Pierwsze większe przymrozki

Pierwsze większe przymrozki

Dziś nad ranem we wschodniej i północno-wschodniej Polsce temperatura spadła poniżej zera. Tym razem nie tylko przy gruncie, ale i na standardowej wysokości 2m nad poziomem gruntu. -1.2°C notowano w Białymstoku, -1.0°C w Suwałkach. Zimniej było m.in. w Białowieży, gdzie notowano -2.3°C. Najniższe temperatury notowano na tzw. „mrozowiskach”, czyli miejscach gdzie rzeźba terenu sprzyja silnemu wychłodzeniu. I tak nieopodal miejscowości Neple (koło Terespola) Paweł Reducha zmierzył -4.1°C.

Nie są to oczywiście rekordowo niskie temperatury, jakie notowano we wrześniu. 18 września 1973 w Różanymstoku zarejestrowano temperaturę minimalną równą -5.8°C, 27 września 1986 -6.7°C było w Biebrzy, w latach 1951-1970 -7.1°C w Barwinku. Jeszcze niższe temperatury notowano na wyżej położonych terenach: w Jakuszycach 24 września 2000 zarejestrowano -9.2°C. Niższą temperaturę niż dziś, bo -5.5°C, notowano 21 lipca 1996 r. na Hali Izerskiej (co wskazuje, że miejsce to ma duży potencjał na wrześniowe spadki sporo poniżej -10°C).

 

 

Print Friendly, PDF & Email

674 Replies to “Pierwsze większe przymrozki”

  1. Przymrozki przymrozkami, ale warto też wspomnieć o coraz częściej prognozowanym przez ECMWF sporym huraganie zmierzającym przez środkowy Atlantyk w kierunku Europy. W wieczornej odsłonie układ ten odznaczał się najniższym ciśnieniem 937 hPa i kierował wprost na Azory, z porywami wiatru przekraczającymi 200 km/h. W porannej jego ścieżka jest bardziej odsunięta na zachód, ale niż nadal wygląda imponująco.
    Z drugiej strony na wschód od Hiszpanii nadal mamy ujemną anomalię temp. wody, co diametralnie zmniejsza szanse, by jakikolwiek układ utrzymał siłę huraganu docierając do Europy.

    1. U nas całkiem możliwe że ten „huragan” skończy się po prostu przyjemnym ciepłem. Trochę jak Ophelia dwa lata temu.
      Ale jeszcze trochę czasu do poniedziałku zostało

      1. A mnie by raczej przerażało niemalże cały czas to ciepło z anomalią wokół +5K (okresowo wyższą) za jakim tak tęsknisz w porze chłodnej, a wręcz już od teraz.
        Zmienność pogodowa na dłuższą metę kształtuje standardy klimatyczne. A co się obecnie dzieje z klimatem ziemskim – chyba sami dobrze wiemy, przynajmniej tutaj…

        1. większość ma jakieś preferencje, sam lepszy od niego nie jestem tlyko ja bym chciał mieć -5K zimą i +5K latem. Jemu mróz zimą i upał latem przeszkadza, mi wprost przeciwnie, przeszkadza mi chłód latem i ciepło zimą czyli „spłaszczanie” skrajnych pór roku.

          Ocieplenie klimatu jednak idzie w jednym kierunku we wszystkich porach roku. Cieplejsze zimy pociągają za sobą coraz gorętsze lata. Coraz większe upały w lecie to także coraz mniej mrozu i śniegu zimą i zamiast niego coraz więcej aury znamiennej dla II połowy listopada (średnia 1-4 stopnie na plusie)

          O rekordach zimna czy nawet wartościach zbliżających się do tego można już zapomnieć, przynajmniej w szerszych interwałach czasowych, bo dobowe nadal się zdarzają. O wiele rzadziej niż rekordy ciepła i tak. Dobowy rekord ciepła (z refa 1951-2019) już na nikim wrażenia nie robi bo każdy rok ma ich co najmniej kilka, może nawet kilkanaście. Za to dobowy rekord zimna jak np. 1.03.2018 to było takie „wow”. To się zdarza już tak rzadko, że jest to wielkie wydarzenie.

          1. No żebyśmy się nie zdziwili gdy za którymś razem blokada i kilku tygodniowy spływ chłodu wstrzeli się w któryś z miesięcy zimowych. I posypią się, może nie od razu rekordy ale zejścia w ich okolice. A razem z jedną lub dwiema porządniejszymi falami mrozów nastąpi wysyp denializmu
            Zresztą, nie tak dawno przecież USA doświadczało armagedonu zimowego i to wszystko przy ocieplającym się klimacie. Jestem prawie na 100% pewien że Polska też w najbliższym czasie doświadczy porządnej zimy. Statystycznie musi to nastapić, nawet w trendzie wzrostowym wyskoki w dół są i będą.

          2. To że będą to nie mam wątpliwości, ale wątpie by nadarzyła się nam jeszcze zima choćby zbliżona do najzimniejszych zim XX wieku. Taka jak w 1928/9, jak zimy w początkowych latach II wojny, jak zima 1962/63. Te zimy miały anomalię -5K dla całej pory roku, nie tylko dla pojedynczego miesiąca. Ewentualnie taka jak 1955/56 gdzie jeden z miesięcy schodzi w pobliże -10K czyli jest odpowiednikiem fali mrozów z lutego/marca 2018 trzymającej się calutki miesiąc.

          3. A że wysyp denializmu się po takiej ostrzejszej zimie (jak choćby 2010/11 która ma raptem -1,2K od 1961-1990, kiedy 1962/3 ma -5K) się trafi to więcej niż pewne. Jak się pojawia miesiąc typu marzec 2013 albo te mrozy sprzed 1,5 roku to też pojawia się coraz więcej głosów, że niby golfstrom stanie i zimy się zrobią mroźniejsze niż kiedyś. Obserwacja długoterminowa jednak tego nie potwierdza, w dekadzie 2011-2020 (jeszcze niezakończonej) jak dotąd było 35 miesięcy z grupy DJFM, z czego 23 ciepłe 5 normalnych i 7 chłodnych. Poprzednie dekady (analizowałem od 1951) się do tego nawet nie zbliżały, najcieplejsza z lat ’90 miała 18 miesięcy ciepłych i 11 chłodnych. A lata 1961-1970 miały tę proporcję odwrotną do obecnej dekady – 25 miesięcy chłodnych.

          4. Cała pora roku z dużą anomalią ujemną to raczej mało prawdopodobne, przynajmniej względem obecnych norm. Ale jeden miesiąc na -5K czemu nie, coś takiego jak marzec 2013 np w styczniu. Oczywiście po takiej anomalii należy się spodziewać odreagowania (coś jak maj-czerwiec 2019) ale mimo to jeśli dobrze się „wstrzeli” to cała zima może być na minusie tak jak ta z 2012/13.
            Wystarczy spojrzeć jak bardzo luty 2018 ściągnął całą zimę 17/18 do „tylko” +1K

          5. Zima 2017/8 to dość oryginalny przypadek bo marzec był u mnie zimniejszy od grudnia i nawet od stycznia. Takie coś jest możliwe tylko przy skrajnie różnych anomaliach tych miesięcy bo przeciętny styczeń ma średnią -1,5 a marzec +4. Ponadto marzec ze styczniem to najmocniej korelująca para miesięcy w całym roku. Skrajnie odmienne anomalie są w tym przypadku dość rzadkie.

            Ja to bym się bardziej ucieszył z większych opadów śniegu, bo ostatnie zimy pod tym względem to jakiś żart. Mrozy się jeszcze zdarzają, najczęściej zupełnie suche na gołą ziemię. Takie były w 2016, takie same w 2018. W styczniu 2014 tez śniegu prawie że nie było podczas tych mrozów w ostatniej dekadzie. Od 2013 jedyna większa i dość trwała pokrywa śniegu to było 20 cm przez ca 40 dni w styczniu i lutym 2017. A tak to bieda z nędzą. Styczeń 2019 był obiecujący, podobnie jak grudzień 2018. Zabrakło tam temperatury, jakby było -2K zamiast +2 to były by to piękne śnieżne miesiące a nie taka jesienna smęta.

        2. @Lucas
          Jakby taka patusiarnia (inaczej tego nie nazwe) jak dzisiaj by miała jakkolwiek pomóc klimatowi, to bym ją przebolał.

          1. Widzisz, z pogodowego punktu widzenia zdecydowanie wolałbym więcej dłuższych babio-letnich „klimatów” w najbliższych jesiennych tygodniach. A z drugiej strony potrzebuję jakiś oznak, że roczniki 2014-2019 (jak dotąd) nie windują nam aż tak bardzo już średnich klimatycznych. Stąd takie a nie inne wpisy. Oczywiście zdecydowanie wolałbym więcej ujemnych anomalii od połowy listopada naprzód, niż do tego czasu. Może w tym roku będzie pod tym względem inaczej niż w wielu minionych (?) – zobaczymy…

  2. Szybka analiza: najniższa temperatura w Białowieży (po 1951) to -4,8 w 1966. Dzisiejsze minimum jest 9 najniższym w tym okresie i najniższe od 2001 kiedy było -2,5 a rok wcześniej -3,2.
    W 1966 ujemna temperatura wystąpiła tam nawet w sierpniu (sic!)
    Nie jest to oczywiście nic wielkiego jak na ten teren ale warte odnotowania że nawet w warunkach ocieplającego się klimatu długo jeszcze takie sytuacje będą się przytrafiać. Jak i to że zejścia w okolice rekordów minimalnych też są nadal możliwe

    1. Co do minimów na większych i średnich stacjach to 28.09.77 w Zamościu rejestrowano -6,2 Sierpniowy rekord chłodu padł w 1973r w Ostrowach k Kutna -1,8 o ponad 1,5 st zimniej od 23.08.1964 w Szczecinku

  3. Nie no, to już nie jest zabawne… Ciemnica, do tego 8 stopni o 11:00 24 listopada…. to znaczy września :/

    No, ale prognozy rozgrzewają jak dobra, domowa naleweczka ;)

  4. Dzisiaj pierwszy raz w tym sezonie (jesienno-zimowym rzecz jasna) widzę grube stratusiska które wyglądają jak jednolity stalowy sufit i nie ustępują mimo zbliżania się do południa. Temperatura stoi w miejscu i wynosi zaledwie 10 stopni. Nad ranem to może i ciepło, w dzień już niezbyt. W późniejszych godzinach ten stratus ma ustąpić i ociepli się do 19-20 st, tak przynajmniej z prognoz wynika. Ta chmura jest nikomu niepotrzebna i to ona w gruncie rzeczy odpowiada za dziadowskie usłonecznienie późną jesienią i zimą. Bez niej zimą mielibyśmy nieco więcej nocy z silniejszymi mrozami, ale dużo mniej by było takich depresyjnych okresów, w których słońca w ogóle nie widać przez 10 dni albo i dłużej.

    Prognozy są dość ciepłe ale jednocześnie dość pochmurne. Ma być około i powyżej 20 stopni za dnia (na 30.09 widać nawet jakieś 24), nocami nie będzie spadać poniżej 11-13. 28-30 września mogą być nawet „letnie” noce z temperaturą 15-17 stopni. Jakby się to sprawdziło to anomalia września z pewnością pójdzie mocno w górę – średnia dobowa blisko 20 stopni to +8/10K anomalii. A taka będzie przy tmax 24 i tmin 15.

    Niepokoi natomiast zimnica czająca się w I dekadzie października. 6 stopni przy wietrze 7 m/s centralnie z północy to nie są zbyt przyjemne warunki. Niech sobie te spływy zimnego powietrza zaczekają do grudnia. Nie spotkałem jeszcze osoby która by lubiła zimne epizody jesienią, tzn przed 1 listopada.

    1. Który model widzi tak silne ciepło? Mam na telefonie prognozę z AccuWeather i nie widzi ani jednej 20tkibna t. Maxie do końca miesiąca, nie wspominając o takiej średniej dobowej.

  5. Poki co dziadowskie chmury znacząco wstrzymują wzrost temperatury, Warszawka aktualnie tylko 7 st. A chmury jakoś tak niemrawo mają chęć się rozerwać lub zanikać.

  6. Również w Wielkopolsce pierwszy dzień z ponurym stratusem na niebie. Temperatura nie chce rosnąć i wynosi obecnie 11,5*C. Dzień senny i nieprzyjemny, ale jeden taki kompletnie mi nie przeszkadza, gorzej gdyby to był cały tydzień.
    Jeśli chodzi o ocenę tegorocznego września to wydaje się on chłodny mimo dodatniej anomalii. Dopiero od kilku dni temperatura wzrosła trochę powyżej 20 stopni. W domu niestety coraz bardziej chłodno, trzeba się już dogrzewać. Wcześnie zaczął się w tym roku sezon grzewczy.

    1. późno skończył, wcześnie zaczął. Coś jak w 2017 tylko nie jest to chyba aż tak mocno odczuwalne. 2 lata temu wrzesień to była jakaś masakra, teraz jest zupełnie przyzwoity.

      1. Dwa lata temu we wrześniu sezon grzewczy? Po kija, jak nocami temperatura nie spadała poniżej 10? No, chyba że mówimy o końcówce miesiąca.

        1. ale w dzień też 10 i to bez słońca. Mieszkanie się wyziębia. W dzień słońce dogrzewa, przez co w takie dni jak niedziela (20 w dzień, 3 w nocy) nie ma potrzeby grzania.

          1. W dzień 10? Nie pamiętam czegoś takiego. Było może z 5-7 dni poniżej 15, pozostałe tmax powyżej 15.

            Na pewno w pierwszej połowie września nie było potrzebne, w drugiej już częściowo mogło być, zwłaszcza że podczas tej chwilowej poprawy pogody była jedna bardzo zimna noc, po której w niektórych regionach od razu się zachmurzyło. Także rozumiem że koło 20.09 można było rozważać pierwsze dogrzewanie. Ale wcześniej? No bez przesady.

        2. Kmroz. W kamienicach, ktore licza sobie po 100 lat a sciany nigdy styropianu nie widzialy wystarcza dwa wieczory by bylo chlodno. Wierz mi. Cieplo z takiej starej budy ucieka bardzo szybko.

  7. Anomalie za wszystkie ostatnie dni ujemne, choć w mediach na siłę szukali lata – i co nagle się skończyło i mamy przepaść, bo zaczęła się jesień…?
    Nic z tych rzeczy – mamy typowy wrzesień z anomaliami coraz częściej wahającymi się wokół zera w obu kierunkach – i z wyjątkiem dnia 01.09 cały czas w widełkach -4/+4K (ref. 1981-2010). I nie wygląda na to, aby do końca miesiąca miało się to zmienić.

    Mieliśmy pierwsze silniejsze dmuchanie, pierwsze przymrozki, pierwsze tej skali stratusy, ale i nie brak też dni pogodniejszych i umiarkowanie ciepłych (przynajmniej w porze dziennej). Żadna z tych opcji jednak się mocniej nie wydłuża.
    Dobrze też, że od środy/czwartku pochmurność coraz częściej będzie przedkładała się na umiarkowane okresowe opady, a nie – jak ostatnio w części Polski – na bezproduktywny „stalowy” stratus.

    Ten wrzesień, poza małymi wyjątkami, cechuje brak dłuższych skrajności pogodowych i zarazem mamy spokojne, bardziej stopniowe wkraczanie w aurę jesienną – co akurat mnie cieszy. Oby aura nie „szalała” nam ze skrajnościami (w ogóle, albo przynajmniej na dłużej) w różnych kierunkach – także w tym z permanentnie dodatnimi anomaliami, bo oznaczałoby to później… konieczność jakiś głębokich/dłuższych ochłodzeń, aby… nie mieć szybko kolejnego „szczytnego” rekordu ciepła…

    1. Uzupełnię jeszcze, że sam wolałbym przewagę dodatnich anomalii w październiku, a ujemnych w grudniu – aby nie mieć długiej (późno)jesiennej słoty. W listopadzie jest mi to bardziej obojętne, bo w tym miesiącu i tak zawsze nastawiam się na późnojesienną melancholię (choć wiem, że możemy mieć zarówno jeszcze późne babie lato na początku, jak i już w pełni zimową aurę na końcu miesiąca).

  8. czas już na stratusy o co wam chodzi ?
    zaczyna się okres kiedy UM(ICM) zaczyna pokazywać najtrafniej jak będzie wbrew prognozom GFS, ECMWF, ICON modelowi Meteoprognozy itd…

  9. Stacja na Bielanach pokazuje 8 stopni, a w Legionowie już jest 3 stopnie cieplej (11 stopni), w Pułtusku nawet 14 stopni!!!
    Widać jak blisko Warszawy jest ta granica rozpogodzeń i jak bardzo to wpływa na temperaturę

  10. Można już bez wątpienia powiedzieć, że tegoroczny wrzesień odczuwalnie będzie w miarę lekko ciepły, ale bez szaleństw, wszystko przez ten tygodniowy późno listopadowy incydent. A teraz módlmy się wszyscy, aby późnojesienna słota nie przyszła już w październiku jak w latach 2015-2017, tylko jak najdłużej trwało babie lato z okresywymi silniejszymi opadami, na co wskazują modele. Ale się dziwię, że niektórzy tu chcą dużych amplitud temperatur pomiędzy zimą i latem, jak Alewis. Przecież to jest najgorszy klimat do życia, jak latem masz +30, a zimą -20. Prawie 50 stopni różnicy. Właśnie dlatego najwięcej ludzi mieszka nad brzegami mórz, oceanów, bo klimat morski charakteryzuje się niską amplitudą temperatur między wiosną i latem, co jest najlepsze dla człowieka. W Polsce nadal jest jest mocno odczuwalny wpływ kontynentalizmu, zwłaszcza przy blokadach NAO, a dwie pory roku (chłodna, ciepła) to potwierdzają.

    1. Ty się cały czas tylko dziwisz, że ktoś może mieć inne preferencje. A mnie już nawet przestało dziwić twoje dziwienie się.

    2. ja zimą lubię jak jest -20 i dużo śniegu bo alternatywa to szara słota ciągnąca się przez 4 miesiące. Jakbym mógł mieć tu zimę w wersji podzwrotnikowej (czyli około 150h usłonecznienia + częste opady deszczu) to bym to przyjął od razu. Ale tak nie jest, z dwóch dostępnych opcji (obie złe) wolę mróz i śnieg.

      1. Najwięcej jednak ludzi mieszka w klimacie morskim, a nie kontynentalnym. Dla mnie osobiście w naszym klimacie najlepszy wybór to zima Atlantycka – wiatr przegania smog, daje potrzebne opady, ale jest też ciepło bez mrozów. Slota też jest lepsza niż syberyjskie mrozy szkodzące gospodarce.

        1. @Osowa
          A jak „strefa” oznacza częstsze dni ze średnim wiatrem powyżej 5 m/s?
          I pomyśleć, że tak narzekałeś w marcu b.r., a on w dużym stopniu był właśnie „atlantycki”…

          1. Bo marzec to już miesiąc raczej wiosenny w meteorologii, a nie zimowy. Takiej atlantyckiej pogody oczekuje bardziej w okresie listopad-luty.

          2. Kmroz – jak nie? W marcu niejednokrotnie juz potrafiłoby +15 i to nawet tydzien. W ostatnich 4 latach marce się skiepściły u mnie podobnie jak październiki (poza 2018)

          3. @Osowa
            Po prostu nie powinno się podchodzić do ocen zero-jedynkowo, bo brzydszą/ładniejszą pogodę możemy mieć niezależnie od tego, czy panuje strefówka, czy też jej osłabienie/blokada.
            I zarazem pamiętać, że w okresie zimowym nawet średnie anomalie rzędu +5K „łapią się” jeszcze bardziej na normę marca/listopada, niż już kwietnia/października jak wynikałoby to z Twoich ocen. Analogicznie anomalia +5K w marcu/listopadzie oznacza raptem ‚normę’ kwietnia/października, a przecież ten kwiecień’2019 na który tak narzekałeś przyniósł średnią anomalię blisko +2K (!)….
            Po prostu dokonując ocen warto też nie być z nimi tak bardzo oderwanym od naszej rzeczywistości klimatycznej.

          4. „Kmroz – jak nie? W marcu niejednokrotnie juz potrafiłoby +15 i to nawet tydzien. W ostatnich 4 latach marce się skiepściły u mnie podobnie jak październiki (poza 2018)”
            Nie przypominam sobie takich tygodni. W marcu przekroczenia 15 trafiają się oczywiście prawie co roku, ale nie trwają tydzień, tylko do 3 dni, przynajmniej jeśli mówimy o N/C/E Polsce. Odpowiadają za nie właśnie ciepłe wycinki niżów. W tegorocznym marcu mieliśmy sporo takich ociepleń. 4.03, 7-8.03, 17.03, 22-23.03, 30-31.03.

            O marcu 2017 to nie wspomnę, ten to wręcz złamał regułę, bo od 27.03 rozpoczął się faktycznie stabilny okres temperatur 15+ (chociaż przez pierwsze dwa dni jeszcze przy lodowatych nocach), no ale to końcówka miesiąca. No i jeszcze tamten marzec miał wcześniej dwa epizody takiej zaawansowanej wiosny (4-5.03, 21.03).
            W tym roku w marcu można było ponarzekać na wiatr i to tylko w pierwszej połowie, ale poza tym był to fenomenalny marzec, przynoszący wielokrotnie i regularnie iście „kwietniowe” epizody.
            Oczywiście epizodycznie takie kilkudniowe ocieplenia 15+ trafiają się niemal w każdym marcu. 2018 (11-13.03), 2015 (10.03, 25-27.03), 2014 (20-22.03 oraz 28-31.03), 2012 (17-18.03 i 23-24.03), 2011 (12-14.03), 2010 (20-21.03, 25-26.03, 30-31.03). Ale jednak w tym poprzednim (2019) było ich większe nagromadzenie. Więc nie, nie rozumiem twojego narzekania.

    3. Ja osobiście też lubię tendencję jak @alewis, ale przy mniejszych skrajnościach latem i zimą. Bo ja lubię wszystkie 4 główne pory roku (tylko bez dokuczliwych skrajności latem/zimą), a nie wydłużoną wiosno-jesień.

      Zimowej aury co prawda mogłoby dla mnie nie być, ale nie przy wydłużonych standardach listopadowo-marcowych – a niestety zimowe ocieplenia w przewadze do takich prowadzą (i pomimo AGW za mojego życia się to nie zmieni).

    4. Osowa, ale ty przecież kochasz latem 30 stopni i jak jest mniej to narzekasz…. ;) Trochę nieścisłości…

      A co do pi*dzierników to faktycznie od 2007 wygląda to słabo, przynajmniej jeśli chodzi o ich pierwsze połowy. Ale w ostatnich latach to październiki jako całość są, łagodnie mówiąc, słabe. W obecnej dekadzie fajny był na pewno październik 2013, poza pierwszą i czwartą pentadą ciężko było się do czegoś przyczepić. Październik 2012 również miał szansę wypaść nieźle, ale końcówki chyba nikt nie jest mu w stanie wybaczyć.
      Ale wspominając październik 2006 (pierwsze miesiące mojego zainteresowania pogodą…), czy oglądając dane z października 2001, 2004, 2005, a zwłaszcza właśnie ich bardzo udanych pierwszych połów, to naprawdę czuję sentyment, a wręcz zażenowanie tym, co się zadziało z tym miesiącem….
      Już Marcin niżej napisał, problemem pod względem termicznym jest okres od połowy września do połowy października, ale szczerze mówiąc, to pod względem bardziej ogólnym cały październik od 2007 rzadko zachwyca.

      1. A 2018? Pierwsza połowa aż do 18.10 prawie idealna (po za 2-3 dniami na początku). Potem się sknociło ale ostatnie dni znów piękne jako już zapowiedź niesamowitej I połowy listopada. W sumie ok 20 dni dobrych

          1. -> Duże wahania temperatury (dobowe w sensie), sięgające niemal 20 stopni (brak możliwości dobrania ubioru, obciążony plecak popołudniami)
            -> Relatywnie zimne wieczory i poranki (w październiku, gdy często wychodzisz z domu przed wschodem słońca to jest to duży problem)
            -> Dużo ciszy wiatrowej i przez to paskudne powietrze wieczorami
            -> Ogółem zbyt długi ciąg jednostajnej pogody (10-18.10)

            To wyżej, to w zasadzie o drugiej dekadzie. Pierwsza to po prostu była zimna (ciepłe u mnie tylko dwa dni 6-7.10), więc chyba tym bardziej zrozumiała negatywna ocena. Ale tego co w drugiej dekadzie też nie jestem fanem, zasadniczo jedyny plus to wysokie maksy i duże nasłonecznienie.
            A o trzeciej to chyba nie muszę tłumaczyć, oczywiście 30.10 cudowny, ale błagam, to był jeden dzień. Podobny do niego (bezwzględnie, anomalia dużo niższa) był w sumie 7.10 i to były dla mnie dwa najfajniejsze dni w pi*dzierniku 2018.

  11. Było gorąco i sucho a teraz w prognozach chłodniej i dalej sucho. Widzę, że dla Zamojszczyzny co odsłona prognozy to opady skaczą od małych do żadnych a poprawy sytuacji hydrologicznej nie widać :(. Gleba też sucha. Wrzesień zaraz się skończy a suma opadów wynosi 21mm z czego 12mm w jedną dobę. Toż to nawet połowa normy wieloletniej nie będzie. Gdzie się podziały jesienne deszcze? Ba, gdzie się w ogóle jakiekolwiek deszcze podziały?

  12. Nie ma to jak widok stratusa kurczącego się nad Polską, w tym C Mazowszu – dobrze, że jeszcze (z grubsza) w połowie dnia, a nie dopiero pod wieczór:-)

    Zgadzam się w pełni z @alewis, że pora chłodna byłaby u nas o wiele lepsza, bez względu na jakiekolwiek inne parametry pogodowe, gdyby tego bezproduktywnego „stalowego” pełnego zachmurzenia było proporcjonalnie znacznie mniej – na rzecz zachmurzenia zmiennego/umiarkowanego, okresów pogodniejszych lub pochmurniejszych, ale w przewadze gdy pada.

    1. Przeszło godzinę później stratus zanikł niż wynikało to z prognoz UM, ale przynajmniej Słońce nadal wysoko i przy słabym południowym wietrze temp. szybko idzie w górę. Choć wysoka wilgotność tempo to nieco hamuje. Niemniej chociaż na te 18-19 stopni powinno to wystarczyć.

      1. 18-19 stopni? :p

        Jeśli mówisz o swoim regionie (łódzkie) to zapomnij. To już nie lato, by przy rozpogodzeniu o 14:00 temperatura zaczęła szybować…

        1. Mieszkam parę kilometrów na południe od Lublinka. U mnie w tej chwili jest 16,5C i w godzinę poszło 4C do góry. Także 18C to będzie bez problemu. Zobaczymy na Lublinku, bo tam chmury wisiały z pół h dłużej. Wiatr słaby, do tego Słońce w południe daje wciąż niemal 600 watów mocy. To nie grudzień, gdzie jest to tylko 150 watów, choć nawet wówczas przekłada się to na parę stopni w górę.

          1. Północna część województwa niestety chyba się nie doczeka zaniku tego stratusa. Pewnie na noc się rozpogodzi żeby przymrozić :)

          2. @Chochlik
            Faktycznie, widzę, że już o 14:00 tam gdzie się wypogodziło temperatura jak szalona poszybowała w górę. Nie wiem za bardzo z czego wynika takie zjawisko, bo przecież normalnie temperatura tak szybko nie rośnie, gdy cały dzień jest pogodny.
            Bardzo duże różnice temperatury można dostrzec nawet na terenie samej aglomeracji warszawskiej, od 10 stopni w Grójcu i Skierniewicach, przez 13 na Okęciu, 14 na Bielanach, 15 w Legionowie, po 16 w Pułtusku… Dane z 14:00, czyli teraz pewnie jeszcze cieplej.

            Niemniej nie oszukujmy się, nawet jeśli w naszej części padnie ten tmax 18 stopni, to i tak ten dzień nie będzie miał nic wspólnego z komfortowym, bo do 13:00 temperatura nawet tej dyszki nie umiała przekroczyć. Dzisiejszy dzień w regionie centralnej Polski to doskonały przykład, że tmax (a nawet tmax+tmin/2) nie może być wyznacznikiem termicznej oceny danego dnia.

          3. @Enzo
            Ten stratus jest na etapie dogorywania, więc powinien wkrótce pęknąć kompletnie. Co nie zmienia faktu, że druga część Twojej wypowiedzi jest w pełni prawdziwa, w C i E Polsce kolejna bardzo zimna noc. Na szczęścia ostatnia tak, jutro do Polski wkroczy front „chłodny” z Niemiec, który wywieje to „guano” za wschodnie granice naszego kraju (chociaż Podlasie się ma szansę jeszcze niestety do czwartku z nim pomęczyć)

          4. „Ten stratus jest na etapie dogorywania, więc powinien wkrótce pęknąć kompletnie”
            Chyba że twój region znajduje się w ostanim jego bastionie. Wtedy nic nie pomoże i dosiedzi do wieczora :)

          5. @Enzo
            Na pocieszenie, od zachodu zmierza już zachmurzenie (związane z frontem ciepłym?), które dotrze do łódzkiego po zachodzie słońca, więc tak czy tak, dużego spadku przynajmniej mieć nie będziesz. Ale faktycznie stratus dalej dzielnie walczy w swoich bastionach, o czym zresztą już napisałem w odpowiedzi do Zbigniewa.

  13. Czemu już kolejny rok z rzędu pogoda na przełomie września i października musi się tak spie*** (popsuć)?😜 Czemu ten okres w roku jest taki zimny? To jakieś fatum? Może to błędne wrażenie i pewnie spowodowane też ocieplającym się okresami letnimi po których jesienne chłody stają się subiektywnie coraz zimniejszym prysznicem. Niemniej jednak okres mniej więcej od połowy września do połowy października po raz kolejny ciągnie w dół średnie obu tych miesięcy. Czy ma to jakieś sensowne uzasadnienie? Może jakieś procesy fizyczne się wtedy dokonują w atmosferze, coś o czym nie wiemy? Dziwne trochę to wszystko.

    1. jakiś przejściowy trend. Pamietasz kwietnie w latach 2000-2015? Właściwie co rok tam było lato w trzeciej dekadzie z kulminacją w 2012 kiedy dostaliśmy tam prawdziwe upały. Za to od 2016 nastąpił zwrot akcji, w kwietniach 2016 2017 i 2019 mieliśmy dość dotkliwe ochłodzenia w tychże dekadach.

      1. Nie tylko Ty to zauważyłeś Marcinie. Mamy niestety coraz więcej ataków chłodów w zgoła nieprzyzwoitych porach roku – późna wiosna czy wczesna jesień jak wspomniałeś. Alewis pięknie to też wypunktował z tymi kwietniami. Taki mamy klimat.

      2. Te ciepłe kwietniowe wyboje można przynajmniej częściowo tłumaczyć sobie postępującym ociepleniem klimatu. Trudno jednak zrozumieć czemu okres III dekady września + I dekada października wykazuje wręcz trend ochłodzenia od ponad 10 lat. Jest to chyba jedyny taki okres w roku, który się nie ociepla. Trudno to jakoś sensownie wytłumaczyć, pewnie przypadek.

    2. Na początku i końcu pory ciepłej mamy jeszcze/już bardziej wyraziste (niż latem) źródła chłodu w postaci Arktyki, która jest jeszcze dość mocno zlodzona (maks. dopiero w marcu) lub już z nocą polarną (od II połowy września). Poza tym lądy w porze nocnej potrafią się jeszcze/już (nieco) mocniej wychładzać, gdy robi się pogodniej i nie zabraknie składowej „S” w przepływie.

      Z drugiej strony W cyrkulacja strefowa jest wówczas mniej zaznaczana niż potrafi mieć to miejsce podczas zasadniczej pory chłodnej, zwłaszcza zimą – a ona staje się wówczas głównym źródłem ciepła.

      Do tego dochodzą nasze odczucia i akomodacja – to co zimą odbieramy jako względne ciepło (jak na tą porę roku), to teraz jeszcze (czy kwietniu/maju) jest przeważnie odczuwalnym chłodem. Z kolei latem nawet chłody jak w części lipca i tak są bliższe naszemu komfortowi termicznemu (niż teraz).

      To wszystko sprawia, że obecne ochłodzenia są tak bardzo przez nas odczuwane, nawet jak anomalia jest w przewadze na poziomie „zaledwie” -4/-1K (ref. 1981-2010) jak ostatnio. Paradoksalnie nawet zimą takie anomalie możemy odczuwać jako łagodniejsze przy odpowiedniej akomodacji/adaptacji do warunków jak o tej porze roku mają miejsce.

      1. @Lucas, ale on pyta o ogólny trend. Fakt jest taki, że okres trzeciej dekady września i pierwszej dekady października jako jedyny w roku się ochładza, co widać zwłaszcza od 2007/2008 roku.

        1. a pierwsza dekada stycznia? Wydaje mi się że też. Wkleję przypadki od 2000 roku:
          2000 – słaba odwilż
          2001 – nieco większa odwilż niż w 2000 ale nic specjalnego
          2002 – fala silnych mrozów + lekka zima po niej
          2003 – duża fala silnych mrozów, trzy dni odwilżowe
          2004 – duży mróz całą dekadę
          2005 – mocna odwilż, tmax do 13,7
          2006 – lekka zima, chłodne noce ale bez rewelacji
          2007 – ciepło jak w marcu
          2008 – umiarkowany mróz, jedyny w tym miesiącu
          2009 – duży mróz
          2010 – umiarkowany mróz
          2011 – mix umiarkowanego mrozu i odwilży
          2012 – odwilż całą dekadę
          2013 – mix lekkiej zimy i lekkiej odwilży
          2014 – ciepło
          2015 – umiarkowany mróz, jedyny w tym miesiącu
          2016 – silny mróz
          2017 – jeszcze większy mróz
          2018 – ciepło
          2019 – umiarkowany mróz

          Dużo więcej było umiarkowanych i silnych mrozów niż odwilży. Jakichkolwiek, bo takich naprawdę głębokich z Tmax >10C to tylko trzy przez 20 lat. Za to w te 20 lat nie trafiła się ani jedna duża fala mrozów przypadająca na drugą dekadę stycznia. Zawsze przychodziły albo w pierwszej albo w ostatniej. Podobnie jest w lipcu z upałami, już od 2010 roku nie było większej fali upałów przypadającej na połowę miesiąca. A to wtedy mamy największą szansę na wykręcenie wreszcie tych 40 stopni.

          1. Jeszcze chłodniej wygląda III dekada stycznia

            2000: I połowa silne mrozy < -15 st., druga połowa lekka odwilż
            2001: w całości lekko odwilżowa
            2002: tutaj skrajnie ciepła, jedyny taki przypadek w tym wieku
            2003: dość ciepła
            2004: bardzo mroźna
            2005: początek w miarę ciepły, ale dalej już zimna, w całości dość chlodna
            2006: styczeń 1987 🤪
            2007: dość przeciętna, po pierwszych dwóch dekadach, ochlodzenie porównywalne do tego sprzed roku
            2008: ostatnia ciepła
            2009: lekko ciepła
            2010: tylko trochę cieplejsza niż w 2006
            2011: chłodna
            2012: bd. zimna, ale przede wszystkim przez jej II połowę
            2013: jeszcze zimniejsza, z lekką odwilżą na sam koniec
            2014: jeszcze zimniejsza!
            2015: przeciętna, trochę powyżej normy
            2016: tj. przed rokiem, ale tym razem zaczęła się mrozno a skończyła bardzo ciepło
            2017: chłodna
            2018: dość ciepła, ale to przez końcówkę
            2019: zimna

            Tak naprawdę, wyjątkowo ciepla III dekada stycznia była ostatnio w 2002, a ostatnia naprawdę ciepła w 2008, bardzo ciepłe epizody były też w końcówkach styczni 2016 i 2018. Jak widać przeważają zimne III dekady, nawet 5 lat pod rząd rok w rok bd. zimne (2010-14)

  14. Takie oto porównanie – weźmy sobie anomalia ok. -3/-1K, albo nawet szerzej -5/0K (jak nierzadko ostatnio)…
    Latem – owszem oznacza chłód, ale i tak nie aż tak odbiegający od warunków dla nas komfortowych jak teraz. Poza tym jest to zazwyczaj jakiś „oddech” między kolejnymi gorąco-upalnymi okresami jakich mamy coraz więcej i/lub trwają coraz dłużej.

    Zimą – owszem jest to zimno (a wręcz mróz), ale które przecież i tak zimą traktujemy, że mamy z nim do czynienia na dłużej (może być jedynie słabsze lub wyraźniejsze). Poza tym zimowa aura zimą to nic nadzwyczajnego, nawet jak za tym nie przepadamy – dla części z nas jest czymś normalnym , albo wręcz pozytywnym.

    A teraz? No cóż, jest to już chłód, dla którego alternatywą może być jeszcze w dużym stopniu przyjemne ciepło – już nie takie jak latem, ale jeszcze takie, aby się nie dogrzewać, nie ubierać się solidniej, czy móc uskuteczniać przy sprzyjającej temperaturze aktywności na zewnątrz (niektóre sporty, w tym jazdę na rowerze, czy prace działkowo-ogrodowe). A jak jest chłód? To już właściwie robi się aura znamienna dla pory chłodnej, za którą większość z nas – z dość oczywistych powodów – mniej przepada.

    1. Oczywiście, że błąd, nie pierwszy i nie ostatni raz na tej stacji. Do tej stacji wkradają się babole, w związku z tym, że ta stacja posiada identyczny indeks, jak jakaś testowa w Hiszpanii (12345, super indeks….).

  15. buhahha Ale „ocieplenie” od soboty… – że cały czas aż do dzisiaj jest poniżej normy jeśli chodzi o średnią dobową temperaturę obszarową. :D Ale to oczywiście głównie chłodnych nocy, ale po trochu też miejsc gdzie niskie chmury przyhamowały wzrost temperatur (jak wczoraj)

    1. Cóż, często mieliśmy ochłodzenia takie, że często „cały czas powyżej normy”, teraz wyszło odwrotnie.
      Z punktu widzenia mojego regionu odczuwalnie ocieplenie dotyczyło kilku godzin w niedzielę i tyle. Dzisiaj i wczoraj mimo rozpogodzeń, ciepła już nie sposób było poczuć, obecnie mam jakieś 15 stopni i słońce, które o tej godzinie już bardziej lampi, niż grzeje. Ale jednak całe szczęście, że się w ogóle wypogodziło, bo w pasie, gdzie stratus nadal nie ustąpił, temperatur miejscami nadal nie przekracza 10 stopni. Mowa tu o pasie od Inowrocławia, przez Włocławek, Płock i Kutno, Skierniewice, aż po Tomaszów i Opoczno.

          1. i prawie cała jesieniozima (bardzie jesieniojesień) 2017/8. Od początku października do końca stycznia tam było prawie non stop powyżej normy. Masz tu 2017
            https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/akt_mon/2017/12/plot.avgfc.png

            I doklejony styczeń 2018
            https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/akt_mon/2018/01/plot.avgfc.png

            Tylko czy to ciepło przełożyło się na ładną pogodę? A gdzie tam, trzeci trymestr 2017 roku był u mnie w czołówce najbardziej pochmurnych od 1966 roku (302h słońca na 4 miesiące, z takich nie zamierzchłych czasów nieco gorzej mieliśmy tylko w 1996 i 2001, oba roczniki z naprawdę koszmarnym wrześniem), styczeń poza I dekadą też był okropnie smętny i dużo bardziej jesienny niż zimowy.

            To jest właśnie symptom ocieplenia klimatu. Okrutne miesiące z niekończącymi się chmurami nadal się trafiają, ale jakoś nie mają one dużych anomalii ujemnych. I wrzesień i październik powyżej normy, październik to wręcz prawie cały powyżej normy (zaledwie pojedyncze niebieskie dni), a oba miesiące na śmietnik jeśli chodzi o ilość pochmurnej patologii. W 1996 roku taki mokry i pochmurny wrzesień wyrobił -3K anomalii, w 2017 niewiele pogodniejszy i jeszcze wilgotniejszy był powyżej normy.

  16. No dzisiaj z powodu niskich chmur typu stratus, stratocumulus niektóre prognozy zaliczą wpadki o 5-10 stopni. Przypomnę, że jedna komercyjna stacja prognozowała dla Rzeszowa i Krakowa aż 22 stopnie, ale teraz jest ledwo 13-14 stopni.

  17. Miałem nadzieję, że dzisiaj w końcu będzie znośny wieczór- a gdzie tam, piździ niemiłosiernie, 5 stopni i leci na łeb na szyję…

  18. Pani małopolska kurator oświaty publicznie wykpiła Gretę Thunberg. Przy okazji określiła ocieplenie klimatyczne jako „wymyślony problem”.
    Niestety, ciągle jeszcze wielu w Polsce myśli tak samo, nie tylko ci, którzy to głośno mówią. Ich odporność na konkretne argumenty i fakty jest niełatwa do pokonania.

    1. Podejście do kwestii globalnego ocieplenia i szukania środków zaradczych z nim związanych (przy szukaniu odpowiednich sojuszy międzynarodowych) jest dla mnie jednym z podstawowych kryteriów przy podejmowaniu decyzji wyborczych.
      Jak ktoś kłamie i/lub mataczy (świadomie nazywając czarne białym lub odwrotnie) w tej sprawie, to znaczy, że podobnie może być w wielu innych.

    2. I ignoranci nadal będą to czynić. To jeszcze dziecko. Niestety ona coraz będzie narażona na jakieś przytyki, takie jak te Trumpa ostatnio. Zwykły Kowalski, którego jednak też trzeba przekonać, by było łatwiej przeciwdziałać globalnemu ociepleniu, pomyśli sobie o niej jako – z całym szacunkiem – osobie wartej zgłoszenia do jakiejś teleexpresowej galerii ludzi pozytywnie zakręconych, niż głosu wartego wysłuchania i jakiejś poważnej refleksji. Dzieci nie przekonają mas, nie mają autorytetu. Normalne zjawisko socjologiczne i psychologiczne.
      Prędzej wysłuchają jakiegoś „profesora z brodą” i tu warto docenić osoby popularyzujące naukę. Jest ich jednak wciąż za mało.

      1. Ludzie wysłuchają tego, który da im kasę. Nie ma co się tu oszukiwać. Walka z AGW, oprócz wyrzeczeń, wymaga przede wszystkim wyłożenia kasy, a ludzie chcą brać, a nie dawać.

        Ale swoją drogą. Ostatnio odwiedziłem protest klimatyczny dzieciaków. Naprawdę pełno było tam niepełnoletnich ludzi. Krzyczeli, darli się, ale niestety z ust tak młodych ludzi brzmiało to jak śmieszna zabawa. Nawet mi, osobie całkowicie zgadzającej się z ich słowami, było ciężko poważnie na to patrzeć.
        Ale czemu się dziwić, że tam głównie młodzi ludzie idą? Ludzie w wieku szkolnym chętniej się na takie coś wybiorą, bo oznacza to urwanie ze szkoły, a dla ludzi starszych stracenie urlopu, bądź właśnie niezarobienie kasy….

        Dzieci niestety ciężko poważnie traktować, a szkoda. Bo często są znacznie mądrzejsze od przeciętnych „dojrzałych” Januszy i Grażyn :/

      2. tak, widać jak słuchają profesorów. od wielu lat jest naukowy konsensus w sprawie zmian klimatycznych. i co? i nico. Greta nie mówi nic nowego, wszystko to wiemy już od końcówki ubiegłego wieku. chwała jej za to, że używa innego język a i angażuje młodzież.

  19. Wygląda na to, że przed nami kilka dni cieplejszych, ale tym razem dla odmiany po części mokrych. Kto wie, czy ze względu na cieplejsze także noce, zbliżające się dni nie będą najcieplejszymi w II połowie września – z Tavg obszarową przejściowo może i blisko 15°C (?).
    Sprawi to zresztą, że końcowa anomalia września zamknie się pewnie powyżej +1K (ref. 1981-2010), a nie – jakby można było wywnioskować na podstawie panicznie „zimnych” wpisów niektórych – blisko stanu neutralnego, a tym bardziej na minusie.

    Nadal podtrzymuję, że bez choć jednego miesiąca faktycznie poniżej normy (a nie jak z rzekomo chłodnym obecnym wrześniem…) będziemy mieli spore szanse na szybki kolejny roczny rekord ciepła (rok po roku). Wszak bez miesięcy chłodniejszych o średnie anomalie w widełkach +1/+2K (ref. 1981-2010) za kwartał i więcej nie jest trudno….
    Ja jednak liczę na to, że tak się nie stanie i to w tym roku, inaczej niż w wielu minionych, w największym stopniu za sprawą chłodniejszego grudnia, a nie października (oczywiście mając świadomość tego, że to tylko moje zapatrywania nie mające żadnego wpływu na pogodę…).

    1. Lucas a czy dla Ciebie wrzesień też by był w normie gdyby przez pierwsze 10 dni było co dzień 30 w dzień i 20 w nocy a potem przez 20 dni w dzień 10 a w nocy 5? Pytanie czysto teoretyczne.

      1. statystycznie wyjdzie w normie. Mała szansa że tak się stanie, ale bywały przypadki takich mocno spolaryzowanych miesięcy np. luty 2017 czy listopad 2018. Oba w normie, w praktyce jedna połowa grubo powyżej druga poniżej. W jeszcze szerszym interwale – zima 2017/8 była zimą ciepłą pomimo że pod koniec panowały tęgie mrozy i ze średnimi 10-dniowymi zeszliśmy do rekordu zimna.

        Nasz klimat charakteryzuje się dużą zmiennością pogody w chyba każdej porze roku i nie powinniśmy oczekiwać, że temperatura będzie szła po średniej wieloletniej jak po sznurku.

        1. Otóż to – to normalne, że będą okresy z anomalią -3 jak i +3. Dlatego nieustannie dziwię, że niektórzy są wielce zdziweni, że we wrześniu mamy dni z tmaxem poniżej 15 stopni, przymrozki w nocy itd. W tym nie ma nic niezwykłego za to wielu chętnie nadużywa slowa patologia (jak to odnieść do pogody?!) albo wręcz mówią o standardach subarktycznych.

      2. Ten wrzesień właśnie będzie o tyle normalny, że – chociaż teoretycznie spolaryzowany – to tak naprawdę żadnych wielkich anomalii w żadna stronę nie przyniósł (oczywiście pomijam tutaj słynny 1.09)
        Chociaż przyznam że odczuwalnie dla mnie niektóre ostatnie dni były skrajne. Ale podczas gdy u mnie było bardzo zimno, na zachodzie było dość ciepło, dzięki czemu te ujemne anomalie okazały się dość śmiesznie niewielkie na minus, tak jak wcześniej w pierwszej połowie września śmiesznie niewielkie na plus

      3. Z klimatycznego punktu widzenia byłby normalny – tu liczą się średnie i trendy, a nie zmienność krótkoczasowa. Ewentualnie także rozrzut (odchylenie standardowe, wariancja), ale też jako parametr statystyczny – rozpatrywany w szerszym horyzoncie czasowym.

        Problem z odczuwalnością jest taki, że pewne stany anomalne są traktowane (przez niektórych) jako „nic takiego”, a inne urastają do rangi patologii.

        Ten wrzesień jest urozmaicony i zróżnicowany – ale na pewno nie w stopniu jak niektórzy to tu przejaskrawiają. A z klimatycznego punktu widzenia okaże się umiarkowanie ciepły – zważywszy na zbliżające się ocieplenie z anomalią pewnie rzędu +1/+1,5K względem okresu ref. 1981-2010.

  20. Na mazowieckim „mrozowisku” w Kozienicach czwarta z rzędu bardzo zimna noc, z tmin 2-3 stopnie. Tu akurat się tak trafiło ze każdy wieczór byl pogodny. Na szczęście ostatnia, reszta nocy we wrześniu dużo cieplejsza ma być. Mam cichą nadzieję, że kolejna zimniejsza dopiero w listopadzie (nawet na takiej stacji jak KZ)

    1. Wątpie… trochę mało prawdopodobne, aby w październiku nie było przymrozków. Zresztą, dla mnie już nie ma różnicy czy jest +3 czy -2. Różnica jest dość niewielka, ludzie tak czy siak grzeją, może pojawiać się smog.

    2. Masz sprzeczne ze sobą życzenia, bo chciałbyś bardzo ciepłego i słonecznego października a jednocześnie nie chcesz nocnych spadków temperatury w pobliże 0 albo minimalnie poniżej. To jest niewykonalne, w październiku noc jest już wyraźnie dłuższa od dnia i przy pięknej pogodzie masz murowany spadek nocny do 0-5 stopni nawet po ciepłym dniu. Jeśli chcesz ciepłe noce to musisz przyjąć październik 2016 albo 2017. Tam przymrozków prawie w ogóle nie było, ale co z tego skoro prawie 20 z 31 dni słońca w ogóle nie zobaczyłeś a w dzień często było 7-9 stopni.

      Zachwalany przez Ciebie październik 2006 (rzeczywiście, jak na październik to chyba kres możliwości jeśli chodzi o słońce, u mnie ma on rekord) miał całkiem niemało zimnych nocy, przymrozki na 2 metrach schodziły nawet do -4 stopni:
      https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=12560&ndays=32&ano=2006&mes=10&day=31&hora=18&ord=REV&Send=Send

      Uznajmy za zimną noc Tmin <3.0. Ten październik ma 10 takich nocy. Za to paskudny październik 2017 miał ich tylko 3, tym tylko jedną z Tmin <0.0.

      1. @Alewis
        Mi w październiku nie zależy na wysokim uslonecznieniu, a jak ma być to na pewno nie ze „stojących wyżów”, bo to się właśnie kończy przymrozkami i/lub smogiem.

        Październik 2006 miał jeden epizod z mroźnymi nocami w czwartej pentadzie (16-19.10), no i jeszcze ostatnie dwa dni. To skaza na jego świetności.
        Bez przymrozków na Mazowszu (także właśnie w Kozienicach, gdzie jak gdzie, ale tam łatwo o przymrozek) było za to w październiku 2008. Nie miał też żadnej średniej dobowej poniżej 5 stopni 😊

        1. A jeszcze dodam, że październik 2006 u mnie nie był wcale jakiś bardzo pogodny, był chyba dopiero 6tym najładniejszym w XXI wieku.

          1. Ale okresy które mi się najbardziej podobały ( ze względu na ciepło i antysmogowy przepływ) akurat za pogodne nie były.

      2. W Nowym Sączu w październiku 2018 nie było ani jednego spadku poniżej zera (ciekawe zwłaszcza przez to, że mróz zanotowano we wrześniu). Natomiast w październiku 2006 wystąpiły cztery tak zimne noce, spośród których jedna była niestety istnie zimowa, bo przyniosła spadek do – 5,4 stopnia (najzimniejsza październikowa noc po 2003 roku) :/

        1. Przede wszystkim końcówka października 2006 i początek listopada były bardzo dynamiczne i niespokojne. Do dziś pamiętam, jak 29.10 po południu była u mnie burza z silnymi porywami wiatru w ciepłej masie powietrza, a kilka godzin później – wieczorem – naparzał lodowaty wiatr z północy w tylnej części niżu i ciśnienie wzrastało o przeszło 2 hPa na godzinę. Nazajutrz rano miałem centrum wyżu i przymrozek. Nie przypominam sobie bardziej dynamicznego okresu w październiku.
          Początek listopada też przyniósł bodaj wichurę na Bałtyku, a piątego w środkowej Polsce rano leżało kilkanaście centymetrów śniegu po opadach ciągłych, po czym po południu przechodziły burze na froncie chłodnym.

          Reszta października była ciepła, było kilka dni wyżu… ale bynajmniej nie kojarzę tego miesiąca z wyżem, tylko z dynamiką. I dlatego może wg niektórych był pogodny, bo mgieł i stratusów było w jego trakcie bardzo mało.

          1. „Reszta października była ciepła, było kilka dni wyżu… ale bynajmniej nie kojarzę tego miesiąca z wyżem, tylko z dynamiką. I dlatego może wg niektórych był pogodny, bo mgieł i stratusów było w jego trakcie bardzo mało.”
            O, to. Dokładnie to.
            Dlatego zawsze mnie śmieszyło jego porównywanie do pi*dziernika 2018. To były zupełnie inne miesiące, mimo podobnych kilku parametrów.

            W październiku 2006 faktycznie na tydzień zagościł wyż, który przyniósł spore ochłodzenie, które zabrało szanse na całkiem realny rekord miesiąca ;) Mowa o okresie 14-20.10.

      3. @alewis27
        Ja nie raz zwracałem uwagę na paradoksy w preferencjach pogodowych u @kmroz. Ciepły i wyżowy październik to dni z dużymi amplitudami dobowymi temperatur czyli tmax mogą wzrastać do ponad 20 stopni, a w nocy spadać już w okolice 5 stopni czasem poniżej. Pod warunkiem, że cały czas jest bezchmurnie. Tak było np. w październiku 2018, który przyniósł może z kilkanaście takich dni.

        1. PRAWDZIWIE ciepły i wyżowy październik-> wybierz jedno ;)

          W zasadzie mówicie dokładnie to co ja, że jeśli jest stabilny wyż w październiku, to prawdziwego ciepła nie będzie. Nie wiem więc po co się ze mną obaj tak o to kłócicie. A październik 2018 to ostatnie czego bym chciał…

          1. ja np. bardzo bym chciał taki październik…bo wrzesień, druga połowa, przypomina raz listopad raz październik…

    3. Wnioskuję, że @kmroz właściwie w całej porze chłodnej najbardziej chciałby opcji niżowych, ale z ciepłymi sektorami niżów i zarazem przy aurze pogodnej.

      Problem w tym, że takie opcje są zazwyczaj tylko przejściowe, bo rzadko kiedy trwają ciurkiem dłużej niż 2-4 dni (czasami raptem tylko 1-2 dni) – bo wcześniej, czy później nachodzą chmury (nierzadko z opadami) i/lub się ochładza (przy aurze niżowej) i/lub rozbudowuje się jakiś wyż (który obniża Tavg, czasami sporo).
      Poza tym oznaczają bardzo dużą dodatnią anomalię termiczną, która jak trwa dłużej „niemiłosiernie” szybko podbija trend ocieplenia klimatycznego.

      Wniosek jest taki, że opcje za jakimi najbardziej przepada @kmroz w porze chłodnej są podobnie skrajne, co i te oznaczające fale dużego zimna (silniejszego mrozu), czy spore opady śniegu (np. z genueńczyka) – a siłą rzeczy w szerszym horyzoncie czasowym nie będą trwały dłużej niż 10-20% czasu (nierzadko nawet poniżej 10% czasu).
      Mając takie mocno wyselekcjonowane preferencje i zarazem wąski margines akceptacji, trzeba się (niestety) nastawić na częste narzekanie na pogodę…

      Mnie z tego powodu na dłuższą metę cieszą już opcje, które nie wydłużają termicznego przedzimia/przedwiośnia o więcej wynika to z najnowszych norm (a jak skracają je od kilku do ok. 50% to jest już „super”) i/lub zwiększają usłonecznienie o przynajmniej kilka do 50% względem normy (a zwiększenie usłonecznienia o 50-100% jest już dla mnie bardzo dużą poprawą).
      Nie oczekuję od razu, że abym pogodę pozytywniej oceniał, to musimy mieć SPORE odchylenia od normy.

  21. Dlatego niektórzy uważają obecny nasz klimat za patologiczny. Po gorąca od razu w zimno. Tłumaczenie tego normą nie zmienia faktu że w odbiorze subiektywnym takie skoki są patologią. Nie jest to dobre ani dla przyrody ani dla zdrowia. O ile sobie przypominam dawne lata 60, 70 i nawet 80 przejścia były powolne z lata do jesieni oraz z zimy do wiosny. Teraz jest łup i zmiana. A wyżej podany przez mnie mocno teoretyczny przykład miał na celu tylko podkreślić tę patologię z dużą dozą przejaskrawienia.

    1. skoki zawsze były, taka jest cecha tego klimatu. Prawie sto lat temu nawiedził nas kwiecień z anomalią prawie -5K (nad morzem miał średnią ledwo przekraczającą zero!) a chwilę później przyszedł letni maj, niewiele ustępujący tym współczesnym letnim majom. Mowa o 1929 oczywiście. Mam wrażenie że te skoki to były nawet większe niż teraz, bo zimy były znacznie chłodniejsze. Obecnie zima to coraz częściej płaski pomost pomiędzy II połową listopada a I połową marca. Łącznie około 4 miesiące silnej dominacji średnich w zakresie 0-5 stopni. Prawdziwej zimy nie ma, za to zima w rozumieniu najzimniejszej pory roku nam się…wydłużyła! Bo okres z tymi temperaturami 0-5 jest dłuższy niż dawna zima.

      1. Z autopsji. Teraz wyraźnie przeważają anomalie dodatnie (od około 20 lat) . Jest ich w roku zdecydowanie więcej niż ujemnych. Te ujemne w cieplejszym okresie są przez to w czasach panującego AGW bardziej dokuczliwe i ,,niespodziewane”. U mnie we wrześniu obyło się bez przymrozków ,ale przy gruncie 3-4 razy było około 0,2-0,5 stC (Ruda śląska).

    2. Haha, no łagodne przejścia z zimy do wiosny to faktycznie, bo przedwiośnie często przedłużało się na kwiecień, a nawet majówkę!
      Przed 1983 rokiem że świecą szukać kwietnia, który chociażby wiosnę udawał…. (zasadniczo dramat z tym był w latach 1969-1982 z tego co widziałem)

      1. Wszystko zależy od przyjetej definicji. Jak już dokonywać porównań to trzeba porównywać gruszki z gruszkami, a nie arbuzami. To lata po 2000 nas rozpieszczają pod tym względem i kwietni poniżej normy w zasadzie nie ma.

        1. Kwietnie 1969-1982 za to były cały czas poniżej normy. Naprawdę cieszę się że wtedy nie żyłem, bo bym chyba zwariował przy takich kwietniach. No, ale przecież cudowne długie przechodzenie z zimy do wiosny ;)

          1. A ja się cieszę że wtedy żyłem. Bo był normalny klimat, normalni ludzie i normalne jedzenie. A teraz to mam wrażenie że to nie są ludzie tylko końcówki do komputera i smartfona. Zresztą młodzi też zaczynają patrzeć na tamte czasy inaczej. Zaczynają doceniać normalność tamtych czasów. Ale za dużo o dawnych czasach. Na tym forum dominują raczej ludzie bardzo młodzi. Szkoda że nie ma moich rówieśników.

          2. Jestem bardzo młody, raptem od paru lat urzędowo dorosły, ale poniekąd się z Wami @Piotr, @Tutejszy, zgadzam. Zdarza mi się naprawdę ubolewać nad tym jak wyglądają dzisiejsze czasy i jacy są ludzie, choć na dobrą sprawę nie pamiętam „tamtego świata”. A mimo to nieraz ma się ochotę powiedzieć za Cyceronem „o tempora, o mores!”
            Ale klimat nie ma wiele wspólnego z tym jakie były wtedy czasy, ludzie, jedzenie itp. A prawdą jest że np. w latach 60-80 był mniej przyjazny niż teraz. Możecie mnie wytknąć palcami, ale ja cieszę się z tego, że wiosny (zwłaszcza kwietnie) się tak ociepliły. Dziś takie ekscesy jak trzecia pentada kwietnia 2019 czy druga połowa kwietnia 2017 są czymś długo rozpamiętywanym, przykuwającym uwagę jako coś absolutnie przeciwnego naturze. A w latach wspomnianych przez @Kmroz, takie coś zdarzało się praktycznie co rok i nieraz w jeszcze gorszej formie. Było lepsze jedzenie, ale wątpię czy w tym aspekcie jej producenci mogą za czymś tęsknić. Bardzo późna wegetacja roślin, przymrozki nieraz do końca maja, dżdżyste i pochmurne lata i wczesne głębokie chłody jesienią nie pomagały. A susze także się zdarzały, chociażby w 1982 czy 1986 roku. Tak więc nie wiem czy nasz współczesny klimat (poza przykrą i niechcianą przeze mnie konsekwencją jaką są dłuższe i częstsze fale upałów) jest taki nienormalny.

          3. @PiotrNS:
            „A prawdą jest że [klimat] np. w latach 60-80 był mniej przyjazny niż teraz. Możecie mnie wytknąć palcami, ale ja cieszę się z tego, że wiosny (zwłaszcza kwietnie) się tak ociepliły.”

            >> W polskich warunkach dotychczasowe – podkreślam: DOTYCHCZASOWE – ocieplenie klimatyczne ma faktycznie sporo zalet, a i wielu ludzi dobrze się z nim czuje.
            Jednak, po pierwsze: na tym najpiękniejszym ze światów jakoś tak się dziwnie składa, że nigdy nie ma nic za darmo.
            A po drugie: NA RAZIE (dla wielu ludzi u nas) jest całkiem fajnie.
            Ale przestanie być, gdy np. zacznie brakować wody w Polsce.
            A na to się zanosi, jeśli ocieplenie nie przystopuje.

          4. @Piotr @Tutejszy @Piotr
            Przecież chodzi mi o to, że cieszę się że takich koszmarnych kwietniów, które wtedy były przez ponad 10 lat standardem, nie musiałem przeżyć. Nie pisałem nic o kwestiach poza pogodą….

          5. No właśnie, chodziło o to że lepiej nie musieć przeżywać tak fatalnych kwietni, tylko o to chodziło @Kmroz. A ja swoją dygresję dopisałem w odpowiedzi na słowa @Piotr i @Tutejszy.

    3. Tylko, że ŻADNE odczucia subiektywne nie powinny być powodem do oceniania czegoś w kategoriach „patologii”, co bardziej fachowo powinno określać się mianem jakieś nietypowej (bardzo rzadko spotykanej) anomalii.

      Dlaczego? Bo oceny subiektywne – także dotyczące pogody i klimatu – mogą być RÓŻNE, a co jest czymś naturalnym/normalnym (!).
      Tak przez analogię, czy dla osób pragnących rodziny wielodzietnej patologią będzie jedno dziecko, a dla tych którym „wystarczy” jedno dziecko patologię będą rodziny wielodzietne? Chyba nie w tym rzecz… Powód musi być OBIEKTYWNY, tzn. w postaci bardzo nietypowych zachowań, które dotyczą bardzo wąskiej populacji, niezależnie od czyichkolwiek poglądów, czy zapatrywań. Z ocenianiem pogody i klimatu jest (czytaj: powinno być) podobnie.

  22. Ja powoli się zaczynam zastanawiać ile w tym sezonie będzie zimy w zimie. Obstawiam bdzine, przez zero, może w styczniu z tydzień, dwa mrozu. Byle była mokra

    1. Mokra i z częstymi wahaniami temperatury przez zero… niebezpieczna mieszanka.
      Wówczas zdecydowanie lepsza byłaby bardziej sucha zima, przynajmniej w takich okolicznościach. A opady (sumarycznie nie potrzeba większych niż 150% normy!) zdecydowanie lepsze albo przy całodobowych plusach, albo całodobowym mrozie.
      Ale oczywiście będzie jak odgórnie „ma być”, niezależnie od naszej woli.

      1. Ale Gripen ma rację, potrzeba mokrej zimy. 150% normy to mało, przydałoby się koło 300% normy- nie ma co się oszukiwać, że inaczej. Niech będzie taki grudzień 2005 (by zadowolić fanów groźnego grudnia), a po nich styczeń 2007 i luty 2016 (w tych 2 przejść przez zero było niewiele). Oczywiście mowie orientacyjnie, bo nic dwa razy nie dzieje się tak samo.

        1. Potrzeba przede wszystkim odpowiednich zapasów wilgoci z topiącego się śniegu w czasie przedwiośnia (u zarania wiosny) i bardziej regularnych opadów od marca/kwietnia.
          Nawet przy mokrych miesiącach zimowych, jak od marca, a zwłaszcza kwietnia będzie ponownie sucho to dość szybko potęgować się będzie posucha. Parowanie od miesięcy wiosennych (zwłaszcza kwietnia/maja) ZNACZĄCO rośnie.

        2. Paradoksalnie pod tym względem najgorsza zimą byłaby sucha wersja strefówki z jeszcze cieplejszą składową S – czyli opcja za jaką większość skrajnych ciepłolubów tęskni. Bo to opcja dająca najmniej zapasów wilgoci na wiosnę, nawet mniej niż „suchy” mróz (nie wspominając o zimie jak 2009/10, czy chociażby 2012/3).

  23. Tylko, że ostatnimi latami, wiosny są zdecydowanie, coraz bardziej suche i cieplejsze. Reguralnosc i rownomiernosc opadów też pozostawia wiele do życzenia. Lubię zimowe zimy, natomiast między innymi, w wyżej wymienionych powodów, liczę na Atlantyk, z dużą ilością opadów, byle bez orkanow.

    1. @Gripen
      A wiesz, że także zimą większe szanse na większe skumulowane opady mamy przy okolicznościach z częściej ujemnym (niż dodatnim) NAO?
      Przy dodatnim NAO i strefówce też okresowo może mocniej padać, ale i zarazem fronty szybciej pomykają nad danym obszarem. Natomiast przy ujemnym NAO i osłabieniu/blokadzie strefówki jest większa szansa na najbardziej wydajne opadowo (o każdej porze roku) niże zza gór.

  24. Wczorajszy dzień również był poniżej normy z anomalią minus 1,72 K. Tym samym mamy 8 dzień z rzędu z ujemną anomalią.

    1. Wniosek nasuwa się tylko jeden.
      Gdyby tak pisać za każdym razem o 8 dniach z rzędu z dodatnią anomalią, to serwery tego bloga by nie wytrzymały ;)

      Jak się trafi tak jak teraz 8 dni z ujemną, to jest to taka sensacja, że aż grzech o niej nie napisać.

      Czasami zaczynam się zastanawiać czy jest sens odwoływać się do tych starych norm…. Nie mają one już nic wspólnego z naszym klimatem.

      1. Ja coraz częściej, traktuje, wcześniejsze normy, tylko jako punkt odniesienia, by z rosnacym przerażeniem, zadziej zdziwieniem, widzieć, jakiego „kopa” i przyspieszenia dostało AGW.

        1. Teraz akurat jesteśmy podczas bardzo nietypowego okresu w roku, który ma kompletnie gdzieś globalne ocieplenie. Powiedzmy sobie szczerze, to co się dzieje od kilku dni i w sumie jest jeszcze kontynuowane dzisiaj, w końcówce września w praktyce nie wydaje się aż tak niezwykłe. Nawet wczorajszy dzień z psychologicznego punktu widzenia, nie odrzucał aż tak. 2-3 tygodnie na przełomie września i października, to w naszym kraju całkowicie opierający się okres AGW, który się wręcz ochładza.

          Wyobraźmy sobie taką pogodę jak w ostatnich dniach w analogicznym okresie maja, czy nawet pod koniec kwietnia. Albo, aby jeszcze mocniej uderzyć w świadomość, na weekend majowy. Żałoba narodowa w takim wypadku to mało powiedziane, nawet nie chcę myśleć co by ludzie mówili i myśleli. Takie coś jak wczoraj, 8 stopni o godzinie 12:00 w dniu 24.09? W sumie w tym roku mieliśmy coś takiego nawet w pierwszej połowie maja, porównajmy stopień tamtego lamentu (przekraczał on wszelkie granice), do obecnego (praktycznie zerowy, a w mediach to nawet czasem słyszało się, że jest… ciepło) ;)
          Ale to wszystko dlatego, że przełom kwietnia i maja, jak zresztą 90% roku, odnotował naprawdę drastyczny skok. Jeszcze 30-40 lat temu to był faktycznie analogiczny okres do przełomu września i pi*dziernika, dzisiaj już tak po prostu nie jest. Co ciekawe, druga połowa października już się ociepla w tempie równie zatrważającym jak reszta roku i jak najbardziej jest wciąż analogiczna do pierwszej połowy kwietnia.

          1. „Takie coś jak wczoraj, 8 stopni o godzinie 12:00 w dniu 24.09” – oczywiście chciałem napisać nie o 24.09, tylko analogicznym do niego dniu 7.05 ;)
            W takim dniu lament przekracza wszelkie granice, jeśli o godzinie 12:00 temperatura nie przekracza 15 stopni. I w sumie ciężko się dziwić, bo w tym dniu po prostu bardzo często tmax przekracza 20 stopni, a 24.09 dzieje się to jednak znacznie rzadziej – przynajmniej jeśli chodzi o ostatnie 10 lat, bo WCZEŚNIEJ było to z pewnością podobniejsze ;)

          2. A z drugiej strony wg tychże mediów lato zaczyna się ok. 22.06 i kończy ok. 22.09, czyli teraz mamy raptem ze 3 dni po lecie, ale okolice majówki są jeszcze ok. 50 dni przed latem. A niby wówczas oczekiwanie ciepła jest jeszcze większe.
            To są te bezsensowne odniesienia do pór kalendarzowych – podczas, gdy znacznie bardziej adekwatne są pory meteorologiczne, a nawet i takie parametry jak długość dnia, czy nasłonecznienie (kąt padania promieni słonecznych).

  25. Szanowny LucasieWawa, gotów Jestem głęboko schować swoje preferencje pogodowe ( zimy, mroźne, do 10 cm śniegu i sporo słońca), byle by uzupełniły się zapasy wilgoci, przed ruszeniem, wiosennej wegetacji. Ujemne NAO i osłabienie strefowki, to też miła opcja (sporo białego puchu, dla niektórych „białego syfu”) i stopniowe uwalnianie wilgoci przy odwilżach. Chciałem tylko zaznaczyć, że priorytetem jest zima powyżej normy, jeśli chodzi o opady.

    1. Dokładnie. Teraz najważniejsze jest, żeby prawie codziennie padało. Normalnie o tej porze roku jest trochę wilgoci w glebie i spokojnie opady nie są do niczego potrzebne. Ale teraz jest daleko od normalności, a bliżej do pustynii.

    2. Myśliwcu szwedzki Drogi!

      Choćby z nieba się lało, deszczem płakało, śniegiem bieliło, pierzynką otuliło…
      otwarte śluzy zastawek, krecia robota kretów – czyli fachowo przecisków melioracyjnych, potrzeba wjazdu wszędzie i o każdej porze ciągnikiem, dopłatoza, dopłatoza, dopłatoza, (de)regulacja, prace utrzymaniowe, kształtowanie profilu podłużnego i poprzecznego, „renaturyzacja” przyspieszające spływ…
      Uproduktywnianie cennych użytków zielonych w terasie zalewowej, bezład przestrzenny, sankcjonujący budowy kolejnych osiedli nadrzecznych, „rewitalizacja” terenów nadwodnych betonem i kostką…
      Bezkarne korzystanie z wód głębinowych do nawadniania „dopłatowych”, a często wręcz ozdobnych (szkółki tujowe, itd., itp., etc.), nikomu do niczego nie potrzebnych śmieciowych roślin…

      Może codziennie padać i po 30 mm od 1.01. do 31.12 – i nic z tego nie wyniknie…

    3. Ale przecież nie to było moją myślą przewodnią, tylko trzy inne kwestie:
      – mokra może być zima zarówno cieplejsza i bardziej deszczowa (przy strefówce), jak i bardziej zimowa ze śniegiem (i częstszym osłabieniem/blokowaniem strefówki),
      – dobrze, aby w porze chłodnej padało jak najwięcej przy całodobowych plusach lub całodobowym mrozie, a stosunkowo mniej przy oscylacjach temperatury wokół zera (z uwagi na jeszcze bardziej niekorzystne zjawiska niż przy samym mrozie z tym związane),
      – dla „jakości wodnej” podczas kolejnego okresu wegetacyjnego (pory ciepłej) i tak NAJWAŻNIEJSZE będzie połączenie wilgoci z pokrywy śnieżnej wespół z regularniejszymi opadami na wiosnę.

      Zwrócę jeszcze uwagę, że nie ma lepszej opcji do eskalowania się posuchy także przez zimę jak ciepła odmiana „strefówki”, przy dość permanentnym znajdowaniu się w ciepłych sektorach niżów atlantyckich lub klinach wyżu azorskiego, przy „rozmywaniu się” stref opadowych od niżów wkraczających torem dość mocno przesuniętym na N obrzeża Europy. Nie dość, że w takim przypadku mamy jak na zimę największe parowanie (bo jest najcieplej), to jeszcze pada rzadko/słabo.
      Znacznie lepsza pod tym względem jest strefówka z okresowymi spływami także z NW/N (wówczas częściej pada) lub blokady z niżami napierającym zza gór (najbardziej wydaje opadowo strefy).

      Reasumując, aktywne niże atlantyckie (strefówka, dodatnie NAO) nie zawsze = odpowiednio duże opady w Europie C.

  26. Zeszłej zimy właściwie tylko styczeń był zimowy. Grudzień był późnojesienny, a luty to już właściwie przedwiośnie pełną parą (tmax nawet 17 stopni), o marcu nie wspominając.

  27. Po południu chmurzy przerzedziły się na tyle, że wyszło słońce i zaczęło być nawet ciepławo. W pewnej chwili pojawiła się taka ławica cirrusów, że widać było pełny 360-stopniowy krąg paraheliczny. Pięknie to wyglądało.

  28. ja trochę nie do końca w temacie.Od wczoraj nad moją miejscowością przelatują klucze żurawi odlatujących do ciepłych krajów.Co ciekawe lecą w tym roku małymi grupkami nawet po kilka,kilkanaście ptaków,dziś widziałem nawet lecących nie jak zwykle na południe ,a na wschód.Lecą nisko ze względu na niski pułap chmur.

  29. Ciekawe czy już zaczynamy wchodzić powoli w okres gdzie dominuje zachmurzenie czy jednak w październiku będą jeszcze przeważać pogodne dni. Już teraz widać np. w Warszawie i okolicach że liczba dni słonecznych się zmniejsza np. wczoraj był niezwykły ładny słoneczny dzień, wcześniej było jednak trochę pochmurnych tu dni i dziś jest tak samo. Sierpień bardzo rzadko jest bardzo pochmurny, wrzesień też jeszcze nie za często, ale już częściej. W roku 2017 okres pochmurny zaczął się właśnie już we wrześniu. Na listopad, grudzień, styczeń i luty w tej mierze nie ma co za bardzo liczyć. Oczywiście wszystkie te miesiąca mogą być potencjalnie słoneczne, ale zdarza się to tak rzadko że nie ma co się nastawiać. Wrzesień 2019 do najbardziej słonecznych należał nie będzie, ale nie jest on tak pochmurny jak w 2017-zobaczymy więc co będzie w październiku bo jest chyba ostatni miesiąc które daje jeszcze jakieś stosunkowo duże szanse przewagi liczby dni słonecznych. Do końca września będą już jednak przeważały raczej dni pochmurne. Termicznie zaś nic ciekawego nie będzie się dziać. Temperatury w okolicach norm lub z niewielkimi od niej odchyleniami.

    1. U mnie dziś grube chmurzyska cały dzień, ciemnica jak w grudniu. Ale zimno nie ma, 16 stopni.

      Miesiące listopad – luty (a zwlaszcza listopad – styczeń) to jest pochmurna zakała tego klimatu i niezmiernie mnie cieszy jeśli nie wszystkie 4 wyglądają tak samo, ze średnią 0-5 i brakiem śniegu. Listopad taki przeboleję, od grudnia preferuje warunki zimowe. Pochmurno i tak będzie, a łatwiej mi znieść grudzień taki jak w 2005 czy 2009 niż tą wieczną szarugę bez śniegu z 2017 i 2018.

      1. Luty też wg mnie jest bez rewelacji. Widać to choćby na stronie meteomodel średnie usłonecznienie. Między lutym a marcem występuje przepaść tak samo jak między październikiem a listopadem. Ja sobie podpatrzyłem Warszawę bo tu mieszkam. W marcu średnia liczba godzin tu 139h podczas gdy w luty ledwie 67h, zaś w październiku blisko 123h podczas gdy w listopadzie ledwie 51h. Pomiędzy listopadem, grudniem, styczniem i lutym również różnice nie są wielkie. Oczywiście znaczenie ma tu też długość dnia, ale w % między lutym a marcem jest największa zmiana w górę, zaś między październikiem a listopadem w dół i chyba jest reprezentatywne dla całej Polski. Oczywiście ciemnica może trwać bardzo długo – w takich latach 70-ych to być może każdy miesiąc mógł być pochmurny w którym roku. Obecnie między wrześniem a marcem może być pochmurno, ale kto wie może i dłużej, choć to rzadkość oczywiście

        1. Mam pewne wątpliwości co do pochmurności naszego klimatu przed 1990 rokiem. Zgoda, lipiec 1980 czy czerwiec 1985 to skrajna patologia, miesiąc tego pokroju w porze ciepłej zdarzył się 9 lat temu i był to maj 2010 – 80h usłonecznienia w moim mieście, rekord DALEKO wyprzedzający cokolwiek innego. Ale żeby taki lipiec 1983 wykręcił ledwo normę 1991-2018? Czy maj 1980? Jak patrzę na ZACHMURZENIE to nie widzę jakeigoś wyraźnego trendu w tej kwestii, ba niektóre miesiące nawet delikatnie zwiększają średnie zachmurzenie (głównie zimowe)

          Wydaje mi się, że mamy niehomogeniczną serię usłonecznienia. Był nawet na meteomodelu o tym artykuł, gdzie porównywano dane dla dawnych lat z systemu EUMSAT czy jakoś tak, wyszło że dane sprzed 1990 są dość mocno niedoszacowane w wielu przypadkach i nasz klimat nie był w dawnych latach aż tak pochmurny.

          A co do reszty to zgoda, między X a XI oraz II i III jest przepaść jeśli chodzi o % usłonecznienia. Jesienią przełom wydaje się następować jeszcze w październiku, natomiast wiosną pod koniec lutego, zanim rozpocznie się marzec.

          1. Być może przyczyną, przynajmniej częściowo to wyjaśniającą, było olbrzymie zanieczyszczenie. Filtrów ograniczających ilość zanieczyszczeń praktycznie wówczas jeszcze nie instalowano, stąd emisje tlenków siarki czy tlenków azotów były nieporównywalnie wyższe niż obecnie, w szczególności w rejonach silnie przemysłowych jak Górny Śląsk czy Zagłębie Ruhry. Zanieczyszczenia takie można porównać z pyłem saharyjskim – niebo nie jest pochmurne, ale sprawia wrażanie zamglonego, przejrzystość powietrza jest wyraźnie mniejsza. Dodatkowo była też większa ilość jąder kondensacji, co w warunkach sprzyjających powstawaniu chmur było to zjawisko dodatkowo ten proces nakręcające. Jak to najczęściej bywa – każdy z wymienionych przez nas powodów wpływał częściowo na ten proces, co sumarycznie składa się na tak radykalne zwiększenie u nas usłonecznienia po roku 1990.

  30. Tak sobie poczytałem komentarze i zwróciłem uwagę że niektórzy piszą tu o zimie byle mokrej aby złagodzić suszę. Ciepła i deszczowa zima poprawi sytuację tylko w zimie kiedy nie ma okresu wegetacyjnego. Jak przyjdzie po tym ciepły i suchy marzec/kwiecień/maj to sytuacja z suszą się powtórzy. Sumy opadów w zimie są po prostu za małe aby mieć większe znaczenie hydrologiczne wiosną poza tym w tym okresie nie zaczyna się właściwa wegetacja jak napisałem. Dla wczesnej wiosny największe znaczenie ma to jaki jest miesiąc poprzedzający termiczną wiosną. Piszę termiczną bo zimowa pogoda może się przedłużyć na marzec tj w roku 2013 wtedy wegetacja zaczyna się w kwietniu. Średnio następuje to jednak w marcu więc największe znaczenie ma tu luty. Nawet rekordowe sumy opadów deszczu w lutym nie będą miały znaczącej wartości dodanej jeśli marzec będzie suchy a później jeszcze kwiecień. Taką wartość może stanowić wolno roztapiający się śnieg a wcześniej mróz konserwujący tą wodę. Przykładem takiej sytuacja był rok 2010, 2011, 2012, 2013. W roku 2011 czy 2012 zimowa pogoda zakończyła się tak naprawdę tj powinna się zakończyć średnio czyli wraz z początkiem marca. Oba marce czyli 2011 i 2012 były suche co można sprawdzić w danych. Dodatkowo w 2011 przyszedł suchy kwiecień a ja nie słyszałem żeby wtedy panowała jakaś susza czy posucha a teraz czy luty jest ciepły i deszczowy czy luty jest suchy i ciepły to jak po nim przychodzi marzec z niedostatkiem opadów to już pod koniec miesiąca słyszę i czytam o jakiejś posusze. Wniosek więc jest prosty. Grudzień i styczeń zaś mroźne i śnieżne mają pośrednie znaczenie dla wiosny ale tylko wtedy kiedy w lutym nie przyjdzie wiosenna pogoda która termicznie zakończy jednocześnie zimę więc śnieg i mróz odejdą w zapomnienie.

  31. Co wy tak odwalacie z tą mokrą zimą teraz? Zima 2018/9 przecież była bardzo wilgotna, w grudniu prawie bez przerwy padał deszcz a w styczniu śnieg. Suszej i pogodniej było dopiero w lutym ale tam też nie zabrakło opadów, marzec gdzieś do 20 III padało niemalże codziennie. To była ciepła zima więc nie mieliśmy typowych roztopów przedwiosennnych (u siebie takich nie widziałem od zimy 2009/10, w 2013 roku trudno to nazwać roztopem przedwiosennym jak to już była połowa kwietnia i +20 stopni)

    Myślicie że taka bździnowata jesienio-przedwiosenna zima tylko złożona z jeszcze bardziej ponurych miesięcy (grudzień 2005, styczeń 2007, luty 2016? Ojapierdyle!!!) cokolwiek da w kwestii suszy i łagodzenia jej na przyszłą wiosnę. Zimą 2018/9 była bardzo mokra i nic to nie zmieniło, w kwietniu po dłuższym okresie bezopadowym i jednocześnie wierznym mieliśmy z nią duże problemy.

    Większą szansę na złagodzenie suszy i uzupełnienie braków w glebie mamy w przypadku przyjścia w końcu normalnej zimy z dość dużą ilością śniegu i z roztopami na przedwiośnie.

    1. Końcówka wyjaśnia całe sedno sprawy. Najważniejsze są ZAPASY wilgoci u progu wiosny (a co mróz wobec śniegu i wilgoci w glebie czyni), wespół z REGULARNYMI opadami, gdy eskaluje się już parowanie zwłaszcza od kwietnia.
      Same opady deszczu zimą też w tym względzie coś pomagają (przy deficycie opadowym z poprzednich miesięcy), ale jednak najistotniejsze jest to co dzieje się już u progu wiosny i później.

        1. @kmroz
          Niektórzy piszą tak jakby ciepła zima miała oznaczać Tavg co najmniej +5/+10°C. Tymczasem jest to maksymalnie wokół +2°C za DJF (Tavg obszarowa dla Polski).
          Nie zapominajmy w tej licytacji o tym jakie są nasze normy i z czym mają związek ich zmiany…

    2. Gdzie mokra tam mokra. U mnie każdy miesiąc w normie. A w marcu to codziennie może i padało tzw. „Tr”. Opad śladowy gleby nie obchodzi.

      I całe szczęście, że była chociaż w tej normie, inaczej byśmy się w pustynie zamienili przy takich ilościach opadów od marca. U mnie poza druga połowa maja tak naprawdę od początku do marca do końca sierpnia były opady szczątkowe, równie dobrze mogłoby ich nie być, wiele by to nie zmieniło.

      Poza tym nie wiem czy wiesz, ale grudzień 2005 to w cholerę roztopów.

      1. u mnie to był grudzień z rekordowo wysoką sumą opadów, mniej więcej pół na pół deszczu i śniegu. Były nawet burze śnieżne. No i git, później przyszła kontynuacja naprawdę porządnej zimy i było super. Suszy w 2006 nie było przez długo, porządniej przesuszył dopiero lipiec 2006 ale nie trwało to pół roku jak teraz i sierpień ładnie odreagował. Nie było suszy hydrologicznej jak od paru lat to ma miejsce.

        Uwielbiasz ciepłe zimy, jednak dają one dużo lepsze ‚podłoże’ pod suche wiosny i wielkie upały latem niż te mroźne. Zobacz sobie jaki był indeks SPEI w latach 2009 i 2013, następujących po mokrych i śnieżnych zimach.

        1. W 2013 roku mieliśmy jeszcze bardzo mokry maj i czerwiec. Potem lipiec mógł być suchy, ale to jedynie trochę przesuszyło trawę, pozostając bez wpływu tak naprawdę na sytuację hydro.

  32. Modele (GFS, ECMWF) widzą mocne ochłodzenie od 30.09 tymczasem prognoza synoptyczna a także pogodynka na tvp twierdzi że do końca pierwszej połowy paździenika nie widać ochłodzenia a temperatury mają być w okolicy +20
    Ciekawe na jakiej podstawie?

    1. Wygląda na to, że i tym razem nie unikniemy wyraźniejszego ochłodzenia w pierwszych dniach października – jednak na razie bez rokowań co do całego kolejnego miesiąca.
      Za to wcześniej, finisz września może przynieść wzrost anomalii obszarowej dobowej do ok. +2/+4K w najcieplejszych dniach (jak sądzę).

    1. kmroz mogę mieć pytanie? Jaką róznice z Twojego punktu widzenia robi noc 12 stopni z deszczem, paskudną mgła a noc z temp min 4 stopnie z pieknym niebem? Bo ja wybieram te drugą…

        1. No ja lubie, przejrzystą noc z pięknymi gwiazdami, a nie zupę z wilgotnością 95%. Czy 12 czy 5 stopni i tak jest chłodno więc co za różnica? Twoje upodobania, szczególnie te letnie, to dla mnie ciekawy przypadek

          1. @kmroz zatem podziwiam – dla mnie 30.06 był po prostu gorącym dniem. Normalnie wtedy funkcjonowałem, nie było problemu ze sportem. Swiecace słonce nie jest problemem, bo i tak mam na głowie kask na łbie i okulary jak jezdze, wiec nie ma to dużego znaczenia.

        2. @kmroz Choćby to, że wolisz upierdliwą duchotę 28-29 z konwekcją zamiast suchego 33-34. Polecam spróbować jakiegokolwiek sportu w ob
          Pamiętam jak w tym roku wracałem z Międzydrojów ostatniego dnia czeydwu temperaturach.rwca w upale 37 stopni. W życiu nie zamieniłbym tego na parownik z konwekcją przy 28-30 stopniach.

          1. * w obudwu sytuacjach czyli 28-29 i wysoka wilgotność z konwekcją oraz „suche” 33-34. W pierwszych bardzo łatwo dostać udaru cieplnego.

          2. A tu cię zaskoczę z tym sportem, w dniach 28-29.07.2018 przy tej duchocie zrobiłem 160 km na rowerze. Wilgotność bardzo wysoka, kłębiące się dookoła chmury burzowe, które drugiego dnia mnie złapały zresztą.
            Wiesz co umożliwiło wytrzymanie tego? Że nie było pełnej lampy, tylko często chmury przykrywały słońce.
            30.06.2019 Nie mogłem wytrzymać dłużej niż 3 minut w słońcu, a co dopiero na rowerze jeździć….

          3. a widzisz, a dla mnie to najładniejszy letni dzień w tym roku, ideał lata. Zero chmur niski punkt rosy i 35 stopni. Różne są upodobania i każdy w tym klimacie znajdzie coś, w sumie jakby przez 3 miechy miało być tak prawie bez przerwy to by się to pewnie znudziło. Jedyne co było niepotrzebne to te suche chłody w I połowie lipca. Jak już było zimno to mogło wtedy padać bo po takim czerwcu wszystko wyschło na amen.

          4. I tak w tym względzie bardzo ważne są Twb, Td i humidex.
            Dla zdrowia ludzkiego gorsza jest nawet nieco chłodniejsza, ale i wilgotna/parna „Indonezja” niż bardziej upalny, ale i suchy „Egipt”.
            A opady? No cóż, ja konwekcji nie lubię (poza krótkotrwałymi doznaniami wizualnymi) głównie z uwagi na ich dużą nierównomierność i wynikające z tego dysproporcje, wespół z niebezpieczeństwami z tym związanymi. Bezwzględnie lepsze są bardziej umiarkowane, równomierne i spokojniejsze opady, przy neutralnych lub nawet nieco ujemnych anomaliach (mowa o sezonie letnim).

      1. To może ja odpowiem.
        Podczas nocy 12 stopni z deszczem mogę zostawić uchylone okno i nie martwić się o smog…a i poziom wiglotności będzie też w mieszkaniu odpowiedni.

        1. Przy 12 stopniach jak najbardziej moze być smog – u mnie wczoraj była siekiera bo i tak wszyscy palili.
          Wilgotność? rzadko w nocy jet ona na tyle niska, aby stanowiło to problem.

          1. Smog smogiem, ale przy 12 stopniach otworzysz okno, przy 4 niekoniecznie. Ot cała różnica.

          2. @kmroz – no właśnie może to kwestia odporności. Ja przy 4 stopniach jak najbardziej śpię przy uchylonym oknie. Ba! Doskonale mi się wtedy śpi.

        2. Najgorsza jest długo utrzymująca się późnojesienna zgnilizna przy tak, czy inaczej słabych/rzadkich opadach.
          A przy aurze stratusowej nierzadko w ogóle nie pada (albo opady są śladowe), a inwersja jest jeszcze silniejsza niż przy aurze pogodniejszej – a co za tym idzie jeszcze łatwiej o zatrzymywanie zanieczyszczeń w warstwie podinwersyjnej.
          To sprawia, że perspektywa aury pochmurnej statystycznie przez 60-90% czasu w porze chłodnej (a właściwie częściowo już we wrześniu) mimo wszystko nie działa na mnie (w ogólności) pozytywnie, pomimo pewnych plusów z nią związanych.

      2. Ja przede wszystkim przynajmniej część preferencji pogodowych @kmroz odbieram jako niespójne. Bo widzę, że często preferuje jakieś skrajności, które raz po raz do siebie nie pasują. Odnieśmy się do sytuacji bieżącej – nie można nieustannie wymagać bardzo ciepłych nocy i zarazem pogodnego oblicza pory chłodnej (w tym bez stratusów). Jak będzie tak w 10-20% przypadków to już super, bo na więcej nie „pozwoli fizyka”.
        Albo chcieć chłodniejszych nocy latem niż teraz we wrześniu (a tym bardziej październiku). Albo częściej ujemnych anomalii latem niż zimą.

        1. @Lucas
          Zacznijmy od tego, że ja nie pragnę w porze chłodnej szczególnie wysokiego uslonecznienia.
          A latem preferuje mimo wszystko trochę cieplejsze wieczory niż wczorajsze. Dla mnie tmin nie ma większego znaczenia, liczy się temperatura wieczorem. Wczoraj wieczorem było tyle samo co nad ranem, w letnią bezchmurną noc przy 12 stopniach nad ranem jest 17-20 wieczorem ;)

          1. „Zacznijmy od tego, że ja nie pragnę w porze chłodnej szczególnie wysokiego uslonecznienia.”

            ->>> Ono NIGDY takie nie będzie. Ja w porze chłodnej – bez względu na temperaturę, obecność/brak śniegu (i inne czynniki) – z przyjemnością przyjmę każdy przypadek z usłonecznieniem bliżej 150% (a ok. 200% to już „bajka”) – zwłaszcza przy redukcji zachmurzenia nie przedkładającego się na odpowiednie opady. Ale to i tak będzie raptem 2-4h średniego usłonecznienia na dobę (trochę więcej tylko w październiku i marcu).

  33. Prognozy są coraz bardziej spójne – w poniedziałek w Polsce może silnie wiać, wręcz niebezpiecznie, z porywami przekraczającymi 100 km/h. To już pora, by media zaczęły o tym wspominać, byle nie tworząc paniki. Tymczasem będzie pewnie na odwrót – cisza medialna potrwa jeszcze ze 2-3 dni, a później będzie nagle eksplozja ostrzeżeń, często silnie okraszonych emocjonalnymi pierdołami.
    Podobnie coraz bardziej zgodne są prognozy dla Azorów – w zdecydowanej większości huragan Lorenzo kieruje się właśnie nad ten archipelag. I to jako dość silny huragan, w większości prognozowany jako kategorii 3, ale są nawet takie, które intensyfikują go do 4 kategorii. Potencjalnie mógłby również nieco zagrozić Irlandii (już jako post-huraganowy niż), ale tutaj prognozy są znacznie bardziej niepewne.

    1. Jako ciekawostkę można też dodać, że sprawdzenie się scenariusza z dzisiejszej porannej prognozy ECMWF dałoby solidne podwaliny na atak pod rekord Tmax października. T850>16C w pierwszych dniach tego miesiąca oraz silny halny to idealny scenariusz nawet na pierwsze 30C w tym miesiącu.

      1. Myślę jednak, że nawet w takim przypadku napływ byłby za krótki na aż tak duże ekstrema dodatnie. Do tego potrzeba byłoby co najmniej 2-3 doby z taką adwekcją – a zauważmy, że wcześniej (tuż po 01.10) będziemy mieli znacznie pewniejsze już ochłodzenie z ujemnymi anomaliami przynajmniej rzędu -3/-1K (jeżeli nie większymi; po ociepleniu w końcówce września).

        Zresztą termin jest tak jeszcze daleki (05-06.10), że prognozy w tym względzie mogą się jeszcze dość wyraźnie zmieniać.

      2. Na SE od Polski widać rzeczywiście 30-tki na początku października w prognozach: Bułgaria, Rumunia, Ukraina, ale dla Polski już nie. Jest to więc scenariusz jednak bardzo mało prawdopodobny uważam

        1. Do 30-tki zabrakłoby wówczas z grubsza tyle co do 40-tki w dniach 26-27.06 i 30.06-01.07 – przy również bardzo krótkim napływie aż tak skrajnie ciepłej masy powietrza.

  34. Oby tylko tmax nie spadły poniżej 10 stopni. Ochlodzenie podobne do tego z 3 tygodnia września jest jeszcze do przeżycia (tmax 14-15).

  35. Oby tylko tmax nie spadły poniżej 10 stopni. Ochlodzenie podobne do tego z 3 tygodnia września jest jeszcze do przeżycia (tmax 14-15).

    P.s. Też wariuje wam system dodawania komentarzy i pokazuje czasem że duplikat?

    1. Jak się pomylisz i odklikasz 2 lub więcej razy – tak. Ale wówczas tylko drugi (i kolejny) wpis jest zablokowany (słusznie zresztą!), a pierwszy przechodzi bez problemu, ew. po odświeżeniu strony.

  36. widać powoli ze wchodzimy za niedługo w porę ciemną, bo systematycznie przybywa pochmurnych dni. Październik jest jeszcze do przeżycia, przełom najczęściej następuje w jego trzeciej dekadzie. Listopad to już jest padaka kompletna, dawniej był to najsmętniejszy miesiąc w roku bo jeszcze nie była to zima, a usłonecznienia (ani liści na drzewach) już prawie że nie ma. Obecnie pałeczkę przejmuje grudzień, który ostatnimi laty jest jeszcze gorszy niż przeciętny listopad.

  37. Dobrze, że sprawa AGW jest coraz bardziej nagłaśniania, a apele o działania z tym związane coraz bardziej „donośne”.
    Doraźne korzyści z tym związane (np. dla nas) powinny iść daleko na dalszy plan wobec zagrożeń – związanych także/głównie ze skutkami pośrednimi AGW.
    Czegoś takiego nasza planeta nigdy nie przeżywała i powiem szczerze, że niekiedy aż „serce mi zadrży” na wieści jak wiele negatywnych skutków (w tym zagrożeń) nas w związku z tym czeka.
    Dodam, że jest to nie tylko kwestia podnoszenia się poziomu mórz/oceanów (dużo populacji ziemskich mieszka na obszarach tym zagrożonych), co także zmiana zasolenia/utlenienia (a co za tym idzie także ekosystemów), zaburzeń cyrkulacji/prądów i dla nas (co najważniejsze) problemów z wodą i żywnością.

    A tymczasem Polska otwiera po raz pierwszy po 1994 r. (o ile dobrze zapamiętałem) nową kopalnię i elektrownię… węglową… Smutne i niepokojące zarazem…

    1. Wiem, że to ostatnie miejsce, by pisać o polityce. Niestety gdy polityka i Ci co nami rządzą, podejmują decyzję, które mają wpływ na nasze zdrowie i przyszłość, to przepraszam, ale trzeba o tym pisać. Niestety niezależnie od tego kto u Nas dzierzy ster władzy, to lobby górnicze ma się świetnie. Truja Nas i jeszcze musimy za to coraz więcej płacić. Nie jestem optymistą co do zahamowania AGW, gdyż ropa, gaz i węgiel to nadal ogromny biznes, a topnienie Arktyki to przecież kolejne złoża, do których jest i będzie łatwiejszy dostęp. To my i tu i na całym świecie decydujemy kto rządzi i wybieramy tych dla których AGW, lewacki spisek

      1. No na pewno ci lewacy ziemię uratują 😂 Tylko siano z biednych ludzi ściągną. Opłaty za emisję CO2, to przestępczy transfer pieniędzy od biednych do bogatych w białych rękawiczkach. Jak chcesz ratować ziemię to może zacznij jak Greta od wyciągania ładowarek z kontaktu😜

        1. Niestety do takich przepychanek prowadzą dyskusje w tej materii…
          Tymczasem wiele ośrodków badawczo-rozwojowych czyni intensywne działania na rzecz zwiększenia efektywności energetycznej ze źródeł innych niż paliwa kopalne (w skali całego Świata). Zamiast im przeszkadzać, trzeba w większym stopniu zwiększać nakłady w tym kierunku, a przy tym w ogóle ograniczać zużycie energii – chociażby przez przymusowe wprowadzanie systemów temu sprzyjających (jak BMS, HVAC i innych). Analogicznie jak z plastikami – to nie jest takie niemożliwe, trzeba większej determinacji i konsekwencji.

          Ja widzę problem w czymś innym, tzn. w patrzeniu zero-jedynkowym. Skoro do tej pory niewiele się udało, to znaczy, że lepiej w ogóle z tym odpuścić. Jest to jeden z podstawowych błędów metodycznych, bo przy takim podejściu tkwilibyśmy nadal w epoce kamienia łupanego…

          1. Zamiast otwierania nowych elektrowni węglowych inwestowanie (zwiększanie nakładów) na prace badawczo-wdrożeniowe związane z energią odnawialną.
            Sam znam ludzi z tej branży, którzy mogą działać intensywniej i skuteczniej, jeżeli stanie się to sprawą w jeszcze większym stopniu priorytetową.

      2. No akurat Chińczcy nie wybierają tych którzy nimi rządzą a Chiny odpowiadają za 30% emisji. Więc niekoniecznie na całym Świecie.

      3. „Nie jestem optymistą co do zahamowania AGW, gdyż ropa, gaz i węgiel to nadal ogromny biznes”
        ->>> Szkoda, że nie zauważasz, że w ostatnich rocznikach poziom świadomości zagrożeń z tym związanych znacząco wzrósł – na różnych szczeblach życia społecznego, nie tylko w Polsce. A to warunek podstawowy i konieczny, aby coś zaczęło na większą skalę się zmieniać (oczywiście stopniowo).

        1. Moim zdaniem AGW to fakt, ale obecnie mamy moim zdaniem po obserwacji przyrody walkę nowej epoki lodowej z AGW właśnie. Wrzućcie sobie zamrożone lody do rozgrzanego piekarnika i co się stanie? To na logikę rzecz biorąc. Nowej epoki lodowej rzecz jasna za bardzo jeszcze nie odczuwamy, bo wyprodukowaliśmy za dużo Co2, co jest prawdą, co trochę rekompensuje obecną niską aktywność słoeczną i nową epoką lodową, ale za kilka dekad nasze wnuki mogą ją zacząć odczuwać bardziej. Ale to nie zdanie profesora, tylko obserwatora ogrodnika – rolnika pogody :).

        2. No fakt i dlatego Trump chce kupić Grenlandie, Chińczycy inwestują w kopalnie węgla i Afryce, Rosja tylko przebiera nogami by dobrać się do złóż gazu i ropy w Arktyce… Dlugo można wymieniać.

          1. I co z tego? Aby coś zmienić trzeba zmienić… myślenie… docelowo jak największej populacji… zaczynając jednak także od siebie (jako jednostki).

            Zanim skorzystają z tych surowców na większą skalę jeszcze nie raz dopadną ich żywioły i dokuczliwe zjawiska pogodowe, na których przeciwdziałanie będą musieli poświęcić ogromne środki…

          2. Świadomość ekologiczna jest tam gdzie jest jako taki poziom rozwoju, natomiast tam gdzie nadal głód i choroby są problemem nikt nie będzie się martwił środowiskiem, niestety. To dlatego Skandynawia jest w tym temacie taka do przodu. Po prostu nie muszą się już martwić o inne problemy.
            Dodatkowo w panującym obecnie kulcie demokracji to ludność – a więc także ci głodni i biedni – wybierają władzę. I ciekawe kto wybierze świadomych ekologicznie polityków w krajach afrykańskich, Ameryce Łacińskiej albo w Indiach

  38. Chciałem tylko zauważyć, że póki co niewiele się zmienia w realu, dużo deklaracji, słów, czynów nie widać. Swoją drogą nikt mnie jeszcze do lewaka nie porównał 😁.

    1. Jeszcze raz pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Znaczne zwiększenie świadomości w tym względzie to spory krok naprzód, bez którego postęp w tym względzie nie byłby możliwy. Podobnego zdania są zresztą specjaliści z „Nauki o klimacie”.

  39. Dzisiejszy dzień uświadamia mi, że już mentalnie przedstawiłem się na porę chłodną. Nawet mi ta ciemnica nie wadzi (zwłaszcza, że od jutra ma być sporo słońca), a cieszę się że w końcu całą dobę można się cieszyć sensowną temperaturą i jest to dla mnie już ważniejsze od słońca, które i tak coraz mniej daje z każdym tygodniem.
    Chociaż podkreślam, dobrze że to tylko jeden dzień, bo wrzesień, czy nawet październik to zdecydowanie za wcześnie na dłuższe niż 1-2 dniowe ciągi ciemności.

    1. Osobiście wolałbym przestawić się na to dopiero w listopadzie (mowa o wyraźnie dłuższej ciemnicy), niż już w III dekadzie września…

      1. Po kilku ostatnich nocach uświadomiłem sobie po prostu że to już ten moment w roku, gdy są gorsze rzeczy od ciemnicy, niemniej jak mowisz, na dłuższe takie ciągi bym się też wolał przed listopadem nie nadziać.

  40. Ograniczylem podróże samochodem, oszczędzam wodę, ogrzewanie używam sporadycznie, blok jest ocieplony a i zimy łagodne. Segreguje odpady, wybieram szkło, nie plastik. Może niewiele, a jeszcze jedno sporo rozmawiam w swoim kręgu znajomych o tym wszystkim. Odbiór jest niestety słaby, może źle tłumaczę.

    1. I nie kwitowanie: po co oni manifestują skoro to i tak nic nie zmieni. Potrzebnych jest właśnie coraz to więcej nacisków na decydentów w tym względzie.

    2. Lepiej bym tego nie ujął, dobre. To pokazuje jak bezsensowne jest działanie jednostki wobec ogromu całego świata. Dopóki możni tego świata nie zaczną działać to się nic zmieni.

      1. „Dopóki możni tego świata nie zaczną działać to się nic zmieni.”

        ->>> A jak się to ma zmienić inaczej jak nie przez zmianę postaw biernych na bardziej aktywne (w tym względzie) „zwykłego ludu”?

        1. Uzupełnię, że miałem tu na myśli także/głównie wywieranie nacisków na władze na całym Świecie.
          A co do skutków AGW ja myślę, że te najszybciej i w największym stopniu coraz bardziej będą nękały jednak nie najbardziej świadomych w tym względzie Europejczyków, lecz właśnie ludy Trzeciego Świata. I dobrze…

  41. Dziś, szczególnie rano, było jak w listopadzie, tylko ciepłej, ciemnica, mzawka, niskie chmury. Teraz jest ciepło i wilgotno, zapewne będzie radość dla grzybiarzy. Powoli, szczególnie w lasach widać jesień, liście zmieniają ubarwienie, choć to po części, pewnie skutek posuchy.

  42. Jeszcze jedno – mówi się o modelu rodziny. Ja bym powiedział: nie rodzić nadmiernie, bo takie, czy inne świadczenia. Niech jest sobie te 30-40 mln Polaków, statystycznie więcej nie potrzeba. Znacznie ważniejsza jest jakość życia (niż ilość), w tym zdrowie i bezpieczeństwo, także klimatyczne…

    1. Uzupełnię jeszcze, że ja ostatnio robię wszystko, aby jak najmniej kupować rzeczy wyprodukowanych w Chinach. Oczywiście nie w pełni jest to możliwe, ale jak człowiek bardziej świadomie robi zakupy, przynajmniej częściowo może to zredukować.

    2. Przyrost naturalny u nas i tak jest ujemny, to 500+ wcale nie wpłynęło znacząco na ilość urodzeń. W 2019 roku jak dotąd mamy 37000 więcej zgonów niż urodzeń. Może to też wynikać np z beznadziejnej opieki zdrowotnej (koszmarnie niedofinansowanej) ale nie mam się teraz ochoty w to wgłębiać. Nadmierny przyrost naturalny to chyba NAJMNIEJSZY problem białej cywilizacji. Kraje bez dużego udziału imigrantów maja go na minusie od dłuższego czasu, a prognozy populacji białego człowieka to płaska krecha, nawet lekko opadająca.

      Może tyłujemy w produkcji dzieci ale za to przodujemy w konsumpcyjnym stylu życia. Emisje CO2 per capita w USA są 15 razy większe niż w Indiach które rzekomo bardzo trują.

      1. Tak więc trzeba wprowadzać odgórne mechanizmy, które będą hamowały nadmierny konsumpcjonizm na rzecz większych nakładów na sferę ekologiczno-energetyczną (w tym nowe technologie z tym związane).
        Zadanie dla wielu środowisk społecznych, zaczynając od właściwej edukacji w szkołach…

  43. Obecna prognoza na październik w AccuWeather to jest jakiś koszmar. Ani jednego dnia z tmax>20. Gdyby to się sprawdziło to mielibyśmy pierwszy taki październik od 1974. Widać za to masę dni z tmax w okolicy 10-12 stopni, czyli w praktyce listopadowych. Co mówią inne modele?

    1. Ochłodzenie od 01.10 i co najmniej kilka dni ze średnią anomalią -5/0K na razie w pierwszych dniach października – to już pewne. Większą niewiadomą jest to, czy ochłodzenie przyniesie w większym stopniu aurę niżową (z niżami oddalającymi się na E), czy też aurę wyżową…? Jedne modele/realizacje po 01-02.10 widzą rozwój wyżu od W, inne dość szybkie wkraczanie kolejnych niżów.

  44. „Problemem jest tylko to, że na stadionie jest zimno. Na zewnątrz było ponad 40 stopni Celsjusza, a na obiekcie „tylko” 21. Wielu zawodnikach stało w kurtkach – powiedziała.” – to wypowiedź naszej lekkoatletyczki Malwiny Kopron odnośnie warunków na stadionie w Katarze, gdzie dziś zaczynają się MŚ w tej dyscyplinie. Jednym słowem marnowanie energii po arabsku – chłodzą cały stadion tak mocno, że zamiast zawodnikom pomagać to jeszcze im szkodzi. To samo słyszałem od znajomych którzy byli lub mieszkali w Dubaju. Na zewnątrz temperatura dobija do 50 stopni, a w centrach handlowych bywa poniżej .. 17 stopni. I jak tu się ubierać? A chłodzenie takich kolosów tanie nie jest, także w kontekście emitowanego przy tym CO2.

    1. Analogicznie jak u nas zimą, gdy za oknem mróz, to wielu miejscach publicznych potrafią grzać do ok. 25°C, a miejscami i więcej (czasami otwierając równocześnie okna). Tymczasem zdecydowanie wystarczyłoby ok. 20°C, a nierzadko i mniej. Marnotrawstwo energii, które też idzie na emisje CO2. I w tym względzie należałoby zacząć działać skuteczniej.

      1. Właśnie przez takie bezsensowne grzanie i jednoczesne otwieranie okien nabawiłem się ostrego zapalenia oskrzeli, kiedy miałem pół roku. Rodzice wzięli mnie na rutynowe badania do przychodni, gdzie było podobno nagrzane jak w saunie i komuś przyszło do głowy przewietrzyć poczekalnię. Był mroźny listopad i na drugi dzień wylądowałem w szpitalu…

      2. Efektywność energetyczna potrzeba od zaraz plus stopniowe (20-30 lat)odchodzenie od EW na korzyść OZE i EJ. Oczywiście przejście transportu ze spalinowego na elektryczny i ciepłownictwa na elektryczne plus pompy ciepła w budownictwie jedno-kilkurodzinnym. Obecna pogoda dobra bo ciepło ,ale w dwie doby 1,2 mm opadu to za mało. Grzyby szczególnie borowiki szlachetne i ceglastopore w wilgotnych miejscach lasu dalej dopisują.

    2. Niestety nikomu nie przetłumaczysz… ludzie wolą nagrzać pomieszczenie nie do wytrzymania i otworzyć okno niż zakręcić kurek przy grzejniku jak już sie robi ciepło. Skomentowac to można jednym wyrażeniem-patologia do kwadratu…

      1. Dopóki energia elektryczna jest tania i łatwo dostępna, to będziemy ją marnotrawić. Coś mi mówi, że za 20-30 lat będziemy pluć sobie w brodę, że tak rozrzutnie szastaliśmy zasobami naszej Planety.

        1. W przyszłości będzie jeszcze tańsza i jeszcze łatwiej dostępna, choćby z Helu-3 którego w cholerę jest na księżycu, a na Ziemi prawie nic.

          Polska zostanie daleko w tyle niestety, wszyscy od węgla odchodzą i twardo inwestują hajsy w OZE, a u nas czarne złoto, bajlando imprezka trwa.

          EJ sobie działają na świecie od lat 60 a u nas 60 lat później nadal jesteśmy z tym w lesie. Ba, w latach 80 byliśmy znacznie bliżej posiadania EJ niż obecnie. Mieliśmy ją już w zasadzie gotową i nawet kupione paliwo jądrowe. Obecnie nie mamy nawet wybranych dostawców. Smutny kraj z kartonu i tektury.

  45. Coraz więcej prognoz za ochłodzeniem od 3.10 do okolic 10 stopni w dzień, nawet poniżej. Oby się to nie udzieliło już na stałe jak 3 lata temu. Coś te październiki ostatnio nie zachwycają, nadal czekam na grudzień z anomalią niższą niż październik tego samego roku. Czekam sobie tak już chyba 7 lat. W Katowicach od 18 lat nie było bardzo ciepłego października, trzy z nich dobily do 10,4 średniej ale rekord to ponad 12 więc o czym my w ogóle gadamy. O PIŹdziernikach ze średnią 5-7 stopni i 70h uslonecznienia to nawet nie skomentuję.

    1. Czyli szykuje się nam typowy polski piździer……Jedyny plus, że wreszcie trochę solidnej popada. Mam jednak nadzieję, że trochę złotej jesieni jednak będzie. Takie urok ujemnego NAO. Dobrze, że po 10 widać jego wzrost.

      1. Ujemne NAO w październiku i dodatnie w grudniu -> dłuuuga późna jesień…
        Może jednak aż tak źle nie będzie – na rzecz dłuższego okresu ze „złotymi” i białymi krajobrazami…?:-)

          1. Mam powody, dla których wolę zimą śnieg niż błoto (a zupełny brak opadów też nie jest dobry). No chyba, że aktywność ogranicza się tylko do ruchliwych traktów komunikacyjnych – oczywiście „broń Boże” nie ja:-)

          2. Dobrze jednak, aby Natura się nieco zrewanżowała i grudzień miał niższą anomalię niż październik – i to ja w swoich wpisach mam na myśli. Bo przypadków odwrotnych mamy całkiem sporo.

            A preferencje – one będą zawsze różne, co widać chociażby na tym blogu i mnie to nie dziwi.

          3. W miesiącach zimowych najgorsze dla mnie jest to, że przy dodatnich anomaliach „cieszą” mnie właściwie dopiero te wyraźniej wysokie. Natomiast przy ujemnych wystarczą mi już takie, przy których za dnia nie ma chlapy/błota (przynajmniej tam gdzie nie solą).
            To chyba główny powód, dla którego przy naszych średnich standardach wolę zimową zimę…

          4. grudzień +3K to chyba najgorsze co może być. To jest średnia od 0 do +3 zależnie od regionu czyli padaka jeszcze gorsza niż przeciętny listopad. Takie grudnie mieliśmy w 2011, 2014, 2017 i 2018, wszystkie cztery paskudne. Jak miało by być ciepło to niech już będzie +5K albo jeszcze więcej, co mi tam jak bijemy rekordy to huzia na juzia.

            W takich komentarzach wychodzi hipokryzja kmroza, bo życzy on sobie października z abstrakcyjnie wysoką anomalią +5K a latem wznosi lamenty zasłaniając się eskalacją AGW. Marudził nawet na sierpień z nędznymi +2,1K, bo mu słoneczko po głowie przygrzało w trzeciej dekadzie. Dupa nie AGW, po prostu ma takie a nie inne preferencje! FKP był przynajmniej konsekwentny w swych oczekiwaniach (rzadko kiedy realnych ale jednak), to go przybanowaliście.

          5. ” latem wznosi lamenty zasłaniając się eskalacją AGW.”

            To poważne i niesłuszne oskarżenie, nigdzie tego nie robię, poza ogólną dyskusją (rozróżnienie pogody od klimatu, przydatna rzecz)

            „Marudził nawet na sierpień z nędznymi +2,1K, bo mu słoneczko po głowie przygrzało w trzeciej dekadzie.”

            XDDDD Ja pisałem przecież, że ten sierpień był w dużej mierze chłodnawy i ostatni tydzień (wcale nie dekada, bo do 25.08 było normalnie, a nocami wręcz bardzo zimno – i mówię to ja) go wyciągnął za fraki.

            „Jak miało by być ciepło to niech już będzie +5K albo jeszcze więcej, co mi tam jak bijemy rekordy to huzia na juzia.”

            No, ale skoro Lucas chce niższej anomalii grudnia, to proponuję taką opcję ;) Poza tym grudzień już swoje odhaczył, a październik wręcz przeciwnie, miesiąc olewający kompletnie AGW.

          6. @kmroz
            Właśnie chodzi mi o opcje, w których więcej chłodu (ujemnych anomalii) będzie w grudniu, a nie w październiku. Ale i zarazem takie, które nie pociągną rok 2019 z łatwością do kolejnego szybkiego rekordu ciepła.
            Moje preferencje uwzględniają pewne odchyłki od norm, ale nie tak duże jak chcieliby co poniektórzy – bo ja mimo wszystko mam pragnienia dość realne, a poza tym uwzględniające jednak aspekt AGW. Pogoda i klimat to nie to samo, ale pogoda w 100% kształtuje klimat (!).

          7. Anomalia +3K w grudniu to śr. około 4 st., śr tmax około 7 st,, śr tmin około 2 st. Całkiem spoko miesiąc. Nie narzekałabym.

    2. @alewis27
      Ja też mam nadzieję, że nie będzie na długo chłodów z tmax poniżej 10 stopni w I dekadzie, które pojawiają się już od kilku odsłon niektóry modeli. To oczywiście byłaby listopadowa pogoda z chmurami i opadami. Oczywiście to by oznaczało pewnie spływ powietrze arktycznego. Z tego co pamiętam to w październiku 2016 była blokada wyżowa (spływ chłodnego powietrza), a pogodą rządziły niże z frontami okluzji (przewagą zachmurzenia, częstymi opadami deszczu, ale praktycznie bez przymrozków).

  46. Bardzo ciepły poranek i wieczór, mimo bezchmurnego nieba, popołudnie bardzo przeciętne, nie narzekałbym, jeśli takie dni zdarzały by się bardzo często w półroczu chłodnym.

  47. Faktycznie. Wieczór jest bardzo ciepły – bo napłynęło cieplejsze i wilgotniejsze powietrze. U mnie 15 stopni, zachmurzenie duże (są dziury w chmurach), ale nie wykluczone są kolejne przelotne opady.
    W ogóle dzisiaj trzeba zwrócić uwagę na bardzo niską amplitudę dobową temperatur w większości Polski (z wyjątkiem NE gdzie dzisiejsza noc była pogodna i tmin spadła do okolic 5 stopni).

  48. Ale powiem wam szczerze-ten rok jest mega dziwny. Niby może wyjsc nawet rekordowy to odczuwalnie jest przynajmniej z 2 stopnie chłodniejszy od poprzedniego i znacznie chłodniejszy od 2014, 2015. Porównałbym go z 2016. Wygląda na to, że te ok 20 dni II i III dekady czerwca wyrobiły tak dużą anomalię-bo cóż, wegetacja była sporo opóźniona w stosunku do lat poprzednich, teraz w ciągu 2 dni już widać, że ten chłód i przymrozki zadziałały na dużą częśc drzew niemal, bo widać niestety powolne zmienianie barw ok 30-40% drzew….Rok temu to zieleń trzymała do ok 20 października. W tym myśle, że z 10 dni przyspieszy to wszystko… Ale może rzeczywiście jak pisał Osowa-te bardzo zimne incydenty teraz i w I połowie maja zaburzają perspektywę tego roku.

    1. Bo w 2018 r. mieliśmy okres z najsilniejszymi ujemnymi anomaliami jeszcze w porze chłodnej (na przełomie zimy i wiosny) – a w tym roku chłód nieco więcej „urywa” w porze ciepłej, która (oprócz czerwca) jest bardziej umiarkowana niż ubiegłoroczna.
      Stąd też takie inne odczucia jakoby ten rok miał być odczuwalnie chłodniejszy od ubiegłorocznego – bo luty i marzec to i tak dość chłodne miesiące (nawet jak są cieplejsze od normy jak w tym roku).

      Ale i ja się przekonuję, że wolę jak więcej ujemnych anomalii mamy w miesiącach od listopada do marca (a zwłaszcza w miesiącach zimowych, które tak czy inaczej odczuwalnie są chłodne) – niż jak w tym roku (na razie) więcej ujemnych anomalii przypada na okres kwiecień-październik.

      1. zeszłoroczna pora ciepła była tak mocno oderwana od norm polskiego klimatu, że trudno jest by następna była podobna albo nawet bliska tych wyników.

        Na ten rok na razie nie narzekam oprócz maja, maj był okropny, niewiele tylko lepszy niż ten z 2010. Lipiec słaby ale da się przeżyć, dużo gorszy wystąpił w 2011. Lipce od paru lat są słabe, czuję że w najbliższych sezonach letnich pokaże on gorący pazur, za to sierpień nieco przystopuje bo to co wyprawia począwszy od 2015 też jest bardzo oderwane od jego norm. No i czerwiec też, mamy jak na razie czteroletnią serię wyjątkowo ciepłych.

    2. @Osowa to odczuwa zimno niemalże zawsze jak anomalie nie są rzędu +5K i więcej – bez względu na porę roku. Wcale nie jest tak, że ochłodzenia mu dokuczają tylko/głównie w najbardziej „nieprzyzwoitych” okresach roku jak np. w maju i wrześniu…

      1. Ja to trochę tęsknie za zimą 2009/2010… solidna niezbyt długa zima i w połowie marca piękne przejście z zimy do wiosny bez „bylejakiego” okresu. A nie takie 2-miesięczne mielenie przedwiośniowe jak w wielu ostatnich latach.

        1. jak to jest jeszcze w stylu lutego + marca 2017 czy 2019 to mogę wybaczyć, ale takie paskudztwo jak luty + marzec 2016 albo większa część zimy 2017/8 to daj pan spokój. Ponuro wilgotno i tak czy siak zimno. Zima 2009/10 rzeczywiście nie była bardzo długa, u mnie zaczęła się mniej więcej 10 grudnia, ok. 20 grudnia przyszła fala silnych mrozów, na święta oczywiście odwilż xD (25 grudnia +14!!!), styczeń 2010 mroźny i śnieżny, luty 2010 zima w pierwszej połowie, w drugiej już przedwiośnie z okazjonalnym dwucyfrowym ciepłem, marzec jeszcze z krótkim nawrotem zimy, w II połowie chwilami majowo (+22!). Zima jak zima, poza srogim styczniem nie była jakaś szczególnie dotkliwa.

          W zimie 2012/3 chętnie bym zamienił anomaliami luty i marzec. Żeby w lutym tęgo mroziło a w marcu było już chociaż w normie, co oznacza przedwiośnie i wczesną wiosnę.

          1. Mam różne sprzęty do działkowania, rekreacji, w tym uprawiania sportów i powiem szczerze, że najmniej po cokolwiek sięgam przy:
            – upałach w wersji parno-konwekcyjnej,
            – silniejszych mrozach, zwłaszcza w wersji ponuro-smogowej,
            – lekkich plusach w porze chłodnej – przy aurze wilgotnej i pseudo-zimowej (lub późnojesiennej).

            Niestety w naszym klimacie opcja ostatnia w porze chłodnej, przy łagodniejszych zimach i zarazem większych ochłodzeniach w „nieprzyzwoitych” okresach przejściowych potrafi się mocno dłużyć.
            Dlatego aż tak bardzo na nią narzekam i zarazem wyczekuję opcji ją skracających (z obu stron).

  49. Synoptyczna się nie poddaje i nadal upiera się przy kontynuacji ciepła także w przyszłym tygodniu. Co jest o tyle ciekawe że rozjazd prognoz doytyczy już okresu 2 dni do przodu
    Zatem nadal jest jakaś tam nadzieja że tych Tmax 10 i mniej póki co nie będzie.

  50. Dzisiejszy dzień, mimo, że powyżej normy, to ma sporo znamion pory chłodnej, jednym z nich jest kilkugodzinna mżawka z okresowo nawet słabym opadem, praktycznie niewidoczne na radarze.
    Zimą, zwłaszcza w przypadku śniegu to standard, latem jednak dużo częściej jest odwrotnie (virga)

  51. Prognozy sezonowe sugerują ciepły październik. Więc ja nie wiem skąd te obawy w tej chwili. Ten huragan idący znad Azorów nad Atlantyk może sporo namieszać. Poranne prognozy sugerowały nawet jego pogłębienie po wejściu na teren wydawałoby się chłodnych wód Atlantyku na zachód od Irlandii, z ciśnieniem w oku poniżej 930 hPa. Wieczorna odsłona wyliczyła 932 hPa na termin 4 października. Tak głęboki układ potrafi wypchnąć całkiem sporą pokaźną ciepłego powietrza z dalekiego południa w kierunku Europy. To jak daleko taka bańka ciepła mogłaby sięgnąć będzie zależało od warunków sprzyjających budowaniu się mobilnego wyżu nad Europą płd. oraz centralną.
    To co powinno nas bardziej obawiać to prognozy na poniedziałek. ECMWF utrzymuje silny wiatr, w porywach do 100 km/h, a w szerokiej połaci kraju przekraczających 80 km/h. Nie mówiąc o Azorach, gdzie nadal mamy prognozy porywów do 220 km/h.

    1. Prognozy sezonowe w 80-90% będą ciepłe, a na zimę nawet w 90-100%.
      Ja się nimi nie sugeruję dopóki z 1+ miesięcznym wyprzedzeniem nie będą przepowiadały dobrze jakiś chłodniejszych (choć nieco poniżej normy) okresów/miesięcy.

    2. Też uważam, że to całe „ochłodzenie” tym razem będzie chwilowe i może okazać się mniej dotkliwe, niż to z dni 17-25.09 (nie tylko względem anomalii, ale i temperatury bezwzględnej).
      Mam podobne obserwacje co Ty, rozjuszony Atlantyk będzie nam podsyłał regularnie porcję ciepła. Blokada wyżowa między UK a Hiszpanią będzie czasami próbowała namieszać, ale szybko „sztormy” ją rozwieją. Co do wiatru, to nie mam jakichś wielkich obaw, poza ewentualnie N i W Polską, gdzie może być przejściowo groźnie.
      Szczerze, widzę tutaj barycznie trochę taki grudzień 2015, z tą różnicą, że teraz jeszcze nie przyniesie to żadnych ekstremalnych anomalii, na poziomie przeważnie +2/+9K, tylko raczej na poziomie -2/+5K. Ale w grudniu 2015 też kilka razy taka blokada próbowała mieszać, w końcu niestety to się jej udało pod koniec miesiąca, ale zanim do tego doszło, mieliśmy prawie 30 dni przyjemnej jak na zimę pogody.

      1. Tylko, że w grudniu’2015 przedkładało się to jednoznacznie na dodatnie NAO i to wyraźnie. Teraz mamy jednak większą zmienność i zarazem niepewność z tym związaną. Zauważmy, że mimo aktywnego Atlantyku równocześnie mamy tendencję do rozbudowy jakiś klinów wyżowych zza koła podbiegunowego. Może wyjść z tego ciekawa „mieszanka”…

      2. Przyjemnej po byku, za pierwsze 20 dni 22h usłonecznienia u mnie. Dosłownie trzy ładne dni (za to całe ładne), reszta do kosza czyli bździna + całk. zachmurzenie + jednocyfrowy plusik. Ten grudzień zasłynął ostatnimi 11-12 dniami kiedy pogoda zupełnie grudnia nie przypominała a liczba dni pogodnych znacznie przeważyła nad liczbą dni pochmurnych. I tak najniższa frakcja zachmurzenia przypadała na 2 ostatnie dni miesiąca, które już były dniami mroźnymi.

        Okres 20.12 – 3.01 był naprawdę niezwykły jak na zimę jeśli chodzi o ilość słońca. Jednak to są tylko 2 tygodnie. Do tego mieliśmy 3 tygodnie lekkiej zimy w styczniu (4.01 – 23.01, przerwana na trochę odwilżą), a cała reszta (czyli 1.12 – 19.12 + 24.01 – 31.01 + cały luty + prawie cały marzec!) to lekki plus, wilgotno i pochmurno – typowa „ciepłozimowa” padaka.

        Jak tak sobie myślę to jednak wolałbym mieć normy termiczne z dawnych lat, np 1961-1990. Takiego zachmurzenia jak wtedy i tak by nie było, bo nie ma takiego zanieczyszczenia powietrza i tylu jąder kondensacji. Za to zima by wyglądała jak zima a nie jak pomost przedzimie-przedwiośnie z jakimś parodniowym epizodem mrozów wplecionym w międzyczasie. A latem skwar by tak męczył. Lubisz latem słońce przy 20-28, w dawnych latach takiej pogody było sporo.

        1. „Jak tak sobie myślę to jednak wolałbym mieć normy termiczne z dawnych lat, np 1961-1990. Takiego zachmurzenia jak wtedy i tak by nie było, bo nie ma takiego zanieczyszczenia powietrza i tylu jąder kondensacji. Za to zima by wyglądała jak zima a nie jak pomost przedzimie-przedwiośnie z jakimś parodniowym epizodem mrozów wplecionym w międzyczasie. A latem skwar by tak męczył. Lubisz latem słońce przy 20-28, w dawnych latach takiej pogody było sporo.”

          Oczywiście lata w tamtym czasie, poza zdecydowanie czarnym pięcioleciem 1977-1981 były często sensowne, chociaż teraz nie są gorsze. Ale to co się potrafiło wyprawiać przez resztę roku to woła o pomstę to nieba! Pisałem już o koszmarnych marcach, kwietniach… Zimy też do kitu, tylko 1974/5 jakaś sensowna (no i 1989/90, ale to już był początek nowego trendu), reszta żywy koszmar. Jesienie (zwłaszcza w swej szczytowej formie, październik, koniec września) wcale nie zimniejsze, ale stokroć bardziej ponure. Listopady już do chrzanu w porównaniu z tym co teraz.

          Abstrahując już od zmian klimatycznych, to już wolałbym chyba, żeby taki lipiec 2006 był co roku (nawet z 1K cieplejszy, ale w zamian bardziej burzowy i deszczowy), niż żeby wróciły tamte standardy klimatyczne. Tfu!

          1. Oj zaskoczyłeś mnie tym lipcem 2006 :o
            Jeśli chodzi o dawny klimat, to ja jestem najbardziej cięty na wiosny. Mroźną zimę jakoś przecierpię, zresztą już takie przeżyłem (trochę śmieszne że pamiętam 30 stopni mrozu, pamiętam zmrożone na skorupę prawie pół metra śniegu i zaspy takie, że nie szło wyjść z domu, a nie pamiętam naprawdę zimnych miesięcy letnich, bo byłem wtedy za mały xD), chłodne lato też zniosę z czystej ciekawości, byle podarowało chociaż jeden w całości ładny miesiąc, ale czekać na prawdziwą wiosnę do maja i chodzić w kurtce przez 8 miesięcy? Nie, dziękuję. W Twoim stylu napiszę, że wolałbym dwa lipce jak w 2000 roku niż jeden kwiecień jak w 1997 czy marzec jak w 2006/2013.

          2. Problem podstawowy jest taki, że aby nawet zimoluby (nie uogólniać od razu z zimnolubami!) przestali doceniać zimowe zimy musiałoby ocieplić się średnio co najmniej o 5 st. (a najlepiej jeszcze więcej). Wówczas jednak okresy letnie byłyby u nas dla wielu już trudne do funkcjonowania (zakładając przyzwyczajenie do naszych obecnych standardów).
            I sprawa kluczowa: ocieplenie jest globalne. Czy wyobrażamy sobie jak duże oznaczałoby to zmiany globalne (w tym skutki uboczne) zanim zimy ociepliły by się do faktycznie „przyzwoitego” poziomu?
            Wcześniej czeka nas „przeprawa” przez dłuuugie późnojesienne/przedzimowe ponuractwo – bo jak inaczej określić średnie 0/+3°C za DJF przy średnio 1-2h Słońca na dobę…???

            Co do zim powiem szczerze, że wolałbym normy sprzed 30+ lat, bo na zimy ze standardami cieplejszymi od obecnego listopada/marca z pewnością się nie doczekam… Natomiast co do pozostałych pór roku z grubsza odpowiadają mi obecne standardy – problem jednak taki, że AGW się tak nagle nie zatrzyma (zwłaszcza przy pesymistycznych scenariuszach), a poza tym ma cały szereg skutków ubocznych z najgorszą dla nas coraz większą nieregularnością opadów na czele.

          3. 10 lipcow 1980 pod rząd zamiast powtórki lipca 2006, biorę w ciemno :), ale na pewno wolałbym 2 lipce 2006 pod rząd niż burzowo-upalny lipiec 2014. Najgorsze co może być, niestety jak już ma być skrajnie upalny miesiąc to najlepiej też skrajnie suchy jak lipiec 2006 czy sierpień 2015

      3. Zaciekawiony, ArturS, Krzysiek Piasecki – do Was pytanie:
        jak kształtowała się częstość występowania silnych incydentów wiatrowych w porze ciepłej (I poł. IV – I poł. X) w poszczególnych okresach dekadowych XX i dwóch pierwszych z obecnego stulecia?

        1. Uściślając – mam na myśli informacje o głębokim układzie niskiego ciśnienia, ew. z opcją niżu wtórnego (Emma, Cyryl, Ksawery I o II, itp.), wyłączając rozległe układy konwekcyjne pokroju 9-11 VIII 2017, 23 VII 2009, etc.
          Innymi słowy, czy trend z ostatnich 3 lat miał już swojego kamrata po kądzieli wcześniej?

          1. Częstość zimowych orkanów jest nieregularna i zdarzały się różne górki i dolinki. Sporo wichur było na przełomie lat 80/90, potem pod koniec lat 90. potem było trochę spokoju aż do Cyryla. Trend z trzech lat?

          2. Nie, nie. Trend z 30 (1981-2010). Szczególnie interesują mnie orkany z miesięcy IV-X. Zimowe dane znam, mam na myśli nieprzyzwoicie wczesną (jesienią) i późną (wiosną) porę pojawu silnych incydentów (porywy od 20 m/s), co „ćwiczymy” w ostatnich trzech latach, a nawet incydenty bez wspomagania konwekcją w miesiącach letnich (12 lub 13 lipiec 2017, choć tam „72” nie padła, ale było blisko…).

          3. Uściślając: nie tylko orkany z definicji, ale także inne wiatrogenne odmiany układów niskiego ciśnienia.

  52. Snujecie wizje jaka będzie pogoda za 2 tygodnie, miesiąc czy jaka będzie zima a nie potraficie przewidzieć pogody na jeden dzień do przodu!. Mam pretensje do prognoz bo zgodnie z nimi w poniedziałek u mnie miało być 21 st. C a przyszły chmury i zrobiło się 11 st. Ubrany lekko zmarzłem w pracy i ze skutkami borykam się do dziś. Także już się wyleczyłem z jakichkolwiek prognoz. Jak będzie to się okaże.

    1. Obecne ciepło przejawiać się będzie głównie nocami. Taki to już „urok” aury częściej pochmurnej i wilgotnej jaka przed nami.

  53. To najgorszy typ pogody, jak dla mnie. Zero wiatru, gęsta mgła, którą czuć, powietrze śmierdzi. Mogło by przedmuchac powietrze, kiepsko się oddycha.

    1. Wkraczamy w standardy coraz bardziej znamienne dla pory chłodnej – choć stopniowo i nie od razu we wszystkich aspektach. Właściwie przez cały jej czas „wypracowywanie” dobrych dla nas kompromisów pogodowych w różnych aspektach jest trudne, nawet oceniając sprawy możliwie najbardziej obiektywnie, tzn. abstrahując od preferencji. Albo za duży smog (zanieczyszczenia), albo zbyt wietrznie, wespół ze skokami ciśnienia, albo zbyt chłodno (zwłaszcza nocami), albo zbyt mroczno (depresyjnie), albo scenariusze nie poprawiające bilansu wodnego. Przestrzeń dla scenariuszy z grubsza optymalnych dla naszego funkcjonowania w coraz większym stopniu się kurczy – w porównaniu z porą ciepłą, kiedy właściwie głównie opcje skrajne są bardziej dokuczliwe.
      Ale i też z drugiej strony nie jest tak od dzisiaj. W mojej ocenie najlepsza jest zmienność – tak, aby żaden typ pogody dłużej się nie utrzymywał. I podobnie jak w porze ciepłej, aby nie było skrajności pogodowych – zwłaszcza tych dłuższych.
      Bezsprzecznie jednak trzeba w coraz większym stopniu wypracowywać rozwiązania dot. technologii, jak i zachowań społecznych, mniej niszczące nasze środowisko. Bez względu na pogodę i porę roku będzie się nam żyło lepiej (w tym zdrowiej).

      1. Zmienność? Przecież to jest najgorsza cecha naszrgo klimatu. Jako meteopata uwielbiam stałą pogodę, a takich ludzi jest sporo. Teraz się nie dziwię, czmeu idealizujesz nasz klimat.

        1. „Zmienność? Przecież to jest najgorsza cecha naszrgo klimatu.”

          ->>> Zmienność w sensie braku dłuższych skrajności. Nie zaś w sensie zbyt szybkich zmian – a za czym np. w typowej strefówce na dłuższą metę też nie przepadam. A to zasadnicza różnica.
          RZEKŁBYM: JAK NAJMNIEJ SKŁADOWY B.SZYBKO-ZMIENNYCH, JAK I B.WOLNO-ZMIENNYCH.

  54. Kolejny miesiąc zakończy się powyżej normy co już jest właściwie pewne, pomimo że anomalia do 26.09 nie była specjalnie wysoka. Prognozy za ostatnie dni września się nie zmieniają. Będziemy mieli nie specjalnie wysokie anomalie dodatnie, ale jednak dodatnie. Pamiętam jak model gfs w połowie września prognozował temperatur od ekstremalnie wysokich do ekstremalnie niskich co zapowiadało że w III dekadzie pod tym względem będzie sporo działo, natomiast III dekada okazuje się pod tym względem bardzo „nudna”;) bo ani było/będzie dużego ciepła ani zimna. Poprawi się sytuacja hydrologiczna. Wrzesień dokona kolejnego ale jeszcze nie bardzo dużego postępu po sierpniu pod tym względem w stosunku do tego co było do końca lipca. Końcówka tego miesiąca jest nawet wilgotna. Pisanie i narzekanie więc o suszy czy posusze przynajmniej u mnie na Mazowszu uznam już jednak za przesadę. Najlepiej że nie mamy z tym z tym do czynienia jest fakt że u mnie w lasach znajduję się sporo grzybów. Być może jeszcze pewien niedobór wody jest ale nie ma co w tym względzie przesadzać. Poza tym sezon wegetacyjny już powoli się kończy i sucha pogoda ma coraz mniejsze znaczenie na stan aktualny wegetacji. Początek października zapowiada się już dość wilgotno i chłodno choć na pewno nie będą to temperatury wyjątkowe niskie jak na potencjał.

    1. Zwrócę może uwagę, że na Wiśle w Warszawie mamy obecnie 35 cm – chyba najniżej w tym roku. To, że trawa jest zielona, w lasach grzyby nie znaczy, że susza minęła! Susza hydrologiczna dalej trwa i pewnie potrwa jeszcze długo.

      1. Niskie stany wód są pokłosiem stanu sprzed miesięcy a obecne opady są za słabe aby znacznie poprawić sytuację, ale pojawiające się co jakichś czasy opady stanowią wartość dodaną do gleby. Myślę że pokaże to kolejny raport obejmujący końcówkę września suszy rolniczej IUNG-tzn zmniejszenie suszy rolniczej. Poza tym stan wody na Wiśle jest bardzo zróżnicowany w Warszawie jest to 34 cm a w Wyszogrodzie np. 245 cm. Tak jak napisałem niedostatek wody zapewne nadal jest, ale nie przesadzałbym. Zapowiada się zresztą na dość mokry okres w najbliższym czasie-zresztą wygląda na to że on już się zaczął. Dużo niższe temperatury niż latem, prawdopodobnie dużo częściej zachmurzone niebo z pewnością wpłyną na znacznie wolniejsze wysychanie w ewentualnie późniejszym suchym okresie

        1. Przede wszystkim to przecież po to porównujemy stany wody w tym samym miejscu aby mieć porówananie. Nikt nie porównuje Wyszogrodu do Bulwarów bo to idiotyzm. Porównujemy zawsze stany na tym samym wodowskazie. Więc nie… Wisła praktycznie w calym biegu ma stan niski.
          Porównałbym to do karmienia człowieka głodującego od kilku miesięcy. Po jednym obiedzie poczuje sytość, ale to nie znaczy, że sprawa jest rozwiązana. Aby wróćił do stanu homeostazy może być potrzebne nawet kilkanaście tygodni.

          1. Przyznaje że porównanie było głupie a stan wody w Wiśle jest niski. Zobaczymy jeszcze jednak co wykaże IUNG

          2. Dokładnie tak jest. Potwierdzam na podstawie obserwacji terenów okolicznych lasów (rejon Katowic, Mikołowa i Rudy śląskiej) tereny cały czas podmokłe w latach 70-8-90- tych ubiegłego wieku oraz w pierwszych 12-13 latach 21 wieku teraz kompletnie wyschły. W dwu strumykach w lasach mikołowskich prawie nie ma wody . Średnia suma opadów w latach 2014-2018 to na terenach ,o których piszę wyniosła 560-640mm zamiast 680-730mm. Region ten ma spore sumy wieloletnie ,ale od paru lat przeważają lata suche, a te bardziej mokre( Np. 2017)maja opady skrajnie nierównomierne, skupione w małych okresach czasowych. O Wielkopolsce, Kujawach czy Ziemi lubuskiej nie pisze bo te tereny prawie wcale nie odwiedzam ,ale obserwując dane IMGW , z których wynika ,że opady tam jeszcze bardziej się rozregulowały a okresy bezopadowe są coraz dłuższe można wywnioskować,że postępuje tam stepowienie i za 20-30 lat zamiast lasów będą tam lasostepy. To wszystko ma miejsce mimo niezmiennych lub nawet wyższych sum opadów w okresach co najmniej 30 letnich.W tej chwili niektóre obszary Polski mają już suszę hydrogeologiczna tzn. długotrwałe obniżenie poziomu wód podziemnych w porównaniu do średniej wieloletniej. Przydałby się fachowy komentarz hydrologa. Z drugiej strony. Następna powódź (za 2-3lata )może być większa od tych z 1997 i 2010r. Taki urok skutków AGW na terenie POLSKI.

          3. @Oliver pisze:
            „na podstawie obserwacji terenów okolicznych lasów (rejon Katowic, Mikołowa i Rudy śląskiej) tereny cały czas podmokłe w latach 70-8-90- tych ubiegłego wieku oraz w pierwszych 12-13 latach 21 wieku teraz kompletnie wyschły”

            Spytaj się gospodarzy tychże lasów, którzy w Brynku, Tułowicach, czy Krakowie uczyli się leśnego rzemiosła, ile kilometrów bieżących cieków zostało rozkopanych, wyprofilowanych, pogłębionych; torfowisk zmeliorowanych i uproduktywnionych poprzez zalesienie sosną, olchą, świerkiem, a potem jeszcze zdrenowanych rabatami; ile dystroficznych oczek torfowych o dużych zdolnościach retencyjnych zamieniono na zbiorniki małej (sic!) retencji- co bardziej światli przyznają się, że była to głupota nad głupotami, ale wielu dalej będzie te rozwiązania usprawiedliwiać, czy wręcz promować…

  55. Piękny poranek, bezchmurne niebo, mgły ustąpiły, to może być jeden z piękniejszych dni w ostatnim czasie i patrząc na prognozy powtórka października 2016 nasz czeka od wtorku…beznadziejny ten rok

    1. „patrząc na prognozy powtórka października 2016 nasz czeka od wtorku…beznadziejny ten rok”

      ->>> A skąd wiadomo co będzie po ochłodzeniu 02-03.10…? Dziwią mnie u niektórych puenty tak daleko wybiegające w przyszłość.

      Poza tym, który rok był zdecydowanie lepszy? No może trochę 2018, ale nie zapominajmy o tym, że:
      – miał on 2 miesiące z wyraźnie bardziej ujemnymi anomaliami niż tegoroczny maj (w skali kraju),
      – miał też okres z aurą chłodniejszą i/lub mniej spokojną latem (przynajmniej na E kraju),
      – tam gdzie było częściej cieplej i pogodniej mocno eskalowała się susza,
      – końcówka roku była w przewadze albo z mrozem bez śniegu, albo z późnojesienną zgnilizną.
      Tym bardziej w roku 2017, czy wcześniejszych znalazłoby się coś więcej do narzekania. Nie ma aury optymalnej pod każdym względem, dla wszystkich (wszystkiego).

      1. Adek ma rację. Ten rok w pogodzie przeciętny, ale znów nie taki słaby. Na pewno lepszy niż tragiczne 2016-2017, ale do 2018 mu trochę brakuje, będziemy mieli już 4 atak chłodów w porze ciepłej, czego w 2018 nie było.

        1. Rok 2018 to był najlepszy jaki pamiętam a sporo pamiętam. Ciepło od kwietnia do listopada. Mroźna zima w lutym i marcu, deszczu sporo w lipcu. To było takie moje ulubione węgierskie ciepełko. Taki rok może być co roku oczywiście aby deszcz był także.

        2. Moje ulubione roczniki to 2011, 2015, 2016 i 2018.
          2011 to trochę zimy z prawdziwego zdarzenia, ładna wiosna i świetna jesień, niestety bardzo kiepskie lato (najmniej słoneczne w XXI wieku), tylko sierpień się udał
          2015 to ładna i długa wiosna z jedną wpadką na początku kwietnia i długim (ale jakże potrzebnym) załamaniem pogody w IIi dekadzie maja. Później lato, które nawet taki straszny zimnolub jak ja (🤔) ocenia pozytywnie, głównie za sprawą kapitalnej I połowy czerwca i II połowy sierpnia i wielu dobrych dni w upalnej wersji (ze znośnymi nocami). Jesień całkiem dobra, a grudzień 2015 to diament, najlepszy miesiąc „zimowy” jaki pamiętam, nawet trochę lepszy od lutego 2019.
          Wadą 2016 było przedłużające się przedwiośnie. Można powiedzieć że w tym roku były dwa marce. Za to pora ciepła (maj-wrzesień) w 2016 moim zdaniem wygrała. Łagodne, wybitnie słoneczne lato z miłą przygrywką w postaci pięknego maja i dodatkowo przedłużone fantastycznym wrześniem. Pogorszenia pogody trwały krótko, dużo krócej niż w lecie 2018. Później bardzo kiepskie październik i listopad, natomiast ostatni miesiąc tego roku uważam za drugi najlepszy po 2015. Lekka zima – dużo słońca, sporo śniegu i mało mrozów.
          No a 2018 to najpiękniejsza wiosna i jesień mojego życia (z wyjątkiem marca, który nawiasem mówiąc też zły dla mnje nie był). Do tego świetny styczeń i fajna zima w lutym. Negatywnie oceniam tylko czerwiec, lipiec (ale I dekadę bardzo lubię) i grudzień.

          A 2019? Poza wspaniałym lutym, dość dobrym, ale bardzo wietrznym marcem i trwającym ładnym wrześniem to bardzo słaby rok. Styczeń brzydki z wieloma badziewnymi odwilżami i ciągle dosypującym śniegiem, kwiecień to pustynia z atakiem zimy w III pentadzie, wieloma przymrozkami, niepotrzebnym strzałem gorąca 26 kwietnia i wyrobieniem sumy opadów w 3 dni, o maju nie wspomnę, czerwiec to najgorszy gorący miesiąc letni mojego życia, lipiec pochmurny (oszukane usłonecznienie), odczuwalnie chłodny i pogłębiający suszę, a sierpień niemal w całości gorący, dodatkowo często parny.

          1. Zwrócę tylko uwagę, że roczniki 2015-16 i 2018 najbardziej zeskalowały nam ocieplenie klimatyczne – dwa pierwsze także globalnie, trzeci już głównie lokalnie.

            Trochę niespójne jest to, że narzekasz na tegoroczny czerwiec, a równocześnie uważasz, że rok 2018 był bardzo udany, choć przyniósł niezwykle wysoką anomalię za całą porę ciepłą i zarazem nowy rekord ciepła.

            Ja swoje oceny sprowadzam zawsze do tych samych kryteriów:
            – zmienność nie eskalująca dłuższych skrajności (w temperaturze, zachmurzeniu, opadach, a nawet wietrze), ale i zarazem nie tak dynamiczna jak przy typowej strefówce (jak zwłaszcza w I i II dekadzie marca b.r.),
            – zmienność docelowo nie eskalująca u nas ocieplenia klimatycznego do więcej niż średnio 0,4 st./dek. (co jest już i tak b.dużą wartością!),
            – zmienność redukująca w porze chłodnej okres późnojesiennej „bździny” lub inaczej pseudo-zimy w pochmurnym i wilgotnym wydaniu (w porze ciepłej wystarczy, że nie mamy dłuższych/większych skrajności w żadną stronę i obecne normy są dla mnie całkiem OK).

            Który z ostatnich roczników oceniam najlepiej? Jednoznacznej oceny niestety nie mam… Po prostu w każdym z nich niektóre okresy oceniam (dużo) lepiej, a niektóre (dużo) gorzej.

          2. 16-17 ciepłe? Chyba w Afryce. U nas były deszczowe i odczuwalnie zimne o czym pisało duzo ludzi. Dla mnie ciepłe to 2014,2015 i 2018. Kiepskie 2016,2017 i przeciętny 2019. W Polsce nadal AGW zaznacza się średnio co najwyżej. Piotr – lato 2016 było fajne, ale tylko na południu kraju. A obecny rok nie jest zły, gdyby nie te ataki chłodów na wiosne i teraz byłby nawet na 4, a tak jest na 3+.

          3. „W Polsce nadal AGW zaznacza się średnio co najwyżej”

            ->>> A widziałeś wykresy przedstawiające szybkość obecnych zmian na tle dotychczasowych, znacznie bardziej naturalnych? Czy wartość ok. 100x szybciej (dwa rzędy wielkości!) do Ciebie nie przemawia…???

          4. Lucas – wykresy wykresami, ale dla mnie najbardziej miarodajne jest to, co widać za oknem i co czuje mój organizm :). A to często się różni z wykresami, bo nie zapominaj, że do statystys miesięcznych, rocznych dodaje się także temperaturę nocną, która ludzi za bardzo nie interesuje.

          5. @Osowa
            A od kiedy to miernikiem skali/szybkości ocieplenia klimatycznego są nasze odczucia…???

          6. Lucas większości ludzi nie interesują statystyki, tylko to co odczuwają za oknem i jak muszą chodzić ubrani w danym momencie.

          7. @Osowa
            A mnie osobiście bardzo interesuje co się dzieje w nocy. Myślę, że rolników również.

          8. @Osowa
            Ale to w takim razie oni nie dokonują adekwatnych ocen w kontekście AGW.
            Zacznijmy wreszcie nie mylić różnych kwestii jak Ty to czynisz.

          9. @PiotrNS wszystkie te roczniki nie licząc 2018-ego, dla mnie też super
            Z poprzedniej dekady świetny był rocznik 2003, pierwsza połowa stycznia piękna i mroźna, druga niestety trochę „zgnilizna”, luty mroźny i bardzo pogodny, dosc specyficzny miesiąc bo przyniósł sporo dodatnich tmax, jednak przez cały miesiąc charakteryzowały go mroźne noce. Marzec trochę podobny, ale w normie ;), ciekawa była końcówka miesiąca kiedy przy przez ok. tydzień przy tmax’ach > 15 st., występowały mroźne noce, był to jeden z najpogodniejszych marcowych okresów. Bardzo niedoceniany kwiecień na który wszyscy pluja przez I dekadę, kolejne dwie naprawdę fantastyczne, nie rozumiem jak można go porównywać z kwietniem 2017 :). Pora ciepła to już w ogóle miód, przyczepiłbym się oczywiście do lipca, bo ten miesiąc zawsze musi schrzanić sprawę, zwłaszcza jego II połowa. P*ździernik to wiadomo, ale dla mnie i tka o iebo lepszy niż ten co był rok wcześniej :/. Listopad i grudzień też jak najbardziej fajne umiarkowanie ciepłe i pogodne :). Generalnie tamten rocznik kojarzy mi się z wysokimi amplitudami w każdej porze roku (luty, marzec, kwiecień, trochę maj, czerwiec, sierpień i wrzesień) z kilkoma wyjątkami, trochę też skrajny, styczeń zaczął się wyjątkowo zimno, a nie mówiąc o kwietniowym incydencie dwucyfrowy mróz pojawił się jeszcze 22 marca przed totalnym ociepleniem! Wyjątkowo wczesny upał na początku maja i wyjątkowo późny, we wrześniu. Później dwucyfrowy mróz w p*zdzierniku. Poza tym jeszcze jego ciemną strona była spora liczba przymrozkow wiosną jak i jesienią.
            Fajne też były roczniki 2008 i 2009, no i 2006, ale przyniósł zdecydowanie za dużo skrajności. Z obecnej dekady bardzo mi się podobał pogodowo rok 2014, np i 2017 do sierpnia to rewelacja, ale ostatni trymestr nieźle podcial skrzydła

          10. U mnie 2003 do teraz trzyma rekord godzin słonecznych, nawet 2018 go nie pobił. Bardzo dobry rok, trudno wskazać tam jakiś zmarnowany miesiąc. Październik był zimny ale bliżej mu było do 2010 niż do pochmurnych koszmarów z 2002 2009 i 2016. No i lato 2003 to coś pięknego, tyle słońca przy nie aż tak piekielnych temperaturach. Trochę brzydko było w I połowie lipca ale to był mały ułamek lata, nie jego większość.

            Dekada 2001-2010 to coś na czym globalne ocieplenie mogło by poprzestać. Zimy nadal były tam zimowe (zróżnicowane, nie prawie same ciepłe jak teraz), wiosny i lata już ciepłe (nie tak jak kwietnie za komuny, 12 zimnych pod rząd!), jesienie też udane, przede wszystkim listopady milsze niż ta lodówa z lat 90. Dupiaty rok z tej dekady to tylko 2001 z koszmarnym kwietniem, czerwcem i wrześniem. Jakby przyszła powtórka to byłby wysyp denializmu. Ten czerwiec miał u mnie średnią poniżej 15 stopni, a wrzesień średni tmax niższy niż październik w tym samym roku…

          11. @alewis27 u mnie 2001 miał najniższa sumę uslonecznienia po 1985, oprócz wymienionych przez Ciebie przypadków dodam paskudny i lekkoplusowy styczeń, marzec też nie dużo lepszy od kwietnia, parny lipiec no i dość ponury sierpień z mocnym tropikiem w II połowie. Pozostałe miesiące też tyłka nie urywają, jedynie maj, październik super, ale były po nim znacznie pogodniejsze.

          12. @Lucas wawa – odróżniam czerwiec 2019 od pory ciepłej 2018 dlatego, że pod wszystkimi względami tegoroczny czerwiec był dużo cięższy do życia niż nawet newralgiczny ruchomy miesiąc 20 lipca-20 sierpnia 2018. To rekordowy miesiąc – nie tylko czerwiec.
            Miałbym inne zdanie, gdybym mieszkał na zachodzie, północy Polski, a nawet w Warszawie – tam w 2018 roku właściwie cały lipiec i sierpień były tropikalne i wystąpiło 5 ekstremalnie ciepłych miesięcy pod rząd! U mnie oprócz kwietnia nie było takiego szaleństwa – maj nie pobił rekordu z 2002 roku, czerwiec był bardzo ciepły ale bez dużego wyskoku, lipiec to szara myszka (jeszcze 25-go był u mnie idealnie w normie, którą tylko lekko przekroczył), sierpień owszem ekstremalnie ciepły, ale nawet nie stał obok 1992 i 2015. Absolutna temperatura maksymalna wyniosła 32,2 stopnia, a średnia dobowa 24,2. Dla porównania w czerwcu br. zdarzyło się aż 8 cieplejszych dni; dodatkowo tak silne gorąco powtórzyło się w sierpniu.
            Pora ciepła 2018 nie szła u mnie „w kosmos” jak np. we Wrocławiu. Niewiele zabrakło aby była równa a nawet ustąpiła porze ciepłej 2002 roku, jednak szalę przeważył wrzesień, który rok temu był bardzo ciepły, a 16 lat temu bardzo chłodny.
            W 2018 martwiły mnie przede wszystkim ogólne dane krajowe, zaś u siebie na dobrą sprawę miałem więcej powodów do narzekań na pogodę „nieletnią” niż za gorącą. Przypiekł tylko początek czerwca, I dekada sierpnia i końcówka lipca, w pozostałej części lata upały zdarzały się tylko w formie krótkich epizodów.
            No i jeszcze jedno, bardzo ważne. Opady. W 2018 roku trochę nieciekawie robiło się w maju, ale sytuację tymczasowo ustabilizowały opady w połowie miesiąca. Później III dekada czerwca i przede wszystkim bardzo mokra II dekada lipca. Rolnicy mieli bardzo dobre zbiory, a owoców było tyle, że najstarsi ludzie czegoś takiego nie pamiętali.
            Nie było mowy o choćby namiastce suszy takiej jak w czerwcu i lipcu br. Wystarczy wspomnieć, że skosiłem trawę w ogrodzie 29 czerwca, a kolejny raz dopiero 24 sierpnia. W mojej okolicy stoi dom na sprzedaż. Właściciele czekają na kupca, ale już w nim nie mieszkają i nie zajmują się otoczeniem. Niepodlewana trawa wyschła tam na zwyczajny żółty step, jak gdzieś w Hiszpanii. Owoców prawie nie ma, plony rolne liche przez suszę, upały dużo silniejsze… Rozumiem że 2018 rok był w skali kraju wielką anomalią, zresztą może pamiętasz że bardzo się tym wtedy przejmowałem, niemniej jednak ze swojej perspektywy nie mam wielu powodów do jego krytyki, tak jak wielu powodów do chwalenia bieżącego roku.

  56. Osobom „cieszącym się” tu na pozostałości z cyklonów tropikalnych – w kontekście pompowania ciepła do Europy – przypomnę, że wraz ze zbliżaniem się ku zimie ich aktywność i znaczenie będzie malało. Ba, pod tym względem zimą w strefie około-zwrotnikowej (w tym wypadku na półkuli N) statystycznie jest najspokojniej.

    Geneza typowych niżów N-atlantyckich (typu „isladzkiego”) jest inna, tzn. w większym stopniu zależna od wiru subpolarnego na N Atlantyku. A ten rok przynosi w tym względzie więcej niepewności niż poprzednie.

    1. @osowa. Słabo odczuwalne AGW w Polsce? 0,3-0,4 stC cieplej na każde kolejne 10 lat? Ja pier…… Najszybsze naturalne ocieplenie w dziejach Ziemi to 0,3C na 1000 lat.Jest szansa ,że AGW przyśpieszy ,ale za 20-30 lat nie będziesz się z tego cieszył.

      1. Odnoszę, że niektórzy musieliby osobiście dostąpić powodzi na swoim terenie lub braku wody w kranie, aby zrozumieli jak coraz bardziej negatywne skutki będzie przynosiło AGW. Żyją tylko „odczuciami”, które będą tym lepsze im jeszcze szybciej ociepli się o co najmniej 5 st. w górę… Daleko posunięty egoizm i krótkowzroczność…

        1. Niestety. Za wyjątkiem najbliższej rodziny (trzy osoby) mam z krótkowzrocznością (często nazywam to dosadniej) codziennie do czynienia. Musze przyznać,że zaśmiecenie lasów i w ogóle stan środowiska naturalnego w Polsce oraz smog nawet ludzi przejmuje ,ale uświadamianie na temat AGW i jego katastrofalnych skutków już niebawem ,książki na ten temat, portale, wypowiedzi klimatologów, aktywistów (ostatnio Grety T.) jest oceniane jako bajdurzenie, lewactwo , zdziwaczenie ,nie warte zainteresowania. ,,W Polsce fajnie ciepło od marca do listopada to super sprawa, oby jak najszybciej”

          1. Te 0,3K na dekadę to obecna aproksymacja. Może być jeszcze więcej, chyba że kolejne roczniki się zreflektują i przystępują (głównie chłodniejszymi zimami, bo na jakieś duże zimno w porze cieplej nie ograniczone do pojedynczego miesiąca raczej nie ma szans)

          2. ,,W Polsce fajnie ciepło od marca do listopada to super sprawa, oby jak najszybciej”

            ->>> Dużo w tym względzie zależeć będzie od przekazu płynącego z mas-mediów. Co innego okresowe przyjemne ciepło spowodowane bieżącymi czynnikami pogodowymi, a co innego nadwyżka ciepła spowodowana zmianami klimatycznymi. I ja to bardzo rozróżniam. Warto, aby uświadamiały to media – wskazując jednocześnie, że sam trend wzrostu Tavg to tylko malutki „wycinek” szerzej pojmowanych zaburzeń spowodowanych emisjami gazów cieplarnianych. Poza tym jest to tylko jeden z aspektów szerzej pojmowanych negatywnych oddziaływań człowieka na środowisko.

            Na szczęście widzę, że przynajmniej w części mediów wzięli się na poważniej za ten temat – a co jest jakimś „zielonym światełkiem w tunelu” – jakże potrzebnym, aby wpływać na „górę”.

  57. Zrobiło się nawet przyjemnie. Przewialo mgłę z domieszką smogu, nawet przebija się na dłuższą chwilę słońce, przyjemne 15 stopni

  58. Kolejny taki jałowy, bezpłciowy dzień. Rano ładnie, obecnie zachmurzenie całkowite. Jest dość ciepło, 19 stopni – to plus. Ciekawe jak długie będzie to ochłodzenie z początku października, jak na razie fusy sięgają 6.10 i żadnego ciepła tam nie widać, wprost przeciwnie, pochmurno i 10 stopni w dzień.

    Brzydki i chłodny październik to jeszcze nie jest ‚koniec świata’ pod warunkiem, że grudzień i styczeń są zimowe, a nie takie późnojesienne wilgotne badziewia z anomalią +3K. W sezonie 2016/7 zima uratowała honor i przyniosła słoneczny grudzień oraz bardzo słoneczny styczeń (oba w wydaniu zimowym, styczeń nawet bardzo zimowym – u mnie był zimniejszy niż na Podlasiu co się nie zdarza za często). Dzięki temu taka ‚bździna’ nie dłużyła się kilka miesięcy tylko ograniczyła się do około miesiąca z haczykiem – większość października i pierwsza dekada listopada.

    1. Niestety im bardziej na N, tym przynajmniej w grudniu 2016 r. późnojesiennej zgnilizny było więcej. Na długo będę pamiętał, że w tym miesiącu Tavg dla Warszawy (+1,2°C) była wyższa niż dla… Budapesztu (ok. 0°C).
      W ogóle dodajmy, że zimą między standardami polskimi a węgierskimi nie ma aż takiej różnicy jak o innych porach roku – zwłaszcza latem. Chociaż Polska położona jest bardziej na N, to i jednocześnie łatwiej tu o adwekcję wprost znad wód Atlantyku (zwłaszcza do Polski NW/W) – a to on jest głównym źródłem ciepła zimą.

      Grudzień mocno spauzował ostatnio z zimami – jednak w zestawieniu ze styczniem nie wydaje się, aby była to sprawa głównie ocieplenia klimatycznego (a bardziej czynników lokalnych z cyrkulacją na czele). Podobnie jak latem można przypuszczać, że niebawem więcej „do pieca” zacznie dokładać lipiec, niż sierpień.

    2. Dla mnie brzydki i chłodny październik to jest dramat. Takie połączenie w ogóle nie powinno mieć prawa istnieć. Taki październik jak 2010 jeszcze do przeżycia, ale 2002, 2003, 2009, 2016 to była masakra. Najgorsze, że niemal zawsze po takim październiku fatalna, zimowa pogoda przeciąga się na pierwsze dni listopada. W 2002, 2003, 2009 wynagrodziły nam to przynajmniej drugie połowy listopada ale w 2016/17 gówno się ciągnęło niemal do końca lutego….

      1. Przecież w 2016 była ładna i pogodna II połowa listopada, może nie aż tak jak w 2009, ale jedna z lepszych. Pierwsza była masakrycza, tego zaprzeczyć się nie da, ale nie wiem co masz do drugiej?

        1. Co mam do drugiej? Przecież w miarę ciepło, to było tam tylko przez 4 dni i to i tak bez żadnego szału (jedynie noc z 19/20.11 zasługuje na uznanie). Potem jeszcze 22 i 23.11 dość ładne, ale już u mnie bardzo chłodne i… koniec wszystkiego, co dobre. Czyli jako tako sensowna pogoda panowała przez raptem 6 dni.
          W 2002, 2003, 2009 początki listopada wołają o pomstę do nieba, ale przynajmniej zostało to później porządnie wynagrodzone.
          Co ciekawe, nie kojarzę przypadku, żeby po tak dennym październiku, był udany początek listopada.

          1. Te październiki co wymieniłes faktycznie są bardzo nieprzyjemne, u mnie każdy z nich miał zaledwie około 70 godzin uslonecznienia, a standardy termiczne były na ogół listopadowe. Październik 2009 to miał nawet epizod prawdziwej zimy w połowie. 14 X wieczorem leżało u mnie ok 5 cm mokrego śniegu przy temp -1 stopnia. To była najmocniejsza październikowa zima jaka przeżyłem.

            Taki październik to nic fajnego ale jeśli zima nie prezentuje ciepłego i wilgotnego oblicza (tzn dokłada nam tzw pogodowego listopada a wręcz jego drugiej połowy) mogę go wybaczyć. W 2002 cudowna zima, 2009 też, 2016 w sumie też nie najgorsza. Wykonczyła mnie zima 2017/8 gdzie taka brzydka poznojesienna pogoda się ciągnęła do początku lutego 2018 z krótkimi przerwami na babie lato w październiku i ocieplenie w ładnej wersji w okolicy świąt i krótko po nowym roku.

            Ciepłą zimę jestem w stanie przyjąć w wersji z 2006, kiedy do 20 X było zielono i ciepło, a ciepłe dni (15+) pokazywały się nawet w grudniu. Natomiast za to co w 2017 czyli ostatni ciepły dzień ok 20 X a potem 4 miesiące listopada to serdecznie dziękuję.

  59. @ Arctic Haze
    Przepraszam, że tak wywołuję bez wątku. Czy gdzieś są dostępne wyniki pomiarów stężeń gazów cieplarnianych ze stacji KASLAB? Znalazłem tylko raport z danymi do 2003 roku i jedną publikację z 2012 r. Skoro to część większej sieci stacji, to może gdzieś to jest udostępniane.

  60. @Osowa
    Czy rozumiesz, że przykładowo zmiana o 1 st. w kontekście AGW (zmiana entalpii w skali globalnej) to ZDECYDOWANIE większa różnica niż w kontekście naszych odczuć przy ocenianiu bieżącej pogody?
    Ludzi może nie interesować fizyka (atmosfery), AGW, itd. Ale to wcale nie znaczy, że zmiany klimatyczne nie będą ich dotykały. I nie mam tu na myśli bieżących „odczuć”, tylko szeroko rozumiane SKUTKI UBOCZNE związane z AGW, albo takie, które AGW eskaluje.

    To, że nie interesują Cię cyrkulacje, przepływy, poziomy/zasolenia/utlenienia wód, ich wpływ np. na opady i pośrednio rolnictwo – wcale nie znaczy, że Ciebie (i podobnie myślących) to nie dotyczy. Analogicznie jak mogą w ogóle nie interesować Cię zagadnienia związane z bakteriami, wirusami, itp. – a podlegać ich wpływowi będziesz analogicznie jak osoba zajmująca się tym zawodowo (bezpośrednio lub pośrednio).

    AGW to bezprecedensowy PROBLEM dla całej naszej planety i życia na niej (nie tylko człowieka) – bez względu na to, czy niepokoimy się każdą zmianą o dziesiątą część stopnia na dekadę, czy jesteśmy nie usatysfakcjonowani tym, że to nadal odczuwalnie zdecydowanie za mało.

    1. Tylko tyle, że AGW najbardziej zaznacza się na terenach polarnych i równikach, a nie na umiarkowanych niestety. Zresztą za kilka dekad problemem będzie nowa epoka lodowa, której na razie przez AGW nie odczuwamy., bo dopiero się zaczęła i trwa siłowanie z AGW właśnie.

      1. @Osowa
        Twój poziom świadomości zagadnienia jest taki, że pozostaje mi tylko uwrażliwić Cię (i innych mających podobne podejście) na bezsens sugestii, iż… AGW jest jeszcze na tyle słabe (albo tym bardziej: zbyt słabe), abyśmy to lepiej odczuwali i zarazem klimat nasz był odczuwalnie „lepszy” (itp.).

        1. Lucas – wyraźnie napisałem, że AGW najbardziej zaznacza się na terenach polarnych i równikowych, stąd globalnie temperatura jest wyższa, aczkolwiek nie przez wszystkich tak samo odczuwana, bo przecież nie wszędzie i nie w każdym rejonie świata będzie od razu gorąco, prawda?

          1. Jak komórki rakowe statystycznie zaczną atakować coraz to większą część populacji, to też będziemy podważali to szukając przykładów, gdzie to (w naszym odczuciu) „nic takiego”…???
            GŁUPIE podejście, nieprawdaż…?

          2. AGW najsłabiej zaznacza się na równiku a im bliżej biegunów tym jest wyraźniejsze, wynika to stąd, że najsilniej wpływa na temperaturę nocną. Dalej od równika noce są zimą długie. W obszarach z zimową pokrywą śnieżną dochodzi amplifikacji sprzężenia nasłonecznienia z ilością śniegu wiosną. Przywykłeś do warunków panujących w ostatnich latach i wydaje ci się, że nic się nie dzieje.

      2. ,,Zresztą za kilka dekad problemem będzie nowa epoka lodowa, której na razie przez AGW nie odczuwamy., bo dopiero się zaczęła i trwa siłowanie z AGW właśnie.” ,,Dobre!?” Do skomentowania przez Admina lub Profesora. Zmykam na fejsa (AZK i ŚN) bo tam za takie dyrdymały po 1-2 ostrzeżeniach jest się usuwanym.

        1. Oliver to udowodnię – włóż do rozgrzanego piekarnika zamrożone kawałki lodu, co się stanie? Możesz to przełożyć na te zmienności pogodowe – np czerwiec 2019.

    2. Swoją drogą dzisiaj mają być kolejne manifestacje dot. zmian klimatycznych – przynajmniej w Warszawie (a może i nie tylko).
      Uważam, że są one niezbędne, aby tam „na górze” w tym względzie zaczęło się coś zmieniać.

      1. Drogi LucasieWawa, widzę, że bardzo mocno wierzysz, w oddolne presje na władzę, dopóki, partie wszelkiej maści nie będą miały interesu( patrz punkty w sondażach, zdobycie i utrzymanie władzy), doputy moim skromnym zdaniem, niewiele się, w tej materii zmieni. Póki u Nas jedno ugrupowanie, jako część swojego programu, ujęło dekorbanizacje, energetyki, czy przemysłu. Niestety założenia tego programu są, delikatnie rzecz ujmując, od czapy.

        1. @Gripen
          Pozwól, że nie będę wykazywał takiej hermetyczności myślenia jaką Ty prezentujesz. Jak partie/decydenci mają zmieniać swoje podejście, jeżeli temat byłby „zamiatany pod dywan”? Trzeba wyjść na ulice i wywoływać presję. Ci manifestanci to też wybory, albo przyszli wybory i niech Ci się nie wydaje, że obie „strony” nie badają nastrojów oraz reakcji – mających przełożenia na głosy. Bardzo dobrze, że nareszcie temat jest bardziej nagłaśniany. Nie ma nic gorszego jak bierne/obojętne/pesymistyczne/sceptyczne postawy i „załamane ręce”.

  61. Nosz ja piernicze w całej Polsce jest 18-21 stopni a u mnie 15, gdzie te ocieplenie? Zaczyna to wszystko przypominać rok 2018-wtedy ze świecą było szukać ochłodzeń, a teraz ociepleń… Naprawde nie spodziewałem się już tak zaawansowanej jesieni we wrześniu.

      1. Ten rok 2018 to już niektórym „uderzył” przesadnie do głowy. Pamiętają z niego niemalże same plusy, jakby nie było w nim niedogodności.

        1. Ile było dni we wrzesniu rok temu powyżej 20 stopni a ile w tym roku? Ile rok temu było bardzo ciepłych dni w październiku a ile zapowiada się w tym roku? Kwiecień i maj zupełnie nieporównywalne, sierpień i lipiec też rok temu ZNACZNIE cieplejsze…

          1. W październiku na 99% przyjdzie kilka cieplejszych dni, których nie przewidują obecne prognozy. Tam gdzie dziś widać 17-18 stopni niewykluczone, że będzie 20-21.
            Nawet najchłodniejsze październiki po 1974 miały kilka dni z tmax>20.

          2. @Dagmara
            Gdzie widac 17-18 stopni? xD ja widzę 11-12..
            @Lucas
            Marzec? A co w tym roku było w marcu lepszego niż rok temu? Chyba tylko sama końcówka, bo reszta miesiąca wietrzna i nijaka, rok temu to choć trochę różnorodności było. Do marca 2014 czy 2015 to lata świetlne obu marcom.

          3. No rozumiem, że wolisz zimniejsze marce, to faktycznie rok temu był dla Ciebie lepszy. Myślę jednak, że większość ludzi woli ciepłe i ładne marce jak w tym roku

          4. Przecież widać jak byk po sytuacji barycznej, że to ochłodzenie na początku października choć dotkliwe, będzie bardzo przejściowe, epizodyczne.

          5. A gdzie jakiekolwiek ocieplenie? Rok temu przypominam, że w Biaymstoku było w październiku 12 dni z temp. powyżej 18 stopni, a w Terespolu było ich 14, a w tym roku w Białymstoku od 2 tygodni temp. nie potrafi przekroczyc 18 stopni ( a mamy ciągle wrzesień!) mimo szumnych zapowiedzi ociepleń xD

          6. Ostatnio ochłodzenie we wrześniu też miało być epizodyczne, a jakie były wiemy. Raz dłuższe i odczuwalnie dwa razy chłodniejsze niż zapowiadały prognozy. Dagmara ma rację – ostatnie marce fatalne, w porównaniu do 14-15 nawet du…nie urywają. Kmroz mieszka na SE, a tam nie było wiatrów. A 2019 do 2018 też nie ma co porównywać, przypomina, że będziemy mieli już 4 atak chłodów w porze ciepłej, a październik do takich należy. W 2018 takich ataków było zero.

          7. @podlasianin W Krakowie ;) Oczywiście dopiero po tym przejściowym ochłodzeniu do 13-14.

          8. „Kmroz mieszka na SE”

            Proszę, proszę, ciekawych rzeczy się o sobie dowiaduje. W sumie coś w tym jest, bo w Beskidzie Niskim mam chatkę turystyczną, którą traktuję jako swój drugi dom xd

            „W 2018 takich ataków było zero.”
            Naciąganie faktów, bo ostatnia dekada września i początek pi*dziernika były bardzo zimne z przymrozkami liczniejszymi niż w trakcie ostatniego ochłodzenia w tym roku. Kwiecień i maj z 2018 oczywiście biją na głowę te z 2019 roku pod każdymi względami (od siły ociepleń, poprzez równomierność opadów, aż po siłę ochłodzeń), ale wrzesień się tak bardzo nie różni, a październik dopiero przed nami, więc tym bardziej nie będę oceniał.

            A co do kwestii ocieplenia, to sami jeszcze wszyscy zobaczycie co będzie po 5.10 ;)
            Odnośnie „ocieplenie” po 20.09 to czułem, że będzie lipne i sam się z tego śmiałem, ale teraz mam zupełnie inne wrażenie. Oczywiście co będzie, czas pokaże, nikt nie jest nieomylny, ale wiele wskazuje na to, że w tym roku może czekać nas wyjątkowy październik ;)

          9. Mi już nie chodzi o szczegóły porównawcze roku 2018 i 2019 (który jeszcze trwa), lecz o to, że rok 2018 jest tu tak przez niektórych uwielbiany jakby zapominali oni o tym co w całości przynosił.

          10. @Lucas Wawa
            No właśnie u mnie był dostatek opadów w 2018 roku przez niemal całą porę ciepłą w przeciwności do tego roku… Rok temu to trawę kosiło się bardzo często w tym roku w sumie może z 4 razy?

          11. No to co się odwaliło w trzeciej dekadzie czerwca i drugiej dekadzie lipca 2018 to był dopiero koszmar, w tegorocznym lecie (ani w sumie chyba żadnym innym po 2012 roku) takich cyrków nie było.

  62. Może masz rację LucasieWawa, może i kropla drąży skałę, uwierz mi, że bardzo chciałbym byś się nie mylił. Ludzie obudza się wtedy, gdy zabraknie wody w kranie,jedzenie będzie na wagę złota, tak niestety to widzę. Przepraszam, że nie podzielam Twej wiary w siłę nacisku ludzi, może nadal jest on zbyt mały. Dla wielu ludzi AGW, to nadal abstrakcja, powtórzę musi dojść, niestety do ogromnych kataklizmow, by coś realnie zmieniło. Co realnie LucasieWawa zmieniło i zmienia się po kolejnych imprezach klimatycznych, celowo nie nazywam tego Szczytem Klimatycznym. Musimy jako ludzkość porządnie dostać po 4 literach od Matki Natury. Wtedy coś zaczniemy robić. Tylko wtedy będzie po jablkach.

  63. W Alpach i na Islandii zegnaja lodowce a u nas zegnamy jeziora i rzeki. Nieopodal Zwierzynca w RPN wyschly stawy Echo (niedawno pisal o tym Dziennik Wschodni). Zanikl tez przeplyw w strumieniu Świerszcz. O wyschlej Siniosze pisalem juz kiedys wczesniej. 4 lata niedoboru opadow na Zamojszczyznie i sa efekty. Tak wiec dziwie sie czasem temu co pisze tutaj np. Oliver57 bo ludzie ogolnie zaczynaja byc przerazeni tym co widza do okola. Przynajmniej tam na wschodzie.

    1. @BarteS na Wiśle mamy tylko 35cm na warszawskich bulwarach. Mniej niż przez całe lato! Stan rzek nie poprawił się w ogóle od końca sierpnia. Obawiam się, że tutaj bez 2-3 bardzo wilgotnych miesięcy pod rząd problem nie zostanie rozwiązany… Przydałby się październik i listopad z sumami 200% normy na dużym obszarze.
      Swoja droga jak wyglądał u Ciebie 2017 rok? W przypadku Łodzi i okolic od października 2016 do praktycznie końca 2017 mieliśmy bardzo wilgotny okres, który trochę poprawił sytuację po roku 2015… Co z tego skoro teraz wracamy do tego samego.
      Patrzę na sumy opadowe dla Zamościa i tak naprawdę po 15 sierpnia spadło raptem ok 20mm. Cholernie mało – nie dziwne, że sytuacja jest u Was fatalna. Pozostaje czekać na jakiś uwodniony niż genuenski, który dałby w 2 doby z 40-50mm

      1. W 2017 najbardziej w pamiec zapadla mi susza jaka mielismy od konca czerwca do polowy wrzesnia mniej wiecej. Potem przyszedl wrzesien nieco powyzej normy, normatywny pazdziernik i po nich niestety cieply i suchy listopad i grudzien. Tak wiec po 2015 i sierpniowych upalach to juz bardziej mokro niz w 2017 to bylo w 2016. Nie wiem bo tego nie licze ale watpie aby po 2015 ktorykolwiek rok wyrobil w mojej gminie norme roczna 530mm. Wysychaja nam jeziorka, zrodelka i rzeki.

          1. Werbkowice. Pomiary na pewno robi RZD IUNG ale czy te historyczne są gdzieś dostępne to nie wiem.

  64. Aż poświęcę temu nowe drzewko :p
    @Podlasianin @Osowa
    Możecie mi łaskawie wytłumaczyć, co takiego widzicie w tych rzekomo „fenomenalnych” marcach 2014 i 2015? Zwłaszcza tym drugim? W 2014 pierwsza połowa to była jedną wielką pomyłką, ale okej, druga się zrehabilitowała porządnie, więc jestem w stanie go jeszcze ocenić na plus. Ale gdzie mu tam do 2017, 2019, czy – sięgając dalej – 2002 i 2007?

    W marcu 2015 mieliśmy jeden ciekawy epizod w dniach 24-29.03, przyznaję, ale po za nim, to albo pochmurno i relatywnie chłodno, albo słonecznie z drastycznie lodowatymi porankami i wieczorami (do dzisiaj pamiętam ten okropny poranek w którym było zaćmienie słońca, 20.03, myślałem że zamarznę podczas tamtej obserwacji). Jeszcze jakby się uprzeć, to była fajna „trzydniówka” 8-10.03, ale też tyłka nie urywała.

    1. Już wyjaśniam zagadnienie. W tym roku jedynie dni 29-31 marca przyniosły prawdziwą wiosenną pogodę, wcześniejsze dni to typowe nijakie przedwiośnie w dodatku z silnym wiatrem. W 2014 roku przynajmniej 50% dni to była odczuwalnie prawdziwa wiosna, niektóre dni to się dało nawet letnio ubrać, podobnie w 2015 roku, choć wtedy takich dni było trochę mniej, ale w sumie z 10 też się uzbierało zwłaszcza 27 marca, kiedy było 21 stopni w cieniu.

        1. No to rzeczywiste dane z tego marca z I dekady- plus 13 stopni i wichura 65km/h to ma byc przyjemny dzień? Nawet nie zauważyłem tego ciepła bo ubrany byłem w zimową kurtkę z powodu niskiej temperatury odczuwalnej, pierwszy powiew wiosny poczułem pod sam koniec miesiąca. Zresztą w 2014 i 2015 forsycje i kwiaty to kwitły pod koniec marca, a w tym roku dopiero ok 5 kwietnia, więc jest różnica….

          1. Podlasianin
            W marcu 2015 to nie było nawet żadnych śladów wiosny przed 24.03 na tym twoim Podlasiu. A wg danych z B-stoku też był to wietrzny miesiąc. Na domiar złego w okolicy 20.03 kilka razy temperatura spadła poniżej -5 stopni, a 23.03 nad ranem było -9 stopni!

            Jest jedna przewaga, jaką marce 2014 i 2015 miały nad marcem 2019 – kilkudniowy iście majowy epizod. Pewnie to on pomógł szybszemu kwitnięciu forsycji. Ale naprawdę patrzę na ten Białystok i w marcu 2014 poza 20-24.03 i 2015 poza 24-28.03 nie widzę nic „specjalnego”. Jarasz się tymi marcami jakby były idealne, a fakt jest taki, że miały pełno mankamentów.

            Ale powiem szczerze, nie dziwie się Tobie. Zawsze jak patrzy się parę lat wstecz na coś, to się widzi więcej pozytywów, niż na to co było kilka miesięcy wcześniej ;) Taka jest ludzka psychika. Jeśli za parę lat przyjdzie rekordowo ciepły marzec, to założę się, że stwierdzisz, że ten z 2019 był od niego lepszy ;)

  65. @Osowa Ja też mieszkam na południu. Marce ostatnimi czasy są okropne, tegoroczny uchodzi ze względu na dużo ciepłych dni.

    2018 był jednym z najlepszych lat jakie pamiętam: ciepła wiosna, lato i jesień. Tmax>20 przez sporą część października, a nawet w listopadzie się zdarzyło. Nieprzyjemna była jedynie przedłużająca się zima w marcu.

    1. Akurat marce z obecnej dekady to wy szanujcie. Polecam spojrzeć jak wyglądały przed 2010 rokiem. Tam to tylko 2002 i 2007 się do czegoś nadawały, reszta to była prawdziwa kostnica. Przed 2000 rokiem to już w ogóle masakra z tym miesiącem była.
      W obecnej dekadzie tak naprawdę totalnie do d*py był 2013, przeciętne były 2011, 2015, 2016 i 2018. Reszta bardzo fajna.

      1. Kmroz, Dagmara ma rację. Nwn co widzisz fajnego w marcach 2016 i 2018 – jeden i drugi zimny i brzydki do 3 dekady. Ostatni ładny marzec był w 2015 na N polski.

        1. Napisałem, że były przeciętne, dla mnie marce 2015, 2016 i 2018 są w zasadzie na równi. W żadnym z nich poza jakimiś krótkimi epizodami, nie było nawet mowy o słowie „wiosna”. 2017 i 2019 znacznie lepsze od nich. Chociaż 2017 przy wschodniej granicy był zbyt pochmurny, ale w reszcie kraju przecudny pod każdym względem.

          1. Albo go nie pamiętasz (co jest bardzo prawdopodobne), albo po prostu kłamiesz.
            To ma być słaby marzec? https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=12250&ndays=31&ano=2017&mes=03&day=31&hora=23&ord=REV&Send=Send

            Lepszy od tego bylejakiego gówna, co tutaj?

            https://www.ogimet.com/cgi-bin/gsynres?lang=en&ind=12250&ndays=31&ano=2015&mes=03&day=31&hora=23&ord=REV&Send=Send

            Pewnie zaraz coś powiesz, że dane to jedno, a odczucia to drugie. No cóż, skoro bardziej ufasz swoim mglistym wspomnieniom, to nie pozdrawiam.

          2. „Staty swoj a zycie swoje. Ja marzec 2017 pamietam tak jak wyżej napisałem.”

            Jesteś tak przewidywalny w swoich wypowiedziach, że aż to śmieszne ;)

            Jeśli faktycznie tak go pamiętasz, to źle pamiętasz. Proste ;) ja go też pamiętam, założę się, że dużo lepiej niż ty i był to naprawdę przecudny, piękny miesiąc. Chociaż dwa lata później nadszedł jeszcze lepszy :D

          3. Ale Dagmara mówi to co samo co ja. Nwn co widzisz w tych brzydkich, wilgotnych marcach od 2016.

          4. ” Nwn co widzisz w tych brzydkich, wilgotnych marcach od 2016.”

            To, że żaden z nich nie był brzydki i wilgotny xd Tworzysz sobie alternatywną rzeczywistość i taka jest prawda.

            A ja nie wiem co widzisz takiego w marcach 2014 i 2015, wytłumaczysz mi to w końcu, oświecisz mnie?

          5. U mnie jedyny marzec na śmietnik od dłuższego czasu to 2016, był okropny. Lekkoplusowa pochmurna bździna przez prawie cały miesiąc, w dodatku następował po podobnym lutym, jego średni Tmax był właściwie taki sam jak lutego, więc było wrażenie że temperatura stoi w miejscu przez 2 miesiące i wiosna się opóźnia. Jedyne zalety marca 2016 to cztery ładne dni w połowie oraz wreszcie wiosenna pogoda pod koniec. Reszta paskudztwo, marzec to jeszcze nie jest pora ciepła ale 18 z 31 dni bez żadnego słońca to przesada. W marcu 2019 mieliśmy tylko 5 dni prawie lub całkiem pochmurnych a nie 17-18.

            W tej dekadzie podobna zakała to marzec 2013 (też 18 dni zero słońca), reszta była naprawdę przyzwoita jak na marzec. 2012, 2014 i 2015 to wręcz wyglądały jak przeciętny kwiecień jeśli chodzi o ilość pogodnych dni. Obecnie mamy dużo większą szansę na prawdziwie wiosenny marzec niż na takie paskudne przedwiośnie albo przedłużającą się zimę.

          6. W tym roku już właściwie w lutym zaczęło się przedwiośnie, a marzec był przedłużeniem ciepła.

            Marzec 2018 był niepotrzebnym późnym atakiem zimy z całodobowym mrozem i opadami śniegu. Całodobowy mróz w listopadzie i marcu nie jest czymś mile widzianym.

    2. A mi w roku 2018 zabrakło ładnej umiarkowanej wiosny – najsilniejsze uderzenie zimy (głównie w postaci mrozu) było za późno, a aura letnia przyszła też za szybko. Poza tym, nieciekawie wspominam też część listopada i grudzień. Zresztą latem na E kraju za długi był gorąco-upalny i zarazem duszny okres ciurkiem (w tym roku aż tak długiego nie mieliśmy), a i ochłodzenie u progu wakacji było silniejsze niż w tym roku w lipcu.
      Wiem, wiem, że „idealnie” nie będzie, ale jednak wcale nie było tak, że rok 2018 był aż taki „cacy” na tle wielu innych – przynajmniej w mojej ocenie. Przez niektórych jest na tyle przekoloryzowany, że nie pamiętają już jak silne mieliśmy ochłodzenie w III dekadzie września…

        1. Dobra chyba kończę tę dyskusję, bo jak ktoś operuje mglistymi wspomnieniami, które według niego są więcej warte niż rzetelne dane, to się go do niczego nie przekona. Cóż dalej będę musiał czytać te same bzdury, takie życie…

          1. Moje wtrącenie wzięło się stąd, że odnoszę wrażenie, że rok 2018 tak został tu „uwznioślony”, że nie dostrzega się w nim minusów, które chętnie widzi się w innych (włącznie z obecnym).

          2. @Lucas
            Niestety taka prawda, wśród niektórych użytkowników widzę także absurdalne idealizowanie 2014 i 2015 roku, przy jednoczesnym demonizowaniu dwóch kolejnych…

          3. @kmroz
            Dlatego też ja jestem daleki od porównywania ze sobą całych roczników (może poza przypadkami szczególnymi) – a po prostu co najwyżej pewnych ich fragmentów. Zawsze wyjdzie coś na plus w jednym przypadku i na minus w innym lub odwrotnie.
            Jak czytam lamenty na różne aspekty pogodowe, niekiedy dość błahe, a z drugiej strony „pianie” jaki to wspaniały był pogodowo rok 2018 (niczym nie skażony żadnymi minusami???) to odczytuję to jako oceny naciągane. Jak przykładowo można, jako osoba ciepłolubna, nie dostrzegać plusów lutego i marca b.r. w porównaniu z ubiegłorocznym? Albo narzekać na czerwiec b.r., a równocześnie bardzo chwalić cały rok 2018 za porę ciepłą – dla mnie jest to niezrozumiałe. Poza tym, ubiegły rok też miał swoje zakały latem i w końcówce roku, o których tak łatwo zapominamy (a które tu przywołałem).

      1. Mi w 2018 wadziła głównie przedłużająca się późna jesień w styczniu (to już był 5. miesiąc pod rząd z ponurą wilgotną pogodą!), za dużo parnoty latem i wyjątkowo brzydki grudzień, chyba najbrzydszy jaki pamiętam (a pobić grudzień 2017 to nie jest łatwe zadanie). Zima w 2018 przyszła dużo za późno, na początku lutego po tylu miesiącach mielenia tej późnej jesieni nastroje były skierowane raczej na nadchodzącą wiosnę, a nie na półtora miesiąca zimy. Ta zima to był chyba taki gwóźdź do trumny, najpierw wpędzić w depresję a potem dobić jeszcze mrozami w marcu, który był zimniejszy od grudnia i nawet od stycznia.

        O ile można się zgodzić, że lepszej wiosny niż w 2018 jeszcze nie było, tak z latem już trudno było by się zgodzić. Nie było to nic specjalnego, udana tam była pierwsza połowa czerwca oraz sierpień. Zgodzę się też że była to jedna z najlepszych jesieni, skoro nie pamiętam już tak dobrze tego ochłodzenia z września to znaczy że mi po prostu nie przeszkadzało i umknęło w morzu cudownych ciepłych dni.

        Tak to właśnie działa – pamiętam głównie to, co dominuje o ile nie jest to jakaś ekstrema. Marzec 2016 pamiętam jako niekończącą się szarugę przy lekkim plusie, w ogóle nie przypominam sobie że tam w połowie były 3 bezchmurne dni, bez ogimetu bym o tym kompletnie nie wiedział. Za to wrzesień 2016 czy 2018 pamiętam jako słoneczny aneks do lata i ochłodzenia z tych miesięcy mi umykają, z 2018 coś tam jeszcze świta że wieczorem piździało ale to są wspomnienia jak przez mgłę. II połowa listopada i grudzień ponownie zapamiętane źle, bo był to długi zimny okres bez słońca, jedyne przebłyski słońca się tam pojawiły przy okazji fali mrozów.

        1. Ten 2017 rok od jego połowy był cały taki mglisty i ponury, cóż, styczeń 2018 zaczerpnął jeszcze trochę z tego roku.

          W ogóle każdy styczeń to jest między młotem a kowadłem – albo zimno albo plucha. Nie przypominam sobie słonecznego i ciepłego stycznia.

  66. zaciekawiony: „Częstość zimowych orkanów jest nieregularna i zdarzały się różne górki i dolinki. Sporo wichur było na przełomie lat 80/90, potem pod koniec lat 90. potem było trochę spokoju aż do Cyryla. Trend z trzech lat?”

    LeszekM pisze:
    2019/09/27 15:09 o 15:08

    Nie, nie. Trend z 30 (1981-2010). Szczególnie interesują mnie orkany z miesięcy IV-X. Zimowe dane znam, mam na myśli nieprzyzwoicie wczesną (jesienią) i późną (wiosną) porę pojawu silnych incydentów (porywy od 20 m/s), co „ćwiczymy” w ostatnich trzech latach, a nawet incydenty bez wspomagania konwekcją w miesiącach letnich (12 lub 13 lipiec 2017, choć tam „72” nie padła, ale było blisko…).
    LeszekM pisze:
    2019/09/27 15:09 o 15:10

    Uściślając: nie tylko orkany z definicji, ale także inne wiatrogenne odmiany układów niskiego ciśnienia.

  67. Interesuje mnie odpowiedź na powyższe pytania, toteż ponawiam prośbę do zaciekawionego, a także pozostałych jej adresatów, określonych kilkaset wpisów wyżej…

  68. Ostatnie dni września przypominają to co działo się w prawie całym wrześniu 2017 czyli wysokie i bardzo wysokie tmin i niespecjalnie wysokie tmax powodują że anomalie dodatnie są powyżej +1.5k w skali kraju zbliżając się do +2K. Jest również dość pochmurno.Ponieważ do 30.09 włącznie niewiele się zmieni się jeśli chodzi o temperatury to końcowa anomalia może wzrosnąć nieco ponad +1K. Ostatni dzień miesiąca zapowiada się zaś bardzo kiepsko pogodowo-deszczowo i cały dzień pochmurno do tego z dużym wiatrem. Może być to więc najbrzydszy dzień tegorocznego września. Jedynie tmax mają pozostać na umiarkowanym poziomie

  69. Model ECMWF zaczyna iść za tym co mówiłem wczoraj, jego średnie wiązki podobnie, czyli wychodzi na to że tym razem ochłodzenie będzie 2-3 dniowe i o podobnej skali bezwzględnej (a co za tym idzie dużo mniejszej anomalii) jak to tydzień temu ;)
    Niektórzy już skreslali cały październik, A tu duża szansa, że pierwsza dekada paździa będzie w większości przyjemnie ciepła :)

      1. Po pierwsze NAO od 5.10 miałoby przejść na plus ;)

        A po drugie, do końca listopada znak NAO to tylko na papier toaletowy się nadaje.

        1. Ostatnio ochłodzenie też miało być 2-3 dniowe, a trwało równo tydzien. Za 7-10 to za długi czas na prognozyt, zwłaszcza przy ujemnym NAO. Jednak wejście na dodatnie w październiku i listopadzie będzie dla nas jak zbawienie. Przyniesie opady, ale jednocześnie unikniemy fal mrozów.

          1. Naprawdę, możesz sobie mówić tutaj co chcesz, ale NAO nie ma zbyt wielkiego znaczenia jeszcze w tych miesiącach. Większe, ale też dalekie od 100%, ma zimą, gdy już jednoznacznym źródłem ciepła jest Atlantyk, a jednoznacznym źródłem zimna jest… jego brak. Problem w tym, że przy nawet NAO sięgającym ponad +2 może ci przyjść wielotygodniowa blokada kontynentalna i gówno z tym zrobisz :(

          2. Ma i to bardzo, bo zimno może zaatakować właśnie w październiku i listopadzie, co często już się zdarzało. Największe znaczenie NAO ma zimę, ale również już późną jesienią (październik, listopad) i pierwszą część wiosny, bo dodatnie NAOAO nas chronią sprzed spływem arktycznego badziewia z północy. NAO nie ma znaczenia w okresie maj-wrzesień.

          3. NAO ma już znaczenie w listopadzie, ale również w październiku, z tym, że w październiku raczej nie będzie to śnieg, a 5-8 stopni w dzień, a listopadzie już ujemne temperatury i śnieg.

          4. W październiku 2016 przy dodatnim NAO i blokadzie kontynentalnej zimno równie skutecznie zaatakowało. Dodatnie NAO nas NIE CHRONI przed wystąpieniem takowej blokady (ściślej mówiąc w tamtym przypadku tzw. blokady Rexa)
            http://lowcysniezyc.pl/trendy/nao/archiwum/?rok=2016

            Gdyby dodatnie NAO wykluczało takie gówienka, to bym się nawet z Tobą zgodził.

          5. Kmroz, bo ważna jest jeszcze oscylacja AO o czym większośc zapomina, a wtedy samo dodatnie NAO niewiele zdziała.

          6. „Kmroz, bo ważna jest jeszcze oscylacja AO o czym większośc zapomina, a wtedy samo dodatnie NAO niewiele zdziała.”

            To akurat bardzo słuszna uwaga, z tym, że jak widać w ten weekend pogoda ma gdzieś, że NAO i AO są ujemne ;)

          7. Niby w porze cieplej NAO nie koreluje z temperatura, a jednak w maju NAO było najbardziej ujemne od lat (indeks prawie -3). I zaowocowało to dokumentnie spapraną pogodą, niewiele tylko lepszą niż w maju 2010.

            Za to w styczniu 2006 było dodatnie, wprawdzie nie tak mocno jak w najcieplejszych miesiącach ale mimo wszytko na plusie. A każdy wie jaki to był styczeń.

    1. @kmroz
      Statystyczna Tavg nie ma (jeszcze) przełożenia na NAO. Ale ogólnie, w skali całego roku większe szanse na chłód (zwłaszcza z Arktyki) mamy jednak przy ujemnym NAO – tylko proporcje w ogóle aury chłodniejszej do cieplejszej są wyraźniejsze tylko w miesiącach DJFM.

      Nie mniej, aby taki (lub podobny) scenariusz:
      https://www.wetterzentrale.de/maps/ECMOPEU00_240_2.png
      …. miał się sprawdzić, musiałoby to mieć przełożenie w przejściu NAO na plus i to wyraźniejszy. Może dzisiaj się to zmieni (?), ale przynajmniej do wczoraj prognozy na to nie wskazywały. Także sytuacja nadal jest rozwojowa.
      Z drugiej strony, ja też przypuszczam, że w październiku ciepła z Tmax ≥ 20°C jeszcze zaświadczymy.

    1. Co byś chciał? Dzień jak co dzień.
      Ktoś położy zestaw, wyjeżdżając na teren otwarty z lasu, terenu zabudowanego, zza innego pojazdu – niepotrzebne skreślić
      Ktoś inny do pracy nie dojedzie, w zamian za to mogą znaleźć się osoby, które dolecą do miejsca pracy (chirurga i anestezjologa) śmigłowcem…
      Kilka drobnych robótek dekarskich, takich jak wymiana poszycia, zdjęcie więźby, itd. wykona firma Nils.
      Wielobranżowość firmy Nils objawi się także wykonawstwem darmowych prac porządkowych w parkach, ogrodach, alejach przydrożnych

      1. Kilka osób być może zasili szeregi kolejek do lekarza POZ oraz klientów tzw. BigPharmy, wzbogacając swą dietę jak smakołykami, jak amoksycyklina, lewoksacyna, czy streptomycyna.
        Kilka osób z poruczenia firmy Nils będzie chybotać się na mocowaniu szyjnym ponad wywróconym taboretem…
        A smarkacze z forum Łowców Burz wybrandzlują się z powodu „wreszcie trochę dynamicznej aury”, „łowiąc” ją przez pokojowe okno.
        Atrakcji skolko ugodno.

        1. Errata 1: jest – „swą dietę jak”, ma być – „swą dietę takimi”.
          Errata 2: jest „lewoksacyna”, ma być – „lewofloksacyna”.

    1. @Lucas, ale inne modele (gfs i ICON, gem także ale to wiadomo mniejsza wartość) też są za taką ewolucją sytuacji barycznej. Bardzo wątpliwe, żeby się potoczyło w inną stronę. Zwłaszcza, że widzimy kolejne głębokie niże zmierzające do nas z Ameryki Środkowej.
      Byłem bardzo zdziwiony i z jednej strony zniesmaczony, ale z drugiej strony dziwnie spokojny, gdy widziałem te dość absurdalne poprzednie odsłony modelu ECMWF.

      1. Ale wystarczy, że niże atlantyckie będą podążały torem 500-1000 km bardziej na S i już sytuacja będzie inaczej się rozwijała. Wyże z sektora N mogą powodować modyfikacje w tym względzie.

      2. Zresztą GEM za kolejnym ochłodzeniem po 05.10, więc jeszcze ta dominacja strefówki ze składową S nie jest taka pewna (poza przejściowymi adwekcjami także z SW).

          1. Wszystko jest możliwe, ale większość znaków wskazuję na to, że będzie krótsze i przede wszystkie słabsze (pod względem anomalii). Ba, sam fakt jego wystąpienia w takiej skali jak pokazują to modele na dni 3-4.10 jeszcze nie jest taki pewny. Wcześniej wydawało się, że już ten poniedziałkowy orkan przyniesie ochłodzenie, a teraz okazuje się apogeum ciepła może być jeszcze w jego trakcie ,a nawet po nim we wtorek…

          2. 1.10 tmax ma wynieść 22 stopnie, więc jeśli nic się nie zmieni pierwszy dzień uratuje honor października i nie spowoduje anomalnego od 1974 października bez 20-tek.

            Ochłodzenie będzie podobne do wrześniowego – 3.10, w najchłodniejszy dzień, tmax wyniesie 13 stopni, więc tylko stopień mniej niż w najchłodniejszy dzień podczas ochłodzenia wrześniowego. To ciągle więcej niż kilka dni majowych.

  70. Tu dobrze widać jak anomalia roczna dla Warszawy mocno odstaje „in plus” względem całej reszty kraju, nawet samego Mazowsza:
    https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/akt_mon/year_to_date.png
    Zwrócę uwagę, że mowa o anomalii (a nie temp. bezwzględnej), co dość jednoznacznie pokazuje jak MWC „podbija” zmiany klimatyczne w stolicy.
    Tereny wokół miasta (20+ km, a zwłaszcza 30+ km), albo już chociażby bliżej jakiś kompleksów leśnych z pewnością doświadczają anomalii i zarazem zmian bliższych innym miejscom na Mazowszu niż Okęciu (a tym bardziej np. Filtrom).

  71. no cóż, dzisiejszy dzień nie przyniósł żadnego ocieplenia, jest chłodniej nawet niż zapowiadał model UM, co jest wręcz nieprawdopodobne. Jutro ma być chlodniej, pojutrze jeszcze chłodniej a potem bardzo zimno. Ciągle czekam na babie lato, które ciągle jest przekładane.

    1. Dla mnie dzisiaj w sam raz typowy wrześniowy, wczesno-jesienny dzień. Cieszę się, że w tym roku nie brakuje takich dni – a nie, że mamy aurę albo jak przed rokiem do 21.09, albo od razu „głębszą” jesień.

  72. Narzekania i emocje na bok, tak obiektywnie patrząc to w tym roku mamy dość łagodny pochód w stronę pory chłodnej. Jedyne ostre odcięcie jakie było to ochlodzenie 2.09 ale to przyszło po dużej fali upałów, tam miało z czego spadać. Wrzesień jest łagodnym miesiącem który idzie po średniej wieloletniej prawie jak po sznurku, nie ma ani dużych ociepleń ani dużych ochlodzeń. Jedyny naprawdę zimny dzień to czwartek w ubiegłym tygodniu, bodajże to był 19 IX. A tak to jest to najzwyklejszy w świecie wrzesień który przynosi pogodę wokół 20C i umiarkowanie dużo pogodnych dni. Obecnie wejdziemy w okres gdy ta pogoda zacznie być wokół 15 stopni, a docelowo w listopadzie wokół 10 i poniżej. I systematycznie będzie przybywać pochmurnych dni, zwłaszcza statusów które są zmorą pory chłodnej. Nie ma szoku termicznego, zimnego prysznica jak np. w 2016 i po części też 2017 (tam niskie były głównie temperatury za dnia, bo jesień jako taka była ciepła)

    Duże odcięcie mieliśmy w tym roku pomiędzy majem a czerwcem, średnia miesięczna wzrosła z 12 do 22 stopni a powinna z 14 do 17 wg norm. 30 maja było u mnie ledwo 13 w środku dnia a 2 czerwca już gorąc który nie puścił do końca miesiąca. Ciekawe jak będzie zimą, w 2010 roku mieliśmy najbardziej zimowy grudzień XXI wieku ale przyszedł on po ciepłym listopadzie. Spadek średniej był jeszcze większy.

  73. Właśnie jestem na działce, trochę pochodziłem troche po lesie i jakie wnioski? Jesień fenologiczna jest już przyspieszona o dobre 2 tygodnie względem lat poprzednich. Żółte całkowicie są orzechy włoskie, niektóre grusze, klony są już całkiem kolorowe, dęby częściowo. W 1/3 żółte są też wszystkie brzozy… Cóż zatem, czyżby w połowie października miało być już jalowo? Masakra. Dwie noce z przymrozkami jednak zniszczyły jesień.

    1. Nic nadzwyczajnego. Pochód jesieni postępuje u nas z reguły z NE na SW.
      Wrzesień to miesiąc już jesienny, zwłaszcza w chłodniejszych regionach Polski – z kolei babie lato to nie jesienna norma, a jedynie bardzo ciepłe (przejściowe) epizody.
      Mimo wszystko mamy nadal porę ciepłą, bo bieżące Tavg nadal jest jeszcze częściej powyżej średnich standardów rocznych. Zmienia się to zazwyczaj w październiku, w którym „przeplatanie” (babie lato vs. akcenty zimowe) jest czymś normalnym.

      1. Bez przesady, orzechy włoskie żółkną ok 15-25 pażdziernika, a nie w III dekadzie września… rok temu właśnie w połowie października mniej więcej tak jak teraz wyglądały brzozy i orzechy włoskie, lipy jeszcze w miarę się trzymają.

          1. Okolice Warszawy- orzech włoski żółknął już w połowie września, teraz żółty całkowicie i gubi liście. Normalnie to się zdarzało w połowie października, a czasem nawet później.

      1. Orzechy też już są żółte, klony wiązy i dęby się jako tako jeszcze trzymają, z lipami już gorzej, olsze już połowę liści pogubiły a drugie pół jest żółte i odpadnie pewnie w przyszłym tygodniu wraz z wichurami

          1. Buki? Litości! Proszę o dowód zdjęciowy, albo odnośnik do podglądu na kamerze internetowej Twoich okolic.

      2. Nie dość, że przymrozki majowe spowodowały, że całkiem zielono zrobiło się dopiero w I dekadzie czerwca, to teraz już jest żółto… no dobra, na plus w tym roku (nie uwzględniając miesiecy zimowych) końcówka kwietnia, III dekada maja, czerwiec, końcówka lipca, sierpnia i I dekada września. W przeciwieństwie do 2018 szału nie ma. W dodatku gigantyczna eksplozja fenologicznej jesieni w III dekadzie września, jakby co najmniej był środek października. No i wielotygodniowe susze, przez co ten rok znacznie mniej urodzajny od poprzedniego.

        1. U mnie nie ma dużej różnicy w porównaniu z rokiem 2018. Ba, niektóre drzewa (np. lipy) znacznie szybciej zaczęły zrzucać liście rok temu.
          Nie zapominajmy o tym, że zrzucanie liści przyspiesza nie tylko pochmurność, przymrozki, lecz także słabe zasoby wodne. Czyżbyśmy już nie pamiętali jak szybko żółto robiło się w I połowie sierpnia 2015 r….???

          1. Nie pamiętam, bo u mnie czegoś takiego nie było xd jedynie jedna lipa pod koniec sierpnia miała wtedy uschnięte liście, ale zółto nie było. W końcu w lipcu dużo wtedy padało.

          2. A najlepsze jest to, że jesien fenologiczna jest u mnie obecnie mniej więcej na podobnym etapie co….w okolicy koła podbiegunowego xd Oulu, Siewieromorsk mają mniej więcej podobne krajobrazy.

  74. Już wkrótce październik i zastanawiam się kiedy będę mógł poczuć prawdziwie letnią pogodę w tym miesiącu po raz pierwszy w życiu. Październik jest jedynym miesiącem w roku kiedy nie było mi dane zaznać ekstremalnie wysokich temperatur powyżej 25 stopni w moich stronach. Fakt że w przeszłości też to się zdarzało bardzo rzadko, niemniej od 1966 roku ( na długo przed moim przyjściem na świat) kiedy to na dużym obszarze kraju temperatura przekroczyła 25 stopni minęło już bardzo dużo czasu – zresztą rekord październikowy nie licząc tego wątpliwego z maja 1958 r jest najstarszy. Zaskakujące że od tamtego czasu nie było ani razu tak sprzyjających okoliczności poza lokalnymi przekroczeniami 25 stopni od 1966 roku. Wygląda na to że w tym roku taka sytuacja też się nie zdarzy. Jest już wyjątkowo wątpliwe bo największy potencjał jest na początku miesiąca a tu nie widać takich temperatur. W stosunku do innych miesięcy w roku jeśli chodzi o ocieplenie październik wygląda najsłabiej. Po tym jak wrzesień kontynuuje trend miesięcy powyżej normy październik coraz bardziej odstaje również w sezonie jesiennym od września.

    1. „Październik jest jedynym miesiącem w roku kiedy nie było mi dane zaznać ekstremalnie wysokich temperatur powyżej 25 stopni w moich stronach” oczywiście chodziło mi o potencjał w październiku

        1. Słabo to sprecyzowałem;). W styczniu u mnie rekordowo wysokie temperatury to ledwie 12-13 stopni, więc ponad 10 było dane mi było już przeżyć;)

  75. Są całkiem realne szanse na historyczny rekord temperatury minimalnej października w nocy z wtorku na środę ;) przynajmniej u mnie na Mazowszu, bo o krajowy będzie ciężko.

      1. A żebyś wiedział, że to nagroda, bo w pi*dzierniku 2017 mieliśmy dwie silne wichury, którym towarzyszył bardzo nieprzyjemny chłód.
        Swoją drogą noc poprzedzającą wichurę może być równie ciepła.

    1. Tak jak pisałem, w wielu przypadkach pogoda ma gdzieś NAO i AO (oba są teraz wyraźnie ujemne).
      Te wskaźniki to nie jest żadna wyrocznia!

      1. Ale nie są to też tylko wskaźniki dla samych wskaźników.
        Trzeba uwzględnić różnice między różnymi regionami (dla samej Polski względem Arktyki wskaźnika nie mamy!) oraz inercje czasowe.
        Przypuszczam, że skutki obecnego spadku NAO zaświadczymy dopiero w zmianie jaka nastąpi na początku października, kiedy nastąpi adwekcja z wyraźniejszą domieszką z N.

        Zresztą zaburzenia strefówki mogą przynosić też adwekcję z S i ocieplenia (a nie tylko ochłodzenia). Tak było przykładowo w październiku 2014 r.:
        https://www.wetterzentrale.de/maps/archive/2014/avn/AVN_1_2014101100_1.png
        A taki układ oznacza aurę znamienną dla typowego babiego lata.

  76. Wrzesień w Łodzi przyniósł do tej pory ok 60mm opadu i jutro szansa na kolejne opady; modele dają nawet 10mm. To by oznaczało, że pierwszy raz od lutego przekroczona zostanie norma opadu, a wrzesień będzie jak na razie najwilgotniejszym miesiącem w roku.

  77. IMGW:
    „Przebieg: Prognozuje się wystąpienie silnego wiatru o średniej prędkości od 30 km/h do 40 km/h, w porywach do 90 km/h, z zachodu.
    Czas wydania: 2019-09-28 13:33:00
    Synoptyk IMGW-PIB: Piotr Szewczak”

    Tymczasem UMPL widzi w wielu miejscach wiatr średni do 15-17 m/s (55-60 km/h), z porywami ponad 30 m/s (110 km/h).

  78. Czyżby drugi raz w ciągu dwu tygodni zomny wyż z NE miałby nam zmarnować szansę na fajną jesienną pogodę? :/ Cieszyć miałby się jedynie zachód Europy.. I tak już zdecydowanie za często uprzywilejowany pogodowo.

    1. chochlik.
      I bardzo dobrze. Będziemy mieli dalszy łagodny zjazd w stronę jesieni. Wszystko w okolicach normy – 3/+3k. Anomalie +8K (a takie by były gdyby się sprawdziły twoje wróżby) są po ostatnich latach potrzebne tylko kompletnym ignorantom.

      1. Czeka nas w nocy i jutro cięzki dzień, a Lucas mówi, że w Polsce przeciwieństwie do Hiszpanii nie ma groźnych zjawisk atmosferycznych. No to jutro będą, a można przypomnieć chociażby pamiętną wichurę z sierpnia sprzed dwóch lat. Z prognoz wynika, że na razie do 10 czeka nas typowy brzydki piździe**** i kompletny brak babiego lata, do którego już poza 2018 się przyzwyczaiłem w ostatnich latach. Choclik się dziwi, że znowu zachód Europy będzie uprzywilejowany w kwestii pogody, ale od dawna już piszę, że nasz kraj to pogodowe zadupie na świecie, bo nawet nasza roczna średnia 8 nie chce za bardzo wzrastać.

        1. „Lucas mówi, że w Polsce przeciwieństwie do Hiszpanii nie ma groźnych zjawisk atmosferycznych”
          ->>> Proszę jakiś cytat? Moje przesłanie jest inne:
          – skrajności (bez)opadowe i związane z nimi zagrożenia większe są w strefie podzwrotnikowej,
          – nie jest tak, że u nas jest tylko „be”, a gdzie indziej „cacy” jak mają zwyczaj to oceniać niektórzy.
          Zresztą najsilniejsze wichury też są w strefach z cieplejszymi wodami, a nie w naszej umiarkowanej strefie klimatycznej.

          1. Nie wiem jak dajecie radę tolerować takiego szkodnika i manipulatora (dosadniej trolla) jak @ Osowa. Wykończycie się przy tym manipulatorze ,a przy tym ignorancie w dziedzinie klimatologii nerwowo.Co do pogody wrześniowej to mimo zbyt gorącego pierwszego dnia i jutrzejszej prognozowanej wichury oceniam go na 4 w sześciostopniowej skali. Od 3 dni spory wysyp podgrzybka brunatnego w okolicznych lasach. Wczoraj ponad 3 kg nazbierane i do domu .Nie zmienił bym zamieszkiwania w Polsce na przeprowadzkę np. do gorącej Hiszpanii skąd za kilkadziesiąt lat ludzie będą przeprowadzać się do Europy środkowej i północnej.

        2. Osowa
          A ja ci piszę ze bzdury piszesz. Wichury jesienne w Polsce były, są i pewnie będą. Zresztą 100km/h w porywach to w USA chyba nawet w mediach jest nieodnotowywane.

          Ps. To co ty robisz na tym zadupiu? Jest wolny rynek pracy w EU. No chyba że nic nie potrafisz. To nic dziwnego, że się „męczysz” w Polsce.

          1. Lucas – wielokrotnie pisałeś, że nasz kraj nie doświadcza np takich opadów jak ostatnio w Hiszpanii 500 mm na dobę. Ale za to będziemy mieli wichury do 100 k/hm i pewnie jakiejś zniszczenia, więc u nas są też groźne zjawiska przy o wiele gorszym klimacie.

          2. @Osowa
            Klimatyczny ignorancie i pogodowy frustracie…
            Proponuję Ci spojrzeć kiedyś co potrafią czynić niże na S Europy – bo widać, że kompletnie tego nie rozumiesz.

  79. Hah czyli co, przedzimie po 5 października i temp. ledwo powyżej zera? Ciekawe jak jeszcze musi się ochłodzić by ktoś zauważył, że w tym roku jest przynajmniej o 1/3 mniej ciepłych dni niż rok temu… Czyli przynajmniej do II połowy kwietnia żegnamy ciepło.

    1. Moim zdaniem najbardziej na NE ocieplają się miesiące zimowe, najmniej – pierwsza połowa wiosny i jesień. W tym roku najgorętszy dzień u mnie to był 26 czerwca, gdzie zazwyczaj w sierpniu jest apogeum temperaturowe. W lipcu nie było dnia z temp. powyżej 30 stopni, w sierpniu był bodajże jeden – 29 sierpnia.

      1. Ten rok na NE dość kiepski jak na razie. A skoro do 29 wrzesnia jest taka opinia to pozostanie do końca, bo cieżko, by nastał jeszcze jakiś okres który byłby na plus. No chyba, że w listopadzie spadnie śnieg i przykryje ten niebawem ( kwestia 2-3 tygodni) jałowy krajobraz.

        1. Zgadzam się z przedmówcami. Ten rok pogodowy kiepski, jeśli dalej jesien bedzie taka jak w prognozach będzie mi się przypominał rok 2016 i 2017. Na razie ten rok pogodowo na 3 ze względu na chłodną wiosnę i jesień.

      2. Czyli oficjalne dane IMGW pokazujące średnie temperatury miesięczne dla Suwał w tym roku (2019) to dane nieprawdziwe według ciebie Od stycznia do sierpnia ,czyli 8 miesięcy w ocenie IMGW w Suwałkach 5 miesięcy ,które oceniono jako ekstremalnie,anomalnie lub bardzo ciepłe https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=354220195&par=tm&max_empty=2&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh

        1. niestety, pełno malkontentów, którym się strefy klimatyczne pomyliły. Podlasianin był zdziwiony, że w wrześniu mogą się pojawić przymrozki, a innym potrafiły przeszkadzać 2 deszczowe dni z rzędu. Mniej bicia piany i narzekania na pogodę a więcej aktywności na zewnątrz – może wreszcie do niektórych dotrze, że da się czerpać przyjemność z pobytu na łonie natury nawet jak jest 10-15 stopni i chmury.

      1. 6-9 to t maks się szykuje xD w nocy będzie około zera. Czyli jak najbardziej przedzimie. W tym roku o babim lecie to chyba trzeba zapomniec, a nawet o czymś przypominającym babie lato…

        1. Którego października tak zimno będzie, ile dni i jaka będzie średnia całego miesiąca dla Suwałk??? Nic takiego nie widzę w prognozach.Ja prognozuję średnią dla Suwałk w październiku 2019 między 7,5 a 9 stopni ,czyli w normie lub powyżej. Co ty tak wyczekujesz zimy w środku jesieni?

          1. Przecież w najnowszej prognozie dla mojego regionu od 5 października jest codziennie poniżej 10 stopni…

          2. podlasianin
            Prognozy trzeba uśredniać. Najpewniej będzie tak jak pisze @oliver57

        2. I co z tego? Póki co anomalia roczna to +1,72K (ref. 1981-2010) – znacząco powyżej już linii trendu ocieplenia za ostatnich 3-5 dekad.

          1. Bardzo chciałbym aby w 3 ostatnich miesiącach anomalia roczna została zbita do +1K ale wiem jak to jest prawdopodobne:(

          2. To skoro jest prawie 2 razy mniej ciepłych dni niż rok temu to po co pisac, że jest niby podobnie? W dodatku susza w tym roku w moim regionie była nieporównywalnie większa niż rok temu, wtedy była wręcz niezauważalna, o czym świadczyły kilka razy wyższe zbiory, dłuuga jesienna zieleń i brak uschniętych drzew w przeciwieństwie do obecnego roku…

          3. @podlasianin
            Nareszcie termicznie i opadowo aura z grubsza nam „normalnieje” – ale zewsząd tylko narzekania. Blog ponownie tym zdominowany. Może więcej jakiś merytorycznych treści?

          4. No ja wiem, że normą jest ok 30-40 bardzo ciepłych dni w roku, kolejnych 30 ciepłych i reszta 300 chłodnych albo zimnych, ale zewsząd czytam jakoby u nas było non stop nieznośnie gorąco :P Czego oprócz kilku dni w tegorocznym czerwcu i kilku dni w sierpniu 2015 nie ma praktycznie nigdy. Pisać na chłodny klimat że jest nieznośny to naprawdę co najmniej dziwne, przecież w tym roku nawet w środku lata 30% dni było chłodnych…

          5. podlasianin
            Ty mieszkasz od 2 lat na podlasiu albo w ogóle w Polsce? A może ty się z choinki urwaleś albo w szafie przespałeś całe życie. Przecież tych bredni już nie idzie czytać. Anomalia w Polsce wynosi tak jak Lucas napisał +1,72K względem lat 1980-2010, czyli jest CIEPLEJ i to o dużo niż normalnie. Kropka. Każdy normalny powinien mieć nadzieję że to ocieplenie przystopuje. Widocznie z Tobą nie jest wszystko w porządku niestety.

          6. @Wszyscy

            Trochę pohamujcie język nawet jeśli macie rację. Tak, obecny wrzesień jest cieplejszy od normy historycznej i jeśli ktoś wmawia sobie, że jest inaczej to znaczy że ma jakiś problem z sobą. Ale czy to znaczy aby od razu nazywać to po imieniu? Ja bym tozostawił dla zwolenników płaskiej ziemi, denialistów klimatycznych i inne osoby pozbawione zdolności logicznego myślenie i jakiejkolwiek wiedzy.

          7. @podlasianin
            Znacznie gorsze dla Ziemi są obecne zmiany klimatyczne, niż czyjekolwiek odczucia. Ja to już wiem, inni dopiero stopniowo będą się o tym przekonywali…

          8. Ocieplenie klimatu to jedna sprawa-nieznośność klimatu to druga. O czymś takim może napisać ktoś z równika, zwrotnika albo z najgorętszych dni klimatu podzwrotnikowego, no ale na pewno nie z klimatu tak chłodnego jak Polski. My nie mamy wysokich średni wyjściowych by u nas kiedykolwiek zrobiło się gorąco. U nas poważnym problemem jest susza, w tym roku najdotkliwsza w historii a nie temperatury. A jeśli mowa o temperaturach to najpoważniejsze są przymrozki. Susza i przymrozki to problem z którym nie wiadomo jak poradzić sobie, bo dziesiątkuje to uprawy tak jak w tym roku.

          9. podlasianin
            Ale dla kogo nieznośność? Dla Ciebie i paru innych tutaj ludzi. Dla innych jest znośny. A wręcz wymarzony. Ale to nie powód byś swoje żale tutaj wylewał. Tutaj tematem przewodnim powinien być klimat i zagrożenia związane z jego zmianami, a nie marudzenie jednej czy drugiej ciepłej kluchy.
            Swoją drogą kiedyś myślałem że ludzie z Podlasia i Mazur to ludzie zahartowani, z jajami, nie do zdarcia, a po tym co ty tu wypisujesz to burzysz to wyobrażenie o twardym podlasianinie.

          10. @podlasianin
            Ten wrzesień nie wykazuje ekstremów i warto to docenić, a nie cały czas narzekać. Wiem, że NE były już przymrozki – ale trwało to krótko i zarazem nie są aż takim problemem jak w części kwietnia i maju. Przez sporą część miesiąca mamy aurę dość przyjemną i zarazem bez skrajności. Co nam da permanentne narzekanie, nawet jak aura nie popada w skrajności?

          11. Zresztą idę zaraz do lasu pochodzić i parę grzybów do domu przynieść, bo tego już się nie da czytać.

          12. @FKU
            Nieznośny jest dla osób lubiących chłód, od maja do sierpnia ciągle czytałem, że jest nieznośnie gorąco i że trzeba wyprowadzać sie do północnej skandynawii, podczas gdy 1/3 dni była chłodna nocami-w środku lata prawie do 5 stopni spadała temperatura, reszta była ciepła i tylko kilka dni było z upałem. A z tego co widzę to na pogodę we wrześniu niemal każdy narzeka. Skąd wyobrażenia o twardym znoszącym mrozy podlasianinie to nie wiem, może z telewizji, choć jest to nieprawdą. Tak jak słucham to każdy chciałby bezśnieżnej i bardzo ciepłej zimy w przeciwieństwie do mnie.

          13. @podlasianin
            Dlaczego naciągasz/kłamiesz, że WSZYSCY chcieliby to, czy tamto?
            Chociażby po wpisach na tym blogu widać, że każdy może mieć RÓŻNE oczekiwania i kryteria ocen.
            Ja Ci jeszcze raz ręczę, że z czasem ludzie coraz bardziej będą narzekali na zmiany klimatyczne i ich skutki pośrednie, a mniej na to co wynika z naszych wcześniejszych/dotychczasowych „beznadziejnych”(???) norm.

          14. Ale ja też narzekam na skutki ocieplenia klimatu, jest coraz mniej burz i coraz bardziej sucho. Kiedyś burz było sporo, a teraz burza to normalnie „święto”… Leje jesienią i zimą a nie pada prawie w ogóle wiosną i latem. Jedynie rok temu lipiec był cudowny z ogromną liczbą burz.

          15. @fku

            A ja bym chciał, żeby anomalia roczna wzrosła przez te ostatnie 3 miesiące do +2 – +2,25K…

            To nie jest koncert życzeń

        3. @fanklimatówumiarkowanych: „Każdy normalny powinien mieć nadzieję że to ocieplenie przystopuje”
          Ja tam jestem zwolenniczką ocieplenia. Klimat Polski jeszcze w latach 70. był nieznośny: długie i mroźne zimy (1929, 1940, 1962, 1979), chłodne wiosny i jesienie, mierne lata. Taka patologia, jak spadek tmax poniżej -10 w zimie, dawniej zdarzała się nawet co roku.

          1. „Ja tam jestem zwolenniczką ocieplenia.”

            ->>> Czyli nie czujesz do końca co wiąże się z obecnym AGW…?
            Nie musisz od razu znać się na fizyce atmosfery, ale to co starałem się wczoraj uzmysłowić @Osowa, że to duże ograniczenie ocenianie obecnych zmian klimatycznych głównie/tylko w kontekście swoich odczuć i zapatrywań.

  80. Niestety, jak widać dzisiejsze prognozy od czwartku to wkraczamy w listopad… ten rok miał udany tylko czerwiec i sierpień… a każdy miesiąc miał coś nie tak… wrzesień dobrze się zapowiadał, ostatecznie zapisze się jako miesiąc „od pełni lata do późnej jesieni”… może w innych częściach kraju było lepiej, ale na NE…

    1. @adek
      Czyżbyśmy zapominali, że normy wyrabiane są nie tylko przez wahania między stanami neutralnymi a ekstremalnie ciepłymi? Gdyby tak było, to… szybko życie na Ziemi by się skończyło. W stronę ujemną oczywiście też, ale nie to jest teraz naszym problemem…

  81. Ten październik nie jest jeszcze przesądzony. Jedne prognozy widzą spadek poniżej 10 stopni, a inne wzrost do ponad 20 stopni w połowie miesiąca.

    1. Jak widać już przeszła – przynajmniej u niektórych. Nieznośny upał dość szybko zamienił się w równie, a może jeszcze bardziej nieznośny mróz (przymrozek, mróz – cóż za różnica…)…
      Tyle tylko, że jakoś mi to zupełnie nie pasuje do rzeczywistego obrazu tegorocznego września (poza sporadycznymi wyjątkami), kiedy całkiem łagodnie wkraczamy w jesień.

        1. jak na ironię – jutro są możliwe naprawdę bardzo silne porywy wiatru mogące poczynić _realne_ szkody w przeciwieństwie do urojonych problemów niektórych piszących i co? Ano cisza, poza chochlikiem chyba nikt się nie zająknął.

          1. I to będzie faktycznie REALNE zagrożenie – znacznie większe niż te krótkotrwałe przymrozki na NE kraju (czy chłodniejsze niektóre noce), które w ocenach niektórych jawią się jak „polska” pogodowa katastrofa…

          2. @Lucas – co gorsza w mediach też cisza, moim zdaniem powinna pojawić się już sytuacja o zagrożeniu, szczególnie, że prognozy są w tej materii bardzo stabilne – ICM daje w mojej Łodzi możliwe porywy do 100km/h

          3. ICM zazwyczaj zawyża porywy, ale sytuacja jest potencjalnie niebezpieczna, myślę że powieje do 90-95 km/h na nizinach.

        1. Każdy może mieć jakieś oczekiwania. Co innego preferencje, a co innego sposób pisania o tym.
          Przykładowo jedna Pani z W-wy dostała bana nie za preferencje, tylko permanentne i nic nie zmieniające przesadne narzekanie – w tym wypadku na zbyt ciepłe (upalne) okresy letnie. A przy tym było w tym sporo naciąganych ocen.
          Warto, aby wszyscy mieli to na względzie – po różnych stronach pogodowo-klimatycznych zapatrywań.

        2. u mnie przymrozek na 2m był już we wrześniu (2018), co nie zdarza znowu tak często (wartość Tmin abs. -0,8 została sklasyfikowana jako anomalnie niska).

          Nie pomyliło Ci się z jesienią 2017? Była to jesień straszliwie pochmurna i brzydka, ale dzięki temu z wysokimi Tmin. W wielu miastach ujemnych temp. min. nie było wyjątkowo długo. U mnie pierwsze dwie noce z ujemną Tmin się pojawiły w dwóch ostatnich dniach października, kolejne rzeczywiście dopiero 14 listopada.

          Jednak jesień 2017 to jest pogoda totalnie trumienna, o gorszy ostatni trymestr roku było by bardzo trudno. W tym roku na pewno taka nie będzie bo już wrzesień jest o niebo ładniejszy niż tamten.

          Zresztą, październik i listopad pochmurne z ciepłymi nocami jeszcze OK. Ale niech grudzień wreszcie będzie ze średnią -3 i śniegiem leżącym co najmniej 2/3 miesiąca a nie siódmym pod rząd listopadem-bis.

          1. @Dagmara
            W mieście znaczy się. Nie wierzę, ze poza miastem nie było, jest to nierealne, to nie Węgry albo Chorwacja.

          2. ale zaraz momencik… 30.09.2018 w Krakowie, to co? No właśnie…
            ps.
            Następnej nocy było 0,0, a 22.10. było +0,3. Na 2 metrach. W miescie.
            ps. 2
            Przy gruncie było 7 nocy z przymrozkiem do -3,4.
            ps. 3
            rok 2017 31.10. na 2 metrach -0,9. Przy gruncie prawie -3. Wczesniej jeszcze 2 noce z przygruntowymi przymrozkami. W mieście. Tyle.

  82. Mija sobie nudna niedziela, za oknem około 19 stopni i raz słońce raz chmury. Wczoraj był podobny nudny dzień, któryś już zresztą z kolei. Prognozy na najbliższe dni:

    GFS 18 20 16 11 14 14 19
    ECMFW 18 20 16 12 13 11 11 13

    są praktycznie identyko do środy włącznie, później następuje rozjazd bo ECMWF widzi pogodę dość chłodną, zaś GFS powrót umiarkowanego ciepła.

    Nie widać jednak żadnych ekscesów, o których czytam na tym forum od wielu wielu postów. Upały? Chyba w Iraku. Mrozy? Chyba w Ojmiakonie. Nawet w Ojmiakonie jeszcze nie ma nic specjalnego, najbliższy tydzień to ok. -4 w dzień i -12 w nocy ale teraz będzie bardzo szybko spadać. Tam we wrześniu średni tmax to +8, w październiku już -9 a w listopadzie skromne -30 :D U nas spada zaledwie z ok. +20 we wrześniu do jakichś +5 w listopadzie.

    1. Ale te prognozy nie były wyjęte z kapelusza. Zarówno końcówka września jak i teraz sytuacja po 5 października to były realne szanse na duże ciepło (w przypadku tej drugiej jakieś szanse nadal są, ale teraz już może z 10-15%). W obu przyczyna niepowodzenia jest ta sama – silniejszy niż we wcześniejszych prognozach wyż skandynawski. Przyczyną może być nieco uboższa mapa stacji pomiarowych w okolicach Oceanu Arktycznego i NE krańców Europy. Tak czy siak – rekord Tmax października mógł się czuć realnie zagrożony. W prognozach widać było nawet takie cuda jak przeszło 20 stopni o 4 nad ranem, np. w Niemczech.

    2. Zbyt nudny ten wrzesień też nie jest/będzie, bo zaczął się gorąco-upalnie, były też wyraźnie chłodniejsze noce – na NE i pod górami przejściowo z przymrozkiem.
      Były wyraźniejsze opady, a nawet i jeszcze burze. Były okresy z bardzo pogodnym niebem, jak i ze stratusami, a także z zachmurzeniem zmiennym/umiarkowanym. Raz niż, raz wyż. Także pod względem wiatru jest to miesiąc zmienny – niestety zakończy się przejściową wichurą jutro. I opady, które są/były rozłożone czasowo i przestrzennie najbardziej co najmniej od marca.
      Po prostu nie ma trwalszych skrajności pogodowych, a co warto docenić – zamiast wyszukiwać co dla kogo najgorsze i narzekać…

      1. Dla mnie super wrzesień, miał jedno tygodniowe ochłodzenie dość dotkliwe, ale przez resztę miesiąca przyjemne, umiarkowane wczesnojesienne ciepło 😇

        Miał też sporo opadów u mnie (65mm do wczoraj), mimo nich był to dość ładny wrzesień. Trawa się zazieleniła w tym roku po raz trzeci i całkiem możliwe, że tym razem ta zieleń utrzyma się najdłużej….
        Na pewno lepsze to od tych różnych wrześniowych wariatw z poprzednich lat. Teraz jedyne co mi naprawdę dołożyło to cztery z rzędu BARDZO zimne noce, ale w zamian za to trafiły się potem cztery nadzwyczaj ciepłe ;)

        IMHO ostatni lepszy wrzesień był 5 lat temu. Wtedy tylko wada, że był skrajnie suchy, ale po dość mokrym lecie i wiośnie to nie było wielkim problemem, a grzyby się bez problemu zbierało. Swoją drogą 2014 rok pod względem rozkładu opadów coś wspaniałego, mokro od marca do sierpnia, suchy styczeń, luty i cała jesień. Dopiero świąteczny monsum spieprzył sprawę, zaczynając w zasadzie trend bardzo obfitych opadów późną jesienią/zimą (listopad 2015, październik i grudzień 2016, październik i listopad 2017, październik 2018)

      2. Dokładnie Lucas, to był fajny wrzesień, bym powiedział nawet optymalny, no może gdyby jeszcze wyszedł stopień chłodniejszy to byłoby idealnie

        1. z anomalią 0,74 od 1981-2010 nie odbiega jakoś znacząco od normy, zwłaszcza od jakiejś nowszej typu 1991-2018 albo średniej z lat po 2000r. I był to wrzesień o dość umiarkowanych anomaliach temperatury (poza pierwszym dniem który był spadkiem po sierpniowej fali upałów). Na początku było głównie w przedziale 20-25, w drugiej połowie 15-20. Stopniowe ochładzanie, bez przeskoków, bez wielkich anomalii dobowych, bez odwrotnych do naturalnego trendów temperatury (np. zimnica w pierwszej dekadzie i gorąc w trzeciej)

          Fajnie by było jakby październik też taki był, ale prognozy się skiepściły, za kilka dni możemy zjechać do standardów termicznych połowy listopada. Oczywiście na pewno nie na stałe, po tym chłodzie z pewnością jeszcze się ociepli i czeka nas jeszcze sporo dni z temperaturą 15-20 stopni za dnia. Może jakieś babie lato się pokaże, wszak średnio w październiku mam u siebie 4 dni z Tmax >20.0. Rekordzista z 1966 miał aż 16, potem długo nic, lata 2000 i 2018 miały po 11. Ostatni październik bez ani jednego takiego dnia wystąpił 9 lat temu, w 2010 roku.

  83. Ten poranny ECMWF to faktycznie wygląda katastrofalnie i nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej. Z drugiej strony to tylko prognoza i nie musi się sprawdzić, wczoraj była zupełnie inna.
    Na chwilę obecną jedno jest pewne. Głęboki ośrodek niżów (już kolejny) od 3-4.10 nad okolicą Wysp Brytyjskich i dalej na zachód. To widzą wszystkie możliwe odsłony.
    Jednak istnieje ryzyko tego co wczoraj pisałem- powstania blokady kontynentalnej, która nie dopuści do nas atlantyckiego ciepełka, mimo tak aktywnego ośrodka nad oceanem.
    Na razie pewne jest że 3-4.10 będzie bardzo zimno i nieprzyjemnie, a do 2.10 wręcz przeciwnie- bardzo wysokie temperatury, chociaż niestety okraszone jutro groźnym epizodem wiatrowym.

    1. Wieczorny ECMWF jeszcze „lepszy”… To by były już wyraźniejsze przymrozki i termiczne przedzimie na sporym obszarze Polski.
      Nie mniej skala ochłodzenia jeszcze nie jest do końca przesądzona.

  84. Dlaczego nie ma wciąż wydanych ostrzeżeń meteorologicznych przez IMGW? Chodzi o depesze z ostrzeżeniami, wiem, że są informacje w prognozach zagrożeń, ale na to media nie zaglądają. Za kilka minut Wiadomości w telewizji publicznej. Gdyby wydano je do 18:00, myślę, że już w mediach pojawiłyby się informacje o nadchodzącej wichurze. A tymczasem jest cisza, osoby pracujące na porannych zmianach obudzą i zdziwią się, dlaczego tak wieje. O co chodzi z tym czekaniem?

      1. I brawa dla TVN-u. Problem w tym, że nie każdy ma ten kanał, a telewizja państwowa nie zdoła ostrzec w porę – powinny już lecieć ostrzeżenia na paskach na kanałach TVP3, a nic nie ma, bo takie informacje TVP bierze wyłącznie od IMGW. Obstaję przy tym, że powinna się też pojawić informacja o silnym wietrze w głównym wydaniu Wiadomości i domniemam, że tak by się stało, gdyby ostrzeżenia drugiego stopnia wydane zostały przed 18:00. Może nawet przed 19:00 starczyłoby.

        Pojawiają się pierwsze depesze z ostrzeżeniami drugiego stopnia. O 19:37…

          1. @Arctic Haze
            Ok, no wiem. Pod tym względem ciężko nie przyznać Tobie racji. Wiem jak TVP podchodzi do zmian klimatu i w dużej mierze się z nimi w tym względzie nie zgadzam. Mam tu na myśli szczególnie niektórych dziennikarzy, którzy wręcz wyśmiewają ten problem. Inna sprawa to podejście do samego węgla i polityka Unii w tej kwestii ale to temat na inny raz jak powstanie jakiś wątek w tej sprawie.

    1. Tsaa… Media… Ma spaść 2 cm śniegu to trąbią cały dzień o śnieżycach a jak naprawdę trzeba coś nagłośnić i ostrzec to nie ma kto

    1. ECMWF trochę przychłodził w prognozach nawet około -6 stopni na 850 hpa, już modele coraz bardziej za wyżem Skandynawskim, umiejscowienie jeszcze nie pewne, im bardzie na zachód w kierunku Morza Norweskiego tym bardziej możemy to odczuć.

          1. Ale coraz chłodniejszy :D Kroczek po kroczku… aż w sumie zatęskniłem za śniegiem-ale tak to jest, jak ktoś lubi albo lato albo zimę heh.

          2. O, to ty jak Alewis. Ja też lubię zimą śnieg, bo inaczej to przecież nie zima. Niekoniecznie w październiku ale płakać nie będę bo u mnie incydenty październikowe to nic nowego. Szczególnie o dziwo w ostatnich latach. Jeszcze ECMWF nie sprawdzałem ale jak pisał Daniel przy – 6st na 850hpa to u mnie śnieg pewny. O ile się to sprawdzi oczywiscie.

          3. ej ja zimę lubię głównie w okresie połowa listopada – połowa marca. W tych miesiącach preferuję, by częściej pokazywały się anomalie ujemne niż dodatnie. W pozostałej części roku preferuję dodatnie. Nie mówię że ma być bez przerwy lato, wiosnę też bardzo lubię (jak jest ładna, nie w wydaniu kwiecień 2017, maj 2019), jesień trochę mniej bo jest dużo pochmurniejsza, ale jeszcze nie taka zła.

            Wczesnego ataku zimy w październiku mi zdecydowanie nie potrzeba. W 2015 też się to przydarzyło, 12 X widziałem padający śnieg. A co było potem? Gówno, niecałe 4 tygodnie zimy w styczniu a potem dwumiesięczne mielenie przedwiośnia w pochmurnej i wilgotnej wersji. Zamiast tego -6 teraz wolałbym -15/-20 na tej izobarze w grudniu i styczniu.

          4. Alewis
            No mi nie chodziło, że ty lubisz zimę w październiku :) Raczej wydaje mi się, że ty byś chciał w październiku 20 czy 25 stopni, czemu ja akurat jestem bardzo przeciwny, bo to nie temp na październik w naszym klimacie.

          5. Jak jesień jest w stylu wrzesień-październik 2014 i 2011, oraz cała jesien 2018 to też ją lubię, ale w tym roku wygląda to po prostu słabo.-szybko koniec ciepłej aury już 13 września. Teraz to właściwie musztarda po obiedzie, te niby ocieplenie którego prawie nie czuć. Rok temu pod koniec I dekady to był konkret.

          6. @FKU żeby cały czas tyle było to na pewno nie, ale 4 dni >20.0 to średnia wieloletnia dla października! >25 to co innego, ostatni raz miałem tyle w 2001 roku (26,6 to jest u mnie rekord)

            Październik to miesiąc podobny do kwietnia, może być w nim dość szeroki zakres temperatur. Latem zawsze jest obiektywnie dość ciepło, nawet jak jest 18 stopni w dzień to nie powiesz że to jest jakoś dotkliwie zimno. Za to w październiku może być zarówno ledwo ponad zero w pełni dnia jak i około 22-24 stopni.

    2. Ja tylko przypomnę, że w zeszłym roku koniec września i początek października były chłodne. Ciepło przyszło w połowie miesiąca, potem znów było ochłodzenie i powrót ciepła na przełomie października i listopada.

      1. dokładnie 4.10.2018 roku przyszedł wyż i rozrósł się na wschód Europy, co zaowocowało od 5.10 dużym skokiem temp., potem chwilowo 8.10 ochłodzenie, ale 9.10 duży skok i w połowie miesiąca nawet około 25 stopni, ale wtedy panował silny wyż wschodnio-europejski sprawdzałem na wetter3.de w archiwum , teraz modele pokazują rozwój wyżu Skandynawskiego, zależy jak się ustawi.

        1. Przy czym im bliżej zimy, a zwłaszcza zimą, tym także wyż E-europejski może przynosić chłód (potem mróz), najsilniejszy oczywiście na E kraju.
          Tak jest w tym większym stopniu, im w większym stopniu jesteśmy w jego zasięgu (a nie niżu z W) + jest on pochodzenia z wyższych szerokości geogr.

      2. co nie zmienia faktu, że nie było to aż tak głębokie ochłodzenie jakie mieliśmy np. w miniony poniedziałek kiedy były przymrozki… no i było kilka dni z temp. w dzień zaledwie 11-13 st. w tygodniu 16-22.09.2019… rok temu do 22.09 było lato, potem przyszło ochłodzenie takie jakie jest teraz ocieplenie, a potem koło 10 października polska złota jesień się pojawiła, która była z nami na dłużej… no i też rok temu aż tak nie lało jak teraz ma….

    3. @wojto
      Nie wiem czy nie mylisz pojęć …z babim latem. Złota jesień to żółte liście na drzewach w promieniach Słońca, a nie gorąc w październiku. Złota jesień może być nawet gdy jest 8 stopni i słonecznie. To, że będzie chłodniej, nie oznacza braku złotej jesieni. Złota jesień jest niemal zawsze. Musiało by być deszczowo i pochmurno przez ponad miesiąc. I po cóż ten przymiotnik „polska”. Jak będzie zaraz za granicą w Niemczech, to nadal będzie to złota polska jesień? :)

    4. Złota (polska) jesień to na pewno będzie. Natomiast aura znamienna dla babiego lata to już większa loteria. Mimo wszystko częściej się pojawia, niż nie pojawia – w październiku, a ostatnimi laty nawet jeszcze na początku listopada. Powiedziałbym, że częściej niż epizody (przed)zimowe, których tak niektórzy się obawiają.
      Trzeba mieć jednak na względzie, że październik to miesiąc, w którym możemy mieć w tym względzie podobne „przeplatanie” co w kwietniu – choć przy słabszym nasłonecznieniu i usłonecznieniu.
      Ostatnimi laty październiki oferują dużo zmienności i różnorodności, bez tak wyraźnej dominacji odchyleń w kierunku ciepłym jak wiele innych miesięcy. Ale może w tym roku się to zmieni i najwięcej ujemnych anomalii doświadczymy dla odmiany w grudniu? (co ostatnimi rocznikami było najrzadsze). Natomiast październik „postraszy” większym chłodem za tydzień, ale potem pokaże jeszcze cieplejsze oblicze? Pożyjemy, zobaczymy…
      W każdym razie „złote” (kolorowe) oblicze jesieni zawsze ma miejsce i to chyba jest najpewniejsze przy wkraczaniu w porę chłodną.

  85. W latach 2015-217 złotej polskiej jesieni nie było, od razu po deszczowym lecie przychodziła w październiku lub we wrześniu późnojesienna bździna i trzymała do kwietnia/maja. W tym roku jak widać będzie podobnie, tylko w 2018 była polska złota jesień, nawet lato. Wygląda na to, że polska złota jesień będzie raz na 4 lata :), a ochłodzenia przychodzą coraz szybciej. Jak słusznie ktoś wspomniał, ciepło skonczylo się 13 września. To i tak dwa tygodnie później niż w 2017.

      1. Od 05.09 PÓŹNOjesienna….???
        Takie właśnie nieadekwatne sformułowania sprawiają, że ciężko z niektórymi się tu wymienia myśli. Prośba, aby nie zniżać się poziomem pisania do komentarzy w pop-serwisach.

        1. Jakby nie patrzeć na temperaturę – jak najbardziej, cały czas jakaś mżawka, pełne zachmurzenie, praktycznie 0 słońca.

          1. PÓŹNOjesienny to w 80% (np. na Mazowszu) był ubiegłoroczny grudzień. Na razie mamy aurę znamienną dla wczesnej jesieni.

    1. A ja wolę takie ochłodzenie jak w tym roku we wrześniu, niż takie bardziej gwałtowne przejście z aury letniej do jesiennej jak przed rokiem.

      1. No akurat przed rokiem to było przejście z 20 na 15 w połowie października, w obecnym – z 33 na 15 na początku września :|

        1. Typowe naciąganie ocen. Z zeszłego roku pamiętamy same „dobre” scenariusze, żeby z jeszcze większą mocą narzekać na rok obecny.
          Nie pamiętamy sporego ochłodzenia pod koniec września, czyli… lato trzymało do połowy listopada… Analogicznie jak nie pamiętamy już kolosalnej różnicy między lutymi i marcami dla obu roczników.

          1. Lucas wawa, z uwagi na wiele odczuwalnie letnich dni we wrześniu i październiku to i tak mniej kontrowersyjne stwierdzenie niż pisanie na początku maja 2017, że mamy zimę od 4 października 2016 😂 A były takie wpisy…

          2. @Lucas wawa

            Ja akurat bardzo dobrze pamiętam zeszłoroczne wrześniowe ochłodzenie. Koniec termicznego lata z dnia na dzień. A pamiętam bo w moim przypadku skończyło się to natychmiastową, dość poważną infekcją.

          3. Ja to naciąganie ocen rozumiem dla 2018 bo sam trochę idealizuje zeszły rok, przy całej świadomości że nie było cały czas tak idealnie. Ale dlaczego? Bo rok temu ochłodzenia były przerywnikami w długich okresach ciepłych – czym jest kilka dni w połowie maja po ponad miesiącu ciepła? Albo jeden tydzień września po dwumiesięcznym ciągu ciepła. Okres III dekada czerwca – II lipca nie był chłodny, był pochmurny i przyniósł przynajmniej w części Polski potrzebny deszcz.
            W tym roku po za czerwcem (który przegiął już w drugą stronę) i sierpniem to częściej ocieplenia były przerywnikami w dłuższych chłodniejszych lub wietrznych okresach. Tak było w lipcu, tak jest we wrześniu. Maj wiadomo jak wyglądał to zupełnie inna bajka.
            Natomiast luty i marzec faktycznie w tym roku były super w porównaniu z 2018. Tyle że to nadal chłodne miesiące. Marzec nawet gdyby miał anomalię czerwca 2019 to nadal będzie „tylko” na poziomie średniego kwietnia
            Tak to jest subiektywna ocena ale średnie nie zawsze dobrze oddają warunki. One oddają trend (że jest coraz cieplej) ale nie to jak jest w szczegółach. A ten rok w moim również odczuciu jest gorszy od 2018. Zbyt duża karuzela. Rok temu mieliśmy niespotykaną w naszym klimacie stabilność.

          4. Nie wiem gdzie 2018 rok był stabilny, ale na pewno nie u mnie. W każdym miesiącu mieliśmy okresy bardzo różnego typu, a lato mimo że rekordowe (w sumie już nie 😂), przyniosły najwięcej nieletnich epizodow od 2012 roku.
            Jak dodamy do tego wczesne ataki przymrozków (na znacznie większa skalę niż w tym roku) i jeszcze paskudnie zimny koniec października (który blyskawicznie przeszedł w ekstremalne ciepło z dnia na dzień, ach ta stabilność) to wychodzi nam pełen obraz.

            Ten rok wbrew pozorom cechuje dużo większą stabilność, poza kwietniem i pierwszą połową maja

          5. Patrzę z perspektywy Krakowa więc tam może było lepiej niż w centralnej Polsce.
            Kwiecień (bez 3 dni na początku ale to była końcówka zimnego marca) i maj były wyjątkowo stabilne. Prawie cały czas słońce i anomalia dodatnia. Jakieś tylko pojedyncze dni odbiegały od tego, najdłuższy ciąg w połowie maja – 4 dni. Pamiętam jak wszyscy spodziewali się że w końcu musi przyjść odreagowanie bo taki ciag pogodnej aury w naszym klimacie jest niespotykany.
            Podobnie po 20 lipca aż +/- do 20 września z małymi przerwynikami cały czas ciepłe lato. Kraków dodatkowo ominęły największe upały więc przegięć w drugą stronę też prawie nie było.
            Okres na przełomie czerwca i lipca też dość stabilny. Pochmurno prawie całe trzy tygodnie :)
            Jesienią już bardziej bujało no ale 1) to jesień, po 2) nadal były dłuższe okresy słoneczne tak w październiku jak i nawet w listoapdzie i w końcu subiektywnie po 3) po tak długim sezonie ciepłym odczuwalnie nie było to już tak uciążliwe
            Stabilnośc w tym roku? W jakiej formie? Maj -2K czerwiec +5K Jedynie co brak opadów był trwały niezależnie jaka panowała aura

          6. @Enzo
            chyba trochę inaczej rozumujemy słowo stabilność. Dla mnie właśnie 2-3 tygodniowe ciągi skrajnej pogody (skrajnie pogodna/pochmurna, skrajnie ciepła/zimna) występujące na przemian to NIE jest stabilność. Nie było W OGÓLE opcji dla jakiegokolwiek umiarkowania. To był naprawdę posrany rok. W tym roku prawie cały lipiec i sierpień mieliśmy przyjemne umiarkowane lato, poza 5-11.07 i oczywiście ostatnim tygodniem sierpnia. Druga połowa czerwca też bardzo fajna, przewaga temperatur 23-28 stopni, poza pamiętnymi dwoma wyskokami (25-26 czerwca, 30 czerwca). Podobnie druga połowa maja, bardzo stabilne wczesne lato (20-25 w dzień, noce też już raczej ciepłe) i zmienna solarnie oraz opadowo pogoda – aczkolwiek wiem, że akurat ta druga połowa maja to w krk była gorsza.
            A pierwsza połowa września, no to już prawdziwy kwiat ;) Chyba ideał pod każdym względem.

          7. W skrócie w tym roku wbrew pozorom standardem była umiarkowana pogoda, przerywana tylko niekiedy ekstremalnymi epizodami, a w 2018 to umiarkowanie ciepła/umiarkowana pogoda występowała epizodycznie, a usłonecznienie bardzo niesprawiedliwie wyrabiane w każdym miesiącu, przez co mimo wysokich jego wartości było kompletnie nieodczuwalne.

  86. ECMWF jeszcze bardziej schładza emocje, najnowsza odsłona nie wyklucza w przyszłym tygodniu ogólnopolskich przymrozków…

  87. +8 w przyszłą niedzielę w najcieplejszym momencie dnia przy opadach deszczu u mnie… powtórka października 2016 coraz bardziej realna… 15/10 miałem termiczną zimę już, +2 w dzień i mróz w nocy… a to było po gorącym wrześniu

      1. Jeśli na rynek do gry wkroczył nowy, wcześniej niewidziany gracz (wyż skandynawski), to prognozy po prostu się do tego dostosowują. Nie ma w tym nic dziwnego.

        1. Wiem, to było napisane pół żartem, pół serio. No bo wiesz jak się przez cały czas „mówi” jedno, a jak przychodzi co do czego to się zmienia zdanie, to jak to nazwać ;)

        2. W ogóle im częstsze zaburzenia strefówki, tym modele sezonowe mają większe problemy z predykcją takich przypadków – nawet z grubsza.
          Zresztą to jest chyba główny powód tego, że z większym wyprzedzeniem częściej widzą chłodniejsze okresy w sezonie letnim niż zimowych (strefówka częściej w okresie letnim niż zimowym przynosi nieco ujemne anomalie).
          Mi w tych prognozach „podpada” to, że z większym wyprzedzeniem na niemalże 100% obszarów lądowych Ameryki N i Eurazji w porze chłodnej widzą dodatnie anomalie, podczas gdy jest to niemożliwe – z reguły (w uśrednieniu) ujemne anomalie mamy na 30-50% tych obszarów i jest to zapewne więcej niż w porze ciepłej.

  88. Gem już pokazuje solidne załamanie około 4-5.10, pozostałości Huraganu wespół z wyżem Skandynawskim mogły by wepchać do nas silne ochłodzenie, w górach śnieżyce, a na nizinach niewykluczone jakieś zimowe epizody, coraz więcej modeli za takim scenariuszem, ale to jeszcze kilka dni więc coś może się zmienić, na pewno nocą z wtorku na środę zacznie się ochładzać od północnego-zachodu i w dzień może być ciekawa sytuacja, kiedy rano może być dużo cieplej np. na DŚ niż po południu kiedy w strefie opadów może być około 8-10 stopni, przynajmniej na razie wynika tak z najnowszych odsłon, a dzisiaj coraz mocniej wieje więc lepiej mieć się na baczności.

    1. „Załamanie” to będzie już w środę 02.10, bo to wówczas wkroczy strefa frontowa, za którą mocniej zacznie się ochładzać. Później z dnia na dzień spokojniej, ale i coraz chłodniej (zapewne z przymrozkami) – na razie co najmniej do niedzieli 06.10.

      Natomiast najsilniejsze dmuchanie i jesień „atlantycka” dzisiaj, choć nie będzie to jeszcze zasadnicze ochłodzenie.

      1. Gdzie wy mieszkacie? Nie widzę w prognozie dla Krakowa ani jednocyfrowych tmaxów ani przymrozków w nocy. W najchłodniejsze dni jest 12/5.

        1. Po pierwsze, jeżeli nasunie się nad Polskę wyż z N, a tym bardziej nocami rozpogodzi, to przynajmniej Tmin będzie pewnie z 2-5 st. niższa niż w większości obecnych prognoz. Ale w takich warunkach, bo przy niżu i/lub pochmurniejszym niebie nocą aż tak zimno nie będzie.

          Po drugie, Kraków, czy Warszawa akurat nie są najbardziej predysponowane na przymrozki – takowe pojawiają się zazwyczaj w lokalizacjach słabiej zurbanizowanych i w jakiś obniżeniach terenu, gdzie łatwiej osadza się chłodne powietrze.

  89. testovironn,
    widzę wzmożoną aktywność w pisaniu komentarzy. Tymczasem nadal nie wiem, jak bardzo wyłysiały buki i pożółkły olsze. Uściślij swoje położenie do poziomu powiatu, chętnie wyszukam wówczas aktualny obraz z kamer internetowych. Ewentualnie – jeśli dany teren nie ma pokrycia w obrazowaniu za pomocą kamer – proszę o przesłanie w załączniku odnośnika do zdjęć.

        1. Kreowany obraz pogodowo-klimatyczny przez niektórych jawi się tak, jakby Polacy byli narodem Trzeciego Świata – nagle „przeniesionym” ze slumsów w strefie zwrotnikowo-równikowej.
          Natomiast globalne ocieplenie jest zdecydowanie za słabe, bo… faktycznie już teraz bylibyśmy skuci na amen wieczną zmarzliną – a tak jest raptem choć ciuteczkę lepiej, ale i tak przeraźliwie „lodowo”…

          Ciekawe tylko, że osoby te z dużo większym trudem przyjmują do wiadomości, że np. problemy z opadami i wodą (pośrednio także w sferze rolniczo-spożywczej) są dodatkowo stymulowane obecnym procesem ocieplenia klimatycznego. Albo, że surowe takie jak węgiel, które odkładały się wiele milionów lat (ułamki miliardów lat!) tak szybko są obecnie eksploatowane. W takim tempie nie może skończyć się to inaczej niż katastrofą klimatyczną. No, ale cóż – liczą się tylko odczucia i doraźne satysfakcje… wszak inaczej… śnieg i lód z naszych obszarów nigdy by nie ustąpił…

          1. @ LUCAS WA-WA podziwiam za zapał i cierpliwość . Dzisiaj za MOCNO dmucha, ale jest ciepło, a w nocy było bardzo ciepło bo o północy 17 stopni, o 6-tej rano 18C. Na temat pogody w październiku już pisałem. Według mnie będzie średnia miesiące będzie w normie lub powyżej średniej za lata 1981-2010.

          2. Tęskni za wiązaniem węzłów?
            „Żegluj, żegluj – tam, gdzie Nowa Szkocja”.

            Jakby co, mam trochę wiatru na handel – mogę oddać 4 w skali Beauforta.

          3. Po południu już trochę zaczęło wiać. A wcześniej w Gdańsku byliśmy tuż na północ od centrum tego niewielkiego niżu, dokładnie tam gdzie ruch całego systemu na wschód kasował się z jego obrotem (w tym miejscu na zachód).

  90. Trzeba jednak przyznać że między 5.10 a 09.10 ECMWF pokazuje pokaźne ochłodzenie. Gdyby się to sprawdziło to u mnie (6-7 stopni w niektóre dni) byłyby to najzimniejsze dni nawet od marca ( w kwietniu najzimniejszy dzień był trochę cieplejszy) już na początku października. Natomiast to tylko prognozy pamiętajmy że ECMWF prognozował również (tj gfs) większe ochłodzenie w III września z temp. 12/13 stopni w Warszawie i nic tego nie wyszło

  91. @kmroz
    Tak mi się wydawało że inaczej rozumiemy stabilność. Dla mnie to właśnie długie okresy takiej samej aury niezależnie czy jest ona w normie, czy też ekstremalnie zimna / ciepła. Polski klimat jest przejściowy i tej stabilności z definicji nie ma dlatego też 2018 to taki ewenement. W jednym się zgadzam, przynajmniej jeśli chodzi o sezon ciepły: tak, to był posrany rok :) Różnimy się natomiast w jego ocenie. Bo aż takich dużych przeskoków nie było. Był jeden na początku kwietnia z zimy do lata. I drugi w III dekadzie września z lata do jesieni. I dopiero potem jeszcze ze 2-3 takie zmiany między ciepłem a chłodem. To był sezon wyjęty gdzieś z okolic Belgradu i wstawiony do Polski i dlatego wiele osób – tych lubiących ciepło – będzie go idealizować.

    1. Wątpię w Belgradzie w takie dwa ciągi ciemnicy, o których sam wspomniałeś (nawet w Polsce o nie trudno latem), czy tak niskie temperatury, jakie mieliśmy pod koniec czerwca ;)

      Stabilny i bardzo przyjemny w mojej opinii był tylko kwiecień z pierwszą połową maja. Potem już pełno wariactwa.

      1. @kmroz – chodzi o średnią…To jak gadać na zasadzie „pani profesor dlaczego on ma piątkę skoro na 21 ocen 1 to była jedynka?” Kogo to obchodzi. A czy w Belgradzie może być taki ciąg zimnych dni? Nie wiem, ale będąc w 2005 w Chorwacji miałem pecha i trafilem na Borę. Przez 5 dni miałeś 18-19, silny wiatr od morza i mżawkę. Dlatego zresztą szybciej wróćiliśmy. Przejeżdzając przez góry (ale żadna tam duża wysokość 700-800m w pewnym momencie w silnym deszczu termometr w aucie pokazywał 7 stopni. Zatem… tak – nawet na wybrzeżu może się trafić kilka dni wyjętych żywcem znad polskiego morza.

      2. Ludzie dobrze wspominają rok 2018 przede wszystkim na stabilną pogodę, ktora trwała praktycznie od kwietnia do połowy listopada, a czego w tym roku zdecydowanie brakuje, bo co 3-4 dni pogoda się zmienia, poza czerwcem i końcówką sierpnia zabrakło takich momentów. Wysokie temperatury to już inna rzecz. Właśnie ta zmienność, nie przywidywalność jest chyba największą zmorą naszego klimatu, a nie temperatury.

        1. Stabilność to nie tylko ekstremalność w sensie wysokich temperatur i deficytu opadowego.
          Zresztą niemała część lata w 2018 r. we E Polsce przyniosła aurę… niestabilną. Zdziwiony? Tak właśnie było!
          A jaką dynamikę mieliśmy między lutym/marcem a kwietniem/majem? A i przeskoki termiczne i zmienność pogodowa od września do grudnia też była niemała (np. w listopadzie).
          Po prostu rekordowo ciepła pora ciepła przysłania niektórym rzeczywisty i zarazem całościowy obraz pogody w zeszłym roku. Owszem, można go oceniać pozytywnie (ja sam go oceniam lepiej niż przeciętnie, w pewnych okresach bardzo dobrze), ale jednak część prezentowanych tu ocen jest naciągana.

          1. Ale właśnie pora ciepła jest najważniejsza i była wspaniała, bo nie było zbyt dużych ochłodzen i zmian jak w tym roku dlatego tyle ludzi dobrze wspomina 2018.

        2. Stabilnie było od 8.04 do połowy maja w 2018. Super okres, miał sporo burz, mnóstwo słońca, wysokie temperatury, ale tylko kilka dni zahaczało o próg gorąca, nie było też tak posranej fali upału/tropiku jak na majówkę 2012 ;) Dalej już totalny rollercoaster, wprawdzie jeden typ pogody potrafił się utrzymać nawet do dwóch tygodni, ale potem następowała całkowita zmiana.
          W tym roku było w takim sensie niestabilnie latem, że raz 22, raz 27. Dla mnie to i tak na jedno wychodzi, normalny ciepły, przyjemny letni dzień. Nie było latem dokuczliwych ochłodzeń, nawet to z 5-11.07 było do życia, bo było chociaż trochę słońca. Liczba tropikalnych dni też znacznie mniejsza z drugiej strony. Aczkolwiek, żeby nie było, to i ta pora ciepła (2019) jest dla mnie daleka do ideału, niemniej cały rok za luty i marzec już zasługuje na duże uznanie. Przecież rok wcześniej tamte dwa miesiące były kompletnie schrzanione!

          1. To teraz pokażę Ci poparcie dlatego, czemu 2019 roku uważam za dość przeciętny jeśli chodzi o ilość dni ciepłych.
            Liczba dni z t maks. >20 stopni wyniosła w tym roku 109. O LEDWIE 8 więcej niż w 2017 roku. xD
            W 2018 wynik ten wyniósł uwaga… 141! Więc 2019 może zeszłemu tylko czyścić buty pod tym względem. Mało tego, więcej dni z t maks. >20 st było w latach: 2016, 2011, 2003, 2002, 2000, 1999, 1967, 1966, 1963, więc rok 2019 jest na 9 miejscu.

          2. Cały sezon może nie jak z Belgradu ale cały jak z za Karpat, a czasem nawet tak jak w Belgradzie
            Porównując średnie poszczególnych miesięcy dla Warszawy z innymi stolicami to w 2018 Warszawa była:
            Belgradem w kwietniu i maju
            Budapesztem w styczniu, czerwcu, sierpniu i grudniu
            Bratysławą w lipcu, wrześniu październiku i listopadzie
            i Mińskiem w lutym i marcu
            Dodatkowo w sierpniu Zielona Góra była (prawie) Belgradem. Więc 3 miesiące sezonu ciepłego gdzieś w Polsce były podobne warunki przynajmniej jeśli chodzi o temperatury średnie
            I jak tu się dziwić że ten sezon obrósł taką legendą :)

          3. Ale pisanie, ze w 2019 jest więcej ciepła względem 2018 mając różnice 32 dni z t maks ponad 20 st to chyba coś nie tak. Po prostu czytając komentarze ma sie wrażenie, że 2019 rok ma najwięcej ciepłych dni, a jest to nieprawda. Miejsce 1 a 9 to jednak jest różnica…

          4. Analogicznie w 2019:
            Madrytem w czerwcu
            Belgradem w lutym
            Budapesztem w marcu i sierpniu
            Londynem w kwietniu
            Mińskiem w maju
            i sobą w styczniu lipcu i (prawdopodbnie) we wrześniu

          5. Wnioskuję więc, że choć najmniej lubianą statystycznie porą roku jest zima, to jednak ogół lepiej będzie oceniał więcej ujemnych anomalii w porze chłodnej (w tym zimą) przy ograniczonych takich przypadkach w porze ciepłej (w tym latem) – niż odwrotnie.
            Różnica w ocenach roku 2018 i 2019 (na razie za 3 kwartały) dobitnie to pokazuje.

            Dla mnie osobiście najgorszą porą roku jest zima, ale ta w lekko-plusowym i pochmurno-wilgotnym wydaniu (Tavg nieznacznie powyżej zera, zachmurzenie większe od norm, dość częste dmuchanie > 5 m/s).

          6. @Lucas
            Nie chcę się tu wypowiadać za innych ale myślę że większość tak właśnie odczuwa
            Zimą tak czy tak jest chłodno a dzień krótki. Jeżeli nawet styczeń miałby +5K to będzie jedynie na poziomie przeciętnego marca. Nawet jakby jakimś cudem ta anomalia nie będzie związana z wiatrem i chmurami to i tak dzień się nie wydłuży. Dlatego myślę że dla większości i tak nie będzie on w stanie zrekompensować np maja lub lipca poniżej normy.
            Ja osobiście wolę styczeń poniżej normy (podobnie jak grudzień).
            W 2018 sezon ciepły ustawił kwiecień i maj, tak że szybko zapomniało się o paskudnym marcu
            W 2019 maj i trochę też kwiecień były takie że szybko zapomniało się o przyjemnym marcu. Do tego gdyby ta anomalia czerwca 2019 była rozdzielona między czerwcem a lipcem prawdopobnie zupełnie inaczej postrzegano by lato :)

          7. marca 2018 nie wspominam źle, lepszy taki niż 2009 czy 2016 – tzn wilgotna lekkoplusowa bździnka cały miesiąc. W 2018 się mocno obijał po ekstremach – 4 marca poranek z -15C, 11 marca wiosenka +17 w dzień a 18 marca nawrót zimy, -5 w dzień z przeraźliwie zimnym wiatrem. Pamiętam też że od chyba końca lutego przez 10 tygodni pod rząd były słoneczne niedziele.

  92. Wrzesień był niezły w tym roku. Trochę pochmurnych dni, troche całkiem pogodnych, norma deszczu zrobiona a nawet przekroczona, choć w dniach 11-30 września spadło tylko ok. 10 mm deszczu wg stacji Muchowiec (odczuwalnie więcej bo padało dość często ale jesienią to już tak jest, może padać i padać a sumy opadów z tego nie ma). Usłonecznienie około 190 godzin, powyżej normy, nie ma na co narzekać. Średnie dobowe 20,0.

    Taki nudny, niewyróżniający się miesiąc ale przy tym całkiem przyjemny jak na wrzesień. Wrzesień potrafi być już okropny jeśli chodzi o ilość zimnych i całkiem pochmurnych dni, w tym roku nas to zdecydowanie ominęło.

    A w październik wejdziemy równie nudną umiarkowaną pogodą jak przez większość września. Tmaxy od 11 do 20, czasem słońce czasem deszcz, taka zwyklacka jesień. Choć wiadomo że w II połowie różnie może być, od babiego lata po termiczną zimę.

    1. Lucas, to jest odsłona z 6Z… spokojnie ;)
      Oczywiście nic nie ujmuję temu ochłodzeniu, które będzie z pewnością silne, ale wątpię, że aż tak, jak pokazuje to GFS 6Z czy wczorajszy ECMWF.

      Ja wciąż uważam, że będzie to najcieplejszy październik w tym wieku ;) Mimo tego kilkudniowego epizodziku.

      1. Nie mniej i takiego trendu wykluczyć nie można – tym bardziej, że wiele I dekad/połówek październików w ostatnich latach pokazało na jaki chłód go stać.

        Co do całości miesiąca… z taką oceną (a nawet jej próbą) jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Myślę jednak, po wyraźnie chłodniejszych dniach za około tydzień szanse na jakiś ekstremalnie, a tym bardziej rekordowo ciepły październik będą znacząco mniejsze, ale oczywiście nie zerowe – co innego na w ogóle (mimo wszystko) cieplejszy październik. Nie mniej na dzisiaj to czyste „gdybanie”…

      2. a skąd ta pewność ze będzie najcieplejszy?
        W zeszłym roku np. po 3,4 pierwszych dniach chłodniejszych nadeszło duże ocieplenie i między 5 a 18.10 było często ponad 20 stopni miejscami około 25 potem nadeszło większe ochłodzenie, ale pod koniec duże ocieplenie z ekstremalnie ciepłą nocą z 29/30.10, na razie prognozy dają pierwsze dwa dni cieplejsze miejscami około 20-22 stopni, a potem duże ochłodzenie, 2 i 3 dekada to na razie duże fusy, jeśli ujemne NAO będzie przeważać to możemy mieć często wymianę południkową zarówno bardzo ciepło jak i zimno, więc warto zaczekać na to jak się to rozwinie.

      3. Ta, w 2018 3-4 dniowe ochłodzenie opisujesz jako naprzemienną zimnicę z ciepłem, a w tym roku co najmniej 3-tygodniowy chłód jako „kilkudniowy epizodzik” xD

  93. Wiucha dzisiaj porządnie, porywy do 80 km/h, leży bardzo dużo gałęzi porozrzucanych, niektóre dość grube. Pierwsza jesienna wichura przy wciąż dość wysokiej temperaturze (około 19-20 stopni, w opadach 15-16, a pada jakieś 2 razy na godzinę). Latem spamowali alertami RCB choć nic się nie działo, dzisiaj zagrożenie jakieś tam mamy a tu nic.

    1. U mnie wieje „tak średnio bym powiedział”, ale krajobraz to już naprawdę typowo środkowo październikowy-można zamieść gigantyczne góry z żółtych lisci, bo już chyba nie ma ani jednego całkowicie zielonego drzewa jak tak patrzę. A mamy 30 września. Za tydzień jak przyjdą kolejne silniejsze przymrozki to będziemy mieć koncówkę jesieni fenologicznej w I polowie października :P

      1. Podlasie jest specyficzne, w porównaniu do S Polski to jak inna strefa klimatyczna, zwłaszcza zimą i wczesną wiosną. U was prawie do połowy marca jest ujemna średnia wieloletnia, a w takim Wrocławiu nawet w styczniu tak zimno nie ma. Największe różnice są chyba w kwietniu, jak się pojedzie z Podlasia czy Mazur na południe – za oknem najpierw widać same gołe badyle, potem coś tam się pojawia, a po dojechaniu do Katowic czy Krakowa jest wszystko zielone jak u was w maju.

        Mi taka jesień jak jest teraz nie przeszkadza, jest normalna. Może poza tą wichurą z dzisiaj nie dzieje się w niej nic niespotykanego, mamy trochę dni pochmurnych i trochę pięknych (jak ostatni weekend który był wrześniową wersją dnia 30 czerwca). A to że w jakiś dzień może się pojawić 8 stopni w dzień to też żadna tragedia, tyle było już 19 września (tmax oczywiście większy bo dzień wcześniej wieczorem było dużo cieplej).Od października oczekuję, by pojawiło się w nim parę dni z temperaturą około 20 stopni i żeby nie pojawiały się jeszcze opady śniegu albo tmaxy poniżej 5 stopni.

    2. Pomimo jeszcze stosunkowo wysokiej temperatury, również na C Mazowszu zrobiło się już bardzo jesiennie – także jesień fenologiczna wkracza już w umiarkowane stadium.
      Przez wiatr i opady wrażenie jest jeszcze „głębszej” jesieni – bo spadło bardzo dużo liści + kasztanowców + gałęzi, a co z opadową wodą tworzy typowy (późno)jesienny miks.
      Ciekawe jak będzie z tym ochłodzeniem za kilka dni (?), bo jak faktycznie będzie silniejsze (Tmin ok. i poniżej 0°C, Tavg ok. i poniżej 5°C), to jesień fenologiczna jeszcze mocniej przyspieszy – bez względu na jakieś późniejsze ocieplenia.

  94. Bez prądu już 130 tysięcy ludzi, setki połamanych drzew, dwie ranne osoby. Niech mi jeszcze jakiś iksiński napisze, że Polska jest wolna od groźnych zjawisk atmosferycznych to go zabiję śmiechem. Nie dośc, że mamy powtórkę z października 2016,2015 to jeszcze te wiatry. Jedyny plus z tego wszystkiego, że solidnie popadało, bo na rzekach już było dramatycznie sucho.

    1. I przy okazji mamy najlepszą aurę anty-smogową…
      Trzeba się więc modlić o silniejsze wiatry, to problem ze smogiem sam się rozwiąże…:-)

      1. Dlatego chcę od konca listopada do marca zimę atlantycką. Same plusy – wiatr i brak smogu, deszcz, który zniweluje posuchę i duze oszczędności na ogrzewaniu. Ani niech się waży pojawiać jakiś ruski wyż, który zgnije po 2 dniach. A w Polsce również mamy groźne zjawiska jak teraz, niczym to nie różni się od klimatów S Europy, a klimat dwa razy gorszy :-(.

        1. Szkoda, że nie zauważyłeś, że o wietrze wypowiadałem się ironicznie…
          Szkoda też, że nie zauważasz problemów stabilnie ciepłych (gorących/upalnych) i suchych wyżów w porze ciepłej – tak jak konsekwentnie kibicujesz „atlantyckiej” zimie…

          1. Uściślę jeszcze, że miałem tu na myśli wiatr średnio powyżej 5 m/s. Taki 2-4 m/s to sam lubię i zarazem ma też zalety.

        2. Atlantycka zima typu tych we Francji, czy Belgii byłaby najlepsza. 6-10 stopni w dzień, lekkie przymrozki w nocy. Jeszcze jakby mocno przywiał halny w okolicy Świąt to moglibyśmy mieć 18-20 stopni w Wigilię. Dotychczasowy rekord to bodajże 15 lub 16.

          1. Osobiście uważam że atlantycki typ pogody jest najgorszy o każdej porze roku. Nierzadko jest tj dziś z wiatrem i opadami. Zima typu kontynentalnego z E/NW, zima z kierunku N lub ewentualnie zima z napływem powietrza zwrotnikowego mogłaby mnie zadowolić usatysfakcjonować, ale nie zima typu atlantyckiego, ale to kwestia gustu

          2. Ta, oczywiscie, niech całą zimę wieje 70/h a na święta 100…. Nie ma to jak wybór między dżumą-stratus i brak wiatru a cholerą-huraganami atlantyckimi tak jak w tym roku w I połowie marca…

          3. @LeszekM
            Oczywiście i cieszę się że mieszkam w jednym z najcieplejszych regionów kraju.
            Halny to ciepły, przyjemny wiatr, dzięki któremu łatwiej przeżyć zimę w południowej Polsce.

          4. Dagmara,
            o stricte meteorologicznych konsekwencjach Twojego ulubionego typu zimowej pogody odpowiedzieli już inni dyskutanci., jednakowoż pozwól, że przyczepię się do „życiowej”, praktycznej strony protegowanej przez Ciebie aury:
            przyznaszli bowiem, że przejścia temperatur przez 0 pomiędzy dniem, a nocą – mogą podobać się tylko i wyłącznie w przypadku niskiej wilgotności powietrza i suche gleby, a co za tym idzie – braku regularnych opadów. W innym przypadku lepiej nie wychodzić z domu, ani nie wyjeżdżać z garażu.

        3. Bardziej atlantyckiej zimy od 2018/9 już trudno mieć. Grudzień późnojesienny ,styczeń lekko zimowy, luty + marzec bardzo atlantyckie w ładnej wersji. Zimowy krajobraz widziałem w zasadzie tylko w styczniu, reszta miesięcy przynosiła zimę jedynie w formie krótkich epizodów (w grudniu 1-2 dni ze śniegiem, w lutym 1-2 dni z suchym mrozem)

          I co? I gówno, susza jak cholera. Taka zima to po prostu parę miesięcy lekkoplusowej zgnilizny, na suszę to nic a nic nie pomaga a wręcz pogarsza (atlantyckie miesiace są ciepłe i do tego lubi tam mocniej powiać). To że w grudniu bez przerwy lał deszcz nie miało żadnego znaczenia na suszę w kwietniu. Susza w kwietniu była bo w kwietniu nie padało, tyle. Nie snujmy tu jakichś dalekich łańcuszków przyczyna skutek, bo one mają marginalne znaczenie. Bezpośrednia przyczyna suszy na koniec kwietnia to nikłe opady w kwietniu (i w trzeciej dekadzie marca też)

          1. A jak jeszcze będziemy mieli dość suchą strefówkę W/SW (którą tak niektórzy lubią) to na wiosnę będziemy mieli NAJLEPSZE z możliwych warunków do szybkiego pogłębiania się suczy.
            Dzisiaj @Osowa narzeka na wiatr – a pewnie nie wie, że ten jest właśnie często alternatywą dla suchej i ciepłej aury przy dodatnim NAO zimą, gdy zdarzają się jednak przechodzić jakieś fronty z W na E.

          2. Ale właśnie ostatnia zima była całkiem spoko. Do połowy listopada było ciepło, druga połowa listopada i grudzień były dość atlantyckie: śnieg spadł w grudniu może z 3 razy i od razu stopniał, a tmax nie spadł poniżej-2. Święta oczywiście na plusie (5-8 stopni) i Nowy Rok też. W styczniu było nie co chłodniej, ale był to krótki epizod z najchłodniejszym tmaxem ledwie poniżej -5. Z końcem stycznia pożegnaliśmy śnieg i całodobowy mróz (jeden dzień w lutym tmax wyniósł 0.8, ale to mimo wszystko plusowy), później był przedwiosenny luty z pierwszymi krokusami i wiosenny marzec.

          3. @Dagmara
            Szczerze to mam już przesyt przedziału 0/+10°C, a zwłaszcza 0/+5°C, który może dominować niemalże przez całą porę chłodną (a przynajmniej przez 4-5 miesięcy). To ani wartości sprzyjające większości aktywnościom w porze ciepłej, ani sprzyjające aktywnościom zimowym. Owszem przejściowo są OK, ale nie żeby tak długo dominowały (jak dla mnie).

          4. @Lucas wawa
            No zeszłej zimy raczej nie było przeciągania się takich temperatur.

            listopad 2018 – tmax od -0.2 do 22.6
            grudzień 2018 – tmax od -1.3 do 10.5
            styczeń 2019 – tmax od -5.5 do 9.0
            luty 2019 – tmax od 0.8 do 16.4
            marzec 2019 – tmax od 5.9 do 21.9

            Po powyższych danych trudno powiedzieć że od listopada do marca było ciągle 0-5 stopni. Chyba jedynie w grudniu i styczniu.

          5. @Dagmara
            Właśnie te dane są mylące, bo pokazują rozrzuty. To co dominuje lepiej przedstawiają rozkłady, a te dość jednoznacznie pokazują, że przy miesiącach z anomaliami rzędu +1/+4K w miesiącach zimowych dominują lekkie plusy, a w marcu i listopadzie wartości wokół i nieco ponad 5°C. Zmyłka polega właśnie na tym, że zapamiętuje się tylko te najcieplejsze dni/okresy jako obraz przyjemnej zimy, zapominając o wartościach średnich/przeciętnych, które to są już znacznie bliższe zera (ale w tym wypadku nieco dodatnie).
            https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/akt_mon/plot.avgfc.png

          6. @Lucas wawa
            Skąd tmax 5 stopni przy +4K w listopadzie lub marcu?
            Śr tmax dla listopada to 9.4 więc przy +4K około 12.5 stopnia.
            Nawet biorąc tagv mamy 5.9, co przy +4K daje prawie 10 stopni.
            W marcu wartości są bardzo podobne.

            Zresztą tak czy siak wolę lekko dodatnie temperatury w okresie grudzień-luty niż ujemne i cieszę się, że ostatnio takie dominują. W listopadzie i marcu oczekuję raczej oscylacji wokół 10 stopni.

          7. U mnie statystycznie jest aż 108 dni z temp. maksymalną między 0 a 10 stopni, zaś <0 jest ich tylko 32 na rok. Znacznie więcej jest więc takiego przedwiosenno/przedzimowego mielenia niż prawdziwej zimy z całodobową temperaturą ujemną. W wieloleciu 1981-2010 ta proporcja wynosi ponad 3:1, a w niektórych ciepłych rocznikach nawet 8-10:1 (taki 2015 np)

            Oczywiście znajdą się w tych 108 dniach liczne pogodne dni, głównie ma to miejsce w lutym i marcu, bo w listopadzie, grudniu i styczniu to jednak większość będzie smętna i ponura.

          8. @Dagmara
            A dlaczego rozpatrujesz tylko Tmax, wokół których wahania trwają dość krótko? Mnie interesuje cała doba, bo rano mam wartości znacznie bliższe Tmin, a i popołudniami dość szybko się ochładza.
            Poza tym, cały czas anomalii bliżej +5K mieć nie będziemy. Wyraźny deficyt ujemnych anomalii w miesiącach DJF w pewnością oznacza więcej lekko dodatnich wartości temperatury w skali całej pory chłodnej (niż jak zimą częściej/dłużej aura jest zimowa).

          9. „Śr tmax dla listopada to 9.4 ”
            „Nawet biorąc tavg mamy 5.9”

            ->>> Chyba tylko dla samego początku miesiąca, bo pod jego koniec będzie z 5-6 st. chłodniej. Niczym w lustrzanym odbiciu będzie w marcu.

          10. @Lucas wawa
            To wartości średnie dla całego miesiąca dla stacji Kraków-Obserwatorium w ciągu ostatnich 10 lat.
            Dla pierwszego tygodnia listopada tagv to ciągle ponad 7 stopni, dla ostatniego około 3, więc ta średnia 5.9 dla całego miesiąca jest jak najbardziej prawdziwa.

        4. „klimat dwa razy gorszy”

          ->>> Jak to policzyłeś?
          Swoją drogą, czy można napisać, że gdzieś (chociaż sama) temperatura jest 2x większa niż w innym miejscu?

          1. Alewis – zimna Atlantycka to była w marcu, w pozostałych miesiącach NAO było przeważnie na stanach neutralnych a nawet lekko ujemnych, więc cięzko mówić, że był to Atlantyk. Tak naprawdę to prawdziwej zimy Atlantyckiej nie było od 3 lat, z wyjątkiem epizodów typu marzec 2018. Za takową też cieżko uznać zimy 2016/2017 i 2017/2018 gdzie mieliśmy syberyjskie mrozy w styczniu, lutym i marcu po -25 stopni w nocy.

          2. @Osowa
            Coś ci się mocno miesza. Marzec’2018 był bardziej „atlantycki” niż np. grudzień’2018…?

          3. no nie bardzo, bo temperaturę się mierzy we względnych skalach. W bezwzględnej to ona się aż tak nie zmienia bo rekord zimna to będzie 243K (-30C) a rekord upału 310K (37C) Różnica w tych wartościach to może z 25%. Rozszerzając na światowe rekordy to będzie od 185K (Wostok) do niecałych 330K (Dolina Śmierci), no tutaj jesteśmy ciut bliżej osiągnięcia proporcji 2:1.

            Z ciśnieniem jest jeszcze mniejsza zmienność, od 880 (oko huraganu) do 1080 (wyż w Mongolii). Pozostałe parametry już nie są tak względne, opady to opady – moze być 0 przez pół roku, może być 500 mm/dzień. Wiatr to samo może być 0 moze być huragan.

          4. Swoją drogą, czy można napisać, że gdzieś (chociaż sama) temperatura jest 2x większa niż w innym miejscu?

            Byłoby to absurdalne bo tylko skala temperatury bezwzględnej, tej mierzonej w kelwinach, nie jest sztucznym wytworem ludzi. Zresztą każda skala mogąca mieć ujemne i dodatnie wartości niezbyt nadaje się do podawania „x jest n razy większe niż y” bo o ile razy +5 jest większe od -5? Formalnie o -1 razy, ale co to miałoby oznaczać, szczególnie że +5 jest większe -5 razy od -1, które z kolei jest większe o 4 od -5. Ma to sens? Raczej nie.

  95. Koniec miesiąca, więc czas na pierwsze podsumowania. Średnia temp. września w Białymstoku to ok. 13,1 st, więc w klasyfikacji wychodzi on jako miesiąc ciepły, ale w dolnej granicy tego przedziału. To był miesiąc o dwóch twarzach: pierwsza połowa letnia, bardzo sucha, a druga już typowo jesienna, z niskimi temperaturami, w tym przymrozkami i w końcu solidniejszymi opadami, które wyprowadziły sumę opadów w okolice normy – trochę powyżej 40 l/m2.

  96. Trochę wiatru, trochę chłodu – i już przyszła Pani Jesień.
    Nagubiły liści drzewa w lesie, rykowisko zmierza ku końcowi, większość ptaków odleciała, coraz mniej ochoczo ćwierkają pasikoniki…
    W kolejkach do lekarzy tłoczą się kaszlący ludzie, kto żyw zakłada nowe gumy w wycieraczkach samochodowych, na działkach wre praca zbieracka.

    Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy jesień nie przyszła zbyt wcześnie, to cichutko, na uszko odpowiem – NIE. Przyszła o czasie, tak jak zazwyczaj. Opóźnienia, przyspieszenia rzędu kilku dni w tę, czy we w tę nic nie znaczą.

      1. Nigdy lato się nie przedłuża się poza końcówkę września, bo rekord nastąpił rok temu i trwało ono do 21 września. Nigdy nie było dłuższego lata. Po 20 września to się zdarzają co najwyżej 2-3 dniowe tzw letnie epizody.

    1. I Pani Jesień uczy nas pokory względem Natury.
      Z pewnością lepsze szanowanie jej praw, niż spekulowanie jak być powinno, czy np. gdzie należałoby przenieść Polskę…
      No i nie dokładanie tyle „do pieca” w zamian za lepsze wykorzystywanie drzemiących wokół nas niespożytych Sił Natury – a o czym sam „wiaterek” od czasu do czasu nam przypomni…

  97. Cóż,
    co poniektórym przypominają się dziś lata blekautów. Nie mam tu na myśli Miry, Tadka i Stanów dwóch, a odcięcie od świat(ł)a, znamienne dla lat osiemdziesiątych. Po wielokroć spędzone nad podręcznikami wieczory przy bladym świetle lamp naftowych, z nieustannie huczącym w kominie wichrem i uparcie ponawianym dialogiem z mieszkańcami/członkami rodziny, wchodzącymi do kamienicy ze dworu: „Faza jest? – Nie ma, jeszcze nie włączyli. Może jutro, albo za dwa dni”.

  98. Ostatni GFS już całkiem grzebie szanse na ocieplenie w ciągu kolejnego tygodnia. W weekend może spaść nawet do tmax/tmin 11/3. Byle obyło się bez przymrozków, na początku października bardzo zespułyby statystyki.

    Zostaje liczyć, że coś się zmieni po 10.10. Jedne modele widzą dalsze ochłodzenie, ale inne dają nadzieję na kilka dni z tmax 17-22 (na TwojejPogodzie nawet jakieś 24 się pojawiło).

      1. @grzybiarz
        A co tam jakiś 1.11…? Moim zdaniem jeszcze się mocniej ociepli i zamiast coraz głębszej jesieni i zimy będziemy mieli szybką wiosnę i lato. Oby! Super! Żyć, nie grzebać się:-)))

  99. Pora ciepła 2019 przeszła do historii…
    Niestety, to nie był dobry czas. Na ostatnich pięć miesięcy pozytywnie oceniam tylko wrzesień, który nawiasem mówiąc stawiam wśród swoich ulubionych. Cała reszta od maja do sierpnia włącznie jest u mnie na minusie, a zatem w moich odczuciach była to najsłabsza pora ciepła od 2010 roku.
    No cóż, oby za to ostatnia ćwiartka roku pokazała się z dobrej strony :)

    1. Dla mnie zdecydowanie cały sierpień, do tego III dekada lipca i I dekada czerwca. Wtedy temperatury były idealne czasem niższe czasem wyższe i deszcz albo jeszcze nie był potrzebny po mokrym maju, albo już zaczął się pojawiać (sierpień)

    2. Dla mnie nie była zła, zaliczam do niej tez kwiecień. Kwiecień dość udany i słoneczny, święta wielkanocne to wręcz wymarzone (w tej dekadzie mamy nieprzyzwoita ilość Wielkanocy wokół 5 stopni na plusie, na szczęście ta taka nie była). Maj wiadomo syf kiła i mogiła przynajmniej tu na południu. Czerwiec bajka o takie lato nic nie robiłem. Lipiec słaby niestety, sierpień też przez dwie dekady niemrawy ale w trzeciej już mocny. I wrzesień udany.

      Narzekać mogę tylko na ten maj, ten miesiąc był tak zły że nie mam z niego w zasadzie żadnych dobrych wspomnień, moja aktywność na powietrzu wyglądała jakby to jakaś pozna jesień była. A szkoda bo maj to jeden z ładniejszych miesięcy w normalnych warunkach. Bardziej mnie ubodnie zmarnowany maj niż brzydki lub zimny marzec.

  100. Nie potrafię sobie przypomnieć kiedy mieliśmy tak zróżnicowany pogodowo miesiąc. I połowa września – cieplejsza od tegorocznej I połowy lipca, a II połowa września momentami jak listopad… październik wydaje mi się, że będzie chłodny i mokry, patrząc na prognozy do połowy miesiąca to nic ciekawego się nie zapowiada… a szkoda, bo udany październik to ten z zeszłego roku, a wcześniej długo długo nic.

  101. Chciałbym babiego lata, ale jeszcze bardziej zależy mi chyba na tym, aby IV kwartał pogrzebał możliwości kolejnego szybkiego rekordu rocznego ciepła – tak, w roku, w którym tyle narzekań na duże/długie chłody (może z wyjątkiem czerwca) i wiele paskudnej aury…
    Ocieplenie w skali jaką mamy od 2014 r. bez jakiś korekt w dół (większych niż w roku 2017) oznaczałoby jeszcze szybsze zmierzanie ku katastrofie klimatycznej – mając na względzie oczywiście związki przyczynowo-skutkowe tego procesu.

      1. A gdzie ja tak napisałem? Babie lato to cieplejsza odmiana JESIENI. O aurze typowo letniej już nie „marzę” od 1. dekady września.

        1. Pory roku jako takie się nie zmienią nawet jak się klimat ociepli o 10 stopni. Wtedy lato to też będą 3 najcieplejsze miesiące w roku a zima 3 najzimniejsze.

          Jesli już mam mówić o wydłużeniu jakiejś pory roku to wydłuża się zima. Zima w takiej cieplej zgniłej formie, jak listopad i marzec wychodzą blisko normy a DJF wyraźnie powyżej to mamy nawet 5 miesięcy mielenia takiej samej lekkoplusowej pogody. Jest to de facto 5 miesięcy zimy bo jest to najchłodniejsza pora roku danego sezonu.

      1. Wystarczy, że zacznie się jakieś ochłodzenie i prognozy CFS zaczną się „ochładzać” – niezależnie od tego co będzie później i jak finalnie zakończy się cały miesiąc. Tak to już jest z miesiącami bieżącymi. Przykłady regularnej zmienności zapowiedzi mieliśmy w październiku ub.r.

        Moje zdanie odnośnie sezonówek jest niezmienne. „Umiejętność” przepowiadania czegoś co w większym stopniu jest wynikiem zmian klimatycznych w skali co najmniej 2-3 dekad (jeżeli nie więcej), to jak dla mnie słaby atut prognoz sezonowych – które w znacznie większym stopniu powinny być naznaczone przepowiadaniem zmienności pogodowej (nawet przy uśrednianiu za całe miesiące).

  102. @Dagmara:
    Statystyczna Tavg za okres 1991-2018/9 dla listopada w Warszawie to ok. 3,7°C, a dla marca ok. 3,1°C. Dla Krakowa będzie pewnie niewiele się różniła (położenie bardziej na S, ale i nieco wyżej):
    https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesieczne/?imgwid=352200375&par=tm&max_empty=2&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh&XwiPLmOtd_ZFa=mK*v8ijupJGoV&erhAPgHQklBc=J3mwQcX%40te1V&jYabgBAoRlVmxM=Wia%40jSRsYInwOh
    Dla miesięcy zimowych większa część Polski ma Tavg w widełkach -4/+2°C – już za same ostatnie 2-3 dekady.

    Coś Ci się myli, albo za normę zaczynasz brać już po prostu same najcieplejsze roczniki lub dni miesiąca (???). Uwierz mi, że ja wiem co piszę uważając, że jak miesiące DJF nie przynoszą nam choć nieco więcej ujemnych anomalii, to w skali całej pory chłodnej mamy więcej wahań (w całości, nie tylko Tmax) w widełkach zarówno 0/5°C, jak i 0/10°C. Trzy zimowe miesiące więcej w tym względzie zmieniają, niż listopad i marzec razem wzięte.
    Statystycznie dopiero w kwietniu i październiku (oceniając całe miesiące, a nie tylko ich jakieś fragmenty) mamy wyraźny ubytek zmienności w przedziale 0/10°C przy dodatnich (a nie ujemnych) anomaliach.

    Sprawa preferencji to osobna kwestia – te mogą być też różne. Ja też mam swoje bardziej preferowane typy pogody zimą przy aurze nie-zimowej, a których nie brakowało nam okresowo np. w lutym b.r. Jednak z uwagi na nasze normy i zmiany klimatyczne, a także chęć jakieś odmiany form aktywności, moja ocena w tym względzie nie jest jednoznaczna (przy termicznym przedzimiu/przedwiośniu największa część moich sprzętów ogrodniczo-rekreacyjnych „rdzewieje”…).

      1. Wciąż daleko do 5,9. W Katowicach taki listopad jest klasyfikowany jako anomalnie ciepły. Średnia z 1991-2018 to 4,1C więc ten twój parametr 5,9 to prawie 2K powyżej i tak już dość nowej normy.

      2. Poza tym, normy mają sens dla nie mniej niż ok. 30 lat.
        Okres 10-letni to zdecydowanie za mało na standaryzowanie (o każdej porze roku, zwłaszcza zimą).

  103. Prognozy się zmieniły o 180 stopni. Pewnie wyjdzie coś pomiędzy, także dalej spokojne wchodzenie w porę chłodną.

    1. @FKU
      Które prognozy się zmieniły o 180 stopni? ECMWF czy GFS? Bo jeśli chodzi o ten drugi to nadal widzi temperatury maksymalne charakterystyczne (poniżej 10°C) dla listopada, miejscami termiczne przedzimie i do tego przymrozki.

  104. GFS totalnie odlatuje w I dekadzie jeśli chodzi o adwekcję chłodu. Według jego odsłon kolejne dni będą coraz zimniejsze aż w końcu z jednocyfrowymi temperaturami w ciągu dnia. Ostatnia odsłona w niektórych miejscach widzi już termiczne przedzimie czyli tmax ok 5°C i do tego przymrozki w nocy.

    1. Zresztą nie ma się co dziwić bo mamy mocno ujemne NAO i także ujemne AO. W końcówce września mieliśmy ciepło w ciągu dnia i ciepłe nocy przy ujemnym NAO a w następnych dniach października możemy mieć skrajny chłód z temperaturami (nawet z drugiej połowy listopada).

  105. Październik może i będzie chłodny, ale można być niemal pewnym, że 1 listopada znowu będzie ciepło (obstawiam co najmniej 15 st). Ocieplenie na Wszystkich Świętych to taka sama tradycja jak odwilż Bożonarodzeniowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.