Ostatnia anomalia dobowa

Ostatnia średnia dobowa

Anomalia miesięczna

Tag: Na temat

Portal „Na Temat” odkrywa zimę 30-lecia

Portal „Na Temat” odkrywa zimę 30-lecia

W ostatnich dniach powraca do nas jak bumerang prognoza sezonowa mówiąca o mającej nas niby czekać „zimie 30-lecia”. Tym razem informacje o tym, że takowa ma nastąpić podaje portal „Na Temat”. Czytamy tam na przykład o „prognozie brytyjskich meteorologów”:

Na razie pogoda nas rozpieszcza, ale już niedługo możemy mieć do czynienia z ekstremalną zimą. Tak wynika z prognoz brytyjskich meteorologów, którzy nie mają wątpliwości, że czeka nas najostrzejsza zima aż od 30 lat. W Polsce pogoda może być bardzo zmienna.

W istocie „brak wątpliwości” brytyjskich meteorologów powstał jedynie w głowie piszącego ów artykuł. W istocie prognozę tę wspominaliśmy już we wrześniu. Przypomnijmy co dokładnie mówiła prognoza Brytyjczyków:

Zespół naukowców prowadzony przez Marka Saundersa z UCL uważa, że istnieje 57% szans na to, że średnia temperatura miesięcy styczeń-luty spadnie w Anglii poniżej 4.1°C, co spowodowałoby, że byłby to najchłodniejszy taki okres od roku 2013, czyli od 6 lat. Nie brzmi to jak „zima trzydziestolecia”, szczególnie że w tym samym artykule mamy sugestię, że ma to być siódma najzimniejsza zima 30. lecia z średnią temperaturą ww. miesięcy o ok. 0.5°C niższą od średniej z lat 1981-2010.

Rozumiemy, że tytuł artykułu „Istnieje 57% szans na najchłodniejszą zimę od 2013” nie jest tak nośny, jak „Dramatyczne prognozy dla Polski”, mimo wszystko chcielibyśmy, by autor ww. artykułu wspominając prognozy Brytyjczyków przeczytał je (u źródła, a nie to co z nich zrozumiał kolejny geniusz, tym razem z „The Sun”) i zacytował dokładnie, by czytelnik, który przeczyta coś więcej poza tytułem (tych również jest coraz mniej) mógł sobie wyrobić własne zdanie na temat tej prognozy.

W kolejnej części artykułu mamy przedstawioną (za TVN Meteo) prognozę sezonową amerykańskiego serwisu AccuWeather. A ta do „dramatycznych” nie należy. Przede wszystkim widzimy w niej „częste deszcze” w zachodniej połowie Polski, co może nam sugerować raczej dodatnie NAO. W czasie silnych fal mrozów deszcze raczej do częstych zjawisk nie należą. Wschodnia połowa Polski ma doświadczać „fal zimna”, ale to akurat zdarza się niemal każdej zimy.

Źródło: AccuWeather.

Raczej normalną zimę serwis AccuWeather prognozował również w zeszłym roku. Na przeważającym obszarze kraju miało być „mokro i chłodno”, a na wschodnich jego krańcach miały pojawiać się fale zimna.

Podsumowując – artykuł serwisu „Na Temat” jest kolejnym przykładem tzw. „clickbaitu„. W istocie brytyjska prognoza pogody nie mówi nic o zimie 30-lecia. Należy też pamiętać, że tego typu prognozy sezonowe (a ta została wydana na początku września) obarczone są dużą dozą niepewności. Równie dobrze możemy mieć najchłodniejszą zimę od 1996, ale nie wykluczone że będzie to zima wyjątkowo ciepła. Naszym zdaniem istnieje spora szansa na sprawdzenie się prognozy brytyjskiej – oczywiście w jej oryginalnym brzmieniu, a nie tym co „zrozumiał” autor artykułu w serwisie „Na Temat”. Teza, iż nadchodząca zima może być z 57% prawdopodobieństwem najchłodniejsza od 2013 jest jak najbardziej do obrony. Również J. Cohen sugeruje (na podstawie indeksu SAI, czyli październikowego „postępu zaśnieżenia” Syberii), że tegoroczna zima na półkuli północnej będzie raczej chłodniejsza niż zwykle. Problem polega na tym, że w stosunku do Europy prognoza Cohena sprawdziła się w ostatniej dekadzie chyba tylko raz. Czyli znowu: na dwoje babka wróżyła.

Inną wizję mają prognozy opracowane przez MetOffice, ECMWF i NCEP przy użyciu modeli sezonowych. Wszystkie te prognozy sugerują dodani wskaźnik indeksu NAO i ciepłą zimę w Europie Środkowej. Tak więc, jak co roku, można sobie wybrać prognozę, która nam pasuje do osobistych preferencji.

Wir arktyczny kontratakuje

Wir arktyczny kontratakuje

W ostatnich godzinach w mediach pojawia się szalenie dużo informacji na temat ataku zimy, jaki ma obecnie miejsce na znacznym obszarze Stanów Zjednoczonych, a także Kanady. Informacje te są przy tym, delikatnie mówiąc, nierzetelne. Oto w serwisie natemat.pl czytamy:

Najzimniej będzie na środkowym zachodzie. W Chicago w Iliinois temperatura może spaść minus 45, a w Minneapolis w Minnesocie – minus 51 stopni. Będzie więc tam zimniej niż na biegunie Północnym.

W rzeczywistości nic takiego nie ma mieć miejsca. Podane temperatury nie są w istocie mierzonymi temperaturami rzeczywistymi, ale wyliczonymi „temperaturami odczuwalnymi”, skorygowanymi o tzw. czynnik chłodzący wiatru. W Chicago rzeczywiście jest bardzo mroźno, ale temperatury są zdecydowanie wyższe, dziś odnotowano tam -30.6°C. Pojawiają się także informacje o tym, jakoby obserwowany atak zimy był najsilniejszy w tym regionie od co najmniej 20 lat. To być może prawda, należy jednak pamiętać, że tego typu „najsilniejsze ataki zimy od 20 lat” notowane są gdzieś na świecie w zasadzie co roku. Na przykład w zeszłym roku wyjątkowo niskie temperatury notowaliśmy w Polsce na przełomie lutego i marca. Kiedy jednak tego typu zjawiska pojawią się na mniej zamieszkałych terytoriach, są mniej medialne. Podobnie, jak 100 ofiar tajfunu gdzieś na Pacyfiku wywołuje mniejszy szum medialny, niż 100 ofiar huraganu w dowolnym miejscu USA.

Tymczasem już w piątek mróz w Chicago znacznie zelżeje, a w poniedziałek temperatura może wzrosnąć do… +12°C. Wg dalszych prognoz pod koniec przyszłego tygodnia może zrobić się ponownie mroźno, jednak nie aż tak, jak obecnie.

Powyżej: prognoza ECMWF dla Chicago, źródło: yr.no.

 

Nie jest też prawdą, że poszczególne modele klimatyczne nie pokazują możliwości występowania aż tak zimnych epizodów w ocieplającym się klimacie. Poniżej mamy wynik model GFDL-ESM2M dla stycznia 2019.

Jak widać model ten dawał możliwość pojawienia się bardzo chłodnego stycznia np. w Europie i w Kanadzie. W istocie (prawdopodobnie dzięki prognozowanej przez GFDL La Nini) obecny styczeń będzie (w skali globalnej) cieplejszy, niż prognozowany w ww. modelu klimatycznym. Należy też pamiętać, że modele klimatyczne nie służą do prognozowania rozkładu anomalii w konkretnym miesiącu. Modele te jednak często przewidują chłodne zimy nawet w znacznie cieplejszym klimacie, o czym możecie się przekonać tutaj.

Należy też zwrócić uwagę na fakt, że tak zwany „atak wiru polarnego” jest w rzeczywistości efektem jego rozpadu – obecnie najprawdopodobniej związanym z nagłym ociepleniem stratosfery o którym głośno było na przełomie grudnia i stycznia. I jak najbardziej o tym fakcie wspominaliśmy – tym razem trafiło w USA.

 

Nie ma to za to nic wspólnego z wieszczonym w związku z tym „globalnym ochłodzeniem”. Całe zjawisko będzie trwało zaledwie kilka dni i zniknie tak szybko, jak się pojawiło.

 

Warto też pokazać fale chłodów w USA z ostatnich lat na tle historycznym. Obecna fala chłodów również może przynieść parę dni spełniających poniższe kryterium:

Powyżej: liczba dni z anomalią Tmax niższą o 25°C od normy w USA (poza Alaską). Autor: Robert Rohde.

Można łatwo zauważyć, że to, co obecnie jest „największą falą chłodu od 20 lat”, dawniej zdarzało się kilka razy w dziesięcioleciu.