Nietrafione prognozy „klimatystów”

Nietrafione prognozy „klimatystów”

Bardzo spodobało mi się określenie „klimatyści” wymyślone bodajże przez pana Rafała Ziemkiewicza (tego od riserczu). W odróżnieniu jednak do autora tego określenia, osobiście uważam za „klimatystów” tę stronę sporu, której stwierdzenia, delikatnie rzecz ujmując, stoją w sprzeczności z ustaleniom nauki na temat globalnego ocieplenia. Wśród takich „klimatystów” są nie tylko publicyści w postaci panów Łukasza Warzechy, czy Rafała Ziemkiewicza, którzy w nader wygodny sposób potrafią sobie dobierać fakty do stawianej tezy, ale też tacy, którzy swoją wizje na temat zmian klimatycznych przekuwają na prognozy. Ponieważ nawet najszybsze zmiany klimatu z punktu widzenia człowieka wydają się przebiegać stosunkowo powoli, przypomnimy prognozy sprzed co najmniej 10 lat.

Wydaje się dość zabawne, że negacjonistycznie nastawiona  do zdobyczny nauki w dziedzinach klimatologii, czy fizyki atmosfery strona sporu nazywa swych oponentów „alarmistami”, jednocześnie bardzo ochoczo strasząc silnym ochłodzeniem klimatu, które czyhać ma na nas tuż za rogiem. Wystarczy wspomnieć niesławny artykuł prof. Zbigniewa Jaworowskiego („Idzie zimno”, Polityka kwiecień 2008), gdzie czytamy:

Tegoroczna polska zima była lekka. Średnia temperatura stycznia mierzona na Okęciu była o 4.8°C wyższa od długoterminowej wynoszącej -1.1°C (informacja od prof. H. Lorenc z IMGW). Dzięki temu mniej zapłaciliśmy za gaz i węgiel, ale w skali całego globu nie było tak różowo. Cztery główne systemy monitorowania temperatury Ziemi (angielski Hadley-CRUT i amerykańskie GISS, UAH i RSfS) stwierdziły, że nad lądami i morzem oraz w dolnej troposferze styczeń 2008 r. był wyjątkowo zimny, według GISS aż o 0,75oC chłodniejszy niż rok temu. Również stratosfera była chłodniejsza o 0,5°C.

Po tej „szokującej” informacji przechodzimy stwierdzeń typowych dla tamtych czasów: że od 1998 temperatura nie rośnie i w końcu do straszenia niską aktywnością słoneczną i mającą z niej wynikać Małą Epoką Lodową. Oczywiście nie było ani słowa o tym, że aktywność słoneczna spadała już od końca lat 50. XX w., ani o tym że „płaski” trend temperatury od 1998 wynikał tylko i wyłącznie z dobrania takiego okresu, by na jego początku znalazł się rekordowo ciepły rok 1998 (czemu pomogło nie tylko globalne ocieplenie, ale i El Niño), a na końcu lata zimne. Nie tylko prof. Jaworowski uderzał w te tony.

 

Girma Orssengo

Pan podpisujący się jako „BTech, MASc, PhD, Engineering, Perth, Western Australia, Australia” wymyślił w 2010, że całą obserwowaną zmianę klimatu możemy wyjaśnić jednym cosinusem połączonym z trendem liniowym. Wzór, który zastosował wyglądał następująco:

0.0059*(Rok-1880)-0.52+0.3*cos(((Rok-1880)/60)*2*pi)

 

Rozumiecie jak genialne to odkrycie? Ośrodki naukowe na całym świecie używają skomplikowanych modeli mających policzyć zmiany klimatu związane ze wzrostem wymuszenia radiacyjnego wynikającym z emisją gazów cieplarnianych, podczas gdy wystarczy zwykły arkusz kalkulacyjny! Oryginalny wykres Orssengo możemy zobaczyć poniżej.

 

Sprawdźmy najpierw, czy uda nam się zreplikować jego model, możemy do R wprowadzić np. taki kod:

Rok <- seq(1880,2040,1)
model <- 0.0059*(Rok-1880)-0.52+0.3*cos(((Rok-1880)/60)*2*pi)
df <- data.frame(yr=Rok, m=model )
plot(df$m ~ df$yr, type='l', xaxt='n', yaxt='n', lwd=3, xlab="Rok", ylab="Anomalia temperatury")
axis(1, at=seq(1880,2040,10))
axis(2, at=seq(-2,2,0.2))
abline(h=seq(-2,2,0.2), lty=3, col="black")
abline(v=seq(1880,2040,10), lty=3, col="black")

W wyniku otrzymamy wykres:

Wygląda na to, że się zgadza. Dodajmy jeszcze dane HadCRUT (obecnie w wersji 4):

Otrzymujemy stan na rok 2009, dokładnie taki, jakim dysponował G. Orssengo. Oczywiście od tego czasu minęła niemal dekada i możemy sprawdzić, jak się ma owa prognoza do rzeczywistości. A ma się tak:

W tym momencie wiemy (a co mądrzejsi wiedzieli to od początku), to co pan Orssengo powinien wiedzieć w momencie tworzenia owej prognozy: że do cosinusa można sobie „dopasować” bardzo dużo rzeczy, nie koniecznie z sensem. Warto zwrócić uwagę, że model pana Orssengo zakłada, że w czasie narodzin Chrystusa średnia globalna anomalia temperatury wynosić by miała niemal -12K. Jesteśmy również pewni, że Orssengo coś se jeszcze dopasuje. Wystarczy przecież zmienić okres z 60 na 65 lat i znowu wykres będzie „mniej więcej” pasować do danych pomiarowych. Dołek temperatury przesunie się z okolic 2028 na okolice 2040, ale nadal  wizualnie będzie wyglądało to dobrze. I nadal nie będzie miało to żadnego sensu. Zresztą – już zaprezentowany model mocno się nie zgadzał, ponieważ funkcja aproksymująca zmiany temperatury została dopasowana do szczytu z lat 1998-2009. Minima funkcji są za nisko względem obserwacji. Można to było „poprawić” zmniejszając amplitudę postulowanego cyklu, niestety wówczas uciekały już dane bieżące (a jeszcze gorzej byłoby, gdyby na to nałożyć dane do 2018):

Ale to można było poprawić zwiększając nieco trend liniowy. Już rozumiecie? W ten sposób można sobie dopasować wszystko. Za około 10 lat tak prosty zabieg nie będzie już możliwy przy użyciu jednej funkcji sin/cos. Fabrykacja takiej prognozy, mającej sprawiać wrażenie sensownej będzie wymagała zastosowania nieco bardziej skomplikowanego (ale nadal mieszczącego się w podpisie wykresu) wzoru.

 

Don J. Easterbrook

D. Eastrbrook to professor emeritus geologii na Western Washington University. I jednocześnie jedna z mroczniejszych klimatystycznych postaci w tym zestawieniu. Mroczniejszych, bo manipulujących seriami danych w celu uzyskania potwierdzenia swoich tez.

Podobnie jak G. Orssengo, Easterbrook postuluje istnienie cykli, w które wpisywać się ma obecnie obserwowane ocieplenie. Cykle te mają być wywołane zmianami aktywności słonecznej oraz PDO.  W 2006 r. Easterbrook twierdził, że bieżące ocieplenie ma się ku końcowi i jeśli cykl ten będzie kontynuowany, to należy się spodziewać ochłodzenia z minimum w okolicy roku 2035.

If the cycles continue as in the past, the current warm cycle should end soon and global temperatures should cool slightly until about 2035, then warm about 0.5°C from ~2035 to ~2065, and cool slightly until 2100.

Źródło.

Teza ta była podparta taką „projekcją”:

 

Samo w sobie to stwierdzenie nie było jeszcze niczym złym. Co prawda pozbawione było podstaw naukowych, ale nie miało w sobie znamion manipulacji danymi. Gorzej było parę lat później, gdy prof. Easterbrook zaprezentował taki oto, zaktualizowany wykres.

Na wykresie tym mamy już wyraźnie oznaczone okresy chłodne i ciepłe. Co więcej, mamy naniesioną prognozę IPCC i dane rzeczywiste, które mocno się z tą prognozą rozjeżdżają. Pik temperatury następuje w 1998 (pamiętacie, że prof. Jaworowski pisał o braku wzrostu temperatury po 1998?), następnie mamy spadek do poziomu z 1977/1978 i wzrost temperatury, ale do poziomu niższego, niż w latach 90. XX w. Problem polega na tym, że zaprezentowane „dane pomiarowe” po 1998 nie zgadzają się z żadną serią pomiarową. Żadną. Ani GISTEMP od NASA GISS. Ani z HadCRUT od CRU, ani z seriami satelitarnymi UAH i RSS.

Poniżej: dane GISTEMP.

Poniżej: satelitarna seria UAH:

W żadnej z tych serii okres po 2001 nie jest chłodniejszy od lat 90. XX w. Najmniejsze ocieplenie wskazuje satelitarna seria UAH, co akurat nie jest zaskoczeniem, jako że nie mierzy ona nawet temperatury przy powierzchni Ziemi, tylko jest oszacowaniem tejże temperatury w dolnej troposferze1. Smutna prawda jest więc taka, że dane te zostały „poprawione” na rzecz prognozy prof. Easterbrooka. I nie jest to tylko obserwacja ludzi uznających naukę związaną z globalnym ociepleniem. Problem dostrzegł również Bob Tisdale, negacjonista, na negacjonistycznym blogu „Watts Up With That”, gdzie prof. Easterbrook opublikował w 2014 wpis na temat swoich „odkryć” i prognoz. W komentarzu Bob Tisdale pyta:

And what kind of magical dataset did you present in your Figure 4?

Istotnie, trudno się nie zgodzić – seria danych prezentowana na fig. 4 rzeczywiście musi być „magiczna”. Przepychanki między negacjonistami trochę trwały, ostatecznie jednak prof. Easterbrook nie potrafił wskazać, w jaki sposób uzyskał serię danych niezgodną z jakąkolwiek opublikowaną serią anomalii temperatury globalnej. Prawdopodobnie Bob Tisdale był bliski prawdy, że jest ona efektem połączenia ze sobą dwóch zupełnie różnych serii: HadCRUT i UAH. Nikt poważnie zajmujący się tą tematyką czegoś takiego by nie zrobił. Dodatkowo Tisdale wprost zarzuca Easterbrookowi „tworzenie globalnego ochłodzenia w okresie, gdy takowego nie było”:

I raised a few eyebrows a couple of weeks ago by complaining loudly about a graph of global surface temperature anomalies (among other things) that was apparently created to show global cooling over a period when no global cooling existed.

W odpowiedzi na zarzuty kolegi Easterbrook oskarżył go o „werbalny atak” i… nie wyjaśnił skąd się bierze różnica między seriami danych a jego wykresem.

Warto wskazać, że sami pisaliśmy o tym oszustwie cztery lata wcześniej, niż wpadł na nie Bob Tisdale. Co więcej, wskazaliśmy dokładnie ten sam mechanizm oszustwa. Jeżeli chodzi zaś o sprawdzalność prognozy Easterbrooka, to wg niej powinniśmy już być w zaawansowanej fazie ochłodzenia. Żadna seria pomiarowa nie wskazuje, by miałaby to być prawda. Dla porządku jednak porównajmy owe prognozy z danymi rzeczywistymi.

Oprzemy się tu na „projekcji” prof. Easterbrooka opublikowanej w 2008 r. i zaprezentowanej na WUWT. Wygląda ona następująco:

W części historycznej projekcji prof. Easterbrooka wykres temperatur globalnych jest mocno wygładzony. Charakterystyczne jest tu ocieplenie z okolic 1940 (z anomalią ok. +0.1K) oraz prognozowany szczyt temperatury w okolicy 2000, po którym miałoby następować ochłodzenie wg trzech różnych scenariuszy. Pierwszy scenariusz to łagodne ochłodzenie, które jest replikacją ochłodzenia z lat 1945-1977, drugi scenariusz replikować ma silniejsze ochłodzenie z lat 1880-1915 (choć w rzeczywistości ochłodzenie z tamtych lat było ok. dwukrotnie słabsze, niż zaprezentował tu Easterbrook) oraz trzeci, będący opcją skrajną, w którym następuje wyjątkowo silne globalne ochłodzenie o ok. 1K do 2022 r.  Jak czytamy we wpisie na WUWT (podkreślenia nasze):

The IPCC predicted global warming of 0.6° C (1° F) by 2011 and 1.2° C (2° F) by 2038, whereas Easterbrook (2001) predicted the beginning of global cooling by 2007 (± 3-5 yrs) and cooling of about 0.3-0.5° C until ~2035. The predicted cooling seems to have already begun. Recent measurements of global temperatures suggest a gradual cooling trend since 1998 and 2007-2008 was a year of sharp global cooling.

Na podstawie tego opisu odtworzyliśmy prognozę Easterbrooka – ochłodzenie rozpoczyna się w roku 2003 (a zarazem projekcja Easterbrooka, na co wskazuje powyższy wykres) i trwa do roku 2035. Temperatura spada o nieco ponad 0.3°C, co również jest spójne z tekstem prognozy. Wygląda to następująco:

Jak widać, wszystkie wartości na wykresie są o około 0.5°C niższe, niż w oryginalnej prognozie, co wynika ze zmiany okresu referencyjnego na 1981-2010, dzięku czemu można było pokazać serie satelitarne. Wykres jest 5-letnią średnią ruchomą (centrowaną), zatem ostatni punkt danych to średnia za lata 1998-2002. Oczywiście minęło już sporo czasu, możemy zatem pokazać jak w istocie zmieniały się anomalie temperatury aż do 2018 (a dokładniej 2014-2018). Okazuje się (co nie jest jakieś szczególnie zaskakujące), że prognoza prof. Easterbrooka kompletnie rozmija się z rzeczywistością:

Nawet seria satelitarna UAH, która po szeregu modyfikacji1 wskazuje najmniejszy trend ocieplenia mocno rozjeżdża się z prognozą Easterbrooka. Seria RSS, również oparta o dane satelitarne, wskazuje na zdecydowanie silniejsze ocieplenie i jest zbliżona do pomiarów naziemnych. Rozjazd między prognozami a rzeczywistością sięga już ok 0.4°C. Zdecydowanie lepiej sprawdziły się prognozy IPCC. Co prawda obserwowany trend jest nieco niższy, niż prognozowany w scenariuszu RCP 8.5 (co wynika z nieco innych wartości wymuszenia radiacyjnego, niż prognozowano, a także nieco innych metod obliczania średniej globalnej), jednakże znacznie bliższy rzeczywistości, niż prognozy Easterbrooka.

Podsumowując – prof. Easterbrook nie tylko dopuścił się bardzo brzydkich działań mających na celu nagięcie danych z serii pomiarowych do własnych prognoz, dodatkowo jego prognozy zupełnie się nie sprawdziły.

 

David C. Archibald

Ochłodzenie klimatu prognozowane przez D. Easterbrooka wydaje się niczym nieznaczącym epizodem przy prognozach Davida Archibalda. David C. Archibald to geolog, członek powołanej w 2000 r. tzw „Grupy Lavoisiera„, której głównym celem jest szerzenie negacjonizmu względem globalnego ocieplenia. Związany jest również ściśle z przemysłem naftowym, np. jako dyrektor zarządzający Yeeda Oil Ltd. Swego czasu wraz z dwoma bliżej niezidentyfikowanymi profesorami z Purdue University opracował tabletki mające leczyć raka prostaty zrobione z warzyw – brokułów i chili. Barwna postać.

Na samym początku roku 2006 David Archibald opracował prognozę gwałtownego ochłodzenia, jakie miało być związane z malejącą aktywnością słoneczną. Prognoza opierała się na powiązaniu średniej temperatury rocznej w wybranych punktach i długości cyklu słonecznego. Na tej podstawie Archibald stwierdził, że:

Projections of weak solar maxima for solar cycles 24 and 25 are correlated with the terrestrial climate response to solar cycles over the last three hundred years, derived from a review of the literature. Based on solar maxima of approximately 50 for solar cycles 24 and 25, a global temperature decline of 1.5°C is predicted to 2020, equating to the experience of the Dalton Minimum. To provide a baseline for projecting temperature to the projected maximum of solar cycle 25, data from five rural, continental US stations with data from 1905 to 2003 was averaged and smoothed. The profile indicates that temperatures remain below the average over the first half of the twentieth century.

Dobrze czytacie. Na podstawie danych z pięciu wybranych stacji, David Archibald prognozował, że w ciągu 17 lat od 2003 roku do roku 2020 średnia globalna temperatura spadnie o 1.5°C! Możemy wykorzystać poprzednie wykresy do pokazania tej prognozy.

Warto zauważyć, że przy gigantycznym ochłodzeniu prognozowanym przez D. C. Archibalda, ochłodzenie prognozowane pierwotnie przez Easterbrooka wydaje się kompletnie nieistotne, wręcz niezauważalne. I oczywiście wiemy też, że w serii pomiarowej nie ma nawet śladu ochłodzenia.

Podobnie, jak gigantyczne było prognozowane ochłodzenie, gigantyczny jest też błąd owej prognozy. Sięga on obecnie 1.3 – 1.4°C. I o ile o prognozach prof. Easterbrooka możemy zwyczajnie powiedzieć, że się „nie sprawdziły”, to w przypadku prognoz Davida Archibalda byłoby to dużym eufemizmem. Błąd tej prognozy możemy chyba jedynie porównać do przypadku, w którym ktoś prognozuje falę mrozu, a otrzymuje falę upałów. Staje się powoli jasne, że prognozy klimatycznych negacjonistów wysuwane na początku bieżącego wieku nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, co więcej nie miały podstaw naukowych. Wyciąganie wniosków z pięciu wybranych stacji (przy czym istnieje wysokie ryzyko, że wybrane były one specjalnie pod tezę) musiało się skończyć tak, jak na powyższym wykresie.

Richard Lindzen

Lindzen to jeden z nielicznych fizyków podważających antropogeniczne przyczyny globalnego ocieplenia. W 1989 r. stwierdził on, iż „osobiście uważa, że prawdopodobieństwo że w nadchodzącym stuleciu ocieplenie związane z gazami cieplarnianymi osiągnie wartości porównywalne z naturalną zmiennością klimatu jest małe„. Oznacza to, że ocieplenie związane z emisją tychże gazów nie powinno wg Lindzena przekroczyć 0.3°C/100 lat. Oczywiście, jak widzimy na zaprezentowanych wyżej wykresach, jest ono sporo większe.

Porównanie prognozy Hansena (1988) i rzeczywistych danych pomiarowych. Dodano prognozę opartą o twierdzenia R. Lindzena. Źródło: Skeptical Science.

 

John McLean

W okolicach roku 2010 ów pan zasugerował, iż w związku z ujemną fazą ENSO (La Niña) średnia temperatura globalna spadnie do poziomu najniższego od 1956, a być może i wcześniej. Oczywiście jak wiemy, nic takiego nie miało miejsca. Prognoza oparta była o pracę „Influence of the Southern Oscillation on tropospheric temperature” (McLean, Freitas, Carter 2009) w której co prawda słusznie wskazano związek ENSO ze zmiennością temperatury globalnej w krótkich skalach czasowych, ale jednocześnie wysunięto wniosek,  który absolutnie z tej pracy nie wynikał:

Finally, this study has shown that natural climate forcing associated with ENSO is a major contributor to variability and perhaps recent trends in global temperature, a relationship that is not included in current global climate models.

Ponieważ wskaźniki związane z ENSO (np. wzmiankowane w pracy SOI) spadły w 2011 do bardzo niskich poziomów, na tej podstawie i na podstawie błędnych wniosków McLean wysunął prognozę, która się nie sprawdziła, bo się sprawdzić nie mogła.

To tylko parę przykładów z prognozowanych „globalnych ochłodzeń”, które ostatecznie nie doszły do skutku. Cechą charakterystyczną jest tutaj późniejsze przesuwanie prognozowanego startu ochłodzenia w czasie – w sytuacji gdy w sposób oczywisty do ochłodzenia nie doszło (nie wskazuje na to żadna seria pomiarowa). Można na przykład odnaleźć prezentację prof. Easterbrooka z 2017,  w której opowiada on dokładnie te same historie, co 10 lat wcześniej i całkowicie „przypadkowo” na wykresach nie widać ostatnich najcieplejszych lat, urywają się one w bardzo wygodnym dla Easterbrooka miejscu. Dokładnie te same wykresy możemy znaleźć w prezentacji trzy lata starszej, co jednoznacznie wskazuje, że nowsze dane były dla prof. Easterbrooka zwyczajnie niewygodne.

Powyżej: zrzut z prezentacji prof. Easterbrooka z 2014 r. Mimo, że mieliśmy już dodatkowe 13 lat danych, Easterbrook nadal ucina je w roku 2000, prezentując „prognozę” po tym roku.

 

Powyżej: kolejny zrzut z tej samej prezentacji. Ćwiczenie: na poniższym wykresie satelitarnej serii UAH wskaż rok 2012 i wyjaśnij, dlaczego w prezentacji z 2014 prof. Easterbrook uciął wykres właśnie na początku 2012.

 

 

1 Satelitarne serie pomiarowe w istocie nie mierzą temperatury przy powierzchni ziemi, tak jak termometry w seriach „naziemnych”. Zamiast tego oszacowują temperaturę dolnej troposfery w oparciu o pomiary (wykonywane za pomocą MSU/AMSU) strumienia promieniowania w różnych długościach fali. Wynik, czyli szacowana anomalia temperatury zależy od tego, w jaki sposób różne grupy zajmujące się tym tematem ją wyliczą. Problemem jest tu nie tylko dryf satelitów (które powinny się znajdować nad danym miejscem dokładnie o tej samej porze, ale z uwagi na zmiany parametrów orbity ta pora się zmienia), ale i fakt, że seria składa się z danych pochodzących z wielu różnych satelitów na których znajdują się instrumenty różnego rodzaju, przez co cała seria jest niejednorodna i wymaga wielu korekt. Parę lat temu satelitarna seria UAH została zaktualizowana do wersji 6.0, w której znacząco obniżono anomalie temperatury w stosunku do wersji 5.6. Po tym zabiegu seria ta charakteryzuje się najniższym trendem temperatury ze wszystkich serii pomiarowych, również innych serii satelitarnych. Nie radzimy przywiązywać się do tych danych, nie wiadomo bowiem jak będą wyglądać w kolejnych wersjach ;)

 

 

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

43 Replies to “Nietrafione prognozy „klimatystów””

  1. No cóż można to skomentować w prosty sposób wszelkie prognozy weryfikuje później rzeczywistość. Najgorsza jest jednak manipulacja albo jawne oszustwo założone pod udowodnienie własnej tezy. Później warto też się przyznać do błędów. Mi się nasuwa pewna analogia klimatystów z prorokami którzy co roku wieszczą koniec świata a jak im się nie sprawdza to przesuwają o kolejny rok albo 2 lata. Ci pierwsi jednak najczęściej dysponują jakąś wiedzą, wykształceniem, ci drudzy to najczęściej religijni zaboboniarze, ale to jedyna zasadnicza różnica

  2. Parę uwag:

    1) Trend proponowany przez Lindzena (0,3 K/stulecie) jest dwa razy niższy niż trend ukryty w cyklach pana Orssengo (0,6 K/stulecie). Nawiasem mówiąc stuletnią norme Lindzena klimat wyrabia teraz z naddatkiem w 20 lat (trend liniowy od oku 1980 to 0,17 K dekadę czyli 1,7 K/stulecie.

    2) Brakuje mi tu prognozy Abdusamatowa, który zapowiadał Małą Epokę Lodową na rok 2015 r., a gdy ten rok minął (wraz z kolejnymi rekordami temperatury globalnej w 2015 i 2016 r.) ogłosił, że już się zaczęła. Wydaje mi się, że w związku z tak konsekwentnym negowaniem rzeczywistości, to on powinien dostać koronę denializmu.

      1. @admin

        Ależ jest. Abdusamatow jest astrofizykiem i dlatego najchętniej rysyje o ile jego zdaniem osłabnie „stała” słoneczna:

        Jednak pokusił się także o narysowanie temperatur:

        Nie najlepsze to. Widać, ze albo się na temperaturach w ogóle nie zna albo chce uniknąć zbyt szybkiego skutecznego porównania z rzeczywistością. Pewnie jedno i drugie. Ale jest i dałoby się to może nałożyć na prognozy IPCC dla porównania.

        Obie te fantasmagorie pochodzą z tego dzieła z 2016 roku:

        Abdussamatov H.I., 2016, The New Little Ice Age has started, Evidence-Based Climate Science, Second Edition, http://dx.doi.org/10.1016/B978-0-12-804588-6.00017-3

        Jest to książka wydana (niestety) przez Elseviera. Ktoś może sądzić, ze oznacza to iż było to recenzowane i w ogóle godne uwagi. Nic dalszego od prawdy. W ostatnich latach znacznie łatwiej wydać książkę, nawet w teoretycznie dobrym wydawnictwie niż jeden artykuł w recenzowanym czasopiśmie. Sam dostaję kilka razy na miesiąc propozycję bycia redaktorem takowych książek. A redaktor wyznacza recenzentów. Pole do nadużyć ogromne i jest to nadużywane. Ktoś zgadza się na to i zapycha tom niepublikowalnym śmieciem swoich kolegów. W sumie spowodowało to upadek prestiżu tego typu publikacji. Zasadniczo rzadko są one cytowane, chyba że przez doktorantów którzy jeszcze nie połapali się jak to działa. No i przez samych autorów 😀

        1. Powiem tak jakby tak temperatura spadła jak jest na wykresie to jestem za Noblem dla niego 🙂 ale niestety to raczej nie możliwe dobrze by było jakby przynajmniej temperatura już bardziej nie wzrosła nawet to raczej nie.jest realne obecnie . Jedynie na co możemy liczyć to przejściowo chłodniejsze miesiące nawet bardzo zimne ale w skali lokalnej globalnie już nie realne .

          1. @Obserwator Meteo

            Abdusamatow jako astrofizyk uważa, że jego obiekt badań (słońce) tłumaczy cały klimat. Oczywiście, że Słońce dostarcza powierzchni Ziemi 99,97% energii cieplnej (reszta to strumień geotermalny z wnętrza Ziemi i zupełnie pomijalne mikrofalowe promieniowanie tła). Jednak strumień energii słonecznej jest niezwykle stabilny. Wymuszenia (inaczej anomalie strumienia energii radiacyjnej) w cyklu słonecznym to ±0.1 W/m2, czyli 0.2 W/m2 od minimum do maksimum cyklu 11-letniego. Być może w Małej Epoce Lodowej było to dwa razy więcej. Jednak wymuszenie antropogeniczne (gazów cieplarnianych minus aerozolu) to już 2 W/m2, czyli kilka razy więcej i co dekadę rośnie o jakieś 0.3 W/m2. Czyli nawet nowe Minimum Maundera cofnie nas w globalnym ociepleniu najwyżej o jakąś dekadę. A i to przejściowo, bo przecież kiedyś się skończy.

          2. To wszystko jawi mi się na koncentrowaniu się na tłumaczeniu lokalnych mininów na tle czegoś co wyraźniej kształtuje całą hiperpłaszczyznę opisującą parametry pogodowo-środowiskowe – w aspekcie termicznym coraz wyraźniej „podnoszącą się”.
            Koncentrując się na lokalnych minimach jakby się zapominało (a raczej świadomie nie chciało dostrzec!) czynnika, który w największym stopniu determinuje obecny wzrost temperatury średniej ziemskiej atmosfery…

        2. No ten wykres jest do opisania tak za 5 lat ;)
          Jeśli blog będzie działał ;) Pozwoliłem sobie poprawić nazwisko Abdusamatowa, żeby komentarz było łatwo wyszukać.

  3. Problem denialistów polega na tym , że oni mówią jest zimno pada śnieg czy gdzieś jest nawet rekordowo zimno zapomnieli o tym , że temperatura obecnie wzrosła o 1 stopień dużo i mało dużo jak na tak krótki czas ale to w dalszym Ciągu nie jest na tyle ciepło żeby zniknął lód z Arktyki i Antarktydy na szczęście . I nie na tyle ciepło by nie było mroźnych zim czy nawet chłodnych okresów letnich lokalnie . Jesteśmy obecnie na etapie okresu Emskiego może jest troszkę ciepłej lub chłodniej obecnie ciężko stwierdzić

  4. Podano niedawno, że światowa średnia temp. lipca 2019 wyniosła 16,72 st. Porównano ją ze śr. światową temp. lipca dla całego XX w., która wynosi 15,77 st. To rekord!

    1. Normalka. Zdziwiłbym się gdyby rekordy przestały padać. Już nie zatrzymamy tego. Musiałyby takie truciciele jak Chiny, Rosja,Stany czy Indie przestać produkować na taką skalę CO2. Przecież w tych krajach (poza USA) kominy często nawet nie mają porządnych filtrów jakie w Polsce ju, 30 lat temu w elektrowniach montowali. Politykę Unii w tym zakresie uważam za hipokryzję i zwykle złodziejstwo, czyli wyciaganie pieniędzy od obywateli i niszczenie gospodarek krajów tzw. rozwijających się. Przecież jak zamkną kopalnie u nas czy inny dział gospodarki opartej na wegku, to firmy przeniosą się do tamtych krajów co tak naprawdę zwiększy jeszcze światowe CO2, a jak wiadomo jest to problem globalny. Kolejny idiotyzm oszołomów np. z niemieckiej partii zielonych to próba ograniczenia jedzenia mięsa, bo jak twierdzą produkcja mięsa wpływa na produkcję CO2 i tak chcą walczyć z globalnym ociepleniem. Typowi lewacy… Nie potrafią zabezpieczyć granic ale myślą że jak wycofają diesla z centrum i zakażą mięsa to zmienią klimat.

      1. @FKU
        A co masz w zamian do zaoferowania?
        Ja z chęcią przyjmuję każdą opcję, która przyczynia się do czystszego środowiska i mniejszej emisji gazów cieplarnianych.

        1. Lucas Wawa
          No właśnie to, żeby zajęli się prawdziwymi trucicielami światowymi, a nie wyciągali pieniądze od ludzi.
          Oczywiscie ja jestem za ograniczeniem spalin czy zmianą ogrzewania na ekologiczne ale to ze względu na smog by powietrze było czyste, by po prostu się nie truć ale to nie ma nic lub prawie nic wspólnego ze zmianą klimatu. Najpierw kraje które nie spełniają żadnych norm, potem trzeba pomyśleć nad zatrzymaniem rozmnażania się w Afryce, bo globalna konsumpcja również osiąga już takie poziomy że nie tylko ma to wpływ na ogrom produkcji światowej i przez to produkcji CO2, jak i również zalewają nas i oceany miliony ton śmieci. Dopóki tymi problemami nie zajmie się „rząd swiatowy” to nie wierzę w żaden sukces w walce ze zmianami klimatu, a konkretnie z globalnym ociepleniem. A że jestem wręcz pewny że oni się tym nie zajmą, bo liczy dla tych ludzi się tylko pieniądz, to napisałem że rekordy temp. będą się pojawiać tylko częściej. Polityka Uni w tym zakresie to zwykle złodziejstwo i naciągane na kasę zwykłych ludzi. Niczym się nie różnią od tych 4 mocarstw co najbardziej trują. Już więcej by dla klimatu zrobili wysyłając prezerwatywy do Afryki….

        2. Wskaźniki pokazują, że w niektórych krajach skutecznie zmniejsza się emisje CO2. Więc trzeba angażować jak najwięcej grup społecznych, a przy tym… uświadamiać i edukować. Bo nie ma nic gorszego jak bezradne „rozkładanie rąk”. Albo organizowanie drogich szczytów, na których podkreśla się, że węgiel to nasze „złoto” (itp.)…

        3. FKU ma rację, jeśli mamy coś zmieniać, to trzeba zacząć od pracy u podstaw, czyli od tych którzy zawinili najwięcej. Jak strażak gasi pożar, to nie kieruje wody na płomienie tylko źródło skąd ogień promieniuje. Polska w dalszej perspektywie może przerzucać się na inne źródła dochodów, mamy dużo tzw. start-upów, przemysł nowoczesnych technologii także się rozwija. Ale póki co nie damy rady ot tak rzucić węgla. Polska nie jest zbyt wietrznym krajem, więc elektrownie wiatrowe noe wystarczą, usłonecznienie też nie na tyle wysokie, by zaspokajać się słońcem. Elektrownie wodne odrzuca słabe zróżnicowanie orograficzne, tak więc nie mamy wyjścia, chyba że znowu kanibalizować się jakimś długoletnim kontraktem z rosyjską „bracią”. Polityka Unii Europejskiej, tak jak pisze FKU, to efekt placebo, który nie odpowiada realiom. Co z tego że Polska zrezygnuje z węgla, jak gdzie indziej wzrośnie wydobycie i emisja CO2 poszybuje w górę? Przyznają się do pomyłki? Nie, lepiej co rusz bić na alarm, pokazywać łzawe obrazki Grety Thunberg, krzyczeć „nie jedz mięsa, nie jeździj samochodem, nie lataj samolotem bo wszyscy zginiemy”! A opcja która o ekologii mówi aktualnie najwięcej, wycięła za swojej kadencji najwięcej drzew (120 mln), m. in. w Warszawie, gdzie mieszkańcom w zamian daje się „strefy relaksu” w formie skrzynek ustawionych na nagrzanym betonie w pobliżu ruchliwej ulicy. Łatwo jest dużo mówić, sztuka to wiedzieć co należy zrobić.
          FKU 👌

          1. A kto twierdzi, że pracy nie należy zaczynać od podstaw?
            Mój przekaz był inny. Typowe odwracanie kota ogonem…

          2. @PiotrNS
            Spadały już nam emisje CO2. Więc dlaczego teraz ponownie miałoby być w tym względzie gorzej?

        4. Właśnie to da się zauważyć w obecnej debacie klimatycznej, że jest ona mocno zakrapiana sentymentem antyludzkim a rozwiązania problemu są przecież proste i oczywiste. Ciekawe iż te rozważania są dość zbieżne z nurtem marksistowskim…

      2. Wczoraj oglądałem w TV pogram jak to raz po raz – na zmianę przez różnych prezydentów USA – od 40 lat z okolic Białego Domu a to są zdejmowane, a to na zmianę zakładane (rotacyjnie) panele fotowoltaiczne. To o czymś świadczy…

        Problem jest globalny, złożony i dalekosiężny. Jednak od „pracy u podstaw” w różnych częściach Świata (nie wykluczając w tym Europy i Polski) wiele zależy.
        Kilkaset lat wstecz też nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że dzisiaj na Ziemi życie będzie wyglądało tak a nie inaczej…
        Nam też pewne rzeczy wydają się z dzisiejszej perspektywy niemożliwe, a jednak dzieją się rzeczy, które jakiś czas temu zdawałyby się niemożliwe. W tym względzie chodzi o to, aby zmiany szły z większym poszanowaniem tego co stanowi o naszej Naturze, a docelowo życiu nas samych.
        To od nas (jako ludzkości) będzie zależało od tego w jakim kierunku będzie stymulowany dalszy rozwój technologiczny i czy ten „palący” problem klimatyczno-energetyczny będzie brany pod uwagę, czy też nie…

        PS.
        Swoją drogą ciekawe dlaczego tak dużo węgla importujemy ze E. Co na to jego obrońcy…?

        1. Swoją drogą ciekawe dlaczego tak dużo węgla importujemy ze E. Co na to jego obrońcy…?

          Elektrownie nie chcą naszego węgla bo jest marnej jakości i w dodatku strasznie zasiarczony co zwiększa koszty bo trzeba włączać filtry.

          A co na to jego obrońcy? Próbują tego nie widzieć.

          1. A najgorsze jest to, że to czego nie kupią elektrownie bo ich emisje są kontrolowane pójdzie… do gospodarstw domowych aby zwiększać nam smog. Tak pisał Dziennik Polski o nowych normach węgla z rozporządzenia Ministerstwa Energetyki z 2018 roku:

            Tyle tylko, że w rozporządzeniach, które minister energii podpisze po uchwaleniu ustawy przez Sejm, zagwarantowano możliwość sprzedaży tzw. mieszanki węglowej, a jej skład to 50 proc. miału i tyle samo… mułu. – W ten sposób najgorsze odpady pozostaną na rynku – mówi Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego.

            To niejedyny mankament nowych przepisów, bo normy proponowane przez rząd pozwolą na sprzedawanie węgla o niskiej energetyczności, zawilgoconego, z dużą zawartością siarki i pyłu.

            Działacze antysmogowi postulowali, by na rynek trafiał tylko węgiel o wartości energetycznej co najmniej 26 MJ/kg. Minister energii chce jej na poziomie 17 MJ/kg. Ponadto, do domowych pieców nie powinien trafiać opał, którego wilgotność przekracza 12 proc., tymczasem rząd zgadza się nawet na 27 proc. Nie widzi też żadnych przeszkód, by zawartość siarki w węglu dochodziła do 1,8 proc., a popiołu – nawet do 31 proc., gdy eksperci wskazują odpowiednie wartości na poziomie 0,8 i 8 proc. – Tak naprawdę nowe przepisy sprawią jedynie, że będziemy wiedzieć, jaki węgiel kupujemy, ale jego jakość nie będzie raczej lepsza niż obecnie – podkreśla Andrzej Guła.

            Smacznego…

          2. Kiedyś czytałem opracowania badaczy AGH, że ten faktycznie „dobry” jakościowo węgiel byłby o cały rząd wielkości (+/- 10 razy) droższy od tego jaki powszechnie trafia do naszych „spalarni”…
            Niedobrze, że spora część decydentów (i ich sprzymierzeńców, nie tylko w Polsce) tak łatwo dostrzega problemy związane z technologiami przyszłości, a na ten fakt jakby starała się być „ślepa i głucha”…

          3. @Lucas wawa

            Prawda jest taka, że kopalnie śląskie są wyeksploatowane. Teraz w wielu kopalniach wydobywa się to co kiedyś uznano by za odpad. Ale żaden polityk nie ma odwagi powiedzieć tego wprost.

            Nawiasem mówiąc zawsze byłem przekonany, ze chociaż „Bogdanka” na Lubelszczyźnie ma dobry węgiel, ale podobno jest jeszcze gorszy:
            http://lublin.wyborcza.pl/lublin/1,48724,8532112,Bogdanka_ma_wegiel_tak_fatalny__ze_az_genialny.html
            (gdy pisano ten artykuł w 2010 r. uważano to za zaletę, ale teraz zdaje się już ograniczają produkcję)

          4. @ArcticHaze – górnictwo w mym regionie od wielu lat stoi na straży ochrony społeczeństwa przed biedą i patologią. Wszystkie te proste Sebki cisną do kopalń i mają tam fuszkę zapewnioną. Nie zarobią tam 10 tysięcy miesięcznie, ale zarobią wystarczająco by sobie w spokoju żyć, mieć zajęcie i nie popełniać tylu drobnych przestępstw co Sebek bezrobotny.

            Od niedawna Lidl na moim osiedlu zaczał nawet honorować bony żywieniowe z KWK Wujek.

      3. Fan klimatów umiarkowanych: „Typowi lewacy… Nie potrafią zabezpieczyć granic ale myślą że jak wycofają diesla z centrum i zakażą mięsa to zmienią klimat.
        Egoistyczny, bezrefleksyjny, wyzywający ludzi, którzy myślą i chcą coś zmienić, także dla ciebie, napychającego brzuszysko mięsem z dyskontu. Obejrzyj filmy z rzeźni, może zaczniesz myśleć, może cię poruszy????????Jakże jesteś typowy, żałosny w tym swoim ” typowi lewacy”. Bezmiar twojego egoizmu jest haniebny. Z przyjemnością wyzwałabym cię od „typowych bezrefleksyjnych głupków”, ale się powstrzymam.

        1. Ale z ciebie łeb. A to gdzie jem mięso i czy w ogóle je jem to cię guj obchodzi. Egoistą? Masz zbyt przeorany mózg przez liberalne media by cokolwiek do ciebie dotarło dzbanie. Bez odbioru.

          1. „Przeorany mózg przez ‚X’ media”…
            Może jeszcze powiesz, że przeorany w sensie konieczności zmian w kierunku zmniejszania emisji gazów cieplarnianych…?

          2. @ FKU. Jesteś niedouczonym i zmanierowanym egoistą. Komentatorzy:@ z zachodu, @ Lucas-wawa, profesor @ ArcticHaze w pełni popieram wasze zdanie Zacznijmy ratować Świat od siebie. Co do Chin. Tam fotovoltaika ,w przeciwieństwie do Polski rozwija się gwałtownie, a emisja CO2 na głowę mieszkańca jest znacznie niższa niż u nas w Polsce. Akurat Niemcy też muszą sporo odrobić zakresie redukcji CO2 ,ale tam w tym zakresie jest i będzie w przeciwieństwie do PIS-owskiej Polski duży postęp

  5. No i jak tu Was nie kochać Admini? ;) Cenna lektura, chociaż moim niektórym „betonowym mózgowo” znajomym i tak nie przetłumaczę. Ale trzeba o tym pisać, mówić i nagłaśniać.

    @FKU, @PiotrNS, @Anonim – zgadzam się z Wami.

    Ps. W woj. dolnośląskim na ternach górskich sypnęło grzybami. Jutro uciekam w las na cały dzień.

  6. Czy w takim razie mamy jeszcze sensowne możliwości działania (o ile wiemy co działać), czy zostawiamy następnym pokoleniom ponury świat? xd

    1. Jasne że mamy. Efektywność energetyczna +wiatr+ solar+EJ+ podatek węglowy+podatek środowiskowy. W zamian można by znieść bezsensowny podatek od dochodu. Po prostu trzeba płacić za korzystanie ze środowiska i za zanieczyszczenie/emisje tyle ile to kosztuje, zapewniam że bardzo zmieniłoby to nasze zachowania. Tyle że takie rozwiązania są niepopularne….

      1. @whiteskies

        Ja byłbym nawet za dużym podatkiem węglowym, w 100% zwracanym społeczeństwu ale „po równo”. Zaletą jest to, ze Ci którzy mają ponadprzeciętny ślad węglowy płaciliby słono za to, a ci którzy potrafią go ograniczyć byliby za to netto nagradzani (odzyskiwaliby więcej niż płaciliby podatku). A emisje byłyby mniejsze bo ograniczać je opłacałoby się i tym którzy emitują dużo (aby mniej płacić) i tym, którzy emitują mało (aby więcej na tym zarobić).

      1. co 3 lata to może przesada, ale nowe samochody mają nieporównywalnie lepszą ekonomię eksploatacji niż stare. Mój miejski gruzik z 2000 roku (silnik 1.9 w automacie) żre prawie 10L benzyny na 100 kilometrów (użytkowanie mniej więcej pół na pół miasto i autostrada). Takie spalanie obecnie ma…Ford Mustang z silnikiem 5.0L A miejskie auto z jakimś 1,2 100 KM to się zamyka w 4-5 litrach na setkę.

        1. Rozwiązanie to najlepiej nie używać auta wcale, ale wtedy za to marnuje się tyle czasu że głowa mała. Zwłaszcza mając do pracy względnie blisko jak ja. U mnie to jest tak, że autem tam dojeżdżam w 10-15 minut, a autobusem google pokazuje 48 minut (należy liczyć też dojścia do przystanków bo dlaczego niby nie?!). Poza godzinami biznesowymi tudzież w święto autem jestem jeszcze szybciej (mały ruch) a autobusem jest jeszcze gorzej bo jeździ jeden na godzinę. A pracuje w takim miejscu, gdzie często mam zmiany na 4:30 rano albo w święto, bo klienta mam w Indiach i USA, więc nasze czerwone święto niekoniecznie jest ich czerwonym świętem.

          Carpooling i carsharing wygląda już o niebo atrakcyjniej. Szybkość samochodu i to nawet bez obaw o miejsce do zaparkowania. Ceny dość wysokie, ale czy aby na pewno wyższe, niż utrzymanie własnego auta? Nie wiem, trzeba by to policzyć.

          1. Ja już od paru lat zrezygnowałem z własnego samochodu. Jak muszę używam z carsharingu (w Trójmieście mamy już 3 firmy z tej branży). Od niedawna przestałem nawet używać własnego roweru na rzecz roweru miejskiego.

            Oszczędzam na kupowaniu i utrzymaniu pojazdów, a w wypadku samochodu także na parkowaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.