Tragedia w Tatrach

Tragedia w Tatrach

Kilka osób zginęło dziś w Tatrach w wyniku rażenia piorunem. Jak zwykle w takich przypadkach pojawiają się pytania to, czy były jakieś ostrzeżenia, tymczasem smutna prawda jest taka, że burza ta w żadnym razie do ostrzeżeń się nie kwalifikowała. Nie było ani skrajnie ulewnych opadów, ani silnych porywów wiatru. Co więcej, kiepska pogoda nie pojawiła się znikąd – oznaki nadchodzącej burzy były widoczne już wcześniej. Trzeba pamiętać, że każda burza może być groźna i w przypadku tak niepewnej pogody należy unikać wychodzenia w góry.

W tej sprawie biuro prasowe IMGW wydało komunikat.

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

79 Replies to “Tragedia w Tatrach”

  1. Ale znając nasze wspaniałe społeczeństwo zaraz zacznie się szukanie kozła ofiarnego, bo przecież ktoś musi być winny! Już czytałam pytania: a czemu IMGW nie wydało ostrzeżenia?

    Jedyne co można zrobić to zdemontować krzyż. Od czasu jego instalacji Giewont stał się najbardziej śmiercionośną polską górą.

          1. FKU
            Myślę, że w XXI wieku dysponujemy już odpowiednio tanimi i odpowiednio wytrzymałymi materiałami, które nie są tak dobrymi przewodnikami jak metale i łańcuchy w naszych górach można czymś zastąpić. Tak samo jak materiał, z którego wykonany jest krzyż.

          2. Ja bym zaizolował krzyż, aby nie miał potencjału „ziemi” tylko „pływający”.

            Ale czy fakt, ze wyładowanie „zeskoczyło” z krzyża i popłynęło łańcuchami nie pokazuje, że tam już jest tak, jak chciałbyś zrobić? Innymi słowy, że skała jest tam dobrym izolatorem.

            Gdyby krzyż był dobrze uziemiony prąd nie miałby żadnego powodu przeskakiwac na łańcuchy.

          3. @ AH
            Doniesienia o tym, że po uderzeniu na wszystkie strony rozprysły się odłamki skał sugerują raczej, że iskra rozeszła się głównie po wierzchu mokrej skały (efekt rozsadzania termicznego). Dlatego krzyż nie miał jak zadziałać piorunochronnie. W sumie to jakąś opcją byłoby okablować łańcuchy w jakąś nieprzewodzącą ale dostatecznie szorstką osłonkę plastikową.

          4. @zaciekawiony

            Rozpryskujące się odłamki jednak sugerują, że prąd płynął pod powierzchnią. Zresztą po mokrej powierzchni się nie da puścić takiego natężenia, już choćby dlatego, że nastąpiłoby momentalne odparowanie wody. Pod powierzchnią nie miała gdzie odparować więc zamieniła się w parę i rozsadziła skałę ale prąd zdarzył płynąć wystarczająco długo aby zabić ludzi.

            Ogólnie jak fizyk nie rozumiem głosów o odizolowaniu krzyża od powierzchni. Bo to byłoby coś jak dom bez odgromnika. To przed niczym nie zabezpiecza, wręcz odwrotnie. Jak ktoś lubi zostać zabity w domu przez wyładowanie przeskakujące między np. instalacją elektryczną a rurą wodociągową (a zdążają się takie przypadki) to najlepiej nie mieć dobrze uziemionego piorunochronu na domu.

    1. IMGW nie ma nic sobie do zarzucenia, zostało wydane nawet specjalne oświadczenie meteorologów w tej sprawie, gdzie wszystko zostało starannie opisane i jest całkowicie zgodne z prawdą i z wszelkimi standardami.
      Wielki problem ma w tej chwili ktoś inny, a dokładnie dyrekcja TPN, bo to do niej najszybciej przyjdzie prokurator szukać winnych tego bardzo nieszczęśliwego zajścia.

    2. Zgadzam się z Tobą co do krzyża. Ale byłem również w Tatrach i rozmawiałem z góralami i trzeba powiedzieć, że gorole prędzej oddaliby Rysy Słowakom niż pozwolili na zdjęcie krzyża z Giewontu. Mają zupełnie gdzieś fakt, że jest niebezpieczny podczas burz. Dla nich ten krzyż to najważniejszy symbol Zakopanego.

      1. To nie jest wina ani krzyża ani łańcuchów. Po pierwsze na Giewont wchodzi za dużo ludzi, po drugie mimo słyszalnych grzmotów ludzie dalej wchodzili na górę, po trzecie trzymali się łańcuchów w czasie burzy i najważniejsze nie powinni tam wtedy wchodzić.

        1. dobrze nie byłoby mówić o winie, tylko jak zapobiec takiej tragedii w przyszłości. ryzyka w górach nie da się do końca wyeliminować, ale ograniczać chyba warto.

    1. Nie oszukujmy się wiele osób wybierający się w góry jest kompletnie nieprzygotowana do tego albo celowo nie przestrzega zasad. Tak jest nie tylko w górach, ale także nad wodą i w wodzie.

  2. Ten metalowy krzyż na Giewoncie to musi być jedno z najchętniej uderzanych przez pioruny miejsc w Polsce. W ogóle wyłażenie na każdą wysoką górę (tzn na szczyt) latem przy ryzyku burz to skłonności samobójcze. Każdy wie że piorun wali w najwyższy punkt w danym miejscu.

    1. Zauważ, że z jednej strony ludzi w Polsce cechuje momentami tak zwana ułańska fantazja, czyli… brak wyobraźni. Z drugiej strony burze w górach rzeczywiście bywają niespodziewane. Lokalne komórki konwekcyjne potrafią wybudować się w ciągu 15 minut – takie warunki pogodowe będą się pojawiać w okolicach Zakopanego popołudniami przez najbliższe kilka dni.
      Ta konkretna burza była bardzo spodziewana i łatwa do przewidzenia nawet przez systemy automatyczne. Natomiast wiele osób nawet wiedząc o burzy, nie zrezygnuje z upragnionej wycieczki na tatrzańskie szlaki.

    2. To, że ten krzyż jest metalowy ma małe znaczenie, gdyby był drewniany pioruny też by w niego uderzały, bo to najwyższy punkt w okolicy. Z tą różnicą, że po jednym takim uderzeniu już by się spalił.

  3. Turysta opowiadał portalowi 24tp.pl: – Byliśmy na przełęczy pod Giewontem. Już wcześniej słyszeliśmy grzmoty. Na Giewoncie było wiele osób. Gdy piorun uderzył w szczyt usłyszeliśmy krzyki ludzi. Było wcześniejsze wyładowanie, a ludzie dalej wchodzili na górę.
    Tragedia, której można było uniknąć w prosty sposób – nie wchodzić, kiedy trzeba było schodzić.

    1. Na Giewoncie jest specyficznie, bo tam jest ruch jednostronny i dość wąsko. wyobrażam sobie, że trudno było zawrócić, gdy np. ktoś niżej parł w górę.

  4. Byłem w Tatrach 2 dni temu.I też zastanawiałem się czy wychodzić bo prognozy i sama pogoda wydawała się że będzie burza.Ale po chwili niepewności gdy było ciemno,i bardzo szybkie parowanie nagle chmury się rozproszyły i wyszło słońce,a burze wystąpiły poza tatrami,dziś w zasadzie nie było takich złych prognoz bo front wczoraj już przeszedł,więc przewidzieć tam pogodę to sorry ale to jest w dzisiejszych czasach niewykonalne,za mało wiemy, gdzie dokładnie te wyładowania wystąpią.A jeszcze jedno słyszałem w tv.wypowiedź meteorologa z imgw i mówił o śledzeniu aktualnych prognoz w aplikacjach na telefonie,a portale ostrzegają by przy nadchodzących burzach komórki wyłączać bo ściągają pioruny.To wszystko nie jest takie proste,ale oczywiście będzie się szukało winnych.Moim zdaniem jeżeli prognozy były by bardzo niepokojące,i pogoda by na to wskazywała to mogli by nie wpuszczać ludzi na szlak do czasu poprawy pogody,przecież na wejściu stoją pracownicy co kasują bilety,i gdyby dostali ostrzeżenie .mogli by zamknąć szlak.Oczywiście to nierozwiązuje problemu z ludźmi którzy są w górach ale mniej ludzi na szlakach to bardziej bezpiecznie.

    1. 1. Komórki nie ściągają piorunów.
      2. Istnieją modele, które z przyzwoitą sprawdzalnością przewidują burze w górach.
      3. Najpewniej pojedyncze osoby wiedziały tam o tym, że dziś mogą wystąpić burze.
      4. Wysoko w górach jest problem z korzystania z aplikacji pogodowych, bo nie ma tam internetu.

    2. A taki fajny, spokojny ten rok pod względem burzowym był, prawie cały sezon wziął i minął, a tu klops.
      Modele poległy całkowicie…

      1. To nie była nawet silna burza, tylko wystąpiła w niefortunnym miejscu i nie była zapowiadana przez żadne większe portale oprócz pogodynki imgw. Co do modeli na pewno te burze widział model ICM UM oraz WRF.

        1. Ja dopiero kilkanaście minut temu – dowiedziawszy się o burzy – siadłem przed monitorem. Po chwili sprawdzenia sytuacja się wyjaśniła. Cóż – stres na własne życzenie. Monitoring z drogi pomiędzy Wierchporońcem, a Bukowiną mówi wszystko. Podobną aurę miałem podczas pobytów w Tatrach dwukrotnie, zazwyczaj kończyło się to burzą około południa.
          ArturS: nie ma winnych – czas i przypadek. Jeśli już bym szukał winnych, to wpośród tabunu turystów lekceważących góry. Ani TPN, ani TOPR, ani Wasze Stowarzyszenie, ani IMGW.

          1. @Leszku – tabuny są tam dzień w dzień. Były gorsze burze tego roku i turyści przeżyli. Ci ludzie mieli po prostu pecha. Swoją drogą co to za przyjemność stać „gęsiego” w kolejce na Giewont czy na ścieżce do Morskiego Oka z zamordowanymi biednymi konikami. Bieszczady zresztą są podobne. Ciągle na szlaku spotykasz ludzi i to zwyczajowe „cześć”.

          2. Ja w dolinach, przy dużym natężeniu ruchu, przestaję mówić. Wyjątkiem są miejsca o małym natężeniu ruchu.
            Przyjechaliby w Sudety – wiele pięknych szlaków, niektóre forsowne, niektóre niezmiernie interesujące pod względem widokowym, niektóre kryjące w sobie zagadki geologiczne, historyczne i przyrodnicze i ich wspólny mianownik – pustka.

          3. Darku: owszem, tabuny widzę, gdy zbliżam się od strony Ździaru do Łysej Polany oraz schodząc spod Kopy Kondrackiej około południa w rejonie Kalatówek. To właśnie ta grupa turystów, o której pisałem wczoraj w jednym z komentarzy, które znajdziesz poniżej.

  5. Dzisiejsza sytuacja była o tyle wyjątkowo pechowa, że łowcy burz oraz obserwatorzy nie wydali ostrzeżeń burzowych a zginęło tyle osób :o Jeśli ja wybierałbym się w góry właśnie na tych portalach szukałbym informacji o możliwości wystąpienia burzy… Jedynie estofex wydał prognozę, która obejmowała obszar Tatr.

  6. Krzyż na Giewoncie przyciąga pioruny, ale przede wszystkim przyciąga tłumy turystów! Każdy chce go dotknąć, obejrzeć i sfotografować z bliska. To głównie popularność tego miejsca napędza tragiczne statystyki wypadków, a nie metalowa konstrukcja krzyża. Logiczne, że na obleganym szlaku wypadków będzie więcej niż na mało uczęszczanym.
    Pogody w górach prawie nigdy nie można być pewnym na 100%. To nie niziny. Na palcach dwóch rąk da się policzyć letnie dni, kiedy można sobie dać głowę uciąć, że na pewno nie będzie burzy. Gdyby nawet najmniejsze ryzyko miało nas powstrzymywać, to z takim ostrożnym podejściem prawie wcale nie dałoby się wychodzić w góry. Można złorzeczyć na turystów, ale z drugiej strony… Ci ludzie nie po to przemierzają pół Polski, by dostać się do Zakopanego i nie to po to płacą horrendalne kwoty za noclegi, aby siedzieć tylko na kwaterze albo spacerować po Krupówkach. Prawie zawsze jest jakieś ryzyko, można jedynie je minimalizować.

    1. Pozwolę sobie na dłuższy post, w którym podejmę się próby odniesienia się do dzisiejszych wydarzeń w oparciu o analizę poniższego zdania: „Ci ludzie nie po to przemierzają pół Polski, by dostać się do Zakopanego i nie to po to płacą horrendalne kwoty za noclegi, aby siedzieć tylko na kwaterze albo spacerować po Krupówkach.”

      Bazując na własnych doświadczeniach z ostatnich lat (mniej więcej od 1999 roku) zauważam wykładniczy wzrost liczby turystów (truizm), którzy są – pomimo coraz lepszego wyposażenia w sprzęt i odzież – coraz mniej zainteresowani tym, co się wokół dzieje. Wyprawy obliczone na „zaliczenie” atrakcji (a to Giewont, a to Szczeliniec, a to Skalne Miasta), nadmierna pewność swojej kondycji, brak podstawowej wiedzy z zakresu zachowania się w ostojach przyrody, ignoranctwo w kwestiach meteorologicznych. Zadam zatem pytanie: Czy należy się cieszyć, że przypadkowy (lub nie) tłum ludzi wylegnie poza „szóstkowe” drogi Krupówek i Gubałówek, Kudów, Duszników, Szklarskich Poręb, Zawoi, Cisn, Zubrzyc i Ochotnic, tarasując Orle i Akademickie Perci, Chłopki, Rysy, Świnice, parkingi w Karłowie, na Lisiej Przełęczy, pod św. Wang, pociągi do Adrspachu i Teplic Skał, czy schronisko Szwajcarka?
      Powiesz jeden z drugim:
      „Ale przecież Ci ludzie zrobią lepiej, że wyjdą z pomieszczeń, w których niejedną siekierkę można zawiesić.”
      A ja rzekę tak: „Niech znajdą warte odwiedzenia miejsca w swoich okolicach, w innych pasmach (w Suchych, Małych Pieninach, czy w Wyspowym możesz cały dzień nie spotkać więcej ludzi, niż palców u ręki stolarza) – byle za dnia, a nie nocą, byle na szlaku, a nie poza – ze stosownym do warunków i własnych możliwości ekwipunkiem oraz z przeświadczeniem, że nawet jeśli wycofam się raz, drugi, to góra, której pragnę poczeka, będzie stać nadal.”
      Dlaczego wszyscy dziś MUSZĄ, MUSZĄ i MUSZĄ: nad morze w 6, nie zaś w 8 godzin, w góry w sierpniu, a nie we wrześniu, do Zakopanego, a nie do Zubrzycy, po jeziorze pływać motorówką, nie zaś spacerować pieszo po brzegu. O tempora, o mores!

      1. Zgadzam się. Przecież obraz ludzi wchodzących na Giewont w klapkach to już ikona nieodpowiedzialnego podejścia do turystyki. No i to „muszę” – nic nie musisz, siostro i bracie. Ale żyjemy w kulturze, która nam różne musy wciska.

  7. Zastanawia mnie czy ocieplenie klimatu może powodować silniejsze wyładowania atmosferyczne? Jest jakiś związek między tym?

    1. Na dzień 22. sierpnia 2019 roku nie słyszałem w kończącym(?) się sezonie wyładowania, które:
      a. stawiałoby włosy dęba,
      b. wywoływałoby gęsią skórkę,
      c. sugerowałoby odbycie konsultacji laryngologicznej celem kontroli stanu zachowania błony bębenkowej.
      Równie rzadkie „doznania odgromowe” miewam w ostatnich mniej więcej 5 latach.
      20, 30 lat temu nie do pomyślenia:)

      A poważnie – bez podstaw naukowych, bazując na własnych obserwacjach, zauważam zanikanie występowania wyładowań doziemnych na rzecz międzychmurowych.

    2. Im wyższa temperatura, tym większa wartość energii potencjalnej dostępnej konwekcyjnie, a to oznacza lepsze warunki do powstawania burz. Im lepsze warunki, tym burze są bardziej aktywne elektrycznie, więc będzie więcej wyładowań, a to zwiększa prawdopodobieństwo silniejszych wyładowań.

    3. @Marcin

      To dobre pytanie. Jak wiadomo, oznacza to, ze nie ma ono dobrej odpowiedzi.

      Wystarczy popatrzeć na dwa najświeższe artykuły na temat trendów w wyładowaniach:

      Williams E. i inni, 2019, Global lightning activity and the hiatus in global warming, Journal of Atmospheric and Solar-Terrestrial Physics, https://doi.org/10.1016/j.jastp.2019.03.011

      Lavinge T. i inni, 2019, How Does the Trend in Thunder Days Relate to the Variation of Lightning Flash Density?, JGR Atmospheres, https://doi.org/10.1029/2018JD029920

      Pierwszy twierdzi, że globalnie ogólnie trend wyładowań się zgadza z trendem ocieplenia, a drugi pokazuje odwrotne trendy wyładowań w różnych częściach świata.

      Bo pewnie temperatura nie jest jedynym czynnikiem powodującym zmiany. Daje do zastanowienia poniższy artykuł pokazujący, ze nad szlakami żeglugowymi ilość wyładowań rośnie szybciej niż w innych częściach oceanu, co sugeruje silny efekt aerozolu (dymu) na ilość wyładowań:

      Thornton, J. A., K. S. Virts,R. H. Holzworth, and T. P. Mitchell (2017), Lightning enhancement over major oceanic shipping lanes, Geophys. Res.Lett.,44, 9102–9111, https://doi.org/10.1002/2017GL074982

  8. Straszna tragedia czyli śmierć kilku osób i kilkadziesiąt osób rannych w Tatrach od uderzania pioruna. Winna jest ludzka głupota, lekkomyślność i lekceważenie tego co się dzieje na niebie. Jeżeli jest sporo granatowych, bardzo wypiętrzonych cumolonimbusów (kalafiarów) na niebie to tylko kwestią czasu jest jak pojawią się wyładowania atmosferyczne, intensywne opady deszczu i wiatr. Ostrzeżenia, komunikaty pogodowe nie zawsze się sprawdzają. Nie należy tego lekceważyć. Irracjonalnym „wyjaśnieniem” tej tragedii w Tatrach jest przedstawianie przez niektóre media, portale jako to krzyż na Giewoncie jest „sprawcą” tego przykrego, nieszczęśliwego wydarzenia.

    1. Zgadzam sie w 100%. Irytuje mnie, jak czytam, ze nic nie zwiastowalo burzy. To jest proba usprawiedliwiania sie. Takie oswiadczenia rozmywaja odpowiedzialnosc. Zdarzaja sie oczywiscie nieszczesliwe wypadki, ale czesto ludzie ignoruja prognozy, nie mysla, nie obserwuja co sie dzieje na niebie. Nawet w miescie burza pojawia sie w pare minut i szybko trzeba sie gdzies chowac, a w gorach nie ma gdzie sie schowac. Bardzo zal mi tych dzieci, bo one mogly nie znac zasad bezpiecznego wedrowania po gorach.

  9. Ja z kolei zwrócę uwagę jak ten falujący „froncik” już w orbicie wyżu z trudem opuszcza Polskę. To już 4-5 dzień z rzędu, że ta granica „wisi” nad Polską (z początku głównie na W/N, na końcu głównie na S/E). A orografia dodatkowo sprzyja takim właśnie przypadkom.
    Tam, gdzie popadało wyraźniej, ale bez zagrożeń OK. Niestety w części Polski nadal opadów za mało (tam teraz „wyż” napsoci…), a w części jak widać konwekcja po raz kolejny daje się we znaki. Opady zlewne i duże dysproporcje opadowe + co najgorsze te niszczycielskie, a czasami i śmiercionośne zjawiska pogodowe. Szkoda, że ten piękny nieraz spektakl bywa tak niebezpieczny/tragiczny (niestety coś za coś…).

    Inna sprawa, że ludzie nie liczą się często z Siłami Natury, myśląc, że zawsze będą mieli farta… Jak widać są w błędzie… Przynajmniej my mamy szanse uczyć się na błędach innych (niestety)… Dobrze chociaż, że w takich przypadkach (jak teraz w górach) nie jest tak jak często na drogach, tzn. że od lekkomyślności jednych mogą ginąć inni, zupełnie niewinni… Najbardziej w takich przypadkach żal mi dzieci, będących ofiarą z uwagi na nieodpowiedzialnych dorosłych (najczęściej rodziców lub opiekunów wycieczek).

    Góry (i nie tylko góry…) nie są dla wszystkich, tylko dla odpowiedzialnych…

    1. No właśnie wciąż czuć ten froncik, cała Polska wyczyszczona z chmur a u mnie pełno mleka na niebie od rana, kolejny mdły dzień.

      1. Ciśnienie teraz wynosi 1028 HPa a pomimo tego jest duże zachmurzenie. Rzadko spotykana rzecz, zwłaszcza latem.
        Późną jesienią oraz zimą jest to bardziej normalne, bo wtedy zazwyczaj mamy zgniły wyż i uciążliwe stratusy.

        1. @Lukasz160391

          W skali Polski (czy całego wyżu) zachmurzeni jest małe. Widać trochę rozpuszczających się chmur warstwowych, co nie jest dziwne w wyżu (inwersja osiadania itp.) oraz jedno małe zjawisko mezoskalowe, napływające do nas przez góry, które kręci się cyklonicznie, a zatem jest „mini niżem” (czyli lokalnym minimum ciśnienia). I to nie jest dziwne jeśli wziąć pod uwagę, że wystąpiło na samym południowym skraju tego wyżu.

  10. Nad każdym stworzeniem ludzkim „wisi” przekleństwo średniej statystycznej, której prawo brzmi – „jeżeli istnieje prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia to przy łańcuchu korzystnych warunków, na pewno ono wystąpi”. Piorun uderza w ludzi na Giewoncie, kierowca wbija się w drzewo na drodze, ktoś topi się w jeziorze lub morzu, ktoś ginie w katastrofie samolotowej, ktoś zostaje potrącony przez samochód lub pociąg, ktoś ginie w jaskini, ktoś spada 20 metrów w dół na budowie, ktoś kogoś dźga 30 razy nożem na ulicy, ktoś zostaje rozszarpany przez niedźwiedzia lub poraniony przez dzika i tak dalej.

    Często głupota ludzka, zaburzenia psychiczne, roztargnienie, nieodpowiedzialność, przecenianie własnych umiejętności, lekceważenie ostrzeżeń wspomagają przekleństwo średniej statystycznej. Może ona dopaść każdego, chociaż wydaje się, że ludzi rozważnych i odpowiedzialnych dopada ona rzadziej, ale też ich nie oszczędza (np. rozpędzony pirat/pijak drogowy „robi” czołówkę z prawidłowo jadącą rodziną na wczasy). Takie przykłady można mnożyć. Można szukać winnych i „wieszać” na nich psy, ale i tak nie unikniemy tragedii, jeśli zaistnieją korzystne warunki do wystąpienia „średniej statystycznej”. Na Giewoncie tak się stało. W sumie niezbyt okazała burza miała „ochotę” uderzyć właśnie tam. Teraz rozpisują się na portalach, że „można było uniknąć tragedii”. Nie, nie można było, ponieważ wystąpiła. Gdyby na czas wycofano ludzi, a później pokazano wyładowanie atmosferyczne na Giewoncie, można by było powiedzieć, że uniknęło się tragedii.

    Dużo emocji i tragedia dla rodzin tych co zginęli. Przekleństwo średniej statystycznej przykrych zdarzeń wisi nad nami i ich nie unikniemy. Szczęśliwi ci, których ona nie dopadnie.

  11. Ja zawsze zastanawiałem się, dlaczego silne wyładowania atmosferyczne nie powodują nigdy objęcia burzy żadnym stopniem ostrzerzenia. W trakcie burzy pioruny są często znacznie większym niebezpieczeństwem niż deszcze czy grad. Moim zdaniem burze z silnym lub licznymi wyładowaniami powinny kwalifikować burzę bez silnego deszczu lub wiatru już na 1 stopień ostrzeżenia.

      1. Trzebaby się zastanowić, czy okoliczności wydania ostrzeżenia powinny uwzględniać charakterystykę lokalizacji. Myślę o górach, sąsiedztwie dużych jezior, kompleksach leśnych, rezerwatach itp. Maszty telefonii komórkowej mają swoje znane położenie i można by nadać im priorytety wykorzystywane przy wysyłaniu powiadomień RCB.
        Tereny turystyczne są często obarczone ryzykiem nieznajomości specyfiki pogody i niezachowaniem ostrożności przy często nieznanych i trudnych do przewidzenia zagrożeniach. Można to oczywiście scedować na lekkomyślność turystów, ale dobrze zaprojektowane systemy ostrzegania uwzględniają także niefrasobliwość odwiedzających.

        1. Problem jest taki, że takie ostrzeżenia dla gór pojawiałyby się co 2 dzień. Ludzie masowo zaczęli by je ignorować. Zimą był 4 stopień zagrożenia lawinowego, a na szlakach było multum osób. Mimo faktu, że TOPR wydał zakaz wychodzenia w góry.

          1. W przypadku Tatr to rzeczywiście przewidywanie opadów konwekcyjnych jest wyjątkowo trudne. Natomiast ta burza była wcześniej widoczna, można było wysłać ostrzeżenie – i tu nawet godzina przed zjawiskiem by wystarczyła.
            Co innego w przypadku zjawisk lokalnych wspomaganych orograficznie. Wtedy można rozważyć powiadomienia o ryzyku pojawienia się (wtedy kiedy burz jeszcze nie ma).
            Problematyka jest trudna, nie jestem przekonany o własnej nieomylności, tylko poddaję w wątpliwość nieuwzględnianie charakterystyki lokalizacji przy wydawaniu ostrzeżeń.

          2. Dokladnie. Mozliwosc wystapienia burzy byla w prognozach. Czy to juz nie wystarczy jako ostrzezenie? Moze trzeba bedzie dzwonic do kazdej osoby, zeby osobiscie przekazac informacje o ryzyku i pytac czy zrozumiala komunikat i czy wie jak ma na niego zareagowac?
            Teraz zostal zamkniety szlak na Giewont, a zaloze sie, ze znajda sie ludzie, ktorzy ten zakaz zignoruja.

  12. Przeżyłem podobną burzę w maju 1986 roku przy wchodzeniu na Śnieżkę. Nic nie zapowiadało burzy. W Karpaczu piękna pogoda. Masakra.

  13. Właśnie… Skoro opadów o bardziej „pożytecznej” formie i sumach i tak nie będzie, to dobrze, aby te mini-niżyki, bruzdy niskiego ciśnienia, niże górne (itp.), przestały nam doskwierać – choć na 1-2 tygodnie. Także w górach.
    Trudno takie przypadki nazwać „zbawiennymi deszczami” (inaczej niż opady jakie przeszły m.in. na Mazowszu w środę nad ranem).

  14. Moim zdaniem krzyż w takim miejscu nie powinien się znajdować. Ja już pomijam kwestie światopoglądowe, ale tu chodzi o bezpieczeństwo. I to jeszcze w dodatku metalowy krzyż na szczycie Gubałówki. Ludzie którzy go tam postawili mądrością nie zabłysnęli ( nie ważne jaki był powód postawienia go tam) a może tak jeszcze na Rysach…. Druga sprawa to turyści. Niestety wiele osób żyje bieżącą pogodą. Jak przypuszczam część prognoz nie przeglądała a inni co przeglądali sugerowali się wyłącznie pogodą w trakcie wchodzenia na tą górę. Inaczej brak świadomości co do dynamicznej pogody w górach, konsekwencji i chęć zdobycia góry za wszelką cenę. Co roku turyści popełniają jakieś błędy z powodu braku świadomości-już jakichś czas temu wzywali pomoc bo wracali po ciemku ze szlaku i się zagubili zdziwieniu że słońce w górach zimą zachodzi tak wcześnie.

    1. Ta tragedia się zdarzyła nie z powodu KRZYŻA na Giewoncie, ale z powodu ludzkiej głupoty i brak rozwagi oraz wyobraźni.

      Współczuć tylko ludziom, ale są sami sobie winni.

      PO PIERWSZE, komu do głowy strzeliło by trzymać się łańcucha??

      PO DRUGIE zbagatelizowali sytuację pogodową, SAMI RATOWNICY TOPRu wspominali, że odgłosy burzy było słychać od pół godziny przed nadejściem chmury.

      PO TRZECIE
      Prognozy jasno wskazywały w różnych serwisach, że w górach i na Podhalu możliwe są BURZE.

      PO CZWARTE
      W SMARTFONACH MoŻna pobrać aplikację dotyczącą radarów pogodowych, detektorów wyładowań.

      To wszystko równa się głupocie i bezmyślności ludzkiej.

      TO NIE KRZYŻ NA GIEWONCIE ZAWINIŁ, TYLKO LUDZKA GŁUPOTA.

      To tak samo można porównać do ruchu samochodowego na drodze i braku wyobraźni.
      TAK SAMO
      Sprawca WYPADKU SAMOCHODOWEGO, na skrzyżowaniu może zwalić winę na na zarząd drogowy, bo po cholerę ktoś zaprojektował i utworzył skrzyżowanie dróg, PRZECIEŻ gdyby nie było skrzyżowań, to by wypadków i kolizji nie było.

      Przecież to ta sama anologia, tak samo obowiązują zasady zachowania się podczas burzy.

      Pół godziny to było wystarczająco dużo czasu, aby oddalić się od przedmiotów metalowych, łańcuchów itp.

      Było dość czasu, aby się rozproszyć i kopnąć oraz skulić się do ziemi.

      To tak samo, gdy sprawca wypadku nie zna się na przepisach, czy ignoruje oznakowanie, czy lekceważy SZCZEGÓLNĄ OSTROŻNOŚĆ.

      NA głupotę ludzką widać, że nie ma granic,szkoda tylko, że kończy się ignorowanie ostrożności tragicznie.

      1. To nie jest dobre porównanie bo drogi i skrzyżowania są praktyczne i potrzebne a ten krzyż nie ma tam żadnego uzasadnienia. W dodatku jest to krzyż na samym szczycie i metalowy więc co jest logiczne ściąga pioruny. Oczywiście zgadzam się też co do głupoty dużej części turystów, ale ci co zdecydowali o krzyżu na Giewoncie mądrością też się nie kierowali ( dobrze że tam pielgrzymek religinych nie ma jak do Częstochowy bo z pewnością ofiar każdego roku mogłoby znacznie więcej), Każdy decyduje o sobie. Ja póki ten krzyż tam jest na pewno przynajmniej latem się tam nie wybiorę ( o ile w ogóle będę miał okazję)

        1. Anonim, jest to samo, tyle tylko, że w ruchu drogowym posługujemy się przepisami ruchu drogowego, a w przypadku burzy zasadami bezpieczeństwa, kto jednych i drugich zasad nie przestrzega można takiego Pana x nazwać BARANEM narażającym własne bezpieczeństwo, jak i innych.

        2. Co do Krzyża, równie dobrze mogło to się stać na innych szlakach, to co?
          Powiemy wtedy po co ktoś utworzył szlaki górskie, powiemy wtedy po co w ogóle turyści spacerują po górach??
          A może by tak całkiem zakazać górskim wędrówkom?

          Tak samo może by zakazać poruszania się pojazdami??

          Bądźmy poważni i wystarczy zdrowy rozsądek i szczególna OSTROŻNOŚĆ.

      2. Oczywiscie,ze mozna miec aplikacje ale nadal nie zwalnia nas to od myslenia ,to jak z nawigacja wspomaga a myslec trzeba ,ot cala prawda .

    2. @Anonim
      Piorun najczęściej uderza w najwyżej położony obiekt punt) w okolicy (w tym przypadku był to krzyż na szczycie Giewontu), ale nie zawsze. Nie oznacza to, że krzyż jest winny. Winna jest ludzka brawura.

      1. No właśnie jest to najwyższy punkt Giewontu a krzyż jest metalowy więc zwiększa prawdopodobieństwo uderzenia pioruna w to miejsce niż gdyby tego krzyża tam nie było albo gdyby krzyż był np. drewniany, co oczywiście nie oznacza że pioruny nie waliłby w ogóle w szczyt Giewontu. Być może jednak wczorajsze wyładowanie atmosferyczne bez krzyża wystąpiłoby w innym miejscu

        1. Usunięcie krzyża z Giewontu może jeszcze pogorszyć sprawę. Otóż, ludzie którzy podczas zbliżającej się burzy nie weszliby na szczyt bojąc się, że ‚krzyż przyciągnie pioruny’, teraz nie mieliby tego problemu. Myślę, że miałoby sens umieszczenie przy każdym wejściu do TPN tablicy z ostrzeżeniem przed zagrożeniami, związanymi z burzą i sygnałem świetlnym (zielony-brak ryzyka burz, czerwony-przewidywane burze).

          1. A kto popatrzy na tablice przy wejściu do TPN? Burza? Każdy z nas żyjąc na nizinach przeżył setki burz i to w klapkach, więc co tam jeszcze jedna.
            A poza tym zakładany szlak może trwać kilka godzin, więc kiedy człowiek wchodzi, będzie nadal zielone.

            Żadne posunięcia administracyjne, ani żadne ostrzeżenia nie powstrzymają januszyzmu turystów.

  15. A ciekaw jestem czy wszyscy wiedzą co zrobić kiedy podczas burzy jesteśmy na otwartej przestrzeni i jesteśmy najwyższym punktem w okolicy (czyli ryzyko porażenia piorunem jest bardzo duże) ? Czy wiedzą, że należy znaleźć najniżej położone miejsce, kucnąć i złączyć stopy razem podciągnąć do siebie aby się uchronić przed piorunem? Jeżeli nie to trzeba edukować społeczeństwo.

  16. Byłem w górach niejednokrotnie i gdy widziałem zapowiedzi popołudniowych burz( 90% burz występuje po południu) byłem na szlaku o 4 rano, szczyt o 9 i spokojnie około południa już w dolinach, ale jeśli ktoś lubi ryzyko i wchodzi na szczyt o 13 to cóż

  17. Przebrnąłem pezez tą lawinę kamentarzy i wtrącę swoje mądrości:
    1. Burza nie pojawiła się nagle – od dwóch godzin nadciagała nad Tatry od strony Słowacji obserwowałem to „z nudów” na detekcji wyładowań i opadów
    2.To nie była „burza termiczna” jakich wiele w Tatrach – one są cięższe do przewidzenia ale z nowoczesną detekcją możliwe
    3.Zawinia system ostrzegania – np IMGW ( którego nie winię) ma Kasprowy Wierch i pewnie obłożenie ludźmi na 24 godz – czemu on nie ma priorytetu wysyłania alertów na żywo na Tatry na wszystkie sieci komórkowe?
    Konkluzja – dajcie mi etat na Kasprowym , dostep do netu ,kontakty z organami władzy i kompetencje – zrobię z tym porządek

    1. sama ilośc kamer wokół Tatr wystarczy doświadczonemu by alert stworzyć patrząc z bliskiej oddali na strukturę i rozbudowę chmur

  18. Wiem, że najbezpieczniej wybrać się w gory z rana. Wiem jak się zachować w czasie burzy. Ale nikt nie mówi gdzie sprawdzać prognozę burz? Na accuweather? Przecież mamy 21 wiek i można w czasie rzeczywistym do 6 godzin przewidzieć warunki sprzyjające konwekcji w górach czy to jest zdarzenie losowe?

  19. Czytam komentarze i trochę się dziwię…
    1.
    W górach naprawdę nie trzeba szukać informacji o burzach w smsach czy portalach. Wystarczy wzrok i słuch!!!! Burza szła od Tatr Zachodnich, słychać i widać ją było przynajmniej na 0,5 godziny przed tragicznym wyładowaniem. I wtedy trzeba było iść na dół.
    15 minut przed uderzenie w Giewont, piorun poraził turystę na Czerwonych Wierchach, o ile dobrze pamiętam w rejonie Kopy Kondrackiej. To w linii prostej około 1 km. Jeśli ktoś przeżył burzę w górach ten wie, jak potworny huk i błysk dotarł do Giewontu i Przełęczy Kondrackiej. Co trzeba było mieć w głowie, żeby dalej pchać się na szczyt???
    2.
    Droga na Giewont jest łatwa. Można, a nawet trzeba ją robić i w górę i w dół obok łańcuchów. One tam są potrzebne tylko w razie oblodzenia. O czym trzeba myśleć, żeby w czasie burzy, po potwornym wyładowaniu w Czerwone Wierchy trzymać się żelaznych łańcuchów??? Jeśli dla kogoś schodzenie bez łańcuchów było za trudne, mógł przykucnąć o 3-4 metry obok łańcucha!!!! Jeszcze jedno,
    Pioruny nie biją tylko w krzyż, czy w szczyt. One także biją w łańcuchy!!!!
    3. Pierwszy wniosek.
    W górach, pewnie w Tatrach szczególnie, trzeba mieć oczy i uszy otwarte. Burza nie przychodzi ani nie powstaje z niczego i nagle. Nawet w Tatrach. Ją widać i słychać z bardzo daleka i dużo wcześniej zanim do nas dotrze (lub powstanie). Po prostu jak widzimy że zbliża się lub powstaje burza trzeba uciekać ze szczytów i grani. Pierwszy grzmot to ostatni dzwonek dla skrajnych ryzykantów (nieraz pierwszy – to wtedy gdy burzę słychać z daleka a jej nie widać). Jeszcze raz powtarzam – wystarczy wzrok i słuch. Smartfon nie jest potrzebny. Choć sam go w górach używam – szczególnie rano, przed wycieczką. Nie wspominając o żeglarstwie czy rowerach – tam go używam bardzo intensywnie. (ICM i Pogoda&radar).
    4.
    Drugi wniosek. Gdyby Ci wszyscy, którzy ucierpieli na Giewoncie mieli choć zielone pojęcie o fizyce, albo znali zasady turystyki górskiej, nikt by nie zginął ani nie został porażony.
    Jeśli miałbym wskazać winnego? To ci co zdecydowali, że w szkole ilość godzin przeznaczona na religię jest wielokrotnie większa od ilości godzin przeznaczonych na fizykę! Gwoli wyjaśnienia, nie jestem fizykiem… ;-)
    Tadek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.