Idzie zimno #662.607004E-2

Idzie zimno #662.607004E-2

Zimne wiatry z północy i innych równie parszywych kierunków przyniosły do naszego kraju ochłodzenie. Po czerwcowej spiekocie wielu odetchnęło z ulgą, część z niesmakiem zauważyła, że zamiast normalnego lata teraz wraca jesień. Najbardziej jednak podekscytowani przebudową sytuacji barycznej nad Europą byli tzw. „sceptycy globalnego ocieplenia”1. Otóż po czerwcowych rekordowych upałach, które wymusiły na nich zwiększenie aktywności w portalach społecznościowych (ktoś musiał prostemu ludowi wytłumaczyć, że rekordy nie mają nic wspólnego z globalnym ociepleniem i kiedyś też było ciepło), nadarzyła się doskonała sytuacja, aby się odegrać: zrobiło się zimno. Szczególnie na północy, gdzie temperatury w ciągu dnia spadały grubo poniżej 15°C. Nieco inaczej było na południu, gdzie przedwczoraj notowano nawet 30°C, średnio zimno bym powiedział.

Tak, czy siak, nastąpiła wśród „sceptyków” szybka zmiana narracji z „to nic nie znaczy” na „za oknem zimno, gdzie globalne ocieplenie!”. Pozwoliło to również na nabijanie się z Ingi Zasowskiej, która prowadzi wakacyjny strajk klimatyczny. Jeszcze zmarznie dziewczyna. Pan Tomasz Sommer, redaktor strony „Najwyższy Czas!” (dziennikarz, redaktor, pisarz, historyk, 12 napisanych książek, jeden film) z pewnym opóźnieniem reaguje na kwestie rekordów zapytując o to, kto i gdzie mierzył w czasie rozbiorów, skoro wówczas nie było Polski? Oczywiste jest przecież dla pana Tomasza to, że skoro Polski nie było, to i Polacy i wszystkie większe polskie miasta gdzieś magicznie zniknęli:

Bardziej bystra była niejaka Katarzyna Treter-Sierpińska, która w trosce o zdrowie psychiczne dziecka zabroniła nam informować Ingę Zasowską o tym, że jest zimno². Doceniamy.

 

Po odpowiedziach pani Katarzyna najwyraźniej poczuła się zwiedziona. W sukurs idzie tu, mając za broń swoją doskonałą narrację, prof. dr hab Grzegorz Gładyszewski z UMCS (mamy tu generalnie wszystko: sekta, której nie da się zwalczyć, bo promotorzy i beneficjenci grantów i tak dalej).

Brawo profesorze Gładyszewski, zarówno Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, jak i sama Skłodowska z pewnością są z pana dumni :)

Aktualizacja:
Niniejszym prostujemy: prof. Gładyszewski nie jest pracownikiem UMCS, ino Politechniki Lubelskiej. Tym samym ani UMCS, ani Skłodowska już nie muszą być dumni :)

Ale kwestię ciągłości polskiego narodu i wątpliwości w ową ciągłość, którą najwyraźniej prezentuje tu nam pan Tomasz „Koniec świata z godzinę zobacz video!” Sommer3, pozostawmy może osobom w tej materii kompetentnym (chociaż osobiście uważam, że ks. Jowin Fryderyk Alojzy Bystrzycki herbu Bończa, który mierzył temperatury w Warszawie pod koniec XVIII w. jak najbardziej Polakiem był4). Nas bardziej interesuje: dlaczego jest zimno, skoro globalne ocieplenie. I co ma ze sobą zrobić Inga Zasowska5.

Rozważmy ten problem. „Klimatystyczne fakty” (dziękujemy panie Tomaszu :* ) mówią nam, że średnia globalna temperatura wzrosła w ciągu ostatnich 100 lat o ok. 1.0°C. Dla jednych sporo, dla innych nie wiele. W tej skali czasowej jest to jednak wzrost gigantyczny. Te same „klimatystyczne fakty” mówią nam, że na lądach temperatura rośnie szybciej, niż nad oceanami. Pewnie z uwagi na jakąś tam pojemność cieplną oceanów, ale kto by klimatystów słuchał. Kolejnym oczywistym faktem jest, że Polska leży na lądzie6, więc powinno się tu ocieplać nieco szybciej, niż wynika to z trendu globalnego. I rzeczywiście: polskie klimatystyczne fakty7 dokładnie na to wskazują. No więc, skoro się ociepla, dlaczego jest zimno?

Cofnijmy się ponad 40 lat. Jest rok 1975, który ma to szczęście być najcieplejszym rokiem w latach 1951-1980. Średnie temperatury obszarowe w Polsce wyglądają tak:

Wyjątkowo ciepła zima (szczególnie styczeń), 206 dni ciepłych (w stosunku do normy 1981-2010) , 159 dni zimnych. Całkiem niezły rok dla lubiących ciepłe zimy i zwykłe lato (z bonusem w postaci zimnego przełomu maja i czerwca). Widzimy tu, jak kiedyś wyglądał przebieg temperatur w najcieplejszym roku. Można się pokusić o pokazanie tego roku w klimacie trochę cieplejszym, powiedzmy o 1.3°C. Dodajmy więc do wszystkich temperatur z 1975 1.3°C8.

Jak widać jest zdecydowanie cieplej. Liczba dni ciepłych wzrosła do 260, zimnych spadła do 1059. Mimo to widzimy, że mimo iż temperatura jest ewidentnie o 1.3°C wyższa, niż w oryginalnym roku 1975, nadal mamy dni zimne. A nawet rekordowo zimne. Widoczne zmiany temperatury dobowej w roku 1975 powinny osobie myślącej w sposób racjonalny uzmysłowić, że ich zmienność jest znacznie większa, niż tempo ocieplenia się klimatu. W najzimniejszych dniach było nawet 10°C chłodniej, niż wynosi obecna norma, w jaki niby sposób ocieplenie klimatu o 1.3°C miałoby je wyeliminować?

Tak zaś wyglądał rok 2018. Rekordowo ciepły rok w całej serii pomiarowej i (być może) w serii 1991-2020.

Jak widzimy, najcieplejszy rok ostatnich 30 lat jest zbliżony do najcieplejszego roku z lat 1951-1980, ale tylko pod warunkiem, że do tego ostatniego dodamy ponad jeden stopień10. I tak, jak należałoby się tego spodziewać, nadal mimo ocieplenia klimatu mamy dość długie okresy chłodne, dokładnie tak jak w sztucznie ocieplonym o 1.3°C roku 1975. Już te wykresy powinny uświadomić nam, że mimo postępującego ocieplenia klimatu możemy (a nawet powinniśmy) obserwować wiele chłodniejszych okresów, szczególnie jeśli używamy zmiennego okresu referencyjnego. Zmienny okres referencyjny w jakiś sposób odzwierciedla ludzką percepcję klimatu – na początku lat 80. XX w. Polacy byli przyzwyczajeni do klimatu panującego w ostatnich 10-20 latach. Wówczas, jako odniesienia do panujących temperatur używano okresu referencyjnego 1951-1980. Obecnie mało kto pamięta jak przeciętnie wyglądało lato w latach 70. XX w (no ale jeśli już pamięta, to z pewnością tylko te okresy, które były miłe)12, natomiast dość dobrze orientuje się w temperaturach panujących w ostatnich 10 latach. Obecnie używamy okresu referencyjnego 1981-2010, a za dwa lata zmienimy go na 1991-2020. Tym samym taki zmienny okres referencyjny gwarantuje, że zawsze będziemy mieli dni zimne – zwyczajnie okres referencyjny będzie nam się przesuwał wraz z postępującym ociepleniem.

Ale przecież 1975 nie był przeciętnym rokiem dla okresu 1951-198013. Był to rok najcieplejszy w tym 30. leciu. Bardziej zbliżony do normy tamtych lat był rok 1972 – rok urodzin Tomasza Sommera14. Wyglądał on względem normy 1961-1990 tak:

Klasyczny normalny (może lekko powyżej średniej) rok dla tego okresu. 191 dni powyżej normy, 174 poniżej. Mocniej zarysowane ekstrema ujemne, niż dodatnie, dzięki czemu więcej jest rekordów zimna, niż ciepła.

Najbardziej pesymistyczny scenariusz RCP15 sugeruje, że średnie temperatury w Polsce pod koniec XXI w. będą o ok. 6°C wyższe16, niż w latach 1961-1990. Jak będzie zatem wyglądał wykres z roku 1972 w klimacie w którym wszystkie temperatury notowane w 1972 będą dokładnie 6°C wyższe? Otóż tak:

Może to być dla niektórych szokujące, ale nawet w klimacie cieplejszym o 6°C pojawia się okres zimny.  Średnie dobowe temperatury spadają poniżej -10°C. Notujemy 11 dni zimnych względem normy 1961-1990. Ale czy sama obecność chłodnych okresów oznacza, że klimat się nie ocieplił? Oczywiście nie. Okazuje się, że jeśli sprawdzą się najczarniejsze scenariusze sugerujące wzrost temperatury ponad 5°C, to i tak w naszym kraju będą się pojawiać epizody z temperaturami poniżej norm z XX w.

Nie bardzo wobec tego wiadomo, co mają dowodzić entuzjastyczne komentarze tzw. „sceptyków” globalnego ocieplenia względem ostatnich, chłodniejszych dni. Możemy tu zacytować Rafała Ziemkiewicza:

Prawdopodobnie tylko tyle, że pan Rafał Ziemkiewicz (i inni pytający dokładnie o to samo) niezbyt się orientuje w przebiegu i rozkładzie dobowych anomalii temperatury w Polsce. Nie bardzo wiemy w jaki sposób pan Rafał dochodzi do wniosku, że skoro obecnie jest zimno, to klimat się nie ociepla. Dla nas koncepcja ta niebezpiecznie przypomina tok myślenia, w którym jeśli 12 marca jest chłodniej, niż 12 lutego, to lato najpewniej nie nadejdzie17.

P.S.

Jeśli kiedykolwiek przyjdzie wam do głowy studiowanie na UMCS w Lublinie Politechnice Lubelskiej, miejcie na uwadze fakt, że pracuje tam człowiek uznający za warte podania dalej takie oto tweety.

 

1 Zwani również „sceptykami globalnego czegokolwiek”.

2 Dzieci w tych czasach są tak zepsute przez granie na konsolach, że widzimy tego efekty. Tylko #pcmasterrace.

3 Ta konkluzja Sommera doprowadziła nas do szokującego odkrycia, że urodzony w 1901 prymas Wyszyński nie jest Polakiem.

4 Jako i prymas Wyszyński.

5 Prawdopodobnie nic, chociaż sugerowałbym zatrudnienie adwokata. Jak donoszą środowiska zbliżone do prawicowych, jej protest może być plagiatem protestu Grety Thunberg.

6 Przeważnie.

7 Żródło: PIHM 1945-1972, IMGW 1973-2019.

8 No jasne, że tempo ocieplenia nie jest takie samo w każdej porze roku. Ale trzeba sobie jakoś życie ułatwiać, prawda?

9 No czy dla was to wygląda na ocieplenie klimatu? No fakt, dodaliśmy jakieś 1.3 stopnia do każdej temperatury dobowej, więc no tak jakby klimat się ocieplił o te 1.3 stopnia. No ale heloł – 105 dni zimnych? Nie wygląda to dla was trochę jak bullshit? I w ogóle czy można poznać nazwisko tego, co te temperatury dodawał, bo nie wydaje mi się żeby to było polskie nazwisko.

10 Wyjaśnienie dla Tomasza Sommera, Rafała Ziemkiewicz i Łukasza Warzechy11: to oznacza, że najcieplejszy rok w latach 1951-1980 był przeciętnie 1°C chłodniejszy, niż 2018. Słowo „przeciętnie” odnośnie klimatu i pogody11 wyjaśnimy na następnej lekcji.

11 Przykro nam, że z uwagi na strajk nauczycieli nie wyjaśniono ww. osobom różnicy między pogodą a klimatem.

12 Tu dość zabawne spostrzeżenie: najwyraźniej najbardziej te lata pamiętają ci, którzy wówczas się jeszcze nie urodzili.

13 Jak to nie był, przecież jest niemal dokładnie w środku! Mediana, heloł?

14 A był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.

15 Scenariusze RCP to tzw. Representative Concentration Pathways, czyli scenariusze tego ile gazów cieplarnianych wyemitujemy w przyszłości.

16 Co oznacza, że jeśli kiedyś w styczniu było +15°C to może być +21°C. Może i fajnie. Ale jednocześnie oznacza, że jeśli kiedyś w lipcu było +38°C, to może być +44°C. Chyba nie fajnie.

17 https://blog.meteomodel.pl/spisek/

 

Print Friendly, PDF & Email

336 Replies to “Idzie zimno #662.607004E-2”

    1. Zgadzam się, tekst świetny.
      Szczególnie podoba się merytoryczna metodyka demaskowania podniet denialistów.
      PS. Ciekaw jestem kiedy wreszcie ich podniety będą olewane bez echa, wzruszeniem ramion. Myślę, że przykład analizy jak powyższa temu służy.

    2. Bzdury. Człowiek może byc odpowiedzialny za wzrost zanieczyszczenia środowiska związkami chemicznymi jakie wprowadza do atmosfery, ale na Boga, jaki to ma wpływ na zmiany klimatu, gdy na nawet na naszej ziemi były 3 zlodowacenia, po których klimat sam się ocieplił (interglacjał) bez żadnego ludzkiego czynnika. A Admin wypisuje tabelki ze zmianą temp. z okresu 200 lat wstecz, ten okres w skali istnienia funkcjonalnego klimatu rzędu milionów lat znaczy tyle co ułamek sekundy w skali czasu. I na tej podstawie snuje się religię GO, ktorej wyznawcą jest taki prymityw jak Thorgeir. Trochę umiaru i analizy faktow z dalszej historii świata. Pzdr

      1. Możesz objaśnić fascynującą logikę stojącą za stwierdzeniem „jeśli coś miało kiedyś podłoże naturalne, to nie może mieć podłoża antropogenicznego”?
        Spróbuj na następującym przykładzie:
        – Dawniej wszystkie pożary lasów były naturalne, zatem obecnie również wszystkie pożary lasów są naturalne.

        A Admin wypisuje tabelki ze zmianą temp. z okresu 200 lat wstecz

        Czyżby tobie się wydawało, że wzrost temperatury średniej planety jest jedynym dowodem na antropogeniczność GO?

  1. No ale jest 14 stopni w dzień w lipcu. Żadne wykresy, wyliczenia i statystyki tego nie przebiją. Konserwatywny mózg ma za mało mocy obliczeniowej, żeby takie rzeczy sobie wyobrazić.

    1. Jako konserwatysta wypraszam sobie takie komentarze. Konserwatywnie popieram tradycyjne polskie lato jakie pamiętam z czasów dzieciństwa ;). A teraz zmykam z internetów by cieszyć się termicznie cudownym lipcem w S i SE Polsce! Wreszcie da się żyć. Gdyby tylko nie ta okropne susza byłoby cudownie.

  2. Oczywiście żadne strajki nie „przepędziły” globalnego ocieplenia. Ale ci, którzy zapowiadali, że lipiec „odreaguje” szaleństwa czerwca, nie okazali się fałszywymi prorokami. I jakie to zdumiewające, że to ochłodzenie zbiegło się w czasie z początkiem lipca. I jakie to jeszcze zdumiewające, że jak anomalie w czerwcu szły na plus bez opamiętania, tak opamiętanie zaczyna tracić lipiec w drugą stronę. Może u nas jakoś nie szczególnie, ale gdzieś tam w Europie Zachodniej, na przykład w Holandii już zanotowali rekordy lipca, ale rekordy ujemne! Drogi lipcu 2019, przecież żyjemy w czasach ocieplania się, lata 70-te przeminęły dawno temu… Zauważyłem pewną rzecz, chociaż temperatury minimalne bijące rekordy lub dublujące je w okresie zimnym odeszły w niepamięć, to jednak w półroczu ciepłym jest inaczej. Nadal temperatury najniższe mogą się zbliżać do rekordowych dla poszczególnych miesięcy, a nawet je przekraczać. Przykłady: początek lipca 2018 i początek sierpnia….uwaga…2015.
    PS
    Czyżby ześwirowany czerwiec 2019 wyczerpał limit słońca i ciepła na całe lato? I tak jest on u nas bardzo mały, jak ten limit podwyższyć?

      1. I był to chyba najlepszy wrzesień jaki pamiętam. Kupę słońca, zero jesiennej słoty ale gorąca też tam nie było. Jeden jedyny dzień wzrosło do 26 stopni, reszta była od 22 do 24, prawie codziennie. Wyjątkowo wyrównany miesiąc pod względem temperatur w poszczególne dni, jego przeciwieństwem będzie np. listopad 2018 wychodzący blisko normy, a złożony z dwóch skrajnie odmiennych okresów po mniej więcej pół miesiąca każdy.

    1. Opanuj się !Dzisiaj nawet nie mamy za sobą pierwszej dekady lipca a ty już marudzisz o chłodzie do końca sierpnia. Jeszcze w lipcu się wygrzejesz ,a cały lipiec będzie w normie temperaturowej (ref.1981-2010) Na północy przynajmniej popadało ,a ja mam od początku czerwca 15,5 mm opadu (za 38 dni).

          1. JA w 99% przypadków jeśli wspominam o anomalii mam na myśli oczywiście anomalię wyliczaną dla całej Polski.

  3. Historycy uniwersyteccy bardzo zdziwili się, że Pan Sommer tytułuje się historykiem. Nie kończył kierunku, w którego nazwie jest słowo historia. Jest dziennikarzem. Przekopiowane z jednej z grup historycznych: „Studia magisterskie odbył w Instytucie Dziennikarstwa Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, studia doktoranckie w Szkole Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. W 2006 uzyskał w IFiS PAN doktorat z socjologii na podstawie rozprawy doktorskiej pod tytułem Sposoby usprawiedliwiania podatków w świetle ideologii praw człowieka.”

  4. Nie bez powodu zwróciłem rano uwagę (ponownie) na dysproporcje między skalą ujemnych anomalii teraz a tych dodatnich np. w poprzednim miesiącu. Tym bardziej nie będę narzekał na obecny umiarkowany chłód. A jeżeli już, to głównie w aspekcie tego, że więcej wietrzenia zamieniłbym na więcej okresowych umiarkowanych opadów. Zważywszy na to, że po 10.07 opadów ma nadal być dość mało, a i trend ocieplenia jest dość dobrze zaznaczony (z tym, że będzie ono prawdopodobnie stopniowe):
    http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html?eps=warsaw

    1. Według mnie gorsze w miesiącach letnich zaczyna być nie to, że stają się za ciepłe, ale zbyt niejednostajne. W czasach PRL czy też wcześniej po prostu było umiarkowanie, jedni odpoczywali, drudzy pracowali i tyle. W krajach śródziemnomorskich przez 3 miesiące słońce i temp. 30-35. Ludzie, przyroda się przyzwyczajają i tyle. Ale do takich skoków nie da się dostosować ani natura, ani my. W naszym lecie najgorsze jest to, że zanim przyzwyczaimy się (psychicznie i fizjologicznie) do upałów, kończą się. Po czym, po krótkim okresie ochłodzenia znowu wracają. Stąd, jak są upały ludzie nie mają w podświadomości tego, aby się dostosować do nich, ale to że się i tak szybko skończą. Stąd przeświadczenie, że Polacy wciąż narzekają na pogodę. „Kiedy skończy się ta męczarnia?” „Kiedy w końcu będzie cieplej?” W Hiszpanii, na początku lata nikt nie pyta, kiedy skończy się ten skwar, bo wiadomo że dopiero we wrześniu.
      W aktualnych okresach letnich jednak coraz bardziej dotkliwe stają się jak to nazywam amplitudy kilkudniowe lub miesięczne. W 2015 roku bywało, że na początku sierpnia notowano w głębi kraju 3-4 st. min. Po czym 8 sierpnia temp. przekraczała 35. W tym roku na odwrót. Bywały miejsca gdzie temp. przekraczała 37, a teraz nocami spada także poniżej 5. W którym kraju notujemy takie skoki podczas lata?
      Rok temu moją okolicę próbowały skolonizować pochodzące z tropików barwne żołny. Oglądały skarpę do zrobienia nor. Ale w tym roku jednak nie przyleciały, aby założyć kolonię lęgową. Podejrzewam, że rozmyśliły się, gdy doświadczyły zimnicy lipca 2018 u mnie. Temp. maks. 12, ciemno i mokro kilka dni. No i dla kogo nasz klimat staje się dogodny? Dla zajęcy bielaków zrobiło się za ciepło (chyba już z Polski zniknęły), dla zwierząt południowych za nadal zimno .

  5. Tomasz Sommer napisał:
    „Wierzącym w propagowaną wszędzie bajkę, że w Polsce są najcieplejsze lata „od 1780″ zwracam uwagę, że Polska odzyskała niepodległość w 1918. Ciekawe więc, kto i gdzie to mierzył za rozbiorów i okupacji. Takie to są klimatystyczne fakty.”

    >> Kapitalne. Chyba to sobie przepiszę i przykleję na kompie jako „motto” dodatkowo motywujące do badań klimatologii historycznej.

  6. Tekst Gospodarzy bardzo dobry. Sedno i w punkt. Wypowiedzi cytowanych Panów są jednak szokujące. Osoby publiczne z reguły mają jakichś poklask, swoich wielbicieli i ludzi, którzy popierają ich w głoszonych przez nich tezach. Publiczne lekceważenie GO i wyśmiewanie się ze zjawiska, które przynosi ogromne straty dla ludzi i przyrody, świadczy o kompletnym niezrozumieniu tematu, a nawet skrajnej głupocie, żeby nie nazwać tego dosadniej.

    Ostatnio na Youtube trafiłem na przemówienie Stanisława Michalkiewicza o zmianach klimatu. To, że ten pan przeważnie bredzi i stosuje narrację eksperta od wszystkiego to mnie nie zaskakuje. Ale ma on poklask i posłuch wśród mniej rozwiniętych mózgowo, których, jak widać po komentarzach, nie brakuje. https://www.youtube.com/watch?v=UHmqLwSUdNU

    Mówiąc prostą „chłopską” filozofią – wypal jednego papierosa, organizm nie dozna uszczerbku. Wypal 10000 papierosów… Wytnij jedno drzewo, las uszczerbku nie dozna. Wytnij miliard drzew… Wyrzuć jedną puszkę na pole, nic złego się nie stanie. Wyrzuć 50 ton takich puszek… Spal tonę węgla, CO2 pójdzie do góry i nic złego w klimacie się nie stanie. Spal miliardy ton węgla i rób to przez dziesięciolecia… Ukłuj się w palec szpilką, trochę krwi poleci, ale ranka szybko się zagoi i organizm uszczerbku nie dozna. Zrób sobie 10 tys. takich ukłuć…

    Czy rzeczywiście musi się stać coś okropnego, żeby ludzkość zrozumiała, że istnieje granica dewastacji ograniczonej powierzchniowo kuli ziemskiej? W końcu Jej organizm zacznie na tyle szwankować (chociaż już mocno szwankuje), że włączy tryb „awaryjny” i rozprawi się z nami szybko i brutalnie.

    Trzy grzechy główne ludzkości – fałsz, obłuda i hipokryzja w połączeniu z pogonią za forsą, hiper-konsumpcjonizmem, ciągłym pseudo-rozwojem, parciem na wzrost gospodarczy i płytkimi wartościami, napędzają tsunami destrukcji. Paliwa dolewają też Ci, którzy publicznie negują destrukcyjną działalność człowieka na klimat.
    Idę do parku przewietrzyć umysł.

  7. Na prawicy polskiej widzę takie poruszenie i częściowe zadowolenie z faktu, że jest chłodniej. Wszelkiej maści prawicowi „specjaliści klimatyczni” ogłosili, jak zwykle z resztą w takim momencie, koniec GO. Ale to nie jest jedyny problem. Problemem jest też to, że ludzie także przyjmują z zadowoleniem ocieplenie. Ogólnie ludziom nie przeszkadza GO. Prawicowi politycy i dziennikarze teraz śmieją się, że oto wyszło na ich, bo jest zimno, ale większość i tak narzeka, że jest zimno, bo powinno być coraz to cieplej. Wystarczy powrót lata do normy wieloletniej, aby wszystkim było zimno. Za mojego dzieciństwa zdarzało się, że latem przychodziły ochłodzenia i to niekiedy dłuższe do 16-18 stopni. Częściej bywało w okolicy 25, a obecnie ludzie żądają wręcz upałów. Wychodzi na to, że niewielu ludziom przeszkadza GO. Jedni chcą zarabiać i nadal wydobywać paliwa kopalne, spalać ich ile wlezie dla zysku, a reszta cieszy się, bo będzie ciepełko i pomarańcze u nas. Dla wielu klimat w Polsce nadal jest za zimny. Więc nikogo dlatego nie sposób przekonać, że GO jest złem, które nas czeka, ale czeka nas niechybnie, nieubłaganie i …NIESTETY.

  8. Jak dla mnie to tegoroczny lipiec jest lekką przesadą. Mamy już tydzień ochłodzenia, a na horyzoncie ciepła nie widać. U mnie przez najbliższe 2 doby ma lać przy zaledwie 12-14 stopniach, w domu już czuć wilgoć i chłód. Czy do tego doszło, że trzeba piec rozpalać w środku lata? Nasz klimat strasznie się rozregulował, mamy straszne skrajności…

    1. W UK grzeją nawet w środku lata jeśli zachodzi potrzeba. U nas jest to uważane za coś dziwnego . Większość budynków wielorodzinnych ma odłączane dostawy ciepla na wiosnę i można sobie co najwyzej farelka podgrzewać.

  9. Dlaczego Admin nie przypomni, że w PL były aż 3! ery lodowcowe, a Grenlandia była jak sama nazwa wskazuje krainą zieleni i to wtedy gdy czlowiek nie miał żadnego wpływu na klimat. Co na to „oświecona” publika komentatorów?

    1. Dlaczego Admin nie przypomni, że w PL były aż 3! ery lodowcowe

      Pewnie dlatego, że było ich więcej niż trzy, nie lubimy kłamać.

      Grenlandia była jak sama nazwa wskazuje krainą zieleni i to wtedy gdy czlowiek nie miał żadnego wpływu na klimat

      To prawda, ponad 3 miliony lat temu, kiedy na Grenlandii nie było lądolodu, człowiek miał znikomy wpływ na klimat, bo jego również jakby nie było. Gratuluję przenikliwości.

      1. @Admin Grenlandia nie została tak nazwana przez Wikingów dlatego, że 3 miliony lat temu tak wyglądała, ale wtedy, kiedy odkryli ją. A było to na początku średniowiecza. I było tak zapewne dlatego, że lądolód miał mniejszy zasięg, ale nie było tam tak ciepło, że rosły drzewa. Potem nadeszła mała epoka lodowcowa i zakończyła się ekspansja Wikingów. Zyskały na tym kraje Bliskiego Wschodu przede wszystkim i rozpoczęła się ekspansja Turków Osmańskich. I tak potomkowie Wikingów-Szwedzi w XVII w. z chęci zdobycia nowych ziem uprawnych najechali Polskę, a bogate Imperium Osmańskie zechciało jeszcze więcej i skusiło się na Rzeczpospolitą.

        1. @Z Mazur
          Potomkami tych Wikingów, którzy najechali Grenlandię, byli Norwegowie, a nie Szwedzi. Ogólnie to Wikingowie od nordyckiego słowa Vik (Szkoci także nazywali ich od słowa zatoka, po szkocku-gaelicku – Loch – Lochlannach) oznaczającego zatokę, to byli mieszkańcy zatok – Norwegowie i Duńczycy. Nawet na Duńczyków wszyscy mówili już normalnie – Duńczycy. Szwedzi byli różnie zwani, ale nie byli właściwymi tymi Wikingami. Mylnie uważa się, ze istniała jakaś profesja o nazwie Wiking…że niby „iść na wiking”. To kompletna bzdura.
          No i Szwedzi nie najechali Polski z powodu ziem uprawnych, chociaż też, ale głównie, aby zdobyć tereny i popleczników by pokonać katolików…i później Rosję. Mało się mówi, ale szwedzki potop to była głównie wojna religijna katolików i protestantów o panowanie. Dlatego w Polsce mieliśmy rzekomych zdrajców, a tak naprawdę popierali po prostu protestantów. Jedni Polacy byli katolikami, a drudzy protestantami. Polski król przecież też sam był Szwedem, ale poparł katolików. Lepiej było się skumać ze Szwedami przeciwko Rosji chociażby czy Turcji. Bylibyśmy wtedy potężnym państwem. Mówi się o tym, że własnie wtedy Polska przegrała okrutnie i zrobił się z polski katolicki kościelny kraj…i przyszły rozbiory. To tak gwoli ścisłości, chociaż kończę, bo offtop robię ;)

          1. Bezpośrednią przyczyną „potopu szwedzkiego” było dążenie króla Szwecji Karola X Gustawa do podporządkowania sobie Rzeczypospolitej a z drugiej strony Polska była łatwym łupem ze względu na konflikty wewnętrzne i wojnę na Wschodzie w poł. XVII w. Do decyzji króla szwedzkiego o ataku na Polskę przyczyniła się również zdrada polskiego magnata Hieronima Radziejowskiego. A nie żadne tam ziemie uprawne i protestantyzm. Szwedzi, Norwegowie i Duńczycy wywodzą się z tego samego germańskiego konglomeratu kulturowego, zwani byli we wczesnym średniowieczu Normanami, a Wikingowie to skandynawscy wojownicy, którzy od VIII wieku podejmowali dalekie wyprawy o charakterze kupieckim, rabunkowym lub osadniczym, a później w okresie XIV w. rozczłonkowali się na osobne narody, pomiędzy Duńczykami a Szwedami jest taka różnica jak pomiędzy Rosjanami a Białorusinami. Greenland ( zielona ziemia) była propagandową nazwą w celach osadniczych. Rzeczywiście w okresie wczesnego średniowiecza wybrzeża południowej i zachodniej Grenlandii były zielone i nadawały się do uprawy roli i hodowli zwierząt, ponieważ klimat był łagodniejszy, niż wewnątrz wyspy to umożliwiał, a wówczas Islandia była zalesiona sosną i jodłą, którą z powodzeniem udaje się dzisiaj odtworzyć (sadzi się coraz więcej lasów).

          2. @ormi
            Nikt ich nie nazywał Normanami, bo ta nazwa jest nazwą osadników w Normandii, a nie plemion nordyckich. Wikingowie wywodzili się z jednego konglomeratu kulturowego, bo germanie? Chyba w epoce brązu. Co ma do rzeczy, że Germanie, skoro Germanami byli także Frankowie, Saksoni, Anglowie, Jutowie, Fryzowie etc? :) Wikingowie to nie byli wojownicy z nazwy (wojownikiem był każdy…jak jechałeś gdziekolwiek, to musiałes umieć walczyć), tylko mieszkańcy zatok…ci co z nich przybyli i nawet w Szkocji nazywano ich Lochlannach…jak psiałem wyżej. Tak ich „ochrzcili” własnie Szkoci. Inni nazywali ich inaczej. Np. Northmen – mieszkańcy północy. Po prostu. Szwedzi nie byli tymi Wikingami o których wszyscy myślą, bo Wiking to nie była nazwa na wszystkich Skandynawów, Germanów, ani profesja.
            Rozczłonkowani byli na różne plemiona już dawniej. Jednością byli wcześniej, a kultura nordycka była już ukształtowana w epoce brązu. Na kartach historycznych pojawiają się dopiero po najeździe na klasztor, bo ruszyli chrześcijan. Dopiero, gdy zaczęli walczyć z chrześcijaństwem zaczęto ich opisywać jako strasznych wojowników. Przecież Skandynawscy Jutowie, Anglowie i Saksoni już wcześniej najechali Wyspy Brytyjskie…nikt ich nie nazywał Normanami, ani Wikingami, a mieli blisko do kręgu kulturowego Wikingów. Duńczycy byli wcześniej znani w Europie.
            „Między Duńczykami a Szwedami jest taka różnica jak między Rosjanami a Białorusinami”…czyli jaka? :) Rosja to państwo złożone z mieszkańców europejskiej części, plemion syberyjskich, kaukaskich, irańskich nawet, mongolskich, tatarskich etc. O jakiej Rosji prawisz?

            „przyczyną „potopu szwedzkiego” było dążenie króla Szwecji Karola X Gustawa do podporządkowania sobie Rzeczypospolitej” – no przecież o tym pisałem. Wojna Polsko-szwedzka była bardziej skomplikowana, a polscy historycy nie chcą przyznać, że była też wojną religijną…mało to popularne. Lepiej powtarzać mity za Sienkiewiczem, albo jeszcze inne pierdoły o polskich wikingach :)
            Ale wierz sobie w co chcesz :)
            Dobra, naprawdę kończę, bo straszny offtop i bana dostanę zaraz.
            Chodziło mi tylko o nazywanie Szwedów potomkami Wikingów i fakt, że Potop Szwedzki nie był li tylko z powodu ziemi…jak to zwykło się błędnie przedstawiać.

          3. Normanowie, czyli „ludzie z północy” pochodzili ze Skandynawii. Normanowie (łac. Northman, od języka starofrankijskiego: Nortmann „człowiek północy”). Od epoki brązu po wczesne średniowiecze germańskie plemiona północy pozostawały jednolite, dopiero osuniecie się na południe po upadku Imperium Romanum plemion germańskich zamieszkujących m.in. Środkowy Ren przyczyniło się do migracji pozostałej części germańskich plemion, poza tym w V w. wędrówka ludów, obejmowała też Słowian, Awarów, Bułgarów i tp. Za długa dyskusja ale polecam naprawdę dobrą pozycję pt. Brown R. Allen, Historia Normanów, Marabut, 1996

          4. @ormi
            oj znam historię ludów nordyckich i germańskich (gdy za dzieciaka dowiedziałem się o moich nordyckich-germańskich korzeniach), a także Skandynawii od czasów zasiedlenia jej po odejściu zlodowacenia, gdy pierwsze plemiona łowców zbieraczy tam dotarły, a także gdy później dotarli tam indoeuropejczycy …dlatego piszę komentarz :) Ale zobaczę tę pozycję co polecasz chętnie. Wiedzy nigdy za wiele. Ja nawet biblie przeczytałem…co w sumie chyba normalne jest u ateistów ;)
            Ja polecam więcej lektur poza głównym nurtem, szczególnie historyków bardziej otwartych, szczególnie pomijać tych zideologizowanych, dla których poganie to nadal niewierzące brutalne przygłupy, a neandertalczycy to jakieś jaskiniowe ludy przed przybyciem prawdziwego człowieka.
            Naprawdę, w historii na temat Wikingów, kultury Nordyckiej jest wiele przekłamań. Jak chociażby ten „fach wikinga” (polskie „iśc na wiking”) i pojawienie się wikingów magicznie dopiero po rajdzie na Lindisfarne.
            Pozdrawiam i naprawdę kończmy ten offtop ;)

        2. Z sag wynika, że Eryk Rudy nazwał nową wyspę Grenlandią aby zachęcić osadników z Islandii – która nie była przecież cała pokryta kodem. Zaś z opisów Z XIII i XIV wieku wynika, że koloniści żywili się głównie tym co upolowali, bo było za zimno nawet na jęczmień.

      2. Po wielu dniach na Morzu Norweskim każdy skrawek łąki jawił się pewnie jako „green land” zwłaszcza jeśli lądowali tam w maju / czerwcu.

        1. Klimat wówczas również sprzyjał, był łagodniejszy w średniowieczu. Z opisu sag normańskich wynika, że Grenlandia była zielona, a nawet tu i ówdzie rosły karłowate lub małe drzewa iglaste i brzozy. np. Islandia była pokryta lasami na wybrzeżach. Przede wszystkim ziemie południowe na wybrzeżach nadawały się pod uprawę i hodowlę. Dziś znowu z powodzeniem udaje się uprawiać niektóre gatunki zbóż – patrz fotka: https://pl.wikipedia.org/wiki/Grenlandia#/media/Plik:Vatnahverfi.jpg

          1. Sagi normańskie to są bajki :) Nie można brać ich poważnie, bo mogły powstawać, aby kogoś przekonać, przestraszyć, pokrzepić. To niemal tak samo jak dowodem na istnienie Jezusa jest jego opis w biblii :)

          2. No cóż, „Iliada i Odyseja” to też mity, mity to też opisy Galla Anonima czy Kadłubka, również akadyjski Enuma elisz, poemat o stworzeniu świata to też mit… Skoro Biblia to mit to i Talmud i Tora albo Koran to mit, a tym bardziej Ramajana i Mahabharata to mity… tak jaki w myśl kolegi Sagi germańskie… Tak poza tym te mity w metodologi nauk historycznych to źródła pisane, bez względu czy podkoloryzowane to jednak udaje znaleźć się miejsca, które w nich występują np. Troję, albo Mohendżo-Daro, lub osadę wikingów w Ameryce – L’Anse aux Meadows – analizując opisy tych mitów.

          3. @ormi
            Dlatego nie powinno się ich brać całkiem na poważnie. Pokazują co nieco o kulturze, ale czasem jakieś magiczne stwory nawet wyskoczą, jakieś postacie z kosmosu i może zrobić takie kuku jak Atlantyda, gdzie koleś pisał sobie powieść sci-fi, a wszyscy teraz szukają magicznego lądu ;)

          4. @Thorgier, omri, Enzo, zaciekawiony jako inicjator wątku potopu szwedzkiego proszę o porozumienie i zamknięcie wątku. Przypominam, że dyskusja jest o przeciwnikach GW, a w tu o wiarygodności Iliady i sag skandynawskich się kłócicie…

    2. Tylko wiesz, że nazwa Grenlandia nie ma nic wspólnego z zielonością wyspy? Zawsze mnie to bardzo wzrusza kiedy ktoś mówi, że to od zieloności wyspy za czasów wypraw skandynawów. Historycznie są dwa pochodzenia nazwy Grenlandia:

      1. To był X-wieczny clickbait Eryka Rudego, który chciał zachęcić potencjalnych kolonistów z Islandii do popłynięcia z nim i opowiedział im bajki o „zielonym lądzie”, który odkrył, a faktycznie zielona była tylko bardzo niewielka południowa część wyspy. Większość Grenlandii według opisów była „wybrzeżem skutym lodem”. Późniejsi dopływający kolonizatorzy mieli nawet problem ze zlokalizowaniem wyspy bo jej wygląd kompletnie nie zgadzał się z tym o czym opowiadał Eryk Rudy. Jednak są to informacje wyciągnięte z Sag islandzkich które często lubiły kolorować rzeczywistość i trzeba do nich podchodzić z przymrużeniem oka. Polecam zapoznać się z „Grænlendinga saga”.

      Inne światło na nazwę Grenlandia rzucają mapy z tamtego okresu czasu:

      2. W miejscu Grenlandii widnieją następujące podpisy: Engronelant i Gruntland. Co w ówczesnym języku oznacza nic więcej jak „ląd” czy „ziemia” w odniesieniu do terenów przybrzeżnych. Bardzo możliwym jest, że nazwa Grenlandia wyszła od niepoprawnych przekładów w kolejnych wiekach.

    3. Zauważyłem, że kiedy regulator w lodówce skręcam na max chłód to temperatura w zamrażarce spada mi o jakieś 5 stopni.
      Dzieje sie tak zarówno zimą jak i latem. Niepojęte, ale to fakt.
      Dzielę się z Panem dobrowolnie tym fenomenem i podkreślam, że może go Pan używać jako argumentu dowodzącego, że GO jest fikcją.
      Przeczuwam, że w Pańskim środowisku zrobi furrorę.

    4. To niesamowite, że ktoś jeszcze powtarza te po wielokroć wyjaśnione bzdury. Jon Snow był sympatyczną postacią i w jednym go przypominasz: you know nothing, Jon Snow.

  10. U mnie już ok 25,5 stopnia w pokoju, temp. spada więc w tempie ok. 0,7 stopnia na dobę. Wietrzenie standardowe – 3-4 razy na dobę po 5-10 minut, więc wpływ na temperaturę w zasadzie marginalny. W okolicy nie widziałem by ktokolwiek już rozpoczął dogrzewanie, bo ostatnie noce były pochmurne, przez to względnie ciepłe. Ale jeszcze parę dni takich chłodów, więc kto wie, szczególnie jeśli ktoś już zdążył mocno wychłodzić mieszkanie, np zostawiając otwarte/uchylone okna na noc w pierwszych dniach ochłodzenia.

    1. Można współczuć tym którzy spędzają wczasy pod namiotem czy w drewnianych domkach letniskowych – w takich warunkach temperatura w takim domku potrafi rano spaść do 15 stopni.

  11. A w Gliwicach tej nocy było 8 stopni. Kolejna chłodna, żeby nie powiedzieć – zimna, noc.
    A przeciętny w ostatnich tygodniach model GFS znowu pogorszył pogodę w fusach długoterminowych i nie widać w nich ani gorąca, ani tym bardziej upałów. Gdyby to się sprawdziło, mielibyśmy lipiec 2000 bis. Na szczęście jest to JESZCZE mało prawdopodobne.
    Bardziej prawdopodobne jest to, że ten lipiec będzie najzimniejszy od 8 lat – od lipca 2011.

    Poza tym, jak na razie u mnie w tym miesiącu padało zaledwie DWA razy. Dzisiaj, jutro o raz w następnych dniach jest szansa na deszcz, ale ciekawe na ile zostanie wykorzystana.

    Ale nawet, jak lipiec będzie chłodny to dla pesymistów przypomnę tutaj rok 2011 – kiedy po fatalnym lipcu nadszedł fajny sierpień, piękny wrzesień. Nawet na początku października temperatura dochodziła do 25 stopni przy bezchmurnym niebie!

    1. E no bez przesady, ty wiesz jak wyglądał lipiec 2000? Tam padało 30 z 31 dni a usłonecznienie wynosiło tylko 130 godzin za cały miesiąc, było jeszcze niższe niż w maju 2019. Lipiec 2011 zresztą niewiele lepszy, też mnóstwo deszczu i zaledwie 160h słońca. To były naprawdę wstrętne lipce, o gorszy jest na szczęście bardzo trudno i tegoroczny na 99.5% nie będzie od nich gorszy, skoro po 8 dniach ma już wyrobione prawie 70h usłonecznienia, a najbliższe dni mają wciąż być dość słoneczne (mimo że chłodniejsze niż byśmy sobie tego w lipcu życzyli). Ten miesiąc może być podobny do czerwca 2014, chłodnawy ale pogodny.

      1. Akurat opady poprawiają wizerunek lipca 2000. Co nam teraz z tej chłodnej suszy? Nie lepsza byłaby jakaś odmiana i pojawienie się wód gruntowych i zapomnianych cieków wodnych?

  12. Można było się tego wszystkiego spodziewac ale nie sądziłem że niektórym wystarczyl tylko 1 dzień ochłodzenia (tweet na dole jest z 3 lipca)

  13. Swoją drogą, czy nie należałoby dopisać Jakuszyce do tabeli rekordów lipca, skoro Jakuszyce występują w tej tabeli jako rekord dla września? Koniec końcem to zamieszkała część Polski, więc spełnia główne założenia rekordów.

      1. @kmroz
        Dzisiaj pogodynka na Polsacie stwierdziła, że na szczęście na Dolnym Śląsku nie będzie padać. Baba z Warszawki mi mówi, ze na moje szczęście jak u nas susza.

        1. co jest obecnie przyczyną takiej temperatury i braku opadów pomimo atlantyckiego i polarnego powietrza? To wilgotne powietrze?

          1. Przyczyną niskich temperatur jest masa powietrza z dalekiej północy na co wskazują wiązki skąd napłynęła ta masa (w komentarzu w ICM nazywają ją masą o rodowodzie arktycznym).
            Część Polski jest też pod wpływem niżu znad zachodniej Rosji, w tym mój region gdzie wczoraj i dzisiaj solidnie popadało.
            A wiadomo im dalej od niżu, tym opadów mniej, a na zachodzie i południu Polski nie pada wcale albo bardzo mało.

        2. W Warszawie trochę dziś popadało i u mnie w pracy od razu wielu zaczęło się krzywic i narzekać. Trawa żółta jak na południu Hiszpanii a im 10 minut deszczu przeszkadza. I to w takiej porze kiedy i tak siedzą na tyłku w biurze…

          1. Może to kwestia temperatury, jak jest poniżej 20 stopni latem to też nie lubię deszczu. Ale w obecnej chwili susza jest tak silna, że moje typowe preferencje są mocno nadszargane.

        3. Wczoraj w popularnej stacji radiowej z siedzibą na południu kraju prowadząca narzekała na straszną pogodę :,,chmury , zimno ,może padać ,a chciałoby się trzydziestek na termometrze w lipcu”. Współprowadzący zwrócił jej uwagę w słowach :,,ale rolnicy narzekają na wielką suszę” Odpowiedz ,, ja latem na suszę i upał nigdy nie narzekam. Komentarz zbyteczny.

  14. Dla mnie wywód Admina, jest generalnie smutny, niezależnie od tego co by się wydarzyło (patrz miniony czerwiec) i tak znajdą się tacy, którzy przekażą jedyną słuszną wersję prawdy. Dopóki nie zabraknie takim, przepraszam za dosadnosc, matolom wody w kranie a żywność będzie na wagę złota, to ich mentalność się nie zmieni.

  15. Większość ludzi współczuje wczasowiczom, którym popsuły się wakacje (na parę dni)niż ludziom chorym czy pracownikom, czy po prostu ludziom, którzy musza normalnie funkcjonowac na co dzień.
    Tak to własnie jest u nas z GO…co komu ma przeszkadzać, skoro większość ludzi tego chce. Im będzie ciepełko i będą mogli iść na plażę, chodzić w spodenkach :)

    1. Z tego co widzę aktualnie u mnie w regionie na budowach prace niemal stoją w miejscu ze względu na pogodę od tygodnia, zupełnie inaczej niż w czerwcu kiedy robota szła pełną parą.

      1. U mnie robota idzie pełną parą, bo nie moga sobie pozwolić na przestój, a z tego co widzę samych robotników, to jakoś zywiej pracują. Aż chyba po Twoim komentarzu pójdę ich zapytać jak się czuja teraz, a jak w czerwcu :)

  16. Tak, klimat ociepla się niewątpliwie. Ale czy człowiek jest tego przyczyną? Badania lodu wykazują cykliczność temperatury na ziemi z okresem 100-120 tys. lat. I dziwnym trafem jesteśmy na takim szczycie lub blisko niego .

    1. Nie prawda. Szczyt miał miejsce w czasie maksimum termicznego Holocenu (ponad 6 tys lat temu). Od tamtej pory temperatura zgodnie z cyklem spadała, aż do połowy XIX w.

  17. Zgodnie z przewidywaniami, wczorajszy dzień (08.07) rozpoczął najgłębszą fazę lipcowego ochłodzenia – z krajową (obszarową) średnią anomalią -3,5K (ref. 1981-2010) i zarazem średnią temperaturą 14,22°C. Możemy więc mówić już śmiało o nie-letnim epizodzie w skali całej Polski.

    Dzisiaj i jutro (09-10.07) może być jeszcze nieco chłodniej (średnia anomalia obszarowa bliżej -5K), natomiast w ogóle okres z ujemnymi anomaliami może potrzymać mniej więcej do połowy miesiąca (15-16.07).

    Odczucie chłodu potęguje jeszcze nadal okresowo umiarkowany lub silniejszy wiatr, który na szczęście po tych najchłodniejszych dniach – de facto od początku II dekady lipca – powinien wyraźnie osłabnąć (przyczyna: osłabienie i wypełnianie się najgłębszego niżu znad W Rosji). Opadów jednak nadal ma być niewiele – jedynie dzisiaj i jutro częściowo w N/E Polsce trochę więcej.

    I na zakończenie: II połowa lipca będzie cieplejsza, a może i dużo cieplejsza. Na szczegóły jeszcze za wcześnie – ale kto zaplanował urlop po 15-16.07 będzie miał zapewne znacznie więcej okazji do skorzystania z prawdziwie letniej aury niż Ci, którzy zrobili to w I połowie miesiąca.

    1. Uzupełnię jeszcze, że już nawet dni 11-15.07 przyniosą znacznie więcej umiarkowanie letniej aury niż te wyraźnie (naj)chłodniejsze obecnie.

  18. Dla mnie ten wpis to nieporozumienie. To się nie nazywa profesjonalizm. Znam wielu profesjonalistów w innych dziedzinach i to jest tak, że oni swoją wiedzą i doświadczeniem miażdżą przeciwnika! A tutaj mamy cyrk.

    1. Rok cieplejszy o 6 stopni też im nie przemówi do rozumu bo może być mimo wszystko krótka ale Zima z mrozem dużym dosyć . Już dużo głosów się pojawiało , że naukowcy mówili , że ma nie być zim tyle, że nikt z poważnych uczonych tego nie potwierdził , a na pewno nie w przeciągu 100 lat nawet w najgorszym scenariuszu lód w Arktyce będzie topniał sezonowo zimą lód będzie cienki ale będzie i nie zapominajmy o Grenlandii lądolód do końca wieku się nie roztopi , a na Syberii dalej będą duże mrozy zimą tak więc nie ma możliwości by znikły u nas zimy ale oni tego nie rozumieją . Oni mówią jak zimno w lipcu no tak będzie czasem to jeszcze nie koniec tego wieku mamy lód w Arktyce nie tylko zimą ale i latem temperatury średnio grubo ujemne na Grenlandii nad oceanem Arktycznym nad lodem lekko na plusie lub ok zera stopni tak więc na szczęście ma skąd płynąć zimno nawet latem. A opracowanie jak zwykle profesjonalne za to cenie między innymi ten serwis.

    2. Moim zdaniem należy wytykać jeżeli dobrze wykształcone osoby zamiast posługiwać się wiedzą opartą na badaniach naukowych, powtarzają mity i upierają się przy swoim tylko ze względu na swoje poglądy polityczne.
      We wpisie jest obszerny fragment wyjaśniający w bardzo prosty sposób, że nawet gdy klimat ociepli się o kilka stopni, mogą zdarzyć się krótkie okresy chłodniejsze.
      To już się robi śmieszno-straszne gdy ludzie za każdym razem gdy zrobi się chłodniej krzyczą że globalne ocieplenie to ściema.

  19. Jak było do przewidzenia, mnożą się narzekania na obecne chłody lipcowe.
    Jednak jakoś się u nas przy tym nie zauważa, że to właśnie okresy takich chłodniejszych pogód latem (połączonych z deszczami, choć z nimi akurat teraz na razie kiepsko), ratują nasze niziny przed jeszcze szybszym stepowieniem.
    Upraszczając, można rzec, że właśnie takim okresom pogodowym (+deszcze) od czerwca do sierpnia zawdzięczamy to, że mamy jeszcze w Polsce na lasy i pojezierza na nizinach.
    Ja lubię gorącą/słoneczną pogodę latem, chyba nie jestem w tym oryginalny. A jednak byłbym bardzo zaniepokojony, gdyby po tegorocznym czerwcu w lipcu nie nastąpiło żadne ochłodzenie.
    A mówiąc ściślej – byłbym jeszcze bardziej zaniepokojony, niż jestem. Bo miniony chłodny (i jednak w wielu miejscach suchy) tydzień, a nawet drugi równie chłodny w tym miesiącu, nawet gdyby był deszczowy, to o wiele za mało, by powstrzymać wysuszanie np. środkowego Mazowsza (w procesie wieloletnim).

    1. „Ja lubię gorącą/słoneczną pogodę latem, chyba nie jestem w tym oryginalny.”
      A miałeś nie pisać o swoich preferencjach :D

      Szczerze? W moim realnym świecie (a nie na tym forum) byłbyś baaaardzo oryginalny. W czerwcu każdy narzekał kogo znałem, ba niektórzy nawet podczas takich przyjemniejszych dni jak 22.06 ( <3 ) marudzili że za gorąco.

      Słoneczna i ciepła, nie gorąca pogoda (jak chociażby wspomnianego 22-23.06) – JAK NAJBARDZIEJ. Ale gorącej zdecydowanie mówię dziękuje ja i większość moich znajomych/rodziny (poza kilkoma "oryginałami")

      1. @kmroz:
        „A miałeś nie pisać o swoich preferencjach :D”

        >> Wydawało mi się, że kontekst mojego komentarza uzasadnia to jedno osobiste zdanie. Postaram się więcej tego błędu nie popełnić na tym forum.

        PS. Nigdzie tu nie określiłem swojego emocjonalnego stosunku do upałów minionego czerwca. Więc nie wiesz czy on mi się podobał, czy nie.

        1. No jeśli ci się nie podobał, to znaczy że jesteś fanem cieplej, a nie gorącej pogody, jak większość „typowych” ludzi. Być może źle zinterpretowalem słowo gorąco.

          1. Szczerze mówiąc, jakoś nie odczułem tego czerwca. Znacznie bardziej dokuczył mi sierpień 2015, nie wiem czemu. Może dlatego, że mam rolety i udało mi się tym razem zrobić z domu piwnicę.

  20. @Ben Wwa ale wszystko z umiarem też lubię ciepło nawet gorące dni latem jak chyba każdy ale lato normalne 26 słońce z przechodzącymi frontami z deszczem tak dla urozmaicenia i dla przyrody naszej ale oczekiwanie od maja do września 30 i słońca jest skrajna głupota tak się zachowują w Tv przychodzi maj kiedy 30 stopni mamy przykładowo wrzesień czy będzie jeszcze 30 stopni . Na co 30 stopni? Jeszcze jakby to była przyjemna temperatura dla większości nie jest . Po prostu to co się dzieje z ludźmi jest straszna podobna zwiększona zawartość CO2 szkodzi ludzkim umysłom i to chyba prawda wystarczy zobaczyć prognozę z tv i posłuchać bzdur.

  21. TP już płacze, że lipiec będzie najzimniejszy od 2004. Tak samo płakali dwa lata temu. Niech ten w końcu będzie chlodniejszy, bo TP już od kilku lat wylewa swoją frustracje na ten biedny lipiec, który w gruncie rzeczy nie był taki straszny :D

    1. Czy ja wiem, 60% nocy były u mnie wtedy w widełkach 5-10 stopni… więc nie wiem co w tym przyjemnego w środku lata…

        1. Nie, zapewne spałbym w 2 bluzach i kurtce jeżeli na samym materacu :P Ale jak na środek lata to trochę grubawy strój byłby.

          1. Dobry śpiwór i dałbyś radę ;)
            Zdarzyło mi się spać w niższej temperaturze, a kiedyś to nawet w chacie miewałem 11 stopni :) Ale ja to jestem przyzwyczajony.

          2. Od małego mieszkam w bloku, grzejników nawet zimą nie odkręcam bo temp. nie spada poniżej 19 stopni, więc nie ma jak sie przyzwyczaić do chłodów nocą.

          3. Przy tak niskich temperaturach nie macie zagrzybionych mieszkań? 11 stopni to ja mam w piwnicy… zimą :)

          4. U mnie w mieszkaniu w bloku temperatura nawet zimą nie spada poniżej 20 stopni i to przy wyłączonych kaloryferach. A na działce w domku letniskowym (drewnianym) to nawet przy zimnych dniach w okresie letnim temperatura w pokoju potrafi spaść do 16 stopni…

  22. Dzisiaj na posucha.igmw zaktualizowane dane dla większości stacje. Większość stacji ma warunki bardzo suche lub suche/bardzo suche. Jedynie na północy są stacje z warunkami normalnymi, punktowo mokrymi. Szczerze mówiąc dawno tak źle nie było. w Zeszłym roku taki dramat był w Lubuskim, teraz rozciągneło się to na Wielkopolske, Łódzkie

    1. W łódzkim jest tragedia, w lipcu spadło jak dotąd może 2-3 mm. Trawa już praktycznie nie istnieje. W Krakowie jeszcze gorzej nie spadł nawet 1mm a od 1 czerwca w sumie 4mm

      1. Na łodzkim Lublinku od początku czerwca do dzisiaj ok 10mm. W Pabianicach jakieś 20mm. Trochę więcej w okolicach Strykowa – będzie jakieś 25-30mm miejscami. Ogólnie tragedia.

        1. No nie wiem.. w okolicach Kutna nie było żadnego sensownego deszczu jakieś pojedyncze krople. Nie wiem skąd te opady na Lublinku bo wg ogimet dla stacji Łódź (którą bierze ogimet?) jest 2.3mm I bardziej to odpowiada temu co obserwuję niż te 20 mm

      2. u mnie suszy nie ma choć wiatry osuszyły ziemię, za czerwiec do dzisiaj spadło może ponad 100 mm, łąki są normalnie zielone, i kolejne dni dają szansę na opady, może już jutro poleje, ale bardziej liczę na opady od piątku, rejon przedgórza sudeckiego ma największe szanse na wejście opadów w piątek i w dalszych dniach od strony Niemiec, ogólnie południowy-zachód.

  23. Niech ci wszyscy sceptycy oraz denialiści wymienieni w powyższym artykule kupią sobie książkę „Nauka o klimacie”, może się czegoś dowiedzą…
    Choć wątpię, czy coś by do nich dotarło.

  24. Ktoś tu wczoraj pytał o skrajności. Ano w samej tej dekadzie przykładów mamy bez liku kiedy sumy opadowe są rekordowe, albo też stany wód rekordowo niskie. A i rekordów ciepła sporo przybywa, czasami w tak oryginalny sposób jak między marcem a kwietniem ub.r. (po najzimniejszym po 1950 r. przełomie II/III). Pomimo, że burz jakby było mniej, to przypadki z sierpnia 2017 r. na N Polski – z najsilniejszym wiatrem w historii pomiarów instrumentalnych – też o czymś świadczą.
    I jeszcze indeksy opisujące cyrkulację – NAO/AO, które w dość krótkim czasie (2010/2015 r.) osiągały zarówno rekordowo niskie, jak i rekordowo wysokie wartości – a co w skali 200 poprzednich lat się nie zdarzało. A one są ważne, bo w końcu to cyrkulacja o wielu innych aspektach pogodowych też decyduje.
    Klimat bezsprzecznie się nie tylko średnio ociepla, ale i warunki pogodowe coraz częściej popadają w krótkim czasie w różne skrajności – z krótszymi okresami „pogód” umiarkowanych.

    1. To są tylko twoje słowa, niepoparte żadnymi danymi. Wielokrotnie wałkujesz to samo, próbując wmówić, że każda wariacja, anomalia to skutek zmian klimatu. Skrajności nie zmieniły się istotnie statystycznie na przestrzeni np wieku.

          1. Jeszcze jeden przykład na skrajności opadowe w ostatnich 10 latach. Z dostępnych danych od 1951 roku dwa rekordy opadowe w Tarnowie w ostatnich dziesięciu latach:1. rekord wysokości opadów z 2010 r. suma roczna 1215mm i rekord niskich opadów 332mm w 2018roku. Pisząc o nasileniu skrajności w pogodzie w ostatnich 10 latach Lucas wawa ma całkowita rację. https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=350200575&par=prcp&max_empty=0&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh

  25. IMGW – PIB METEO POLSKA na twiterze umieściło płaczącą buźkę z powodu opadów na północy. A myślałem, że będzie profesjonalnie… Uśmiech zapewne pojawi się przy słoneczku i 35c. Zbyt mało pożarów lasów widocznie mamy na północy. Lębork ma sporo opadów, ale to raczej wyjątek w regionie.

    1. Pomorze wschodnie, Żuławy raczej są dość mokre. Od początku czerwca na wielu stacjach suma przekracza >100 mm. Tutaj o suszy nie ma już mowy. Na następne fale gorąca jesteśmy gotowi.

      1. Niemniej mieliscie skrajnie suchy kwiecien I chyba maj tez niezbyt mokry w przecieienstwie np.do Malopolsce. Teraz role sie odwrocily. Generalnie takie zmiany (zroznicowanie opadow w czasie I przestrzeno) bylyby do zaakceptowania gdyby nie ich skrajnosc. 3 dekada w Malopolsce to szalenstwo opadowe a od tego czasu zas w Balicach spadlo po. 5mm deszczu.

        1. kwiecień na południu Polski wyszedł tak naprawdę mokry jedynie przez ostatnie 4-5 dni, tak to niedobór opadów trwałby w najlepsze w tym miesiącu i tam (w Krakowie, w Katowicach czy w innym południowym mieście w okresie Wielkanocy (1 z piękniejszej w historii notabene- piękniejszej nawet od majówki) było sucho niemal jak na pustyni, obowiązywał 3 stopień zagrożenia pożarowego!)- to co nadeszło bodajże 27.04 po 2-dniowym wakacyjnym cieple to był nareszcie prawdziwy (jednak bez burz ani innych podobnych niebezpiecznych zjawisk mimo niepokojących prognoz) wiosenny deszcz (a nie jakaś nędzna mżawka jak do tamtej pory w tym roku), który po prostu zamiast 1 dnia już trwał niemal do samego końca miesiąca (najwcześniej z „mokrego południa” przestało padać na Górnym Śląsku- pamiętam, bo z Rodzicami jechałem z Krakowa do Katowic 30.04. ok. godz. 15 w jakiejś sprawie (miejsce spotkania było niedaleko od tutejszej oficjalnej stacji meteorologicznej (nie chodzi o lotnisko w Pyrzowicach, tylko tą dużo bliżej centrum i autostrady A4), dosłownie parę przecznic), to tam już się ładnie rozpogadzało (jak robiłem po drodze zdjęcia Spodka i innych atrakcji Ktc, np. Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, Galerii Sztuki Współczesnej, Galerii ASP na słynnym rondzie Ziętka), to miejscami na niebie były jakieś chmury, ale przebijało się przez nie słońce i w sumie było pięknie (był to znak wprawdzie krótkiej poprawy pogody, bo po majówce ulewy i duże zachmurzenie wróciły, ale jednak!)- w dodatku tam było całkiem ciepło- maks. nawet +17 C/+18 C, podczas gdy w niedalekim Krakowie (gdzie mieszkam) było już o 3 C mniej (ale też coś się przejaśniało), a w Tarnowie czy w Rzeszowie nawet o 5 C!- stosunkowo małe odległości, a różnice temp. już nie za bardzo)) :(

  26. O ociepleniu klimatu powinno się pisać w kontekście globalnym, ale ja się skupię na Polsce bo są ludzie którzy kwestionują ocieplenie klimatu w Polsce. Wystarczy tylko porównać liczbę miesięcy rekordowo ciepłych z rekordowo zimnymi w nieodległej przeszłości jak i od 1951 (prehistoryczne dane już pomijam: wszystkie rekordowe zimne miesiące były przez połową XX wieku). Ostatni rekordowo zimny miesiąc w sakli kraju od 1951 zdarzył się w roku 2003 i był to październik. Od tego czasu ani jeden nie zapisał się z nowym rekordem powojennym tymczasem po 2003 roku mieliśmy już rekordowo ciepły styczeń (2007), kwiecień (2018), maj (2018), czerwiec (2019), lipiec (2006), sierpień (2015) i grudzień (2015, zresztą bijąc nie tak dawny rekord z 2006). Dodatkowo bardzo blisko rekordu był marzec i to 2-krotnie (2007, 2014), wrzesień (2006). Bardzo ciepły godny uwagi był też listopad 2006. Wg nowego okresu bazowego stosowanego od niedawna przez IMGW (1981-2010) po 2003 roku tylko luty ( choć było kilka zauważalnie ciepłych lutych) i październik ( podobnie jak w lutym) nie odnotowało jakiś nadzwyczajnych anomalii dodatnich. A jak to wygląda w drugą stronę. Po 2003 tylko 2 miesiące i w tym dwukrotnie był nadzwyczaj chłodnych tj marzec 2013 ( do rekordowo zimnego marca 1952 jednak zabrakło, jedynie w skali lokalnej padły jakieś rekordy), oraz grudzień 2010 ( do rekordowo zimnego grudnia 1969 zabrakło jednak bardzo dużo – właściwie to przepaść). Na liście nie umieszczam lutego 2012 bo wg klasyfikacji IMGW ten miesiąc nie był ekstremalnie zimny a wyjątkowo zimna była tylko I połowa tego miesiąca (szczególnie I dekada). Reasumując po ostatnim rekordowo zimnym miesiącu (od 1951) październiku 2003 mieliśmy aż 7 miesięcy rekordowo ciepłych ( w tym czasie grudzień bił rekord aż 2-krotnie). 2 miesiące które otarły się o rekord ( w tym marzec aż dwukrotnie) i 1 jeden miesiąc ekstremalnie ciepły w skali kraju ale dość daleko już do rekordowo ciepłych. Z drugiej strony ledwie 2 miesiące ekstremalnie zimne ale które nie otarły się jednak o rekord ( oczywiście wszystko w skali kraju bo lokalne były zarówno w zimnym marcu 2013 jak i ciepłym marcu 2014 np.). Te liczby mówią same za siebie. Proporcje zostały bardzo mocno zachwiane- dysproporcje są wręcz bezdyskusyjne

  27. Dzisiaj w końcu to czego potrzeba – konwekcja za konwekcją z obfitym deszczem mnie trafia. Jak dotąd, wszystko pięknie leciało bokiem, teraz widzę, że mija bokiem sąsiednie wsie :D

    Ale to i tak kropla w morzu potrzeb. Liczę na to, że ta zwarta strefa ciągłych, umiarkowanych opadów, również dotrze dzisiaj do mnie.

    1. Niestety to jedyna taka strefa (ew. dwie po sobie) w najbliższym czasie i to nie dotyczy większej części kraju. Natomiast sytuacja na S Polski doskonale pokazuje jak szybko nawet po bardzo mokrym okresie potrafi zrobić się bardzo sucho.

      1. No jedyna, ostatnia taka zresztą była…. No właśnie, kiedy? I wiadomo, że do całej Polski nie dotrze, ale przynajmniej obejmie całe regiony, a nie punktowo – dla mnie, osoby mieszkającej w typowym cieniu opadowym, jest to nie do przecenienia.

  28. Narzekania na ujemne anomalie w lipcu i rzekome „zimno” sięgają już widzę zenitu.

    Spoko. Ja od października będę narzekał na każdy tydzień z ujemną anomalią w tak samo monotonny sposób. Chociaż szczerze mam nadzieję, że taki się nie trafi ani razu od początku października do końca marca.

  29. Nie wiadomo jak to potoczy się w większych detalach, ale to co utwierdza mnie na dzisiaj w prognozach cieplejszej, a może i wyraźniej cieplejszej 2. połowy lipca (zwłaszcza 3. dekady) to zmiana geopotencjału nad Europą stopniowo w 2. dekadzie miesiąca.
    Osobiście myślę jednak (i też mam taką nadzieję), że przy tej zmianie dostąpimy więcej dni z aurą umiarkowanie letnią/ciepłą – a nie jak przy ochłodzeniu tydzień temu – dość szybko przejdziemy ze skrajności w skrajność.

    1. @Lucas
      ja pamiętam jak rok temu dwa razy po okresie paskudnej pogody wydawało się, że w końcu dostanie trochę normalnej, pięknej i umiarkowanej pogody – ale za każdym razem m.in. przez suchą glebę i wypaloną połowę Europy było o 5+ stopni cieplej niż w fusiastych prognozach. Wystarczył promyk słońca i już robiło się gorąco. Oby tym razem było inaczej. Na szczęście ten rok taki zwariowany nie jest, nawet czerwiec (tak, ten patologiczny czerwiec) podobał mi się mimo wszystko bardziej niż większość miesięcy tego naprawdę powalonego 2018 roku.

      1. Głupoty piszesz – nie idzie tego czytać. Rok 2018 był wspaniały. Było ciepło ale nie wariacko jak w tym roku. 2018 był dobry dla ludzi i dla roślin – urodzaj. Zanim coś napiszesz pomyśl.

        1. Zanim coś mi odpiszesz, to przeczytaj:
          „Wystarczył promyk słońca i już robiło się gorąco”

          Nie, to nie jest normalne. Rok do zapomnienia i tyle w temacie.

        2. A w tym roku miałeś jakieś wariactwa? W czerwcu się pojawiły bardzo wysokie temperatury, ale tylko epizodycznie. Nie było ciągów temperatur 28+ nie wiadomo jak długich. Oczywiście takie dni jak 26 czy 30 czerwca (POJEDYNCZE) były naprawdę nieznośne, ale no właśnie, po jednym takim dniu wracała normalna pogoda. Gorzej było tylko w pierwszej połowie czerwca, ale to wciąż w najgorszym wypadku sierpień 2015, którego też aż tak tragicznie wspominam – bo po dwóch nieznośnych tygodniach przyszło od razu bajkowe ochłodzenie.

          1. U mnie rok 2018 był najbardziej rewelacyjny w historii, każdy był zachwycony pogodą, bo nie było w ogóle suszy i bez uciążliwych upałów a i urodzaj był nieprawdopodobny. Aż sie łezka kręci jak wspominam poprzedni rok. A w tym roku to albo pik w góre albo w dół…

          2. W zeszłym to samo – nie było miejsca dla normalności, a w tym roku jednak sporo fajnych dni się trafia, mimo, że jest daleki od ideału, to przy 2018 obecny rok wygląda jak piękna baśń. Na szczęście 2018 rok nie wróci – nawet jak anomalia pory ciepłej zostanie jakimś cudem w końcu pobita, to w dużo bardziej ludzki sposób.

          3. Wariactwem w 2019 było: ciepły marzec, suchy kwiecień, zimny maj z przymrozkami, ulewy i podtopienia w maju, suchy czerwiec i teraz sucha zimnica. I nazywasz to lepsze niż 2018 r.? Aha, dla ścisłości mieszkam na SE Polski. Oceniam to przez pryzmat urodzaju. W roku 2018 obrodziło wszystko w tym roku nie będzie nic. Bo albo umarzło alba zalało albo uschło.

          4. Mam się licytować – w 2018 bardzo zimne luty i marzec, skrajnie suchy i czerwcowy kwiecień, skrajnie suchy i lipcowy maj, skrajnie ciepły i suchy czerwiec do 21go, paskudny i zimny koniec czerwca, lipiec to już wgl same skoki i wariactwa, sierpień do 10go upalny, potem na jakieś 6 tygodni znośna aura, ale daleko od marzeń, koniec września najpierw orkan, potem przymrozki, październik z lodowatymi nocami, bardzo ciepłymi dniami i powrotem suszy, koniec października znowu wietrzny i bardzo mokry, listopad najpierw z odlotowymi rekordami a potem zimą w drugiej połowie i jeden z najpaskudniejszych grudni.

          5. Zgadzam się z tutejszym, rok temu nikt nie narzekał na pogode, bo była ona od kwietnia do września wyrównana. A ten rok? Susza, upały, przymrozki, zimno, wiatr itp itd.

          6. Od razu też mówię, że obecnego roku nie chcę bronić, gdyby nastąpił przed 2018 to bym pewnie też na niego narzekał, ale teraz umiem go docenić.

          7. @kmroz
            Tak, w moim regionie nie było więcej niz 31 stopni dlatego nikt nie narzekał, całe lato ciagnął się najlepszy przedział 23-30 i ten okres był bardzo długi.

          8. Chyba przedział 27-32 i 15-20, bo innych to ja tamtego lata za bardzo nie pamiętam, no chyba, że w drugiej połowie sierpnia, jedynym sensownym okresie lata 2018.

          9. 2019 też nie jest na razie zły, fajna późna zima, wczesna wiosna i cudowny czerwiec. A „upały” czy tam „ciągi +28” wrócą ze zdwojoną siłą w sierpniu.

          10. „Chyba przedział 27-32 i 15-20, bo innych to ja tamtego lata za bardzo nie pamiętam, no chyba, że w drugiej połowie sierpnia, jedynym sensownym okresie lata 2018.”

            Też mam takie wrażenie, jednak trzeba przyznać że choć było dużo upalnych dni to przynajmniej nie było ataków na rekordy Tmax

        3. Też nie rozumiem narzekania na 2018. Od strony klimatycznej był może przerażający – bardzo ciepły, zupełnie nie przystający do naszego klimatu. Ale odczuwalnie był przecież piękny, tyle słońca co na południu Europy między pierwszym tygodniem kwietnia a ostatnim września praktycznie brak zimnicy i wiatru a w Polsce E i S do tego bez uciążliwych upałów. Brakowało jedynie opadów chociaż po za S gdzie w czerwcu uzupełniło i starczyło tego już do końca września. A ten rok? No sorry jak ja jestem ciepłolubem tak uważam że czerwiec 2019 to było przegięcie przede wszystkim ze względu na te 35+ i brak opadów. Maj na S to było przegięcie w drugą stronę a lipiec póki co to przegięcie pod względem wiatru i braku deszczu. Do tego skoki temperatury o 30 stopni jak na początku lipca.

        4. @Tutejszy – że się wtrącę. Często rozmawiam z leśnikami na Dolnym Śląsku, którzy jednoznacznie wskazują, że 2018 rok był fatalny. Teraz „zbierają” żniwa wielomiesięcznej suszy w postaci ogromnych strat. Przykład chociażby z niektórych leśnictw Nadleśnictwa Oleśnica – straty w odnowieniach modrzewia 90%, w świerku 75%, w sośnie 35%, w dębie 40%. Leśnicy podkreślają, że gdyby opady były normalnie, wtedy by można uznać rok za udany. Wiele starszych drzew dopiero co „wylizało” rany po suszy 2015 roku, a 2018 rok ponownie mocno je osłabił.

          Żeby skończyć raz na zawsze wychwalanie 2018 roku. W dużej części kraju zapisał się on jako bardzo suchy, czego konsekwencje wychodzą teraz i półroczne lato, które przez wielu jest wychwalane pod niebiosa, wcale nie było takie dobre, jak niektórzy próbują wmówić. Gdybyśmy mieli opady w normie to można by go wychwalać, ale tek nie było i zawsze będę powtarzać, że ogólnie był to zły rok. Urodzaj owoców i warzyw to też nie wszystko.

          1. @Grzybiarz Przypomnijmy chocby rekord minimalnego rocznego opadu dla Tarnowa – 330mm. To jest cholernie mało nawet dla Poznania, a co dopiero w Tarnowie. W tym roku była tam powódź, ale dopiero pewnie ta powódź pomogłą jakoś wyrównać deficyty…
            W mojej Łodzi spadło rok temu 520mm czyli troche poniżej normy (norma 570mm). Niestety opady były nierównomierne, susza przeplatana z opadami zlewnymi. To nie był dobry rok.

            Obawiam się, że pod względem suszy ten rok będzie gorszy od 2018 i 2015.

  30. Wydaje mi się, że nawet jeśli ocieplenie się pojawi w najbliższym czasie – czyli po 20 lipca to ono trwałe nie będzie. Czytam wasze komentarze odnośnie suszy…kiedyś przyroda będzie musiała to wyrównać. I chyba jest to najwyższy czas. U mnie dzisiaj kolejny dzień leje, całkiem porządnie, temp. są bardzo niskie jak na lipiec (13 st.), ale przynajmniej susza zostanie zażegnana, bo tak ma padać porządnie do czwartku.

  31. Najnowsze 3 run-y GFSa nie pokazują już upałów po 21 lipca czy już można zaczynać wierzyć, że jest szansa na 3 dekadę lipca bez temperatur powyżej 30 st. C?
    Jaka Waszym zdaniem jest szansa na końcówkę lipca z temperaturami blisko średniej?

    1. Lipiec ma szansę być pierwszym od 19 lat naprawdę chłodnym. I przy tym wcale nie jesiennym, przynajmniej nie na południu kraju. Jeśli żadne upały nie przyjdą w trzeciej dekadzie (mogą przyjść ale wcale nie muszą) to jest na to dość spora szansa.

      W takiej sytuacji wzrasta szansa na dużo cieplejszy sierpień. Dominująca sytuacja synoptyczna rzadko trwa więcej niż miesiąc, ten miesiąc to już jest porządne naginanie i tak. Prędzej czy później się przebuduje, a o pogodę gorąco-upalną 2 sierpniu jest naprawdę łatwo. O wiele łatwiej niż o obecne wielodniowe chłody. Przypomnij sobie ile w ostatnich latach było upałów a ile takich okresów jak obecnie trwający.

      1. Nawet jeśli sierpień skusi to jest jeszcze wrzesień i październik, w obu tych miesiącach ogromne anomalie dodanie potrafią przynosić pogodę nazywaną przez wielu tutaj letnią.

  32. Dziś w Międzyzdrojach piękna pogoda 18 stopni mnóstwo słońca, na plaży dość mocno wieje ale jest super. Trzymam kciuki za opady w centrum.

  33. ECMWF jest bardzo sympatyczny w swojej prognozie dla większości regionów, ale z drugiej strony jest fatalny bo skąpi od deszczu.

  34. Ciekawą dyskusję prowadzicie nt. GO, tyle tylko, że my sami indywidualnie i tak nie zachamujemy Emisji CO2.

    Choćbyśmy chcieli to jest nierealne w obecnym systemie.

    Po pierwsze, nawet jak by całą Polskę postawił na „baczność” i 100% społeczeństwa by ograniczyło emisję CO2 do zera, to i tak będzie wzrost światowego stężenia CO2.

    Po pierwsze Polska nie jest czołowym „producentem” CO2, a w zasadzie jest na niższym rankingu państw świata.

    Po drugie, aby spełnić pobożne życzenie nagłego ograniczenia wzrostu CO2, to poprostu musimy się cofnąć w cywilizacji ponad 100 lat w przeszłość.
    A to w dzisiejszych czasach nie możliwe. Wpadliśmy w nieodwracalną spiralę wzrostu CO2.
    A właśnie dlaczego osamotniona Polska ma nagle zrezygnować z węgla i pozamykać kopalnie?

    Skoro inne państwa nie zrobią w tej kwestii żadnych ruchów??

    To dlaczego akurat Polska ma być kozłem ofiarnym?
    Rozumiem gdyby wszystkie Państwa świata umówiły się i zobowiązały, że zamykamy wszystkie kopalnie na świecie, to faktycznie wtedy ten zabieg ma jakiś sens. Ale nie może być tak, że biedną Polskę zrobi się jako kozła ofiarnego.

    Po pierwsze główne postępy powinny zrobić główni „zadymiacze” świata.

    Ale moim zdaniem nikt do postępów ws. Zmniejszenia emisji CO2 nie będzie się spieszył. Np. Jeszcze w latach 90 nie pamiętam na jakim szczycie klimatycznym, państwa Europy zobowiązały się zmniejszyć w ciągu chyba 20 lat emisję do atmosfery o chyba 15%. Wiem że bilans wyszedł kipsko, i państw które się wywiązały była tylko garstka.

    Po drugie tak jak wcześniej pisałem, wpadliśmy w spiralę emisji, której nie da się odwrócić.
    Chyba że nastąpi nagła zmiana cywilizacji i systemów.

    A przy dzisiejszym postępie gospodarczym to jest nie możliwe.

    Aby zrealizować bobożne życzenie nagłej emisji:
    To po pierwsze- „musielibyśmy” jako całe społeczeństwo świata zrezygnować z komunikacji samochodowej, kolejowej, i powietrznej.
    Po drugie zrezygnować ze sprzętu RTV i AGD, bo produkcja takiej pralki, lodówki, telewizora, nawet smartfonów, tabletów i innych urządzeń domowego użytku przecież zwiazana jest emisja gazów cieplarnianych.
    Przecież nim zostanie coś wyprodukowane, stopione i odlane w jakiś kształt, to bez emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych się nie da tego wytworzyć.

    Jestem ciekaw czy wszyscy by nagle porzucili transport, samochody i do pracy/szkoły czy na podróże po świecie, czy zakupy udawali się na przykład pieszo, rowerem, czy zaprzęgiem konnym, jak było jeszcze ponad 100 lat temu??

    Ciekaw jestem czy wszyscy ludzie świata przestaliby korzystać z lodówek, telewizorów, telefonów, tabletów, laptopów?
    I Sprawić by wszystkie firmy/fabryki materiałów sztucznych padły i tym samym przestały wytwarzać CO2 i innr trujące gazy??

    Nawet wyprodukowanie samochodu elektrycznego wiąże się z emisją gazów cieplarnianych.
    Ciekawe ile gazów cieplarnianych wyemituje wyprodukowanie jednego samochodu elektrycznego od początkowej fazy odlewu metali i tworzyw sztucznych, aby wytworzyć części i kształt samochodu??

    My wszyscy chyba nie zdajemy sobie sprawy co mówimy, bo mając różny sprzęt w domu, samochód itp. sami emitujemy gazy cieplarniane i noe dość to jeszcze zużywamy energię.

    Poprostu nie da się znacznie zmniejszyć emisji CO 2 po pierwsze działania muszą podjąć wszystkie państwa świata, a nie tylko te biedniejsze, dodatkowo niebędącymi głównymi „trucicielami” środowiska.

    A po drugie zacząć od samych siebie i pomyśleć, które przedmioty codziennego użytku zużywają energię, oraz nim trafiły do domów i ich wyprodukowanie wiązało się z emisją CO2 oraz gazów cieplarnianych w taśmie produkcyjnej zanim zostały wyprodukowane kształty, płyty itp. To powinniśmy z tego wszystkiego zrezygnować.

    A kolejną kwestią jestem ciekaw ilu z nas mieszkańców ziemi zasadziło chociaż jedno drzewo?. Ilu z nas w swoich prywatnych posejsjach posadziło drzewa, żywopłoty, krzewy, sady itp??
    Widzę, że u nas na pomorzu moda jest taka, aby ścinać co się tylko da, bo po co po pracy iść na działkę, zagrabić liście i jeszcze tracić czas??,
    -lepiej jest pierdyknąć trawniczek, postawić grill , a ze skarpy usunąć krzaki i obłożyć kamieniem, a po pracy usiąść w fotel i sobie piwko przed telewizorem strzelić.

    Albo wróćmy do naszych miast.

    A chociażby w naszych miastach w jaką wpadliśmy modę??
    I to nie koniecznie są włodarze miast z Polskiej prawicy, ale także i z centro-lewicy.
    Ta sprawa tyczy się całej elity politycznej od lewa do prawa.
    A chociażby co dzieje się z zielenią w miastach (w przeciągu ostatnich 20 czy 30 lat do tyłu?), z dużymi, starymi i zielonymi drzewami(czyli „płucami” naszych miast)?
    A no wpadnięto w modę taką, aby ścinać, niszczyć wszelkie place zieleni gdzie się da.
    Bo po co wolnostojące drzewa, skoro można tam postawić reklamę, bilbord, jakiś kiosk, sklep, supermarket, czy wierzowce lub inne apartamenty, które mogą przynosić większe zyski do miast, bo po co miasto ma płacić ludziom za zagrabianie liści, przycinanie gałęzi czy inne prace porządkowe, przecież wystarczy ściąć drzewa i urządzić miejsce tak, by przynosiło zyski.

    Nawet prezydent Warszawy Trzaskowski zapowiadał działania antysmogowe, tyle tylko, że zabiera się tak, że wydaje pozwolenia na ścinkę drzew i to zdrowych!
    Albo porównajmy sobie miasta z przed 20 lat, czy wcześniej, a dzisiaj.
    Wcześniej zieleni i drzew było znacznie więcej, prawie na każdej ulicy rosły, przynajmniej u mnie w mojej okolicy, a teraz?!
    A no ścięto drzewa, by zrobić deptak wyłożony polbrukiem czy kostką granitową, postawiono doniczki z kwiatkami, ławeczki, tam jakąś fontannę, tam jakąś rzeźbę, pomnik, jakiegoś stworka czy inne tego typu.

    A potem dziwią się wszyscy że w miastach nie ma czym oddychać, że smog, że przejdzie fala bylejakiego deszczu i wszystko zalewa, no tak to jest ta przyczyna… asfalt, polbruk, i deptaki granitowe, bo dzewa jesienią brzydko wyglądają i jeszcze te „ochydne” pruchniejące liście.

    Albo kiedyś wzdłuż ulic widziano latem piękne zielone przydrożne grube drzewa, które tworzyły piękne zielone tunele. Kiedyś jak się jechało wzdłóż takich ulic, to aż przyjemnie było. Te drzewa nie tylko były piękne i przynosiły cień w czasie gorących dni jak się jechało, ale przedewszystkim pochłaniało CO2 z naszych dróg.

    A dziś nie wiele można w naszych krajobrazach spotkać takich widoków, teraz zamiast pochłaniania CO2 przez drzewa przydrożne, wszystko idzie w atmosferę.

    To się nie dziwmy, że wzrasta stężenie CO2 w atmosferze.
    Cała elita polityczna jest sama sobie równa, tylko że różnica polega na tym, że prawica neguje efekt GO, a lewica i centrum co prawda pięknie przyklaskują tym naukowym doniesieniom, ale za to w czynach nic nie robią, a nawet sami klepkę dokładają do stężenia CO2.

    Może lepiej jakbyśmy sprawę wzieli we własne ręce i zaczeli sami od siebie. Po pierwsze zaplanowali działki tak, by było jak najwięcej zieleni i drzew, obojętnie jakich, czy owocowych, czy ozdobnych. Po drugie wymusić na włodarzach miast, by zmienili plany zagospodarowania przestrzennego, aby ilość drzew i krzewów w naszych miastach rosła, a każdą ścinkę drzew wzdłuż ulic zablokować, chyba że drzewa obumierają, to zamiast starych w te miejsca żeby były nasadzane nowe.

    Uważam, że elity polityczne powinny jak tylko możliwe przystąpić jak najszybciej do metody pochłaniania CO2 przez roślinność zieloną, by zwiększać powierzchnię lasów, a wzdłuż ulic prowadzić nowe nasadzenia drzew i zadrzewień, by ta roślinność mogła pochłaniać jak najwięcej CO2. Może szczyty klimatyczne powinny wypracować takie założenia, aby wszystkie kraje świata przystępowały do zwiększenia powierzchni terenów zielonych, by może lepiej skupić się na zwiększeniu powierzchni lasów.

    Bo zmniejszyć emisji przy dzisiejszym skoku cywilizacyjnym nie wiele się da, to może warto skupić się na pochłanianiu przez organizmy żywe CO2.

    Taka jest moja opinia na ten temat.

    1. @Lukas:
      „A właśnie dlaczego osamotniona Polska ma nagle zrezygnować z węgla i pozamykać kopalnie?”

      >> Nie „nagle”, tylko stopniowo. Poza tym, Polska powinna to zrobić nie dla „innych”, tylko przede wszystkim dla samej siebie.

      1. Nawet jak Jedna Polska nie wyemituje nawet 1 kg CO2, to i tak stężenie światowe będzie rosło. Uważam że pierwszy krok w zmniejszeniu emisji CO2 powinni zrobić takie kraje jak: USA, CHINY, JAPONIA, INDIE, KANADA, ROSJA, IRAN, ARABIA SAUDYJSKA, AUSTRALIA i jeszcze wiele innych, nim dojdziemy do Polski.
        Drzewa są największymi pochłaniaczami CO2.

        A zdaje się, że powierzchnia lasów w Polsce rośnie, więc tym samym również pochłanianie CO2.

        Może warto dążyć do zbilansowania stężenia CO2, tak by wzrastało pochłanianie CO2 z atmosfery, do ilości CO2 ęmitowanej.

        Tego jedna Polska nie zrealuzuje, ani Ziemkiewicz, ani Korwin, nawet jeśli by chcieli. To powinna być presja na takie działania na szczycie klimatycznym.

    2. Smutne i zarazem niepokojące jest to, że z jednej strony głosi się hasła pro-ekologiczne i pro-klimatyczne (redukcja emisji i hamowanie zmian klimatycznych), a z drugiej tak bardzo broni się tego węgla, który w dużych ilościach i tak sprowadzamy ze wschodu. Teraz do argumentu na rzecz pro-naturalnych rozwiązań dochodzi jeszcze czynnik ekonomiczny, bo po prostu węgiel staje się coraz mniej opłacalny. Tak to już jest z nowymi zdobyczami techniczno-ekologicznymi, że potrzeba czasu na ich „zakorzenienie się” w naszej rzeczywistości. Jednak takie, czy inne ograniczenia nie powinny przesłaniać celu nadrzędnego, czyli w tym wypadku troski o naszą Naturę, a docelowo także i nas samych.
      Tymczasem szereg wystąpień naszych obecnych decydentów (z prezydentem na czele) jawi się tak jakbyśmy cały czas zamierzali bronić na wiele kolejnych lat węgla, bo… to podstawa naszej gospodarki. I to jeszcze organizując kosztowne szczyty klimatyczne. A przecież nasza przyszłość w dużym stopniu zależy od tego co „siedzi w naszej głowie”. Takie, czy inne problemy i ograniczenia inaczej pokonuje się w zależności od nastawienia. Argumenty w stylu „wiele milionów lat temu…”, „przecież inni…” nie powinny mieć w tym wypadku w ogóle racji bytu. Bo to nie chodzi o to, że my nagle musimy wprowadzać rozwiązania, które nas „położą na łopatki” – tylko stopniowo, ale skutecznie rozwiązania PRZYSZŁOŚCIOWE DLA CAŁEJ NASZEJ PLANETY i nas samych (Polaków) również. I dlaczego mamy przy tym dawać innym zły przykład, skoro możemy też dobry? Efekt tzw. domina może zmierzać w (dwóch) różnych kierunkach, tzn. zarówno złym (tkwienie przy paliwach kopalnych, jak i „spalinach”), jak i dobrym (odnawialne źródła energii + rozwiązania pro-ekologiczne) – nawet jak te drugie wymagają więcej czasu i zaangażowania.

      1. Niepokojąca jest szybkość zmian – o 2 rzędy wielkości większa (czyli +/- 100 razy) niż dotychczasowe zmiany naturalne. To jest znacznie ważniejsze niż sam fakt jak kiedyś było i co teraz naturalnie by następowało.

      2. O jakich konkretnie zmianach piszesz>? bo np. u nas w Californii od 7 lat panowala susza, a w 2018 nadeszły opady, po których od tego czasu przestala wystepowac, wiec są to cykle klimatyczne.. Nie wiemy w obecnym interglacjale w ktorym się znajdujemy jakie są jego naturalne wielkosci temp. byc moze dojdzie do sredniej 40’C i znow zacznie sie ochladzac az do wystapienia kolejnej ery lodowcowej.

    3. Wytłumacz mi tylko, dlaczego emisje CO2 w Polsce od kilku lat ponownie wzrosły, skoro już potrafiły spadać? To dla mnie jest podstawą oceny, bez oglądania się na innych – gdzie też mamy rozbieżności. W której „drużynie” zamierzamy „grać”…?

  35. To się nie tyczy TYLKO prawicy, ale CAŁEJ KLASY POLITYCZNEJ. Bo człowiek z prawicy Palnie prosto w twarz, a człowiek z lewicy owszem przytaknie, ale robi całkiem co innego niż głosi. Na tym polega różnica.
    Jestem ciekaw czy którykolwiek kraj na świecie wypełnił zobowiązania ze szczytu klimatycznego z lat 90.

    Sorry za nie pamięć, ale wiem, że były tylko nie liczne państwa, którym udało się spełnić ówczesne zobowiązania.
    Nie neguję GO, ani wzrostu stężenia CO2, ale wiem, że zmniejszenie emisji skokowo jest przeż żyjący świat nie możliwe.

    My możemy tylko zmniejszyć tępo wzrostu emisji CO2.

    Natomiast, jako ludzie żyjący na tej pięknej planecie, powinniśmy postawić najbardziej na pochłanianie i ograniczyć emisję gdzie się da.

    Albo kolejny przykład mi się nasunął.

    Ciekaw jestem ilu z nas zwolenników powsyrzymania wzrostu stężenia dymów cieplarnianych, NP w SYLWESTRA 31 GRUDNIA rezygnuje z zakupu i pokazy fajerwerków???
    Przecież w tych prochach jest tyle trującej Siarki.
    Ciekaw jestem, czy z ręką na sumieniu jest ktoś tutaj w stanie się przyyznać, że w obronie klimatu i atmosfery zrezygnował z odpalania rac i fajerwerków??

    1. Przynajmniej dla mnie nie jest istotne jest tu kto jak się nazywa, kogo partyjnie reprezentuje, itd.
      Skoro mam nadzieję na zmniejszanie emisji CO2 (i innych gazów cieplarnianych również) w skali globalnej, to zrozumiałe, że chciałbym, aby miało to miejsce także u nas w skali lokalnej. I jeszcze raz zadam pytanie: dlaczego od kilku lat (po 2015 r.)emisje ponownie u nas zaczęły rosnąć, skoro już mogły spadać?

      1. @Lucas wawa
        Tylko jaką statystyką się odwzorowujesz??

        Czy masz dane bilansu wzrostu emisji CO2 z uwzględnieniem z średniorocznym pochłanianiem przez Polskie tereny krajobrazowe??,, czy bazujesz na danych wyłącznie bez bilansu pochłaniania przez szaty krajobrazowe Polski.??

        Bo taka emisja roczna z uwzględnieniem średniorocznym pochłanianiem ma tylko sens w bilansie całkowitej emisji CO2

        A wiemy dobrze, uczyliśmy się wszyscy, że każda roślina pobiera do procesu fotosyntezy wodę, światło i CO2.

        Inną ilość CO2 pobierają Sosny, inną brzozy, inną buki, inną ilość dęby w zależności od wieku rośliny/drzewa, jak i wielkości.
        A w Polsce mamy chyba ponad 33% lasów oficjalnie, do tego warto doliczyć prywatne zadrzewienia i lasy nie przeklasyfikowane w urzędach gdzieś ze 2%-3%.

        Także Lucas masz na myśli bilans z uwzględnieniem pochłaniania przez szatę roślinną??, czy tylko sam wzrost emisji bez bilansu z pochłanianiem?

      2. No i jeszcze pytanie,

        Jakie miejsce w rankingu samej emisji CO2 z pośród wszystkich państw Świata stoi Polska??
        Na jakim miejscu z samą emisją się znajdujemy.

        Oraz na jakim miejscu na świecie my jako Polska stoimy odnośnie %-procentu pochłonionego stężenia CO2 na świecie, tzn jakie miejsce zajmujemy??

    2. Jeśli chodzi o fajerwerki, to charakterystyczny zapach (niezbyt przyjemny) jest wyczuwalny o północy w powietrzu tylko przez produkty spalania odczynników użytych do produkcji wyrobów pirotechnicznych chociażby SO2, tyle że nie są one tak groźne i w takim stężeniu jak pyły PM 2.5 i 10 których nie czujemy a napewno nie w takim stopniu :) Z ciekawości w nocy 1 stycznia 2019 sprawdziłem sobie stężenie smogu w Nowym Sączu i nawet nie stało obok niektórych mroźnych nocy kiedy wszyscy powszechnie palą w piecach. A współczesne wyroby pirotechniczne ograniczają szkodliwe substancje do minimum, np. w 2017 nowe prawo niemal zupełnie wyeliminowało siarkę i mocno obcięto dopuszczalną masę mieszanki pirotechnicznej. Importerzy którzy tego nie zrobili, nie dostali certyfikatu CE który jest obowiązkowy.

    3. Tak, ja się mogę przyznać.😀Nigdy w życiu nie odpaliłem żadnej racy, petardy i fajerwerka.😁 Nawet nie umiem i nie chcę, boję się, że mi rękę urwie. Nie nawidzę tych sylwestrowych huków, wystrzałów, smrodu fajerwerków i lejącego się strumieniami alkoholu, bo przecież szczególnie w Polsce wóda musi się lać hektolitrami.
      Ja to bym chętnie przywitał nowy rok w spokoju, ciszy, też nie zimą, w środku jakiejś ciemnej, smętnej, zimnej, ponurej i jednej z najdłuższych nocy w roku. Kto to wymyślił taką glupią datę? O wiele przyjemniej byłoby witać nowy rok na przełomie czerwca i lipca, podczas najkrótszych nocy w roku, tak jak to mają mieszkańcy półkuli południowej. Marzy mi się takie przyjemne +20 stopni w noc sylwestrową i bez tych hałasów jak na wojnie.😊

      1. Symboliką pasuje jednak do obecnej daty, wypada zaraz po przesileniu zimowym – coś się zaczyna, nowy początek itp..

      2. A dla mnie właśnie to jest dobrodziejstwo, że o tej porze roku mamy jakieś tego typu zdarzenia świąteczno-kalendarzowe. W porze ciepłej już wystarczającą „nagrodą” jest długość dnia, większe nasłonecznienie/usłonecznienie i częściej komfortowe temperatury. W porze chłodnej potrzeba więcej tego typu rozmaitych dodatkowych bodźców nie związanych z pogodą i „geografią”.

        1. Gdybysmy witali nowy rok na przełomie czerwca i lipca. To myślę że „obowiązkiem” byłby sylwestrowy grill (tak jak na majówkę). Myślę, że w takich warunkach byłoby jeszcze „weselej”.
          Wg. mnie np. miłe jest, że rok żegnamy Świętami Bożego Narodzenia i (teoretycznie) zimową scenerią. Dla mnie jest w tym coś magicznego :)

          1. To akurat mi nie przeszkadza. Przeszkadza mi to że w trzech najpaskudniejszych miesiącach roku mamy po dwa czerwone święta, a w lipcu okrągłe 0. Podobnie w wciąż dość ładnym wrześniu.

            Zabrał bym 1 listopada i 26 grudnia i wrzucił to w lipcu. Zabrał bym 6 stycznia, wrzucił bym we wrześniu. Ten 6 stycznia to jedno z najgłupszych świat w roku które robi ogromny backlog zadań już na dzień dobry, bo praca na dobre startuje dopiero 7.01 zamiast 2.01.

          2. Jak często się z Tobą nie zgadzam, tak w tej kwestii przyklasnę na dłużej. Też nie rozumiem maniery do świętowania z urzędu w najgorszym momencie roku i przymuszania ludzi do brania urlopów w najcieplejszym.

          1. Nie notuję płci wszystkich komentujących, ale wrodzona męska szowinistyczna świnia automagicznie przypisuje user <- 'M' ;)

    4. chłopie, śmieszny jesteś. nigdy nie odpalałam fajerwerków na sylwestra i nie mam zamiaru zacząć. wielkie mi wyrzeczenie :D a od kiedy mam psa i widzę, jak potwornie się boi w okolicach sylwestra, chętnie bym zakazała całego tego pukania.
      „z ręką na sumieniu” to znaczy gdzie? :D
      no i z takim podejściem, ja twoje, że najpierw inni a potem my – to już jesteśmy ugotowani. temat był już tu wałkowany.
      w ogóle mam wrażenie, że jednak trolujesz, nie można na serio pisać takich rzeczy.

    5. Z tymże w Polsce ta „prawica” to w zasadzie lewica, a reszta to może nie skomentuje, bo to się tak zmienia, że się już nie orientuję :)

    6. @Lukas
      Ja na przykład nie zrezygnowałem nigdy z niczego w imię klimatu i nie zrezygnuję, bo nawet nie ma za bardzo z czego. Jestem tak biednym i tak skromnie żyjącym człowiekiem, że mój wpływ na klimat jest praktycznie żaden, a moje możliwości finansowe dotyczące m.in. przejścia na energię odnawialną czy wcielenia w każdej materii życia codziennego wszelakich rzeczy w trosce o klimat i zdrowie (np. wykluczenie plastiku, picie wyłącznie ze szklanych opakowań, w pełni zdrowe jedzenie, używanie najlepszych jakościowo produktów i najlepszych sprzętów przez długie lata, używanie wyłącznie naturalnych środków czystości itd.) po prostu nie istnieją. Tu nawet nie ma takiej opcji, bo to obecnie dla mnie niemożliwe. W życiu nie odpaliłem nawet jednej petardy czy jednego papierosa, oszczędzam wszystko i na wszystkim, nie marnuję niczego, nie jeżdżę samochodami, przeklinam ten dzisiejszy konsumpcyjny sposób funkcjonowania większości świata. Wielkie firmy i korporacje marnują co się da, produkując mnóstwo wadliwego, niepotrzebnego, złego chłamu, który nas truje lub kończy wkrótce tylko jako odpady i zanieczyszcza glebę, wodę, powietrze, nas. Liczy się tylko kasa, zysk, czas, nowość, popularność, słupki. Ludzie tak naprawdę są tam gdzieś, a nasza planeta to już w ogóle na samym końcu.

      Nie rozumiem dlaczego ludzkość nie mogła nauczyć się żyć w zgodzie ze sobą i w zgodzie z naturą. Zamiast robić wszystko najlepiej to robi najtaniej i byle jak, marnując tylko surowce, czas, nasze zdrowie i szansę na szybki postęp i lepsza jakość życia, która powinna współgrać z lepszą jakością natury. Nie dąży się tak naprawdę do wykorzystywania wszystkiego co odnawialne, bo zacznie o tym myśleć dopiero wtedy, gdy już zupełnie zabraknie wszystkiego (świetny przykład z USA, które pod pretekstem wojny grabi i kradnie co się da i gdzie się da – ropa, ropa, surowce nieodnawialne, póki jeszcze są). Mocarstwa już kładą łapy na surowcach z nie zdobytych jeszcze części świata, a także i kosmosu (Księżyc już zajęty). Ta ekspansja w kosmosie chyba nie ma służyć poznaniu czegoś tylko położeniu łapy na następnych dobrach, których u nas zabraknie. Ta byle jakość, marnotrawstwo, bezmyślność i krótkowzroczność pochłonięta żądzą zysku dotyczy w sumie każdej dziedziny naszego życia oraz jego funkcjonowania czy jakości. Nie wiem co trzeba by było zrobić, żeby to wszystko przywrócić na jakiś lepszy tor. To już zaszło za daleko i żadne puste deklaracje dotyczące jakiegoś głupiego CO2 niczego nie zmienią. To nie tylko CO2 czy metan czy odpady czy trucizny – to CAŁOKSZTAŁT ludzkości. Jeśli ktoś chciałby ograniczyć wpływ ludzkości na klimat to musiałby zmienić absolutnie wszystko, naprawić co jeszcze pozostało i zacząć kompletnie od nowa. Tylko komu będzie się to opłacać? A może trzeba doprowadzić do tego, żeby tylko to mogło się opłacać. Jak to zrobić?

  36. Bo zdaje się że nsukowcy próbowali oszacować ile pochłonie CO2 stu letnie drzewo, ile 50cio letnie drzewo, a ile młode krzewy i drzewa, dodatkowo np. Uprawy zbóż czy innych roślin także pobierają cząsteczki CO2. Też powinny być dane ile CO2 pobierze hektar danej uprawy.

    1. Dochodzą wiadomości znad morza, kto może ucieka stamtąd w podskokach bo jest 14 stopni, codziennie leje i wieje lodowaty wiatr. Ktoś dobrze to ujął, jak jest słonecznie to można iść na plażę polezeć, w przeciwnym wypadku to da się tylko wydawać pieniądze. W cholerę pieniędzy, zwłaszcza na takim Helu. W ciągu tego tygodnia zainteresowanie wczasami na południu Europy wzrosło o 60%.

    2. https://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia/38/energia-i-emisje-co2
      Drzew można sadzić i sadzić, ale emisje gazów cieplarnianych też trzeba redukować. Oczywiście zawsze możemy pokazywać palcem na Chiny, czy USA (Polska „dopiero” na 20-22 miejscu z emisjami ok. 30-kronie niższymi niż Chiny) – co nie zmienia faktu, że warto mówić jednym głosem z państwami Starego Kontynentu, który w zaistniałych okolicznościach może mieć obecnie największą „moc sprawczą” ku transformacji energetyczno-ekologiczno-klimatycznej.

      1. No tak, tyle że sama Europa nie wiele może wstrzymać emisji, poprostu jak wstrzymać emisję, przy jednoczesnym rozwoju cywilizacji??
        Przecież nie wyrzucimy wszystkiego co w domu prąd pobiera, a samochód też każdy chce mieć w garażu.
        Każdy wytwożony produkt w „taśmie produkcyjnej” również nie obędzie się bez emisji gazów cieplarnianych.

        Owszem możemy tylko zmniejszyć TEMPO wzrostu emisji CO2, ale na pewno nie zmniejszyć.

        Dlatego uważam, że wszystkie państwa świata powinny dojść do wniosku, aby dążyć do POCHŁANIANIA, A właściwie skokowo przyspieszyć pochłanianie CO2 z atmosfery.
        Skoro problem z emisją, to niech chociaż państwa i społeczeństwa dążą do pochłaniania CO2.
        A w miastach zastopować złą politykę dotyczącą usuwaniu terenów zielonych z naszych krajobrazów.
        Przecież kiedyś miasta z większą ilością drzew i krzewów były piękniejsze, jak i drogi z grubymi drzewostanami, które latem tworzyły kiedyś bujne tunele.
        To nie odpowiedzialne zagospodarowanie przestrzenne się kłania, na rzecz powiększenia budżetów miast kosztem naszego środowiska. To smutna rzeczywistość z jakim trendem musimy się stykać.
        Pole do popisu mają duże kraje. Fotosynteza może być kluczwm

        Mam nadzieję, że w końcu społeczeństwa pójdą po rozum do głowy, nim będzie za późno, nim sobie sami zgotujemy zagładę ludzkości.

      2. Odnośnie naszych decydentów, uważam, że grają na dwie bramki z tym naszym węglem.
        Bo z jednej strony słyszymy zapowiedzi/plany o odnawialnych źródłach energii, energii atomowej, czy rozwoju elektrowni wiatrowych nad Bałtykiem, a nawet odkrywkach geotermalnych wód. Owszem ciekawe jak to pójdzie w czyn i ile z tych „planów” powstanie.

        Z drugiej strony to jest tzw. Gra polityczna, taki zabieg psychologiczny, aby nie rozgniewać części potencjalnego elektoratu. Dlatego są zapowiedzi z innej „beczki”, jednak jak na to wszystko patrzę z boku, to obecni rządzący jednak mają plan, by zmniejszać udział węgla w gospodarce, tylko muszą/lub chcą trzymać buzię, by nie spowodować rozgoryczenia części elektoratu. To się nazywa kalkulacja wyborcza.
        Zobaczymy na własnej skórze co nam przyniosą ich skutki działań.

      3. Tu już nie chodzi tylko o odsetek emisji w samej Europie (względem reszty Świata), co o podejmowane inicjatywy i wywieranie nacisków. Gospodarczo Świat też jest ze sobą powiązany – podobnie jak i klimatycznie…

        1. No nie wiem, czy Europa ma rzeczywiście znaczne narzędzie do nacisków?
          Może na niektóre kraje tak, ale nie sądzę, by głos Europy miał znacząco wpłynąć na takie TUZY gospodarcze jak USA, Chiny, Rosję i innych parę krajów.
          Nie chcę się zbytnio zagłębiać szerzej w politykę.
          Ale widzimy chociaż odnośnie sankcji na Rosję, może poniekąd tak, ale sądzę, że wpływy Rosji w Europie są większe, niż Europy na Rosję.
          Starczy, że Rosja kurek z gazem wstrzyma, to większość gospodarek w Europie leży na łopatkach z powodu inflacji i innych czynników zewnętrznych.
          Europa jest za słaba, by wywierać naciski na USA i inne duże gospodarki światowe.
          Możemy tylko pogrozić palcem.
          Tym bardziej, że gospodarki w Europie nie stoją prężnie i jesteśmy zbyt mocno podatni na czynniki zewnętrzne. Widać to było w przypadku kryzysu banków w USA w 2008 roku. Kryzys rozprzestrzeniał się jak zaraza.

          To nie takie proste niż się nam wydaje. Możemy tylko grzecznie przekonywać, bo forma nacisku na nie wiele się zda, jeśli chcemy uniknąć wojny.
          Tylko modlić się o przemianę mentalności elit nam zostało.

          1. Ktoś musi inicjować dyplomatyczne „naciski” w tej kwestii – a kto może to obecnie bardziej skutecznie niż kraje europejskie?

          2. Może nie tyle naciski, co prędzej polityczno-handlowe deal-e w zamian za działania klimatyczne, tyle problem w tym że przeważnie liczą się zyski gospodarcze, niż cele szlachetne i wyrzeczenia.
            To jest cały problem i nie wielu będzie się palić do tego, aby podjąć wyrzeczenia, to jest smutne, że liczą się przeważnie tylko interesy tu i teraz, a myślenie długoterminowe mało kogo obchodzi. :(

          3. Europa nie zamierza dążyć do zaprzestania emisji CO2 w ogóle, co zdajesz się absurdalnie sugerować, tylko do neutralności klimatycznej a więc emitowania tylko takich ilości gazów cieplarnianych, które przyroda będzie w stanie pochłonąć a stężenie CO2 w atmosferze nie będzie rosnąć. Przy takim założeniu da się pogodzić walkę z emisjami CO2 z rozwojem gospodarczym. Pozatym odejście od węgla ma dotyczyć nie tylko Polski ale też innych państw europejskich więc również tych znienawidzonych przez ciebie Niemiec. One także będą musiały pozamykać swoje kopalnie. Tak więc nie będzie tak, że my swoje zlikwidujemy albo sprzedamy Niemcom, jak to żeś trolował na innych portalach, bo Niemcy i inne państwa też nie będą mogły budować kopalni i korzystać z węgla. Co do aktualnie rządzących i ich planów klimatycznych, to ja bym taki pewny nie był, że chcą coś robić w ramach walki z GO. Ostatnio się całkiem sporo uaktywniło różnych radnych i polityków z PiS oraz dziennikarzy ich wspierających, którzy bardzo aktywnie nawołują na forum publicznym, że nie ma co walczyć z ociepleniem klimatu, bo będzie to miało bardzo pozytywne następstwa dla Polski. Nie byłbym taki pewny czy ten pogląd w tym środowisku nie jest jednak dominujący a to populiści, którzy nie potrafią działać pod prąd woli swojego ludu. To co zrobił ostatnio Morawiecki w Brukseli do tego w najgorętszym czerwcu w historii Polski było żenujące. Jeśli to było taktyczne by wyciągnąć z UE więcej pieniędzy na modernizację gospodarki to ok, ale niestety obawiam się, że to jednak będzie trwalsza polityka. Sorry ale mnie taka pogoda jak w czerwcu tego roku, w zeszłym półroczu ciepłym, sierpniu 2015 czy w ostatnie zimy nie interesuje i nie uważam, że będzie ona miała dobry wpływ na nasze życie. A już na pewno nie na moje.

  37. Najnowszy GFS 12z bardziej optymistyczny i według niego lipiec 2019 nie będzie do końca straconym miesiącem.
    Widać w tej prognozie od 18 lipca codzienną lampę, mało burz i mój ulubiony przedział temperatur 25-30 stopni.
    Szkoda, że ta prognoza jest tylko wytworem marnego ostatnio GFS-a…

    1. Szkoda tylko, że 20 lipca kończą mi się wczasy i wracam do domu, ale co poradzić.
      W naszym kraju nigdy nie jest się pewnym, nawet w okresie wakacyjnym, czy będzie odpowiednia pogoda podczas urlopu czy też nie.
      Na szczęście czerwiec przyniósł odpowiednią pogodę dla wielu osób co wypoczywali (zwłaszcza nad morzem), choć wiadomo, że był on bardzo nietypowy i zbyt suchy.

      1. nawet na południu Europy nie jest to pewne, tam ostatnio były takie zjawiska że strach, nawet Estofex dawał „3” przed Ekstremalnymi burzami

    2. Z czasem i tak należy patrzeć się głównie na ECMWF/ICON.
      Ocieplenie wygląda na stopniowe, co daje szanse na sporo dni z Tmax wokół 25°C (generalnie w widełkach 20/30°C) oraz Tmin wokół 15°C – zanim pojawi się jakaś fala upału.

      Póki co wyż blokujący znajduje się w całej rozciągłości nad N Atlantykiem i dalej w kierunku Arktyki. Z czasem jednak jego odnogi zaczną rozwijać się w głąb Europy (już jako samodzielne ośrodki), co zwiększy prawdopodobieństwo formowania się niżów na W od Polski. A to sprawiłoby, że w cyrkulacji zaczęłoby stopniowo przybywać składowej S (w miejsce obecnej N), ew. w ogóle słaby przepływ – ale nadal przy wyraźnym osłabieniu lub wręcz blokadzie strefówki.
      Perspektywa ponownego zaniku opadów i umiarkowanie letnich dni (z czasem częściej gorących, a może i upalnych) sprawia, że tym bardziej nie narzekam na obecne ochłodzenie i przejściowe opady, które pojawiły się dzisiaj na Mazowszu.

    3. Ten lipiec nie jest straconym miesiącem u nas na południu. Wprawdzie 20 stopni w dzień to chłodnawo jak na środek lata, ale czy jest to obiektywnie zła temperatura przy wciąż dość słonecznej pogodzie? To nie jest jesień w lecie pokroju II dekady lipca 2016, gdzie przez 6 dni pod rząd słońca nawet na minutę nie zobaczyłem.

      Jakby było 8 stopni i deszcze jak w maju 2019 to bym powiedział że jest to stracony miesiąc. Ale w obecnej sytuacji trudno tak mówić. Wyraźny chłód za dnia czułem w niedzielę 7 lipca kiedy było zaledwie 14-17 stopni po południu. Co do dni 8-9 lipca to moje jedyne zastrzeżenie to zbyt dużo chmur w ciągu dnia. Rano i wieczorem jest pogodnie, w dzień (czyli kiedy większość z nas jest najbardziej aktywna) panuje zachmurzenie prawie że całkowite, słońce widać z rzadka.

      Ten lipiec byłby naprawdę cudnym majem, gdyby wyłączyć z niego ciężki upał z 1 lipca (ponad 3 stopnie powyżej majowego rekordu dla katowickiej stacji). Takiego maja nam w tym roku zabrakło, pierwsza połowa stracona przez zimnicę, druga przez ulewne deszcze z podtopieniami.

  38. zresztą co ja co, ale moi bliscy w ostatnich latach bywali daleko na południu Europy, to poza pogodą do kąpania i opalania nic przyjemnego, w takim upale ciężko funkcjonować jeśli ci piecze dzień w dzień po 35-40 stopni.

    1. w Sevilli w maju piekło 36 i dało się bez problemu. Na Węgrzech w sierpniu codziennie 33 i też bez problemu. Tamte miejsca są nieco inaczej projektowane niż Polska. U nas bloki się stawia z zamysłem maksymalizacji ekspozycji na Słońce, tam – na odwrót. Spójrzcie na fasady bloków na waszych osiedlach, mało który będzie miał jakiekolwiek okna skierowane na stronę północną. U mnie jest kilka bloków i wszystkie mają wielką litą ścianę na północ, zero okien zero balkonów. Wszystko ciśnie na najbardziej nasłoneczniony zachód i południe. W letni upał w takich mieszkaniach nie da się wytrzymać, słońce wali od rana do wieczora (południe) albo od 12:00 do samego końca (zachód).

      Druga kwestia – cień na ulicach. U nas modne jest wylewanie betonu na rynkach, przez co przy pogodzie upalnej zamienia się on w wielką patelnię na pełnym słońcu, nie da się tam wytrzymać ani nawet usiąść na ławce bo ci oparzy dupsko. Argument mieli głównie ekonomiczny – koszt utrzymania terenu zalanego betonem jest bliski 0, zaś przy zieleni te koszty są dość wysokie.

  39. Tego się właśnie obawiałem. Że jak się pogoda spartaczy to ponownie się spartaczy na długie tygodnie. Taki urok tego roku odznaczającego się niemalże brakiem typowej cyrkulacji strefowej, w zamian fundując nam blokady, stacjonarne wyże, stacjonarne niże i tym podobne atrakcje.

    Prognozy bardzo słabe, coraz słabsze. Na ECMWF do końca prognozy (18 lipca) widać maks 21 stopni, będzie sporo dni gdzie temp nie osiągnie nawet 19. GFS 21-23 stopnie codziennie. Wunderground podobnie, pojawia się jakieś pojedyncze 24 na końcu prognozy, poza tym chłód chłód chłód. Jedynym plusem jest zwiększająca się ilość prognozowanych opadów, zasadniczo od 40 dni nie pada w ogóle. Okres bezopadowy podobnie długi co ten od 20 marca do końca kwietnia.

    1. Przedział Tmax 20/25°C latem potrafi być już dość przyjemny – zwłaszcza, że w prognozach widać sporo dni z rozpogodzeniami, przetykanymi przejściowymi potrzebnymi opadami (tylko w niektóre dni). A przy tym wiatr ma być już słabszy.
      Mi prognozy na 2. dekadę lipca jawią się na bardziej optymistyczne względem ostatnich dni, kiedy z dużego ciepła przeszliśmy w irlandzko-szkocką wersję lata (zwłaszcza od Mazowsza i Wielkopolski na N).

    2. Mi się bardzo podoba obecna odsłona ECMWF. U mnie to wygląda tak (od jutra):

      Deszcz->rozpogodzenia 18/12 3.3mm
      Zachmurzenie umiarkowane 20/10 0.6mm
      Zachmurzenie umiarkowane 23/10
      Zachmurzenie umiarkowane->małe 23/14
      Zachmurzenie umiarkowane->duże 22/11
      Zachmurzenie duże 22/12
      Deszcz całodzienny 18/13 20mm!!
      Zachmurzenie zmienne, przelotny deszcz 21/11 0.5mm
      Zachmurzenie umiarkowane 20/10

      Fajne łagodne lato, przeważnie ze słońcem i szansą na sensowny deszcz w przyszłym tygodniu.

      Z tym, że jak dobrze wiemy, ECMWF sobie nie radzi z konwekcją. Więc pewnie nie będzie tak kolorowo.

  40. A jednak :D ECMWF widzi u mnie od 16 lipca już same 25+ :) Obecnie zimnica i poza 1 lipca TMAX nie wzrosła na więcej niż 21 kresek

  41. Bardzo dobry tekst, bo to wręcz niesłychane ile dorosłych i często znanych lub szanowanych osób (nawet jakichś tam powiedzmy autorytetów) po prostu pieprzy głupoty o tym GO. Niestety część z nich jest naprawdę mądra, dość obiektywna i to aż szokujące, że powtarzają w kółko te same brednie bez znajomości tematu i bez jakiejś obiektywnej samodzielnej obserwacji.

    Ale tradycyjnie nie zgodzę się z krytyką sceptycyzmu dotyczącego walki z GO, bo na tę walkę idą co roku miliardy, a brak efektów obserwujemy każdego kolejnego miesiąca. Do tego gnębi się biedniejsze kraje, wciągnięte w różne wspólnoty, o egzekwowanie kolejnych ograniczeń czy różnych poziomów i w bezczelny sposób nanosi kary, tylko dla tych, którzy są spoza tej czołówki (Bo to przecież Francja! Bo to przecież Niemcy!). Jak Niemcy mają na siebie nałożyć karę, skoro wszystko jest robione pod ich dyktando i ma być korzystne przede wszystkim dla nich, a trują ostro (tylko fakt ich bogactwa i obecności również tych ekologicznych instalacji ich ratuje). Jak te biedniejsze kraje mają sprostać coraz większym wymaganiom, np. udziale odnawialnych źródeł energii czy ograniczaniu emisji, skoro robi się wszystko, by im się to nie opłacało i żeby stawali się dłużnikami Niemiec/UE. Tak naprawdę to nic nie jest robione bezinteresownie, żadne dotacje, żadne pomoce, żadne dopłaty na cokolwiek. To wszystko im się i tak w końcu kiedyś zwraca i tylko to ma znaczenie, bo to jest w sumie robione tak naprawdę dla nich.

    Takie są moje obserwacje po tych naszych (i nie tylko) 15 latach w UE w tej kwestii.

    1. A Polska może być tu krajem pokazującym, że chce współpracy (którą można osiągać!), a nie nieustannych kłótni i pokazywania, że jedyna słuszna droga to „wyjść na swoje”…

      1. Żebyśmy jeszcze wychodzili na swoje. Ale ostatnio z tym bywa cienko w UE i to jest bardziej polityka potupania nóżką tudzież robienia za żulika od mokrej roboty wykorzystywanego przez cwańszych (vide wybory szefowej KE).

  42. II dekada lipca może przynieś nam wreszcie więcej umiarkowanego „polskiego” lata – między obecnym chłodniejszym i bardziej wietrznym, a ewentualnym późniejszym ponownie bardziej gorącym/upalnym jego obliczem.

    Dobrze, aby co jakiś dzień przechodziły nad nami strefy opadowe, ale najlepiej tak jak wczoraj nad Mazowszem w sposób płynny i w poprzek (a nie wzdłuż) linii frontowej. A za nimi rozszerzały się strefy pogodniejsze. Nie zaś tak, że albo pogodą zawładną na długo bezopadowe wyże, albo też niże z quasi-stacjonarnymi frontami.

    A rozwój sytuacji jawi się na typowy dla kontynuacji osłabienia/blokady cyrkulacji strefowej. O ile jednak w II dekadzie lipca wyże jeszcze dość nieśmiało rozwijać się będą w głąb Europy, o tyle ok. 18-21.07 może zacząć się to zmieniać – a taka właśnie ewolucja pola barycznego byłaby podstawą cieplejszej (może i dużo cieplejszej?) III dekady lipca.

    1. Wczorajszy wieczorny jak i dzisiejszy poranny ECMWF u mnie „widzi” codziennie około 21 stopni z maks 23 stopnie do 19 lipca. Gdyby jeszcze w towarzystwie deszczu to byłoby gites :)
      Tylko się zastanawiam jakie jest prawdopodobieństwo sprawdzenie się tej prognozy, bo jeszcze wczoraj rano był taki jednorazowy wyskok z prognozą 30 stopni koło 18 lipca. Niektórzy (wróżbici?) też już tutaj ogłosili powrót upalnej pogody. Na jakiej podstawie? Sugerowano, aby brać bardzo pod uwagę prognozy ECMWF, bo sprawdza się i takie tam, a teraz widzą więcej niż ten model, który znowu fali upału nie przewiduje. To gdzie najlepiej patrzeć na prognozy 7 dni do przodu czy nawet 10 jak niektórzy tutaj wieszczą?

      1. W terminie 7+ każdy model może mieć jakieś niespodziewane odmiany – choć niektóre mają je częściej i przy wyraźniejszych „obciążeniach” błędami.
        W takim terminie liczą się i tak głównie trendy ogóle – a w tych nadal widać, że od ok. 18.07 mamy zwiększone szanse na ocieplenie niosące dni co najmniej gorące (a czy upalne i w jakim stopniu – to dopiero będziemy rozważali za kilka dni).

  43. 8,1mm deszczu za minioną dobę w Warszawie na stacji na Bielanach, bardzo mnie to cieszy. Póki co przed nami fajna, umiarkowanie ciepła wersja lata. Nie mam nic przeciwko by reszta pory ciepłej również taka była.

  44. Chciałbym odnieść się krótko do wczorajszej rozmowy o ignorancji prawicowych mediów i w ogóle ludzi do ocieplenia klimatu.

    Grzybiarz cyt: „Trzy grzechy główne ludzkości – fałsz, obłuda i hipokryzja” – ja tu bym zamiast obłudy dał chciwość. Obłuda i fałsz to prawie to samo. Nie ma jednego bez drugiego.

    Thorgeir cyt: „Dla wielu klimat w Polsce nadal jest za zimny” – pisałeś to w kontekście prawicy, często to ludzie, którzy nie mają pojęcia o klimacie, ale nie trzeba daleko szukać. Nawet na tej stronie są tacy co tak uważają mimo że mają wiedzę. Przykład FKP.

  45. Już się wydawało, że wszystko w prognozach idzie w dobrą stronę, a tu dziś znów w modelu ECMWF jak filip z Konopi wyskoczył kolejny niż na wschód od Polski, który miałby przedłużyć obecny trend w pogodzie, dodatkowo przy prawdopodobnie silniejszych opadach. Wygląda na to, że II dekada również może być krótko mówiąc „do dupy”.

    1. O nie jakie straszne te prognozy i ten prognozowany niż ! Tyle deszczu ostatnio spadło że trawa to już jest aż żółta od nadmiaru wody …

      1. Na TP na fb czytam komentarze typu:
        „pomyślcie o dzieciach, które mają teraz wakacje a przez deszcz i zimno nie mogą z nich korzystać”
        „czemu chcecie tego deszczu ciągle, lubicie moknąć?”
        „po tej lodówce i jesiennej szarudze w lipcu chcę ciepłej i BEZDESZCZOWEJ jesieni”
        Naprawdę nie wiem-czy są tacy debile co myślą że żywność rośnie na półkach w sklepie. Naprawdę tak ciężko przetrwać dwa tygodnie czy nawet miesiąc chłodu (i to z niedomiarem deszczu) po miesiącu który pobił rekord? Czy naprawdę chcą mieć pustynię? Ja nie rozumiem….w jakim my świecie żyjemy

        1. Rozmowa dziecka (5-7 lat)z ojcem:,, Tato ,ale żółta trawa jest ,dlaczego nie pada deszczyk? Kamilku w lecie deszczyk rzadko pada bo są wakacje i bawimy się na dworze. Popada jesienią to pójdziemy na grzybki”

          1. Ciąg dalszy historii:
            – „Tato, tato, a czemu jest już jesień i dalej nie pada deszczyk?
            – „Kamilku, jesienią mamy sianko i bawimy się na dworze. Popada zimą to wykąpiemy się w kałuży.”

      2. Tylko żeby z tego padało. Mamy 10 lipca a u mnie przez te wszystkie dni padało dwa razy przez kilka minut! Do tego pochmurno, zimno i wietrznie. Wczoraj na 2-3 godziny wyjrzało słońce, od razu zrobiło się przyjemniej, lecz wieczorem nadeszły kolejne suche chmurzyska. Teraz wcale nie lepiej, a na termometrze 17 stopni w najdłuższych dniach w roku. Ten rok dla upraw jest tragiczny, bo najpierw przymrozki, potem sucho, a teraz jeszcze zimno i pochmurnie. Strasznie rozregulował nam się ten klimat, ze skrajności w skrajność, odreagowania itd. Ale o tym pisaliśmy już nie raz i nie będę rozwijał tematu. Dla mnie to najgorszy rok od conajmniej kilkunastu lat…

      1. No ja deszcze chętnie bym przyjął, ale w stylu np. zeszłorocznego lipca między 15 a 20 – Tmin ponad 17C, Tavg>20, do tego 50 litrów wody w 5 dni, ciekawa konwekcja. Wilk syty i owca cała.

        1. Tak zwłaszcza taki cudowny 18 VII, tmax 27 st, tmin 19 st. Przy sredniej wilgotności > 90% i punknie rosy > 22 st.
          Pamiętam, że byłem wtedy na spacerze. Pomimo na pozór przyjemnej temperatury w życiu się tak nie zgrzałem, nawet w upał jak wtedy…

          1. Dla Ciebie może niekoniecznie, ale dla rozwoju roślin takie warunki to ideał. U mnie temp. punktu rosy tego dnia zmieściła się w zakresie 18,1-21,8*C

        2. Chochlik czy słyszałeś kiedyś aby pogoda spełniała takie życzenia? Ja bym przyjął każdy deszcz niezależnie od temperatury (oprócz mrozu w lipcu ale to niemożliwe i tak)

        3. Przecież nawet w maju było w regionie Łodzi bardzo sucho , nie mówiąc o czerwcu ,który i u mnie (ruda śląska) wysuszył pola i lasy.To teraz ma padać ,ale pod warunkiem gdy będzie ciepło. Nie rozumiem takiej egocentrycznej postawy u wykształconego młodego faceta. Jak dla mnie 7-10 dni z temperaturami w dzień 17-19 i w nocy 12-14 stC oraz dobowymi opadami w formie 10-15 godzinnego słabego deszczu z sumami około 10mm są w lipcu optymalne dla zażegnania suszy Oczywiście 7-10 dni w tegorocznym lipcu z temperaturami 25-28 st.C i minimalnymi 13-15 st.C tez będzie. Czy lipiec będzie miał średnią anomalie -1do -3 K ,czy będzie w normie ,jak dla mnie jest to mniej ważne bo stan upraw, pól, lasów, poziom wód gruntowych jest najważniejszy.

          1. niektórzy to sie wypowiadaja, jakby od dobrej pogody zalezalo ich cale zycie. Nie rozumiem tego… Pada, to siedze w domu albo zalatwiam inne sprawunki, ide na basen, silownie itd.

          2. Jak już włączyliśmy koncert życzeń, to niech deszcz pada pomiędzy 22 a 6. I niech przestanie wiać – wtedy nie będzie odczuwalnego chłodu i nie trzeba będzie zakładać kurtki – zdejmować kurtki – zakładać – zdejmować. A skoro to koncert życzeń, to nie może zabraknąć muzycznej dedykacji:
            https://www.youtube.com/watch?v=I6o_KTJhIxI

          3. @Mateusz
            Od siedzenia w domu i nudzenia się przy kompie to mamy zimę + nierzadko przedwiośnie i przedzimie. W niektórych rocznikach ten okres to dobre 4-5, a nawet 6 miesięcy. Dużo za dużo.

          4. Najgorzej było chyba w sezonie 2012/3, pierwszy śnieg już w październiku, potem wstrętny listopad bez słońca, nawet niezły zimowy grudzień, całkiem zimowy styczeń choć baaardzo pochmurny, luty to wiadomo horror marzec chyba jeszcze większy horror przedłużony do 10 kwietnia. Razem około 170 dni zimnej barowo-domowej pogody przerwanej jedynie na 3 dni w marcu. Marudzenie na ciepło latem (i to nawet takie 27-30 stopni na Tmaxie, nie tylko jakieś skrajne upaliska) to jakieś nieporozumienie jeśli mamy tak ogromna liczbę zimnych i pochmurnych dni. Całe szczęście że sezon 2012/3 też był pod względem tej badziewności ekstremalny i zwykle nie jest aż tak źle.

          5. @chochlik – ale kto powiedział siedzeniu przed kompem? Jeżeli leje i jest zimno to:
            – majsterkuje,
            – ide na basen
            – ide na siłownie
            – na zakupy
            – wychodze na browarka
            – ide do kina

            Wystarczy zresztą, że nie pada i wsiadam na MTB o ile nie wieje wybitnie i nie jest zimniej niż 8-10. W niższych temp tylko krótkie dystanse.
            Nie wiem, może jestem jakoś mniej wrażliwy na pogodę, chłód mi jakoś nie przeszkadza

          6. @Mateusz
            Czyli nic co ma związek z przebywaniem na łonie natury. Teraz bardzo chciałbym się cieszyć najpiękniejszą w roku przyrodą, ale listopadowa aura ostro zniechęca…

          7. Na NE rubieżach Dolnego Śląska kontynuacja bylejakości z długotrwałymi opadami wielkoskalowymi także w maju i czerwcu – dla mnie pierwsze półrocze do zapomnienia. W październiku za to obfite grzybobranie do 31. dnia tego miesiąca.

      2. A wersji którą teraz widać w prognozach to Tmax miałby sięgać ledwie … 17-18C, do tego zamiast 50 litrów widać 15. Do tego słabe opady ciągłe zamiast konwekcyjnych, czyli dni do kompletnego zapomnienia.

  46. No jak tam ktoś z was wyciągnął z szafy kurtkę/wiatrówkę przy tej mało przyjemnej pogodzie czy wszyscy są „zahartowani”?
    Bo przy tmax ok 15°C zachmurzeniu całkowitym z opadami i wiatrem obniżającym temperaturę odczuwalną jest chłodno. Dodatkowo odczucie zimna potęguje wilgoć w powietrzu. Inaczej jest jest jak wyjdzie słońce ale niewiele lepiej.

    1. Mieszkasz w Łebie, Olsztynie czy Białymstoku (tam mokro i bardzo chłodno) bo w regionie Katowic częste przejaśnienia i sporo słonecznych chwil oraz 18-22 w cieniu i dalej sucho. Nie generalizuj pogody na podstawie tej w twoim miejscu zamieszkania i swoich odczuć. Kurtkę ,lekką ubieram i kilka razy dziennie rozbieram.

      1. @oliver57
        Ale np. we Wrocławiu dzisiaj odczuwalnie również zimno, bo jakieś 10-12°C i nawet ja musiałem założyć kurtkę. Ale i tak przy silnym wietrze, grubej warstwie chmur, przy przelotnej mżawce i dużej wilgotności, czyli niemal całym dzisiejszym dniu, po prostu dalej strasznie marznę. Trzeba wspomnieć, że takie ochłodzenia nie są u nas normalne, bo jeśli się bardzo ochładzało to zwykle była to sprawka parodniowego-kilkudniowego załamania pogody i większych opadów deszczu, po czym następowało ocieplenie i zdecydowana poprawa pogody. A tu ani poprawy pogody, ani ocieplenia, ani nawet jakiegoś specjalnego deszczu, a do tego jeszcze dalej mocno wieje i mamy mimo wszystko wysoką wilgotność. Te (co najmniej) 2-3 tygodnie takiej kiepskiej wrześniowej aury w lipcu nie powinno się teraz u nas zdarzyć. Trzeba też zaznaczyć, że w zależności od miejsca temperatury są nawet o kilka stopni niższe niż zapowiadane, a okolice Tmax-ów trwały bardzo krótko i przez większość dnia jest zdecydowanie zimno.

        1. U mnie dzisiejszy t. maks. to 19 st., tyle było popołudniu przez 15-30 min kiedy świeciło Słońce. Przez większość cześć doby jest <15 st., wieje silny wiatr i od czasu do czasu siąpi- nie pada, siąpi jak w grudniu, byłoby chłodniej od 10 listopada 2015, gdyby nie te króciutkie rozpogodzenia. Wczoraj to był hit – trzecia po południu, 11-12 st., ciemno jak w dupie i siąpiący deszcz, no listopad normalnie…

          1. No cóż, nie zazdroszczę :( Na G. Śląsku też zimno, choć dobija przynajmniej w okolice tych 19-20*C codziennie. Chociaż przyznam, że trochę mi to rekompensuje ten ból tyłka z II połowy maja gdy w Polsce C i N mieliście już wczesne lato, a tu ciągle był październik

        2. O ile my, Dolnoślązacy, nie mamy prawa narzekać na pogodę (nawet obecna pentada jest do przełknięcia), o tyle mieszkańcy północnej Polski powoli nabywają takiego prawa.
          Niewielu Szanownych Komentatorów przypomina sobie (a może – w celu wyjścia z twarzą z głoszonej przez siebie retoryki skrajności – nie chce sobie przypomnieć), że takie incydenty*, jak obecne, trwające powyżej tygodnia – były z reguły zjawiskami nietypowymi, podobnie jak nieprzerwane ciągi bezopadowe i upalne. Tymczasem, wielu z nas, zwłaszcza tych uczestników dyskusji, mieszczących się w przedziale tzw. „wieku średniego” powinno pamiętać, że:
          a. w porze ciepłej incydenty związane z silnymi (>10 m/s) porywami wiatru nie trwają najczęściej dłużej niż dwa, trzy dni.
          b. optymalny przedział typowych temperatur maksymalnych ma punkt środkowy w okolicy 23-25 stopni.
          c. dni opadowe, włącznie z wielogodzinnym opadem wielkoskalowym nie muszą oznaczać Tmax spadającej poniżej 20 stopni.
          d. w ostatnim czasie (mniej więcej od newralgicznego, a wspomnianego tutaj jako kolejny ‚próg’ ocieplenia roku 2014) daje się zaobserwować niemal zupełny zanik opadów wielkoskalowych, a zwłaszcza tych, które są najmniej kolizyjne z naszymi planami – opadów nocnych, związanych z frontami nasuwającymi się od zachodu.
          e. jak słusznie zauważył Łukasz z Warszawy, wydaje się zmniejszać liczba dni z burzą w niektórych rejonach kraju (co nie przekłada się – niestety – na zmniejszenie siły i skali zagrożeń, jakie te zjawiska niosą ze sobą).

          Sądzę, że przytoczenie powyższych obserwacji z ‚mojego podwórka’ pomoże co po niektórym wygładzić miarę zmienności swoich poglądów i oczekiwań, a co za tym idzie – pomoże uniknąć polaryzacji stanowisk i związanych z tym bezcelowych kłótni i niekonstruktywnych sporów.

          *Celowo nie używam określenia „ochłodzenie”, ponieważ ono samo w sobie nie jest uciążliwe. W momencie współwystąpienia pozostałych elementów aury, takich jak silny wiatr, czy też norma opadowa wyrabiana w krótkim interwale czasu – uciążliwość rośnie wykładniczo.

    2. Wczoraj bez chociażby bluzy ani rusz, ale dziś dla mnie już jak najbardziej. Byłem na porannym spacerze, bylo ok. 14-15 st. Przy pochmurnym niebie i wcale nie zmarzlem ;). Ale głównie dlatego, że dziś jest u mnie niemal bezwietrznie

    3. A ja przedwczoraj po południu przebiegłem boso i w samej koszulce 8 km na plaży i zimno mi nie było. Dzisiaj też świeci słońce i jest w miarę ciepło, tylko ten wiatr 😡 w miejscu gdzie jestem najgorzej było wczoraj, nad samym morzem taka lodówka że nosiłem bluzę, kurtkę i kaptur.

      1. No i jak, super letni urlop, że piździ tak że musisz w kapturze łazić. Lipiec jak ta lala. Pamiętasz jak pisałeś jeszcze z 2 tygodnie temu że byś chciał letniej pizdzicy z powodu czerwcowych upałów? No to masz. Marznij sobie tam i marnuj kasę.

        1. Heh, rzecz w tym że poza jednym nieudanym dniu naprawdę jest nieźle. Przynajmniej dla mnie. Nikt mnie nie zmuszał do tego żeby pojechać nad Bałtyk – sam tego chciałem. Ja uwielbiam to wybrzeże takim jakie jest. Dla mnie urlop nad morzem to nie tylko leżenie na plaży (nawiasem mówiąc to dzisiaj nawet to się udało). Nie marnuję tu ani godziny, można spacerować, biegać, jeździć na rowerach i mnóstwo innych rzeczy. Byłem nad Bałtykiem wiele razy i zawsze miałem dobrą pogodę, teraz jest trochę gorsza ale jak non stop nie leje to już jest nieźle. Na pewno czuję się dużo lepiej niż przez wiele dni czerwca. Tak więc nie mam poczucia że coś mi się zmarnowało i zaraz idę pobiegać :) Pozdrawiam

  47. Cóż za przypadek że odpowiedziały mi m. In. 3 osoby, które najbardziej narzekały na pogodę w czerwcu i raczej nie są entuzjastami gorącego lata oraz pewnie cieszą się z wrześniowo-październikowej pogody w lipcu.
    @oliver57
    Spokojnie nie spinaj się tak. Rozumiem twoją frustrację związaną z bardzo niskimi opadami w Katowicach i wysokimi temperaturami w czerwcu. Czytałem twoje narzekania podobnie jak PiotraNS czy Jacoba.
    Owszem są faktycznie się przejaśniło.
    Zarzucasz mi że „generalizuje” pogodę z punktu widzenia własnego miejsca zamieszkania i odczuć a co robisz w tym zdaniu?
    „bo w regionie Katowic częste przejaśnienia i sporo słonecznych chwil oraz 18-22 w cieniu i dalej sucho. ie generalizuj pogody na podstawie tej w twoim miejscu zamieszkania i swoich odczuć”
    Pachnie hipokryzją.
    Ja też dostosowuję swój ubiór do pogody czyli jak się mocno zachmurzy pada i wieje to zakładam kurtkę a jak się przejaśni to zdejmuję kurtkę.
    Pogoda jest generalnie mówiąc kapryśna.

  48. Widzę, że i tu dużo narzekania na pogodę…
    Otóż ja po rekordowo ciepłym czerwcu taką odmianę mimo wszystko przyjmuję z pewną ulgą. Może jednak z jednym „ale” – zamiast okresowo silniejszego wiatru wolałbym więcej okresowych opadów – średnio ze 2 strefy (obecnie nawet i 3) w tygodniu z opadami jak wczoraj na Mazowszu.

    Poza tym prognozy na II dekadę lipca wskazują już często na dość „przyzwoity” przedział Tmax przeważnie 20/25°C oraz Tmin 10/15°C – co przy zmiennym zachmurzeniu będzie oznaczało dość przyjemną do aktywnego wypoczynku, czy działania aurę. Zwłaszcza, że jednocześnie ma się wyciszyć wiatr.

    Co prawda ECMWF w rannej odsłonie faktycznie „wrzucił” kolejny niż na E od Polski ok. 18.07, ale zauważmy, że to jedna z najbardziej mokrych i chłodnych realizacji:
    http://www.mojapogoda.com/prognozy-ensemble.html
    Jednocześnie na aktualności nie straciły też te umiarkowanie ciepłe i/lub gorące za 7+ dni, których nadal mamy większość.

    Osobiście – mając także na względzie, że Polska ma klimat umiarkowany przejściowy (a nie podzwrotnikowy/śródziemnomorski) – nie widzę powodów do narzekania na obecne prognozy na II dekadę lipca. A i gorące/upalne dni też jeszcze tego lata kiedyś powrócą.

  49. Na całe szczęście jutro kończy się u mnie ta przeszywająca zimnica i wraca łagodnie letnia pogoda z t maks 20-22 stopnie. Oby ta zimnica nie wracała przez co najmniej dwa miesiące…

    1. nie byłbym taki pewny że rzeczywiście będzie taka temperatura… bo odkąd się ochłodziło jest zimniej niż mówią prognozy… dzisiaj miało być 18, a ledwo było 16…więc pożyjemy zobaczymy…

  50. 2-10 lipca 2019: Śr. t. maks. 20 st., śr. t. 15,6 st., 12,1 st., usł. 44,9 h
    2-10 lipca 2017: 21,9 st., 16,5 st., 11,6 st., 65.8 h
    2-10 lipca 2011: 21,4 st., 17,3 st., 13,6 st., 47,3 h
    2-10 lipca 2004: 21,1 st., 16,1 st., 11,5 st., 79,4 h
    2-10 lipca 2000: 21,2 st., 16,3 st., 11,5 st., 52,7 h
    Najgorsza I dekada lipca ever.
    Dzisiaj kolejny wspaniały, śmierdzący dymem letni wieczór. Ludzie już nie palą po to by pozbyć się śmieci czy nagrzać wodę, palą bo w chałupach jest 19-20 st.!

    1. 1 lipca 2019 nie liczyłem bo t. maks. wyniosła wtedy 26 st. a nie żadne 31,1 st.. Zresztą czerwiec 2019 też ma kilka dni z maksem z poprzedniej doby co sztucznie podwyższa mu statystyki.

    2. Ale już patrząc na CAŁĄ I dekadę ( a nie od 2.07) wyglądało by to inaczej, więc trochę to naciągane ;) Również wolałbym jednak gdyby zamiast kombinacji t.max/ t.min 20/10 było 25/15, ale takich dni przez najbliższe 2 miesiące nie zabraknie jeszcze,a i pewnie będzie niemało cieplejszych :)

  51. No cóż I dekada może nie była wymarzona, ale jestem przeszczesliwy, że definitywnie odcielismy się od piekielnego czerwca. Prognozy na II dekadę ekstremalnie optyczne, słabe ocieplenie (tmaxy 21-22, tmin ok. 10 st.). I codziennie sporo słońca :D. Tak ma być do 19 VII, potem ocieplenie ale na razie w długoterminowce nie widać żadnego upału, ale jeszcze za dużo czasu nas dzieli by stwierdzić kiedy w ogóle to ocieplenie przyjdzie ;). Mam nadzieję że ten miesiąc w przeciwieństwie do maja wykorzysta swój potencjał na tytuł „najzimniejszego w XXI” ;)

  52. Ja uciekam na urlop, wracam jakoś za 9 dni :) i mam nadzieję, że jak wrócę to prognozy będą optymistyczne, bo u mnie na NE właśnie przez najbliższe 9 dni dalej beznadziejne lato… w sumie wszystko mi jedno i tak wyjeżdżam :)

  53. Teraz jak widać adminowi nie przeszkadza ciągłe marudzenie na aurę :) Przecież obecnie na blogu nic się nie dzieje sensownego, tylko marudzenie, bo wszystkim jest zimno. Bo tydzień jest chłodniej. Jakby się kuźwa ubrać nie mogli i robić swoje. Zamiast patrzeć non stop na pogodę to weź jeden z drugim pobiegaj, poczytaj książkę. Niektórzy to przecież z domu nie mogą wyjść, bo jest 15 stopni. Ciekawe, że oni resztę roku siedzą faktycznie w domu i nie wychodzą w ogóle? :) Chyba nigdy nie uprawiali sportu, bo sport hartuje i uprawianie go w temperaturę 15 stopni jest zupełnie ok. Za dzieciaka to i podczas opadów śniegu grałem w piłkę. Do gry w kosza zakładało się skórzane rękawiczki(celowo skórzane, bo do wełnianych piłka się nie chciała trzymać i się ślizgała…ciężko było rzucać). Normalnie jak czytam to narzekanie tutaj i słucham tego narzekania w TV, to czuje się, jakbym się wychował w innej epoce, albo klimacie, że jestem odporny na te ich „syberyjskie chłody”. Rozumiem narzekanie na upał, bo ostatnimi latami, jest gorzej, ludzie padają jak muchy. Rekordy czerwca…tu narzekanie na ocieplający się klimat. Ale narzekanie na chwilowo chłodniejszą aurę, bo na plażę nie wyjdę? Pff…
    Dziwię się jednak, że teraz adminowi nie wadzi robienie syfu na blogu i ciągłe marudzenie. Bo o niczym innym prawie nie ma tylko o tym.

    1. Wczoraj w radiu słyszałem w prognozie pogody „w końcu przestało kapać, najwyraźniej ktoś na górze zlitował się i po kilku deszczowych dniach od jutra coraz lepsza pogoda, a w przyszłym tygodniu może nawet upały”

      1. W N i N/E Polsce sporo popadało nawet do 40mm na dobę (Elbląg) ,ale już w centrum i na południu to w lipcu sumy do dzisiaj to kilka do kilkunastu mm np. Katowice około 5mm. Jest dalej skrajnie sucho co nie przeszkadza w radio narzekać na zimną i deszczową (,,bo pochmurno i może padać”) pogodę. Również ,,narzekanie na chłód i deszcz w stacjach mających siedziby w Krakowie i Katowicach, w których to okolicach zielone trawnik to już wspomnienie, a na drzew coraz więcej żółtych liści. Najdziwniejsze w tym jest to ,ze liczni posiadacze ogrodów podlewają swoje ,,uprawy i krzaczki” płacą sporo za wodę ,a takie suche lato przyjmują jako coś normalnego. Gdy mówię o coraz większych ilościach żółtych liści na brzozach, grabach i nawet lipach twierdza ,że to w lecie jest normalne bo w Grecji ,czy w Hiszpanii tak mają co roku. Polska to dziwny kraj zamieszkały w dużej mierze przez dziwnych i nieodpowiedzialnych ,mądrych inaczej ludzi.

        1. Akurat to, że w lipcu żółkną drzewa to jest całkowicie normalne, od zawsze u nas tak jest. Pod koniec sierpnia np. większość wiśni już w ogóle nie ma liści. Kasztanowce o tej porze też już często są pozbawione liści.

          1. Jedna trzecia żółtych liści na brzozach w nasłonecznionych miejscach ( w cienistych dużo mniej oczywiście) i zero zielonej trawy w parkach, ogrodach ( trawniki przestano podlewać)zeschnięte kwiaty przy blokach bo tych już nie chce się podlewać (koszt wody). W lesie zielono tylko w miejscach normalnie podmokłych (tych ubywa od kilku lat). Tak ma wyglądać początek lipca w umiarkowanym klimacie Wyżyny śląskiej ???Wiem ,że na Podlasiu sporo padało ,ale u mnie jest ekstremalnie sucho ,a opady od początku czerwca to 15,5 mm. Rozumiem ,że jak nie zobaczysz to nie uwierzysz! Typowe dla naszej Nacji.

          2. powiadasz, że pod koniec sierpnia wiśnie są gołe, a w lipcu cała żółta brzoza to normalka?! Gdzie Ty mieszkasz? W Archangielsku?

          3. Ja to nie wiem, gdzie wy żyjecie… przecież to normalne, że do 10% drzew żółknie co rok w lipcu/sierpniu…

          4. @podlasianin. 10% jakich? W Lipcu?! Z końcem sierpnia mogą się żólte liście, ale zależy to od tego jak wygląda bieżąca pogoda. Lipiec to szczyt okresu wegetacyjnego, nawet na Podlasiu więc nie opowiadaj, że drzewa żółkną w lipcu, bo się zaraz okaże, że z końcem września to już wszystko gołe stoi.

          5. A co ma szczyt okresu wegetacyjnego? Z chęcią pokazałbym wam zdjęcia z poprzednich lat, jak żółkną drzewa i ile jest liści pod nimi już w lipcu ale ich niestety nie mam… a to że u was może drzewa są bardziej wytrzymałe to już nie moja sprawa. Ja piszę swoje obserwacje. Już teraz widać trochę błyszczących się żółtych liści w lasach, w sadkach czyli norma dla lat poprzednich.

          6. nie, to nie jest całkowicie normalne. a kasztanowce tracą liście z powodu szrotówka, normalnie traciłyby je jesienią.

        2. Teraz to przydałyby się dwa takie miesiące jak wrzesień i październik 2017 – łączna suma tych dwóch miesięcy to było ponad 270mm.
          Dla mnie niezwykle zaskakująca jest susza właśnie na południu. O ile w centrum czy na zachodzie to wręcz normalka i rzadko się zdarza, aby trawniki były zielone całe lato, o tyle na południu to raczej nie częsta sytuacja, szczególnie tak dramatyczna – opady za ostatnie 40 kilka dni to w Łodzi niespełna 17mm, a w Krakowie czy Katowicach ponizej 10mm miejscami.

          1. Akurat od 2015 mieliśmy już sporo bardzo suchych letnich miesięcy, w tym najbardziej ekstremalnie suchy okazał się czerwiec 19. Rozregulowały się opady i obawiam się ,że sierpień w szybkim tempie nadrobi zaległości za czerwiec i chyba lipiec (tu chyba będzie trochę bardziej mokro niż w czerwcu). Pisze o centrum i południu kraju. Możemy przejść z suszy do potopień i to już za kilka tygodni. Co do oceny sytuacji o stanie roślinności w C i na S Polski przez @ Podlasianin to na ,,myślących inaczej” nie ma rady.

          2. Ja piszę, że w moim regionie co rok w lipcu pojawiają się żółte liście na drzewach i to jest normalne, w sierpniu część niedużych drzewa jest bez liści, albo częściowo bez liści i nie ma znaczenia czy jest mokro/sucho/gorąco/zimno. Proces ten trwa do 20 września, potem zaczyna się powoli masowe żółknięcie drzew. No jeżeli u was pojawiają się one dopiero we wrześniu to nie wiem, po prostu macie inny klimat

    2. Też jesteś dobry xD „Rozumiem narzekanie na upał, bo ostatnimi latami, jest gorzej, ludzie padają jak muchy. ”
      U nas nie ma takich upałów, by ludzie padali jak muchy. Mają one minimalne znaczenie, napewno są mniej niebezpieczne niż takie ochłodzenia jak teraz, kiedy mnóstwo ludzi choruje. Raptem 2-3 dni pod rząd temperatura przekroczy 30 stopni, cóż to jest? A chłód jest z nami przez 2/3 roku. Porównaj sobie ruch w aptekach i w przychodniach jesienią, zimą i latem i powiedz, kiedy ludzie częściej chorują… Nie wiem, może mam problemy z oczami, ale zimą widzę tłumy w ośrodkach zdrowia, każdy jest wtedy bez energii. A tylko przychodzą temperatury ponad 20 stopni od razu ludzie stają się pełni wigoru i są szczęśliwi. A i do twojej świadomości-starsi ludzie zdecydowanie wolą 25 stopni od 15 stopni.

    3. Teraz jak widać adminowi nie przeszkadza ciągłe marudzenie na aurę :)

      Wybacz, ale jeśli porównujesz to narzekanie z tym co się tu działo w czerwcu, zanim w ogóle się te upały pojawiły z tym co jest teraz, to masz problem. Dodatkowo jakoś nie zauważyłem, żeby ktoś mnie atakował za prognozę tego, że będzie zimno, mimo że obejmowała ona 7 dni wprzód. Jednak jakimś sposobem udało się to komuś, gdy prognoza była upalna.

      Ale dobrze Thorgeir, na Twoje Specjalne Życzenie banuję FKP. Ale powiedz tylko słowo o tym, że ci za ciepło, polecisz za nim.

      1. Chciałbym jeszcze również zobaczyć ażeby Thorgeir w jakiś sposób poparł swoje rewelacje, jakoby 10-15 stopni było najlepszą temperaturą dla ludzkiego funkcjonowania, dużo lepszą niż 20-25 stopni. Tylko to ma być konkretne poparcie, a nie że „ja jestem przyzwyczajony do spania w 11 stopniach”
        Bo ja to nawet mogę przyzwyczaić się do spania i w 35 stopniach, w 10 stopniach również spałem kiedyś cały tydzień także nie jest mi to obce.
        Czekam – czas start.

        1. @podlasianin
          a gdzie ja napisałem proszę wskaż, że dla funkcjonowania jest lepsze 10-15 niż 20-25? To po pierwsze. Pisałem, że sport jest lepiej uprawiać w niższą niż wyższą temperaturę np. 25 stopni z uwagi na chłodzenie. Organizm lepiej się schłodzi. Nie można mówić, że nie można nić robić na zewnątrz, że aktywnośc spadnie, bo jest chłodniej. 15 stopni jak pisałem to bardzo dobra temperatura do aktywności. O to mi chodziło. A Ty proszę najpierw mi wskaż, że jest na odwrót. Zapytaj sportowców np. piłkarzy w jaką temperaturę wolą grać 25 czy 15 stopni.
          Mi chodzi tylko i wyłącznie o wskazywanie innym co mają lubić. Jeśli ja nie lubię 28 stopni, a tylko mi chodzi o takie temperatury 25+ właśnie, to proszę mnie nie uświadamiać, że to jest super. Bo nie jest dla mnie i dla wielu również. Dla Ciebie jest gites…no to gites. Gratuluję.
          Rozumiesz czy narysować ci historyjkę obrazkową?
          Zaznaczę chłopie raz jeszcze: mi przeszkadzają tylko upały i ocieplający się klimat. Reszta mi nie wadzi. Wytrzymam upał nawet i 40 stopni, ale nie jest on potrzebny, ani zdrowy moim zdaniem. Kumasz?

        2. @podlasianin
          aha…i pisałem o tym, ze jest różnica w tym, gdy ktoś marudzi na upał, który jest zabójczy, a tym, ze ktoś marudzi, bo nie może założyć spodenek.
          Wyjaśniłem ci?

      2. @admin
        No i po co to oburzenie? I jeszcze ten ton :) Skoro patrzysz obiektywnie, to skąd takie zachowanie? Dziecinne to nieco.
        Po prostu widać było narzekanie na chłód taki sam jak Dorki na upał. No może faktycznie Dorka ciut bardziej marudziła. No dobra…przesadzała jak diabli. Ale…chyba była jakaś różnica na co narzekają. Ty też nie widzisz różnicy w tym, że ktoś narzeka na upał 35 stopni, albo na rekordowy czerwiec, ocieplający się klimat etc, a tym, że ktoś sobie nie wyjdzie na plażę w spodenkach, albo w domu ma 23 stopnie? No to wybacz, ale trochę coś nie tak.
        Głównie o to mi chodzi.
        Narzekać czasem można, bo każdy ma inne upodobania, ale bez przesady. Nikt nie umrze, bo ma w wakacje chłodniej. A tutaj co niektórzy zachowywali się jakby wakacje (jak dzieci) stracone, to już koniec świata. Stracone, bo jest 18 stopni i on się trzęsie z zimna. Tydzień.
        Tak samo jak można stwierdzić, że jest upał, ale nie pisać co chwilę, że mu gorąco jest i relacja na żywo ze stanu zdrowia psychicznego spowodowanego upałem (Dorka).
        Głównie często kłótnie tutaj na blogu pojawiały się, gdy ktoś próbował komuś wmówić, że ma lubić inny typ pogody. Ktoś napisał, że jest upalnie, a drugi go uświadamia, że przecież to fajne. No to czasem przekornie (chociaż szczerze) pisałem, że mi jest fajnie chłodno. Bo czemu innym wolno, a mnie nie.
        Mam nadzieję, że tym razem admin szanowny zrozumie moje intencje, a nie będzie pisał jak dziecko bezsensowny komentarz pod moim adresem.

    4. No jednak jest różnica jak „marudzenie” generuje średnio na dobę +/- 50 postów (pomijam te bardziej merytoryczne), a 200+ postów, a w skrajnych przypadkach nawet +/- 500 postów. Tego nie mieliśmy nawet podczas faktycznie zimnej I połowy maja (a w części Polski także bardzo mokrej).
      A czerwiec, owszem był rekordowo ciepły i nadmiar ciepła mógł niektórym dokuczać, ale jednak do naprawdę niebezpiecznej na większą skalę fali upału jeszcze sporo brakowało (upał duży, ale i dość krótki i zarazem przy niższej wilgotności).

    1. Założę się że jeśli w przyszłym roku w maju zdarzy się jakiś poważniejszy epizod letni to usłyszymy zapowiedzi że czerwiec będzie dużo gorętszy niż w ubiegłym roku 😂

  54. W Warszawie średnia Tmax 1-ej dekady obecnego lipca wyniosła 21,8°C.
    To niewątpliwie bardzo niska wartość jak na lipiec, ale jeśli ktoś myśli że to rekord chłodu, to się myli.
    W okresie lat 1951-2018, w stolicy 17 lipców miało swoje 1e dekady chłodniejsze (Tmax), niż lipiec obecny.
    Były to lipce roczników 2011, 2007, 2000, 1998, 1990, 1985, 1984, 1982, 1980, 1979, 1978, 1977, 1974, 1965, 1964, 1962, 1960.
    A więc 1/4 wszystkich lipców miała 1e dekady chłodniejsze, niż tegoroczny. Wcale nie aż tak mało. Wniosek? Tego typu chłody na początku lipca mają u nas pełne prawo obywatelstwa.
    Ale to nie koniec niepomyślnych wieści dla upałolubów spragnionych powrotu do tego, co mieliśmy w czerwcu.
    Otóż, ze wszystkich wyżej wymienionych lipców, tylko te z roczników 1982 i 1964 w okresach po 10 lipca przyniosły w miarę solidną rekompensatę cieplną, pozwalającą zakwalifikować oba te lipce do grupy dość ciepłych (choć nie gorących) w ostatecznym podsumowaniu.
    We wszystkich pozostałych 15 – PIĘTNASTU – przypadkach, chłodna 1a dekada lipca okazywała się zapowiedzią chłodniejszych od normy całych lipców. Niekiedy skrajnie chłodnych.
    To nie rokuje dobrze dla perspektywy radykalnego wzrostu temperatury lipca przez resztę miesiąca.
    Osobiście nie wierzę w powrót wielkiego gorąca/upału jeszcze w tym lipcu (oczywiście mogę się mylić). Wg mnie, im bliżej końca miesiąca tym może będzie cieplej, ale bez wielkeigo „szału”, 30-tki Celsjusza może w 1, 2 albo 3-ech dniach. Albo w ogóle (w Warszawie).
    Podkreślam, że mowa tu o lipcu. Sierpień to inna kwestia.

    1. A aż 10 lipców miało w ogóle średnią Tmax mniejszą niż 21,8, z czego oczywiście połowa w latach 1974-84, a ostatnio w 2000. A lipiec 1979 tak odreagował ciepły czerwiec, że nie dobił ze średnią Tmax nawet do 20 (19,8). Niewiarygodne, bo nawet najbardziej dziadowskie sierpnie przekraczały 20, a najzimniejsze czerwce też miały między 19 a 20

          1. Bo to taki wrześniowy lipiec był, przy czym oczywiście nie miał takich nocy jak standardowy wrzesień.

          2. W ramach ocieplenia klimatycznego, średnia Tmin września (w stolicy) dla wspomnianego okresu 2011-2018 już prawie dobiła do wartości lipca 1979 (odpowiednio 10,5° i 10,8°C).

          3. A najniższa Tmax na Okęciu w bieżącym lipcu to 19,2 st z przedwczoraj, gdzie średnia 1991-2018 to 18,0 st, o wcześniejszych okresach nie wspomnę. A zakładam, że potencjał na niższe wartości w tym lipcu już chyba się skończył. Więc nie jest to ochłodzenie aż tak dotkliwe, tyle że przeciąga się.

          4. @Ben Wwa
            Oczywiście, ja jestem wierny meteomodelowi, po tym zamieszaniu z lipcem 2011 chyba ciężko mi będzie się przekonać do ogimetu:)

            A jaką masz tam średnią na absolutną Tmax lipca? Bo tu jest 32,3 dla 1991-2018, 31,8 dla 1981-2010, a dla poprzednich refów oscyluje ok 30,5…

            Ja obstawiam, że najwyższa i najniższa Tmax w tym lipcu zostały już ustalone, choć zdaję sobie sprawę, że zwłaszcza z najwyższą jest to dość ryzykowne. Ale wydaje mi się, że te 31,6 z 1.07 się ostanie.

          5. @zbig
            To samo, odpowiednio 32,3°C i 31,8°C.
            Nie mam zamiaru Cię do niczego przekonywać, różne parametry można liczyć na różne sposoby. Klimatologia to nie jest czysta matematyka. I całe szczęście.

  55. Nawet jak większe upały wrócą w sierpniu to jednak są one łatwiejsze do zniesienia w mojej opinii. Znacznie krótszy dzień jak w czerwcu, słońce niżej.

    1. U mnie nigdy się nie zdarzyło, aby po 15 sierpnia upał dokuczał. W nocy nigdy nie było powyżej 17 stopni. Mieszkanie się fajnie wychładza. Po 15 sierpnia nawet jak jest 35 stopni, to zaszyje się człowiek w cieniu drzew czy w mieszkaniu i wytrzyma spokojnie.

      1. Dokładnie. Dlatego liczę że pogoda taka jak obecnie ewentualnie trochę cieplejsza utrzyma się do 10-15 sierpnia. Później już mi nie przeszkadzają duże odchylenia na plus a po takim dłuższym okresie chłodniejszym nawet przyjemnie się je odczuwa.

      2. Na mojej prywatnej stacji rekord najwyższej dobowej temperatury minimalnej z 1 września 2015 (+21,0C) został pobity dopiero 26 czerwca tego roku (+21,4C). Przypominam również, że rekord temperatury w Czechach (Dobrichovice opodal Pragi), wynoszący +40,4*C został zanotowany dopiero 20 sierpnia 2012 roku, czyli 2 miesiące po najdłuższym dniu w roku.

  56. A mnie takie prognozy bardzo cieszą:
    https://www.weatheronline.pl/weather/maps?LANG=pl&CONT=plpl&LAND=PL&WMO=12375&LEVEL=51&R=0&NOREGION=1
    To oznaczałoby, że tym razem Natura przyniesie nam przewagę dni umiarkowanie letnich w II dekadzie lipca. A przy tym przeważać ma zachmurzenie małe i umiarkowane.

    Nieco większą niewiadomą mamy z opadami. Bo wg prognoz, przy nadal trwającej blokadzie cyrkulacji strefowej (z W), mogą z czasem zacząć się tworzyć niże na S/SE/E. Chłodu jak niż z N/NE już nie sprowadzą, ale czy strefy opadowe z nimi związane do nas dotrą i w jakim stopniu modele się jeszcze dość mocno wahają… Z drugiej strony wyże też będą wykazywały „chęć” rozwoju w kierunku Europy – torem albo od NW, albo od SW. Zobaczymy jak się to ułoży (?).

    Natomiast niewątpliwie zamykamy już „rozdział” związany z dominacją niżu skandynawsko-rosyjskiego z najsilniejszą falą chłodu od połowy maja oraz przewagą aury wietrznej, choć z dość ograniczonymi opadami rzędu 10 mm i większymi.

    Nadal podtrzymuję, że III dekada będzie najcieplejsza, choć niekoniecznie z takimi upalnymi „wybojami” jak w czerwcu. W ogóle mam przeczucie, że teraz wkroczymy w okres z mniejszymi skokami temperatury niż miało to miejsce w kwietniu, maju, czerwcu i na początku lipca – a co by mnie tym bardziej cieszyło (zwłaszcza, że co najmniej w skali najbliższych 10 dni oznaczałoby to „2” na początku wartości Tmax).

    1. Wpełni się zgadzam. Tak rzeczywiście z dużym prawdopodobieństwem, graniczącym z pewnością będzie. Zaraz po 20 wkroczy upał, który nie co może, lecz nie musi zelżeć w okolicy 25 lipca, a conajmniej w tym okresie będą przeważać dni gorące, lokalnie upalne nawet do 27 czy 28 lipca. Przełom lipca i sierpnia nie wykluczone, że będzie termicznie umiarkowany, natomiast w kolejnych dniach sierpnia możliwe, że znowu będzie gorąco, okresowo upalnie.
      Podkreślam jeszcze raz, z bardzo dużym prawdopodobieństwem najcieplejsze dni tegorocznego lata mamy już za sobą. Nic nie wskazuje na powtórkę z dnia 30 czerwca.

  57. Prognozy na najbliższy tydzień dają nam jedynie poprawę pogody, ale reszta pozostanie raczej podobna, bo dalej będzie płynęło do nas powietrze z NW-N-NE.

    1. Należy patrzeć nie tylko na kierunek adwekcji. Bo im powietrze będzie napływało dłuższą drogą (dłużej) nad lądem, tym średnio będzie cieplej – względem adwekcji dość krótką drogą z NW jaka miała miejsce w ostatnim czasie.
      Gdyby w przepływie pojawiła się choć niewielka składowa S (albo nawet słaby gradient przy aurze „wyżowej”) dość szybko przeszlibyśmy do dominacji dni gorących/upalnych. A tak będziemy mieli w II dekadzie lipca przewagę Tmax 22/25°C z niewielkimi od tego odstępstwami w obu kierunkach. A zimno to już też nie będzie.

  58. U mnie rano coś tam popadało. Przez chwilę deszcz miał nawet dość dużą intensywność. Ale opady jak szybko się zaczęły, tak szybko się skończyły. Obecnie wyszło Słońce. Jednak słyszę że coś w oddali grzmi – czyżby burza? Spojrzałem na http://burze.dzis.net/ i faktycznie jakaś komórka burzowa znajduje się w południowej części woj. Śląskiego.

  59. Dające do myślenia…
    Synoptyk ICM swoją dzisiejszą prognozę kończy opisem:
    „Z kolei pojutrze, na skutek zafalowania frontu chłodnego intensywne opady deszczu, miejscami ulewne oraz gwałtowne burze spodziewane są głównie w Małopolsce i na Lubelszczyźnie. I znów niewykluczone są zalania i podtopienia, a także błyskawiczne powodzie, a do tego trąby powietrzne i silny porywisty wiatr mający siłę destrukcyjną.”

    ->>> I na tym właśnie polega problem nasilający się w obecnych czasach. Tzn. na tle ogólnie dość słabych/rzadkich opadów zdarzają się i takie sytuacje. Tego typu opady przynoszą tylko niebezpieczne okresowe/miejscowe zdarzenia pogodowe, ale ogólnego obrazu sytuacji na dłuższą metę nie poprawiają.
    Podobnie jak i przypadek z maja b.r. zwłaszcza na S kraju, podczas którego okres ze zdecydowanie zbyt dużymi opadami nijako „wciśnięty” był między dwa inne ze zdecydowanie za słabymi/rzadkimi opadami ciągnącymi się (co najmniej) 1-2 miesięcy.

    A jak było w poprzednich latach na C Mazowszu? Przykładowo, pod koniec czerwca’2017 rekordowo wysoka dobowa suma opadów na tle bardzo suchej reszty miesiąca. Podobnie np. w sierpniu’2018 kiedy ponad 70% zanotowanych opadów pochodziło z jednej strefy opadowej (kończącej najbardziej gorąco-upalny okres tamtego lata).

    Takich przykładów mamy coraz to więcej. Owszem kiedyś też miały miejsce skrajności, ale teraz coraz wyraźniej zaczyna nam ubywać nam przypadków z bardziej umiarkowanymi sumami opadowymi – jak np. we wtorek 09.07 na Mazowszu.

  60. Narazie wygląda na że lato będzie zupełnie inne niż strzelałem początkowo;) – chłodny czerwiec, upalny lipiec ( przypuszczałem wręcz że to lipiec może być ekstremalnie ciepły w tym roku) i chłodny sierpień. Czerwiec był rekordowo ciepły, a lipiec ma już ujemną anomalię poniżej -1K i nic nie zapowiada aby po 2-óch dekadach miał przekroczyć normę. Z bardzo dużym prawdopobieństwem można już wykluczyć nie tylko lipiec ekstremalnie, anomalnie ale również bardzo ciepły. Ma szansę być jeszcze ciepły o ile III dekada lipca będzie bardzo ciepła ( co wg fusowych prognoz też nie jest zbyt prawdopobne, ale to fusy). Na północy kraju po opadach podejrzewam że przy tych temperaturach mogło pojawić się sporo grzybów. Natomiast w centrum i na południu mimo że termicznie jest dobrze dla rozwoju grzybów to opady są chyba wciąż za słabe. Niewkluczone jednak że nawet przy tych przelotnych opadach pojawią się wkrótce wszędzie. Pogodowo lipiec zaczął mi trochę przypominać przeciętny wrzesień ( ewentualnie maj) przy znacznie wyżej i dłużej świecącym slońcu (znacznie dłuższy dzień).

      1. Ale wg mnie przekroczy 30 stopni na 75_80%.
        A nawet jestem prawie pewny po 20 lipca. Poczekajcie jeszcze z 2 lub 3 dni. Wszystko raczej pójdzie na moją stronę.

        1. Zobaczymy ja to będzie (?). Póki co ECMWF w przewadze zdecydowanie bardziej „mokry” (i średnio nieco chłodniejszy) względem innych realizacji – odmiennie niż przez większą część czasu w czerwcu.

    1. Byłem wczoraj w lesie. Widoki trochę przypominające sawannę (kolorystycznie). Na grzyby w lipcu nie ma szans bo grzybnia po 40 dniach suszy przesuszona kompletnie. Tak jak opisałem w poprzednim komentarzu : tydzień słabych ,ciągłych opadów przy chłodnej pogodzie z suma około 70mm za tydzień byłaby szansa na grzyby. Ulewy w sobotę (takie zapowiedzi) sytuacji nie zmienią. Jakieś sporadyczne znaleziska możliwe. Jeśli w ogóle popada?

      1. No i to jest lipa bo ostatnie dni to naprawdę nieprzyjemne zimno (w szczycie dnia jeszcze w miarę ale rano i wieczorem piździ jakby to był późny wrzesień), a opadów nadal tyle co nic. Według ecmwf 10 lipca miało padać najwięcej a nie padało prawie w ogóle. Ciekawe co z tą sobotą będzie. Nie wypowiadam się co do dalszej części lata, na jego półmetku nadal będzie znacznie więcej dni gorących i upalnych niż chłodnych. Żeby się to wyrównało to by musiało być poniżej 20 bez przerwy do końca lipca.

  61. W Nowym Sączu była to najzimniejsza lipcowa noc w XXI wieku. 6,2 stopnia to naprawdę mało, zimniej (ale dużo zimniej) było dopiero w 1996 roku, wtedy zanotowano 4,8.

    1. Przykładowo, w głębi kraju zimną noc mieliśmy np. 31.07-01.08.2015 r. (miejscami poniżej 5*C) niewiele przed… późniejszą falą upału.

      1. Zgadza się.
        Np. tu w Warszawie nad ranem 1 sierpnia 2015 zanotowano oficjalnie 7,1°C. Jest to rekord chłodu dla stacji Okęcie na ten dzień roku!
        A zaraz potem – jak to wówczas określił Tomasz Wasilewski – „otworzyły się wrota piekieł”.

  62. Najgorsze jest to, że maleje suma opadów. W mojej Łodzi nie było porządnego deszczu (>5 mm/24h) od końca maja br. Drzewa w Łodzi zaczynają usychać, trawa jak siano. Może jak zabraknie wody w kranie to te „Ziemkiewicze” coś zrozumieją? Chociaż i w to wątpię….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.