Pierwsza dodatnia anomalia dobowa w maju 2019?

Pierwsza dodatnia anomalia dobowa w maju 2019?

Wg prognoz modelu GFS 17 maja będzie pierwszym dniem tego miesiąca, w którym anomalia temperatury dobowej będzie powyżej normy z lat 1981-2010. Najbardziej prawdopodobna jej wartość zawiera się w przedziale +0.5 – +1.2K. Poranna odsłona tego modelu sugeruje, że nie miałaby być to jedyna dodatnia anomalia dobowa w tym miesiącu, co więcej kolejne będą już dość wysokie. To spowoduje, że wyjątkowo niska anomalia miesięczna, która do dnia wczorajszego wynosiła -3.24K, za 10 dni mogłaby wzrosnąć nawet powyżej -1.00K. To zaś uczyniłoby tegoroczny maj zaledwie „chłodnym”.

Już wczoraj we wschodniej części kraju dobowe anomalie temperatury powietrza były dodatnie, osiągając +2.0K w Białymstoku. Zimno było nadal na zachodzie kraju. Pojawiły się również opady deszczu i burze, dające wg systemu RainGRS (IMGW-PIB) miejscami ponad 35 mm opadu za dobę – w niektórych miejscach było to więcej, niż dotychczasowa suma miesięczna.

Wiele więc wskazuje na to, że nie czeka nas w tym roku wątpliwej jakości niespodzianka w postaci maja porównywalnego termicznie z tym z 1991 r. Być może będzie to maj porównywalny z tymi z lat 2015 i 2010 (kolejno -0.83 i -0.97K). Istotną różnicą byłby oczywiście rozkład anomalii temperatur w czasie – pierwsza połowa maja 2019 była najzimniejsza od niemal 40 lat. Należy również pamiętać, że nadal poruszamy się w sferze odległych prognoz. Sama końcówka maja może być bardzo chłodna, niewykluczone jest jednak, że będzie upalna. Co do ostatecznych „widełek” anomalii temperatury bieżącego miesiąca będziemy mogli mówić najwcześniej w przyszły weekend.

 

Print Friendly, PDF & Email

79 Replies to “Pierwsza dodatnia anomalia dobowa w maju 2019?”

  1. Zważywszy na stan obecny, jak i na prognozy na kolejne dni, na ok. 80-90% końcowa anomalia maja zamknie się w widełkach -2,5/0K (ref. 1981-2010) – ze wskazaniem na wartości ok. -1K, ale na razie tylko do ok. 24/25.05. Później faktycznie nie można wykluczyć ani kolejnego wyraźniejszego chłodu z Tavg-dobową poniżej 10°C, ani też dni upalnych (w skrajnych przypadkach).

    Jakkolwiek źle nie ocenialibyśmy ochłodzenia (fale chłodu/zimna) – a co ma związek także z coraz to większym przyzwyczajaniem się do coraz to cieplejszych standardów – warto zwrócić tu uwagę na dwie kwestie…

    1) O ile w końcówce maja mocniej się nie ociepli, będzie to dopiero pierwszy od 14 miesięcy przypadek z więcej niż symbolicznie ujemną anomalią w skali całego miesiąca. Zobaczymy, czy będzie to początkiem większej przeplatanki miesięcy/okresów cieplejszych i chłodniejszych (jak w ostatnio częściej w rocznikach 2009-2013), czy też ponownie jakiś pojedynczy „rodzynek” (?).

    2) Zwłaszcza w porze ciepłej roku, zdecydowanie spada potencjał na wyraźnie ujemne anomalie w skali całego miesiąca (a tym bardziej kwartału, okresu roku), a co ma kilka przyczyn:
    – ogólny trend ocieplenia klimatycznego na całym Świecie,
    – wzrost usłonecznienia zwłaszcza o tej porze roku,
    – opady w coraz krótszych interwałach czasowych (proporcjonalnie więcej silniejszych/zlewnych, ale padających krócej),
    – coraz to mniejsze zapasy dużego chłodu w Arktyce – a w porze ciepłej to główne źródło najsilniejszego chłodu (bo w porze chłodnej może to być także/głównie sama zmrożona Eurazja).

    Efekt? Fale chłodu/zimna są coraz to krótsze, nawet względem coraz „świeższych” norm. Okresy wyraźnie chłodniejsze trwają przeważnie +/- 2 tygodnie, ale rzadko 3-4 tygodnie i dłużej. A przez to, zwłaszcza w porze ciepłej, znacznie spada potencjał na średnie anomalie poniżej powiedzmy -2K w skali całego miesiąca (także ruchomego), a tym bardziej okresu jeszcze dłuższego i to nawet względem norm z 3-4 ostatnich dekad.

  2. Dzisiejszy dzień pomimo że nie jest dużo cieplejszy niż powinien odczuwalnie jest jednak bardzo gorący, nieprzyjemna parnota, właśnie dlatego wolę tą „zimnice” przy/po opadach.

  3. Patrze sobe na prognozy pogody dla Norwegii na yr.no a w zwykle deszczowym i zimym Bergen mamy zagrozenie pożarowe… To jest niewiarygodne. Ja mimo wszystko mam duże obawy co do tegorocznego lata. Jeżeli Skandynawia będzie dalej znacznie suchsza niż powinna, podobnie Rosja, to nawet największe opady w maju mogą nas nie uchronić przed falą upału w lipcu bądź sierpniu.

    1. W przeciwieństwie obawiam się po fali upałów kilkudniowych ulew np. w sierpniu. Już w końcówce kwietnia i w ostatnich dniach w górach miejscami spadło po 50-100 ,a nawet ponad 100mm w 72 godziny. Możemy mieć atrakcje zarówno z powodu posuchy (suszy) ,te są ,mniej medialne (tylko wyschnięte pola ,no może jakieś groźne pożary) i bardzo medialną powódź z zerwanymi mostami, zniszczonymi drogami, zalanymi domami i fabrykami oraz oficjelami latającymi po wałach. ,,Super sprawa” to tak mówiąc żartobliwie.

    2. Niestety. Tragiczna jest sytuacja a wyż skandynawski za szybko nie ustąpi…
      kiedy Skandynawia jest wypalona, to po prostu chłod nie ma skąd do nas płynąc i jedyna szansa na ochłodzenia (dla mnie to są pseudoochlodzenia), jest przy paskudnej pogodzie.

      1. Oczywiście chłodniejsza Skandynawia wcale nie wyklucza koszmarnych okresów latem jak w pierwszej połowie sierpnia 2015. Ale tamto lato przynajmniej miało okresy z normalną, ładną pogodą i rześkimi nocami.

      2. Tym razem mamy też bardzo gorący wschód. Zobaczymy co przyniesą dalsze miesiące. Pamiętając jednak zeszły rok wiem, że wystarczy, aby przyszła dłuższa gorąca sucha pogoda w czerwcu i po aktualnej wilgoci śladu nie będzie. Szansą na normalniejsze lato jest chociaż czasowe odblokowanie normalnej cyrkulacji… (mówiąc normalne mam na myśli typową polską przeplatankę dni gorących z burzami i krótszymi ochłodzeniami).

        1. Tylko, że to „odblokowanie” (jak rozumiem cyrkulacji bardziej atlantyckiej) też nie mogłoby nastąpić przy prądzie strumieniowym zbyt bardzo przesuniętym na N tory lub zbyt wyraźnej adwekcji z SW – bo to też droga ku przewadze aury gorąco-upalnej i suchej.

          1. @Lucas
            szokuje mnie ta twoja niechęć do „strefówki”. Nie jest do końca prawdą to co mówisz w dodatku – strefówka zapewnia przede wszystkim różnorodność i – poza ekstremalnymi przypadkami do których się zaraz odniosę – regularne opady. I co ważne, zapobiega wypalaniu Skandynawii, co jest ważnym elementem układanki. Te przesunięcia na N, S itd. o których lubisz mówić, to nic innego jak ELEMENTY tejże cyrkulacji, które widzieliśmy kilkakrotnie w marcu. Jeszcze jednak nie widziałem strefy, która by kompletnie była skierowana jednoznacznie zbytnio na N, lub na S.

            * ekstremalnym przypadkiem był sierpień 2018. Wyschnięta i wypalona była wtedy także W Europa, co uniemożliwiało docieranie z W obfitych opadów, w konsekwencji mimo, że przychodziły fronty, to nie przynosiły one dużo opadów. W dodatku powietrze, nieważne skąd płynęło, zanim dotarło do nas, to zdążało się nagrzać… (przez wypalone Niemcy, wypaloną Szwecję itd.). Zresztą, dwie ostatnie dekady sierpnia 2018 to mi się nawet podobały, była to taka cieplejsza wersja sierpnia 2009/2011.

          2. @kmroz
            Ja nie jestem przeciwko „strefie” (z W) z założenia. Chodzi tu jednak o dwie kwestie, tzn.:
            – aby zbyt często zbyt silnie nie wiało (problem głównie w porze chłodnej, ale i ciepłej też okresowo),
            – aby była to „strefa” przekładająca się na faktycznie umiarkowane/regularne opady bez trwalszego pogorszenia pogody.

            Ty po prostu zakładasz, że „strefa” zapewnia nam z założenia potrzebą naprzemienność typów aury i optymalne proporcje w opadach (z grubsza). A ja to uściślam:
            – byle bez tak silnego dmuchania jak okresowo np. w marcu, czy nawet w kwietniu, w okresie kiedy NAO było dodatnie,
            – byle bez rozpraszania stref opadowych jak to coraz częściej przy „strefie” ma miejsce w porze ciepłej.

            Nie wiem czy zauważyłeś, że coraz częściej jest tak, że fronty wędrują z W na E, ale wraz ze zbliżaniem się do nas związane z nimi strefy opadowe słabną (zwłaszcza w porze ciepłej) – dopóty dopóki gdzieś nie dojdzie do zaburzenia na nich i tworzenia się jakiś niżów wtórnych za górami zmierzających w naszą stronę (i dalej na NE).

            A jak w tej strefie dochodzi wyraźniejsza składowa S, to już w ogóle może być z tym problem – jak często w zachwalanym grudniu 2015 r. Zimą nie ma przynajmniej problemu z parowaniem i osuszaniem, dlatego taka opcja przeważnie jest korzystna. Natomiast w porze ciepłej (zwłaszcza latem) może ona też prowadzić do suszy, a przy rozwoju sytuacji jak np. w sierpniu 2015 do suszy z falą upału.

            Tak więc rzecz nie w tym, aby z założenia negować „strefówkę” jako coś korzystnego – tylko, aby zaznaczać, że i w tym przypadku możemy mieć jakieś opcje niepożądane.

          3. @Lucas
            ja rozumiem. Problem w tym, że bez strefówki przecież mamy jeszcze większe wariactwa w pogodzie. Czyli z Twoich wypowiedzi można wnioskować tak naprawdę, że obecność strefówki jest w gruncie rzeczy warunkiem KONIECZNYM, ale NIEWYSTARCZAJĄCYM.

            PS. W kwietniu porządnie wiało właśnie BEZ cyrkulacji strefowej. Nie było tak groźnych wichur, jednak jakby patrzeć na ŚREDNI wiatr w ciągu dnia, to w kwietniu były 2 dni tak wietrzne, o jakich w marcu można było „pomarzyć”. Były to 3 i 23 kwietnia. Także to najlepszy dowód, że silny wiatr możemy mieć także bez tej strefówki, w dodatku zamiast przynosić świeży i czyściutki powiew znad Oceanu, to przyniósł nam pełno piasku….

            PS2
            Co do grudnia 2015, to wbrew pozorom wcale tak bardzo nie brakowało w nim opadów. Co więcej, zdarzył się w nim jeden układ niżowy bezpośrednio nad Polską z silnym wiatrem i sporym opadem – był to 13.12.2015. A i w Święta byliśmy całkiem blisko niżu i też mocno wiało, chociaż wskazania na barometrach mogły sprawiać zupełnie inne wrażenie. Także tamten grudzień był przykładem właśnie tej zmienności, że okresami mieliśmy przyjemniejszy, spokojniejszy, suchszy i pogodniejszy powiew z SW, a okresami deszczową i wietrzną aurę z może nie tyle składową NW, co bliskością niżu. W zasadzie podobnie było w marcu 2019. Oba te miesiące uważam za niemal podręcznikowy „Atlantyk”. Jeśli chodzi o miesiące letnie, to nie jestem pewien, czy istniał taki miesiąc, bo latem zbyt łatwo tworzą się blokady na suchej glebie, nawet taki sierpień 2009 miał ze 2-3 takie, ale trwały bardzo krótko.

          4. @kmroz
            Jakkolwiek źle byś mnie nie zrozumiał…
            Osłabienia „strefy” też są potrzebne, ale jak nie trwają długo – za to przynoszą kilka dni aury spokojniejszej (bez dużej dynamiki) i zarazem częściej pogodniejszej (bez względu na porę roku).
            Moim zdaniem najlepsza jest umiarkowana „strefa” na przemian z niezbyt silnym/długim jej osłabieniem (blokadami).

      3. Szkoda tylko że tym razem ten wyż skandynawski nie jest tak mocny jak rok temu. Nie byłoby takich chłodów (choć wiem że opady są cenne).

    3. W sumie to mi też zaczyna brakować w sezonie letnim okresów z nieznacznie ujemnymi anomaliami (albo chociaż w normie np. 1981-2010), ale przy aurze spokojniejszej i częściej pogodnej lub z urozmaiconym zachmurzeniem) – na zmianę z tymi cieplejszymi względem normy.

      Bo albo od razu ma to związek z pogodą „wisielczą” i/lub silniejszymi opadami, albo jest to po prostu jakieś silniejszej przejściowe ochłodzenie między okresami wyraźnie ciepłymi (gorącymi, upalnymi).
      W porze ciepłej jest to w sumie naturalna kolej rzeczy – tyle tylko, że obie skrajności coraz bardziej się nasilają.

      1. Przeciez w tym roku było sporo takiej aury. W pierwszej połowie kwietnia prawie 10-dniowi incydent zimowy/późnojesienny oraz teraz w maju, choć fakt, przy prawie zerowej lampie. Podobnie było w 2017 na wiosnę, gdzie też przez prawie miesiąc piździło i nieraz mało padało. Masz za krótką pamięć. Okresów z ujemną anomalią było w ostatnich latach sporo (poza 2018), brakowało w nich tylko słonecznych chwil, ale nie zawsze.

        1. @Osowa
          Po pierwsze on miał na myśli właśnie nie zerową lampę, tylko wręcz przeciwnie, po drugie okresy LETNIE. Ten pierwszy warunek był doskonale spełniony w czasie kwietniowego ochłodzenia, ale kwiecień to nie lato.

        2. Zgadza się.
          Po pierwsze, mi chodziło głównie o okres letni, kiedy Tavg ok. 15°C i wyższe stają się normą.
          Po drugie, kwiecień miał jednak dość spory przeplataniec, jak i silniejsze dmuchanie. Chodzi o to, aby ochłodzenia nie były od razu zbyt silne i/lub nie niosły zbyt „brzydkiej” pogody. Z dni, które dość pozytywnie oceniam był np. 01.05, czy 11.05 – tyle tylko, że trwało to bardzo krótko.

    4. A popadalo cos tam ostatnio ? Pamietam prognozy z polowy kwietnia dla Oslo – pelna lampa I susza a pozniej niera jak patrzylem byl deszcz. Generalnie zycze im desZczowego Lata a nie szalensyw rodem z Roku 2018. Ps. Jak pamiwtam to q skandynawii ocieplenie klimatu mialo akutkowac wrostem opadow a apadek opadoe ma byc na poludniu Europy. Ale moze cos nie doczytalem albo prognistycy akurat Tu sie mylili albo to wyjatkowo w ogolnej tendencji

      1. http://ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=02622&ndays=51&ano=2019&mes=05&day=17&hora=23&ord=REV&Send=Send
        Sytuacja za ostatnie 50 dni w przykładowym mieście w południowej Szwecji, ale oddalonym od morza (położone mniej więcej na wysokości niżu polskiego)

        Kwiecień iście stepowy i dość ciepły, trochę popadało w pierwszej dekadzie maja, ale zdecydowanie za mało.
        Dość porządnie podlało tam natomiast w marcu. Ale kwiecień to u nich nie był ekstremalnie suchy. Był kompletnie skrajnie i jeszcze raz skrajnie suchy…..

        1. Generalnie jest znacznie bardziej sucho aniżeli być powinno, daje to dobry podkład pod temperatury znacznie powyżej normy przy obecnych warunkach

        2. Niemniej patrzylem na ta miejscowosc szwedzka I tam teraz pada deszcz I najblizsze prognozy nie SA suche . W Bergen wydaje sie relatywnie gorzej (choc mpcno padalo w marcu) ale akurat dzis to jest tam najcieplejszy dzien I w perspektywa kilku DNI powinna sie ochlodzic wg prognoz

          1. Moze troche myslenia zyczeniowego ale wydaje mi sie to mocno Inna sytuacja niz w maju 2018 ktory Dal podwaliny pod ekstremalne lato w Skandynawij. Tym niemmniej zycze I’m duuuuzo deszczu

          2. Im nawet bardziej potrzebne niż nam, bo naprawdę rok temu tam przeżyli piekło. My takiego piekła jeszcze nigdy nie mieliśmy i niech się Bóg dalej lituje nad nami!

  4. Przy tych prognozach anomalia na poziomie -3K staje się też co raz mniej prawdopodobna, jednak małe szanse daje też anomalii zbliżonej do 0k bu musiałoby być już właściwie cały czas ciepło. Z każdym dniem i prognozami najbardziej prawdopodobny potencjał anomalii będzie się zawężał, chyba że nadejdzie w końcówce miesiąca bardzo silne ocieplenie które podniesie anomalie nawet na poziom lekko dodatni lub bardzo silnie ochłodzenie będzie to ok -3K . Teraz wg mnie jest to między -2K a -0.5K

  5. Wreszcie sie ociepla, o 14:00 było 19 stopni i przebija się jakieś słońce. Niestety w przyszłym tygodniu tego słońca znowu ma być bardzo mało, co to są 3 godziny w maju, to nawet nie jest 1/4 możliwego… Chociaż tyle że nie będzie już tych patologicznych temperatur krążących wkoło 10 stopni w pełni dnia.

    Usłonecznienie do 16.05 to 67 godzin, jeśli prognoza się sprawdzi to 24 maja będzie 110h. Ten miesiąc z trudem wyrobi połowę swej normy która wynosi jakieś 230h.

    Jak na razie to ten rok nie zachwyca
    Ponury styczeń
    Słoneczny luty
    Dość słoneczny marzec
    Lekko powyżej normy kwiecień
    Bardzo ponury maj

    Zobaczymy jakie będzie lato. Większość rocznego usłonecznienia się wyrabia w miesiącach kwiecień-wrzesień, marzec i październik mają już dość mało a okres listopad-luty jest prawie że pomijalnie mały (wszystkie trzy miesiące razem wzięte mają tego słońca mniej niż sam kwiecień)

    1. @alewis27 u mnie wszystkie miesiące do kwietnia były identyczne pod wzgl. Uslonecznienia do swoich „bliźniaków” z 2018. Jeśli chodzi o maj to już jest pewna konkretną różnica, ten raczej nie dobije nawet do normy, za to tamten przyniósł rekord. Osobiście bym wolał odjechana ilość słońca w listopadzie/grudniu (wzgl. Ich średniej oczywiście), i mam nadzieję że któryś z tych dwóch miesięcy pokaże swoje możliwości jeszcze w tym roku.

      1. Odjechania (rekordowa) ilość Słońca była grudniu 2015 i w listopadzie 2011, ale i tak na to nikt nie zwrócił uwagi bo Słońce świeci wtedy jak iluminacja świąteczna…

        1. u mnie luty 2019 miał rekord usłonecznienia, koło 120h. Rok temu tak sie stało na zachodzie Polski (wschód tonął w stratusie)

          Z ciepłych lutych bardziej mi się podobał 2014. Marzec po nim następujący też. Nawet kwiecień był nienajgorszy, dopiero w maju się pogoda zaczęła psuć na dłużej.

          1. Luty 2019 był bardzo słoneczny w całej Polsce, za to luty 2018 był u mnie był taki sam, ale wiem że w wielu miejscach był paskudny. Z resztą luty w ostatnich latach to najbardziej zadowalający miesiąc. Dla porównania w latach 2004-2010, żaden luty mi się nie podobał, a od 2011 tylko luty 2013 był wyjątkiem, no i jeszcze niespecjalny był w 2017. Reszta super. Za to stycznie od ok. 2000-ego to porażka, stycznie w latach 90-tych to naprawdę cudo, zwłaszcza 1991-99.

          2. Luty 2018 to również kilkudramatowy akt.
            W zasadzie:
            Akt I -> 1-2.02 -> resztki ciepła, ale ponuro i deszczowo
            Akt II -> 3-9.02 -> zimno ze słabymi opadami śniegu i raz słonecznie, raz stalowo.
            Akt III -> 10-17.02 ->okołozerowe, suche badziewie, praktycznie słońce nie istniało
            Akt IV -> 18-23.02 -> trochę litości w pogodzie, mnóstwo słoneczka, temperatury za dnia nawet na lekkim plusie, ale noce lodowate.
            Akt V -> 24-28.02 -> PO PROSTU SYBERIA. Słońca tam trochę było, ale przy pewnych temperaturach to już niewielka pociecha.

          3. e tam syberia, -10 w dzień tylko. I u mnie było pochmurno, nocami było niewiele chłodniej. Dużo zimniej było w lutym 2012, noce z łatwością przebijały -20 stopni (co w ogóle nie miało miejsca w 2018 roku). No i w 2012r wielki mróz trzymał prawie 3 tygodnie bez przerwy. Co było dość nietypowym zjawiskiem – najdłuższa fala silnego mrozu w XXI wieku wystąpiła w zimie…ciepłej. Około 60 z 90 dni tamtej zimy z zimą miała bardzo niewiele wspólnego. Cieplejszy od grudnia 2011 był tylko 2015 (w tej dekadzie), styczeń coś tam tego śniegu było ale nie za wiele, większość odwilżowa, a luty po ustaniu mrozów też z głęboką i trwałą odwilżą.

          4. @alewis
            Mów co chcesz, ale ja pamiętam, co pamiętam. 24.02 wybraliśmy się dużą grupą na zaplanowaną wycieczkę po Lesie Kabackim. Termin miał być taki, że teoretycznie powinna już pogoda być całkiem do życia. Pod koniec lutego już można oczekiwać temperatur w ciągu dnia (nie tylko maksów, ale przez przynajmniej 6-8 godzin!) powyżej zera i w miarę ładnej pogody. Wycieczka ta się ostatecznie odbyła, ale o dłuższej przerwie nie było mowy. Wszyscy niestety porządnie wymarźli, gdy tylko na 10 minut stanęliśmy. Prawdziwą ulgą było, gdy dotarliśmy do ciepełka.
            Takie coś do wybaczenia byłoby w styczniu, na początku lutego. A nie pod koniec lutego, kiedy już powinny pojawiać się pierwsze oznaki przedwiośnia. Swoją drogą rok później miałem też strasznego pecha, bo akurat na weekend 22-24.02 wyjechałem do Lwowa na zwiedzanie. Jaka pogoda była wtedy, to chyba nie muszę mówić…. :/

          5. U mnie świetna. Niewielki mróz całą dobę i czyste niebo. To był jedyny dzień (weekend) z całodobowym mrozem przez cały luty 2019 więc już nie narzekaj. Jak mam wybierać między -15 ze słońcem a wisielczym dziadostwem przy +6 to wybieram to pierwsze w każdym przypadku (grudzień, styczeń, luty, nawet I poł marca)

            I chcesz albo nie chcesz, ale nasz klimat jest przejściowy. Przełom lutego i marca to wciąż jest ostra zima na praktycznie całej wschodniej połowie Europy. Na Podlasiu średnia wieloletnia osiąga zero dopiero w drugiej dekadzie marca, pierwsza dekada jest tam chłodniejsza niż jakikolwiek dzień w roku we Wrocławiu. Żeby ujrzeć w marcu zimowe elementy pogody wcale nie potrzeba dużej ujemnej anomalii. Dużo większą anomalią jest występowanie w marcu dni z temperaturami 15/20 stopni (takie dni są praktycznie w każdym marcu w roku, może poza 2013)

          6. @alewis
            Tak świetna, ze większość czasu spędziliśmy w budynkach :/ No i niestety masz racje, ze zimy u nas potrafią być koszmarne, ale już naprawdę po końcówce lutego można oczekiwać czegoś sensownego. Zresztą sam fakt jaki krótki to był epizod, potwierdza to. Naprawdę wydawałoby się ze w atlantyckim lutym Natura nam oszczędzi tego i to był impuls do planowania wyjazdu.

  6. U mnie wyszło w końcu słońce. Bo pogoda w ostatnich 4 dniach była rodem z listopada, a nie maja. Temperaturowo na razie bez szału, bo 20 stopni. Czyli raczej norma. A wczorajsza anomalia +2K dla Białegostoku spowodowana jest tylko przez bardzo ciepłą, deszczową noc.

  7. Normalnie jak kalką odbił III dekada lipca, lubię taką quasi-tropikalną pogodę, tylko, że w tropikach tego Słońca jest jednak zawsze dużo mimo ogromnych ilości deszczu i bardzo wysokiej wilgotności a u nas zapowiada się tyle co kot napłakał…

    1. już lepsze to niż te 8-10 stopni w dzień. Jak na razie w maju były dwa cieplejsze dni – 2 i 11 maja. Natychmiast po nich następował spadek o ponad 10C – z 19 do niecałych 10 w środku dnia. Dopiero teraz rozpoczyna się jakiś dłuższy cieplejszy okres.

    2. W maju w sumie nie mam nic przeciwko takiej pogodzie, bo przynosi średnio o 5-7 stopni niższą temperaturę niż w czasie tej fali tropikalnego upału pod koniec lipca 2018, nocami będziemy notować koło 10-15 stopni, czyli trochę za ciepło, ale jak najbardziej do przeżycia. Do tego sporo potrzebnych opadów, ale też sporo słońca (przynajmniej względem naszych smutnych norm) i bardzo przyjemne temperatury za dnia na poziomie 20-25 stopni, pojedyncze dni może cieplej. Generalnie zawsze wolałem ocieplenia w towarzystwie pogody bardziej pochmurnej-deszczowej a ochłodzenia w towarzystwie suchej – przynajmniej w porze ciepłej, więc taka opcja mi odpowiada.

        1. A ochłodzenia w wersji suchej i słonecznej zwłaszcza przy adwekcji PA i PPmch w lecie oznaczają chłodne wieczory i noce.

  8. No i burza przeszła w mojej okolicy, ładnie dorzuciło opadem, za obecną dobę metorologiczną (18utc-18utc) mam już ponad 10mm ;) Za ostatnią godzinę ponad 3mm.
    Temperatura sięgała już „dwudziestki”, ale po opadach spadła o 3 stopnie.
    Fajnie jednak, że przed burzą i po burzą wychodzi słońce, tak powinno być, a nie całodzienne stratusy… w maju…

    1. Zgadzam się , tęskniłem za taką pogoda czyli słonecznie w ciągu dnia , popołudniowa burza później znowu słońce i ciepło powyżej 20 stopni , z tym mi się kojarzy pora ciepła w Polsce 😁 O tym co się działo w ostatnich dniach szczegolnie na S Polski chciałbym jak najszybciej zapomnieć

      1. Dla naszej gleby potrzebne było kilka takich dni jak 13-15.05, jednak teraz jak popadało o wiele chętniej przyjmę już cieplejszą i pogodniejszą wersję maja, fajnie jak do tego będą częste burze, które będą podrzucać naszej przyrodzie regularnie wilgoć.

        1. Deszcz był potrzebny ale nie temperatura w ciągu dnia ledwo 6 stopni jaka panowała na S kraju 13-15 , o śniegu w wyższych terenach nie wspominając , przed nami umiarkowane lato przynajmniej do środy a później byc może ochłodzenie ale już nie tak głębokie jak ostatnio

          1. O ile dobrze pamietam jesteś z Małopolski, więc zupełnie inna bajka. U nas na Mazowszu potrzebne było to, co było. Gdyby było przy tym 5-10 stopni cieplej musiałoby znacznie więcej tego deszczu spaść.

          2. Jakby to było ograniczone do dwóch-trzech dni to jeszcze bym nie wydziwiał. Ale tutaj od 27 kwietnia było trudno o 15 stopni w dzień! Co się troszkę ociepliło (2, 11 maja) to momentalnie spadało do wartości mniej niż 10 w środku dnia. Coś okropnego.

            https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=12560&ndays=32&ano=2019&mes=05&day=31&hora=06&ord=REV&Send=Send

            Wrocław do niedawna szedł na rekord zimna, temperatura miesięczna nie osiąga nawet 10 stopni przy normie wynoszącej około 14.

    2. Burza niezbyt długa i niebezpieczna, opad kilka mm (przeważnie 3-5 mm z tej strefy), temp. przed i po niej wokół 20°C, a potem szybka poprawa pogody.
      Czuć, że to już typowa pora ciepła, a wręcz przedsmak lata – jak w maju być powinno.

  9. Ach jak przyjemnie! Pogoda w tej chwili to kwintesencja przełomu wiosny i lata – 22 stopnie (czuję się jakby były co najmniej 24), trochę chmur które tylko upiększają niebo, świecące wysoko słońce, zieleń która wczoraj poszła z kopyta (dęby mają już prawie pełne ulistnienie; wyjątkowo późno, ale dobre i to), no i przede wszystkim. Serio przede wszystkim.
    Piękna, soczysta zieleń! Trawa puściła się mocno w górę, ani śladu wyschniętej gleby ani brązowej trawy, wspaniale kwitnące kwiaty, zapach bzów. Jak bardzo potrzebne były te opady! Dzięki nim i niskiemu parowaniu teraz wszystko jest inne, jeszcze piękniejsze. Warto było się pomęczyć :)

    1. Przy okazji przypomniało mi się, jak w maju/czerwcu 2014 po raz pierwszy odwiedziłem zachwalaną tu często Hiszpanię. Wspaniała wyprawa, dużo zwiedziłem, zobaczyłem, poznałem, nawet wykąpałem się w jeszcze chłodnym morzu. Bardzo mi się podobało, widoki i krajobrazy są piękne, ale mimo to nie zamieniłbym się klimatami z tym krajem. Dlaczego? Wróciłem do domu 11 czerwca 2014 roku. Piękny, pogodny dzień, już po krótkim ataku upałów. Przyjechałem do siebie, spoglądam na ogród i okolicę i na głos stwierdzam – „u nas lepiej”. Soczysta zieleń, ładna trawa, „żywy” kolor nieba, wszystko takie kolorowe, przyjazne dla oka. Trawa nie ma pomarańczowo-brązowej barwy, drzewa nie wyglądają jakby miały się za chwilę rozpaść, na intensywnie błękitnym niebie coś się dzieje (lubię „lampę”, ale chmurki mają swój urok :) ), przyroda cały czas żyje, roślinność jest bujna i te kolory :) To samo wrażenie odnoszę zawsze kiedy wracam z krajów śródziemnomorskich, ale wtedy przekonałem się o tym jakoś najmocniej. Mówcie co chcecie, ale ja lubię nasz klimat :)

      1. Za to w porze chłodnej polskie miasto wali obuchem w łeb jak jakaś ruska kolonia karna. Wszystko łyse, budownictwo szaro-bure i brzydkie, na niebie słońce raz na tydzień albo i rzadziej. Coraz mniej też zim ze śniegiem, w ostatnich latach zima to bardziej taka zapchajdziura między późniejszą jesienią a wczesną wiosną.

      2. U nas jest przepiękna przyroda między majem a wrześniem, ale zimą to wszystko wygląda jak w jakimś Archangielsku…

      3. Zima też potrafi być dla mnie ładna, ale jak regularnie dosypuje świeżego nie topiącego się śnieżku (wcale nie musi w dużych ilościach), nie brak okresów pogodniejszych i nie ogranicza się ocen do przemieszczania ruchliwymi traktami, czy w gęstej betonowej zabudowie.
        Nie zmienia to faktu, że pora ciepła jest dużo przyjemniejsza (oprócz dokuczliwych fal upału/tropiku, czy zimnych/ponurych okresów).

        1. Nigdy bym nie zamienił Hiszpanii na nasz klimat. Moze tam nie ma tyle zieleni, ale ile u nas jest? Ledwo pięc miesięcy: maj-wrzesien. Pozostałe siedem miesięcy to szarówka, zero słonca, jeszcze jako takie fajnie jest późne babie lato, ale ono zdarza się rzadko ostatnio. Gdyby pora ciepła trwała u nas marzec-listopad bez incydentów zimowych to już byłbym na tak.

    2. @PiotrNS
      Dzisiaj we Wrocławiu była piękna pogoda i nawet ciepło, bo 19°C, ale żeby zobaczyć jak się ma zieleń to trzeba było się naprawdę nieco zaszyć i mocno jej poszukać, gdzieś na zielonych osiedlach. Mi się to dzisiaj udało i bzy niestety już straciły kolor i prawie nie pachną, ale trawa wygląda od razu lepiej.

      Chwilami ciężko jednak ocenić to piękno zieleni we Wrocławiu, bo w centrum praktycznie jej nie ma. Coraz śmielsze rżnięcie drzew, wieloletnie zaniedbania włodarzy w tym zakresie, plaga jemioły od 2006?/2009? roku, zawalanie się starych lub osłabionych od zabetonowania i zasolenia drzew – to już codzienność. Latem już nie ma gdzie się schować przed żarem wszechobecnego asfaltu. Jeszcze ze 30 lat i znikną ostatnie miejsca z większą ilością zieleni w samym mieście. Mając na uwadze ostatnie trendy klimatyczne, zmiany idą w bardzo złym kierunku. Ciekawe czy jest u nas jeszcze jakieś racjonalnie zarządzane miasto, gdzie troszczy się o odpowiednią ilość i jakość zieleni miejskiej. Przecież to podstawa w drodze do lepszej jakości powietrza, polepszenia bilansów wodnych, zrównoważonego rozwoju, estetyki miasta…

      1. Ten krzew nazywa się lilak pospolity (Syringa vulgaris) a nie żaden bez, Sambucus nigra dopiero zaczyna kwitnienie. Ja za początek lata fenologicznego przyjmuje ostatni opadnięty kwiat z żarnowca miotlastego a w tym roku o tej porze nie są jeszcze w pełni kwitnienia…

  10. Z mojej miejscowości mogłem dość blisko przyglądnąć się komórce burzowej przechodzącą nad Kalwarią. A burza wyglądała dość efektownie – i pod względem ogólnego wyglądu, i pod względem serwowanych widowiskowych piorunów.
    Sama burza mnie minęła ale za nią rozbudowała się niewielka komóreczka, która przyniosła spokojny, intensywny deszcz.

  11. Na dość wysoką dobową tavg w skali ogólnokrajowej będą wpływały noce z tmin ok 15 stopni, bo to będzie ciepłe i wilgotne powietrza. Aura może być dynamiczna (ze zmienną pogodą – na przemian chmury i opad pochodzenia konwekcyjnego oraz rozpogodzenia). Umówmy się, że tmax 20-25 stopni w III dekadzie maja to nie jest jakaś szczególnie wysoka anomalia – a właśnie tmax 20-25 stopni ma dominować, lokalnie może pojawi się gdzieś dzień gorący. Dzięki dużemu zachmurzeniu temperatura może oscylować wokół 20 stopni przez większą cześć dnia, a w nocy spadać w okolice 15 stopni. Ocieplenie powyżej 20 stopni z tego co widzę potrwa ok 7 dni, bo w II połowie przyszłego tygodnia modele widzą ochłodzenie do tmax 15-20 stopni, miejscami także poniżej 15 stopni.

  12. Zmienność pogody jest niesamowita :) We wtorek zima z padającym śniegiem, a w piątek pierwszy w tym miesiącu dzień letni. Jak pory roku Vivaldiego ☺️

    1. Dzięki tej fantastycznej zmienności pogody cała moja rodzina leży chora w łóżku , gdybyś był również meteopata jak Ja to byś tak nie zachwalał tej zmienności

  13. Sobota zaczyna się u mnie porządną burzą, z kolejną dawką ulewnego deszczu. Przyznam, że odkąd obserwuje radary (kwiecień 2018) to nie widziałem u siebie takiego spektakularnego układu.

    1. No faktycznie z mocnym „hukiem” zaczyna się to ocieplenie. Wysokie CAPE, ale takiej burzy już z samego rana się nie spodziewałem. Z rynien woda wybijała, a na kostkach chodnikowych i ulicach płynęła jak rwąca rzeka…
      Z SE zmierza się jednak strefa pogodniejsza i jeszcze przed południem powinno wyjrzeć Słońce, przy temp. dzisiaj już chyba ok. 22/25°C.

      1. u mnie w Zgierzu również była konkretna pompa. Lublinek w Łodzi jak zawsze pominięty – jak tak dalej pójdzie w Łodzi padnie rekord jeżeli chodzi o minimalny opad w maju. Jest to dość zabawne, bo w samym mieście pada znacznie więcej i częściej niż na lotnisku, które w większym stopniu oddaje realia Pabianic chyba, a nie Łodzi. Potem dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji jak rok temu w maju. W całym mieście było potężne oberwani chmury, zalane tunele, jednym słowem masakra. Lublinek zmierzył wtedy 2mm. Zarządca Dworca Fabryczngo, który bardzo ucierpiał miał potem problem udowodnić, że było to spowodowane przez wyjątkowo intensywny deszcz. Konieczna była dodatkowa opinia z IMGW zgodnie z którą opad w centrum miasta mógł wtedy wynieść ok 40mm przez 1,5h

  14. U mnie burza, już przeszła, teraz pada spokojny deszcz. Wcześniej lało i to konkretnie. Co ważne, obyło się bez silniejszych porywow wiatru.

  15. Najnowsza prognoza UM trochę się rozminęła z prawdą – model w ogóle nie widzi układu burzowego nad Polską o tej porze. Jest to ciekawe, bo poprzednia prognoza dobrze go obrazuje. Cóż się stało, że UM postanowił wymazać owe burze w swych prognozach.

    U mnie noc(okolice Skawiny) minęła pod znakiem mgieł i temperatury na poziomie 8 stopni. Obecnie mgiełka zniknęła. Ciekawe czy jakaś konwekcja dzisiaj wystartuje.

  16. Trochę ten model UM „gubi” się z prognozami. Według wczorajszej prognozy nie miało być dzisiaj burzy na Górnym Śląsku, a dziś nagle zmienił swą prognozę i już prognozuje burze po południu.
    Ale jak na razie, od rana jest słonecznie. W końcu!

  17. Na portalu Wyborczej jest artykuł pt. „Hiszpania się gotuje. Dosłownie”; można go dedykować tym, co krytykują ostrzeganie o zagrożeniach związanych z ociepleniem klimatu u nas, głosząc „o czym wy gadacie, w takiej Hiszpanii jest dużo goręcej i bardziej sucho niż w Polsce, a jakoś sobie z tym radzą”.
    Otóż, coraz gorzej sobie radzą.

    1. Na mnie osobiście tego typu wpisy działają niczym płachta na byka – przynajmniej na tym portalu/bloku, na którym świadomość skutków związanych z bezprecedensowymi zmianami klimatycznymi powinna być znacznie większa.
      I to piszą osoby, którym nie przyszło się osobiście zmierzyć z wielomiesięcznymi suszami, pożarami, czy opadami nawalnymi jakie już chociażby na S Europy potrafią być znacznie silniejsze (większych rozmiarów) niż u nas.
      Zachwalane kraje znają głównie z wypadów wakacyjnych i mocno ograniczonych aktywności.

      I sprawa nadrzędna: obecne ocieplenie klimatyczne i w ogóle zmiany nimi stymulowane (a mamy cały szereg skutków ubocznych z tym związanych) nie działa jak regulator warunków klimatycznych w budynku, a które to można sobie zaprogramować wg własnych potrzeb. Specyfika obecnych zmian jest zupełnie inna, tzn. znacznie mniej „kolorowa”…

    2. W uzupełnieniu, także adekwatne ochłodzenie klimatyczne też byłoby bardzo niepożądane. Dla nas w Polsce zapewne jeszcze mniej korzystne, ale tylko do czasu…
      Natomiast zauważmy, że obecne ocieplenie klimatyczne w największym stopniu dotknie obszary mocno zaludnione (może poza np. Australią) i trzeba mieć to na względzie.

  18. Nie wiem, czy zauważyliście, ale ostatniej zimy, jak i kończącej się wiosny wyjątkowo długo jesteśmy pod oddziaływaniem układów niżowych – i to nawet wtedy kiedy w części Polski bardzo mało padało.

    A tymczasem np. sobotnia ranna odsłona ECMWF prognozuje dość oryginalny układ z niżami wirującymi (przeciwnie do wskazówek zegara) wokół Europy C. Ogólnie jednak układ byłby taki, że częściej ściągałyby one w naszą stronę cieplejsze, niż chłodniejsze masy powietrza (dominujący przedział anomalii 0/+5K).

    A to oddala od nas obecnie od dwóch skrajnych scenariuszy, tzn. gorąco-upalnego i zdecydowanie suchego, jak i z częstymi opadami, ale przy ogólnie chłodnej aurze – na razie co najmniej do weekendu 25-26.05

  19. Przecież, my nawet teraz, odczuwamy skrajności pogody, związane z AGW, praktycznie 2 miesiące bez sensownych opadów, a teraz norma maja praktycznie wyrobiona, w kilka dni. U mnie właśnie przechodzi kolejna ulewa.

    1. A jakby teraz znowu rzadko padało, to za 2-3 tygodnie też mielibyśmy ponownie posuchę i dobry „grunt” dla wyraźniejszej fali upału. Dużo uzmysłowił mi w tym względzie artykuł w kwietniowym numerze Świata Nauki – tym razem dotyczący coraz częstszych przypadków przechodzenia między skrajnościami upalnymi a powodziowymi w porze ciepłej, także w Europie.

      Zresztą np. wskaźniki cyrkulacji NAO/AO, zaczynają nie „pasować” do dotychczasowych rytmów, a przy tym coraz częściej dynamicznie i nieoczekiwanie przechodzą z (wyraźniejszych) plusów na (wyraźniejsze) minusy i odwrotnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.