Nadchodzi El Niño!

Nadchodzi El Niño!

Wygląda na to, że zaczyna się nowe El Niño. Ta ciepła faza zmienności temperatury wschodniego tropikalnego Pacyfiku wpłynie na pogodę w dużej części globu, a także prawdopodobnie spowoduje nowe globalne rekordy temperatury. Oczywiście w połączeniu z globalnym ociepleniem, ale tak to już działa, że najcieplejsze są lata z El Niño, zatem przy rosnącym trendzie rekord zawsze padnie w roku cieplejszym niż sąsiednie. A ponieważ ktoś mnie poprosił aby coś wrzucić na ten temat, więc chętnie wrzucam.

Prognozy wyglądają tak:

Nieźle opisane jest to (po angielsku) na tym blogu:

Stamtąd też pochodzi rysunek pokazujący jak pod powierzchnią Pacyfiku gromadzi się ciepła woda, której pojawienie się na powierzchni spowoduje tę zmianę temperatury powierzchniowej morza:

W sumie El Niño mamy jeśli przez ileś miesięcy indeks NINO3.4 przekroczy +0.5. Na razie w ostatnim tygodniu indeks spadł z +0.4 na +0.2 ale wygląda, ze to przejściowe.

W szerszej perspektywie wygląda to tak (wykres obejmujący okres od wielkiego El Niño z 1998 roku:

Widać, ze La Niña, która się właśnie skończyła (zimny epizod) była krótka i niezbyt silna. Jakie będzie El Niño? Zobaczymy. Mam nadzieję, ze nie będzie dwóch silnych pod rząd.

[xyz-ips snippet=”s2-ad”]

Print Friendly, PDF & Email

38 Replies to “Nadchodzi El Niño!”

      1. tego co udało mi się doczytać w Internecie, to bardzo dobrze są wytłumaczone skutki w ujęciu globalnym. Jeśli chodzi o terytorium Polski, można się doszukać stwierdzenia „może wpływać na ocieplenie klimatu także w Polsce”. Czy w Polsce brakuje naukowców? Czy są oni najbardziej zaangażowani w przemysł spożywczo-chemiczny lub może i w konstruowanie broni masowego rażenia? Czasy się zmieniają. Zasłyszałem ostatnio, że temat GO to temat tabu np. w portalach społecznościowych, mediach typu youtube. Być może nie brakuje danych pomiarowych, ale ja ostatni raz o tych prądach el/ la nina słyszałem w szkole. Nie używa się tych określeń na co dzień – w prognozie pogody w TV, w wiadomościach. Może lokalnie.

      2. Do tego, że może zamiast śniegu zimą będzie lał deszcz, tak jak teraz. Przecież to jest rewelacyjna wiadomość! Jeśli się sprawdzi, to oznacza de facto brak zimy w zimie! Zima bez zimy to jest najlepsze co może nas spotkać w polskim klimacie! Przecierpię nawet ujemne anomalie latem, byle tylko zimą grzało ile fabryka dała.

        1. Już wiele razy było tu uświadamiane, że zimą mamy dużą zmienność (wariancję) temperatury. Za brak zimowej aury zimą w znacznie większym stopniu odpowiada u nas cyrkulacja (głównie ciepły zimą Atlantyk), niż bezpośrednio sam trend globalnego wzrostu Tavg.
          Brak wyraźniejszej adwekcji znad Atlantyku (zwłaszcza z SW) w ok. 70% oznacza u nas mniej lub bardziej zimowe warunki pogodowe (nawet przy mniejszej ekstremalności obecnych zim).

        2. Spotkałem się z opiniami na brytyjskich forach tworzonych na podstawie statystyk wieloletnich, że o ciepłą zimę w Europie najłatwiej przy La Nina albo przy wysokim El Nino (najlepiej powyżej 1,5). Natomiast lekkie El Nino wg. tych opinii miałoby sprzyjać zimom chłodniejszym w Europie. Korelacja oczywiście nie jest zero-jedynkowa. ale wg. tych opinii miałby być wyższa niż zupełnie przypadkowa. Więc ja bym się za w czasu nie cieszył.

          1. @chochlik

            Wszystkie artykuły na ten temat uświadczą o antykorelacji indeksów ENSO i zim w Europie. Szczególnie SSW występują częściej podczas El Nino z wiadomymi (zimnymi) skutkami w Europie.

          1. Akurat populacja kleszczy jest zależna nie tyle od temp. tylko od dostępności żywicieli :-)

        3. Zima bez mrozu i śniegu to dalej jest zima, zima to po prostu najchłodniejsza cześć roku, występuje wszędzie od koła podbiegunowego po zwrotniki.

      3. Dorka, nadmiarowa cząsteczka dwutlenku węgla wyemitowana do atmosfery ma wg. badań pozostawać w atmosferze średnio od 80 do 120 lat. Do tego dochodzi opóźnienie w obserwowanym ociepleniu spowodowane magazynowaniem dużych ilości ciepła przez oceany. Nawet gdybyśmy dziś jakimś cudem mocno ograniczyli antropogeniczne emisje CO2 to skutki tego nie zobaczysz od razu – ocieplenie klimatu będzie nadal widoczne w pomiarach przez kilka kolejnych dekad.
        Po drugie El Nino widoczne jest przede wszystkim w danych globalnych, nie przekłada się ono na tempo ocieplenia w Polsce.

    1. Warto przy okazji zwrócić uwagę jak w porze chłodnej przybywa proporcjonalnie obszarów z ujemnymi anomaliami – teraz jest to oczywiście głównie Antarktyda i/lub jej otoczenie. Przy czym na półkuli N wygląda to o tyle inaczej, że tu anomalie ujemne pojawiają się głównie na obszarach lądowych Eurazji i/lub Ameryki N i/lub N Afryki (oczywiście miejscami). Natomiast sama Arktyka z reguły ma sporą anomalię dodatnią, zazwyczaj znacznie wyższą, niż obecnie w porze ciepłej.

      Na koniec trzeba jednak dodać, że w najbliższych dniach na Antarktydzie ma być stosunkowo cieplej (oczywiście jak na tamtejsze warunki), co od razu przedłoży się na wzrost globalnej anomalii do poziomu +0,6/+0,7K (ref. 1981-2010). Będzie to miało zapewne związek z kierunkiem wiatrów (cyrkulacją), bo ujemne anomalie będą nie na samym kontynencie, lecz głównie wokół niego:
      https://meteomodel.pl/gfs-anomalie-temperatury/

  1. Dwa silne El Nino pod rząd są możliwe ? – W dodatku po pierwszym które nawet nazwano nawet „godzillą”z uwagi na intensywność i pewnie długość trwania .- Przez co równikowy Pacyfik chyba powinien się znacznie oziębić w głębszych warstwach . W dodatku po tak słabej La Nini i krótkiej wiec wody równikowego Pacyfiku nie miały się kiedy nagrzać .

  2. W ostatnich latach globalna temperatura cały czas smyrała rekordy ciepła, mimo że mieliśmy słabą la nine. Przy następnym el nino kolejne rekordy T globalnej są raczej pewne.

    Zresztą, wystarczy popatrzeć na CO2. Na muana loa już 408,7 ppm. W sezonie 2016/7 nawet minimum było powyżej 400, a tegoroczny max to już ponad 410. W latach 60′ stężenie wynosiło tam 310-320 ppm, co daje wzrost o 1/3 w te niecałe 60 lat. A jak puści wieczna zmarzlina i uwolni CH4 do atmosfery to dopiero będzie ogień. FKP się ucieszy, Dorka kupi klimę, a 3 pokolenia dalej połowa planety będzie niezdatna do życia.

    1. Czymże jest te 410 ppmów wobec 4000 albo i więcej jakie już drzewiej w historii Ziemi bywało? Klimat się ociepla, ale to nadal przysłowiowa kropla w morzu potrzeb. Kiedy stopi się Arktyka, nie mówiąc już o Grenlandii i Antarktydzie? Nawet tego nie dożyjemy… Szkoda gadać, bo do Armageddonu to jeszcze bardzo, bardzo daleko. A pomyśleć, że kiedyś lodu wcale nie było, a aligatory pluskały się w ciepłych wodach wokół Alaski. A jakie drzewa musiały być wtedy wysokie i jaka piękna, bujna roślinność, po którą sięgały dinozaury? Tylko szkoda, że człowieka brakowało w tym biblijnym opisie raju.

      1. Naprawdę dla Ciebie nie ma znaczenia, czy zmiany są wywołane Siłami Natury, czy nie? A przy tym nieistotna jest szybkość tychże zmian? To mniej więcej tak jak nie odróżniać dobrego smaku żurku zrobionego na naturalnym zakwasie oraz wprost z torebki… Albo sądzić, że dobre wino to takie, które dzięki sztucznym „przyspieszaczom” zrobi się w 2-3 dni… Podstawowe prawo fizyki brzmi: każdej akcji towarzyszy przeciwdziałanie (reakcja). Globalne ocieplenie (AGW) nie jest naszym żadnym bonusem, tylko właśnie rodzajem „odwetu” Sił Natury, a który to osoby nieświadome utożsamiają niesłusznie jedynie z przyjemnym ciepełkiem i niczym więcej…

      2. Do pełnego obrazu musisz jednak dodać, że wówczas była nieco niższa moc promieniowania jaką otrzymywaliśmy od Słońce, więc porównywanie 1000ppm w atmosferze 200 mln lat temu i dzisiaj nie jest równoznaczne. Po drugie tego, że my czegoś nie dożyjemy nie znaczy, że po nas może pozostać syf na Ziemi. To nadzwyczaj egoistyczne podejście. Póki co faktycznie ocieplenie nie jest specjalnie szkodliwe (wiele regionów na nim wręcz zyskuje), ale w kwestii ocieplenia klimatu chodzi o to, byśmy nie przekroczyli magicznej linii, która powoduje dalsze samoczynne napędzanie się procesu w wyniku sprzężenia zwrotnego. W tej chwili wciąż trudno określić na ile dalszych emisji możemy sobie pozwolić, by do tej linii nie dotrzeć i jakiej średniej globalnej temperaturze ta linia odpowiada. Po trzecie spalenie wszystkich paliw kopalnych (poza nakręcaniem zmian klimatycznych) byłoby koszmarem także z innego powodu – węglowodory w rozsądnych ilościach powinny być dostępne również przyszłym pokoleniom, gdyż ich zastosowanie jest ogromne – znacznie szersze niż wyłącznie jako źródła paliwa.

        1. Moc promieniowania słońca rośnie tak wolno, że jest właściwie pomijalna. Nie sądzę, aby 1000 ppm 200 mln to było istotnie coś innego niż obecne 1000 ppm. Już chyba ułożenie kontynentów ma większe znaczenie.

        1. A Tobie nie przeszkadzają grube na 4 km zwały śniegu i lodu w Antarktydzie? To jest normalne? Albo ten lód w Arktyce? Już chociaż latem mógłby się wreszcie stopić. Wiesz ile tam się kryje bogactw naturalnych na dnie Oceanu Arktycznego, a które Amerykanie czy Rosjanie mogliby pozyskać, a my dzięki temu mielibyśmy tańszą ropę i gaz? Istnienie tego lodu jest kompletnie nieuzasadnione ekonomicznie.

          1. Oczywiście Rosjanie i Amerykanie bez problemu by się dogadali co do zasady podziału surowców i nie rozpętaliby przy okazji jakiegoś konfliktu o zasoby. Rzecz jasna te zasoby moglibyśmy pozyskać i wyemitować jeszcze więcej GHG do atmosfery, jeszcze bardziej podnosząc temperaturę globalną, co w konsekwencji zapewne doprowadziłoby do problemów w krajach takich jak Indie, czy Pakistan. Oczywiście nie stanowi żadnego problemu, że oba te kraje dysponują bronią jądrową. Jasne jest też, że nie jest nam potrzebny 4km lądolód Antarktydy, warto żeby się stopił, podniósł poziom wody o 120 metrów, zatopił wszystkie porty świata i przy okazji 1/3 powierzchni Polski. To dopiero miałoby uzasadnienie ekonomiczne.

            Z Twojego komentarza wyziera tak przeraźliwa głupota, że albo jesteś niespełna rozumu, albo byłeś pod wpływem czegoś bardzo niedobrego, jak go pisałeś.

          2. @admin

            Głupota albo trollowanie.

            Z tym, że jedna poprawka. Stopienie wszystkich lądolodów dałoby ok. 70 m wzrostu poziomu morza, nie 120 m (natomiast o tyle niżej było morze w czasie maksimum epoki lodowej.). Jako ktoś kto pracuje i mieszka nie więcej niż 20 m nad poziomem morza, wraz z grubo ponad miliardem innych ludzi w tej sytuacji, szczerze dziękuję panu Marcinowi, że chce z nas zrobić uchodźców klimatycznych.

          3. @admin
            Na szczęście całkowite stopienie Arktyki/Grenlandii oraz Antarktydy nam nie grozi. Przynajmniej za naszego życia.

      3. Za dinozaurów drzewa jeszcze nie istniały a człowiek, gdyby żył w tych czasach służyłby jedynie za pożywienie dla tych gigantycznych gadów :p AGW nie jest korzystne, ale tylko ono daje nadzieję na w miarę normalny klimat w Polsce.

        1. Za dinozaurów drzewa jeszcze nie istniały

          Ha, ha, ha, ha, ha, ha.

          Drzewa powstały w dewonie, a dinozaury to jura i kreda.

          Kolejność to: kambr, ordowik, sylur, dewon, karbon, perm, jura, kreda, trzeciorzęd (=neogen).

          A skąd by się wzięły pokłady węgla karbonu gdyby nie było wtedy drzew?

        2. No dobrze, miałem na myśli drzewa okrytonasienne. Za dinozaurów istniały tylko prymitywne nagonasienne i liczne rośliny drzewiaste i to właśnie z tych ostatnich pochodzą karbońskie pokłady węgla.

    2. Alewis – 3 pokolenia to 60-70 lat. Nawet najczarniejsze scenariusze nie przewidują by klimat do 2090 rok zmienił się do tego stopnia, by połowa planety nie nadawał się dla życia człowieka. Dzieje się tak, gdyż klimat w najcieplejszych regionach ociepla się najwolniej. Podczas słynnego PETM kiedy klimat globalnie był najcieplejszy w ostatnich 60 mln lat podczas kiedy średnie temperatury na wysokich szerokościach wzrosły nawet o kilkanaście stopni to wzrost na średnich wysokościach wzrost wyniósł ~5C, a na równiku ledwie ~3C. Ocieplenie to również nie spowodowało większej zagłady życia, te wbrew pozorom przeszło przez ten okres całkiem sprawnie – mocniej ucierpiały jedynie organizmy wodne, gdyż b. ciepła woda jest mało zasobna w tlen, a wzrost temp. wód był bardzo znaczący- od 4C w niskich szerokościach do 6C w wysokich.

      1. Trzeba powiedzieć sobie jasno – żyjemy w jednym z najzimniejszych okresów Ziemi. W PETM było przypuszczalnie o kilkanaście stopni cieplej, więc obecne czasy w porównaniu z tamtymi to istna lodownia. I nie było wtedy żadnych lodów na Ziemi, bo i po co? Blokują one tylko niepotrzebnie dostęp do surowców i pożywienia. Z punktu widzenia światowej gospodarki, lody to tylko sama strata. Weźmy np. ten nieszczęsny lód w Arktyce, który wciąż nie może się stopić i utrudnia żeglugę i przeszkadza w eksploracji podwodnych złóż, a u nas powoduje tylko same straty. A co powiedzieć o zwałach śniegu na Antarktydzie o grubości 4 km? To dopiero jest chore! Mówiąc kolokwialnie i w dużym uproszczenia ma się co to pić i ma się z czego ocieplać, bo startujemy z bardzo niskiego poziomu, czego przeciwnicy globalnego ocieplenia zdają się w ogóle nie zauważać. Jeszcze bardzo dużo czasu musi upłynąć i bardzo dużo co2, trzeba wyemitować, aby oczyścić ziemię z ostatnich kawałków lodu i śniegu. Naprawdę Antarktyda i Grenlandia wyglądałyby o wiele piękniej bez tego lodu i śniegu. Grenlandia wreszcie stałaby się zieloną wyspą, a nie tylko z nazwy.

        1. A Holandia wreszcie stałaby się morską zatoką. Nie mówiąc już o Żuławach, gdańskiej starówce i połowie Szczecina.

          Przywędrowałeś tu z bloga arctic ice? Był tam ktoś taki.

        2. @Marcin

          Formalnie masz rację. Ostatnie 3 miliony lat to najchłodniejszy okres w historii planety od jakiś 300 mln lat.

          Jednak nasza cywilizacja istnieje od kilku tysięcy lat (rolnictwo to jakieś 7-8 tys. lat, miasta many jakieś 5 tys. lat, a przemysł to 250 lat).

          I w tym czasie klimat był dość stabilny. Jednak niewielkie jego zmiany były istotnymi przyczynami upadku kultur i państw. Stare Państwo Egiptu, państwa późnej epoki brązu, Majowie, kolejne chińskie dynastie, antyk (upadek populacji Italii w VI wieku) – wszystko to skończyło się jak się wydaje przez naturalne zmiany klimatu (najczęściej susze) [1]. A my robimy teraz zmianę o wiele większą.

          Ziemia może być odporna na znacznie większe zmiany niż to co teraz wyrabiamy. Jednak nasza cywilizacja nie. Próbkę będziemy mieli już po zbiorach zbóż w tym roku w postaci cen żywności. Bo susza panuje w dużej części krajów eksportujących zboża, a ceny są w dużym stopniu ujednolicone przez handel międzynarodowy.

          [1] Na każdy z tych przykładów mogę przytoczyć literaturę ale za dużo tego aby tu wrzucać całą litanię cytowań.

          1. Mam nadzieje ze wpis Marcina to prowokacja.

            Ziemia sobie porzadnie jakos ale my I wiele innych gatunkow nie.

        3. @Marcin
          Widać, że rozumujesz bardzo wybiórczo, jednokierunkowo i zarazem nie pojmujesz bezprecedensowości obecnych zmian klimatycznych na tle tych znacznie bardziej naturalnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.