Tag: Pogoda dawniej

POLTEMP 1.0H6

POLTEMP 1.0H6

Dzisiaj pojawi się nowa wersja serii Poltemp, oznaczona jako 1.0H6. Zmiany w stosunku do wersji poprzedniej:

  • Dodano dane ze stacji w Pułtusku. Z uwagi na silną niehomogeniczność usunięto dane sprzed 1961.
  • Dodano dane ze stacji w Lgocie Górnej
  • Przeprowadzono homogenizację danych ze stacji w Kłodzku (zmiana lokalizacji stacji w latach 70. XX w.)
  • Uzupełniono dane ze stacji Gdańsk-Rębiechowo (klimatologiczna) danymi ze stacji synoptycznej z tej samej lokalizacji (01.04.1993 – 31.12.1999). Oczywiście z zachowaniem metody wyliczania średniej dobowej charakterystycznej dla stacji klimatologicznych
  • Poprawiono dane ze stacji Szepietowo z dni 18-31 grudnia 1995 (regr. lin. z Białystok) i innych dni z lat 1991-1998
  • Poprawione dane ze stacji Borusowa z dni:
    6 – 13 maja 1998 (błędne dane z terminu wieczornego, np: https://meteomodel.pl/dane/historyczne-dane-pomiarowe/?data=1998-05-09&rodzaj=te&imgwid=250200230&dni=01&ord=desc )
    9 – 13 czerwca 1998
    7 – 8 września 1991
  • Nowa funkcja agregacji danych (skrypt R)
  • Nowa metoda krigingu: wynik agregacji danych (df1) jest poddawany interpolacji IDW (na bardzo rzadkiej siatce):grd <- as.data.frame(spsample(df1, „regular”, n=300))
    P.idw <- gstat::idw(VALUE ~ 1, df1, newdata=grd, idp=3.0)

    wynik idw jest zapisywany jako dodatkowe dane wejściowe do krigingu, które są później łączone z zagregowanymi danymi ze stacji:

    data_idw <- read.csv(dataf_idw,sep=”\t”, header=T)
    data <- read.csv(dataf,sep=”\t”, header=T)
    df <- rbind(data,data_idw)

    Kriging liczony jest na połączonych danych.

  • Z uwagi na zmienioną metodę krigingu (idw + kriging blokowy [DEM]) wyniki są nieco bardziej zbliżone do IDW, chyba że istnieje silna zależność wartości
    anomalii od wysokości.
  • Obliczenia dokonywane są na siatce kilometrowej
  • Rozdzielczość 4×4 km

Źródło danych administracyjnych:

Granice administracyjne


Data pobrania z CODGiK: 18-01-2019

Z uwagi na zmiany w liczbie stacji wchodzących do agregacji, zmieniły się  również szacowane wartości normalne dla średnich dobowych temperatur powietrza. Wartości te zostały policzone tylko dla okresu referencyjnego 1981-2010 i nie są liczone na bieżąco. Bieżące oszacowanie obszarowej średniej dobowej temperatury powietrza wynika z dodania obliczonej dla konkretnego dnia (np. 28 czerwca 2019) anomalii obszarowej (która wyliczona jest na podstawie danych ze stacji pomiarowych) do wyliczonej wcześniej średniej temperatury tego dnia w okresie referencyjnym. Przykładowo: wyliczono, że średnia obszarowa temperatura dobowa w dniu 28 czerwca  w latach 1981-2010 wynosi 17.18°C. Z danych ze stacji z dnia 28 czerwca 2019 wynika średnia anomalia obszarowa tej doby równa +0.29°C, a więc oszacowana obszarowa średnia dobowa temperatura powietrza w tym dniu to 17.18 + 0.29 = 17.47°C. Wartość ta nie jest więc wyliczona, jako średnia obszarowa z średnich temperatur dobowych ze stacji. Wynika to z faktu, że oszacowanie średniej temperatury obszarowej mocno zależy od doboru stacji. Brak danych ze Śnieżki w danym dniu może spowodować znaczne różnice w tym oszacowaniu. Z kolei anomalie temperatury są zwykle mocno skorelowane na dużym obszarze – ciepły dzień we Wrocławiu zwykle jest również ciepłym dniem w Poznaniu. Braki w danych znacznie mniej wpływają na wartości wyliczonej średniej obszarowej anomalii temperatury.

Powyżej: norma temperatury powietrza dla 28 czerwca.

Część danych w serii jest homogenizowana. Szczególnie dotyczy to takich stacji, jak Elbląg-Milejewo, Wrocław, Warszawa, Białystok. Dane ze stacji klimatologicznych w latach 1971-1995 zostały przeliczone ponownie przy użyciu obecnej metody wyliczania średniej dobowej temperatury powietrza w celu zachowania jednorodności.

Dane z serii 1.0H6 można znaleźć pod poniższym adresem:

https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/1.0H6/

Obecnie są tam dostępne katalogi:

  • agg: zawiera agregację danych miesięcznych – pliki wejściowe do interpolacji danych miesięcznych
  • daily: zawiera wyliczone dobowe anomalie temperatury powietrza jako pliki png i rastry (tif)
  • monthly: zawiera wyliczone średnie miesięczne anomalie temperatury powietrza jako pliki png i rastry (tif) – będzie uzupełniony wieczorem
  • normals: zawiera wyliczone wartości normalne dla danych dni w okresie referencyjnym jako pliki png i rastry (tif)
  • trends: zawiera wyliczone średnie roczne dla kilkudziesięciu stacji wraz z trendem

Oraz pliki:

  • tseries-daily.txt: seria czasowa anomalii dobowych
  • tseries-normals.txt: wartości średnie w okresie referencyjnym 1981-2010

Dodatkowo później pojawią się pliki połączone z serią historyczną.

Poniżej: porównanie anomalii dobowej z 11 marca 2019 wg wstępnej analizy (po lewej) i ostatecznej.

Poniżej: porównanie anomalii dobowej z 16 kwietnia 2019 wg wstępnej analizy (po lewej) i ostatecznej.

 

Przykładowy skrypt R do czytania rastrów:

 

library(raster)
library(httr)

url <- "https://meteomodel.pl/klimat/poltemp/1.0H6/daily/tif/2019/04/anom.2019-04-30.tif"
tif <- tempfile(fileext='.tif')
httr::GET(url,httr::write_disk(path=tif))
r <- raster(tif)

pal<-c("#FFA0FF","#FE77FE","#E059FF","#C63DAF","#B51EA0","#8C0096","#7700B5","#4400D1","#0000FE","#0063FF","#00B5FF","#00D6FF","#CBFEFE","#FDFDFD","#30FF70","#4FFE4F","#B5EF1E","#DAFE00","#FEFE00","#FEDA00","#FFC600","#FFAA00","#FF7F00","#FF3F00","#FF0000","#D10033","#B50077","#CC00A0","#FF00B5","#FF8CB5","#FFA0FF")
pal <- colorRampPalette(pal)(24)
brk <- seq(-12,12,1)
levs=c(seq(from=-20, to=20, by=0.5))
labs <- sprintf("%.1f", levs)

plot(r, main=paste("Anomalia dobowa"),cex.main=1, xaxt='n', yaxt='n', col=pal,breaks=brk)
contour(r, levels=levs, labcex=1, labels=labs, add=T, drawlabels=T)

 

UWAGA! Dane zapisane w układzie lat-lon (epsg:4326) i nie przycięte do granic. Aby prawidłowo policzyć średnią obszarową należy zrobić reprojekcję rastra do siatki kilometrowej i przyciąć do granic Polski.

 

Rekordowe temperatury minimalne 27 czerwca

Rekordowe temperatury minimalne 27 czerwca

Wyjątkowo wysokie temperatury minimalne wystąpiły wczorajszej doby w południowej części Polski, gdzie miejscami pobiły rekordy. Tak wysokiej temperatury minimalnej (22.4°C) nie notowano na przykład we Wrocławiu, gdzie do tej pory najwyższą, równą 21.7°C, notowano w lipcu 1957 oraz w lipcu 2013. W Opolu minimalnie notowano wczoraj 23.5°C (rekord z sierpnia 1992: 23.4°C). W Katowicach dotychczasowy rekord wynosił 22.0°C (sierpień 2011) i został pobity aż od 2°C: wczoraj minimalna temperatura dobowa wyniosła aż 24.0°C. Podobna sytuacja miała miejsce na stacji Kraków-Balice, gdzie wczorajsza temperatura minimalna równa 22.2°C pobiła poprzedni rekord o 1.6°C (20.6°C, lipiec 1999).

Na posterunku meteorologicznym w Zawadzie temperatura w nocy z 26 na 27 czerwca spadła zaledwie do 25.3°C i była to chyba najcieplejsza noc tego roku w Polsce. Bywało jednak cieplej: obok znanych już 26.0°C z Bogatyni udało się znaleźć jeszcze wyższe pomiary:

W przypadku Leskowca u niektórych może budzić wątpliwości rozkład temperatur w ciągu doby. Jednakże była to stacja położona na wysokości 872 m. n.p.m. i przy adwekcji bardzo ciepłego powietrza (>20°C na wysokości 850hPa, a taka wówczas właśnie miała miejsce), takie wartości byłyby jak najbardziej możliwe. Przypadek z Głuchołaz to prawdopodobnie najcieplejsza noc w historii pomiarów – minimalna temperatura dobowa wynosząca 26.7°C padła w terminie wieczornym. Naszym zdaniem w nocy z 28 na 29 sierpnia 1992 minimalna temperatura w Głuchołazach mogła wynosić nawet 27.5°C.

W danych możemy znaleźć jeszcze absurdalną wartość 30.4°C  z Redła (27.07.1994), która jednak nie jest prawidłowa. Właściwie żadne dane z Redła nie budzą zaufania. Średnie temperatury miesięczne wskazują, że do 1995 stacja była zdecydowanie za ciepła, jak na swoje położenie, od 1996 zdecydowanie za zimna. Mamy na przykład absurdalnie zimny lipiec 1996 z średnią temperaturą równą 11.0°C.

Najwyższe minimalne temperatury dobowe (> 25.0°C):

25.9°C notowano minimalnie na posterunku Rozdziele w nocy z 8 na 9 sierpnia 2015, jednakże w ciągu dnia zjawiska burzowe zrzuciły Tmin do 20.1°C.

Średnia temperatura lata w różnych okresach referencyjnych

Średnia temperatura lata w różnych okresach referencyjnych

W odniesieniu do komentarzy na temat rozkładu temperatury lata postanowiłem pokazać mapy przedstawiające średnią temperaturę sezonu letniego (czerwiec-sierpień) w różnych okresach referencyjnych: 1951-1980, 1961-1990, 1971-1980, 1981-2010 i 1989-2018. Wszystkie okresy obejmują trzydzieści lat. Patrząc na średnie obszarowe należy pamiętać, że zmienna liczba stacji może wpływać tu na wynik – to nie są wartości anomalii.

Na koniec bieżący okres referencyjny, do którego zakończenia pozostały dwa lata: 1991-2020, czyli na obecną chwilę 1991-2018. Czy obecne lato podniesie tę średnią? To się okaże.

Powojenny czerwiec

Powojenny czerwiec

Nie wiemy jeszcze, czy obecny czerwiec pobije ten z 1811, czy nie, jednakże jesteśmy już pewni, że w skali całego kraju będzie on najcieplejszy od co najmniej 208 lat. Powojenne czerwce charakteryzowały się raczej umiarkowanymi falami upałów, które przedzielane były okresami wyraźnie chłodniejszymi. Dzięki temu anomalia temperatury w tym miesiącu nie przekroczyła +3.0K (okres referencyjny 1981-2010), mimo obserwowanego od przełomu lat 70. i 80. XX w. wyraźnego ocieplenia klimatu. Ocieplenie to, szczególnie w pierwszej dekadzie XXI w. zaznaczyło się również znacznym ociepleniem lipca i sierpnia. Już w 1992 r. sierpień w wielu miejscach naszego kraju charakteryzował się średnią miesięczną temperaturą osiągającą znacznie ponad 20.0°C, dochodząc lokalnie do 22.0°C. Lipiec 1994 w Zielonej Górze charakteryzował się średnią miesięczną temperaturą równą 22.9°C, a w 2006 r. nawet 24.2°C. Przeciętna różnica średnich temperatur miesięcznych między czerwcem a lipcem wynosi zwykle około 2.0°C, wydawałoby się więc, że już dawno powinniśmy mieć do czynienia z średnimi temperaturami czerwca sięgającymi co najmniej 22°C. Ale nic z tego.

We Wrocławiu najcieplejszy powojenny czerwiec charakteryzował się jednak średnią temperaturą miesięczną równą 19.5°C. Wystąpiła ona aż trzykrotnie: w 2003, 2016 i 2018 r. Od 2016 r. mamy tu serię trzech wyjątkowo ciepłych czerwców, z których nieco chłodniejszy 2017 miał średnią miesięczną równą 19.3°C. W latach 1951-2000 czerwiec bardzo rzadko przekraczał nawet próg 18.0°C, taka sytuacja we Wrocławiu zdarzyła się zaledwie 6 razy.

W mojej rodzimej Zielonej Górze najcieplejszy czerwiec wypadł w roku 1992 (19.5°C). Przez dłuższy czas był przeze mnie postrzegany jako czerwiec wyjątkowo ciepły i wyjątkowo ładny, był on zresztą wstępem do wyjątkowo ciepłego (a przede wszystkim suchego) lata 1992. Szybkie spojrzenie w dane historyczne wskazuje jednak, że wcale nie był to czerwiec upalny. Tylko 30 czerwca temperatura w Zielonej Górze przekroczyła 30°C, w dniach 11-12 czerwca było wręcz zimno. Był to jednocześnie czerwiec wyjątkowo suchy i bardzo słoneczny, więc mimo nie tak wysokich temperatur (tylko połowa dni czerwca przekroczyła próg temperatury maksymalnej 25°C), był on postrzegany jako wyjątkowo piękny, szczególnie że przez większą część miesiąca mieliśmy albo komfort termiczny, albo było tylko umiarkowanie gorąco. Wspomnienie wyjątkowego czerwca wynika również prawdopodobnie z tego, że lata poprzedzające 1992 raczej nas nie rozpieszczały.

Również Poznań nie może się pochwalić średnią temperaturą miesięczną przekraczającą 20.0°C. Najwyższa, równa 19.5°C (znowu), wystąpiła w roku 1964 i 1979.  Próg 20.0°C udało się w czasach powojennych osiągnąć (ale nie przekroczyć) Warszawie. Na stacji Okęcie średnia temperatura czerwca 1964 osiągnęła dokładnie 20.0°C, nie wiele niższa była w 1979 (19.8°C). Ubiegły rok zbliżył się do tych wartości ze średnią 19.7°C.

Co wydaje się znaczące, próg 20.0°C został przekroczony w regionie, który charakteryzuje się raczej chłodniejszymi czerwcami, niż reszta kraju. Tak było w 1964 r. w Białymstoku (20.2°C),w  Lublinie średnia temperatura czerwca 1964 osiągnęła aż 20.8°C (20.4°C było w Puławach). Najwyższa średnia miesięczna temperatura czerwca w latach powojennych miała miejsce również w 1964 w Terespolu, gdzie wyniosła ona aż 21.1°C. Istnieje bardzo duża szansa, że na wschodnich rubieżach naszego kraju czerwiec 1964 był cieplejszy od czerwca 1811.

Powyżej: rozkład anomalii miesięcznych w czerwcu 1964, Poltemp 1.0H6.

Warto zwrócić uwagę, że w tamtych czasach dość często miesiące letnie charakteryzowały się wyższymi anomaliami dodatnimi w Polsce centralnej i wschodniej, niż w Polsce zachodniej, gdzie stosunkowo często docierało chłodniejsze powietrze atlantyckie. Sytuację tę doskonale obrazuje rozkład anomalii dobowych między 20 a 24 czerwca 1964, gdzie widzimy że chłodniejsze powietrze zdołało objąć zachodnią część naszego kraju, podczas gdy część wschodnia cały czas się mu opierała.

To właśnie te dni zaważyły na tak dużej różnicy między Polską wschodnią a zachodnią w czerwcu 1964. Analogicznie w lipcu 1972 średnia temperatura powietrza w Terespolu wyniosła 20.9°C, podczas gdy w Polsce zachodniej nie osiągnęła nawet 20.0°C.

W ogóle średnie miesięczne temperatury powietrza przekraczające 20.0°C w Polsce zachodniej były dawniej mocno limitowane. Homogenizowna seria z Zielonej Góry wskazuje, że do lat 90. XX w. przypadki takie były bardzo rzadkie. 20.4°C osiągnął przedwojenny czerwiec 1889, zaledwie do 20.0°C dobił sierpień 1892. Kolejnym przypadkiem był czerwiec 1917: 20.3°C, a na kolejną tak wysoką średnią miesięczną temperaturę trzeba było czekać niemal 30 lat: sierpień 1946 miał 20.1°C. Ledwo do 20.0°C dobił tu lipiec 1959 i pierwszym znaczącym przekroczeniem bariery 20.0°C w Zielonej Górze od momentu założenia stacji w 1878 r. był dopiero lipiec 1983 z średnią 20.7°C. Później w związku z ocieplającym się klimatem wydarzenia potoczyły się już szybko: lipiec 1990: 20.0°C, lipiec 1992: 20.3°C, sierpień 1992: 21.0°C, lipiec 1994: 22.9°C, lipiec 1995: 21.3°C, lipiec 1999: 20.0°C, sierpień 2002: 21.1°C, sierpień 2003: 20.4°C, lipiec 2006: 24.2°C, lipiec 2010: 22.0°C, lipiec 2013: 20.4°C, lipiec 2014: 21.3°C, sierpień 2015: 22.7°C, lipiec 2018: 20.8°C, sierpień 2018: 22.0°C.

Jak dość łatwo zauważyć, w zestawieniu tym brakuje czerwców. Te nawet w najcieplejszych sezonach letnich potrafiły być chłodne. Tak było na przykład przed ekstremalnym jak na owe czasy lipcem 1994, kiedy czerwiec w północno-wschodniej części kraju był niemal o 2°C chłodniejszy od normy, podobna sytuacja powtórzyła się w 1995, tym razem w zachodniej części kraju. Również w 2015 czerwiec był chłodny w północno-zachodniej Polsce, choć wówczas nienadzwyczajny był również tam lipiec.

Jednak od roku 2016 obserwujemy serię bardzo ciepłych czerwców, która z rokiem obecnym obejmie już cztery lata z rzędu.

Powstaje więc pytanie: czy obserwujemy zanik charakterystycznego dla czerwca ochłodzenia w połowie miesiąca powiązanego ze zwiększoną ilością opadów, co niektórzy nazywają „monsunem europejskim”? Czy może jest to kilkuletni wybryk, który już od przyszłego roku ulegnie zapomnieniu? Niestety na to pytanie będziemy mogli odpowiedzieć dopiero za co najmniej 10 lat.

Czerwiec 1811 (aktualizacja)

Czerwiec 1811 (aktualizacja)

W tym miejscu warto przyjrzeć się czerwcowi 1811 – jak do tej pory najcieplejszemu czerwcowi w serii Poltemp. Niestety, jak to niestety bywa przypadku tak odległych czasów, liczba stacji działających wówczas na obszarze naszego kraju była bardzo mizerna. Do serii Poltemp wchodzą dane z zaledwie kilku stacji: Berlin, Praga, Wrocław, Gdańsk, Warszawa, Wilno. Stacje będące poza granicami naszego kraju pozwalają na interpolowanie wartości na jego obszarze. Jak mizernie to jednak wygląda, może uzmysłowić ta mapa:

Jak widać, nie dość że stacji jest mało, to strasznie brakuje ich w strategicznych miejscach. Nie wiemy, jak dokładna jest wartość z Warszawy, która jest tu lokalnym maksimum. Wg homogenizowanej serii H. Lorenc (2000) średnia temperatura czerwca 1811 w Warszawie wyniosła 22.4°C, we Wrocławiu miałoby to być 20.5°C (Bryś 2010). Najprawdopodobniej czerwiec ten charakteryzował się rosnącą anomalią w kierunku wschodnim. Dane z Wrocławia zgodne są z danymi z Głubczyc (19.5°C), jednakże dane z Krakowa (brak na mapie, uzyskane niedawno) wskazują na wartość 22.6°C – zgodne z danymi warszawskimi.

Zatrzymajmy się na razie na danych warszawskich. Homogenizacja serii warszawskiej odniesiona została do stacji Warszawa-Obserwatorium I, która jest cieplejsza od stacji Okęcie. W latach 1981-2002 (a więc do momentu, gdy stacja Warszawa-Obserwatorium została przeniesiona do nowej lokalizacji) średnia temperatura czerwca na tej stacji wynosiła 17.2°C, podczas gdy na Okęciu było to 16.5°C. Stąd możemy dojść do wniosku, że rzeczywista średnia wieloletnia czerwca w okresie referencyjnym 1981-2010 wynosi na stacji Warszawa-Obserwatorium 17.5°C (0.7°C więcej, niż na Okęciu). Wówczas anomalia temperatury czerwca 1811 w Warszawie względem okresu referencyjnego 1981-2010 to +4.9K. Mamy też dodatkowe wątpliwości w stosunku do metody wyliczania średniej temperatury dobowej, jaką stosowano w 1811, ale o tym później.

Podobny problem mamy z danymi krakowskimi. Stacja Kraków-Obserwatorium znajdująca się w danych IMGW nie jest tożsama z historyczną serią pomiarową prowadzoną przez UJ. Dla przykładu – w historycznym punkcie średnia temperatura kwietnia 2018 wyniosła 15.4°C (informacja własna), dane IMGW wskazują na 14.5°C. Zastosujemy tu tę samą metodę, jaką zastosowaliśmy w przypadku Okęcia. Homogenizowana seria krakowska opublikowana w 2007 r. wskazuje na średnią temperaturę czerwca w latach 1981-2000 równą 17.7°C. Na stacji IMGW Kraków-Balice w tym samym okresie było to 16.5°C, a na stacji IMGW Kraków-Obserwatorium 17.0°C. W pierwszym przypadku w okresie referencyjnym 1981-2010 średnia temperatura w latach 1981-2010 była o 0.3°C wyższa, niż w okresie 1981-2000, w drugim ta różnica wyniosła 0.4°C. Można więc dojść do wniosku, że anomalia czerwca 1811 w Krakowie względem okresu referencyjnego 1981-2010 wyniosła +4.6K.

Dane wrocławskie wskazują na niższą średnią temperaturę czerwca 1811, niż na dwóch powyższych stacjach. Wg homogenizowanej serii wrocławskiej (Bryś 2010) średnia ta wyniosła 20.5°C. W latach 1981-2007 średnia temperatura czerwca wyniosła tu 17.5°C, a dane ze stacji Wrocław-Strachowice wskazują, że w latach 1981-2010 była ona dokładnie taka sama. Wszystko wskazuje więc na to, że anomalia temperatury względem okresu referencyjnego 1981-2010 wyniosła tu w czerwcu 1811 +3.0K.

Dane gdańskie pochodzą niestety z pomiarów niehomogenizowanych. Wg serii homogenizowanej (Miętus 1998) w latach 1981-1995 średnia temperatura w Gdańsku wyniosła przeciętnie 15.0°C, zaś na stacji IMGW w Gdyni było to 14.7°C, ponieważ średnia temperatura czerwca w okresie referencyjnym 1981-2010 wyniosła w Gdyni 15.1°C, założono iż średnia temperatura czerwca w Gdańsku w tymże okresie referencyjnym wyniosła 15.4°C. Zatem średnia temperatura czerwca 1811 równa 18.2°C odpowiada anomalii +2.8°C – jak jednak wspomnieliśmy, dane te pochodzą z serii niehomogenizowanej.

  • Wg oryginalnej serii wileńskiej średnia temperatura czerwca 1811 to 20.6°C, 4.9°C powyżej średniej z lat 1981-2010.
  • Wg serii z Rygi, średnia temperatura czerwca 1811 to 18.7°C (+3.2K względem okresu referencyjnego 1981-2010).
  • W Mikołajowie średnia temperatura czerwca 1811 to 21.0°C (+0.5K względem okresu referencyjnego 1981-2010).
  • W Berlinie średnia temperatura czerwca 1811 to 20.4°C (+3.1K, jw.).
  • W Karlsruhe średnia temperatura czerwca 1811 to 19.3°C (+1.0K).
  • W Monachium średnia temperatura czerwca 1811 to 19.3°C (+2.0K).
  • W Hohenpeißenberg średnia temperatura czerwca 1811 to 17.0°C (+3.0K).
  • W Stuttgarcie średnia temperatura czerwca 1811 to 19.3°C (+2.0K).
  • W Ratyzbonie średnia temperatura czerwca 1811 to 20.7°C (+3.6K).
  • W Kopenhadze średnia temperatura czerwca 1811 to 17.5°C (+1.9K).
  • W Kremsmunster średnia temperatura czerwca 1811 to 21.7°C (+4.2K).
  • W Wiedniu średnia temperatura czerwca 1811 to 22.5°C (+3.8K).
  • W Insbruku średnia temperatura czerwca 1811 to 18.4°C (+1.3K).
  • W Pradze średnia temperatura czerwca 1811 to 22.5°C (+3.7K). Seria homogenizowana.
  • W Budapeszcie średnia temperatura czerwca 1811 to 22.4°C (+2.6K).

Powyższe dane wskazują na to, że centrum wyjątkowo silnej dodatniej anomalii termicznej w czerwcu 1811 rozciągało się od wschodniej Austrii, przez centralną część Polski, po Litwę. Nawet w Estonii mamy bardzo silną dodatnią anomalię temperatury przekraczającą +3.0K. W Polsce najwyższa anomalia rzędu +5.0K wystąpiła właśnie w okolicy Warszawy. Dane z Mikołajowa wskazują, że anomalia ta spadała w kierunku południowo-wschodnim i w Rzeszowie mogła wynosić już ok. 4.0 – 4.3K., podobny spadek widać również w kierunku północno-zachodnim i zachodnim (Kopenhaga +1.9K). Anomalia we Wrocławiu (+3.0K) i w Berlinie (+3.1K) wskazują, że w zachodniej części Polski mieliśmy anomalie zbliżone do +3.0K, przy czym w Szczecinie nieco poniżej +3.0K. Dane z Gdańska wskazują, że anomalia poniżej 3.0K panowała zapewne na całym Wybrzeżu, co mogło mieć związek z chłodzącym wpływem Bałtyku.

Z takimi założeniami policzyliśmy jeszcze raz średnią obszarową anomalię czerwca 1811. Naszym zdaniem najbardziej prawdopodobna wersja wygląda tak, jak na poniższej mapie. Warto zwrócić uwagę, że jest to wynik niemal identyczny z dotychczasowym oszacowaniem.

Poniższy wariant to nasz „wariant maksimum”. Założono w nim, że maksimum anomalii nie wypadło w okolicach Warszawy, tylko w Polsce północno-wschodniej. Założono również wolniejszy spadek anomalii w kierunku SE. W takim wypadku anomalia obszarowa jest o 0.1K wyższa od dotychczas szacowanej. Naszym zdaniem to mniej prawdopodobny wariant.

Poniżej zaś „wariant minimum”. Założono silny spadek anomalii w kierunku SE i po części NW.

Jak widać, z naszych szacunków wynika, że średnia anomalia temperatury czerwca 1811 w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010 wyniosła między +4.00 a +4.17K z najbardziej prawdopodobną wartością równą +4.06K. Pozostaje jeszcze jedna, ale znacząca niepewność: sposób prowadzenia pomiarów. W tamtym czasie pomiary temperatury wykonywano najczęściej bez użycia osłon termicznych. Często termometry wisiały zwyczajnie na północnej ścianie budynków, lub w pewnej odległości od niej. Czasem stosowano 2 termometry umieszczone na północno-wschodniej i północno-zachodniej ścianie. Rano odczyt prowadzono z termometru NW, zaś wieczorem NE – miało to oczywiście wpływ na mierzone wartości, które (szczególnie w okresie letnim) mogły być nieco zawyżane. Gorczyński (1916) tak pisze o pomiarach warszawskich:

Następnym obserwatorem był (1803-1828) był profesor lyceum w Warszawie Antoni Magier. Początkowo umieścił on termometry na wysokości 22.4 m. w jednej z wąskich ulic Warszawy (Piwna nr. 95) ; gdy jednak temperatury w ciągu miesięcy zimowych wydawały mu się zbyt wysokie, umieścił drugi termometr znacznie dalej od okna. Jednakże i to ustawienie dawało w zimie zdaniem obserwatora temperatury zbyt wysokie względem temperatury, obserwowanych za miastem. Magier odczytywał temperaturę trzy razy dziennie: o 6 rano, 2 po południu i 10 wieczorem i zmniejszał dowolnie średnią dzienną w 4 miesiącach zimowych

Z słów tych możemy wywnioskować, że wartości temperatury wydawały się Magierowi za wysokie w okresie zimowym, więc stosował on tu bliżej niesprecyzowane poprawki. Nie wspomina on o stosowaniu owych poprawek w miesiącach letnich, stąd możemy wywnioskować, że wydawały się mu one „w porządku”. Można mieć jednak wątpliwości, czy w okresie letnim, tak gorącym i – jak można mniemać – słonecznym, jakim był bez wątpienia czerwiec 1811, wskazania Magiera były tożsame z tym, co zmierzylibyśmy obecnie przy zastosowaniu standardowej klatki meteorologicznej na wysokości 2 m.

Innym problemem są terminy, podane najprawdopodobniej w miejscowym czasie słonecznym, a więc odpowiadającym okolicom 4:35, 12:35, 19:35UTC naszego czasu (w Warszawie). W sposób oczywisty średnia temperatura dobowa obliczana była zupełnie inaczej, niż obecnie, co wprowadza dodatkową niepewność – chociaż niewielką. Przykładowo – średnia temperatura czerwca 2018 wyliczona w sposób „synoptyczny”, a więc z ośmiu terminów, wyniosła 19.7°C. Wyliczona z terminów stosownych przez Magiera wyniosła albo 19.9°C (w przypadku średniej arytmetycznej z pomiarów), albo 19.8°C (w przypadku podwojenia terminu wieczornego). Mimo, że jest to różnica niewielka (co oznacza, że Magier bardzo dobrze dobrał terminy obserwacji), to jeśli podobna wystąpiła w 1811, od anomalii warszawskiej należałoby odjąć 0.1 – 0.2K. Oznaczałoby to również, że wartość 22.4°C zmierzona na stacji historycznej w 1811 może odpowiadać obecnej wartości 21.6 – 21.7°C mierzonej na stacji Okęcie (po uwzględnieniu przeciętnej różnicy między stacją Warszawa-Obserwatorium a Warszawa-Okęcie). Niestety nie jesteśmy w stanie oszacować jaki (i czy w ogóle) wpływ miał sam sposób dokonywania obserwacji przez Antoniego Magiera.

Aktualizacja:

Na koniec kilka drobnych informacji dotyczących pogody w tamtych dniach. Na początek informacje z Gazety Warszawskiej (15.06.1811):

May i połowa iuż Czerwca zamieniły się u nas tego roku (rzadkie zdarzenie) w Lipiec i Sierpień pod względem upałów, które prawie codziennie do 20, i 22 stopni dochodziły, a onegdayszy upał blisko do 25 doszedł.
Tym zaś te upały przykrzeysze, iż, przynaymniey w naszym Departamencie, rzadko chmura zapłoni nas przed dopiekaiącemi promieniami słonecznemi, a deszcz, i to maleńki, ledwie kilka razy ziemię porosił (…) W pewney okolicy Depart. Radomskiego tak wielki grad dnia iednego padał, iż będący pod ten czas na polu mocno od niego potłuczonemi zostali.

Podane wyżej temperatury podane są w skali Réaumura, aby otrzymać skalę Celsjusza należy wartości pomnożyć razy 1.25. To oznacza temperatury rzędu 25 – 28°C, okazjonalnie 31°C.  Wydaje się to w sumie niewiele, być może II połowa czerwca była cieplejsza. Na taki bieg wypadków wskazują dane z Wrocławia (Galle, 1857) – wg nich średnia temperatura I połowy czerwca we Wrocławiu wyniosła 19.4°C, zaś drugiej 21.4°C. Również w drugiej połowie czerwca notowano maksimum temperatury z danych terminowych (nie stosowano termometrów maksymalnych/minimalnych): 29.4°C. Oznacza to, że absolutne maksimum czerwca 1811 we Wrocławiu nie powinno być wyższe niż 32°C.

Poniżej: rozkład średniej dobowej temperatury we Wrocławiu w czerwcu  1811 za „Grundzüge der schlesischen Klimatologie„,  J. G. Galle 1857:

We Wrocławiu cieplejszy od czerwca 1811 był czerwiec 1917 (20.6°C).

Historycznie #5: „zima stulecia” 1978/79

Historycznie #5: „zima stulecia” 1978/79

Mija dokładnie 40 lat od jednego z najbardziej znanych i najczęściej wspominanych zdarzeń pogodowych w powojennej historii naszego kraju. Warto się zatem przyjrzeć jak przebiegała pogoda w naszym kraju między 24 grudnia 1978 a 2 stycznia 1979. Niektóre fragmenty pochodzą z tekstu mojego autorstwa opublikowanego w portalu „Nauka o Klimacie”.

Wigilia, 24 grudnia 1978

Wigilia 1978 roku termicznie nie charakteryzowała się niczym szczególnym. W ciągu dnia w południowej części Polski było raczej odwilżowo, mróz panował w północnej części kraju. Temperatura o 12UTC wahała się od -4.5°C w Suwałkach, do +6.5°C w Nowym Sączu.

Mapa synoptyczna, 24 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 24 grudnia 1978 12UTC.

Powyżej: Ciśnienie na poziomie morza i temperatura na wysokości 850hPa. Źródło: Reanaliza NOAA/WetterZentrale.

Jak widać na powyższych mapach rozkładu ciśnienia, w Wigilię 1978 Polska dostawała się właśnie pod wpływ rozległego ośrodka niżowego z centrum na zachód od Irlandii. Widzimy również układ wyżowy z centrum w okolicy Zatoki Botnickiej oraz front atmosferyczny rozdzielający te dwie masy powietrza. Nad ranem wysokość pokrywy śnieżnej była stosunkowo niewielka, lokalnie do 10 cm.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 24 grudnia 1978.

Bliskość ciepłych frontów atmosferycznych związanych z wspomnianym niżem atlantyckim spowodowała, że w wigilijny wieczór temperatury spadały niezbyt entuzjastycznie. Wyjątek stanowiła tu Małopolska. W Bochni temperatura do 18UTC spadła do -6.4°C, najcieplej było Żarnowej i Lesku – około +3°C.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 24 grudnia 1978 18UTC.

 

25 grudnia 1978

Niż atlantycki zdołał zepchnąć układ wysokiego ciśnienia na wschód. Do Polski napłynęło zdecydowanie cieplejsze powietrze, temperatura o 12UTC wahała się od -1.9°C w Krakowie, do +7.4°C w Otmuchowie. Niemal na całym obszarze kraju panowały już temperatury dodatnie, a wysokość pokrywy śnieżnej była wyraźnie mniejsza, niż dzień wcześniej. Na większości stacji i posterunków meteorologicznych w Polsce notowano opady, przy czym był to już przeważnie deszcz i deszcz ze śniegiem.

Mapa synoptyczna, 25 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 25 grudnia 1978 12UTC.

W kolejnych godzinach mieliśmy dalszą adwekcję ciepła. Przeciętna temperatura w kraju była o 18UTC nieco wyższa, niż o 12UTC, przy czym jej wzrost zaznaczył się głównie na zachodzie kraju, gdzie notowano przeważnie od +4 do +5°C. Najcieplej było w Słubicach: +6.1°C, najzimniej w Krakowie: -3.1°C. Tutaj temperatury wzrosły powyżej 0°C już 6 godzin później.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 25 grudnia 1978.

 

26 grudnia 1978

Drugi dzień świąt był dniem najcieplejszym (jeżeli chodzi o średnią temperaturę obszarową). Nawet nad ranem wszędzie na nizinach notowano temperatury dodatnie: od +0.8°C w Gołdapi, do +5.5°C w Legnicy. O 12UTC najwyższą temperaturę notowano w Otmuchowie: +8.2°C, najzimniej było zaś w Suwałkach: +0.5°C. Tego dnia na mapach synoptycznych widać już nadciągające kłopoty w postaci silnej adwekcji powietrza arktycznego związanej z wzajemnym położeniem wyżu z centrum w okolicy bieguna północnego i niżu z centrum w Nienieckim Okręgu Autonomicznym. Nad ranem w Polsce niewielka pokrywa śnieżna utrzymuje się w zasadzie tylko na północnym wschodzie i miejscami w Małopolsce.

Mapa synoptyczna, 26 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

 

W kolejnych godzinach układ niżowy widoczny między Portugalią a Azorami przemieszcza się w kierunki Irlandii, a sytuacja się komplikuje – o 6UTC następnego dnia Brytyjczycy rysują na swych mapach w naszym pobliżu aż cztery fronty atmosferyczne, ułożone równoleżnikowo.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 26 grudnia 1978 12UTC.

Powyżej: Ciśnienie na poziomie morza i temperatura na wysokości 850hPa (26.12.1978, 12UTC). Źródło: Reanaliza NOAA/WetterZentrale.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 26 grudnia 1978.

 

27 grudnia 1978

Jest to pierwszy dzień wyraźnej adwekcji chłodu. Jeszcze o 6UTC rano temperatury wszędzie na nizinach są dodatnie: od +0.5°C w Gołdapi do +7.8°C w Legnicy. O 12UTC temperatura na północnym wschodzie kraju zamiast rosnąć, spada. O 12UTC mamy od -3.7°C w Suwałkach do +7.9°C w Otmuchowie. Na tę chwilę różnica temperatur na terenie kraju nie jest jeszcze nadzwyczajna. Wieczorem temperatura w północnej części kraju nadal spada – o 18UTC notujemy od -6.5°C w Suwałkach do +5.3°C w Świdnicy. Nad ranem, jeszcze przed adwekcją chłodu niewielka pokrywa śnieżna utrzymuje się jedynie na północnym wschodzie kraju.

 

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 27 grudnia 1978 o 06,12 i 18UTC.

 

Mapa synoptyczna z 12UTC zdradza, że nad północną częścią kraju przeszedł chłodny front atmosferyczny związany z płytkim układem niżowym znad dzisiejszej Białorusi. Sytuacja stała się dość skomplikowana, gdyż w ślad za nim podąża kolejny front chłodny związany (wg Brytyjczyków) z innym płytkim niżem położonym na północ od Moskwy. Jednocześnie od południowego zachodu podsuwa się front ciepły.

Mapa synoptyczna, 27 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 27 grudnia 1978.

 

28 grudnia 1978

Z uwagi na postępującą wraz za chłodnym frontem adwekcję chłodu i jednoczesną adwekcję ciepłego powietrza w Polsce południowej, związaną ze wspomnianym wcześniej frontem ciepłym, rośnie gradient temperatury nad naszym krajem. O 6UTC notujemy od -14.0°C w Suwałkach, do +5.9°C w Zgorzelcu. Różnica temperatur osiąga więc już 19.9°C. W ciągu dnia znacznie ociepla się w południowo-zachodniej części kraju, zaś w północnej temperatura pozostaje bez większych zmian: o 12UTC mamy od -13.2°C w Suwałkach do +10.3°C w Legnicy. O 18UTC gradient temperatury zaczyna się mocno zagęszczać – na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów różnica temperatur sięga 10°C. Do 00UTC różnice takie obserwujemy już na przestrzeni 20-30 kilometrów. Na mapie synoptycznej widać, że Polska znajduje się pod wpływem wyjątkowo wydłużonej zatoki niskiego ciśnienia, a przez obszar naszego kraju przechodzą dwa fronty atmosferyczne.  Siłowanie się dwóch mas powietrza będziemy obserwować przez niemal trzy kolejne doby. Nad ranem 28 grudnia pokrywa śnieżna nadal mizerna.

 

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 28 grudnia 1978 o 00,06,12 i 18UTC.

Mapa synoptyczna, 28 grudnia 1978 12UTC. Źródło: Daily Weather Reports, MetOffice.

 

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 28 grudnia 1978.

29 grudnia 1978

Ten dzień zapisał się na znacznym obszarze kraju jako decydujący w bitwie pomiędzy dwiema masami powietrza. Jeszcze o 00UTC przyziemna linia frontu znajdowała się mniej więcej na odcinku Gorzów-Poznań-Warszawa-Terespol, a 6 godzin później przesunęła się ok. 50-80 kilometrów na południe. Cały czas rośnie gradient temperatury. O 00UTC najcieplej jest w Wieliczce (+8.4°C), najzimniej zaś w Suwałkach (-14.7°C). O 6UTC notujemy od -16.9°C w Olecku do +9.3°C w Grodkowie. O 12UTC temperatura w północno-wschodniej części kraju zamiast rosnąć, spada – mamy od -18.0°C w Suwałkach do +11.9°C w Grodkowie – różnica temperatur na terenie Polski sięga 29.9°C. Jeszcze wyższa jest o 18UTC: od -21.7°C w Lidzbarku Warmińskim do +10.5°C w Grodkowie (różnica równa 32.2°C). Jednocześnie wraz z przesuwającym się powoli frontem chłodnym ciepłe powietrze było spychane coraz bardziej na południe. O 18UTC front znajduje się niemal nad Wrocławiem.

Front chłodny wcina się klinem pod ciepłe powietrze, wypychając je do góry. Ponieważ przemieszcza się on bardzo powoli, przez dłuższy czas mamy sytuację, w której wyżej znajdowała się warstwa ciepłego powietrza, co potwierdza sondaż z Wrocławia z 00UTC, 30 grudnia. Możemy z niego odczytać, że o ile na wysokości 653 m. temperatura wynosiła -11.1°C, o tyle zaledwie 250 m. wyżej było już +0.6°C.

-----------------------------------------------------------------------------
   PRES   HGHT   TEMP   DWPT   RELH   MIXR   DRCT   SKNT   THTA   THTE   THTV
    hPa     m      C      C      %    g/kg    deg   knot     K      K      K 
-----------------------------------------------------------------------------
 1000.0    -33                                                               
  981.0    122   -5.9   -6.9     93   2.33     40      2  268.7  275.2  269.1
  916.0    653  -11.1  -12.0     93   1.67      4     12  268.7  273.4  269.0
  887.0    906    0.6    0.6    100   4.53    347     16  283.3  296.2  284.1
  850.0   1247   -0.5   -0.5    100   4.36    325     22  285.6  298.2  286.4
  766.0   2079   -3.3   -3.3    100   3.93    304     22  291.2  302.9  291.9
  700.0   2789   -7.5   -7.8     98   3.05    285     22  294.1  303.4  294.7
  600.0   3974  -14.5  -15.6     91   1.90    278     36  299.3  305.4  299.6
  500.0   5330  -23.9  -25.1     90   1.00    270     52  303.8  307.2  304.0
  400.0   6930  -34.7  -36.5     84   0.42    265     70  309.8  311.3  309.9
  392.0   7071  -35.5  -37.3     83   0.40                310.6  312.0  310.6
  329.0   8270  -45.5                                     312.8         312.8
  300.0   8880  -50.9                                     313.5         313.5
  250.0  10040  -60.7                                     315.7         315.7
  200.0  11450  -55.9                                     344.1         344.1
  187.0  11878  -54.5                                     353.0         353.0
  150.0  13290  -53.7                                     377.3         377.3

To zaś doprowadza do tego, że w chwili przejścia frontu w wielu miejscach notowane są opady deszczu przechodzące w deszcz marznący powodujący gołoledź. We Wrocławiu dodatkowo występuje opad ziaren lodowych.

Powyżej: przebieg zjawisk atmosferycznych we Wrocławiu w dniu 29 grudnia 1978.

Nad ranem 29 grudnia w północnej części kraju mieliśmy już pokrywę śnieżną, której wysokość przekraczała miejscami 15 cm.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 29 grudnia 1978 o 00,06,12 i 18UTC.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 29 grudnia 1978.

30 grudnia 1978

Nad ranem pokrywa śnieżna w północnej Polsce przekracza miejscami 20 cm (Prabuty 25 cm), co w połączeniu z bardzo wysoką średnią prędkością wiatru (miejscami ponad 10 m/s np. w Gdyni, Gdańsku, Łebie czy Świnoujściu) z pewnością doprowadziło do powstania znacznych zasp i związanych z nimi utrudnień komunikacyjnych. Potwierdzają to dane terminowe ze stacji Gdańsk-Rębiechowo, gdzie notowano silną zamieć śnieżną niską.

Przebieg zjawisk atmosferycznych w 30 grudnia 1978 na stacji Gdańsk-Rębiechowo.

Tego dnia front chłodny obejmuje niemal cały kraj. Niemal, bo dodatnie temperatury panują jeszcze na wyżej położonych stacjach na południowych krańcach Polski.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 30 grudnia 1978 o 00,06,12 i 18UTC.

 

Nie był to jednak jeszcze koniec zabawy – po pierwsze nadal występowały opady śniegu połączone z silnym, porywistym wiatrem. Po drugie 31 grudnia front cofnął się nieco na północ dostarczając dodatkowych atrakcji mieszkańcom Polski południowej.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 30 grudnia 1978.

31 grudnia 1978

W Sylwestra następuje dalszy przyrost pokrywy śnieżnej, głównie w północnej połowie Polski. Do 40 cm wzrasta pokrywa śnieżna w Sobieszynie, 35 cm notujemy na stacji Gdańsk Rębiechowo. Przy wciąż występujących zamieciach i zawiejach śnieżnych miejscami tworzą się zaspy znacznie przekraczające 100 cm. W nocy zaczyna ponownie rosnąć temperatura na południu kraju. O 06UTC mamy już +6.2°C w Zawoi, o 12UTC od Kotliny Kłodzkiej aż po Bieszczady pojawia się fen – w Międzybrodziu Bialskim temperatura wzrasta do +8.7°C (w tym samym czasie w Białej Podlaskiej jest -20.8°C). W rejonie Bielska Białej dochodzi do niezwykłej sytuacji: po ochłodzeniu w nocy 30 grudnia pojawiają się chwilowe podmuchy fenu. O 3UTC 31 grudnia prędkość wiatru wzrasta do 7 m/s, wiatr zmienia kierunek na południowo zachodni, a temperatura nagle wzrasta do +4.4°C. Po czym nad ranem wiatr się uspokaja, zmienia kierunek na północny i w okolicach południa temperatura wynosi -4.1°C. W godzinach popołudniowych wiatr nagle ponownie zmienia kierunek na południowy, a jego średnia prędkość osiąga 14 m/s. W ciągu paru godzin temperatura rośnie aż o 12°C i nieco po 18UTC notowane jest +8.5°C. W momencie gdy wiatr ponownie cichnie i zmienia kierunek na północny, temperatura gwałtownie spada. Przed 18UTC 1 stycznia 1979 spada ona aż do -19.5°C, co oznacza że 24. godzinny spadek temperatury w Bielsku Białej wyniósł aż 28.0°C. Pomiary ciśnienia wskazują, że mieliśmy tu do czynienia z stosunkowo głębokim układem niskiego ciśnienia, a południowe krańce Polski znalazły się przejściowo w jego ciepłym sektorze.

Dane terminowe z Bielska Białej od 30 grudnia 1978 do 1 stycznia 1979.

 

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 31 grudnia 1978 o 00,06,12 i 18UTC.

 

Powyżej: Ciśnienie na poziomie morza i temperatura na wysokości 850hPa (31.12.1978, 18UTC). Źródło: Reanaliza NOAA/WetterZentrale.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 31 grudnia 1978.

 

1 stycznia 1979

Nowy rok przywitał nas temperaturami dodatnimi już tylko nad ranem na krańcach południowo-wschodnich i na Podhalu: w Stuposianach o 6UTC notowano +5.1°C. Obserwowano dalszy przyrost pokrywy śnieżnej: w Gdańsku-Rębiechowie było to już 50 cm, w Sobieszynie 45 cm, 40 cm notowano w Pile. Zróżnicowana wysokość pokrywy śnieżnej obserwowana była w Warszawie: na stacji Warszawa-Obserwatorium było to 35 cm, na stacji Warszawa-Bielany 23 cm, a na Okęciu tylko 20 cm. Tak różne wysokości pokrywy śnieżnej na małym obszarze można tłumaczyć nie tylko różnymi wysokościami opadu, ale i silnym wiatrem, który powodował wywiewanie śniegu z jednych miejsc i gromadzenie w innych.

Powyżej: temperatury w Polsce, stan z 1 stycznia 1979 o 00,06,12 i 18UTC.

Powyżej: wysokość pokrywy śnieżnej nad ranem 1 stycznia 1979.

 

Warto ponownie zwrócić uwagę, że podane wartości pokrywy śnieżnej mogą być nieco mylące. Zasadniczą cechą pomiaru jej wysokości jest to, że nie mierzy się wartości maksymalnej, ale średnią na specjalnie wyznaczonym poletku. Ponieważ w czasie tego niezwykle silnego ataku zimy występował bardzo silny wiatr (szczególnie w Polsce północnej) i związane z nim zawieje i zamiecie śnieżne, w wielu miejscach wysokość pokrywy mogła być znacznie, nawet kilkukrotnie wyższa, niż zmierzona na stacjach synoptycznych i klimatologicznych.

 

2 stycznia 1979 i dalsze dni

Tego dnia miały miejsce kolejne opady i związane z nimi przyrosty pokrywy śnieżnej, jednocześnie wzrosła nieco temperatura. Tym razem opady były bardzo obfite – suma opadu na stacji Gdańsk-Rębiechowo wyniosła aż 11.7 mm, nad ranem zmierzono tam 60 cm pokrywy śnieżnej, podczas gdy 3 stycznia było to już 80 cm. Wiatr nie osiągał już tak znacznych prędkości, mimo to nadal powodował zawieje i zamiecie śnieżne. Trudno oszacować ile mogła mierzyć pokrywa śnieżna w najgłębszych zaspach. Silne opady ustały w Gdańsku 4 stycznia nad ranem – wówczas grubość pokrywy śnieżnej osiągała już 90 cm. Od tej pory przyrosty pokrywy śnieżnej były już niewielkie, przynajmniej na Wybrzeżu.

Przebieg pogody w dniach 2-4 stycznia 1979 na stacji Gdańsk-Rębiechowo

Taka sytuacja była bardzo lokalna. Znacznie mniejszą wysokość pokrywy śnieżnej notowano w Gdyni (55 cm), co oznacza że być może odpowiadały za to opady związane z bałtycką analogią „efektu jeziora”.

Powyżej: Dziennik Bałtycki z 4 stycznia 1979. Źródło: Bałtycka Biblioteka Cyfrowa.

Zima stulecia w Starych Babicach i okolicy. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

6 stycznia 1979 grubość pokrywy śnieżnej na stacji Gdańsk-Rębiechowo osiągnęła 92 cm. Od tej pory z każdym dniem malała, jednak aż do 25 stycznia 1979 przekraczała 50 cm. W tym czasie gruba pokrywa śnieżna występowała również we wschodniej części kraju: w Terespolu było to 64 cm. W ostatnim dniu stycznia w Warszawie było 70 cm śniegu, a w Legionowie nawet 72 cm.W Szczuczynie (woj. podlaskie) było to zaś aż 93 cm. W pierwszych dniach lutego 1979 sytuacja nie uległa większym zmianom. 6 lutego grubość pokrywy śnieżnej wynosiła 90 cm w Olecku i 100 cm w Szczuczynie. W tym samym czasie w Przemyślu zmierzono zaledwie 7 cm. W połowie miesiąca w Suwałkach było 84 cm, w Olecku 96 cm, w Szczuczynie 114 cm (18 lutego 118 cm). Metrowa, lub niemal metrowa pokrywa śnieżna występowała tam aż do początku marca, kiedy zima zaczęła w końcu powoli odpuszczać. Na szczęście ocieplenie nie pojawiło się z dnia na dzień i w wielu wypadkach proces topnienia pokrywy śnieżnej trwał parę tygodni, jednakże nie pozwoliło to uniknąć powodzi roztopowej – było to wręcz nieuniknione przy tak dużych jej wysokościach.

Oczywiście tak intensywny atak zimy miał swoje konsekwencje. To, co się nasuwa od razu, to utrudnienia komunikacyjne – w związku z obfitymi opadami śniegu wojewoda gdański wprowadził z dniem 1 stycznia 1979 stan klęski żywiołowej. Sztab kryzysowy zebrał się nawet we Wrocławiu, jego obrady były jednak znacznie utrudnione, gdyż znaczna część miasta pozbawiona została dostaw energii elektrycznej. Prawdopodobnie związane to było nie tylko z opadami śniegu, ale i z wspomnianym wcześniej pojawieniem się licznych marznących opadów, które doprowadziły do zerwania linii wysokiego napięcia. W wielu miejscach pracę przerwały fabryki – nie tylko z uwagi na braki w dostawach prądu, ale i z przyczyny… braków kadrowych. Najzwyczajniej w świecie wiele osób nie było w ogóle w stanie dotrzeć do pracy. Zaczęły pojawiać się problemy z zaopatrzeniem, co było szczególnie dotkliwe w przypadku produktów spożywczych. 2 stycznia 1979 Trybuna Ludu donosiła, że zaspy w północnej części kraju dochodzą do 3.5 m (co jest całkiem prawdopodobne, jeśli pokrywa śnieżna zmierzona na stacji meteorologicznej w Rębiechowie wyniosła 92 cm). W wielu miastach nie funkcjonowała komunikacja miejska, odwołano również ok. 800 pociągów. Świadkowie tych wydarzeń wspominają, że niektóre wsie znajdujące się w obniżeniach terenu zostały zasypane po dachy – było to skutkiem nawet nie tyle obfitych opadów, ale przede wszystkim towarzyszącego im bardzo silnego wiatru.

Rozładunek ciężarówki z termosami obiadowymi na ul. Malczewskiego 30 stycznia 1979. W wyniku tych opadów wysokość pokrywy śnieżnej w Warszawie wzrosła do 70 cm. Źródło: NAC.

 

Zima 1978/79 w Gołdapi (źródło: goldap.org.pl)

Warto zwrócić uwagę, że były regiony, w których pokrywa śnieżna nie osiągała tak znacznych wysokości. Najmniej śniegu leżało tam, gdzie ochłodzenie dotarło najpóźniej – czyli na Podkarpaciu, Podhalu i ogólnie w południowo-wschodniej części kraju. 5 stycznia pokrywę śnieżną o grubości zaledwie 4 cm zmierzono w Jabłonce, 1 cm w Krasnystawie. Nie jest więc prawdziwa panująca powszechnie opinia, że śnieg sparaliżował cały kraj – były miejsca od tego paraliżu przynajmniej częściowo wolne, chociaż było ich naprawdę niewiele. Mylne okazuje się też częste przekonanie, że główne ochłodzenie przypadło na Sylwestra. Taka sytuacja miała miejsce jedynie na południowych krańcach Polski – na przeważającym obszarze doszło do tego 29 i 30 grudnia 1978.

Najniższe temperatury notowano w pierwszych dniach stycznia 1979: 4 stycznia temperatura minimalna w Kmiecinie spadła do -33.6°C, przy gruncie notowano oczywiście temperatury znacznie niższe: w Lidzbarku Warmińskim nawet -39.4°C. „Dziennik Bałtycki” z 5 stycznia 1979 donosi:

„Wczoraj woj. elbląskie nawiedziła fala ostrego mrozu. Rano termometry w Braniewie wskazywały minus 33, w Elblągu – minus 28. Rekord padł po południu w Bardynach (gmina Wilczęta) – minus 37.”

Do informacji o rekordowej temperaturze z Bardyn ciężko się odnieść z uwagi na to, że brak jest jakichkolwiek oficjalnych danych. Biorąc pod uwagę fakt, że w Kmiecinie temperatura spadła niemal do -34°C, nie jest wykluczone, że w naturalnych nieckach (tzw. „mrozowiskach”) temperatury mogły być jeszcze niższe, istotnie zbliżając się do wartości -37°C.

Temperatura minimalna 4 stycznia 1979

Wątpliwości jednak budzi fakt, że wg autora tekstu miało się to dziać „po południu”. Mimo wszystko daleko tym mrozom do najniższych temperatur notowanych w Polsce w XX w, szczególnie tych z roku 1929, kiedy oficjalne dane z Żywca mówią o -40.6°C, zaś nieoficjalnie notowano temperatury spadające nawet do -42.0°C i niżej.

Jak więc widać nie była to może zima najmroźniejsza, za to odznaczała się bardzo grubą i długo utrzymującą się pokrywą śnieżną, szczególnie w północnej i północno-wschodniej części Polski, gdzie osiągała (a miejscami z pewnością przekraczała) 120 cm – najwięcej w latach 1951-2018. W żadnym wypadku o zimie stulecia nie mogą mówić mieszkańcy Małopolski i Podkarpacia, gdzie pokrywa śnieżna była przeważnie niewielka (w okolicy Krakowa niewiele ponad 30 cm, w Przemyślu było to maksymalnie 24 cm). W skali całego kraju była to zima mniej śnieżna od tej z 1969/70, a także zauważalnie od niej cieplejsza. Nie ma sobie jednak równych skala i gwałtowność ochłodzenia, jakie dotknęło nasz kraj na przełomie grudnia i stycznia 1978/79.

Wysokość pokrywy śnieżnej 18 lutego 1979

 

 

Ocieplenie

W wielu miejscach wyższe temperatury, a co za tym idzie powolny zanik pokrywy śnieżnej, pojawiły się dopiero w marcu 1979. W dalszym ciągu północna część kraju charakteryzowała się przeważnie niższymi temperaturami. Średnia temperatura marca 1979 wyniosła +3.9°C we Wrocławiu, +1.7°C w Warszawie, +0.1°C na stacji Gdańsk-Rębiechowo, -0.1°C w Suwałkach. Najwyższe dodatnie anomalie temperatury panowały w południowo-wschodniej części Polski – tam marzec miejscami był nawet o 1.5°C cieplejszy, niż wynosi norma z lat 1981-2010. Największe ocieplenie pojawiło się na przełomie II i III dekady marca. Jeszcze 19 marca nad ranem w Suwałkach temperatura spadła do -18.5°C, -19.0°C notowano w Gołdapi. W Suwałkach wysokość pokrywy śnieżnej wynosiła wówczas 49 cm, a najwięcej śniegu było w Biebrzy: 52 cm. Z kolei na południu kraju dało się już poczuć pierwsze powiewy wiosny: w Nowym Sączu temperatura maksymalna wzrosła aż do +14.0°C, nie obserwowano już tam pokrywy śnieżnej. W kolejnych dniach mieliśmy do czynienia z postępującą adwekcją ciepła i 21 marca już tylko na północy kraju temperatury w ciągu dnia były ujemne. Ponad 50 cm pokrywy śnieżnej zmierzono jeszcze w Biebrzy. Pojawienie się dodatnich temperatur powietrza, nie przekraczających jednak 10°C spowodowało, że pokrywa śnieżna zanikała tu dość powoli – w Suwałkach notowano ją jeszcze 3 kwietnia 1979.

Powyżej: temperatury notowane w Polsce o 12UTC między 19 a 22 marca 1979.

Z uwagi na znaczną wysokość pokrywy śnieżnej, szczególnie w centralnej, północnej i północno-wschodniej części Polski, topnienie jej doprowadziło do powodzi roztopowej, która objęła swym zasięgiem zlewnie Narwi i Dolnej Wisły. Zalaniu uległo 20 tys. km² terenu.

Powyżej: miesięczne anomalie temperatury powietrza od grudnia 1978 do marca 1979. Widać, że zima najostrzejsza była w centralnej, północnej i północno-wschodniej Polsce.

Niemcy

Wbrew przekonaniu niektórych osób atak zimy 1978/79 dotknął nie tylko Polskę, ale i m.in. Niemcy Zachodnie. Tutaj na zdarzenie to mówi się krótko: „schneekatastrophe”, a zdjęcia i materiały filmowe pokazują, że skala zjawiska mogła być tylko nieznacznie mniejsza, niż u nas. Najbardziej dotkniętym katastrofą regionem Niemiec był Szlezwik-Holsztyn.


Zdjęcia: Kai Greiser / spiegel.de.

 

Na koniec

Zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy wpis jest wyjątkowo długi, chyba jeden z najdłuższych na tym blogu. Wytrzymacie chyba jednak jeszcze parę ostatnich zdań. Otóż w dobie globalnego ocieplenia mogłoby się wydawać, że tak gwałtowne ochłodzenia, jak to z przełomu lat 1978 i 1979 nie mogą już mieć miejsca. Prawda jest niestety taka, że jak najbardziej mogą. I to nie za 30 lat, ale za rok, dwa, czy nawet za miesiąc. Zima 1978/79 nie należała do skrajnie mroźnych i jak najbardziej może się powtórzyć. Również obfite opady śniegu nie są wykluczone, a z uwagi na wzrost zawartości pary wodnej w atmosferze (związany z wzrostem temperatury globalnej) nawet dość prawdopodobne. Powtórzenie się sytuacji synoptycznej z końca grudnia 1978 skutkowałoby obecnie bardzo podobnymi wydarzeniami, a ponieważ nasze uzależnienie od działania infrastruktury jest chyba znacznie większe, aniżeli 40 lat temu, skutki takiego ataku zimy mogłyby być bardzo dotkliwe.

Historycznie #4: silne mrozy

Historycznie #4: silne mrozy

Większość mieszkańców Polski za wyjątkowo silne fale mrozów uważa przypadki, w których temperatury minimalne spadają na nizinach poniżej -20°C, jednak w naszym klimacie nie jest to nic nadzwyczajnego. O wiele rzadsze przypadki to te, w których progu -20°C nie przekraczają na nizinach temperatury maksymalne. W całym okresie pomiarowym 1951-2018 (możemy już bezpiecznie założyć, że taki przypadek w tym roku nie wystąpi) przypadki takie miały miejsce w 11 latach: 1954, 1956, 1963, 1969, 1970, 1978, 1979, 1985, 1987, 2003, 2006. Przy czym sezonów zimowych było takich 9. Najbardziej znaczące przypadki to te z lat 1956 i 1987, kiedy temperatury maksymalne osiągnęły wartości najniższe, a izoterma -20°C objęła swym zasięgiem największy obszar.

Najniższą temperaturę maksymalną odnotowano 31 stycznia 1956 r. w Suwałkach i wyniosła ona -26.1°C.

W 1956 r. największy zasięg temperatury maksymalne <= -20.0°C osiągnęły właśnie 31 stycznia. Pojawiły się one również 1, 8 i 9 lutego. 9 lutego temperatura maksymalna wyniosła -20.0°C i był to jeden z dwóch przypadków, gdy osiągnęła ona tę barierę.

W 1963 r. temperatury maksymalne spadały do -20°C w trzech dniach: 17,18 i 19 stycznia 1963. Najzimniej było 19 stycznia 1963 na stacji Topola-Błonie (-21.4°C), a temperaturę maksymalną niższą lub równą -20°C na największej liczbie stacji notowano 17 stycznia (10).

Znacznie mniej stacji notowało tak niskie temperatury maksymalne zimą 1969/70. Pojedyncze przypadki pojawiły się 31 grudnia 1969 (2 stacje), 31 stycznia 1970 (2 stacje) i 1 lutego 1970 (2 stacje). W tym ostatnim przypadku wartość temperatury maksymalnej w Pułtusku (-25.0°C) wydaje się jednak znacznie zaniżona i nieprawidłowa.

Kolejne przypadki wystąpienia temperatury maksymalnej <= -20.0°C wystąpiły w czasie słynnego ataku zimy z przełomu 1978 i 1979 r. Tak niskie temperatury panowały w dniach 30 i 31 grudnia 1978 (3 stacje) oraz 2 i 4 stycznia 1979 (po jednym przypadku). Najniższą temperaturę maksymalną odnotowano 30 grudnia 1978 w Lidzbarku Warmińskim (-21.7°C). Tego dnia rozkład temperatury maksymalnej był jednym z najbardziej niezwykłych w całym okresie pomiarowym (od 1951 r.). Równoleżnikowo położony front atmosferyczny, rozciągający się przez obszar znacznej części Europy dzielił Polskę na dwie części – południową, gdzie temperatury maksymalne wzrosły powyżej +10°C i północną, gdzie spadały one poniżej -20°C. Zbliżona, ale znacznie łagodniejsza sytuacja panowała w 2006 r.


Pojedyncza wartość poniżej -20°C została zarejestrowana 11 lutego 1985 w Prabutach (-20.1°C), w 1986 r. -21.0°C notowano we Fromborku, jednak dane z tej stacji sa najprawdopodobniej błędne.

Wyjątkowo dużo bardzo mroźnych dni notowano w styczniu 1987. Główna fala mrozów objęła Polskę w dniach 8 – 14 stycznia 1987:

Na kolejne tak mroźne dni trzeba było czekać aż do 2003 roku. Co prawda wg bazy danych IMGW temperatury niższe od -20°C panowały w dniach 25-31 grudnia 1996 w Grudziądzu, jednakże wszystko wskazuje na to, że są to pomiary błędne:

7 stycznia 2003 temperatury maksymalne niższe lub równe -20.0°C notowano na trzech stacjach.

Ostatnie temperatury maksymalne <= -20.0°C pojawiły się w Polsce 20 i 23 stycznia 2006 r. 21 stycznia 2006 nad Polską mieliśmy nad Polską znaczny gradient temperatur maksymalnych, był on jednak o wiele słabiej wyrażony, niż pod koniec grudnia 1978.

Najniższą temperaturę maksymalną w czasie fali mrozów z 2006 r. notowano w Suwałkach: -22.2°C 20 stycznia 2006). Po roku 2006 ani razu temperatura maksymalna nie spadła poniżej -20.0°C. Najbliżej tego było w roku 2012, kiedy 31 stycznia w Strzyżowie w najcieplejszym momencie dnia było -19.6°C. W ostatnich latach najzimniej było 7 stycznia 2017, kiedy w Białowieży notowano -16.3°C.

W całym okresie 1951-2018 wystąpiło zaledwie 25 dni, w których na polskich nizinach temperatura maksymalna spadła do -20.0°C lub niżej, co stanowi ok. 0.4% wszystkich dni w okresie zimowym (DJF). Dni takie pojawiały się głównie w styczniu i lutym, tylko w 1969 i 1978 pojawiły się również w końcówce grudnia. Najpóźniejszy przypadek mieliśmy 11 lutego 1985 r, a najniższą temperaturę maksymalną (-26.1°C) odnotowano 31 stycznia 1956 r. w Suwałkach. Niższe temperatury maksymalne notowano przed wojną – wg. rocznika meteorologicznego PIHM z 1929 r., 10.02.1929 temperatura maksymalna w Puławach osiągnęła zaledwie -26.4°C. Niewykluczone, że w najmroźniejszych dniach zimy 1928/29 miejscami temperatura maksymalna wynosiła -28°C.

Bardzo duża anomalia T850 nad Polską

Bardzo duża anomalia T850 nad Polską

W poniedziałek temperatura na wysokości 850hPa ma w Polsce sięgnąć +17°C, co jak na tą porę roku jest wartością bardzo rzadką. Wg reanalizy ERA-Interim, w latach 1979-2016 temperatura na wysokości 850hPa przekroczyła 15°C tylko w niektórych latach.

Poniżej prognoza modeli ALARO, AROME, GFS i ICON.

A poniżej mamy przypadki historyczne:

1997

2002

 

 

2004

 

 

2015

 

Najwyższą temperaturę na wysokości T850 w listopadzie notowano w 2015 (mapa powyżej) i było to 17.6°C. Nie przełożyło się to wówczas na jakieś skrajnie wysokie temperatury na poziomie 2 metrów nad gruntem – najcieplej było w Radziechowym, 21.3°C. Przyczyną była dość spora inwersja termiczna, charakterystyczna dla chłodnej pory roku.

Poniżej: sytuacja baryczna 3 listopada 2015 o 12UTC (źródło: WetterZentrale):

 

Fragment sondażu z tego dnia (Wrocław) w formie tekstowej:

----------------------------------------------------------------------------
   PRES   HGHT   TEMP   DWPT   RELH   MIXR   DRCT   SKNT   THTA   THTE   THTV
    hPa     m      C      C      %    g/kg    deg   knot     K      K      K 
-----------------------------------------------------------------------------
 1009.0    122   13.2    0.2     41   3.86    110      4  285.6  296.8  286.3
 1000.0    195   12.2   -1.8     38   3.37    155      6  285.4  295.2  285.9
  977.0    389   11.0   -3.0     37   3.15    173     14  286.1  295.3  286.6
  974.0    415   11.4   -4.4     33   2.85    175     16  286.7  295.2  287.2
  949.0    633   15.0  -16.0     10   1.16    178     20  292.5  296.2  292.7
  933.0    776   15.0  -19.0      8   0.92    179     24  293.9  296.9  294.1
  925.0    849   15.4  -21.6      6   0.74    180     25  295.1  297.5  295.2
  919.0    904   15.3  -24.4      5   0.58    180     27  295.5  297.5  295.6
  912.0    969   15.2  -27.8      4   0.43    184     24  296.0  297.5  296.1
  902.0   1062   17.1  -29.1      3   0.39    190     19  298.9  300.3  299.0
  893.0   1148   18.8  -30.2      2   0.35    178     18  301.5  302.8  301.6
  887.0   1205   18.6  -30.4      2   0.35    170     17  302.0  303.2  302.0
  853.0   1539   17.8  -31.2      2   0.33    165     16  304.5  305.7  304.5
  850.0   1569   17.8  -31.2      2   0.33    165     16  304.8  306.0  304.8
  824.0   1829   16.1  -32.9      2   0.29    170     12  305.7  306.8  305.8
  781.0   2278   13.2  -35.8      2   0.23    215     14  307.3  308.1  307.3
  763.0   2473   11.9  -37.1      2   0.21    210     14  308.0  308.7  308.0
  750.0   2617   11.0  -38.0      2   0.19    185     10  308.5  309.2  308.5

 

Jak widać, na wysokości około kilometra nad poziomem gruntu temperatura tego dnia była aż o 5°C wyższa, niż na wysokości 2 metrów. Również w poniedziałek może być dość podobnie, a bardzo wysokie temperatury, sięgające 22-23°C pojawić się mogą tylko lokalnie. Z drugiej strony przykład dnia wczorajszego pokazuje, że można się spodziewać właściwie wszystkiego. Wg modelu ALARO temperatura w Polsce południowo-wschodniej osiągnie jutro 22.4°C, jak będzie w rzeczywistości – zobaczymy.

Wyjątkowo ciepły początek listopada

Wyjątkowo ciepły początek listopada

Wszystko wskazuje na to, że pierwsza dekada listopada zapisze się wyjątkowo wysokimi temperaturami, szczególnie w Polsce południowo-zachodniej. Wg prognozy GFS z 00UTC anomalia temperatury za okres od 30 października do 7 listopada włącznie będzie sięgać tam niemal +8°C w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010.

Warto zwrócić jednak uwagę, że był w historii listopad, który mimo aż tak niezwykłych prognoz, trudno będzie przebić. Chodzi tu mianowicie o listopad 1926 – jedyny listopad w całej serii pomiarowej (od 1781 r.!), który może się pochwalić średnimi temperaturami miesięcznymi lokalnie przekraczającymi 10°C. Tak to wyglądało w Krakowie:

Wg ówczesnej metody wyliczania średniej dobowej temperatury powietrza, średnia temperatura miesięczna w Krakowie osiągnęła aż +9.5°C. Do 23. listopada włącznie każdy dzień charakteryzował się temperaturą maksymalną przekraczającą +10°C. W dziesięciu z tych dni temperatura przekraczała +15°C.

W skali całego kraju średnie temperatury charakteryzowały się dużym zróżnicowaniem. W Bydgoszczy średnia temperatura miesięczna wyniosła 6.4°C, 7.4°C było w Białymstoku. W Puławach było to aż 8.7°C, ale najwyższe średnie notowano w Małopolsce, na Śląsku i na Podkarpaciu: Tarnów 11.0°C, Cieszyn 10.8°C, Żywiec 10.0°C.

Zimniej było na północy: w Koszalinie średnia temperatura listopada wyniosła 5.8°C, co przełożyło się również na najniższą anomalię: +1.5°C w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010. Dzięki temu anomalia w skali całego kraju nie była aż tak imponująca, jak na południu i wyniosła +3.85°C (1981-2010). Pozostawia ona jednak wyraźnie w tyle drugi na liście listopad 1963 (+3.36°C).

[xyz-ips snippet=”s2-ad”]

Historycznie #3: lato 1992

Historycznie #3: lato 1992

W świadomości wielu (szczególnie tych nieco starszych) pasjonatów meteorologii w Polsce, lato 1992 zapisało się jako najbardziej gorące i niezwykłe w historii. Istotnie, pod względem średniej obszarowej anomalii temperatury powietrza lato to nie miało sobie równych w ciągu niemal 200 lat – wyższą anomalią obszarową miało ponoć lato 1811, przy czym do tak starych pomiarów (wykonywanych przy tym bez stosowania klatek meteorologicznych) należy podchodzić z dużą dozą ostrożności.

Jeżeli jednak przyjrzymy się notowanym wówczas średnim temperaturom miesięcznym, okaże się, że na tle ostatnich lat nie były one jakieś skrajnie nadzwyczajne. Czerwiec w południowej Polsce charakteryzował się średnią temperaturą miesięczną równą 18.6°C w Krakowie, 19.1°C we Wrocławiu, 19.5°C w Zielonej Górze i 19.6°C w Gorzowie. Najbardziej anomalnym obszarem była północna część Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej, gdzie anomalia temperatury (względem okresu referencyjnego 1981-2010) sięgała +3.0°C.

Obszarowa anomalia temperatury czerwca nie była jakaś skrajnie wysoka i wyniosła +1.70°C, we wschodniej części kraju wynosiła poniżej +1°C. W Terespolu średnia temperatura czerwca 1992 to jedynie 17.5°C. Pod względem anomalii obszarowej cieplejsze w Polsce były czerwce 2007 (+2.20°C), 2016 (+2.11°C) jak i tegoroczny (+2.17°C). W czerwcu 1992 notowano również kilka bardzo zimnych dni, szczególnie na przełomie I i II dekady miesiąca.

Poniżej: dobowe anomalie temperatury w okresie od 8 do 13 czerwca 1992 (interpolacja IDW).

Jeszcze mniej anomalny był lipiec. Co prawda jego średnia temperatura w wielu miejscach osiągnęła 20°C (Wrocław 20.2°C, Gorzów Wlkp. 20.5°C), jednakże pod względem anomalii temperatury był to miesiąc znacznie od czerwca chłodniejszy. Ponownie najchłodniej było na wschodzie kraju, gdzie lipiec 1992 był wręcz w normie termicznej, lub był zaledwie lekko ciepły. Tak było w Terespolu, gdzie jego średnia temperatura wyniosła 19.2°C, czy we Włodawie (również 19.2°C), czy w Zamościu (18.7°C). Anomalia obszarowa była mizerna i wyniosła zaledwie +0.99°C.

Najbardziej anomalnym miesiącem lata 1992 okazał się jednak sierpień. W wielu miejscach do tej pory dzierży on miano najcieplejszego sierpnia w latach 1850-2017. Jego średnia anomalia obszarowa wyniosła +2.78°C, zaś najwyższe anomalie notowano w południowej części kraju. W Krakowie jego średnia temperatura osiągnęła 22.0°C i była o 0.5°C wyższa, niż w pamiętnym sierpniu 2015. W Opolu było to 22.3°C, jednakże tu znacznie cieplejszy okazał się być sierpień 2015 (23.1°C). W Zielonej Górze średnia temperatura sierpnia 1992 wyniosła 21.0°C – na ten czas była to najwyższa średnia temperatura miesięczna notowana w latach 1881-1992. Już wkrótce pobił ją jednak lipiec 1994 (22.9°C) i w końcu lipiec 2006 (24.2°C). Cieplejszy sierpień wystąpił w Zielonej Górze już w 2002 (21.1°C) i w 2015 (22.7°C). Sierpień 1992 okazał się być najcieplejszym sierpniem w historii pomiarów w Kłodzku. Sierpniowi 2015 zabrakło do niego 0.1°C.

[xyz-ips snippet=”s2-ad”]

Tym razem sierpień „nie dopisał” nad samym morzem, gdzie jego anomalia wyniosła poniżej 1°C. W Łebie jego średnia temperatura była o 0.1°C niższa niż w lipcu i wyniosła 17.8°C. Średnia temperatura lata w Łebie wyniosła zaledwie 17.2°C i nie była jakaś szczególnie nadzwyczajna. Wyższą notowano w 1959 (17.3°C), 2002 (17.8°C), 2006 (17.6°C), 2010 (17.5°C). Tegoroczne lato również najprawdopodobniej będzie cieplejsze w Łebie od tego z 1992: dla wyrównania wystarczy średnia sierpnia równa 15.8°C, podczas gdy do 16 sierpnia włącznie wynosi ona 21.3°C. Tutaj wystarczy średnia temperatura sierpnia na poziomie 18.0°C, aby tegoroczne lato okazało się być rekordowo ciepłe.

W skali całego kraju średnia anomalia temperatury lata (okres referencyjny 1981-2010, poltemp 1.0H4) wyniosła więc +1.82°C, a suma miesięcznych anomalii +5.47°C. Do lipca włącznie suma anomalii lata 2018 to +3.83°C, dla wyrównania lata 1992 wystarczy więc sierpień z anomalią równą +1.64°C. Obecnie (do 16 sierpnia włącznie) anomalia ta szacowana jest na +3.36°C, a wg prognoz, w ciągu najbliższych 10 dni należy spodziewać się anomalii średniej przekraczającej (w skali całego kraju) +2.0°C. Wg ostrożnych szacunków (anomalia ok. +2°C), do 26 sierpnia średnia anomalia sierpnia spadnie do ok. 2.7 – 2.9°C, a jeżeli kolejne 5 dni będzie w normie termicznej, to ostatecznie otrzymamy ok. 2.38°C. Wówczas lato 2018 charakteryzowałoby się średnią anomalią równą +2.07°C, nie tylko przebijając 1992, ale i niemal sięgając absolutnego rekordu z 1811 (+2.11°C).

Jak więc widzimy, szanse że tegoroczne lato przebije termicznie te z 1992 są bardzo wysokie. Wówczas będziemy mogli mówić, że lato w Polsce okazało się być najcieplejsze od ponad 200 lat. Należy jednak pamiętać, że lato 1992 to nie tylko wysokie temperatury, ale i bardzo niskie sumy opadów, w wielu miejscach nie przekraczających 100 mm za wszystkie trzy miesiące letnie (czerwiec-sierpień). W tym roku zbliżoną sytuację mamy chyba jedynie na Ziemi Lubuskiej (tutaj w zasadzie jest nawet gorzej, niż w 1992). W Zielonej Górze w okresie wegetacyjnym, od kwietnia do lipca 1992 spadło zaledwie 86.9 mm opadu. W analogicznym okresie roku 2018 było to nieco więcej, 101.4 mm, jednakże przy znacznie wyższych temperaturach średnich w miesiącach kwiecień-maj (8.5°C i 14.4°C w 1992 oraz 13.6°C i 17.5°C w 2018), co przełożyło się na dużo wyższą ewapotranspirację w roku 2018. W innych regionach kraju w 2018 deszczu spadło jednak znacznie więcej, przez co w skali kraju susza nie jest tak odczuwalna, jak w roku 1992.

Warto też zwrócić uwagę, na falę upałów, która pojawiła się w sierpniu 1992 po wielomiesięcznej suszy.

Poniżej: dobowe anomalie temperatury w okresie od 29 lipca do 15 sierpnia 1992 (interpolacja IDW).

Bezpośrednim skutkiem tego typu pogody były liczne pożary, w tym pożar w Puszczy Noteckiej (10/11 sierpnia 1992) oraz pożar w Kuźni Raciborskiej, szalejący od 26 do 30 sierpnia 1992. W tym regionie sierpień był wyjątkowo gorący i suchy (w Raciborzu spadło zaledwie 9.5 mm opadu przy średniej temperaturze sierpnia równej 22.2°C), co sprzyjało licznym pożarom. Pożar w Kuźni Raciborskiej, którego najprawdopodobniejszą przyczyną (podobnie jak w przypadku pożaru w Puszczy Noteckiej) były iskry z kół hamującego pociągu, pochłonął życie dwóch osób (Andrzej Kaczyna z Komendy Rejonowej Straży Pożarnej w Raciborzu i Andrzej Malinowski z OSP Kłodnica), strawił 90.62km² lasu i był dogaszany aż do 12 września 1992. Warto tu zwrócić uwagę na to, że mieliśmy w tych dniach dużo szczęścia w nieszczęściu, bowiem pożar w Puszczy Noteckiej miał szansę stać się znacznie groźniejszym od tego w Kuźni Raciborskiej – w ciągu zaledwie 9 godzin ogień strawił ponad połowę tego, na co pożar w Kuźni potrzebował aż 4 dni. Uratowała nas sama natura, a konkretnie silna burza, która w bardzo krótkim czasie zdołała ugasić ogień.

Poniżej: dobowe anomalie temperatury w okresie od 24 sierpnia do 2 września 1992 (interpolacja IDW).

[xyz-ips snippet=”s1s1z-ads”]

Prawdopodobnie to te liczne pożary połączone z wyjątkowo silną suszą i bardzo wysokimi temperaturami (szczególnie w sierpniu) spowodowały, że tamto lato jest często do tej pory wspominane, mimo że notowaliśmy już parę miesięcy cieplejszych od pamiętnego sierpnia 1992. Bezdyskusyjnie jednak ciepła połowa roku liczona od kwietnia do września będzie w tym roku znacznie cieplejsza, niż w 1992. We Wrocławiu średnia temperatura miesięcy kwiecień-lipiec wyniosła aż 18.0°C i była aż o 2.4°C wyższa, niż w analogicznych miesiącach roku 1992, a w skali całego kraju różnica ta wynosi 2.5°C. Poniżej porównanie analogicznych miesięcy roku 1992 i 2018 (do lipca włącznie).

Kwiecień

Maj

Czerwiec

Lipiec