Co dalej z tym klimatem?

Co dalej z tym klimatem?

Ostatnio przez część prasy skojarzoną raczej z poglądami stricte prawicowymi przetoczyła się fala artykułów podważających nie tylko antropogeniczność globalnego ocieplenia, ale też w ogóle samo ocieplenie klimatu. Z tym drugim trudno w ogóle polemizować – fakt ocieplenia klimatu wskazują wszystkie serie pomiarowe, zarówno te wykorzystujące pomiary na stacjach meteorologicznych, jak i serie wykorzystujące pomiary satelitarne. Co do tezy pierwszej istnieje przytłaczająca ilość dowodów na to, że obserwowane ocieplenie ma przyczyny antropogeniczne: od stwierdzenia, że CO2 jest gazem cieplarnianym (co wiemy od ponad 100 lat), przez potwierdzenie że wzrost jego stężenia ma swoje źródła w antropogenicznych jego emisjach (co wiemy od nieco krótszego czasu dzięki pomiarom stosunku izotopów węgla 13C do 12C), stwierdzenie spadku pH oceanów, co wskazuje na silniejsze pochłanianie CO2 (co też wyklucza, że są one źródłem jego przyrostu w atmosferze), stwierdzenie że spadająca od końca lat 50. XX w. aktywność słoneczna nie mogła odpowiadać za obserwowany głównie od lat 70. wzrost temperatury globalnej, aż po pomiary promieniowania podczerwonego uciekającego w przestrzeń kosmiczną (którego ucieka coraz mniej). Jest tego zresztą  więcej.

Najlepszą znaną nam obecnie metodą sprawdzenia, jak zachowa się klimat w świetle cały czas rosnącego stężenia gazów cieplarnianych jest modelowanie klimatu naszej planety. Modele klimatyczne różnią się od znanych nam modeli prognozujących pogodę na tydzień w przód – w tych chodzi nam o dość dokładne symulowanie zmian stanu atmosfery w danej chwili. Wychodzimy z punktu początkowego – powiedzmy piątek 00UTC, a model ma za zadanie policzyć jaki dokładnie stan atmosfery otrzymamy we wtorek o 18UTC, bo akurat planujemy grilla. Oczywiście takie układy jak nasza atmosfera są mocno chaotyczne i prędzej, czy później model mający za zadanie policzyć jej stan w danej chwili zacznie mocno rozmijać się z rzeczywistością. Można sobie z tym trochę radzić sprawdzając spójność prognozy modelu – tworzy się serię prognoz (ensembles), z której każda ma nieco zaburzony stan początkowy, dzięki czemu symulujemy niepewność zarówno obserwacji asymilowanych do modelu, jak i samej asymilacji. Efekt tych zaburzeń będzie rósł w czasie, dzięki czemu prognozy zaczną się po pewnym czasie mocno rozjeżdżać. Punkt w którym się to dzieje stanowi granicę pewności prognozy (co nie znaczy, że prognoza poniżej tego punktu z pewnością się sprawdzi). Taki wykres ensembles mamy poniżej:

Wiązka (ensembles) prognozy temperatury na wysokości izobarycznej 850hPa dla Wrocławia (źródło: wetterzentrale.de)

Jak widzimy na powyższej prognozie z 19 lipca, 06UTC do 23 lipca wiązka jest spójna – prognoza (przynajmniej tego parametru) jest pewna. 24 lipca zaczyna się rozjazd poszczególnych realizacji tej wiązki i 26 lipca jest on już dość spory (de facto mówi o temperaturach maksymalnych powiedzmy od 25 do 33°C). Dalej jest coraz bardziej chaotycznie, chociaż jest to i tak przykład dość spójnej wiązki. Widzimy w niej, że temperatury będą raczej powyżej normy do 29 lipca, gdzie zaczyna się większa niepewność w tej materii. Z przebiegu średniej z tej wiązki można by zaryzykować stwierdzenie o możliwym (ale bynajmniej nie pewnym) ochłodzeniu na początku sierpnia.

Zarówno cel, jak i skale czasowe modeli klimatycznych są zupełnie inne. Modele takie liczone są na okres 100 (i więcej) lat. I bynajmniej nie interesuje nas tu konkretny stan atmosfery 23 czerwca 2051 roku. Jak sama nazwa wskazuje – interesują nas zmiany klimatu. Modele te dostają jako dane wejściowe nie tylko stan atmosfery w danej chwili – to jest akurat sprawa drugorzędna, bo z punktu widzenia klimatu nie ma kompletnie znaczenia czy 24 maja 2019 było akurat ciepło, czy zimno. Za to interesuje nas to co wpływa na klimat, czyli przede wszystkim zmiany tzw. wymuszenia radiacyjnego co oznacza tak naprawdę zmiany w bilansie energetycznym naszej planety. Zmiany te mogą być zarówno naturalne (np. zmiany aktywności słonecznej), jak i sztuczne (emisja aerozoli, czy w końcu gazów cieplarnianych – GHG). Model dostaje na wejście zarówno stan obecny (i historyczny, jeśli akurat symulacja ma za zadanie sprawdzić jak model radzi sobie z odwzorowaniem klimatu ubiegłego wieku) tych wymuszeń, jak i prognozowany stan przyszły. Oczywiście tu jest pierwsze źródło niepewności: nie wiemy, jaka będzie dokładnie aktywność słoneczna w następnych dekadach, ani nie wiemy jak dużo gazów cieplarnianych wyemitujemy. Z tym drugim problemem możemy poradzić sobie tworząc odpowiednie scenariusze. I tak w przypadku eksperymentów CMIP5 mieliśmy różne scenariusze emisji gazów cieplarnianych: skrajny RCP 8.5, w którym wymuszenie radiacyjne związane z emisją GHG sięga 8.5 W/m2, czy skrajny z drugiej strony RCP 2.6, w którym ludzkość zdecydowała się mocno ograniczyć emisje. Mamy również prognozy przyszłej słonecznej irradiancji – możemy je znaleźć na stronie Climate Explorer w odnośniku CMIP6 (dotyczącego modeli, których wyniki będą omówione w kolejnym raporcie IPCC). Wygląda ona tak:

Jak widzimy prognoza raczej nie wskazuje na powrót wysokiej aktywności słonecznej z XX w., ale ta ma być średnio wyższa, niż w wieku XIX. Jest to jednak sprawa drugorzędna – poprzednie analizy wskazały, że nawet pojawienie się skrajnie niskiej aktywności słonecznej (takiej jak w minimum Maundera) nie wpłyną znacząco na ocieplenie związane z emisją GHG.

Biorąc pod uwagę wszystkie te przyszłe wymuszenia model klimatyczny ma za zadanie przedstawić odpowiedź systemu klimatycznego na ich zmianę. A te odpowiedzi pojawiają się w wieloletnich, wręcz dekadowych skalach czasowych, nie zaś w perspektywie tygodnia. Nonsensem jest więc wątpienie w wyniki modeli klimatycznych opierając się tylko i wyłącznie na ograniczeniach modeli prognozujących pogodę. Można się tu posłużyć następującą analogią: mamy kostkę do gry. Symulujemy sześć tysięcy rzutów i sprawdzamy rozkład wyników. Jeśli kostka jest uczciwa, to przy tej liczbie losowań rozkład wyników będzie równy. Nie co do pojedynczych wartości oczywiście, ale spodziewamy się na przykład 991 jedynek, 1009 dwójek, 986 trójek, 1010 czwórek i tak dalej. Jeśli wykonamy kolejne 6000 rzutów tą samą kostką, tym razem wypadnie 1005 jedynek, 995 dwójek i tak dalej. Zasadniczo wyniki będą podobne. Możemy wykonać jeszcze dziesiątki takich eksperymentów i otrzymamy to samo. Ale będzie pewna różnica – o ile wynik statystyczny będzie ten sam, to poszczególne wyniki rzutu w każdym eksperymencie będą zupełnie odmienne. W eksperymencie 34 między rzutami 100 a 110 mogą nam wypaść 1,5,4,1,1,3,5,6,6,2. W eksperymencie 154 w tym samych numerach rzutów wypadnie 3,3,4,2,2,1,5,6,5,2. Kolejność wyników zupełnie inna, ale efekt statystyczny ten sam.

A teraz oszukajmy kostkę w ten sposób, że szóstka będzie wypadała 20% częściej niż pozostałe liczby. Oczywiście, jeśli teraz powtórzymy eksperyment, otrzymamy zupełnie inny rozkład wyników, wynik statystyczny każdego eksperymentu będzie z wyraźną (20%) korzyścią dla szóstki. Ale i tym razem poszczególne wyniki w każdym eksperymencie będą się różnić, tyle że nie ma to dla nas żadnego znaczenia – liczy się wynik ostateczny. Podobnie jest w modelach klimatycznych – wynik pojedynczego rzutu kostką to pogoda. Oszukanie kostki to zmiana wymuszenia radiacyjnego. Wynik eksperymentu to odpowiedź systemu na zmianę wymuszenia. I tak samo, jak w przypadku rzutów kostką, nie interesują nas kolejne wyniki tego eksperymentu. Interesuje nas wynik, jakim jest docelowa odpowiedź systemu klimatycznego na sumę zmian wszystkich wymuszeń radiacyjnych. Nie istotne jest więc pytanie, czy maj 2065 będzie ciepły, czy zimny, a raczej: jak zmieni się klimat  w latach 2050-2080. I podobnie, jak przy rzutach kostką, każdy model odpowie na to pytanie, ale też każdy model poda w wyniku inną anomalię maja 2065, nawet jeśli odpowiedź na pytanie o zmianę klimatu będzie identyczna.

A nie będzie. Klimat jest (jak się pewnie  domyślacie) o wiele bardziej skomplikowany, niż kostka do gry. Zmiany wymuszeń radiacyjnych w tak skomplikowanym systemie prowadzą do wielu złożonych interakcji. Jak się zachowa ocean, ile dodatkowych gazów cieplarnianych zostanie wyemitowane z topniejącej wiecznej zmarzliny? Co się stanie, gdy lasy zaczną przesuwać się na północ? Co się stanie z Prądem Zatokowym w wyniku zmian zasolenia północnej części Atlantyku? Pytań jest o wiele więcej. Nowoczesne modele klimatu muszą uwzględniać wszystkie te aspekty i każdy radzi sobie z tym inaczej. I tu dochodzimy do jedynego podobieństwa między prognozowaniem pogody a modelowaniem przyszłych zmian klimatu: również tutaj wykonuje się wiele symulacji w ramach zadanych zmian wymuszeń radiacyjnych. Tym razem nie chodzi tylko o perturbacje w ramach samego modelu (chociaż też), ale pokazanie jak sobie z tym radzą różne modele. I w wyniku również otrzymujemy wiązkę prognozy, tym razem dotyczącą zmian klimatu. Ponieważ liczba tych symulacji w ramach założonego scenariusza zmian wymuszenia radiacyjnego jest spora, możemy z dużą pewnością powiedzieć, że ostateczny wynik będzie się zawierał między realizacjami skrajnymi, a najpewniej będzie zbliżony do średniej z nich.

I tu dochodzimy do pytania tytułowego: co dalej? Mieliśmy tu na myśli nie klimat globalny, lecz raczej  nasze podwórko. W tym celu prześledziliśmy zmiany temperatury prognozowane w Polsce wg wyników projektu EURO-CORDEX. Wyniki te można pobrać w postaci plików NetCDF na przykład ze strony Climate Explorer. Obejmują one zarówno część historyczną (symulacje przy zadanym poziomie wymuszeń radiacyjnych od 1951), jak i projekcje do roku 2099. Na początek weźmiemy scenariusz, w którym emisje gazów cieplarnianych nie tylko pozostają na obecnym poziomie, ale i rosną, czyli RCP 8.5. Nie robimy żadnych ograniczeń w emisjach, hulaj dusza. Wygląda to tak:

Na szczęście, o ile do 2014 szliśmy ewidentnie ścieżką RCP8.5, o tyle w latach 2015-2017 wzrost ten został nieco ograniczony. Wygląda na to, że przy zastosowaniu obecnej polityki, skończymy gdzieś między RCP6.0 a RCP8.5. W obecnej sytuacji nie jesteśmy chyba w stanie liczyć na nic więcej, niż RCP4.5.

Ograniczymy się tu (początkowo) też do czasu, do którego pewnie większość z nas powinna statystycznie dożyć, czyli połowa tego wieku. Wyniki EURO-CORDEX dla tego scenariusza emisyjnego i dla tego przedziału czasowego dla Polski wyglądają następująco:

Wykres przedstawia 11. letnią średnią ruchomą anomalię temperatury. Pogrubiona czerwona linia to obserwacje (Poltemp 1.0H6). Jasny szary obszar to zakres między 5 a 95 percentylem wszystkich realizacji w ramach tego eksperymentu (jest ich 18, numerowane od 0 do 17). Ciemniejszy obszar to 50% wszystkich realizacji wokół średniej (25 – 75 percentyl). Wyróżniliśmy tu trzy ciekawe przebiegi: Ensemble 8, który wydaje się najbardziej zbliżony do rzeczywistości, Ensemble 3, który prognozuje w najbliższym czasie dalsze szybkie ocieplenie i Ensemble 15, który sugeruje ochłodzenie klimatu w Polsce, będące tuż za rogiem. Niezależnie od przebiegu, każda z tych realizacji wskazuje na postępujące (wolniej, lub szybciej) ocieplenie klimatu. Ensemble 15 jest tu jedną z najchłodniejszych realizacji, przy czym wydaje się że najbardziej kluczowe dla tego „chłodu” jest właśnie nadchodzące wg niej ochłodzenie w kolejnej dekadzie.

Ensemble 8, RCP 8.5

Ta realizacja najlepiej odzwierciedla dotychczasowy przebieg temperatur w latach 1951-2019. Do okolic 2065 roku nie jest to też realizacja skrajna.

Wadą tej realizacji jest mniejsza wariancja anomalii miesięcznych, niż miało to miejsce w rzeczywistości w latach 1951-2018. Oznacza to, że symulowane anomalie miesięczne są bardziej zbliżone do średniej, brakuje anomalii skrajnych, co widać na poniższym rozkładzie:

Mamy więc przykład realizacji, która chociaż doskonała pod względem przebiegu wartości średnich, nieco rozbiega się z rozkładem anomalii poszczególnych miesięcy w stosunku do sytuacji rzeczywistej. A jak te anomalie wyglądają? Poniżej przykład roku 2019.

Widzimy tu chłodny styczeń (ale w granicach rozsądku, taki styczeń jak najbardziej ma prawo się zdarzyć), chłodny maj i gorący czerwiec (zbieżność z rzeczywistością przypadkowa). Ostatecznie rok 2019 w tej realizacji kończy się anomalią +0.90K – również jak najbardziej normalną dla naszych czasów. Mamy tu jeszcze wiele zbieżności i wiele różnic. Lata 2002-2006 są chłodne (wszystkie). Istotnie w tym okresie mieliśmy parę chłodnych zim i był to czas ochłodzenia po ekstremalnie (wówczas) ciepłym roku 2000. Rozkład symulowanych anomalii jest jednak nieco inny – mroźnych zim tu mało, za to pojawiają się chłodne lata i wiosny. Udaje się natomiast ocieplenie w latach 2007-2009 i częściowo chłodniejszy okres 2010-2013. Rok 2012 jest tu ostatnim z anomalią roczną poniżej średniej z lat 1981-2010. Rekord ciepła pojawia się w 2015 i znowu przypadkowo tak było. Różnica polega na tym, że o ile w rzeczywistości ciepło rozłożyło się wówczas na lata 2014 i 2015, o tyle tutaj mamy pojedynczy wyskok roku 2015 z anomalią równą +2.21K. Najbardziej anomalna jest tu wiosna: marzec i maj powyżej +5K. W kolejnych latach anomalie roczne zawierają się w zakresie 0.1 – 1.7K. Rekord z 2015 bity jest dopiero w roku 2040: +3.1K. Można sobie zadać pytanie, czy jeśli taki przebieg anomalii zdarzyłby się istotnie, to w 2039 ktoś podważałby fakt ocieplenia, skoro ostatni rekordowo ciepły rok zdarzył się 24 lata temu. Zapewne tak.

Rok 2040 jest w tej serii bardzo smutnym rokiem. O ile do tej pory sezony letnie nie odbiegały znacząco od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, o tyle pod koniec lat 30. XXI w. pojawia się w tej realizacji duże ocieplenie. Pojawiają się miesiące letnie z anomaliami, które dla nas są obecnie nie do wyobrażenia.

O ile takie wartości anomalii dodatnich w okresie letnim do tej pory się nie pojawiały, nagle zaczynają pojawiać się stosunkowo często – kolejna podobna anomalia pojawia się w sierpniu 2049, w lipcu 2053 anomalia przekracza +6K, a sierpnia +5K. W 2058 czerwiec przekracza +5K, a lipiec +7K. W 2064 lipiec osiąga +8.4K. jest to zmiana nagła, wręcz skokowa. Sytuacje, które do tej pory nie miały miejsca, pojawiają się raz, a potem – jakby ktoś odkręcił jakiś kurek – już nas nie opuszczają. Niepokojąco przypomina to to, z czym mamy do czynienia obecnie, w znacznie jednak mniejszej skali, na przykład w przypadku średnich temperatur rocznych wyższych od 10.0°C, które przed rokiem 2000 w zasadzie nie występowały (poza wyjątkowym 1934). W tej realizacji koniec lat 30. XX w. (mniej więcej za 20 lat) jest przełomowy.

Końcówka wieku w tej realizacji to nieustający letni horror. Anomalie przyjmują wartości wręcz absurdalne, ale nie niemożliwe. W Europie zdarzył się już przypadek anomalii letniej zbliżonej do +10.0K w okresie 30-dniowym. Było to w 2010 r. w Moskwie, gdy średnia ruchoma temperatura za 30 dni osiągnęła na przełomie lipca i sierpnia 27.7°C. W tej realizacji jest jednak gorzej, znacznie gorzej. Pierwsza anomalia letnia > 10.0K występuje w 2086 i skacze od razu na +12.5K, co przekłada się na średnie temperatury miesięczne w okolicy 30.0°C, a to oznacza przeciętną średnią temperaturę maksymalną na poziomie 37°C (skaczącą od 30°C w chłodniejszych dniach do 42 – 43°C w najgorętszych). Tak wygląda w tej realizacji lato, jeśli podążymy scenariuszem RCP8.5.

Zima nie jest tak ekstremalna. Przede wszystkim nie pojawiają się tak wysokie anomalie dodatnie, co wynika najpewniej z faktu, że aby styczeń miał anomalię +10.0K, musielibyśmy mieć trwającą cały miesiąc cyrkulację z kierunków W/SW. Pojawienie się nad nami jakiejkolwiek blokady wyżowej zimą automatycznie prowadzi do ochłodzenia. Jeszcze w połowie wieku i później pojawiają się miesiące mroźne, a nawet bardzo mroźne:

Wygląda więc na to, że łzawe historie niektórych portali o tym, że nasze dzieci czy wnuki nie będą już lepić bałwanów, można włożyć między bajki. Śnieg i mróz nie opuszczą nas całkowicie w zasadzie do końca wieku, zima będzie jednak najczęściej przypominać bardziej dość ciepły marzec, niż to, co mamy obecnie.

Poniżej: zmiana rozkładu częstości anomalii miesięcznych w tej realizacji.

Ensemble 3, RCP 8.5

Ta realizacja charakteryzuje się bardziej zbliżonym rozkładem częstości anomalii w stosunku do obserwacji, jednakże pokazuje też mało prawdopodobne anomalie ujemne w okresie letnim przed rokiem 2015.

Tak niska anomalia temperatury lipca nie pojawiła się w całej serii historycznej od 1781 r. Wymagałaby średniej temperatury lipca spadającej w południowo-wschodniej Polsce poniżej 12.0°C, taka sytuacja wydaje się mało prawdopodobna. Dużo zdradza rozkład anomalii ograniczony do lipca:

Podobnie ma się rzecz od maja do sierpnia i należy mieć to na uwadze. Realizacja ta dodatkowo pokazuje, że w najbliższym czasie miałoby dojść do silniejszego ocieplenia – anomalia roczna już w 2024 sięga +3.2K względem okresu referencyjnego 1981-2010. Pierwsze ekstremalnie ciepłe lato pojawia się tu również w 2024 – należy jednak pamiętać co model ten robi z wariancją miesięcy letnich.

Gwałtowne ocieplenie lata pojawia się i w tej realizacji, następuje to jednak 9 lat później, niż w Ensemble 8.

Nawiasem mówiąc, ciekawy zwrot akcji na Suwalszczyźnie.
Również i tutaj pod koniec okresu pojawiają się absurdalnie ciepłe miesiące letnie, przy czym ich zmienność jest olbrzymia i raczej nierealistyczna.

Rozkład anomalii w poszczególnych okresach:

Ensemble 15, RCP 8.5

Ten przebieg jest ciekawy o tyle, że zapowiada czające się tuż za rogiem ochłodzenie klimatu naszego kraju. Uznajemy to jednak za mało prawdopodobne, gdyż już jedno podobne ochłodzenie między latami 80. XX w. (które w tej realizacji są ciepłe) a latami 90. XX w. nie doszło do skutku. Rozkład wszystkich anomalii miesięcznych w stosunku do rzeczywistości jest spójny z obserwacjami, jednakże przebieg średniej anomalii mocno odbiega od rzeczywistego.

Nadchodzące ochłodzenie miałoby być wynikiem serii bardzo zimnych zim w latach 2021-2025. Anomalia każdej z nich spada poniżej -2K, a najzimniejszą jest zima 2022/23. Nie jest to takie nieprawdopodobne, jak mogłoby się wydawać, jednakże model ten sugerował już ciekawsze rzeczy, które ostatecznie do skutku nie doszły:

Zima 2022/23 wygląda tu następująco:

Najchłodniejszy rok to 2024 z anomalią -1.42K względem okresu referencyjnego 1981-2010. Kończy on jednocześnie 4. letni okres zimny – po nim anomalie ponownie pną się do góry i już rok 2025 jest bardzo ciepły. Zwracamy uwagę na te wyniki, bo taka sytuacja w ocieplającym się klimacie jak najbardziej ma prawo się zdarzyć. Ostatecznie i ta realizacja pokazuje silne (choć słabsze, niż realizacje inne) ocieplenie klimatu. Ostatni chłodny rok wypada tu w 2031 roku.

Na powyższym rozkładzie widzimy, że już obecnie wyniki tej realizacji trochę odstają od rzeczywistości.

Wygląda na to, że najbardziej spójna z obserwacjami (mimo zaniżonej wariancji) jest realizacja 8, omówiona na początku. Niestety jest to też realizacja, w której pod koniec lat 30. XXI w. następuje silne ocieplenie klimatu.

Szansa na lato gorące będzie rosnąć. Poniżej przypadki lata ze średnią anomalią > 3.0K (obecny rekord ok. 2.1K) we wszystkich realizacjach.

Jak widzimy w wielu realizacjach (opis na osi Y jest przesunięty – „nasza” realizacja 8 jest tu opisana jako 9) od dekady 2041-2050 takie sytuacje są częste. Tylko parę realizacji jest znacznie łagodniejszych. Poniżej to samo dla anomalii > 4.0K.

Tu również liczba przypadków rośnie. Takie lata należy już uznać za skrajnie upalne. Poniżej lata > 5.0K.

Na szczęście żaden z modeli nie prognozuje wystąpienia takiego lata przed rokiem 2050, jednak w niektórych przypadkach stają się one „nową normą” po 2080. Lato takie prędzej, czy później pojawia się w każdej realizacji.

W ponad połowie realizacji zimne lato (<= -1.0K) nie pojawia się już w ogóle. Jednak część z nich dopuszcza taką możliwość.

Jak widać jedna z nich wrzuca takie lato nawet pod koniec lat 50. XXI w, mamy też dwa przypadki z latem wyjątkowo zimnym na początku lat 40.

Poniżej: średnie anomalie sezonu zimowego (określonego jako styczeń-marzec).

Poniżej: średnie anomalie sezonu wiosennego (marzec-maj):

Poniżej: średnie anomalie sezonu letniego (czerwiec-sierpień):

Poniżej: średnie anomalie sezonu jesiennego (wrzesień-listopad)

Poniżej: średnie anomalie roczne:

Wygląda więc na to, że jeżeli będziemy dalej podążać tą ścieżką emisji GHG, to:

  • Mimo ocieplenia klimatu nadal będą zdarzać się okresy chłodniejsze – zarówno zimą, jak i latem. Z biegiem lat będą one rzadsze
  • Niewykluczone, że zdarzy się kilka chłodniejszych lat z rzędu, najprawdopodobniej będzie to związane z ochłodzeniem w sezonie zimowym
  • Niektóre realizacje (niestety również ta najbardziej zbliżona do obserwacji) wskazują na możliwość gwałtownego ocieplenia pod koniec lat 30. XX w
  • Niektóre realizacje (niestety również ta najbardziej zbliżona do obserwacji) wskazują na możliwość pojawienia się skrajnych i niebezpiecznych fal upałów już za 20 lat
  • Najprawdopodobniej lata 20. XXI w. będą ostatnimi w których pojawią się ujemne anomalie roczne
  • W latach 2021-2030 liczba anomalii rocznych < 0.0K względem okresu referencyjnego 1981-2010 (z wszystkich realizacji) wynosi 26 (14.4%), co oznacza, że powinniśmy spodziewać się co najmniej jednego roku poniżej średniej
  • W latach 2031-2040 liczba anomalii rocznych < 0.0K względem okresu referencyjnego 1981-2010 (z wszystkich realizacji) wynosi 12 (6.7%), co oznacza, że istnieje duża szansa, że w tej dekadzie taki rok się nie pojawi
  • W latach 2041-2050 liczba anomalii rocznych < 0.0K względem okresu referencyjnego 1981-2010 (z wszystkich realizacji) wynosi 2 (1.1%)
  • W latach 2051-2060 liczba anomalii rocznych < 0.0K względem okresu referencyjnego 1981-2010 (z wszystkich realizacji) wynosi 3 (1.7%). To ostatnia dekada w której takie lata pojawiają się w którejkolwiek realizacji.

 

 

Print Friendly, PDF & Email

146 Replies to “Co dalej z tym klimatem?”

  1. Litości! 34 stopnie to żadna masakra. Tyle jest prawie co roku, a koniec lipca to najcieplejszy okres w roku i ma prawo tyle być. Co innego jakby to był koniec września.
    „Klęski pogodowe w Europie? Nie słyszałem o niczym może poza suszą u nas, ale to też nie jakaś klęska. Rolnicy jak zwykle zrzędzą na wyrost, a kombajny młócą aż się kurzy, więc chyba nie jest tak źle skoro mają co z pola zbierać.”
    Obecnie zmiany w opadach to nie klęska? Spadek poziomu wód gruntowych i podziemnych, to nie klęska? Obumieranie drzew i krzewów też nie?

    „Dofinansujesz mi jesienią zakup jedzenia? Na pewno wszystko podrożeje. Już podrożało. Jeszcze kilka lat temu wszystko było w miarę OK, ale teraz. Teraz to jest masakra.”

    „Hubercie dzięki ludzkości i wyprodukowanemu co2, mamy jeszcze co jeść w Polsce, inaczej byłaby już taka bieda, jak na Syberii! Mielibyśmy 9 miesięcy zimy w roku! Proszę zawsze patrzeć na dwie strony medalu… Na tym forum jest to podstawowy błąd myśleniowy wielu inteligentnych ludzi… Mamy obecnie najlepszy klimat dla gospodarki Polski w ostatnich 500 lat! Oczywiście, że nie możemy znowu przeginac w drugą stronę… Ale to już temat na inne dyskusje… Proszę tylko nie patrzcie tak jednostronnie….”

    „Od 2013 roku u mnie w okresie letnim jest wielka susza (wyjątek to 2017 gdzie znowu była przeginka z opadami i ziemniaki gnily na polu i umiarkowany 2016). Wcześniej takie susze zdarzały się tak co 2 rok od 2004 mniej więcej. Wcześniej, szczególnie w latach 90′ miałem wodę zatrzymaną na rowie gdzie żyło mnóstwo żab i innych wodnych organizmów. Nawet miałem wpuszczone tam ryby. Od 2011 latem woda tam znika. A od 2013 do 2016 nie było jej wogole nawet zima. Pojawiła się na krótko po 2017. Obecnie w pobliżu naszego domostwa nie ma żab. Będąc dzieckiem słuchałem wieczorami ich koncertów.
    Nie widzę korzyści ze wzrostu średnich temperatur i przeraża mnie zmiana wzorcow opadów. A wkurzam głupio przeprowadzona melioracja i dzisiejszy brak zainteresowania władz lokalnych tym problemem.”
    Oto krótka dyskusja z pewnymi osobnikami na temat klimatu i obecnej pogody na blogu Arktyczny Lód. No i ponownie człowiek się dowiaduje że żadnej suszy nie ma, rolnicy są głupi i się nie znają, chcą tylko wciągnąć kasę, a także obecne ocieplenie klimatu ratuje nas od 9-mieisęcznych zim.

    1. Młody: „Litości! 34 stopnie to żadna masakra. ”

      Z puntku widzenia, nastolatka leżącego na plazy pod parasolem owszem.
      Ale wystarczy spojrzeć na wzrost zapotrzebowania energii w gospodarce (blisko granicy blackoutu przy dłuższym trwaniu upału), skutki w rolnictwie i przyrodzie – czyli pożary, susze, niedobory wody, ktorych efektem są migracje – nawet w takim kraju jak nasz, inflacja, ktorej żaden rząd nie powstrzyma i w konsekwencji napięcia i problemy społeczne.

      1. „Litości! 34 stopnie to żadna masakra. Tyle jest prawie co roku, a koniec lipca to najcieplejszy okres w roku i ma prawo tyle być. Co innego jakby to był koniec września.”
        To również cytat z tej dyskusji. Zapomniałem dodać cudzysłów.

        1. Tak, domyśliłem się. Ten rodzaj beztroski, a właściwie bezmyślności charakteryzował praktycznie wszystkie cytaty, które podrzuciłeś.
          Moim zdaniem należy skomentować i przedstawić racjonalne argumenty, zawsze coś w głowie młodzianowi zostanie.
          A Ziemia jest naszym wspólnym domem i wcześniej czy później (im wcześniej tym lepiej) wszyscy będziemy musieli poważnie przewartościować swoje myślenie, pracę, styl życia, wypoczynku, zasady na jakich korzystamy z jej bogactw.

          1. A to nie jest tak, że pogoda przechodzi procesy cyklicznie co ileś lat? Raz na X lat mamy zime, później zimy nie ma, za to mamy ekstremalne upały ale za kolejne X lat wszystko wróci do poziomu sprzed X lat. Jestem zdania, że Matka Natura sobie ze wszystkim poradzi.

          2. Już widać, że sobie nie radzi. Gdyby sobie radziła, to nadwyżka antropogenicznego CO2 byłaby pochłaniana. I nie, obecnego ocieplenia nie da się wpasować do żadnego cyklu.

      1. Po to aby…
        O tym właśnie jest artykuł-jak zmienia się klimat i podważanie jego ocieplania się. Ta dyskusja jest żywym przykładem tego jak funkcjonują denialiści. Na blogu arktyczny lód i innych jest ich sporo a tam to wręcz szczególnie bo Arktyka się topi.
        Po drugie to nie moja dyskusja tylko innych użytkowników.
        Po trzecie pokazuje jak funkcjonują osoby podważające zmiany klimatu (oraz te mające to głęboko gdzieś): a mianowicie osoby znające się w jakimś stopniu na klimacie i pogodzie i podchodzące do sprawy ocieplania się klimatu potrafią być bardziej obiektywni w swych ocenach, powołując się na dane, opinie naukowców itd., tłumaczą upierdliwie to samo zazwyczaj nie używając niecenzuralnych i nieodpowiednich wyrażeń (np. na tym blogu). Natomiast osoby podważające często te kwestie wyrażają się niestosownie i głównie patrzą tylko na swoje preferencje i nie widzą dalej niż czubek własnego nosa. Do tego wykłócają się z innymi itd

      2. Na moim blogu każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii, nawet bardzo głupiej. Pod warunkiem, że nie ma słów niecenzuralnych, ani wrogości czy gróźb. Od czasu zmiany polityki wstawiania komentarzy w 2016 roku, panuje u mnie spokój. Nie zamierzam nikogo cenzurować. Wystarczy, że od tego jest telewizja zwana publiczną.

        1. Nie chodziło mi o to że wszystko powinno być ocenzurowane tylko o sam stosunek ludzi do siebie. Jeśli ktoś nie umie kulturalnie wyrażać swojej opinii to lepiej aby w ogóle jej nie wyrażał.

    1. Po pierwsze – co to jest miliard drzew w skali Ziemi? Wg. szacunków w 2019 roku na świecie rośnie około 3 bilionów drzew. Posadzenie miliarda drzew extra zwiększyłoby ich ilość o ok 0,03%. Czyli w zasadzie tyle co nic, choć wiadomo, że pochłonęłyby one nieco CO2 z atmosfery. Jedno młode drzewo pochłania ok 7 kg węgla z atmosfery w ciągu roku, czyli miliard drzew pochłonęłoby 7 mln ton węgla. Dla porównania same USA emitują rocznie ok 6 miliardów ton CO2. Do zrównoważenia więc emisji z tego kraju potrzeba posadzić extra (czyli pomijając planowane nasadzenia bilansujące obecną lesistość) ok 850 miliardów drzew. By jednak bilans miał sens trzeba by potem nie dopuścić by węgiel z tych drzew wrócił do atmosfery – w praktyce należałoby je ściąć i zakopać głęboko pod ziemią. Nawet jeśli przeznaczymy je na meble czy budowę domu to takie drewno w praktyce prędzej czy później i tak wraca do atmosfery, bo się rozłoży, bądź zostanie spalone. Drzewa mogłyby pomóc w dużej ilości redukować nadmiar CO2 z atmosfery, ale koszta takiej operacji byłyby ogromne – w skali świata z pewnością liczone co najmniej w bilionach dolarów rocznie.

    2. NIe miliarda drzew, a miliarda hektarów lasu. To jest obszar wielkości USA, to kolosalna różnica. Tyle da się zasadzić bez ingerencji w siedziby ludzkie.

    1. Generalnie z cyklicznej zmienności indeksu NAO. W przeszłości lubił on się układać w coś co z grubsza przypomina sinusoidę – co kilka lat pik NAO w górę, a potem w dół. Ale są pewne podejrzenia, że zmiany klimatyczne (przede wszystkim w Arktyce) mogą ten cykl zakłócić w przyszłości.

          1. zima 2012/13 (XII-III) – liczba dni z pokrywą śnieżną – 54. Max wysokość I- 16 cm/II-12 CM. Suma wysokości pokrywy śnieżnej – 375 cm.
            Zima 2009/10 liczba dni z pokrywą śnieżną – 73.(XII-III) Max wysokość I- 27 CM/00- 26 CM. Suma wysokości pokrywy śnieżnej – 1094 cm.

            No i kto ma lepszą pamięć? Zima 2009/10 była śnieżna i wilgotna. Wody gruntowe pojawiły się w rowach melioracyjnych, gdzie ich od lat nie było.

          2. @wrocław
            Była śnieżna, wilgotna i mroźna. I przez to cholernie uciążliwa. Ostatnim za czym bym tęsknił to za powtórką takowej.

          3. Wszyscy tylko piszą o tym co będzie. Boję się, nie o siebie o o moje niespełna roczne dzieci. Chętnie dowiem się jakie są rozwiązania by to zatrzymać. Na świeci są naukowcy, którzy biorą kupę kasy za badania i dlaczego nie szukają metod, by już wprowadzać je w życie. Skoro już jest za późno, to mamy czekac aż umrzemy w cierpieniach?

          4. Nie ma znanych obecnie rozwiązań, które da się zrealizować.
            Dopóki będą rządzić tacy ludzie, jacy rządzą, i dopóki będą żyć i tak myśleć „sceptycy” możemy czekać, aż ludzkość się wybije w walce o ostatnie zdatne do życia tereny.

        1. @wrocław
          Zimą 2012/2013 r. chodziłem we Wrocławiu po metrowych zaspach… Halo? Bardzo dziękuję za taką powtórkę i całą masę problemów jakie towarzyszyły wtedy ludziom. Nie dało się nigdzie dotrzeć na czas mimo podwojonego czasu na dojście lub dojazd, wszędzie błoto, sól, piasek i mokro, ogromna ilość złamań i wypadków, do tego kłopoty z elektrycznością, a połowa zabetonowanych drzew w mieście uschła od tej ilości soli jaką sypano. Już nie wspomnę o jakości powietrza… Halo?

          1. @finrod
            zima 2012/13 (XII-III) – liczba dni z pokrywą śnieżną – 54. Max wysokość I- 16 cm/II-12 CM. Suma wysokości pokrywy śnieżnej – 375 cm.
            Zima 2009/10 liczba dni z pokrywą śnieżną – 73.(XII-III) Max wysokość I- 27 CM/00- 26 CM. Suma wysokości pokrywy śnieżnej – 1094 cm. No i kto ma lepszą pamięć? Zima 2009/10 była śnieżna i wilgotna. Wody gruntowe pojawiły się w rowach melioracyjnych, gdzie ich od lat nie było.

          2. W 2012/2013 była z pewnością ostatnia wyraźnie śnieżna zima, a tego dotyczył problem. Te 10 cm i 20 dni nie robią tu wielkiej różnicy, bo obie zimy były śnieżne, dlatego pisanie o ostatniej śnieżnej zimie jako 2009/2010 i pomijanie zimy 2012/2013 to kłamstwo.

          3. Zima 2009/10 charakteryzowała się ciągłością zalegania pokrywy śnieżnej (cały styczeń, luty i początek marca), zaś w grudniu, przy znikomych opadach, dominowały incydenty związane z dużym chłodem. Cały styczeń i luty obeszły się bez większych odwilży.

            Zima 2012/13 to zima epizodów śnieżnych (II dekada grudnia, I dekada stycznia, kilka dni w połowie lutego oraz II i III dekada marca (przy założeniu, że marzec wliczamy do meteorologicznej zimy) wraz z I dekadą kwietnia. Płaty śniegu o pokaźnych rozmiarach utrzymywały się do 17. kwietnia (Łąki Odolanowskie oraz wyżej położone obszary Wzgórz Trzebnickich).
            Na zdecydowanie negatywny odbiór przełomu roczników 2012 i 2013 mógł mieć wpływ niedostatek usłonecznienia (ekstremalnie pochmurne: styczeń i luty, okres zbliżony pod wzgl. parametru usłonecznienia do okresu 8 XII 2018-20 I 2019). Pod tym względem zdecydowanie lepiej wypadała zima, której palmę pierwszeństwa w swoim subiektywnym rankingu daje „wrocław”.

    2. Cykliczności związane z cyrkulacją i prądami – choć myślę, że w tej materii będziemy mieli teraz większy chaos (nieoczekiwane zmienności względem rytmów naturalnych).

  2. Ciekawe, co z opadami? Może upodobnimy się do S Europy, gdzie zimy są wilgotne, a lato suche? Jakoś nie wierzę w te +8.4K dla lipca 2064. I one mają być potem coraz częstsze? A gdzie nasz letni monsun, który przynosił przyjemne ochłodzenie z Atlantyku – zniknie?

    1. Przecież nawet w rekordowo ciepłym lipcu 2006 zdarzały się dni iście jesienne, z deszczem i temperaturą spadającą poniżej 20 stopni – tak było m. in. w Krośnie i Rzeszowie. Zachód Polski faktycznie miał wtedy płytsze ochłodzenia.

      Ale mimo wszystko nie martwiłbym się o brak Atlantyckiej strefówki w okresie letnim.

      1. ”Ale mimo wszystko nie martwiłbym się o brak Atlantyckiej strefówki w okresie letnim” Za 10-15 lat gdy wyschnie ci ogródek ( nie będzie można podlewać pod surową karą) ,a pietruszka,chleb , kartofle…. ,,zeżrą ci” 30 procent twego dochodu będziesz się mocno martwił. Musisz dojrzeć jak sporo osób udzielających się na blogu.

        1. Wlasnie hrak atlantyckiej strefowki w sezonie letnim jest tym czego najbardziej nalezy sie obawiac. Cieplejsze lato przyroda jakos wytrzyma. Cieplejsza zime tez. Ale brak „monsunu europejskiego” i opady w formie „tydzien pompy” a potem 3 miesice suszy to katastrofa. Tym czasem Krakow Podgorze wreszcie dostaje pierwsze krople deszczu. Wczesniej fajna ulewa poszla bokiem przez Nowa Hute.

        2. Nie wiem, czy dobrze napisałem we wcześniejszym komentarzu, ale chodziło mi o to, że w przyszłości (zarówno bliższej, jak i dalszej) jeszcze wielokrotnie w okresach letnich będzie rządził Atlantyk, będzie sporo dni z opadami deszczu z umiarkowanymi temperaturami na poziomie ok. 20 stopni.

    2. a w +5.40K dla czerwca 2019 ktokolwiek by uwierzył? Jeszcze niedawno czerwiec był miesiącem gdzie już nędzne +2K to było ohoho jaki gorący. Gdzieś tam 200 lat temu majaczył 1811 z anomalią trudną do pobicia. A tymczasem została ona pobita i to z palcem w dupie, zapas 1,33K. Kto wie czy już teraz nie doświadczyliśmy takiego ‚skoku’ gdzie miesiące pokroju kwietnia 2018 czy czerwca 2019 będą się pojawiały dość często, co 2-4 lata odlot powyżej +4K w jakimś m-cu (gdzie w okresie 1951-2000 się to w ogóle nie zdarzało)

      1. @alewis27 oby takie skoki pojawiały się już tylko w porze chłodnej… Nie muszę chyba mówić, że lepszy jest styczeń z anomalią +12K, niż lipiec z anomalią +4K…

      2. No właśnie dużo prędzej uwierzyłbym np. w SKRAJNIE ciepły styczeń przy którym 2007 się schowa, taki bez żadnego całodobowego mrozu w całej Polsce poza górami, bez pokrywy śnieżnej, z połową dni powyżej 10 stopni (z kilkoma zbliżeniami do 15) i z usłonecznieniem na co najmniej marcowym poziomie niż w taki czerwiec jak w tym roku. U mnie nie był aż takim „masakratorem” jak kwiecień 2018, ale ogólnie w Polsce ten miesiąc to jakieś zjawisko paranormalne…

        1. zarówno 04.2018 jak i 06.2019 bardzo dobrze trafiły w miesiąc kalendarzowy. Przyszedł lipiec i się ciepełko skończyło, 2.07 już było tylko 23 stopnie a 3.07 anomalia przeszła na minus na długi czas. Jaki był maj też mówić chyba nie trzeba.

          Ostatnie naprawdę dotkliwe ochłodzenie w porze ciepłej to okres od 10.04 do 10.05 w 2017 roku. Tam by się dało wykręcić -3K anomalii, to jest naprawdę niemało. No ale połowa trafiła na kwiecień, połowa na maj. I wyszło tak że kwiecień był chłodnawy a maj ciepły. Mimo że przez ok. 20 dni pogoda była naprawdę koszmarna, łącznie z wyjątkowo późnymi opadami śniegu.

          1. @alewis27 fakt czerwiec’19 idealnie trafił, jeszcze lepiej by trafił jakby zaczął się dzień później (tak samo w przypadku sierpnia 2015), z kolei kwiecień 2018 gdyby zaczął się co najmniej 3 dni później to mógłby spokojnie też mieć anomalię > +5K. Więcej „szczęścia” miał maj, który pobił ten rekord najsłabiej jak tylko mógł (na szczęście). Chociaż pierwsze dwie dekady czerwca’18 były dość podobne do tych majowych pod wzgl. anomalii.

          2. Zgadza się, maj 2018 nie był jakiś bardzo niezwykły, ot lekko rekordowy maj ;)
            Większość miesiąca było stabilnie umiarkowanie ciepło, nie było ŻADNYCH ochłodzeń. Do pieca dowaliły także ostatnie dni maja, które były jakby z innej bajki. Chyba mniej odczuwalnej „rekordowości” to się nie dało mieć.

          3. Jeszcze 25 V rekord był bardzo mało prawdopodobny, nawet mógłby być chłodniejszy od maja 2002

          4. Ja szczerze przyznam że jeszcze 30 maja nie byłem pewien rekordu, bo przewidywałem że nazajutrz ruszy konwekcja, która powstrzyma wzrost temperatur. Owszem pojawiła się, ale to nie wystarczyło. A 25 maja, o którym wspomina Jacob, w ogóle nie myślałem o rekordzie bo nie przypuszczałem że pogoda w końcówce maja przyniesie aż tak dużą anomalię.
            Co innego kwiecień 2018, wtedy już 19-20 kwietnia byłem PEWIEN rekordu. Od początku wiedziałem że to ochłodzenie 26-27 kwietnia to będzie taki trochę żart, a później znów się ociepli. Z tym że nie wiedziałem że aż tak.

          5. Mi akurat w pamięć zapadł upał z 3 maja, u mnie było ponad 29 stopni co się o tak wczesnej porze roku nie zdarza często. W zasadzie to tylko w 2002 się to zdarzyło jeśli pominiemy kwiecień 2012. Sytuacja z końca miesiąca już wrażenia nie robiła, gorące dni pod 30 kresek są w prawie każdym maju w drugiej połowie, w 2007 roku takie wręcz zdominowały całą II połowę. Żeby to był podobny poziom co na koniec kwietnia / początku maja to by się musiało zrobić równie gorąco co w 2005 roku, kiedy nawiedziły nas upały silne jak w środku lata.

    3. @wrocław
      U mnie na SW w tym roku już tak się dzieje i możliwe, że taki będzie trend. W dotychczasowej porze chłodnej (styczeń-marzec) jak na razie spadło 3-krotnie więcej deszczu niż w dotychczasowej porze ciepłej (kwiecień-lipiec). Te przechodzące fronty w porze ciepłej nie przynoszą praktycznie deszczu lub jest on bardzo punktowy. Za to zimą (zwłaszcza w grudniu i styczniu) padało całymi godzinami niczym w deszczowej jesieni i to prawie codziennie. Potencjał na deszczowe zimy jest ogromny, bo te opady były jeszcze stosunkowo słabe, ale co by było gdyby te opady miały charakter bardziej wiosenny, czyli już bardziej intensywny (wyższe temperatury -> większe ryzyko intensywniejszych opadów). Wtedy z tych kilku mm dziennie wychodziłyby sumy nawet po kilkanaście mm dziennie, czyli zamiast po 70-100 mm z grudnia i stycznia wychodziłyby sumy po nawet 200 mm na każdy miesiąc, zakładając oczywiście jakiś sensowny i prawdopodobny deszczowy scenariusz.

      Nawet przy 400-500 mm w całej porze chłodnej (obecnie nawet sporo mniej) ciężko byłoby przebić ten wynik w porze ciepłej, a ostatnie suche tendencje i notoryczne okresy suszy w tym okresie wskazywałyby na pogłębianie się tej tendencji. Dlatego nasze roczne normy opadowe w takim rozwoju wypadków zostałyby wykonywane głównie w porze chłodnej, więc tak jak to ma miejsce na południu Europy.

    4. To oczywiście znacząco uproszczenie ale gdyby założyć kontynuację zmian klimatu Polski od końca lat 80tych w rozbiciu na m-ce to z grubsza średnie temp od marca do grudnia znacząco wzrosną a styczeń-luty pozostanie b/z. Za okres 2011-19 śr temp 01 i 02 są trochę niższe w porown z latami 90tymi

  3. A czy są jakieś wyliczenia i symulacje jak będą się zmieniała wielkość opadów powiedzmy do 2050r w Polsce? Czy dalej będą coraz bardziej nierównomierne, no i ogólnie czy będzie ich więcej czy mniej i jak się będzie to zmieniało w różnych porach roku?

    1. Akurat suma opadów to myślę, że będzie rosnąć, ale oczywiście nie bez „ale”

      1) o wiele słabiej, niż temperatura i usłonecznienie, więc bilans będzie i tak coraz gorszy.
      2) będzie coraz mniej regularności i więcej skrajności pod tym względem

  4. Tymczasem mamy dzisiaj kolejny układ frontowy ze znacznie „węższymi” strefami konwekcyjno-opadowymi (m.in. na Mazowszu) niż wynikało to z wielu prognoz…

    1. Centralne Mazowsze zostało niestety wygwizdane, jedyny sensowny opad był tutaj rano….

      Ale bardzo mi się podoba, że w skali kraju pojawiły się takie opady. Porządny MCS na południu i wschodzie kraju, dokładnie to było potrzebne. W praktyce wszedł opad wielkoskalowy :)
      Jedynie na południu Opolszczyny ulewa zdecydowanie przegięła- 150mm to już nie są żarty.

      Pierwszy strzał silnego gorąca zakończył się bez bólu. To były nawet przyjemne dni, zachmurzenie zrobiło swoje. Niestety na samą myśl, żeby kolejny taki strzał miał minąć bez konwekcji aż mi się niedobrze robi….

      1. Dalej bardzo nierównomiernie bo Aglomeracja śląska to 3-10 mm opadu wczoraj ,a za lipiec do 21.07 tylko 20-40 mm Katowice wczoraj tylko około 5mm opadu.

        1. @kamroz Gdzie na południu Opolszczyzny spadło ponad 100mm wczoraj?
          Dane ze stacji IMGW (Monitor-pogodynka) Opady od 08:00 dnia 21.07.19 Głubczyce 14mm; Głuchołazy 1,3mm; Otmuchów 1,7mm
          W Makowie po. wczoraj ponad 50mm opadu ,ale to Małopolska.

          1. Pojawiły się także zdjęcia prawdziwej rzeki, właściwie jeziora na ulicach, więc raczej to nie jest fejk. Źródło: facebookowa strona – Pogoda 24/7

        2. A swoją drogą obserwując sumy opadów za wczoraj, czy też podsumowanie dobowe wyładowań, to widzę, że większe miasta zostały mocno pominięte przez burze – niemal wszystkie miasta wojewódzkie.

      2. Moje okolice koło Piotrkowa wczoraj 0,9 mm. Za cały lipiec 10 mm składane po 0,3-2 mm kilka razy. Ostatni opad powyżej 4 mm na dobę był 13 czerwca. Ostatni który wyrobił normę opadową to luty. To już nie są żarty. To jest tragiczne. Trawy już nie ma a z drzew lecą liście. Niedługo ludzie zaczną się bać o wodę w kranie. Podobnie jest w dużej części Wielkopolski i Lubuskiego.

        1. Wydaje mi się, że sezon letni w tym roku ma szansę być rekordowo suchy zjadając poprzednie rekordy na miękko. W Łodzi od początku czerwca spadło 21mm. Jeszcze mniej w Poznaniu. Inne miasta jak Częstochowa, Warszawa, Kalisz mają za ten okres opady od 20-40mm. Dramatyczna sytuacja jest w Pile gdzie od początku roku spadło jedynie ok 130mm, a od 01.08.2018 jedynie 220-230mm. Gdyby wziąć pod uwagę taki rok ruchomy to mógłby nam wyjść rekord minimalnego opadu.
          Przed nami kontynuacja suchego okresu, moim zdaniem sierpień nie przyniesie jakiegoś większego przełomu.

          1. Właśnie spojrzałem prognozy do końca lipca i biorąc pod uwagę możliwe upały to o wodę w kranie już trzeba się bać. Nikt z mojej miejscowości nie pamięta takiej suszy że aż trawy nie ma

      3. Kiedy było tak gorąco? Może to kwestia przyzwyczajenia, ale dla mnie sobota faktycznie była dość gorąca, ale niedziela tylko trochę przed południem. To były naprawdę nieźle dni i u mnie przeszły totalnie niezauważone.

        1. No toć o tym mówię. Bardziej mnie „męczyło” bezsilne obserwowanie, jak burze przechodzą bokiem, parę razy o kilka kilometrów (sobota koło 11:00 i niedziela koło 9:00 zwłaszcza), czy jak „ostatnia nadzieja” poszła jakieś 80 km na N ode mnie (Pułtusk podczas późnowieczornej burzy dostał 23mm w 2 godziny!), niż temperatura.
          Ale było jednak gorąco, bez dwóch zdań, temperatury na poziomie 29 stopni to już pełnoprawne gorąco.

  5. Lipiec 2019 jest jednym z najlepszych jaki pamiętam. Już bez względu na to co przyniesie kolejny tydzień. To mile że nadal można liczyć na 20 dni normalnej pogody w letnim miesiącu

    1. Editor, piątka 🖐️ Cieszę się razem z Tobą, po tym koszmarnym czerwcu żaden chłód (zresztą zbyt wiele chłodu tu nie ma) nie jest w stanie mi przeszkodzić ;) Wolałem lipiec 2016 albo 2017, ale ten też jest naprawdę dobry. A jakby uciąć 1 lipca to już w ogóle super. Trzymam kciuki za podobnie spokojną resztę lata, zresztą III dekada też nie wygląda jeszcze źle, dla mnie w granicach tolerancji. Pozdrawiam.

    2. To prawda. Ten lipiec był chyba najlepszy w moim życiu.
      20 stopni to idealna temperatura, a jak zdarzyło się 15, to wolę jednak to niż 35 stopni.

    3. Dalej brakuje opadów ,bo do dzisiaj 22-giej u mnie tylko 35 mm (Ruda śląska) . Temperatury odpowiednie.Kilka dni gorących w ostatnich dniach da się wytrzymać.

      1. No właśnie pytanie czy kilka? Póki co w prognozach nie widać przełomu czyli spływu jakichś wilgotniejszych (i chłodniejszych) mas powietrza. Co gorsza najnowsze odsłony sugerują przeciąganie się gorąca do końca horyzontów prognozowania. Czekam z niecierpliwością na aktualizację danych w SMSR z „mojej” stacji IUNG Werbkowice. To co jest na wierzchu każdy widzi na ogrodach i w rzece ale od 3 dekady czerwca systematycznie pogłębia się warstwa gleby z wilgotnością poniżej 10% i wątpię, żeby ostatni króciutki front coś w tym aspekcie zmienił. Co gorsza przy wysuszonych połaciach kraju prognozowane gorąco może być niedoszacowane. Czyli marne pocieszenie, że nie będzie rekordów skoro znów upał będzie męczył tydzień.

    4. Może do najlepszych to go nie zaliczę, ale też się cieszę, że mieliśmy szansę na tak długi rozbrat od wszelakiego gorąca. A pierwsza fala gorąca upłynęła naprawdę miło, chociaż w skali kraju dzisiejszy dzień niestety miejscami przyniósł szkody, podobnie jak wczorajszy w okolicy Krosna.

    5. W uśrednieniu za dni np. 15-21.07 to może normalnie letnie temperatury będą.
      Jednak patrząc dzień po dniu to akurat tego lipca będziemy mieli mało dni z temperaturami około normy (powiedzmy tej przejściowej 1981-2010, albo i tej bardziej aktualnej 1991-2018/9).

    6. Taki był normalny że miał -1,5 stopni odchyłu od normy? Dla mnie był jednym z najgorszych lipców jaki pamiętam. Był też miesiącem który „szybko przeleciał”. Przez zimne wieczory wyleciał spory kawałek dnia. Zimny wiatr plus duże zachmurzenie nie zachęcał do spędzania czasu na zewnątrz. Brak opadów przy takiej pogodzie przelało czarę goryczy. Nie pamiętam kiedy tak długi czas chodziłem tak „ciężko” ubrany latem, nocamy spałem przy zamkniętym oknie przykryty kołdrą w termicznym komforcie. To są błachostki, ale dla mnie świadczące o tym że część lipca była zimna. Wystarczyło tylko 2-3 stopnie więcej, słabszy wiatr i więcej opadów a byłoby idealnie :)

      1. Masz rację, szybko przeleciał, bo tak już jest, że przyjemna pogoda „do życia” przemija, zanim się obejrzysz. Za to ten koszmarny czerwiec dłużył się w nieskończoność…

        Chodziłeś ciężko ubrany? No to współczuję zmarźluchu. Ja po tym koszmarnym czerwcu mogłem się wreszcie „normalnie” ubrać jak na polskie warunki przystało. Wreszcie mogłem założyć koszulkę na krótki rękaw, bo wcześniej było mi za gorąco i mogłem nosić co najwyżej podkoszulkę.

        1. Ja jutro z pewnych przyczyn jestem zmuszony założyć koszulę i długie spodnie. I dziękuje Naturze, że ocieplenie jednak się postanowiło wstrzymać o te pare dni – bo od czwartku pewnie już by to była katorga. A zresztą i przy 23 stopniach taki ubiór jest średnio przyjemny, ale da się przeżyć.

    7. Dla mnie lipiec obiektywnie 6.5/10 (jeśli bierzemy pod uwagę cały rok), zaś jak na lipiec to nędza, 3-4/10 to max. Nie jest to taka patologia jak w 2011 ale jednak obok dobrego lipca to on nawet nie stoi. Na szczęście czerwiec zmiótł z planszy i przywalił 10/10 w obu kategoriach, dzięki czemu średnia lata nadal będzie dobra. Tylko ciekawe jaki sierpień bedzie. Jakby się sprawdziły wróżby Olivera (niż z S Europy dający 100-400 mm deszczu) to w zasadzie będzie to miesiąc na straty. Taki niż na południu Polski psuje pogodę o wiele dłużej niż przez zasadniczy okres trwania ulewnych desczy (ten rzadko przekracza 3 dni). Popatrzcie sobie np. na okres 4-16 września 2007 albo 11-25 września 2008. Coś okropnego, dwutygodniowe okresy w których słońca w zasadzie nie ma, piździ nawet <10 w dzień i sporo pada, ale opady nie trwają całe 2 tygodnie tylko parę dni.

        1. Taki sierpień, a po nim taka jesień jak w 2006. Susza z 2018 roku nie była aż tak ciężka, bo duża część kraju miała wielkie zapasy wody po rekordowo mokrym 2017 roku. Ta z 2019 wydaje się dużo gorsza, zobaczymy na raporty ile mniej więcej straty wyniosą. Z suszy 2015 były one o jedno zero mniejsze niż z powodzi 2010.

          1. Tamta jesień jak najbardziej ok, nie tylko była piękna, ale i dość wilgotna.
            Rok temu było dużo lepiej, bo byliśmy po 2017-tym i padało częściej, choć były to marne sumy, ale jednak. W tym roku od 4 miesięcy nie licząc II połowy maja to już kompletny dramat i jesteśmy po 2018-tym

  6. To może nie jest bezpośrednio związane z artykułem, ale mam pytanie techniczne do Administratora. Dlaczego coraz więcej map w zakładce „Aktualne Dane Meteo” nie jest aktualizowanych. W tym miesiącu zostały już tylko aktualne mapy średniej dla Polski i odchylenia od średniej. A mapa temperatury średniej dla Europy jest z lutego, a mapa anomalii dla świata jest z czerwca. Szkoda, że tak mało map jest teraz aktualizowanych. Do badania zmian klimatu mapy były czytelnikom przydatne.

  7. Dla mnie najbardziej ewidentną kwestią jest wyraźne spowolnienie/meandrowanie/zanikanie prądu strumieniowego i związanego z nim tzw. strefówki w porze ciepłej (zwłaszcza). Wraz z tym ubywa zdecydowanie tych „podręcznikowych” umiarkowanych opadów jakie niosą (zazwyczaj niosły) fronty niżów zmierzających znad N Atlantyku w głąb Europy.

    A to oznacza zdecydowane pogłębianie się skrajności (bez)opadowych. Bo opady te konwekcyjne sytuacji w tym względzie nie poprawiają. A i okresów bez opadów lub z małymi sumami przybywa. Typowych niżów genueńskich coraz mniej, choć okresowo mogą przynosić spore sumy. Nieco więcej tych formujących się przy zafalowaniu frontu polarnego, zwłaszcza nad/za górami i to one zdają się być głównym źródłem zwiększonych sum, ale… no właśnie pomiędzy coraz dłuższymi okresami bez opadów lub ze słabymi/rzadkimi opadami.

    Ciekawe, czy wejdziemy w trwalszą dominację ujemnego NAO/AO (?). Bo to oznaczałoby, że okresy bezopadowe – raz chłodniejsze, raz bardziej gorąco-upalne – mogą dość raptownie przejść w jakieś z wyraźniejszymi opadami (nie wiadomo tylko kiedy?). A im bliżej zimy (i oczywiście głównie podczas niej) tym ujemne anomalie termiczne mogłyby być dłuższe i/lub silniejsze (na zmianę z jakimiś ociepleniami, ale krótszymi niż przy dominacji przepływu WSW).

    Trend obniżania się NAO/AO stopniowo po 2015 r. jest faktem, a w tym sezonie letnim ujemne wartości wręcz dominują. Ciekawe na ile będzie on trwalszy (?) – na razie do sezonu zimowego 2019/20, a potem i ewentualnie także w kolejnych rocznikach.

    1. Zima z ujemnym NAO/AO w końcu by się przydała bo 5 miesięcy jesienio/przedzimio/przedwiośnia i szarości rok w rok to trochę za dużo

    2. Wszystko racja. Na terenie Polski (pisze na podstawie ,,Nauka o klimacie”) srednia suma opadów ma nawet w pewnych częściach wzrosnąć do końca wieku. Znaczy to tylko tyle ,ze przy meandrowaniu (zanikowi) w ciepłej porze roku pradu strumieniowego polarnego będziemy mieć skrajnie nieregularne opady. Może się zdążyć dwa miesiące letniej suszy po których w parę dni spadnie więcej wody niż średnia suma za 3 miesiące letnie. W formie wróżby (zabawy) obstawiam taki scenariusz na trwające lato. Sierpień 2019 ”odbija” ,suszę w czerwcu i lipcu w woj. śląskim, opolskim i dolnośląskim sumami 100-400 mm w parę dni. Za ponad miesiąc przekonamy się na ile ta wróżba się sprawdziła.

    3. AH kiedyś wspominał o tym cyklu i wynikało by z niego, że sezon 2018/9 powinien przynieść wartości blisko minimum. Tak się jednak nie stało i zima 2018/9 była kolejną już pseudozimą w której dużo więcej bardzo późnej jesieni i przedwiośnia niż zimy. Za to od kwietnia ujemne NAO faktycznie dominuje, podobnie jak pogoda charakterystyczna dla blokady cyrkulacji. Z powodu braku nawet umiarkowanej strefówki mamy tak długie dominacje danego typu pogody, zarówno upalnej w czerwcu jak i chłodnej w lipcu.

      1. No dokładnie, teraz miały zacząć się zimy al’a 2009-2013, a nic z tego nie ma, więc należy się spodziewać że te zimy już nie wrócą. Jak się lata ocieplą do twoich wymarzonych, to w Polsce z trawy zostanie tylko siano a „prawdziwą zimę” będziesz na Kasprowym albo na Śnieżce tylko oglądał. Na kamerce internetowej…

        1. Póki na mapach anomalii mamy zimą przypadki z wartościami -20/-5K gdzieś na obszarach lądowych strefy umiarkowanej półkuli N, to bym nie generalizował tak odnośnie zim.
          Wystarczy przeanalizować sobie różnicę w skalach ujemnych i dodatnich anomalii w okresie letnim i zimowym, aby dojść do wniosku dlaczego zimą – pomimo ocieplania się klimatu w skali całego roku, w większej części globu – nadal znacznie łatwiej o ujemne anomalie (nawet średnio za 3 miesiące) niż latem.

    4. Lucas Wawa
      Najlepiej by było gdyby klimat zmienił prąd strumieniowy w ten sposób, że w porze ciepłej przeważałoby zdecydowanie dodatnie NAO, a w porze chłodnej zdecydowanie ujemne. Tylko wtedy ocieplenie klimatu w Polsce przestałoby tak szybko postępować.

      1. Dodatnie NAO latem nie zmniejszyłoby ocieplenia. Wręcz utrudniłoby szansę na długotrwałe utrzymywanie się ujemnych anomalii, jak w tym roku w maju oraz w lipcu. Z drugiej strony, długie ciągi dodatnich (skrajnie nawet) anomalii możliwe są także przy dodatnim NAO (słynny 2018 rok)

        1. No w sumie tak… To może chociaż opady w porze ciepłej przy dodatnim NAO byłyby większe i częstsze, choć patrząc na poprzedni rok to też nie jest pewne. Czyli nie ma już szans dla klimatu Polski. Jesteśmy zbyt uzależnieni od trendów światowych…

          1. Ujemne NAO właśnie jest największą nadzieją – wprawdzie potrafi przynieść przesadę w drugą stronę, ale jednak bez tej przesady w maju, to bylibyśmy już pustynią.

      2. Kluczowa w tym względzie jest i tak kwestia zim i marca.
        Bo w okresach letnich na średnie anomalie (w uśrednieniu za JJA, a nawet i jeszcze więcej miesięcy) okoliczności związane z NAO/AO w istotny sposób nie wpływają – a głównie na sposób ich „wyrabiania” w skali tych 3+ miesięcy.

  8. Co do ochłodzenia klimatu w Polsce do lat 30 obecnego wieki teoretycznie jest to możliwe jeśli zimy się ochłodzą , a przez jakiś czas naturalne czynniki mogą odgrywać główną rolę zima bo latem to już inna sprawa i latem już ochłodzenia nie będzie .

      1. Oczywiście mam na myśli względem normy 1980-2010,bo jakaś abstrakcyjna nowa(przyszła) norma 2000-2030 nie jest dla mnie żadna wykładnią tylko dramatem.

    1. czy ja wiem czy nie będzie? Może być za sprawą AMO. Przeraźliwie zimne i pochmurne lata z lat 70 i 80 dwudziestego wieku nie powinny już wracać, ale spadkowy trend AMO powinien nieco wyhamować trend ociepleniowy miesięcy letnich, zwłaszcza lipca i sierpnia gdzie ref. 1991-2018 bardzo mocno odstaje nawet od 1981-2010. Być może ref. 2011-2040 będzie podobny do 1991-2020? Przynajmniej jeśli o lato chodzi. A w zamian zacznie się ocieplać jesień, bo tam póki co jest nędza – wrzesień ledwo co, październik w ogóle, listopad po 2007 nieco bardziej.

        1. z wrześniem jest w ogóle ciekawa sytuacja bo jego usłonecznienie zwiększyło się chyba o największy procent (por. normy 1971-2000 a 1991-2018), no może jeszcze kwiecień ma taki wzrost ale on miał 11-letnią serię nienaturalnie zimnych miesięcy w latach 1972-1982, wrzesień tego nie miał.

          W Katowicach po 2006 roku rzeczywiście mocno przybyło bardzo ciepłych wrześniów z temp. średnią powyżej 15 stopni. Takie były w 2006, 2009, 2011, 2014, 2015, 2016 i 2018. Najzimniejszy wrzesień od tego czasu to 2013 ze średnią 11,8, zimny też był w 2010 (12,0) oraz dwa chłodne i pochmurne wrześnie jeden po drugim w 2007 i 2008. Za to maje z temperaturą ponad 15,0 (od 2005) to tylko 2007, 2012 i 2018. O ponad połowę mniej, w ost. dekadzie maj dużo częściej wypadał blisko normy 13-14 stopni. Najzimniejszy maj był w tym roku i miał 12,1 st – był najzimniejszy od 28 lat.

          1. W skali kraju, od 2005 było 9 wrzesniow z anomalią > +1K, i 2 +1K i dwa < -1K. Z resztą już kilka lat temu miałem wrażenie, że wrzesień robi się znacznie cieplejszy od maja

  9. @ Lucas wawa Wszystko racja. Na terenie Polski (pisze na podstawie ,,Nauka o klimacie”) średnia suma opadów ma nawet w pewnych częściach wzrosnąć do końca wieku. Znaczy to tylko tyle ,ze przy meandrowaniu (zanikowi) w ciepłej porze roku prądu strumieniowego polarnego będziemy mieć skrajnie nieregularne opady. Może się zdążyć dwa miesiące letniej suszy po których w parę dni spadnie więcej wody niż średnia suma za 3 miesiące letnie. W formie wróżby (zabawy) obstawiam taki scenariusz na trwające lato. Sierpień 2019 ”odbija” ,suszę w czerwcu i lipcu w woj. śląskim, opolskim i dolnośląskim sumami 100-400 mm w parę dni. Za ponad miesiąc przekonamy się na ile ta wróżba się sprawdziła.

  10. Nawet w tym roku latem w lipcu posypały się rekordy zimna w Europie min na Węgrzech, a Węgry mają cieplejszy klimat niż nasz. Także nawet latem u nas możliwe rekordy zimna.

    1. Ogółem pobyt na Węgrzech w tym „ekstremalnym zimnie” sprawił, że po prostu było jak powinno być w Polsce. To co „węgierskiego” dostałem w 2018 w Polsce, zostało mi odebrane w 2019 na Węgrzech ;)

  11. Krótka analiza dekad w Katowicach jeśli chodzi o miesiące zimowe + marzec (DJFM)

    Lata 50: 12 ciepłych i 19 zimnych
    Lata 60: 9 ciepłych i 25 zimnych
    Lata 70: 15 ciepłych i 15 zimnych
    Lata 80: 17 ciepłych i 15 zimnych
    Lata 90: 18 ciepłych i 11 zimnych
    Lata 2000: 14 ciepłych i 15 zimnych
    Lata 2010: 23 ciepłe i 7 zimnych

    Zdziwił mnie taki wynik dla lat ’80 ale tam większość ciepłych wyrobiły lata 1988-90 (chyba 9 mies.). W obecnej dekadzie mamy rekord bez cienia wątpliwości, widać też że dość wyraźnie ubyło miesięcy normalnych. Próbka za każdym razem obejmuje 40 miesięcy, w bieżącej dekadzie dopiero 35. 23 z 35 było ciepłe, to jest ponad 65%. Żadna inna dekada się do takiego pułapu nawet nie zbliża, nawet stosunkowo ciepłe zimy lat 90. Co do reszty to raczej bez większych zaskoczeń, lata 60 bardzo zimne ale mimo wszystko liczba miesięcy poniżej normy to 62,5% czyli mniej niż liczba ciepłych miesięcy w obecnej dekadzie. W ‚normalnych’ warunkach te proporcje są mniej więcej po równo, dekady 70 80 i 00 się odznaczały mniej więcej takimi parametrami.

  12. Sytuacja w Arktyce robi się coraz gorsza. Po chwilowej „poprawie” pogody od dzisiaj zaczyna się tworzyć dipol arktyczny. Obecnie powierzchnia jest nieco większa od rekordowego 2012 a objętość rekordowo niska. Czyżby w tym roku nowy rekord?? Wiele osób się ucieszy bo dla naszego kraju to same korzyści.

  13. https://dobrapogoda24.pl/artykul/akt-oskarzenia-meteorolodzy-imgw-suszek-harcerki

    Nie chcę oceniać tego konkretnie przypadku. Jednak przy tej okazji warto zwrócić uwagę, że ewentualny wyrok skazujący meteorologów za błędną decyzję w sprawie ostrzeżenia przed huraganem, stworzy poważny precedens, i może mieć niepożądane konsekwencje. My, ludzie, nie mamy kontroli nad naturą. Groźne incydenty pogodowe, niekiedy bardzo nagłe, trudne do przewidzenia i/lub do zlokalizowania, zawsze się będą zdarzały w naszej strefie klimatycznej. Czasami, niestety, będą powodować straty materialne, a nawet ofiary w ludziach. Tak bywało od zawsze, i tak będzie.
    Trzeba podkreślić: synoptykom nie zawsze uda się ostrzec nas przed wszystkim, nie da się wszystkich ludzi na 100% zabezpieczyć przed zagrożeniami atmosferycznymi, bo taka jest potęga natury. I nie zmieni tego szukanie winnych i karanie meteorologów. Wyrok w procesie karnym będzie dla nich lekcją, że w przyszłości „na wszelki wypadek”, aby nie pójść do więzienia, powinni wydawać mnóstwo ostrzeżeń przed każdą burzą czy wietrznym frontem atmosferycznym. Zapewne większość z takich ostrzeżeń okaże się niepotrzebna i będzie dezorganizować życie społeczne, a ludzie zaczną je lekceważyć. Zaznaczam ponownie, że nie oceniam konkretnego przypadku nawałnicy pomorskiej z 11 sierpnia 2017 roku. Być może synoptycy faktycznie zawiedli, ale w takim razie może bardziej wskazane byłoby wyciągnięcie konsekwencji służbowych, a nie wszczynanie postępowania prokuratorskiego, z perspektywą procesu karnego i więzienia.

    1. @BenWawa Jeśli chodzi o Suszek, dla pomorskiego wydano wtedy ostrzeżenie przed burzami z gradem st. II. Bow echo ukształtowało się jakoś między 18-19 i nie zwiększono alarmu, bo osoby za to odpowiedzialne skończyły pracę. Najbardziej zawiódł, uważam dyżurny burzowy z pogodynki, bo kończył pracę o 18. Wiem, że dla IMiGW trochę się oberwało po tragedii z Suszka, ale jakoś się wykaraskali. Ostrzeżenia burzowe IMiGW, zauważyłem, i tak zawsze są wyolbrzymione. Jednak po 12 sierpnia 2017 te ostrzeżenia stały się wręcz histeryczne. Ile razy maiłeś sytucję, że dla twojego regionu prognozowali burze z gradem, II stopień zagrożenia, a skończyło się tym, że żadna kropla deszczu nie spadła. Tragedia w Suszku „zaowocowała” też tym, że od tamtego zdarzenia, dyżury burzowe są pełnione 24h.

  14. Dane, wykresy, symulacje, analizy… Prawica jest na to odporna. Jeśli artykuł ma wywrzeć wpływ na „prawą” stronę to będzie to próba nieudana

  15. Będziemy jeszcze płakać z tęsknoty za 40 cm w Wiśle i z rozrzewnieniem wspominać obecne suche lata jako niezwykle wilgotne i chłodne przy tym co nas czeka w przyszłości.
    Przyjdą takie lata, że Wisła wyschnie doszczętnie, a anomalie pokroju czerwca 2019 i kwietnia 2018 zdominują całe półrocze ciepłe. To nie będzie tylko jeden miesiąc, ale całe półrocze.
    Wyobrażam sobie to tak.
    Po deszczowym, pochmurnym i smętnym styczniu przychodzi na początku lutego słoneczne i suche przedwiośnie z temperaturami jak w 2002 bodajże i 2014. Śniegu na nizinach i tak w zasadzie nie ma, więc nie ma się już co topić. Pierwsza połowa marca jeszcze stosunkowo pochmurna i chłodna. Od trzeciej dekady marca przychodzi jednak coś na kształt kwietnia 2018. Stratusy w cudowny sposób znikają i rozpoczyna się non stop lampa. Wieje ciepły wiatr z południa. Kwiecień ma anomalię rzędu +5K bijąc poprzednio rekordowy kwiecień 2018 ze względu na ciepły już początek. Pod koniec miesiąca pojawiają się pierwsze upały, czyli przekroczenia 30-tek. Tak jak w 2012 roku. Kwiecień jest też rekordowo suchy i słoneczny w skali kraju dając podkład pod upalne lato.

  16. W maju zdarzają się pojedyncze chłodniejsze incydenty, ale to ostatnie chwile oddechu przed letnim piekłem. Do tej pory, mimo iż dużo powyżej normy, to było jeszcze znośnie. Pod koniec maja temperatura przekracza już 35 stopni.. Żarty się skończyły! Pokrywa śnieżna na Syberii znika w zastraszającym tempie i pod koniec miesiąca śniegu nie ma właściwie już nigdzie! Usłonecznienie po nieco bardziej pochmurnym maju znów rekordowo niskie, kontynent się nagrzewa niemiłosiernie, a wody oceaniczne nie nadążają za tym i są stosunkowo chłodne nie generując deszczowych niżów. Czerwiec pokroju tegorocznego, tyle że gorąco już właściwie w całej Europie i jeszcze więcej słońca. Chłód nie ma skąd przyjść.
    Lipiec i sierpień to piekło nie z tej ziemi. Co i rusz w różnych zakątkach Europy padają lokalne rekordy. W Polsce temperatura przez 3 dni z rzędu przekracza 40 stopni, dochodząc lokalnie do 42 stopni. Rekord prószkowski pobity już nie po raz pierwszy. Zaczyna brakować wody w kranach, szaleją pożary lasów i zbóż. Z drzew lecą już liście. Trawa była zielona tylko w marcu i kwietniu. Taki lipiec 2006 spotyka się z sierpniem 2015. Prawie codziennie jest upał. Ochłodzenia są do 25 stopni.
    Wrzesień jest rekordowo ciepły wbijając w ziemię poprzednie rekordy. Pierwsza połowa przypomina 2016, a druga 2006. Mimo wszystko da się już żyć, bo noce są dłuższe i chłodniejsze. Jest tak sucho, że wysycha całkowicie królowa polskich rzek. W Arktyce nie ma pokrywy lodowej. Październik nie zawodzi i daje wreszcie wytchnienie. W listopadzie ostatni akord ciepła. W Beskidach przy halnym temperatura dochodzi do 25 stopni. I wreszcie grudzień. Rekordowo słoneczny i ciepły jak w 2015 roku bez zimnej końcówki. Anomalia roczna już standardowo grubo powyżej +3K, ale nikogo to nie dziwi.

    1. Odchylenie około 3 za półrocze ? Przecież to już prawie tak jest.Średnia tego roku jest w wielu regionach wyższa o 1’8-2 w stosunku do okresu 2980-2010 .Gdyby go porównać z latami 1960-1980 wyszłoby jak nic około +3.

      1. Raz że napisał o anomalii ROCZNEJ, a nie półrocznej, a dwa to różnica między refami 1961-1990, a 1981-2010 nie jest aż tak duża.

  17. Najnowsze prognozy (zwłaszcza GFS) są jakby nieco lepsze. Model ten prognozuje całkiem przyjemną letnią pogodę do 11 dnia sierpnia, ma być dużo Słońca, ale też wystarczająco dużo deszczu, potrzebnego do złagodzenia posuchy.
    Oby taka pogoda utrzymała się w drugiej połowie miesiąca. Pernamentna jesień niech se przyjdzie najwcześniej w III dekadzie września.

    1. Niesamowity jest ECMWF. Prognozuje u mnie przez całe 10 dni codziennie 22-27 stopni. Nie pamiętam już takiego okresy latem, łatwiej o taki w kwietniu, maju, czy wrześniu (np 2018)…

      1. Z tym kwietniem to trochę za dużo powiedziane, póki co jeden taki przypadek z około 10 dniowa dominacja temperatur 22-27 stopni i mam tu na myśli oczywiście okres 8-23.04 z wyłączeniem okolic 16-20. Jak odlecial ten kwiecień to nie trzeba nikomu przypominać. Więc mimo wsystko chyba nie jest o taki okres tak łatwo w kwietniu, a już na pewno nie łatwiej niż w lato.

        1. A latem to ostatnio było chyba tak w sierpniu 1968, więc wiesz, prawie 50 lat wcześniej. Późną wiosną i wczesną jesienią przyjdzie ci taki stabilny wyż i bez problemu masz coś takiego. A latem? Takie temperatury w okresie 10 dniowym bez przerwy to prawdziwy cud, ciężko mi nawet powiedzieć jaki układ jest do tego potrzebny.
          Oczywiście wiem, że kwiecień 2018 to skrajny przypadek, ale w maju i wrześniu odnoszę wrażenie, że łatwiej o taką stabilizację niż w lipcu i sierpniu. Z czerwcem można jeszcze dyskutować.

          1. PS
            Żeby wyrazić sie jasno: chodzi mi o 10 dni bez żadnego wykroczenia tmax poza ten przedział!!!

    2. Przecież już tydzien temu pisałem że o żadnej jesieni nie ma mowy skąd wy wzięliscie takie prognozy że w sierpniu ma byc jesień.

      1. Niektórzy tak tu rozumują- kończy się upał, to znaczy że idzie jesienna pogoda. To było na szczęście standardem tylko w pochrzanionym 2018 roku.

        1. Kmroz w 2018 roku ? W Polsce W i NW lato trwało wtedy od kwietnia do początku października ,więc kompletnie nie wiem o czym piszesz.

          1. Tak, w 2018 roku. Załamanie pogody w III dekady czerwca i duża część II dekady lipca były naprawdę „jesienne”. To już w 2016 roku był dłuższy czas bez tego typu „atrakcji”.

          2. to zależy gdzie. 2018 na północy Polski latem był cu-dow-ny. bez ekstremów jak w tym roku w czerwcu i bez tej deszczowej patoli z 2016.

          3. @Ash
            A o drugiej i trzeciej dekadzie czerwca, początku lipca to już nie pamiętasz? Przecież to była istna patologia.
            No i ulewy oraz ciemnica z drugiej dekady lipca, na szczęście już przy znośniejszych temperaturach, też was ani trochę nie ominęły.
            Za to na przełomie lipca i sierpnia był dwutygodniowy ciąg nieznośnie tropikalnych nocy na Pomorzu. Też ani trochę nie lepiej niż u mnie.

            No i na koniec atak ostrej i paskudnej jesieni w ostatniej dekadzie sierpnia. Więc się absolutnie nie zgodzę, jakoby to było „cudowne”. Prędzej patologia goniąca patologię…

          4. kmroz, pamiętam, a dodatkowo sprawdziłam tabele, i u nas patologii nie było. takie temperatury jak na przełomie czerwca i lipca to raczej tu chleb powszedni. z opadami też nie było źle, w drugiej połowie lipca był 5 dni z deszczem, z czego tylko jeden z poważnym opadem. owszem, końcówka lipca miała zdecydowanie za wysoki wb, ale to wszystko co mam do tamtego lata i chętnie bym je wzięła na zawsze. z tropikalnymi nocami włącznie. cudownie jest nie marznąć wieczorem! czego nie mogę powiedzieć o dziś, trzeba było zamknąć balkon, bo za rześko.

          5. i serio nie wiem, o jakiej paskudnej jesieni piszesz? pogoda była w miarę równa do 12 września i potem jeszcze do 22, 23 przyszła jesień, jak należy.

    1. Piotr pierwsze słysze.Owszem kilka dni pod koniec czerwca bylo bez piekła ale tak poza tym to non stop upały były latem i wiosną 2018

      1. Non stop upały… No zakładając że upały to 25+ wg Twojej definicji to latem zgoda (wiosną to jakaś forma żartu rozumiem).
        Zauważ jednak, ze jak już się ochładzało, to do wartości naprawdę zgoła nieprzyzwoitych :/ mam nadzieję, że takie paskudne chłody latem jak w 3 dekadzie czerwca 2018 się już prawie nigdy nie będą zdarzać, zresztą to był spory ewenement jak na obecne czasy.
        Najgorsza w tych silnych ochłodzeniach była jednak totalna ciemnica w ich trakcie. Drugiej dekady lipca, kiedy trzeba było palić światło całą dobę nigdy nie zapomnę. Paskudne stratusy to domena pory chłodnej? Jak widać czasami są wyjątki.
        W tym roku na szczęście jest miejsce dla tych normalnych, umiarkowanych ochłodzeń ze słoneczną pogodą. Nie ma tak, że każde zejście poniżej normy to od razu skrajna patologia.

        1. Największy chłód to był chyba na sam początek lipca (1/2.07). Tam ledwo do 15 st dobijało, i to po południu xD. Ale z drugiej strony, to były nic nie znaczące epizody przy tym co się ogólnie działo. Bez nich być może 2018 miałby jeszcze odrobinę bardziej odjechaną anomalię (chociaż w jej zmniejszeniu i tak największe znaczenie miał przełom lutego i marca)

          1. Cały okres 23.06-2.07 to jedna wielka patola – ciemności i kwietniowe temperatury, a jak na chwilę wyszło słońce 29.06 to przeszliśmy w drugą skrajność….
            Lato 2019 też przynosi różne skrajności, ale jest też MNÓSTWO miejsca dla przyjemnych, umiarkowanych dni.

          1. A tak w ogóle to za rok o tej porze pamięć wam się zresetuje i będziecie pisać o lodowatym wręcz lecie 2019.(co niektórym oczywiście )Ciekawe że było tak zimno w lecie 2018 a ja ani RAZU nie wyciągałem nawet letniej kurtki z szafy od maja do końca września .Polska NW jak co.Pozdrawiam

          2. @Artur
            Ja pamiętam jak 23.06 wieczorem szedłem tylko w koszuli, przemarzłem tak bardzo, że dzień później grzecznie założyłem kurteczkę i grzecznie w niej chodziłem do 2.07 (poza gorącym 29.06), dopóki lato nie wróciło. I mówi to osoba która w tym roku przez połowę dni w marcu kurtki nie zakładała.

          3. Kmroz.Czyli albo Polska NW ma już zupełnie inny klimat tzn .jakiś Hiszpański,albo żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach .Ja dodam tylko że już w lipcu 2018 było tyle żółtych ,wypalonych liści co noemalnie w październiku.

  18. Wszystkim narzekajacym na krótkotrwałe ochłodzenia latem ub roku przypominam że okres od 06-08.2018 był dla większości mscowosci w Polsce najgorętszym okresem w historii /jako całe lato/.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.