CO2 – globalnie

CO2 – globalnie

Średnie globalne stężenie CO2 w czerwcu 2016 osiągnęło 403.57 ppm i było o 3.78 ppm wyższe, niż w roku ubiegłym. Za tak gwałtowny przyrost odpowiada w dużej mierze minione El Niño, jednak z roku na rok stężenie CO2 rośnie coraz szybciej.

Wyraźnie widać to na poniższym wykresie:

co2_growthŹródło danych

Wykres ten przedstawia roczne wartości wzrostu stężenia CO2 w atmosferze plus średnią pięcioletnią. Jeżeli tempo to będzie wzrastało tak samo szybko, jak w latach 2001-2015, należy oczekiwać, że już w 2035 roku osiągniemy barierę 450 ppm (wartość średnia roczna). 410 ppm mielibyśmy w roku 2020 (dokładnie 411 ppm), 420 ppm w 2024 (421 ppm), 430 ppm w 2028 (432 ppm), a 440 ppm w okolicy 2031 (439.9 ppm).

co2_progJak to się przełoży na zmiany temperatury globalnej? To zależy od rzeczywistej czułości klimatu na podwojenie stężenia CO2. Poniższe wykresy przedstawiają prognozy odnośnie dalszych zmian temperatur jeśli czułość na podwojenie stężenia CO2 wynosi 3K (górny wykres), 2.5K (środkowy wykres) i (tak jak chce np. Lindzen) 0.5K (dolny wykres). Oczywiście jest to maksymalnie uproszczone i niezbyt dobre podejście, odnoszące się jedynie do stężenia CO2 i całkowicie pomijające inne wymuszenia (zarówno dodatnie, jak i ujemne).

giss_prog1 giss_prog2 giss_prog3Wartości GISS_5y to oczywiście 5-letnie średnie ruchome globalne anomalie temperatury powietrza kończące się na danym roku. Dla 2016 założono wartość roczną równą +0.92K.

P.S.

Pozwolę sobie tu przypomnieć moją własną prognozę sprzed 4 lat.

W przypadku miesięcznego maksimum w danych globalnych, w ostatnich kilku latach rosło ono o około 2 ppm rocznie. W tym tempie 400 ppm zostanie osiągnięte w 2015 roku (pewnie w maju). Globalne średnie roczne stężenie CO2 przekroczy 400 ppm w 2016. Wartość 400 ppm po korekcie sezonowej powinna się pojawić gdzieś w maju 2016.

Nieco wcześniej te wartości zostaną przekroczone na Mauna Loa. Pierwsza średnia roczna >= 400 ppm może pojawić się już w 2015, wartość po korekcie sezonowej w lipcu 2015, zaś miesięcznego maksimum przekraczającego 400 ppm można spodziewać się już w 2014.

W rzeczywistości pierwsze miesięczne globalne stężenie CO2 przekroczyło 400 ppm już w marcu 2015, nie w maju. I jest już pewne, że średnie roczne stężenie CO2 przekroczy 400 ppm właśnie w 2016. Wcześniej pojawiła się taka wartość sezonowa – już w październiku 2015. Moja prognoza byłaby nieco bardziej trafna, gdybym przewidział El Niño :)

W przypadku Mauna Loa moje przewidywania były chyba też raczej trafne. Nie jest to dziwne, bowiem 4 lata w tym wypadku to dość krótki okres.

 

Print Friendly, PDF & Email

61 Replies to “CO2 – globalnie”

        1. Tak właśnie myślałem. Ale byłoby to więcej niż najbardziej prawdopodobna wartość z przedziału wynikającego z przeglądu literatury przez IPCC (około 2.0 K, przy czym najnowsze szacunki, zapewne pod wpływem rzekomej „pauzy” w ociepleniu były nawet niższe).

          Jeśli się porówna wzrost globalnych temperatur do przyrostu stężenia CO2 w dłuższym okresie, wartość 2.0 K pasuje bardzo dobrze. To jest wynik takiego właśnie dopasowania jakie zrobiłem ze dwa lata temu:

          1. Wydaje mi się, że okres, który przedstawiłem (1981-2016) jest za krótki, żeby z tego wyciągnąć ECS. I być może za krótki w ogóle do takich analiz. Za dużo też w nim się działo – trzy duże El Nino, jedno Pinatubo.

          2. @Piotr,

            Dokładnie się z tym zgadzam. Dlatego przed ostatnim dużym El Nino ludziom wychodziły za niskie wartości, a teraz tuż po nim wychodzą za duże.

            PS. Czułość przejściowa (czyli ta obserwowana na bieżąco) to jak się szacuje tylko 2/3 czułości równowagowej (czyli ocieplenia jakie będzie gdy ocean wyrówna się termiczne z atmosferą za paręset lat). Czyli czułość przejściowa 2.0 K odpowiada w przybliżeni równowagowej 3.0 K. Mam nadzieję, ze to pozwoli lepiej to sobie ułożyć.

  1. 1) A jak się ma sprawa z metanem? Tzn. czy jego też tak w miarę regularnie (równomiernie) przybywa jak CO2?
    Czy da się przy tym choć pobieżnie wywnioskować na ile wzrost Tśr globalnej ma związek z emisją CO2, a na ile z innymi gazami cieplarnianymi, w tym metanem?

    2) Czy są jakieś gazy, których trudno przewidywalna (ale i zarazem realna) emisja naturalna bądź sztuczna mogłaby spowodować nieoczekiwane niespodzianki w kierunku istotniejszego spowolnienia GW?

    1. Metan ustabilizował się po roku 2000 i wydawało się, że chociaż tu nie będzie problemów. Niestety od 2007 roku znowu rośnie i nie do końca wiadomo dlaczego (pewnie jest to suma wielu drobnych przyczyn):

      Co do innych gazów cieplarnianych to tlenki azotu też rosną, ale ich efekt cieplarniany na szczeście nie jest tego rzędu co CO2 i metanu.

      1. Pytam o metan głównie w kontekście obszarów morskich (pod lodami) Arktyki, ale i kraterów pojawiających się np. Syberii. Niektóre prognozy w tej kwestii są alarmujące – nie wiem, czy nieco nie na wyrost…? (podobnie jak i te z ok. 2012 r. wieszczące, że już w okresie 2015-2016 na przełomie lata i jesieni Arktyka może być wolna od lodu…).

        1. Na razie jeszcze chyba nie jest tak źle. Metan bąbluje tam prawdopodobnie od dawna ale wykryliśmy to dopiero teraz. Za wzrost CO2 od 2007 roku nie odpowiada Arktyka ale umiarkowane szerokości i tropiki (prawdopodobnie wiele przyczyn od wydobycia gazu łupkowego po zmiany w rolnictwie tropikalnym).

          Ale oczywiście prędzej czy później te emisje w Arktyce się ożywią i dadzą nam niezłego kopa.

          Niedawno ukazał się on-line artykuł przeglądowy na ten temat (metanu w Arktyce), efekt akcji COST w której brała też udział Polska:
          http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/lno.10307/abstract

      1. Czyli ok. 2/3 udziału to samo CO2, natomiast ok. 4/5 to CO2 i CH4.

        Ciekawi mnie też kwestia na ile obecnie podejmowane działania na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych (skutecznie?, czy jednak głównie nieskutecznie?), mogą przyczynić się do zauważalnego spowolnienia wzrostu Tśr np. jeszcze przed rokiem 2050 (?). Mamy tu na myśli spowolnienie wzrostu zarówno stężenia gazów, jak i trendu wzrostu Tśr w porównaniu z ostatnimi 30-50 laty (odkąd wyraźniej ubyło nam aerozoli).
        Czy w ogóle nauka – nie abstrahująca od realiów ekonomiczno-gospodarczo-energetycznych – daje nań jakąś odpowiedź (?).

      2. Ale też warto dodać, że wg tego wykresu udział CO2 w wymuszeniu radiacyjnym rośnie – co też dowodzi istotnemu wpływowi działalności ludzkiej na proces GW.

    1. To bardzo dobre pytanie. Zasadniczo czułość klimatu ma być jego cechą czyli powinna być stała. Jednak w dłuższej skali czasu ma prawo się zmienić po pierwsze przez zmianę topografii planety (np. powierzchni kontynentów pokrytej lodem) albo z powodu tego, że proporcjonalność zmiany temperatury do logarytmu stężenia CO2 nie jest całkowicie liniowa (ten problem dotyczy bardzo dużych zmian stężenia CO2).

      Czyli w skali czasu naszego życia, a nawet epoki przemysłowej czułość klimatu się nie zmieni ale w skali geologicznej jak najbardziej ma ona do tego prawo.

      1. A na czułość klimatu nie będzie miało wpływu zmiana długości doby? -bo jeśli tak to w skali ludzkiego życia mógł by się ten parametr zmienić w zależności od tempa topienia lądolodów może nie aktualnie(bo topienie jest słabe) ale jeśli przekroczony zostałby pewien poziom CO2 (odpowiednio wzrosła by temperatura)

        1. Coraz ciekawsze pytania. To jest ciekawe nawet z naukowego punktu widzenia bo możliwe, że tego nikt nie badał w kontekście czułości klimatu.

          Klimat na pewno będzie inny jeśli zmieni się długość doby. Zmieni się siła Coriolisa, która reguluje kręcenie się wyżów i niżów, jak również wirów w oceanach. Z tym, że tu zmiany zachodzą w tempie nawet nie geologicznym, a astronomicznym. I nawet stopienie wszystkich lądolodów nie zmieni doby w sposób mający znaczenie dla klimatu. Masa Ziemi jest na to za duża.

          1. Przy rozpatrywaniu samej długości doby może skala astronomiczna ale jak dołożymy[1],chwiejność osi?
            a można pewnie jeszcze jedną niewiadomą dodać -ruchy tektoniczne ?[2],[3] myślę że wszystko razem może skalę lat dużo skrócić tym bardziej że badania dotyczą przeszłości w której aż tak szybko nie następowały zmiany
            [1] https://sealevel.nasa.gov/news/44/study-solves-two-mysteries-about-wobbling-earth
            [2] http://www.livescience.com/25936-climate-change-causes-volcanism.html
            [3] http://www.newsweek.pl/nauka/trzesienie-ziemi-w-nepalu-to-dopiero-poczatek,artykuly,362173,1.html
            [4] http://www.iflscience.com/environment/rising-sea-levels-shown-actually-slow-down-earths-rotation-0/

          2. Cykle Milankowicza (zmiany nasłonecznienia spowodowane zmianami orbity Ziemi) same w sobie nie zmieniają czułości klimatu. To jedynie zmiany wymuszeń.

            Natomiast ruch płyt tektonicznych na pewno wpływa na czułość klimatu (a jeszcze bardziej na naturalne zmiany stężenia CO2), ale nie w skali poniżej kilku milionów lat.

          3. Abstrahując od tego że GO nie może mieć na długość doby aż takiego wpływu, to czy mógłbym prosić o krótkie wyjaśnienie jak wyglądałby klimat Ziemi z np. dwa razy dłuższą dobą. Pomijam rzecz oczywistą typu większe wahania temperatur. Ciekawy klimat musi panować na planetach zwróconych cały czas jedną stroną do swojej gwiazdy(jak Księżyc do Ziemi), albo oceanicznych.

          4. Nawet chciałem wspomnieć o skrajnym przypadku planet zwróconych zawsze tą samą stroną do swojej gwiazdy (jak Księżyc do Ziemi). Jedna strona jest bardzo nasłoneczniona a druga wcale. Występują olbrzymie różnice temperatur powodujące bardzo silne wiatry wiejące przy powierzchni do punktu podsłonecznego; czyli jest to coś w rodzaju stacjonarnego niżu ale nie obracającego się bo jest on na równiku! Jeśli planeto się wolno kręci (niesynchronicznie wobec swojej gwiazdy) to wiatry są jeszcze silniejsze bo usiłują gonić punkt podsłoneczny.

            W tym artykule jest wiele o klimacie takich planet ale nie spodziewaj się po mnie, że będę to czytał:
            http://www.aanda.org/articles/aa/pdf/2013/06/aa21042-13.pdf

            A co do innej długości dnia to tu jest artykuł który dokładnie tym się zajmuje, oczywiście na modelu (doba od 18h do 360h):
            https://www.gfdl.noaa.gov/bibliography/related_files/ann0201.pdf

            Ogólnie wzrost ze wzrostem długości dony poszerza się strefa cyrkulacji Hadleya (pasatowej), przy 360h obejmuje całą Ziemię. Natomiast temperatury zmieniają się wolno: stopniowo przy coraz dłuższym oziębiają się tropiki a ocieplają rejony polarne. Przyspiesza to przy dobie 360h co pokazuje, że zawdzięczamy to bardziej efektywnemu transportowi ciepła przez szerszą strefę cyrkulacji Hadleya.

            Oczywiście nie jest to dokładne bo model nie miał skali synoptycznej, a coraz większe niże i wyże o mniejszej prędkości obrotowej (słabsza siła Coriolisa) pewnie też wpływałyby na klimat ale ten model nie pokaże jak dokładnie. Szczerze mówiąc nie mam intuicji jak zmieniły by się fale planetarne (Rossby’ego) w takim wypadku.

          5. A czy zmiana wymuszeń nie pociąga za sobą zmiany czułości klimatu na CO2?-przecież te cykle odpowiadają za zlodowacenia a to determinuje warunki początkowe.
            Wymieniłem tylko najbardziej „niezwykłe” czynniki ale na czułość klimatu wpływają też „większe” jak choćby działalność człowieka(np uprawa roślin czy wylesianie)-inne albedo Ziemi wiec pewnie inna reakcja na gazy cieplarniane.
            Wiec uważam że stałą czułość klimatu można tylko teraz przyjmować przy większej zmianie na planecie może to być funkcja w czasie

          6. Nie. Gdyby tak było parametr taki jak czułość klimatu nie miałby w ogóle sensu. To ma być własność systemu (ocean + atmosfera + kriosfera), a nie funkcja ilości energii dostarczanej do tego systemu.

          7. W małym stopniu. Różnica między czułością przejściową, a równowagową to praktycznie wyłącznie efekt istnienia oceanu i jego olbrzymiej pojemności cieplnej.

          8. W takim razie dziękuję za bardzo interesująca rozmowę.Może po moim kierunku studiów uda się jakoś zmniejszyć emisje CO2 i nie trzeba będzie sprawdzać aż tak czułości klimatu

        1. Wraz ze wzrostem temperatury pojemność cieplna rośnie.

          Dla gazu? No coś Ty?

          Dla gazu doskonałego na pewno nie, czego uczą nawet w szkołach:
          http://www.szkolnictwo.pl/szukaj,Pojemno%C5%9B%C4%87_cieplna

          Dla prawdziwych gazów pojemność cieplna rośnie z temperaturą ale jest to absolutnie do pominięcia. Np. dla azotu, który stanowi prawie 80% atmosfery ziemskiej trzeba zwiększyć temperaturę o ponad 25 stopni aby pojemność cieplna wzrosła o 1 promil swojej wartości.
          http://www.engineeringtoolbox.com/nitrogen-d_977.html

          A w dodatku to pojemność cieplna oceanu, nie atmosfery jest istotna. A dla wody w temperaturach występujących na naszej planecie pojemność cieplna wody… maleje:

          https://syeilendrapramuditya.files.wordpress.com/2011/08/water_specific_heat_capacity_vs_temperature.gif?w=500&h=300

          Ale maleje niedużo. Między 7 C a 40 C (minimum krzywej) pojemność cieplna spada o 4 promile swojej wartości.

          Czyli naprawdę nie ma sobie czym głowy zawracać. Szczególnie wobec olbrzymiej nadal istniejącej niepewności w wartości czułości klimatu.

        2. Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta.Pojemność cieplna nie zależy wprost od temperatury ciała ogrzewanego, a raczej od jego własności- jest inna dla każdego jego stanu skupienia(czytaj – stopni swobody molekularnej,tj ciał ciekłych,stałych i gazowych)- patrz wikipedia.Przykład – szklanka z ciepłą wodą ma pojemność cieplną Q,a dwie takie szklanki=2Q.Wic polega na tym,że pojemność cieplna atmosfery jest b. trudno mierzalna, bo zależy od ciśnienia, wilgotności,składu(np. H2O,aerozole, mieszanie,i wiele innych..)Oczywiśćie fizycy atmosfery jakoś to obliczyli, raczej wchodzą tu modele komputerowe o wielu zmiennych,bo tylko superkomputery typu CRAY sobie z tym poradzić.
          Tylko ArcicHaze może Ci przybliżyć temat.
          Dla mnie pojemność cieplna atmosfery, jako z mienna wartość fizyczna jest wielokrotnie niższa od poj. cieplnej oceanów wprost mówiąc-100 -200 głębokości metrów ocaenicznej”wody”jest równoważne poj. cieplnej atmosfery?-Ale mogę się mylić.
          M.

          1. Tylko, że już poprzednio powinienem był napisać, że pojemność cieplna nie powinna w ogóle wpływać na czułość klimatu. Czułość klimatu to wielkość mówiąca o tym o ile się powierzchnia Ziemi ogrzeje przy podwojeniu stężenia CO2, a nie o tym jak długo to zajmie. A pojemność cieplna steruje tylko długością czasu ogrzewania, nie efektem końcowym. Bo ten końcowy efekt zależy tylko od tego przy jakiej temperaturze powierzchni planety strumień wypromieniowywany przez coraz większa ilość gazów cieplarnianych zrówna się ze strumieniem zaabsorbowanego przez Ziemię promieniowania słonecznego.

  2. Może popełnię off-top:,-Chińscy naukowcy stwierdzili,że temperatura oceanów mierzona od zera do 700m jest.. zaniżona o 15%(!).Uwzględniając ogromną poj. cieplną tychże jest to sporo – (o czym na tym blogu Wszyscy wiedzą…). Wzmianka pochodzi z „Geek- week”,-źródło więc wątpliwe bardzo, zresztą zniknęło już.
    A czy coś wiadomo z innych, wiarygodnych źródeł?
    M

          1. -Podziękować!!-Dodałem do zakładek-będę miał co robić.. :razz:- i to na parę dni.
            Ps:-Długo czekałem na takie opracowania, a problem traktuję jako właściwie najważniejszy-wymiana ciepła między oceanami, a atmosferą zadecyduje o losach Ziemi.
            M

    1. @ArcticHaze -a jak aktualny jest moje przybliżona wartość 200m wody oceanicznej posiadającej poj. cieplną Q do wart. cieplnej atmosfery Qatm ?-Pytanie z przed wielu miesięcy na portalu nauka o klimacie,tam takie pytanie padło. P.Malinowski zadał je denialiście,dowodząc, że ów jest osłem.Odpowiedzi nie otrzymał.A rozumiem temat „fizycznie”- ale nie mam danych „liczbowych”-A przecież jakieś szacunki co do tych wartości istnieją..
      PS:- pisząc, nie przeczytałem Twojej odpowiedzi-dzięki.
      Fizyki uczyłem w technikum, 40 lat temu.
      Oczywiście o entalpii nie było mowy-uczniowie nie dysponowali odpowiednim „aparatem” matematycznym – bo niby skąd,…
      Ważne były lampy elektronowe,ich charakterystyki siatkowe,etc,itp..
      -Pozdrowienia,
      M

      1. A ulubione pytanie Szymona. Otóż cała atmosfera ma masę taką jak 10 m wody (jedno i drugie powoduje pod spodem 1 atmosferę ciśnienia). Z tym, ze kilogram wody ma 4 razy większą pojemność cieplną niż kilogram powietrza. Inaczej mówiąc pojemność cieplna 2,5 metrów wody równa jest pojemności cieplnej atmosfery.

        Szymon tego dalej nie komplikuje ale ja dodam, że ocean to tylko 70% powierzchni Ziemi, więc trzeba by to skorygować (podzielić przez 0,7) i powiedzieć, że 3,5 m oceanów na naszej planecie ma pojemność cieplną taką jak cała atmosfera. Bez tej korekcji 200 m oceanu ma 80 razy większa pojemność cieplną od atmosfery, ale tak naprawdę przez te 70% powierzchni będzie to „jedynie” 56 razy.

        1. Ojej.. pomyliłem się aż o rząd wielkości! Skandal.To chyba wynika z lenistwa do zaglądania do tablic fizyko-chemicznych -ciepło wł. wody,a ciepło wł. powietrza,( uczyłem się jeszcze w cgs(cal,g,s, stopień Celsiusza)ale to już nie ma znaczenia.)Masa 1m sześć powietrza ~~1,2gram,dla uproszczenia.Można sobie policzyć, ile obj. zajmuje 1kg tegoż.Gdybym dobrze pokopał w tablicach – sam bym sobie opowiedział na postawione pytanie,pewnie z błędem.A tak z ciekawości do jakiej głębokości mierzona jest temp.oceanów na statkach oceanograficznych?..Powinienem mieć 27 lat, a nie 67, -fizyka to potęga..
          M

          1. Automatyczne sondy ARGO mierzą do 2000 m. Statki oceanograficzne głębiej, ale tych danych jest znacznie mniej. To jest kwestia posiadanego sprzętu (nawet wielkość bębna windy ogranicza ilość liny jaka da się użyć) jak i czasu bo dłuższe sondowania oznaczają mniej sondowań w rejsie mającym określoną długość. Mam wrażenie, ze mało kto sonduje głębiej niż 3-4 km.

          2. Do jakiej głębokości są w stanie mieszać wodę arktyczne niże? Myślę, że ciepłe wody głębinowe mogą w dużym stopniu wpływać na solidne topnienie lody pływającego w tegorocznym sezonie pomimo mało sprzyjających warunków w czerwcu i lipcu.

          3. Huragany tropikalne potrafią wymieszać ocean prawie do 200 metrów. Jednak zwykły sztorm to raczej parędziesiąt metrów. Dlatego w Arktyce jeszcze istnieje tzw. zimna haloklina (warstwa zimnej ale słodkawej wody z topienia lodu i rzek syberyjskich) unosząca się na cieplejszych ale bardziej zasolonych wodach pochodzenia atlantyckiego. Ma ona obecnie 200 m albo mniej ale to za dużo dla sztormu aby ją zmieszać z wodą atlantycką.

          4. Wygląda bardzo charakterystycznie, właśnie przez zimną haloklinę. Ten rysunek z Wikipedii doskonale to oddaje (czerwone to temperatura a niebieskie zasolenie):

            rel=”nofollow”>

            Po stronie bliższej Cieśniny Beringa (Pacyfiku) jest trochę inaczej. Haloklina jest tam bardziej „rozmyta” bo między wodą atlantycka a powierzchniową znajduje się jeszcze warstwa wody pacyficznej o pośrednim zasoleniu.

            Tu jest cała prezentacja na ten temat:
            http://psc.apl.washington.edu/HLD/ArcticChange12/2012_Lect7_Woodgate_UpperArcticCirculationHO.pdf

          5. Czy ta haloklina nie odpowiada za proces regeneracji lodu-po zwiększonym topieniu lub większych opadach w zlewni Oceanu Arktycznego w jednym roku zwiększa szanse na zwiększenie powierzchni zlodowacenia ?

          6. @grzeg8

            Nie wiem czy to dobre pytanie. Haloklina na pewno blokuje transfer ciepła z dołu do góry (bo w Oceanie Arktycznym tak to działa), a co najmniej mocno spowalnia. W tym sensie przyczynia się do regeneracji lodu ale to że „powoduje” to za mocno powiedziane. Powierzchnia oceanu jest tam wychładzana od góry więc przyczyna powstawania lodu raczej nie leży w morzu :)

  3. Po przejrzeniu „na szybko” – wygląda koszmarnie-atmosfera Nas ugotuje(raczej wysuszy)najpierw,potem oceany „dowalą”i powrócą(?).. dinozaury.Oby.. :mrgreen:
    M

  4. Przyłączam się do pytania Pawła.Przecież są prądy głębinowe ciepłe i zimne, z ciepłych -Golfsztrom . Działa on jak kaloryfer w naszej „polskiej”strefie geograficznej.W 2000 r Adam Wajrak napisał,że gdyby nie ów prąd, to w Szczecinie spacerowały by białe niedźwiedzie -szer. geogr.Szczecina nie różni się zbytnio od Anchorage -Alaska.Chyba, że coś znowu pokręciłem.
    M.

    1. Chyba trochę przesadził. Klimat Kanady i Alaski wynika też z dość dużej masy lądowej. Europa jest małym kontynentem i oblanym przez morza, wpływy atlantyckie sięgają daleko.

  5. -Nie wiedziałem, że sonda potrzebuje aż dziewięciu dni na zejście i powrót…oraz 6-ciu godzin na zejście do 1000 metrów…
    Dziękuję,M

  6. @ArcticHaze-NOAA nie bez powodów wydaje miliony dolarów na badania oceanograficzne – jest to uzasadnione w podanych Twoich linkach-mierzą wszystko, co służy predykcji klimatu – prądy morskie,przeszłość geologiczną i wiele innych parametrów istotnych w przyszłości,a co , że mierzą na 6000 metrów?-jest na to wiele istotnych powodów.
    Żałuję ,że mało osób czyta linki podane.
    Podsumowanie:-Brak obowiązkowej matury z matematyki -to była
    zbrodnia!
    -Brak egzaminów wstępnych na uczelnie NT – to jest zbrodnia!
    -Brak perspektyw i wynagradzania,promocji pracowników naukowych, patentów, -etc,itp – to jest zbrodnia!
    Osób z wykształceniem stricte wyższym w czymkolwiek winno być 5%..-Amen.- a po co więcej?…
    M.

    2Bardzo dziękuję za linki- NOAA wydaje nie bez powodów miliony dolarów na badania oceanograficzne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.