2020/04/06 02:04

Wykresy z sufitu

Po Internecie od dawna krąży wykres przedstawiający rzekomy przebieg zmian klimatycznych z ostatnich 4.5 tys lat, podpisany przez „klimatologa Cliffa Harrisa i meteorologa Randy Manna”. Co z nim jest nie tak?

Wykres wygląda następująco:

Źródło: http://www.longrangeweather.com/Long-Range-Weather-Trends.htm

Pierwszy problem to sami autorzy. Cliff Harris nie otrzymał żadnego wykształcenia klimatologicznego. W istocie skończył on studia w zakresie prawa ubezpieczeniowego, o czym możemy się dowiedzieć z krótkiego wywiadu udzielonego w 2007 roku dla spokesmanreview.com (zarchiwizowany tutaj) . Więcej o jego doświadczeniu można się dowiedzieć tutaj:

He worked as a press operator at age 18, when he was told by his dad, Carl, it was time for him to go out on his own. He was an insurance broker for 25 years and has been a registered commodity adviser for 32 years.

W istocie Harris, podobnie jak wielu czytelników tego bloga, jest więc zwykłym entuzjastą meteorologii, prowadzącym od wielu lat zapiski dotyczące pogody w jego rodzinnym mieście (prawdopodobnie Coeur d’Alene). Związany jest też z lokalną prasą, na łamach której publikuje swoje prognozy i informacje pogodowe. Harris jest głęboko wierzący, a jedyną chyba jego publikacją w dziedzinie „klimatologii” jest książka „Weather and Bible Prophecy„. Z opisu możemy wywnioskować, że jest to książka o roli pogody w Biblii:

Klimatolog Cliff Harris przedstawia nową książkę na temat naukowego i duchowego podejścia do tego, w jaki sposób pogoda odgrywała główną rolę w Bilbii.

Interesującym wątkiem poruszonym w publikacji jest „jak Bóg używa pogody, by zwrócić naszą uwagę”. Z innych wypowiedzi Harrisa (patrz wywiad dla Spokesman Review) można wywnioskować, że głęboko wierzy on w nadchodzące okresy silnego ocieplenia, głównie w czasach „Wielkiego Ucisku” i ci, którzy są „prawdziwie wierzący”, oczekują iż taki czas nadejdzie. Co ciekawe, Cliff Harris głęboko wierzy nie tylko w rolę Boga w kształtowaniu pogody i zmian klimatycznych, ale również w chemtrails, czyli teorię spiskową, jakoby rząd światowy rozpylał potajemnie w atmosferze za pomocą samolotów cząsteczki aluminium (zdania wśród wyznawców tej teorii spiskowej co do tego, co miałoby być rozpylane są mocno podzielone).

Znacznie bliżej meteorologii (ale w żadnym razie nie klimatologii) jest Randy Mann, który był… pogodynką lokalnej stacji telewizyjnej KREM-2. Taki ichni Jarosław Kret.

Kolejnym problemem są naukowe źródła danych wykorzystane do stworzenia ww. wykresu, a w zasadzie całkowity ich brak. Jedynym źródłem wprost podanym na wykresach jest „Weather Science Foundation”, a strona główna, z której pochodzi wykres uściśla, że jest to „Weather Science Foundation of Crystal Lake, Illinois”. Niestety w katalogach znaleźć możemy tylko parę publikacji tejże „fundacji”, pochodzących sprzed 70 lat. Jedną z nich jest Historia muzyki w pięciu pięćsetletnich cyklach warunkowana przez równoległe cykle klimatyczno-kulturowe, inną Badania meteorologiczne: nowe narzędzie dla kadry kierowniczej w planowaniu operacji biznesowych, rolniczych i rynkowych. Autorem pierwszej publikacji jest najpewniej Warren Dwight Allen, filozof, muzykolog (?).

Innym źródłem cytowanym przez autorów wykresu (w tekście) jest Climate and the Affairs of Men, książka napisana m.in. przez Dr. Ibena Browninga, amerykańskiego konsultanta biznesowego, pisarza i samozwańczego klimatologa (widzicie jakiś związek?), znanego m.in. z kompletnie nieudanej prognozy trzęsienia ziemi, jakie miało dotknąć w grudniu 1990 r. Uskok Nowy Madryt. Jak czytamy w opisie książki:

Istnieje kosmiczna moc, która kontroluje twoje życie. Powoduje ona głód, trzęsienia ziemi i powodzie (…) Kolejne 60 lat będzie na Ziemi katastrofalne – subsaharyjska Sahara i Kanada doświadczać będą postępującej suszy i chłodu, a arktyczna tundra obejmować będzie ziemie uprawne w Rosji (…) Jeżeli prawdziwym tyranem jest pogoda, a Winkless i Browning uważają, że tak jest, to następną wojną Stanów Zjednoczonych nie będzie wojna z Chinami czy Rosją, ale z Kanadą.

No cóż, pozycja pochodzi z roku 1975, więc aż 45 z wymienionych 60 lat jest już w zasadzie za nami. Czytelnik sam może sobie wyrobić zdanie na temat tego, na ile Browning i Winkless mieli w swoich przypuszczeniach rację.

Ostatnią źródłową pozycją jest „Climate: The Key to Understanding Business Cycles (With a Forecast of Trends into the Twenty-First Century)Climate: The Key to Understanding Business Cycles (With a Forecast of Trends into the Twenty-First Century)”.

Staje się więc oczywiste, że „rekonstrukcja” temperatury ostatnich 4500 lat prezentowana przez C.Harrisa & R.Manna nie opiera się na żadnym naukowym źródle, a jej część może nawet polegać na wiedzy sprzed 100 lat (prace Weather Science Foundation z lat 50. XX w. opierały się zapewne na pracach wcześniejszych, o ile w ogóle na czymś konkretnym się opierały, ale nie bądźmy już tacy podejrzliwi), kiedy rekonstruowanie dawnych zmian klimatycznych opierało się właściwie na zgadywaniu. Nawet w bardziej szczegółowych wykresach Harris nie podaje dokładnych wartości anomalii temperatury – ich skala opiera się na „powyżej normy”, czy „poniżej normy”.

Jest wręcz jeszcze gorzej: ich wykres kompletnie zawodzi w kwestii prezentacji zmian temperatury w XX i na początku XXI w., z którego to czasu mamy już przecież pomiary bezpośrednie. Dla celów poglądowych rozszerzyliśmy fragment wykresu w poziomie i powiększyliśmy:

 

Krok czasowy na osi X to 100 lat (patrz wykres oryginalny). Widzimy, że w połowie XIX w. temperatura przechodzi przez zero i rośnie niemal do połowy wieku XX, po czym gwałtownie spada i w latach 70 XX w. osiągając wartości z okolic połowy wieku XIX. Problem w tym, że nie istnieje seria temperatury, która by taki przebieg pokazywała. Ochłodzenie po 1950 (o ile w ogóle osi X należy ufać, a nie należy, o czym za chwilę) zostało przez autorów znacznie wyolbrzymione (podobnie zresztą, jak zmiany historyczne, o czym później). Porównanie sześciu dostępnych serii temperatury globalnej wskazuje, że ochłodzenie z lat 70. XX w. było w istocie niewielkie, a temperatury globalne były nawet o 0.3 – 0.4K wyższe, niż w drugiej połowie XIX w (wyjątek może stanowić tylko 1877-1878, kiedy wystąpiło wyjątkowo silne El Niño). Wykres C. Harrisa i R. Manna pokazuje coś kompletnie innego – koniec XIX w. jest u nich wyraźnie cieplejszy, od ochłodzenia z lat 70. XX w. Skąd ta rozbieżność? Nie wiadomo. Nie wiadomo też ostatecznie co się dzieje ze skalą X – wg nałożonych na wykres dat wybuchów wulkanów, wybuch El Chicon z 1982 wypada na początku XX w., a Pinatubo z 1991 gdzieś w połowie XX w. Jeśli przyjrzymy się adnotacji w niebieskim polu, to uświadomimy sobie ze zdziwieniem, że ten gigantyczny spadek temperatur dotyczy nie połowy XX w., jak mogłoby wynikać z samego wykresu, a roku 1992, po wybuchu Pinatubo w 1991. I tu jest jeszcze gorzej, bo ten rok we wszystkich seriach pomiarowych charakteryzuje się anomalią ok. -0.2K (w stosunku do okresu referencyjnego 1981-2010), wyższą niż dowolny rok przed 1900. Wygląda na to, że o ile do roku 1900 oś X jest oznaczana co stulecie, to później już nie.

Źródło: http://berkeleyearth.org/global-temperatures-2017/

 

W istocie rzeczywisty spadek temperatury globalnej po 1991 wyniósł ok. 0.2K, co było również związane z El Niño z 1992 r., które nieco złagodziło spadek temperatury związany z wybuchem Pinatubo. Możemy jednak podejrzewać, że autorzy, jak entuzjaści wszelakich cykli rządzących klimatem i zdecydowanie odrzucających antropogeniczne przyczyny obecnie obserwowanego ocieplenia musieli nieco sztucznie powiększyć owo ochłodzenie, żeby zgadzało się ono z ich poglądami na ten temat.

A ich pogląd jest jasny i wyraźnie przedstawiony na wykresie (który pochodzi zresztą z roku 2018). Otóż ocieplenia zbliżone do obecnego są cykliczne i czeka nas rychłe globalne ochłodzenie, a globalne anomalie temperatury w najbliższym dziesięcioleciu zbliżone będą do tych, jakich doświadczyliśmy w I połowie XIX w. Co ciekawe, jeszcze w 2008 ich prognozy były całkowicie odmienne:

Okazuje się, że już 12 lat temu uważali oni, że temperatura spadła do poziomu z połowy XIX w., co oczywiście nie ma pokrycia w żadnych obserwacjach. Jak porównacie ten wykres z wersją obecną, to ochłodzenie 2008 tajemniczo znika i prognozowany jest wzrost temperatury aż do 2038.

Wersja z 2009 jest kompletnie inna. Autorzy nadal się upierali, że obecne (czyli te z 2009) warunki termiczne planety były zbliżone do tych z połowy XIX w. Tak, dobrze czytacie: autorzy uważali, że było tak zimno, jak u schyłku Małej Epoki Lodowej. Poziom temperatury z 2009 zaznaczony na tym wykresie odpowiada mniej więcej poziomowi z 1845 – zaznaczony wybuch Nevado del Ruiz.

Co więcej, na 2019 prognozowano większe ochłodzenie, porównywalne z tym jakie miało miejsce w okolicy 1815. Oczywiście, nic takiego nie miało miejsca – globalnie rok 2019 był drugim najcieplejszym rokiem w historii pomiarów.

W 2012 zimny rok 2009 tajemniczo znika z wykresu. Być może autorzy się zorientowali, jak bardzo idiotyczne jest udawanie, że jest obecnie tak zimno, jak w połowie XIX w. Nadal jednak prognozowany jest skrajnie zimny rok 2019.

W wersji z 2014 lata 2013-2014 znajdują się na wykresie wyżej, niż w wcześniejszej wersji znajdował się rok 2011.

W roku 2016 zaś prognozowano ochłodzenie na 2020-2021. W końcu, w najnowszej wersji, zimne lata przed 2015 w ogóle znikają, 2016 znajduje się na szczycie, a konkretny rok ochłodzenia przestaje być pokazywany, a zamiast tego pokazuje się slogan mówiący ogólnie o chłodniejszych latach 2020-2030 („2020s colder?”).

Jasne jest więc, że autorzy mocno manipulują wykresem, wpierw sugerując wyraźne ochłodzenie, a gdy dane w oczywisty sposób nie potwierdzają ich wizji, przesuwając jego datę w przyszłość, obecnie w bliżej nieokreśloną. Ich wykres w okresie obejmującym pomiary instrumentalne nie zgadza się z żadną serią pomiarową. Ochłodzenia (jak to z lat 90. XX w.) są wyolbrzymiane, a ocieplenia umniejszane.

Być może w tworzeniu swego wykresu opierają się oni głównie na satelitarnej serii UAH. Problem polega na tym, że pomiary satelitarne w zasadzie są jedynie estymacją temperatury dolnej troposfery na podstawie tzw. temperatury jasności. Żeby taką estymację uzyskać, należy te dane poddać wielu korektom (chociażby z uwagi na dryf satelitów, czy problemy z wpływem trendów stratosferycznych na troposferyczne), a każdy zespół, który te dane opracowuje, stosuje inne metody, stąd otrzymuje inne dane. Co więcej, zmiany pomiędzy wersjami owych produktów potrafią być bardzo duże, co każe dodatkowo wątpić w ich jakość. Dodatkowo, nawet jeśli C. Harris i R. Mann korzystają z tych danych, to nie bardzo wiadomo skąd uzyskali różnicę rzędu 1.0K między szczytem El Niño z 1998 a rokiem 2009, bo nawet w serii UAH wynosi ona 0.4K. Co ciekawe, na innych ich wykresach są prezentowane dane NASA GISS (przynajmniej takie podane jest źródło), ale jedynie do roku 2000.

Podobnie, jak dane z okresu pomiarowego, tak samo dane historyczne nie opierają się na żadnej rekonstrukcji i są najprawdopodobniej niczym innym, jak własną interpretacją autorów. Nie istnieje na przykład rekonstrukcja, wg której temperatura globalna w czasie Małej Epoki Lodowej spadała aż o 2.5K (spadek z szczytu ocieplenia średniowiecznego do 54.3°F). W rzeczywistości, wg rekonstrukcji, spadek ten był pięciokrotnie mniejszy: ok. 0.5K:

Źródło: https://earthobservatory.nasa.gov/features/GlobalWarming/page3.php

 

Dodatkowo pomiary instrumentalne wskazują, że obecnie klimat jest znacznie cieplejszy, niż w szczycie okresu ciepłego średniowiecza (ale zapewne nie był wg większości źródeł z których korzystali C. Harris i R. Mann, co nie jest dziwne, skoro część z nich pochodziła sprzed 70 lat). Niemal dokładnie taki sam przebieg wskazują inne rekonstrukcje, np. najnowsza rekonstrukcja Pages2K:

Źródło: Pages2K.

 

Tutaj również widzimy, że już przed rokiem 2000 globalne temperatury (na lądach) były zbliżone do maksymalnych z ostatnich 2000 lat. Widzimy również powolny spadek temperatury globalnej do połowy/końca XIX w. i nagłe odwrócenie trendu, przy czym tu również Mała Epoka Lodowa to ledwie 0.5 – 0.6K mniej, niż w najcieplejszym okresie ostatnich 2000 lat.

To samo pokazują wcześniejsze rekonstrukcje Moberga (2005) i Ljungqvista (2010).

Rekonstrukcje temperatury półkuli północnej: Moberg et al. 2005, M. Mann 2008, Ljungqvist 2010. Autorzy wykresu: Robert Way, John Cook. Źródło.

 

Tutaj okres średniowieczny jest nieco bardziej widoczny, co nie dziwne – to rekonstrukcje temperatury półkuli północnej, nie globalnej. Widzimy więc, że istotnie temperatura naszej półkuli najprawdopodobniej osiągnęła swoje maksimum w okolicy roku 1000 i była wówczas jakieś 0.4K wyższa, niż 500 lat wcześniej. 600 lat później, w czasie Małej Epoki Lodowej, spadła ona o ok. 0.7 – 0.8K. Wykres kończy się w okolicy roku 1975 i już wtedy na naszej półkuli było niemal tak ciepło, jak w czasie ocieplenia średniowiecznego. Cienka, czerwona linia oznacza pomiary instrumentalne, z których wynika, że obecnie jest już znacznie cieplej, niż w czasie ocieplenia średniowiecznego.

Podobną historię opowiada rekonstrukcja Craiga Loehle, który co ciekawe jest sceptykiem odnośnie dominującej roli człowieka w obecnie obserwowanym ociepleniu klimatu.

Źródło: https://www.asc.ohio-state.edu/mcculloch.2/AGW/Loehle/

 

Z uwagi na problemy w datowaniu, dane kończą się w latach 30 XX w. Wg pomiarów instrumentalnych, temperatura globalna wzrosła do tego czasu o około 1.0K.

Poglądów na przebieg historycznych zmian klimatu prezentowanych przez C. Harrisa i R. Manna nie podziela również rekonstrukcja Shauna A. Marcotta z 2013 roku.

Źródło: Marcott et. al 2013.

 

Zasadniczo więc prezentowany przez C. Harrisa i R. Manna wykres nie zgadza się z żadną z dostępnych rekonstrukcji temperatury – ani globalnej, ani hemisferycznej. Na upartego można by próbować połączyć go z rekonstrukcjami temperatury półkuli północnej (szczególnie Ljungqvista z 2010), przy czym amplitudy zmian historycznych zostały przez Harrisa i Mana znacznie wyolbrzymione, a bieżące ocieplenie znacznie niedoszacowane. Najprawdopodobniej przebieg temperatury prezentowany na wykresie został przez autorów zwyczajnie wymyślony na podstawie ogólnych informacji na temat zmian klimatu w zeszłych tysiącleciach.

Warto również zwrócić uwagę, że takie epizody, jak Mała Epoka Lodowa i Ciepły Okres Średniowieczny są widoczne głównie w rekonstrukcjach temperatury północnej półkuli (ale amplituda między nimi to zaledwie do 1K), a giną w rekonstrukcjach globalnych (za wyjątkiem rekonstrukcji C. Loehle, która jednak opiera się na niewielu proxy). W tych ostatnich istotnie jest zimno w czasie Małej Epoki Lodowej, ale jest to bardziej zwieńczenie trwającego od kilku tysięcy lat powolnego ochłodzenia, przerwanego przez obecne antropogeniczne globalne ocieplenie, niż coś wynikającego z jakiejś wyraźnej cykliczności klimatu, jak chcieli by Harris i Mann.

Na sam koniec dość zabawna historia. Z wykresem Harrisa i Manna nie zgadzają się najwyraźniej nawet Harris i Mann. Na ich własnej stronie można znaleźć ewidentny przykład, iż lata w okolicy roku 2000 były cieplejsze, a przynajmniej takie same, jak w czasie średniowiecznego ocieplenia.

Wydaje się wam, że szczyt ocieplenia przypada na rok 1200, jak wynika z ich głównego wykresu? Źle się wam wydaje, inne ich wykresy mówią co innego.

Dla porównania, tak wg tych samych autorów wygląda ostatnie 50-lecie. Tu nagle okres po wybuchu Pinatubo już nie jest „poniżej normy”.

Szczyt wykresu w tych danych (NASA GISS) to 1998. Ten sam wykres do roku 2019 wygląda tak. Nie dziwimy się wcale, że autorzy nie chcieli go prezentować i ucięli dane w 2000. W końcu nie zgadza się to z ich poglądami.

Przebieg temperatury globalnej wg. serii NASA GISS. Źródło: https://data.giss.nasa.gov/gistemp/graphs_v4/

 

Print Friendly, PDF & Email

7
Dodaj komentarz

Please Login to comment
4 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
Lukasz160391zbigArctic Haze ☀️AntyBTomek Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o
Tomek
Użytkownik
Member
Tomek

A tymczasem na Antarktydzie mamy absolutny rekord ciepła – baza Esperanza 88963 +18,4 st. C (za OGIMET).

AntyB
Użytkownik
Active Member
AntyB

Mogliby w Esperanzy zacząć przyjmować turystów. :)
Dzisiejsze dane CustomWeather wskazują, że rano w Dikson/Ди́ксон nad Morzem Karskim było aż -7 st. C.
Prawdopodobnie przez 10 dni jeszcze więcej ciepłego powietrza będzie wtłoczone na terytorium Rosji i Oceanu Arktycznego
https://climatereanalyzer.org/wx/fcst/#gfs.world-ced.t2
Zazwyczaj, z tego co pamiętam, w lutym na terytorium Rosji były dość silne mrozy, które przy słabnącym NAO wlewały się na obszar Polski. Teraz nie ma nawet cienia takiej możliwości.

Arctic Haze ☀️
Editor
Noble Member

Stacja Esperanaza przyjmuje rocznie ponad 1000 turystów.

Lukasz160391
Użytkownik
Active Member

Jutro (10 lutego) na stacji Esperanza znowu ma być ciepło, temperatura przekroczy 10-11 stopni. Ale tym razem do rekordu trochę zabraknie.

AntyB
Użytkownik
Active Member
AntyB

Jeżeli zaś chodzi o „Wykresy z sufitu” to Admin wykonał bardzo ciężką pracę wykazując ich absurdy. „Wykresy” Harrisa należą, jak sam zauważył, do obszaru Wiary a nie Nauki.
Jeżeli system edukacji danego kraju będzie opierał się na objaśniających wykładach o niepodważalnych prawdach to tam popularne będą Wykresy Harrisa. Jeżeli zaś system edukacji będzie bardziej dialogiem o zagadnieniach problemowych to popularne będą wykresy z naukowych badań, które Admin był łaskaw nam zamieścić.

Arctic Haze ☀️
Editor
Noble Member

Pamiętajmy, ze według Abdussamatova, Mała Epoka Lodowa zaczęła się w 2015 roku.

Ta zima jest jej najlepszym przykładem. A styczeń według ESA był najcieplejszy w historii pomiarów nawet globalnie.

zbig
Użytkownik
Active Member
zbig

Te „wykresy” wyglądają trochę na radosną twórczość małego dziecka. Mnie się przypomniało, że jak byłem w pierwszych klasach podstawówki to miałem taką zabawę, że lubiłem przerysowywać mapy. Więc raz wychodziło lepiej, a raz gorzej, a czasem zupełnie świadomie puszczałem wodze fantazji i rysowałem zmienione granice państw, albo drogi czy miasta, które w rzeczywistości nie istnieją i nadawałem im jakieś wymyślone przez siebie nazwy. Tyle, że gdzieś po ukończeniu 10 roku życia wyrosłem z tego, a wcześniej też byłem świadomy, że jest to tylko wytwór mojej wyobraźni i nigdy nie przyszłoby mi do głowy twierdzić, że moje mapy przedstawiają rzeczywistość.