcze czerwiec „powinien być” średnio chłodniejszy od września…???

    1. W czerwcu powinny być cieplejsze tylko 8 dni niż we wrześniu, zaś we wrześniu 22 dni, analogicznie z marcem i grudniem😆. Może ten meteorolog opisując pogodę w ten sposób nie chce już zmieniać przyzwyczajenia ludzi do kalendarzowych pór roku jako jedynych prawdziwych. W swoim otoczeniu nie znam ani jednej osoby która posługiwałaby się meteorologicznymi porami, nawet jaki jak komuś tłumaczę to albo mało ich to interesuje i zapominają, albo uważają że to nie ja amator ale pogodynki i meteorologowie z mediów muszą mieć rację

      1. Jeszcze dodam tylko że najprawdopodobniej nie zmieni tego nawet rekordowo ciepły czerwiec 2019 bo niektórzy w tym roku a inni za rok albo za dwa lata już o tym zapomną, jeśli nawet nie o tym że był to rekordowy czerwiec to zagubią percepcji również w stosunku do września i zapomną jak bardzo był gorąco/upalny był to czerwiec. Dla września po zasięgiem następne w kolejności ekstremalnie ciepłe czerwce a przecież czerwiec 2019 od czerwca choćby 1964 dzieli przepaść

      2. Pół biedy jak nie znają pór meteorologicznych. Najgorzej jak ocenią w stylu: np. w połowie czerwca, że przecież ma prawo być „wiosennie”, bo przecież mamy jeszcze wiosnę (itp.). Tak się nie powinno robić nawet w odniesieniu do pór meteorologicznych, a co dopiero tych najmniej związanych z pogodą astronomiczno-kalendarzowych.
        Moim zdaniem niewłaściwa w tym względzie jest edukacja już na poziomie pierwszych klas z przedmiotów przyrodniczych.

        1. Zgadzam się. Ogólnie wiedza Polaków (ale chyba nie tylko) o klimacie i pogodzie jest dramatycznie zła, nawet jak się tam trochę interesują pogodą, szczególnie stanem faktycznym. Twierdzenia typu że przed 20/21 czerwca ma prawo być bardzo zimno bo to jeszcze wiosna to standard który słyszę za każdym razem jak w tym czasie rzeczywiście jest poniżej normy. Twierdzenia że skoro dziś jest 30 to jutro na pewno nie będzie +18 i pochmurno to też standard. Mogę podać jeszcze przykład z astronomii. Niektórzy uważają że październikowa zmiana czasu wiąże się z tym że to wtedy dzień staje się krótszy niż noc i podobnie w drugą stronę w marcu. Ja z nikim ze swojego otoczenia (rodzina, znajomi) już nawet nie wchodzę w większą polemikę z powodów o których pisałem wyżej ( argumenty amatora nie przekonują za to pogodynki to są ekspertki/ci). No ale nie każdy nie musi się tym interesować tylko później często przy jakichś dużych anomaliach albo zmianach pogody następuje zaskoczenie pomimo że to naturalne i zdarza się n-ty raz.

  89. Właśnie przeglądam sobie dane na https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=350190560&par=ff10_time&max_empty=0&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh i z tego co zauważyłem, z każdą kolejna dekadą mamy coraz mniej dni z silnym wiatrem. Według powyższych danych, dni wietrzne przed 1970 rokiem były niemal codziennie. Obecnie takie dni należą do rzadkości.
    Zastanawiam się, czy te dane są wiarygodne, czy to jest może jakiś problem z uaktualnieniem danych czy z przenoszeniem stacji synoptycznych, tak jak w przypadku usłonecznienia.

    1. Lokalność porywu, położenie stacji, niedokładny pomiar? Zaskakujące, ale – mimo wszystko – nie wyciągałbym daleko idących wniosków. Takie zestawienie danych z jednej stacji niewiele wnosi, jest li tylko ciekawostką samą w sobie.

  90. Konkretnie popadalo, u mnie na Bielanach w Warszawie, sądzę, że od wczorajszego wieczora 20mm opadu powinno się uzbierać. Czyżby wrzesień miałby być wilgotny i choć trochę poprawić bilans wodny

  91. Wczoraj w dzień 24 stopnie i jeden z cieplejszych wieczorów w tym roku, a dzisiaj +25 i znowu sporo słońca. Taka pogoda we wrześniu to mi się podoba :D

    1. Z kolei Warszawie i okolicom należała się nareszcie „chłodniejsza strona mocy” względem reszty kraju. Do tej pory ostatnio było niemalże zawsze odwrotnie.

      1. dobrze, dobrze że przechodzą opady i to wieloskalowe, tyle się mówi o suszy także w telewizji czy internecie, a czasami jak się czyta czy ogląda prognozy to deszcz zaczyna być katastrofą zwłaszcza w weekend, podobnie jak nieco bardziej zachmurzone niebo nie mówiąc o zachmurzeniu, pogoda jest łaskawa i ta słoneczna i ta deszczowa, dopiero kiedy zaczyna brakować istotnie jednego albo drugiego można ponarzekać.

  92. Od pewnego czasu w prognozach przewija się potężna fala upałów we Francji, która może rozpocząć się pod koniec tygodnia nawet 35 stopni i to nie tylko na południu kraju, ciekawe czy rzeczywiście jeszcze tak spiecze Francję i tak wysuszoną i spieczoną tego lata.

      1. miejscami Wschodnia Polska już od jakiegoś czasu nie doświadcza, tak jak Białystok dostawał nieco więcej deszczu tak już od prawie 3 tygodni tam prawie nie padało i nie zanosi się ze będą większe opady w najbliższym czasie, chyba ze z poniedziałku na wtorek, ale modele nie dają tam solidnych opadów, bardzo szybko przechodzimy w skrajności.

        1. Przy nizszych temperaturach (a takie konsekwetnie zarzucaja fusy ok. 15 IX) to chociaz parowanie bedzie mniejsze. Z wodami gruntowymi na wschodniej Zamojszczyznie jest gorzej niz w lipcu. Nawarstwienie sie suszy z 2015, 2017, i wiosny 2018 a teraz sucha zima 2018/2019 i wysychaja ludziom studnie oraz przestaja bic zrodelka, ktore wedle pamieci ludziej bily zawsze ( np. Krylow czy Krynki kolo Kotorwa). Mokrej jesieni i zimy nam potrzeba.

          1. Nasilają się te skrajności opadowe, w Katowicach w samym wrześniu mamy już ok 50 mm opadu, jakoś 550 mm od początku roku, choć trzeba odnotować że nietegularnosc opadów spowodowała że na przełomie czerwca i lipca i tu było bardzo sucho, coś czuję że grzybiarze będą mieli świetne warunki jak się tu wypogodzi.

      2. Czekałem na wieczorne odsłony wszystkich modeli. Faktycznie wyłania się obraz ponownie coraz bardziej suchej II dekady września – bez względu na ochłodzenia, czy ocieplenia. Zobaczymy, czy nic w tym względzie się już nie zmieni…?

    1. Latem i do tej pory we wrześniu, wbrew pozorom, częściej rządziły jałowe niże (poza okresami/miejscami z konwekcją), niż wyże. Czyżby zanosiło się na wyraźniejszą w tym względzie zmianę…?

  93. za to tworzy się solidny układ burzowy który zaczyna zmierzać nad południowo-zachodnią Polskę, może przynieść niemałe ulewy.

  94. Dzisiaj na Okęciu pierwszy raz od 16 lipca Tmax nie osiągnęła 20 stopni. A biorąc pod uwagę odczyty z poprzedniego dnia to od 10 lipca, ale i dla dzisiejszego dnia wartość z wczoraj o 18 będzie 21 st. W rzeczywistości dzisiaj w ciągu dnia było tylko 15,8 a faktyczna temperatura maksymalna 8 września padła najprawdopodobniej minionej nocy o północy: 16,5.

  95. W dalszym ciągu jednak średnia dobowa na Okęciu powinna być nieco większa niż podczas najchłodniejszych dni 1. połowy lipca

    1. Pierwsze dni z temperaturą niższą niż w najchłodniejszych dniach lipca (i zarazem lata) już w zdecydowanej części kraju i w skali całej doby (najniższa od tamtego czasu Tavg obszarowa) prawdopodobnie za około tydzień.

  96. Niepokoi mnie ochłodzenie, które ma się pojawić w przyszły weekend. Zimno w wersji suchej. Od blisko 3 tygodni nie padał u mnie porządny deszcz i w ogóle w najbliższym czasie opadów nie widać.

  97. A tymczasem w okolicach Bielska-Białej po niedzielnych przelotnych opadach późno wieczorem utworzyła się gęsta mgła niczym w listopadzie.

    1. A ja sobie tak myślę, że jak weźmiemy przypadki z obecnie chłodniejszych i bardziej pochmurnych regionów, wespół z podobnymi jak w I połowie maja b.r. + z ciepłą zimą to… wychodzi obraz 8-9 miesięcy z podobną wiosno-jesienią (przy Tavg zróżnicowanej maksymalnie o 5-10 st.).
      Oczywiście wpływu na pogodę nie mam (i dobrze, że jednostkowo nikt z nas takiego nie ma). Jednak bez nieco bardziej wyrazistego lata i bardziej wyrazistej zimy (ale w granicach „przyzwoitości”) jak dla mnie zdecydowanie za długo trwające te umiarkowanie-atlantyckie klimaty…

      1. 2019 jest jeszcze spoko. Mogiła była w zasadzie tylko przez grudzień 2018, styczeń niezły jak dla mnie, luty marzec i kwiecień też. Maj koszmar ale z atlantykiem to on miał tyle wspólnego co rum z rumakiem.

        Znacznie gorszy syf panował w okresie koniec stycznia – koniec marca 2016 (2 miechy mokrego i ponurego przedwiośnia, temp stanęła w miejscu na tych paru stopniach na plusie) oraz przez większość pory chłodnej 2017/8. Pora chłodna 2018/9 była daleka od opcji najgorszej choć wolałbym by była tak z 3-4 stopnie zmniejsza w miesiącach DJF.

  98. Ciekawostka…
    Poniedziałkowe ranne rozdanie ECMWF kończy zapowiedzi taką sytuacją:
    https://www.wetterzentrale.de/maps/ECMOPEU00_240_2.png
    To byłby już faktycznie przypadek z wyraźniejszą adwekcją masy PA (oczywiście odpowiednio przetransformowanej), przybliżający nas do pierwszych jesiennych przymrozków – zwłaszcza jakby potem centrum tego wyżu „blokującego” przybliżyło się z W do Europy środkowej.

    Piszę jednak o tym tylko w ramach ciekawostki. Bo choć i takiej opcji wykluczyć nie można, jest ona podobnie skrajna co zapowiedzi Tmax wokół 30°C po połowie września.
    Na razie, w granicach wiarygodnych zapowiedzi przeważają opcje późnoletnie naprzemiennie z wczesnojesiennymi, przy ponownie coraz rzadszych opadach od początku II dekady września.

    1. Jakaś adwekcja chodu pojawiała się i wcześniej, ale albo mijała nas od zachodu, albo szła bardziej na wschód. Coś jest więc na rzeczy. Na razie najbliższe trzy-cztery dni mają być jednak przyjemne.

  99. Nad ranem nad Dolny Śląsk i Opolszczyznę wszedł mega MCS na radarach była jedna wielka czerwona plama lało bardzo mocno i co ciekawe całkiem solidna burze przeszła u mnie przed chwilą, ale nadal leje, pięknie od soboty polało w regionie, nawet Zielona Góra doczekała się solidnej dawki deszczu.

    1. @daniel – Wrocław też otrzymał dwie, porządne porcje opadów, jedną w nocy, druga właśnie się kończy, ale chyba jeszcze dopada. Uwielbiam taką pogodę.

      1. @grzybiarz
        Dokladnie. Za kilka dni jak zrobi się pogodnej i ciepłej to wybieram się (już po raz 3 w ostatnim czasie) na grzyby. Nie jestem jakimś zapalonym gdzybiarzem, ani tym bardziej znawcą ale w tamtym roku było słabo, a w tym jest sporo grzybów. Ja jak coś to jeżdżę w lasy okalajace kotlinę jeleniogórską, bądź Izery, gdzie w tym roku jest spory wysyp.

          1. Sądzę, że wystarczy jak wybierzesz do okolic Opoczna, tam co chwila lało i grzmiało tego lata to co mijało cię bokiem. Ja czasami jak było trzeba też jechałem godzinę pociagiem, by opuścić stepisko i pozbierać trochę smakołyków leśnych

    2. @daniel
      Zgadza się. Teraz można spokojnie oczekiwać kilku (tylko oby nie więcej!) pogodniejszych dni.

  100. To Katowice dziś dostaną mocne deszcze. Już w nocy porządnie lało, a najmocniej ma lać dziś po południu. A potem kilka pięknych suchych dni z umiarkowanie wysoką jak na wrzesień temperatura. Super miesiąc póki co, w końcu się pogoda nie zacina na amen skazujac nas na wielotygodniowe upały bądź chłodye jak do tej pory

    1. Dziwi mnie, że Ty, jako osoba zdecydowanie ciepłolubna w porze letniej mówi o wielotygodniowych upałach tego lata podczas gdy najdłuższe fale upałów trwały po 7 dni (10-16.06, 26.08-1.09, przy czym ta druga to nawet można polemizować czy to była wgl fala upałów skoro część z tych dni nie przekroczyła nawet 30 stopni, a te którym się to udało to zazwyczaj o jakiś 1*C) Te długotrwałe chłody zresztą też nie wiem kiedy skoro przez całe lato może było z 3-5 dni z temperaturą maksymalną poniżej 20 stopni. Mówię tu o S kraju, bo na NE np faktycznie było pod tym względem gorzej.

      1. Lipiec a zwłaszcza jego pierwsza połowa to były chłody i dużo chmur w dzień. Statystyka statystyką, to że tmax na chwilę osiąga 20 nie zmienia tego że dużo nocy miało tminy 7-9, wieczory były zimne jak normalnie we wrześniu, słońce świeciło od 4.30 do 9 rano, potem cały dzień pochmurno. To był bardzo nieprzyjemny okres i to że na papierze nie jest taki zły niczego nie zmienia. Podobnie można powiedzieć z 2018 rokiem że przecież to wcale nie było upalne lato bo upałów prawie że nie było a tmax roczna z trudem sięgała 32 stopni. A to że z 50 dni miała tmax 27-29 to już się nie zauważa :) Teraz jest lepiej niż w lipcu, jak leje to leje a jak jest ładnie to jest ładnie. Żadnych durnych jałowych nizy.

    2. No z tym „piękne dni” to bym jednak uważał :/

      We wtorek i środę sporo konwekcji (suchej oczywiscie) a od czwartku UM widzi już wchodzenie większego zachmurzenia. Czyżby znowu jałowe chmurzyska? 🤢🤮

  101. No to tym razem wschod opadowo pokrzywdzony. Ciekawe kiedy doczekamy sie wreszcie na wschodniej Zamojszczynie jakiegos frontu z 40mm opadow… Poki co od 15 sierpnia raptem 13mm i co gorsza dzis goracy dzien a w perspekrywie jeszcze jeden taki co najmniej do konca tygodnia.

  102. Dzisiaj kolejny dzień z kontrastem termicznymi między wschodem a zachodem Polskim. Zachód Polski od rana pochmurny z burzami i deszczem przy umiarkowanej temperaturze ok lub niewiele ponad 15°C a wschód Polski pogodny i suchy. Zobaczymy ile dzisiaj będzie stopni na E Polski. Ja obstawiam 27-29°C o ile się poważnie nie zachnurzy skoro już o 10 temperatura w niektórych regionach na wschodzie kraju wynosiła 22-24°C.

    1. I nareszcie Podlasie po zdecydowanie cieplejszej „stronie mocy” – już kolejny zresztą dzień.
      W porze ciepłej nie mamy aż tak dużej różnicy między średnimi standardami termicznymi w Polsce W oraz E – jakby mogło wskazywać na to tegoroczne lato…

      1. o właśnie mieszkańcy Białegostoku nie powinni narzekać na ostatnie dni, dzisiaj błękit nieba i o 12:00 już 27 stopni, a dość pogodnych i ciepłych dni w najbliższym czasie trochę będzie.

  103. Oj idzie chłód jak się sprawdzi to mogą być przymrozki przy gruncie co najmniej. 14 w dzień i 5 w nocy to średnia wieloletnia dla połowy października.

    1. Mamy definitywny kres okresu kiedy w Arktyce T850 w przewadze jest dodatnia. Patrząc na mapy synoptyczne widać jak coraz większy chłód może zacząć spływać już do Europy (także środkowej) jak tylko pojawi się wyraźniejsza adwekcja NW/N/NE – a która to coraz częściej przewija się w zapowiedziach.
      Nie mniej, zanim to (ewentualnie) nastąpi, to jeszcze trochę późnoletnich dni nas czeka – tym razem także na E (nawet NE) kraju.

      1. Prawdę powiedziawszy to w Arktyce już nawet T2M na coraz większym obszarze jest ujemna. A za niespełna 2 tygodnie zacznie się robić noc polarna.

          1. Układ pojemnościowy…
            Największe nasłonecznienie w czerwcu, a najmniejsze w grudniu.
            Najcieplejszy statystycznie lipiec, najchłodniejszy styczeń. Woda w morzu (np. Bałtyku) najcieplejsza statystycznie w sierpniu, a najchłodniejsza w lutym.
            A pokrywa lodowa w Arktyce… minimum we wrześniu, a maksimum w marcu (odpowiednio na finiszu dnia polarnego i nocy polarnej).

    2. Te 14 stopni w dzień i 5 nocy albo nawet ok 0 to już niezły chłód jak na wrzesień przy pogodnym niebie, ale kiedyś takich chłodnych okresów zdarzało się więcej. Po 20 września zaś przy spływie powietrza z N robi się coraz większy potencjał na tmax poniżej 10 stopni szczególnie przy zachmurzonym niebie. Jest to jednak już bardzo duże odchylenie ujemne i zdarzało się to rzadko i kiedyś. Tak niskie temperatury zdarzają się dużo rzadziej niż w podobnym tavg maju. Tak przy okazji ostatnich dyskusji nt. pór roku ciekawie wypada porównanie maja z wrześnie jeśli weźmie się pod uwagę rekordowe tavg. U mnie Warszawie np. rekordowy maj z 2018 jest aż 1.9 stopnia cieplejszy od rekordowo ciepłego września z 1967 a z drugiej strony maj rekordowo zimny maj jest zimniejszy o 1.0 stopień od rekordowo zimnego września. Z danych na mteomodel można się dowiedzieć więcej ciekawych przy porównaniu obu miesięcy w Polsce. Okazuje się że przeciętny wrzesień jest dużo cieplejszy od przeciętnego maja nad samym morzem. Niewielka dominacja września nad majem jest też blisko zachodniej granych, generalnie im dalej na wschód tym korzystniej wypada maj. W centrum i na wschodzie Polski przeciętny maj jest cieplejszy od września. Że wrzesień jest cieplejszy nad morzem niż maj to mnie nie dziwi ale że proporcje między wrześniem a majem zmieniają się z kierunku zachodniego na wschód na korzyść maja w kontekście ciepła to tego nie wiedziałem. Bardzo ciekawie wygląda też porównanie kwietnia z październikiem. Nad morzem oczywiście cieplejszy październik ale dalej w zdecydowanej większości kraju za sprawą bezprecedensowego ocieplenia kwietnia w ostatnich dekadach, kwiecień średnią wyprzedził październik który wcześniej wszędzie praktycznie był nieco cieplejszy. Porównanie zaś marca z listopadem wypada na korzyść listopada w kontekście ciepła. Jedynie w niektórych dekadach i miejscami marzec był cieplejszy od listopada. Ogólnie wyłania się obraz szybciej ocieplającej się wiosny od jesieni przynajmniej do tej pory. Być może to się jednak zmieni. W dawnych dekadach można było liczyć najczęściej na cieplejszą czasem sporo jesień niż wiosnę a teraz jest często odwrotnie

      1. W miesiącach wiosennych mamy przede wszystkim większe dysproporcje i rozbieżności w zakresie zmienności temperatur – w porównaniu z miesiącami jesiennymi.
        Poza tym, im bardziej na E tym proces wiosennego ocieplenia i jesiennego ochłodzenia przebiega szybciej.
        Im bliżej zimy, tym E oczywiście częściej będzie chłodniejszy (tak wiosną, jak i jesienią). Natomiast im bliżej lata, tym różnice E vs. W nie są aż takie duże (wzrastają między nizinami a morzem/górami). Nie można jednak wykluczyć, że proces osiągania letniego plateau jest nieco szybszy na E (bez względu na same maksima latem), bo te obszary są oddalone w większym stopniu od oceanu (a ten chłodniejszy jest w maju, niż we wrześniu).

        1. Oczywiście jest to logiczne, ale nigdy się nad tym nie zastanawiałem ani nie sprawdzałem. Bo to że nad samym morzem jest cieplej jesienią niż wiosną to specjalnie się zastanawiać nad tym nie trzeba. Wracając do porównania maja z wrześniem to tu też widać ocieplenie większe ocieplenie maja w stosunku do września w stosunku 1981-2010 w stosunku do dekady 1951-1980. W Szczecinie np. gdzie wrzesień 1981-2010 jest cieplejszy od maja ale niewiele o 0.3 stopnia w okresie bazowym był cieplejszy o 1.1 stopni, zaś w Białymstoku na wschodzie kraju maj jest cieplejszy o 0.9 stopnia, podczas gdy w starym okresie bazowym był cieplejszy ledwie o 0.2 stopni. Jeśli porównamy całą wiosnę z całą jesienią to widzimy że tylko marzec pozostał miesiącem wiosennym który jest nieco chłodniejszy od analogicznego listopada. W obecnej trwającej wciąż dekadzie widać jednak pewne niewielkie zmiany na korzyść września w stosunku do maja. Byłoby trochę dziwne gdyby wiosna wciąż ocieplała się szybciej niż jesień w kolejnych dekadach bo w końcu powstała by duża różnica

  104. Co do Arktyki to ma prawo jeszcze ubyć lodu do połowy września to normalne ale oczywiście zasięg obecny nie jest normalny . To samo tyczy się marca 9 marca można by było oczekiwać że zamarznie na finiszu ale nie musi tak byc jeszcze do połowy marca lub nawet troszkę dłużej może zasięg wzrastać to samo tyczy się września tyle że w drugą stronę .

    1. Potwierdzam ulewę w Łodzi. 10-15 minut lało, wiało, błyskało i dawał mocno grad. Tradycyjnie ulicami rzeki płynęły z gradem na powierzchni. Oberwanie chmury jakiego już dawno nie było.

          1. Daniel, bo nie masz tyle betonu. W każdym większym mieście wystarczy 10mm, które spadnie w gwałtownej ulewie, aby pojawiły się małe zalania.
            @kmroz – centrum ulewy przeszło tym razem przez całe miasto i Lublinek zmierzył 15mm

  105. To po 15 września nam się bardziej ociepli czy jeszcze bardziej jednak ochłodzi bo prognozy teraz wskazują na ten drugi wariant???

          1. 20 stopni to nie gorąc, więc we wrześniu jest jak najbardziej ok, jednak okresowe zejścia poniżej 15 z deszczem (tak jak dzisiaj) przyjmuję z „pocałowaniem w rękę” ;) I nie jest to bynajmniej dzień do zapomnienia lecz do miłego zapamiętania :)

          2. 10-15 stopni w listopadzie? Chyba żartujesz…. To już ogromna anomalia. W listopadzie temp. 10stopni powinna być przekraczana tylko incydentalnie. 10-15 stopni to temperatura październikowa w normalnym klimacie choćby 1980-2010

          3. teraz to już odlatujesz, 10-15 w listopadzie jest co rok i to sporo takich dni. Zwłaszcza na południu kraju, bo gdzieś tam na Suwalszczyźnie to faktycznie może być o te 10 st ciężko. Południe kraju w porze chłodnej ma halniaka który z łatwością daje temperatury 16-19 stopni w listopadzie.

            Zerknąłem na ilość dni z Tmax poniżej 10,0 i średnia w okresie 1981-2010 dla listopada wynosi…20,9. Czyli w zupełnie normalnym listopadzie mogę liczyć na 9 dni ponad 10 st. To niemało, niewiele mniej niż dni liczba >25 st w sierpniu. Ponadto normą są 2 dni z tmax powyżej 15 stopni.

          4. „10stopni powinna być przekraczana tylko incydentalnie. ”

            Od początku tego wieku chyba tylko dwa listopady miały maksymalną absolutną temperaturę poniżej 15 stopni. Zazwyczaj podczas najcieplejszych dni jest ponad 15 stopni, czasem nawet 17. A w skrajnych przypadkach może być koło dwudziestki, tak jak w latach 2002, 2008, 2014 oraz 2018. Zresztą w 2002 roku najwyższa temperatura wystąpiła nocą…
            Mam na myśli mój region, czyli Górny Śląsk, które jest szczególnie podatny na wpływ wiatru fenowego.

            Wrzucam tabelkę z najwyższymi absolutnymi temperaturami dla danych miesięcy.

            https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=350190560&par=tmax&max_empty=0&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh

          5. No czyli poniżej do max. 10 dni z temp pow. 10 stopni jest dla mnie w listopadzie całkowicie do zaakceptowania. Mi w odpowiedzi chodziło że to nie jest norma, a myślę że dni z temp pow 15 stopni to już ślad i oby ta norma 1980-2010 jak najdłuzej się utrzymała.

          6. Lukasz
            Dzięki, max. 5,6st w 56roku robi wrażenie.
            Bardzo ciekawa statystyka. Dziwi mnie bardzo że nigdy nie było roku w którym jakiś miesiąc zimowy miał ujemną max. temp. To, że przez tyle lat to się nigdy nie zdarzyło, pokazuje w jakim zmiennym klimacie żyjemy.

          7. Tzn. mam na myśl w jakiej strefie klimatycznej żyjemy, w której występuje tak zmienny klimat.

          8. Jeśli chodzi o tmax abs. to rekordzistą jest grudzień 1969 gdzie ta tmax z wielką biedą przekroczyła zero. Dla stycznia ten rekord jest całkiem świeży i wynosi 2,4 st z 2010. Wyjątkowo niski jest też grudzień 2001 z maxem 3,6. Lutego z bardzo niskim maksem już dawno nie było, rekord 2.0 z 86 roku, w 2005 było 4.7, a większość lutych ma wartości dwucyfrowe, czasami nawet powyżej 15 stopni. Nic dziwnego, wszak koniec lutego ma już cąłkiem konkretne nasłonecznienie i łatwiej wtedy o odwilż 10+ niż o takie mrozy jak w w 2018. Pod względem tych rekordów przeważa ciepło – po 2000r. odnotowano rekord w kwietniu (2012), maju (2005), czerwcu (2000), sierpniu (2013), wrześniu (2015) i październiku (2001). Rekord najnizszej tmax ma styczeń (2010), maj (też 2010) i wrzesień (2001). Jeśli chodzi o rekordy Tmin to tutaj rekord zimna po 2000 ma tylko kwiecień (2002). Rekordów zimna (ale ciepłych – najwyższa Tmin abs.) dużo więcej.

            Niezwykle trudno jest by przez cały miesiąc nie było żadnej dodatniej temperatury na południu Polski. Wszak średnia liczba dni z Tmax <0 to około 30 na rok, taki miesiąc by tę normę sam wyrobił.

            A wracając do listopada, to on ma dość wyraźny spadkowy trend – o ile w pierwszych dniach norma tmax wciąż wynosi ok. 10 stopni, tak w ostatnich to już jest prawie zima. I większość tych ciepłych dni 10-15 stopni przypada zwykle na pierwszą połowę miesiąca. Druga połowa listopada to zwykle już kaplica pogodowa, słońce widzisz raz na tydzień i jest przy tym 0-5 stopni, czasami 5-10, do tego na drzewach już nic nie ma i wszystko gnije na ulicy. Ostatnio grudnie to dramat jeśli chodzi o jakość zimy, ale historycznie to II poł listopada była kojarzona z taką późnojesienną smętą.

  106. Podobno po 1 września miało przyjść jakieś ochłodzenie. Przyszło czy dopiero przyjdzie, bo liczę na jakiś dzień poniżej normy, a najlepiej kilka tak ze 3,4 stopnie?

    1. Myślę, że po połowie września zacznie się okres z przewagą ujemnych anomalii. Ale na ocenę skali tego potencjalnie większego ochłodzenia jeszcze za wcześnie.

    1. Poznałbyś mikroklimat Livigno oraz wysokość npm to byś nie gadał o niespotykanej sytuacji… Jakby już na zawsze przestał padać we wrześniu to byłoby dopiero wcześniej niespotykane…

      1. Ok, zapoznałem się z tą miejscowością. Leży ona w Alpach na niemałej wysokości, co nie jest już takie dziwne w kontekście niedawnych opadów śniegu. Zresztą u nas także padał śnieg w Zakopanem i to w pierwszej dekadzie września – tak było m. in. w latach 2007 oraz 2008.

        Ale powiedz to innym osobom, którzy zwiastują nawet ochłodzenie klimatu w związku z opadami w Livigno (oczywiście na tym blogu na szczęście takich osób się nie spotka).

        1. u nas w Nowym Sączu (niziny) śnieg spadł 14 maja. Katowice dużo lepsze nie były, tego dnia było 6-7 stopni w środku dnia. Ziąb okrutny, anomalia na tmaxie rzędu -14K. W taką pogodę wypełzają denialiści z naszym Andrzejkiem Dudą na czele, który przy jakichś mrozach w lutym 2018 napisał słynnego tweeta o globalnym ociepleniu vs. tym co ma za oknem.

          1. Jakie globalne ocieplenie – przecież się ochłodziło, spadł śnieg…?
            Węgiel nasze „czarne złoto” – mottem przewodnim na kosztownym szczycie klimatycznym ws. konieczności redukcji gazów cieplarnianych…
            itd.

            W innych kwestiach – nie związanych z pogodą/klimatem – nie będę się wypowiadał, bo i nie jest to właściwe nań miejsce.
            Powiem tylko tyle: nie tędy droga nasza władzo (przynajmniej w tej kwestii)…

  107. Dobrze, że na C Mazowszu popadało +/- 20 mm w niedzielę i to bez nawałnic. Bo obecna strefa jedynie otrze się o W części regionu. A w II dekadzie września zanosi się na mizerne opady – i to bez względu na temperaturę i zachmurzenie.

    1. A tymczasem okolice Zielonej gory doswiadczyli drugiej dzis burzy. Generalnie najladniejszy opad w tym roku i chyba od Roku 2017

      1. Swoją drogą to jakiś dramat że jeden deszczowy dzień to od razu najładniejszy opad od 2017… Współczuję ZG, u mnie na S DŚ takich dni jak dzisiaj to już miałem w tym roku co najmniej kilka.

        1. Dzisiaj (liczę dobę od północy wczoraj do północy dziś) spadło na stacji w Zielonej Górze 38mm (pewnie się to rozłoży statystycznie na 2 doby, tj. 08.09 oraz 09.09.), co ważne zbliżony opad był notowany praktycznie w całej południowej części województwa lubuskiego, a nie tak jak w miesiącach letnich, że nawet pomiędzy dzielnicami miasta były duże różnice. Niestety prognozy na najbliższe 2 tygodnie są bardzo suche.

  108. Pod względem termicznym na E Polski mieliśmy dzisiaj aurę letnią, tzn. b.ciepłą (gorącą), a przy tym nie brakowało Słońca (zwłaszcza od C Mazowsza i Lubelszczyzny na N/E). I nie ma się czemu dziwić, skoro napływało tu powietrze znad Bałkanów:
    http://www1.wetter3.de/Trajektorien/traj_2019090906_Warschau__.gif

    Dodajmy, że taka sytuacja w dalszej części jesieni jest znamienna dla tzw. babiego lata. A w jeszcze większym stopniu w okolicznościach jakie pokazuje na finiszu swojej dzisiejszej wieczornej prognozy model GEM:
    https://www.wetterzentrale.de/maps/GEMOPEU12_240_2.png

    Z kolei na W kraju, gdzie układ niżowy łukiem z NW->SW zaciągnął chłodniejszą masę polarnomorską (atlantycką), było za dnia wokół 15°C, a przy tym pochmurnie i mniej lub bardziej mokro.

    Dzisiejsza aura może być dobrym przykładem na wyjaśnianie na zajęciach przyrodniczych (geograficznych) zagadnień związanych z przejściowością naszego klimatu w Polsce.

  109. Katowice za pierwsze 9 dni września mają 60 mm deszczu przy średniej z całego okresu 1951-2018 wynoszącej 62 mm. Przesada w drugą stronę też niewskazana, niech teraz będzie 5-10 suchszych i pogodnych dni. Upały i tak nam już nie grożą.

    1. W środkowej Polsce, w tym na Ziemi Łódzkiej, też już chyba teraz powinni mniej narzekać na brak opadów i z większą „ulgą” przyjąć bardziej suche i przynajmniej częściowo pogodniejsze dni jakie przed nami (na razie licząc do ok. 16-18.09) – nie związane już z jakąś gorąco-upalną falą.

      1. Zdecydowanie, takich opadów nie było tutaj praktycznie od maja, nawet epizod sierpniowy nie przyniósł tyle deszczu równomiernie na całym obszarze.
        Po tym nie będę miał nic przeciwko długotrwałej pogodzie słonecznej byle tylko nie było zbyt zimno (czyt byle nie było przymrozków).

  110. Pięknie wygląda na radarach ta wielka strefa opadów przechodząca przez Polskę od Podkarpacia po Kujawy i Wielkopolskę. Dzisiaj przeszła już jedna strefa opadowa z burzami która przyniosła ulewy między innymi w Łodzi. Teraz kolejna leje już równomiernie na dużym obszarze kraju. Do tego jest relatywnie wysoka temperatura i praktyczny brak wiatru. Tak bardzo brakowało czegoś takiego np w pierwszej połowie lipca.

    1. ano prawda, chętnie przyjąłbym takie deszcze zamiast tej bezpłciowej pierwszej połowy lipca. Piździało zwłaszcza nocami, słońca w dzień jak na lekarstwo, a i tak było sucho. Do niczego ta pogoda była.

    1. U mnie w centrum póki co bieda jeśli chodzi o temp i usłonecznienie, ale patrząc po Sat24 wyraźnie idzie ku lepszemu. W tej chwili ledwie 14,7*C i dość silny zachodni wiatr. Ale wydaje się, że jeszcze z pół godziny i powinno zacząć przeważać Słońce, a temp. podskoczyć do okolic 20C.

  111. Dla wszystkich tych warszawiaków co narzekają tutaj na tegoroczny rzekomo „zimny” lipiec, mam dość wymowny parametr (który właśnie sprawdziłem).
    Otóż, najniższa dobowa Tmax tego miesiaca wyniosła w stolicy (oficjalnie) 18,2°C. Natomiast ten sam parametr średni za najnowszy okres referencyjny (jeszcze niekompletny) 1991-2018, wynosi … 17,7°C.
    A warto wiedzieć, że ta ostatnia wartość jest i tak wyższa, niż dla starszych 30-letnich okresów referencyjnych.

    1. Charakterystyczne w tegorocznym lipcu było to, że ujemna anomalia (-4/0K) utrzymywała się jednym ciągiem nieco ponad pół miesiąca (docelowo w kontekście Tavg). A nie na zasadzie, że mieliśmy jakieś nadzwyczaj ujemne (jak na lato) anomalie, ale trwające krócej. W tym wypadku podana przez Ciebie statystyka nie będzie wskazywała na jakieś nadzwyczajne chłody w rozpatrywanym miesiącu.

      Jednak ogólnie, w całości, był to miesiąc ze średnią wokół normy – w zależności od okresu referencyjnego, czy regionu – nieco poniżej lub powyżej niej.

      Wybiórczość ocen sprawia jednak, że przynajmniej część z nas koncentruje się tylko na wybranych fragmentach (w tym wypadku tych chłodniejszych), podczas gdy te pozostałe (w tym wypadku te cieplejsze) traktowane są jako „coś co być powinno”, a więc i „coś normalnego”. Stąd też taki przesadzony obraz tegorocznego lipca, po nadzwyczajnie ciepłym czerwcu – a który to tylko na krańcach NE Polski po części można uznać za bardziej uzasadniony (obszary najbliższe faktycznie chłodniejszej w tym przypadku W Rosji).

  112. GFS prognozuje około 25 września porządny upał we Francji. Gdyby to ciepło przesunęło by się bardziej na wschód w ciągu kilku następnych dni, być może mielibyśmy atak na pierwszy październikowy upał w historii.
    Ale jak na razie to tylko gdybanie na podstawie „fusów”.

      1. Napływ PA nie będzie się czaił, tylko napłynie nad Polskę. W weekend się nam upiecze, mimo ochlodzenia, ale potem już nie.

          1. No niezupełnie.
            40 w czerwcu jest nierealne, przynajmniej na obecnym poziomie „ciepłoty” naszego klimatu. A trzydziestka w październiku to tylko kwestia czasu oraz odpowiedniej sytuacji barycznej, która by musiała wystąpić w przeciągu pierwszych pięciu dni miesiąca.

          2. Akurat do 40 stopni w czerwcu brakuje rekordowi tyle samo, co do 30 stopni w październiku.

            No i przypadkiem… Nie jest już trochę za zimno w naszych rejonach, żeby temperatura w tym roku przekraczała trzydziestki? Zwłaszcza z wyżem z powietrzem arktycznym.

          3. Zależy gdzie… na północnym wschodzie nie ma szans na 30 stopni w październiku (rekord to nędzne 25 stopni z Białegostoku), ale na południowym zachodzie oraz na Podbeskidziu przy halnym jest na to duża szansa (obecne rekordy z tamtych rejonów przekraczają lub osiągają 28 stopni).

  113. I dekada września już na 100% wyjdzie ponad 2 K powyżej normy. A niektórzy twierdzili, że I dekada tegorocznego września będzie chłodniejsza od I dekady września 2017, która miała anomalię +0,22 K. Patrząc na prognozy to powyżej normy wyjdzie cała I połowa września. Zobaczymy czy trend przewagi dodatnich anomalii będzie kontynuowany w II połowie września czy będzie przewaga dni z anomalią poniżej normy.

    1. Wrzesień powyżej normy na 100% nie jest przesądzony jak już ktoś tu tak napisał. Jak zwykle najwcześniej wszystko będzie już bardzo prawdopodobne w okolicach końca II dekady z zaznaczaniem najwcześniej i bardzo prawdopodobne, ale nie pewne. Narazie mamy wskazanie że może być to miesiąc raczej powyżej normy patrząc na obecną anomalię i prognozy do 15.09

      1. @anonim
        Ale jednak było widać w prognozach na I dekadę września (a nawet i nieco dłużej), że spływ z rejonów (sub)arktycznych na większą skalę nam nie zagraża – a co najwyżej umiarkowany chłód znad N Atlantyku.
        Zważywszy jednak na bardzo ciepłe jeszcze niektóre dni (niektóre jeszcze gorące/upalne) można było przypuszczać, że anomalia do 10.09 nie zejdzie wyraźnie niżej niż do ok. +2K (ref. 1981-2010). I tak będzie na pewno do 13-14.09.
        Dopiero II połowa września może przynieść w tym względzie wyraźniejszą zmianę, bo jakieś spływy z dalszej N/NW/NE przewijają się w prognozach – co jednak dopiero się okaże…

        1. @Lucas wawa
          Potencjalnie istnieje jeszcze dość spore prawdopodobieństwo zbicia anomalii ok +2K z I połowy września w II połowie tego miesiąca. Natomiast miałem na myśli cały wrzesień. Im wyższa anomalia dodatnia po dekadzie, połowie, 2 -óch dekadach tym wyraźniejsze wskazania na wrzesień powyżej normy. Na pewno jednak nie jest jak już tu ktoś napisał że na pewno jesteśmy skazani na wrzesień powyżej normy już w teraz. Spływy z dalszej N są już poza skillem, więc wiadomo że nie można ich brać poważnie

  114. Po 9 dniach września anomalia wynosi +2,28 K. Na wypadek gdyby ktoś twierdzi, że to wszystko przez „oszukańczy” 1 września z anomalią dzienną +8,17 K, policzyłem, że bez tego dnia anomalia za osiem dni (2-9 IX) wynosi +1,54 K.

    1. To że jest powyżej normy to już chyba… Norma? Skoro nawet tak paskudny miesiąc jak 09.2017 był powyżej i to nie tak mało. Wczoraj u mnie lało cały dzień, słońca nie było w ogóle, było chłodno. A średnia dobowa i tak 15 stopni czyli ciut powyżej normy dla 9.09.

      Wyraźnie poniżej normy to chyba tylko przy PA może być.

      1. Tak jak napisałem wyżej. Przynajmniej na razie bez wyraźniejszego spływu z obszarów (sub)arktycznych anomalie nadal będą w zdecydowanej przewadze dodatnie, co najniżej wokół zera (w skali kraju).
        Dopiero od października/listopada mogą być ujemne także przy częstszym „kręceniu” powietrza nad samą Europą (zwłaszcza od linii Skandynawia-Morze Czarne na E/N).

  115. To co jest nad Polską wygląda na niż z ciepłym rdzeniem. Takie są najczęściej byłe huragany i sztormy tropikalne. Nie jest to Dorian bo ten jest jeszcze nad Północnym Atlantykiem i celuje w Cieśninę Fram, nie jest to Gabrielle bo ta jest jeszcze dalej, więc co?

    Chce to się komuś prześledzić wstecz na mapach synoptycznych?

    1. Z tego co pamiętam (codziennie przeglądam mapy synoptyczne) niż utworzył się z zafalowania frontu, który dotarł do nas znad Adriatyku. Jakaś słaba falka była widoczna już nad morzem, nad Polską pogłębiła się i dzięki temu zapewniła napływ ciepła na wschód w weekend. Front powstał jako krótki fragment otoczony wyżami, może stąd pewne odizolowanie. Teraz ma go wchłonąć niż po Dorianie.

      1. @zaciekawiony

        No właśnie. Też my wychodzi że on przyszedł znad północnych Włoch. Czyli zasadniczo „genueńczyk”, inaczej Vb, jak go nazywają meteorolodzy starej daty (oraz Niemcy). Tak w ogóle to on ma niemiecka komercyjną nazwę Hans.

        I znalazłem stronę, która nazywa Hansa niżem Vb (po niemiecku):
        https://www.rtl.de/cms/der-regen-im-osten-zieht-langsam-ab-4401223.html

        i drugą:
        https://meteocb.wordpress.com/2019/09/09/dauerregen-in-der-lausitz-vb-tief-hans-sorgt-ganztaegig-truebes-und-nasses-wetter/

        i jeszcze parę innych, które wam oszczędzę.