Zimny maj #2

Zimny maj #2

Ponieważ liczba komentarzy pod ostatnim postem przekroczyła 1000, oto nowy wpis. Całkowita liczba zatwierdzonych komentarzy na blogu osiągnęła wczoraj 100 000.

Mam już 13 maja i zgodnie z wcześniejszymi prognozami ani jeden dzień tego miesiąca nie charakteryzował się jeszcze średnią temperaturą obszarową powyżej normy z lat 1981-2010. Chłód najbardziej zaznacza się w zachodniej i północnej części kraju, gdzie średnia anomalia miesięczna spadła poniżej -3.5K. Średnia temperatura maja do 12. go włącznie wynosi 10.1°C we Wrocławiu,  9.2°C w Zielonej Górze, 9.8°C w Gorzowie Wlkp., 8.8°C w Lęborku, 8.5°C w Koszalinie i Łebie, 11.0°C w Warszawie (Okęcie).

Obecne ochłodzenie jest już najgłębszym ochłodzeniem tego roku, co widać doskonale na wykresie średnich anomalii 10. dniowych. Do rekordów nam jednak póki co bardzo daleko – podobnie zimny okres nie byłby rekordowy nawet przez większą część III dekady maja:

Wg prognoz czeka nas ocieplenie, którego skalę oceniać jeszcze jest zdecydowanie za wcześnie. Wszystko wskazuje na to, że raczej nie dobijemy do wartości z wyjątkowo zimnego maja 1991. Wg dzisiejszej porannej odsłony modelu GFS do 22 maja średnia anomalia miesięczna wzrośnie do przedziału -1.86 – -1.08K, z najbardziej prawdopodobną wartością równą -1.44K:

Nieco mniej optymistycznie do sprawy podchodzi jednak poranna odsłona ECMWF. Należy pamiętać, że prognozy powyżej 5-6 dni są bardzo niepewne, a prognoza operacyjna ECMWF leci w swej końcówce po najniższych realizacjach całej wiązki.

W związku z ochłodzeniem popadało, ale niestety nie wszędzie. W Warszawie suma opadu za ostatnie 50 dni to zaledwie 8.8 mm, co jest wartością skrajnie niską.

176 Replies to “Zimny maj #2”

  1. Uff, na szczęście nici będą z niżu genueńskiego prawdopodobnie. Widać już normalne opady deszczu na południu.

    1. no jeszcze tego by tu brakowało. Już trwa trzeci tydzień brzydkiej pogody, w czwartek się ta patologia wreszcie zakończy (mam nadzieję). Jakby jeszcze genuen przylazł to do czerwca słońca nie zobaczę dłużej niż epizodycznie.

    2. Tak, typowe. Najpierw płakaliście, że susza, teraz płaczecie, że pada. Te opady są tak ogromne, że nie da się tu przeżyć, prawda?

  2. U mnie (łuków) znowu nici z opadów, sucho że nic nie rośnie, miejmy nadzeje ze od środy podpada jak pokazuje prognoza

  3. To jest właśnie problem z ochłodzeniami z N. Niech mnie ktoś sprostuje jeśli się mylę, ale nawiew powietrza arktycznego z kierunków N albo NE nigdy nie przynosi sensownych opadów (NW zwykle też zdąży się wypadać zanim dotrze do Polski) a głownie zimno chmury i wiatr, lub jeśli akurat rozpogodzi się nocą co też przy Arktyce lubi się dziać – dodatkowo przymrozki / mróz
    Deszcze były tylko w południowej Polsce gdzie więcej do powiedzenia mają masy powietrza z innych kierunków głównie S/SW
    Czyli finalnie połowa maja zimna i paskudna ale w zamian ani trochę nie złagodzona susza na północy i w centrum Polski. Były jakieś korzyści tego ochłodzenia w ogóle?

    1. No były. Wymarzło część drzewek owocowych, niektóre plony padły, popadało mało co, ale za to przynajmniej Dorka nie jęczała na forum, a kilku zimnolubów było zadowolonych, że wreszcie jest miesiąc poniżej normy. :).

    2. Tak. Gdyby przy tak ZEROWYCH sumach opadów było powyżej normy, to by już żadnych zapasów wody nie było. Jakkolwiek zle nie jest, to warto pamiętać ze przy anomalii na plus, zwłaszcza wysokiej, byłoby dużo gorzej. Ale niestety tylko niektórzy rozumieją ze bilans wodny to nie tylko opady, ale opady minus parowanie…

      1. Powiem więcej. Jakby na serio padało (tak chociaż z 50% normy dla pierwszej połowy maja) , to bym sam nie chciał tak niskich temperatur.

      2. Ochłodzenie jest wiec korzystne tylko jeśli jest potrzebne ograniczenie parowania (czyli jak mało pada). Jeśli by dużo padało, to nie ma potrzeby ograniczania parowania, więc wtedy faktycznie ochłodzenie do niczego niepotrzebne.

        1. “Ochłodzenie jest wiec korzystne tylko jeśli jest potrzebne ograniczenie parowania”
          Z tym się zgodzę, ale to w sumie nic nie zmienia bo jeżeliby teraz przyszło ocieplenie w wersji suchej – na co na szczęście się nie zanosi – to wysuszenie wszystkiego byłoby tylko odłożone w czasie o te 2 tygodnie. Jaka to różnica?
          O tej porze roku utrzymanie suchej bezdeszczowej cyrkulacji w wersji ciepłej jest bardzo mało prawdopodobne. Zeszły rok był wyjątkiem ale nawet wtedy w maju były już burze. W związku z czym prędzej by popadało przy cieplejszych masach powietrza niż przy tym zimnie. Przecież nawet wczorajszy front nie przeszedł przez całą Polskę jakby to było przy klasycznym ochłodzeniu z zachodu tylko pobździł gdzieniegdzie na linii Warszawa – Kraków

          1. Jak to co zmieni? Dwa tygodnie słabszego parowania to dużo lepszy wskaźnik SPEI.

            Długie okresy ciepłe i suche mało prawdopodobne? Chyba żartujesz sobie. Latem takich zdecydowanie nie brakuje i w sumie nigdy nie brakowało.

          2. Latem tak: w lipcu w sierpniu, nawet już w czerwcu, ale nie w maju. W maju jakiś ciąg upałów czy nawet temperatury > +25 nie utrzyma się długo. Wyjątki to taki rok jak 2018 chociaż nawet wtedy była ok tygodniowa przerwa mniej więcej o tej porze co teraz.

      3. tym bardziej, że nawet na południu ostatnie opady po prostu wyrobiły norme za kwiecień + to co spadło w maju to wcale nie są wielkie opady, nawet na południu. Jeżeli przyjdą do nas takie anomalie jakie są teraz w Rosji to nawet opady w normie albo delikatnie powyżej będą zdecydowanie nie wystarczające.

    3. Zgadzam się z ocenami tych, którzy uważają, że przy tak małej ilości opadów całe szczęście było średnio chłodniej. Bo inaczej mielibyśmy wyraźniejsze sprzężenie między małą ilością opadów, a coraz wyższą temperaturą, co byłoby coraz lepszym “podłożem” do maga-fali upału wespół z suszą latem. A w takich okolicznościach też alternatywą dla suszy są często opady burzowo-nawalne.
      Póki co np. na C Mazowszu (a tym bardziej jeszcze dalej na N/NE/E) nie ma “tragedii” właśnie dlatego, że przy tak słabych/rzadkich opadach nie jest aż tak bardzo ciepło jak np. przed rokiem o tej porze.

  4. Tak zimny maj odbija się niewątpliwie na zachowaniu ptaków. Przykładowo nie widziałem jeszcze u siebie w łódzkim Jerzyków, które zwykle pojawiały się w pierwszej dekadzie maja, Słowiki niemrawo kląskają po nocach ale są to pojedyńcze sztuki. Z kolei orzech włoski niemrawo wypuściły liście i ciągle czekają na 100% mocy. Jarzębina podobnie choć tu sprawy tyczą się jej kwiatostanów a nie liści. Trawy na łąkach osiągnęły chyba tylko ok 50% wysokości w porównaniu z poprzednim rokiem ale to akurat zasługa suszy która ciągle w mniejszej lub większej sile utrzymuje się na na polach

  5. Dzisiaj jak wyszedłem na dwór to poczułem się jakbym był na początku marcu, a nie w połowie maja. Gdyby nie rozwinięta wegetacja to wielu by się naprawdę mogło pomylić z porami roku. I najgorsze jest to, że w środę miną już dwa tygodnie takiej patologii, która pierwotnie miała trwać kilka dni. Jeden, dwa zimne miesiące w roku mogę przeżyć, ale teraz mamy już 3 na 5 miesięcy totalnie beznadziejnych – odczuwalnie zimny styczen, wietrzny marzec i marcowy maj, a jakiejs poprawy pogody w kierunku ciepłej stabilności nie widać, bo najwyżej z wieczornymi i popołudniowymi burzami, które znowu utrudnią funkcjonowanie na swiezym powietrzu. Wiosne da sie jeszcze uratowac, bo kwiecien był niezły w drugiej połowie, ale druga połowa maja musiała by mieć 2,3 stopnie powyżej normy. I to pomimo tego, że razem z kwietniowym i majowym incydentem późnojesiennym, zimowym chłody zabrały nam ponad trzy tygodnie najcenniejszych dni w roku.

    1. Przyznam ze cię nie rozumiem. Najpierw otwarcie mówisz ze chcesz lata w kwietniu i maja, a latem temperatur non stop powyżej 28 stopni. A potem mówisz ze najcenniejszy dla ciebie jest kwiecień i maj, a nie miesiące letnie. Rozbawiasz.

      1. Latem i tak temperatura nie spada poniżej 18 stopni, więc i tak jest ciepło nawet jak się ochłodzi. Natomiast kluczowe są dla mnie miesiące wiosenne, bo wtedy dzien się wydłużą i powinniśmy jak najwięcej czasu spedzać poza domem, a nie w czterech ścianach. Zimno w tych miesiącach oznacza po prostu stracony czas pory ciepłej, którego nam nic nie odda. Latem mi wystarcza nawet 24 stopnie.

        1. Powiem szczerze mądry komentarz. Nawet bardzo mądry. Tylko jak się on ma do twoich wypowiedzi, że sezony letnie z przewaga temperatur 20-27 stopni to “rok bez lata”?

      2. @kmroz – komentarze @osowy traktuję wyłącznie w kategorii socjologicznego urozmaicenia tego forum, chociaż chłopina raczej już wyczerpał swój potencjał “twórczy” i każdy wie, że jego wpis to będzie czarny patos pogodowy, który najczęściej określa jako “patologię”.

        A może szukajmy z nim czegoś wspólnego. Może napiszmy wszyscy, że jest zimno, beznadziejnie i patologicznie i razem będzie nam zimno, beznadziejnie i patologicznie… ;-)

        Wracając do spraw pogodowych. Wrocław znalazł się w tej szczęśliwej puli rozdawnictwa kart opadowych w ostatnim czasie i otrzymał sporo opadów. Niestety, dysproporcje opadowe w Polsce są naprawdę spore. “W Warszawie suma opadu za ostatnie 50 dni to zaledwie 8.8 mm” jak napisali gospodarze portalu. Może w tym tygodniu, tereny, które są na tak sporym deficycie, wreszcie otrzymają należną porcję opadów.

        Jeszcze w sprawie obecnego ochłodzenia – dla mnie (ach, te subiektywne “przeklęte” preferencje pogodowe) – jest ono na plus, poza dwoma, istotnymi zjawiskami, które dość mocno zdegradowały go w moich oczach. Pierwsza to przymrozki, druga to brak istotnych opadów tam, gdzie jest najbardziej sucho. Czyli co nie uschło, to wymarzło, chociaż oczywiście nie wszędzie.
        Pogoda oczywiście bardzo się “przejmuje” moją opinią… ;-)

        No, ale w pogodzie najczęściej jak nie urok “pełnej lampy” to przemarsz wiatru i chłodu.

    2. Osowa to taka nowa odsłona Dorki, tylko w drugą stronę.
      Wczorajszy front praktycznie ominął Kaszuby od wschodu. W wielu miejscach suma za maj nie przekracza 5 mm :(
      Plusem jest, że ta wyjątkowa, wiosenna zieleń jest w tym roku jakby zamrożona w czasie, wyjątkowo długo.

    3. Tak jak ja nie umiem pogodzić kwestii oczekiwań “ciepłej stabilności” z aktywnym Atlantykiem i dodatnim NAO. Mielibyśmy teraz to co w marcu, tylko przy temperaturze średnio nieco ponad +10*C.
      Uzupełnię jeszcze, że ja rozróżniam aktywny Atlantyk w sensie jego oddziaływania w postaci tzw. “strefy” (z W) od aktywnego Atlantyku, ale przy blokadzie kontynentalnej – wyraźnie osłabiającej jego oddziaływanie nad Europą C i dalej na E (jak przez sporo okresów w roku 2018).

  6. Co tu dużo gadać, beznadziejna pogoda od 27 kwietnia. Od tego czasu były 3 dni pół-pogodne i 4 pogodne, reszta kompletnie ciemna. I bardzo dużo zimnych dni z temperaturą w środku dnia oscylującą wokoło 10 stopni. Na ogimecie często dni mają tmaxa podrzuconego z poprzedniej doby o 20:00 niczym kukułcze dziecko, przez co patrząc na zestawienie można powiedzieć, że aż tak nie piździ. Dlatego wymienię tmaxy odnotowywane między godziną 8 a 20, czyli w dzień.

    27.04 – 12,1
    28.04 – 10,3
    29.04 – 11,2
    30.04 – 17,3
    1.05 – 17,5
    2.05 – 19,8
    3.05 – 13,6 (spadek w ciągu dnia, po 12:00 było tylko 8-9 st)
    4.05 – 15,2
    5.05 – 8,8
    6.05 – 10,8
    7.05 – 11,6
    8.05 – 15,8
    9.05 – 10,0
    10.05 – 15,4
    11.05 – 19,3
    12.05 – 12,4 (ponownie spadek w dzień, po 12:00 8-9 stopni)
    I według prognozy jeszcze 3 takie zimne dni ca. 10 stopni.

    Mówcie co chcecie, ta pogoda jest koszmarna. Maj to się kojarzy z temperaturami średnimi koło 20 stopni za dnia, a nie ledwo osiągającymi 10 stopni przy zimowym usłonecznieniu procentowym. No ale tu ostatnio panuje jakiś kult uwielbienia pluchy, zima zimą nie, lato latem też nie. Czekajcie, niech te ujemne NAO się utrzyma i wpuści tutaj PZtkę w lipcu i sierpniu. Na tak długo, jak teraz wpuszcza PA z tym ponurym wypizgiem.

    1. Ja tam “pluchy” nie uwielbiam. Dla mnie ulubiona zima to grudzień 2015 styczeń 2008 luty 2019 a lato to czerwiec 1976 lipiec 1982 sierpień 1973. (Patrząc po tym wieku to czerwiec 2008 lipiec 2013 sierpień 2009). Czyli spokojne rześkie lato bez gorąca i upałów z duża ilością słońca ale regularnymi opadami, a zima po prostu łagodna, względnie pogodna i bez pluchy.
      Co do obecnego maja to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. U mnie jest sucho na wiór i po prostu kilka dni pluchy byłoby wskazane. Jakby ci tak długo nie padało, to byś inaczej gadał. Ostatnia nadzieja to ten tydzień, później już widać wasze wymarzone blokady skandynawsko-ruskie i patologia rodem z poprzedniego maja, albo tego z 2007 roku.

      1. Nie gadał bym inaczej bo jestem z Katowic, gdzie susza to zjawisko praktycznie niemożliwe do osiągnięcia. Jakby przyszło takie lato jak piszesz to by dopiero była susza w tej twojej suchej Warszawie, te trzy miesiące co wymieniłeś (z obecnego wieku) charakteryzował niemal zupełny brak opadów wielkoskalowych! Przy temperaturach jednak dość letnich, przeważnie od 25 do 30 stopni.

        Zresztą popatrz sobie jak u mnie wyglądało lato 2017

        Maj – 27,9 mm. 4. najsuchszy po 1951
        Czerwiec – 34,1 mm. 4. najsuchszy po 1951
        Lipiec – 45,2 mm. 8. najsuchszy po 1951
        Sierpień – 53.1 mm. 17. najsuchszy po 1951

        Cały okres MJJA tylko 160,3 mm opadów przy normie 327,4 mm. Czyli pół normy za te 4 miesiące. Przy sporo wyższych od normy temperaturach, szczególnie w czerwcu i sierpniu. Gorzej było tylko w roku 1992, kiedy w MJJA było 140 mm opadów przy jeszcze wyższej temperaturze średniej w tym okresie.

        Czy latem 2017 była u mnie jakaś susza czy nawet posucha? Ano nie. Czy teraz coś takiego jest? Nie. Czy było zanim się pogoda spieprzyła? Też nie. Trochę spalonej słońcem trawy widziałem na koniec lipca 2006, to był jedyny raz chyba.

        1. W miesiącach które wymieniłem temperatury 25-30 były sporadyczne. No może lekkie przekroczenia 25 nie były takie rzadkie, ale już 26-30 było sporadyczne ;)
          Co do opadów to w sierpniu 2009 ich nie brakowało, gorzej z czerwcem 2008 i lipcem 2013- ich połączenie mogłoby już faktycznie być nieciekawe, pojedyncze wystąpienia takiego miesiąca jednak nie było takim problemem. I tak czerwiec 2008 przyniósł dwa razy więcej opadów u mnie niż ostanie dwa miesiące ruchome.

          1. Czerwiec 1976 taki jak w Warszawie byłby dla mnie jednak trochę za chłodny (do 17 czerwca), natomiast lipiec 1982 i sierpień 1973 są już jak najbardziej w porządku. Sierpień 1973 miał u mnie rekord usłonecznienia aż do 2015 roku, w tym czasie tylko 2003 bardzo mocno się do niego zbliżył.
            PS. Co sądzisz o lipcu 1976? Moim zdaniem najlepszy w latach 70-tych, pożądałbym takiego nawet obecnie :)

          2. Najlepszy lipiec w latach 70tych to nie jest duże osiągniecie. Co nie zmienia ze lipiec 1976 faktycznie wyglada zachęcająco, nawet lepiej niż lipiec 1982 może, bo nie był zbyt suchy. Pierwsza połowa marzenie, lampa, przyjemnie rześko i regularne opady. Gorzej druga połowa- najpierw kilkudniowa fala gorąca, potem kilka dni paskudztwa.
            Wgl całe lato 1976 wyglada w mojej opinii super.

          3. @kmroz fajnie jakby takie lato było w tym roku, czerwiec wspaniały, trochę gorąco dopiero od 26.06, lipiec pierwsza połowa i końcówka super, słabo było tylko pomiędzy 16 a 25 VII (do 21 Upalne, dalej pochmurno), sierpien pomimo że był najzimniejszy po 1987 i 1956, był naprawdę ładny, do 23 VIII nie było ani jednego dnia pow. 25 st!, dopiero w końcówce się ocieplilo, podobną specyfikę miał sierpień 1987, tutaj też ostatnia dekada najfajniejsza.
            Moje ulubione miesiące letnie to lipiec 1985 i sierpień 1970, oba były super, pierwszy miał tylko jeden dzień pochodzący(!) pod upał, drugi wcale. Choć twój ulubiony lipiec i sierpień też rewelacja, tylko cieplejsze, ale za cenę wyższego uslonecznienia :)

          4. u mnie jednak najładniejsze lato złoży się z czerwca 2017, lipca 2006 oraz sierpnia 2002/2003 (oba podobnie ładne). Lato bez żadnych dni z temperaturami około i powyżej 30 stopni to nie lato tylko wiosna albo jesień.

            Te wasze lata są może i w miarę dobre, pod warunkiem że nigdzie nie imprezujesz i nie wracasz po nocach. Bo w takie dni typu 20 stopni i słońce nocami piździ. W prawdziwym lecie chodzi o to, że możesz wyjść ubrany w krótkie spodenki i rękawek, następnie wrócić o 3 w nocy do domu i przy tym ani trochę nie zmarznąć. Takie dni jak 1.08.2017 z temperaturą 35 stopni za dnia oraz 28 o godz 23:00 się pamięta jakby to były wczasy w Grecji. Jak jest ledwo 20 stopni (i to w najcieplejszym momenci dnia!) to też jest lipa pod względem odpoczywania gdzieś nad wodą albo na basenie. Jak wyleziesz z wody i jest tylko 20 st, do tego przywieje wiatr to jest zimno. Nie bez powodu w aquaparkach i na krytych basenach jest utrzymywana temperatura powietrza około 30 stopni. Woda może być chłodniejsza, powietrze tak średnio.

            Wasze preferencje letnie odnoszą się do nieruchawego blokersa który musi zakładać jakiś niewygodny gajerek, i przez to narzeka jak temperatura osiąga 28 stopni albo więcej. W Polsce przecież nie ma upałów 40/45 żeby one mogły w czymś realnie przeszkadzać. Za to nieprzyjemnego zimna jest od cholery w większości miesięcy w roku, jak widać po tym sezonie nawet w maju może się trafić całkiem sporo dni z temperaturą ledwo 10 stopni w środku dnia.

          5. U mnie o 23:00 po gorącym, bezchmurnym dniu najwięcej zobaczyłem 23-24 st. na termometrze, brak betonu wokół robi swoje. Co innego jak po takich 35 st. na wieczór zacznie się chmurzyć to i o północy było klika razy 25 st. zanim nadeszła burza.

          6. Jak to dobrze, że nie mam już takich lat jak np. ten niby wymarzony 1976…. toż to wtedy widać było oprócz 2 i 3 dekady lipca codziennie po 20:00 kurtka i czapka… te noce 5-10 stopni przez 2/3 okresu letniego to naprawdę nie można tego nazwać latem.

          7. Bez przesady 5-10 w nocy to nie kurtka i czapka. Ja nawet na -10 czapki nie mam i jest dobrze. Ale lato to to nie jest, ten Tmin powinien wynosić co najmniej 12, 13 stopni nad ranem żeby móc mówić o lecie. Najlepiej koło 16, wtedy nie jest ani za duszno ani za zimno.

            Pamiętam jak jedne z najchłodniejszych letnich nocy były w sierpniu 2015, tuż przed wielką falą upałów. Trochę się zdziwiłem jak wstałem z rana a tu 4 stopnie na telefonie pokazuje (stacja pewnie z Pyrzowic) Jednocześnie w prognozie 37 za parę dni.

      1. No tak, to dlatego podobnie jak w Krakowie

        To dodam od siebie że za ten okres w Krakowie spadło 68,9 mm deszczu więc tu na południu chociaż taki plus z ciemności i zimnicy

      2. ale największe opady (28.04 – 24mm i 29.04 – 21mm) wystąpiły właśnie przy S / SW. Wraz ze zmianą kierunku wiatru na N/NE 20.04 opady praktycznie ustały..

    2. PZtkę to ono puszcza na 1 dzień a to arktyczne dziadostwo płynie tygodniami. Ciepło w tym kraju trwa 2-3 dni a lód cały miesiąc, ta pora ciepła znów zaczyna to potwierdzać po aż rocznej przerwie… Inna sprawa, że mamy 13 maja a tu żadnej gorącej nocy podczas której kmroz by zajęczał no po prostu skandal :D

    3. @alewis27 – to pod ten “kult uwielbienia pluchy” przeróbka wiersza Mirona Białoszewskiego: “Plucho stratucho, tak Ci kibicuję Twojej arktyczności i ujemności NAO, natreść mi chłodu, pochmurności i ciapności, miejscami śniegości”. ;-)

      1. Może być, od grudnia do lutego :) A co mi tam niech stracę, nawet marzec se może wziąć! Ten z 2009 to był horror ale za to jaki kwiecień potem przyszedł.

  7. u mnie od końca kwietnia mogło spaść nawet 100 mm, woda już stoi po polach a kolejne opady już niedługo nadciągną, dodatkowo może je wzmacniać północno-wschodni wiatr przeciwny do fenu, um już to zauważa, przydałoby się żeby polało w regionach wyschniętych, miejscami to już się modlą o deszcz tak jest sucho.

    1. Moim zdaniem nasz klimat ewoluuje ku jeszcze większej PRZEJŚCIOWOŚCI i mniejszej powtarzalności “wzorców” pogodowych w takich, czy innych okresach. Jeszcze bardziej zdecydowanie i niespodziewanie będziemy przechodzili z jednych skrajności w inne, coraz częściej przy różnicach międzyregionalnych. Z tym, że nie zawsze będzie to widoczne w statystykach dot. średnich za dany okres – coraz częściej będzie to wymagało ocen zmienności w wartościach chwilowych, jak i ich odchyleń (wariancji).
      Obecnie zmierzamy ku opcjom znanym w największym stopniu z okolic roku 2010, choć na razie można rzec, że jesteśmy jeszcze na ich początku (w ogólności, bez wchodzenia w szczegóły). Zobaczymy jak długo taki trend się utrzyma (?).

    2. taaaak bo modły na pewno coś dadzą :) Niech się politycy lepiej wezmą za rolnictwo, gospodarkę wodną i tym podobne zagadnienia, a nie za modły i kiełbasę wyborczą. Bo klimat się nam zmienia w dość jasno widocznym kierunku – coraz goręcej i coraz bardziej nieregularne opady. Tzn coraz częstszy ich niedobór ale również okresowy nadmiar.

  8. W średnich prognozach ECMWF widać wyraźnie, że niż genueński ma powstać, ale będzie on nieco bardziej na zachód niż ma to miejsce zazwyczaj, nie przechodziłby przez pogranicze austriacko-węgierskie (najbardziej niebezpieczny dla Polski wariant), lecz przez Alpy, w kierunku Czech i wschodnich Niemiec. To groziłoby powtórką z roku 2013, kiedy to mocna powódź nawiedziła właśnie Niemcy i Czechy, a Polskę tylko pośrednio, kiedy to ucierpiał przede wszystkim Śląsk.

    1. GFS regularnie straszy dużymi opadami na S Polski. Najpierw miały być w tym tygodniu w Karpatach (lokalnie nawet do 150mm) potem pokazywał na Sudety a teraz znów na Karpaty od 21-22.05 (w Tatrach widzi nawet >200mm w ciągu tygodnia). Czyli coś się może urodzić ale nie musi.

  9. W Bielsku-Białej w ciągu ostatnich 3 dni kwietnia spadło ok 130 mm deszczu. Teraz znowu deszczowy tydzień. Z niepokojem sprawdzam ogródek, czy coś dojrzeje z owoców na krzaczkach i drzewkach.

  10. Jedno muszę tej pogodzie oddać – nie ma przymrozków. Najniższa temperatura to 0,5 stopnia z 8 maja. Majowe noce prawie wszystkie z tminem powyżej +5 stopni. Jest to oczywiście sprawka tego, że w zimne dni jest bardzo pochmurno. Wyjątkowo mało przymrozków miał też kwiecień, zaledwie dwie noce z ujemną temperaturą 15 i 16 kwietnia.

    Jest to na pewno korzystniejsza sytuacja niż np. 1.05.2007 – dzień z tmaxem zaledwie 10 stopni przy całkowicie bezchmurnym niebie i bardzo niskiej wilgotności powietrza. Przy takich warunkach duży przymrozek gwarantowany.

    1. Na początku maja 2007 r. (podobnie jak i 2011 r.) najsilniejszy strumień znad Arktyki (przetransformowane PA) był “wycelowany” bardziej bezpośrednio w Europę C.

      W tym roku skalę spadków Tmin osłabiło zarówno bardziej pochmurne niebo zwłaszcza na S Polski (wespół z większą wilgotnością), jak i fakt, że adwekcja ta postępowała bardziej łukiem nad Morzem Północnym i częścią Europy W.

      Ale za to mamy najdłuższy od 13-14 miesięcy okres z ujemnymi anomaliami dzień po dniu (takich dni będzie chyba z 16-18).

    2. To jest przewaga południowej Polski że nawet w takiej bryndzy i tak mamy najlepiej. Bo 1) nie ma suszy, a po 2) nie było przymrozków. Na północy mieli więcej słońca ale co po nim jak temp <+15 i zimny wiatr. A do tego susza i mróz. Niedługo zrobi się cieplej i będzie ładnie i zielono. A na północy jak nic nie spadnie to będzie bieda

  11. Znamy to: W ŻYCIU ZAWSZE MOŻE BYĆ JESZCZE GORZEJ. Proszę teraz o słowa pocieszenia i napisanie, kto ma gorzej niż ja. Mała wioska na SE Polski. Rodzice mają duże gospodarstwo rolne. Od połowy marca praktycznie nie było opadów, które mógłby zmierzyć deszczomierz! Wprawdzie co róż były informacje o burzach i opadach na Mazurach, ale złośliwie omijały one tę wieś. Już w miastach oddalonych o ok. 20 km susza jest zażegnana. Trawa nie dość, że przestała rosnąć to na piaskach już wyschła. Jakby tego było mało przymrozki zniszczyły nie tylko takie uprawiane rośliny jak orzech włoski czy winorośle. Doszczętnie zostało zniszczone młode listowie na dębach i jesionach. Jakieś przekleństwo.
    PS A te deszcze, to najwyżej kropienie. Ulewy nie widziałem od sierpnia 2018.

    1. W wielu miejscach na NE i E Polski jest podobnie. Widać sporo pożółkniętych drzew, nie wiadomo czy od suszy czy od przymrozków, rolnicy mają duże straty.
      Taką zabójczą mieszankę zafundowały nam zmiany klimatyczne, z których tak bardzo cieszą się ci, którzy chcą tutaj żeby nastał klimat rodem z Bałkan.

      1. “Taką zabójczą mieszankę zafundowały nam zmiany klimatyczne”
        A skąd Ty to wiesz, jesteś bukiem wszechwiedzącym?

  12. Warte odnotowania są też dwa nowe rekordy: zakończenia mojego sezonu ogrzewania domu i podlewania ogrodu. W tej dekadzie zwykle kończyłem palić w piecu w drugiej dekadzie kwietnia. Najwcześniejsze zakonczenie to 2018 rok – 5 kwietnia. Najpóźniej to 2017 rok 13 maj, a jutro na bank palę bo na termometrze ma być tylko 7 stopni. Nigdy też w maju nie podlewałem ogrodu. Zwykle lipiec dawał popalić to ogród dostawał porcję złapanej deszczówki. Teraz w zasadzie tylko kranówka do tego posłużyła.

        1. To też dziwne, no chyba że do rana. Jak rozumiem jesteś z Łódzkiego.
          Również mnie zaskoczyło, ze w 2018 podczas niemal letniego 5.04 grzałeś, a dzień później, gdy było dużo zimniej i nastąpił nawet mróz w nocy już nie ;)
          Jeśli masz to gdzieś zapisane, podzieliłbyś się takimi datami z ostatnich 10 lat? Zawsze jakaś ciekawostka :)

          1. Masz rację, pisałem z głowy, w 2018 przestałem palić (rano) w piecu tydzień później niż pisałem.

    1. Tak, w tym roku ogrzewamy jeszcze dłużej niż w i tak wystarczająco pamiętnym 2017. Kupiłam wczoraj kolejne dwa worki węgla. Mam głęboką nadzieję, że tym razem wystarczy i będzie to ostatni tego typu zakup w tym sezonie.

    1. no właśnie bo np. UM widzi opady do czwartku wieczora głównie na południu, północ niemal bezopadowa, um dosyć dobrze radzi sobie z takimi opadami, choć trzeba pamiętać że to niże z południa które mogą robić psikusa niemal w ostatniej chwili.

  13. Z obecną aurą najlepiej mi się kojarzy teledysk:
    https://www.youtube.com/watch?v=uTJtfytoYy4
    Obecna pogoda to jest dobra w listopadzie, a nie w maju. Zaraz, czekaj, początek listopada 2018 przynióśł znacznie lepszą aurę niż to co teraz jest na zachodzie, ba nawet w lutym w Gdańsku słupek rtęci osiągnął raz 15-16 stopni.
    Niech ta atlantycko-arktyczna patologia wraca na swoje miejsce i nie wraca do listopada.

      1. Pomimo braku klasycznej cyrkulacji strefowej (z W) w dłuższym horyzoncie czasowym, za obecne pogorszenie i ochłodzenie jak najbardziej “odpowiedzialny” jest N Atlantyk (wespół z wilgocią znad Morza Śródziemnego). Natomiast powietrze napływa trasą zawiłą, ale z niemałą składową W.

  14. No proszę jednak wczorajszy dzień (12 maja) pomimo tych dwudziestek na wschodzie Polski zapisał się poniżej normy (minus 2, 14 K). Chłód “przebił” to ciepło i szala przechyliła się na jego stronę. A niektórzy spodziewali się nawet, że 12 maja będzie w normie lub powyżej normy. :D
    Natomiast dzisiejszy dzień na wschodzie Polski jest fatalny. Pogoda rodem z listopada czyli tmax ok 10 stopni, pełne zachmurzenie, wiatr, ale deszcz pada nie wszędzie. Jutro kontynuacja tego co dzisiaj na wschodzie Polski.
    GFS ma tendencję do zaniżania temperatur maksymalnych podobnie jak wczoraj. Dzisiaj najchłodniejszymi miejscami są Elbląg i Lesko, gdzie tmax wynosi ledwo 7 stopni.
    Jutro kontynuacja tej listopadowej pogody w południowych i środkowych regionach Polski – obstawiam, że w najchłodniejszych miejscach będzie 8-10 stopni. Niby od środy (15 maja) ma być stopniowe ocieplenie, ale nie wykluczone są miejsca jeszcze z tmax ok 10 stopni. Na większe ocieplenie trzeba czekać do czwartku.

  15. @kmroz
    Będziesz zaskoczony…
    Obecna bruzda niskiego ciśnienia nad naszym E pograniczem to echo niżu, który przywędrował do nas 3-4 dni temu znad umiarkowanych szerokości N Atlantyku:
    http://www.wetterzentrale.de/maps/archive/2019/avn/AVN_1_2019050800_1.png
    http://www.wetterzentrale.de/maps/archive/2019/avn/AVN_1_2019051000_1.png
    Rozdzielił się na dwa odrębne ośrodki. Jeden zmierzał nad N/NE krańce Europy. Drugi został zasilony wilgocią znad Morza Śródziemnego, gdzie nadal będziemy mieli dobre warunki do cyklogenezy.

    Tu trajektoria, które wcale nie są jednoznaczne:
    http://www1.wetter3.de/Trajektorien/traj_2019051306_Warschau__.gif
    Dołem adwekcja owszem w ogólności z wysokich szerokości, ale… w pobliżu Szkocji. Natomiast górą jeszcze ciekawiej, bo adwekcja z rejonu… Azorów (!). Wszystko właśnie z uwagi na wspomniane wcześniej niże, na których to utworzenie się duży wpływ miały wody Oceanu Atlantyckiego i to na naszych szerokościach geogr.

    Adwekcję wprost z Arktyki na różnych poziomach (może małym łukiem nad Morzem N, ale wówczas małym) mieliśmy po 03.05. Teraz napływ jest już bardziej zawiły.

    Moim zdaniem trzeba wyraźnie odróżniać dwie kwestie – a co jest tu źródłem różnych błędnych ocen – aktywności Atlantyku jako takiej, a wyraźną cyrkulacją strefową (z W) także w głębi Europy.
    Bo np. niże mogą tworzyć się między Wyspami Brytyjskimi a Azorami i zmierzać na NE/E (przy ujemnym NAO!). Nie będziemy mieli wówczas klasycznej cyrkulacji strefowej, ale już atlantycki rodowód niżów jak najbardziej.

    1. No Ok, ale w momencie tego bardziej regularnego napływu, to mieliśmy akurat 2 ładniejsze i cieplejsze dni. Podobnie 25.04.2017 blokada została przerwana na jeden dzień i spłynęło do nas normalniejsze powietrze z SW.

      1. Ale tzw. regularniejszy napływ mieliśmy też w dniach 09-10.05, a wówczas było pogorszenie aury, zwłaszcza na W i S kraju (choć docelowo wszędzie).
        Immanentną cechą pogody jest naprzemienność – w sensie pogodności vs. pochmurności/opadów, ociepleń vs. ochłodzeń (itd.). Aktywność Atlantyku ma związek z cyklogenezą i niżami (a nie uśpieniem i wyżami), a za poprawę i stabilność w kierunku suchym odpowiada stosunkowo rzadko i to zarówno przy “strefie”, jak i blokadach. Przy czym wyż azorski nie ma związku z aktywnością Atlantyku jako oceanu, lecz z…. Saharą.

      2. 25.04.2017 owszem była poprawa pogody ale na południu. Na północy wtedy było chłodno i pochmurno, może trochę więcej niż 10 stopni co jak na końcówkę kwietnia nie jest powalającą wartością.
        Szkoda że 2018 rok się nie powtórzy tak szybko, bo przynosił aurę najbardziej dopasowaną do pór roku, przy dużej ilości usłonecznienia, jedyne czego brakowało to opadów, zarówno deszczu jak i śniegu.

        A aktywny Atlantyk to najgorszy przepis na aurę, przynajmniej jeżeli chodzi o zimę, późną wiosnę, lato i wczesną jesień. Wtedy mamy przeciągającą się w nieskończoność jesień, niszczycielskie wichury (zimą) i nawałnice (latem).
        Nawet jeżeli przyniesie konkretne ciepło latem, to jest ono niestabilne.

        Ruchomy rok luty 2018 – styczeń 2019 uważam za najlepszy pogodowo, grudzień przyniósł wreszcie na Wigilię śnieg, choć miesiąc był generalnie paskudny.

        1. “Ruchomy rok luty 2018 – styczeń 2019 uważam za najlepszy pogodowo”
          ->>> Z wykluczeniem zeń przynajmniej grudnia’2018 (jak dla mnie).

          “Nawet jeżeli przyniesie konkretne ciepło latem [Atlantyk], to jest ono niestabilne”
          ->>> Dobrze, że zwróciłeś na to uwagę. To raczej wyże blokujące przyczyniają się do aury trwalej suchej i ciepłej, w porze chłodnej częściej chłodnej/mroźnej – a nie aktywny Atlantyk. Ewentualnie jeszcze wyż azorski z jego pochodnymi, ale jego rodowodu należy szukać raczej na Saharze.

          1. Nie będzie idealnego roku. Okres 07.2006 – 06.2007 też miał zakały w postaci sierpnia i stycznia. Grudnia zresztą też, nie lubię jak grudzień ma listopadową średnią temperaturę.

            Jak mamy rozpatrywać roczniki to 2018 będzie moim ulubionym mimo nieudanego stycznia i grudnia. Po części też czerwca.

            Zauważyłem że w ostatnich latach jest ogromny problem z aurą zimową w pierwszej połowie zimy. Ostatni zimowy grudzień był w 2012 roku, tu na południu jeszcze 2016 coś tam przyniósł, reszta to były aneksy do jesieni. Dopiero w styczniu czy lutym potrafiło się zrobić porządnie mrozno albo śnieżnie.

        2. Uzupełnijmy jeszcze, że za obecny chłód odpowiada owszem kolejna blokada wyżowa na N/NE Atlantyku (czyli w tym sensie jego ponowne “usypianie”). Jednak sama obecna pochmurna i mokra strefa nad Polską ma związek z niżami rodowodu atlantycko-śródziemnomorskiego.
          Im bliżej wyżu na W/N od Polski, tym w większym stopniu pogodniej. A wraz z rozbudową wyżu nad lądem (Skandynawia, kraje nadbałtyckie) widać, że powietrze będzie się nim stopniowo nagrzewało, pomimo że ma stacjonować na wyższych szerokościach geograficznych – tu prognoza UM na środę 15.05:
          http://www.meteo.pl/um/php/pict_show.php?cat=1&time=16&date=2019051312

        3. A dla mnie to zdecydowanie najgorszy rok ruchomy, może oprócz lipiec 2012-czerwiec 2013, czy jakichś dawnych.
          Jedyny miesiąc mi się w miarę podobał to był kwiecień, ale… to byłby dobry maj, albo czerwiec (okres 8-28.04.2018 to byłby naprawdę fajny dowolny miesiąc z okresu maj-wrzesień)

          Luty- pierwsze dwie dekady bez tragedii termicznej, ale paskudne. Trzecia dekada już czysty koszmar, nie szło funkcjonować, zwłaszcza od 24.02
          Marzec- dla mnie sam brak prawdziwej wiosny to już duży minus, jak dodamy do tego naprawdę mocne okresy mroźno-śnieżne, to rysuje się przykry obraz.
          Kwiecień- No fajne lato od 8.04. Naprawdę fajne. Ale w kwietniu oczekuje wiosny, zwłaszcza jak jej nie było w marcu
          Maj- miał dwa fajne kilkudniowe okresy, ale poza tym albo trwałe gorąco (w maju o zgrozo), albo te kilka dni paskudnej pogody (deszcz był potrzebny niby, więc do przeżycia)
          Czerwiec- mało takich typowo pogodnych letnich dni, albo za gorące, albo zbyt ponure, albo zbyt zimne. A trzecia dekada to szkoda gadać
          Lipiec – poza pierwszą dekadą to zdecydowanie największy koszmar. Najpierw ciemnica, potem równik.
          Sierpień- chyba obok kwietnia najmniej najgorszy miesiąc opisywanego roku ruchomego. Przynajmniej miał trochę dynamiki typowej dla cyrkulacji strefowej, niemniej ta dynamika była i tak głównie wokół temperatur 25-30 stopni – poza ostatnią dekadą.
          Wrzesień- tu nie trzeba dużo mówić. Najpierw silne gorąco, tydzień później przymrozki. Do tego taka byle jaka pierwsza połowa września.
          Październik- najpierw długi okres wyżowej lampy z trującym smogiem i bardzo zimnymi, długimi nocami. Jak w końcu nadeszła ulga od tego syfu, to przyszła ciemnica- przypominajka października sprzed 2 lat.
          Listopad- nawet fajna pierwsza połowa, ale okresami za dużo smogu i zbytnie skrajności w zachmurzeniu (dni lampowe i totalnie ciemne na przemian). Druga połowa szkoda gadać, łagodnie mówiąc, nie toleruje mroźnej pogody w miesiąc niezimowych.
          Grudzień- poza częścią pierwszej dekady i dosłownie jednym darowanym dniem w końcówce (28.12)- miesiąc na straty. Dużo mroźnej pogody, a nawet jak były odwilże to często paskudne i słabe.
          Styczeń- mróz i śnieg, poza 1.01 i 17.01 nie było dni powyżej +5 stopni. Do tego nadal malutko słońca.

          Od lutego los się odwrócił. Od tej pory wszystko jest fajnie, owszem trochę ponarzekać można na zimowe epizody w kwietniu tudzież silny wiatr w czwartym miesiącu roku. Na zimno w maju NIE narzekam, zimny miesiąc miał prawo przyjść, a dopóki nie mam maksów poniżej 10 stopni, ani przymrozków, nie wpływa to na godność mojego codziennego funkcjonowania.
          Ogółem gdyby nie najgorsza susza za mojego życia, to bym ocenił na piątkę w skali szkolnej ostatnie 3.5 miesiąca. Niestety susza wszystko rujnuje i zamiast cieszyć się z często sprzyjającej pogody, to nerwowo wypatruje opadów.

          1. Okres 8,04-28,04 byłby fajny w okresie maj-wrzesień? Przecież tam było sporo lodowatych nocy i kilka zimnych dni, w kwietniu spoko maroko ale nie w lecie…

          2. I nie wiem co Ty masz z tym “mało Słońca”, przecież lato 2018 miało dużo większe osłonecznienie niż większość Twoich ulubionych lat za komuny.

          3. Tak, dokładnie byłby fajny w okresie maj- wrzesień! W kwietniu takie temperatury to przesada, niemniej subiektywnie – tak, ten okres mi się raczej podobał. Trochę niektóre noce za ciepłe, ale maksymalne temperatury jak najbardziej spoko. Poza komfort nie wychodziło.

            A gdzie ja pisałem ze lato 2018 pochmurne? Miało skrajnie ponurą drugą dekadę lipca i to jest fakt. Mimo to nie wypadło jako brzydkie, jednak żaden miesiąc nie zaszalał. Czerwiec i lipiec przecietne, tylko sierpień ładny. Moje ulubione lata za komuny jak 1976 i 1982 były jednak pogodniejsze, a poszczególne miesiące to już biły na głowę (także sierpnie 1970 czy 1973)

      3. Ja w sumie też bym napisał że obecna pogoda to typowa atlantycka, październikowo-listopadowa jesień. Nawet ta niemoc opadowa i duża ilość chmur oraz silniejszy wiatr jest charakterystyczna dla takiej morskiej cyrkulacji. Jak widać polski klimat prędzej czy później przyniesie nam każdy typ pogody, choć bardzo często nie wtedy, gdy jest na niego miejsce.

        1. Typowa atlantycka pogoda, to obfity deszcz na przemian z przejaśnieniami i z silniejszym wiatrem niż dziś w Polsce. Teraz mamy do czynienia prawie że stacjonarnym niżem z frontami.

          1. @mottus

            Poza tym silniejszym wiatrem i obfitym deszczem to w pełni zgoda. Deszcz zwykle jest właśnie słaby, przelotny (konwekcyjny) i co ważne nie występują bezużyteczne stratusy (tylko od razu się rozjaśnia po opadach). Zresztą mógłbym wychwalać taką pogodę ile wlezie, ale nie miejsce to na wylew emocji.

          2. Konwekcyjny opad może być bardzo intensywny, przy przechodzeniu takich opadów wieje porywisty wiatr. W tym roku przeszły podczas takiego Atlantyku 2 burze śnieżne z wyładowaniami.

        2. “Nawet ta niemoc opadowa i duża ilość chmur oraz silniejszy wiatr jest charakterystyczna dla takiej morskiej cyrkulacji”

          Że co??? Znad oceanu napływa według Ciebie suche powietrze? 😟

          1. Dodam, że sprawdziłem trajektorie wsteczne dla Gdańska (chociaż mnie tam nie ma) i okazuje się, ze to bardziej Arktyka niż Atlantyk (chociaż różnie na różnych wysokościach, co w praktyce oznacza powietrze zmieszane pochodzące z różnych rejonów). Trajektoria najbliższa powierzchni prowadzi wprost z Grenlandii.

  16. To może teraz więcej dyskusji o aktualnych zjawiskach, zamiast wymieniania po raz dziesiąty listy lat w których ziębiło albo chłodziło i nie macie racji że wam było inaczej?

    Obecna sytuacja bardzo ładnie zgadza się z kwartalną prognozą AccuWeather, może tylko nie ma wyraźnego podziału na chłodniejszą i cieplejszą połowę kraju. Gdy w kwietniu przyszły ciepłe dni, myślałem że to już koniec z tym okresem “przedłużającej się chłodnej wiosny” z prognozy, i że w sumie nie było tak źle. A tu w maju zonk.
    https://www.accuweather.com/en/weather-news/accuweather-2019-europe-spring-forecast/70007427

  17. Duża cześć marca 2019 to wybitnie atlantycka aura. U mnie się ona objawiala tym że dość często mocno wiało i prawie codziennie padało. To była wersja w miarę znośna. Wersja nieznośna to luty 2016. Okropny miesiąc, codzienne opady i bardzo mało słońca. Przy tak aktywnym Atlantyku zależy jak jest ułożony jet.

    1. Co kto lubi. Dla mnie marzec 2019 wymarzony (lepszego marca po prostu jeszcze nie było, może jednak niedługo nadejdzie) a luty 2016 tez wg mnie jeden z lepszych ( lepsze tylko 2019,2002,1990,1989 i ewentualnie 1997,1998 oraz 2014)
      Ale mówię. Co kto lubi. Dla Ciebie fajnie jest jak jest mroźno, chociaż kompletnie tego nie rozumiem, to muszę to uszanować.

    1. Niedawno pisałem o incydencie zimowym z około 11 maja 1978 roku i uznałem że to koszmar. Teraz to się zdarzyło naprawdę, choć nie myślałem że za mojego życia będzie mi dane zobaczyć coś takiego.

    2. Moją uwagę jeszcze wczoraj wieczorem zwróciły prognozy opadów mieszanych nawet dla… Krakowa (!). Co prawda tam nie ma szans na jego choć częściowe utrzymanie się, ale jednak świadczy to o skali obecnego ochłodzenia.
      Na szczęście ta faza głębszego ochłodzenia będzie już dość krótka, a jeszcze przed 20.05 i u Ciebie Piotrze są szanse na “20-ki”:-) Oby tylko bez niszczycielskich konwekcji…

  18. Tmin tej nocy u mnie to 1,6C. Już o godz 21 wieczorem było zaledwie 6C. Gdyby nie chmury, które nadeszły między 2 a 3 nad ranem zanotowalibyśmy w centrum kolejny tego maja przymrozek na 2 metrach. Ale te same chmury spowodują, że dziś za dnia temp. może wzrosnąć do zaledwie 6-7 stopni. Kaloryfery oczywiście nadal ciepłe, podejrzewam, że we wszystkich miastach w Polsce elektrociepłownie nadal grzeją. A to zapewne co najmniej kilka tysięcy ton dodatkowo spalonego węgla każdego dnia. A podobnie zimno jest również w Niemczech, Danii, Czechach, krajach Benelusku, a nawet we Francji czy Wlk Brytanii, o Skandynawii nie wspominając – generalnie zdecydowana większość Europy notuje nocami zaledwie kilka stopni na plusie, a i przymrozków nie brakuje. Ktoś powie, że w pewnie gdzie indziej jest za to cieplej tam się nie dogrzewają? Ano nie bardzo, – o ile można tak jeszcze powiedzieć w przypadku Ukrainy czy Białorusi to już w przypadku rozległych obszarów zachodniej Syberii (włączając w to nawet arktyczne wybrzeże) nie bardzo. Tego ciepła doświadczają głównie renifery, bo ludzi tam praktycznie nie ma. A trudno nie grzać – u mnie wczoraj po południu temat przespano i dziś rano skutek tego taki, że mam w mieszkaniu niespełna 17 stopni, zdecydowanie poniżej wymaganego komfortu.

    1. No ten maj to raj dla zimnolubów niestety. Mają oni możliwość nacieszenia się bździdłem od listopada do marca to jeszcze chcą tego w porze ciepłej. Na szczęście(nie dla nich) widać ewidentny kres tej patoli. Ciepło zbliża się do nas ze wschodu a i w końcu może i solidniej popada w moim regionie. I wszystko wskazuje na to że z takimi chłodami pożegnamy się aż do przyszłej jesieni

      1. z tym że gfs na 3 dekadę maja prognozuje kolejne przymrozki, oczywiscie to daleko, ale jak widać jeszcze nie jest przesądzone koniec przymrozków.

    2. Ale narzekacie. Ja sobie nagrzalem w niedziele pokój do 25 stopni (w sposób naturalny żeby była jasność!) i od tej pory temperatura powoli spada, ale dziś rano wciąż miałem 18 stopni. Gdyby te chłody miały dłużej potrwać to byłby jeszcze większy problem, ale od jutra coraz cieplej.

      Ja niestety mam zupełnie inne obawy niż teraz- widzę, ze to już się stało. Typowo “wrotopiekielny” wyż wskoczył nad Skandynawię, na wypaloną, wyschniętą glebę. Niestety wiemy co to oznacza. Ze prędzej czy później przyjdzie i do nas gorąco. Niestety już w weekend możemy się na nie natknąć… z deszczu pod rynnę? Gorąco w maju działa na mnie jak płachta na byka, podobnie jak mroźna pogoda w marcu.

      1. Ja liczę na to, że przedział Tmax 20/25°C (Tmin 10/15°C) o nas w najbliższym czasie nie “zapomni” – między tymi chłodnymi/zimnymi, a gorącymi/upalnymi klimatami…

          1. Jeszcze nic przesadzonego a już zaczynasz narzekać , przestań irytować ludzi szczególnie tych co mieszkają na S i dziś za oknem widza śnieg…

          2. Ja nie mówię, że to przesądzone, tylko że bym tego nie chciał ;)
            W najbliższych dniach pojawią się wprawdzie takie noce, ale przy sporym zachmurzeniu i opadach, więc to trochę inna bajka. Norma minimów maju to niby 7-9 stopni, ale właśnie dzięki tym pochmurnym/burzowym nocom. Gdyby patrzeć tylko na te pogodne, to stawiam jakieś 5-7 stopni jako normę. Ogółem podczas typowych wczesnoletnich i pogodnych dni w maju 20-25 w dzień, wolałbym noce poniżej 10 stopni. I tyle. A jak będzie to się okaże.

      2. Ja nie narzekam tylko jestem bardzo zaskoczony że stało się coś takiego. Idę w zimowej kurtce. A co do gorąca, to chyba nie zrozumiem nigdy dlaczego w II połowie maja czyli na progu lata aż tak bardzo nie tolerujesz paru takich cieplejszych dni ;) Nie mówię tu o upałach, ale 26-27 stopni w późnym okresie maja, to już zjawisko jak najbardziej akceptowalne w naszym klimacie (o ile nie jest tego za dużo).

        1. Spokojnie, wiem, że Ty nie narzekasz. Tak jak zresztą zapowiadałeś. Chyba każdy rozsądny człowiek powinien się cieszyć, że coś przerwało ten maraton, chociaż obawiam się, że chwilowo. Niestety nasz klimat tak działa ostatnio, że ma skłonność do przesady- co widzimy od 2 dni za oknem. Jak już się ochładza, to na dobre. Ale niesamowicie mnie cieszy, że to wariactwo się na serio skończyło, bo szło oszaleć. Fajnie jakby zamiast tak silnego okresowego chłodu, był cały miesiąc LEKKO chłodny (bez dużych ochłodzeń) – czyli coś jak maj 2015.

          Co do gorąca. Już rok temu się pojawiało wielokrotnie o zgoła nieprzyzwoitych porach, więc naprawdę wystarczy. Oczywiście nie będę płakał jeśli to będą 2-3 dni z taką temperaturą jak mówisz, bardziej mam obawę o powtórkę z końcówki maja rok temu :(

          1. Też się o to obawiam, ale mam nadzieję że takiej sytuacji nie będzie. O ile jak najbardziej toleruję takie sytuacje pod koniec maja (w 2018 tylko 31 maja był dla mnie nieprzyjemny), to w tym roku nie chcę skakania po skrajnościach i życzyłbym sobie wstrzymania się gorąca. Na chwilę obecną jest jeszcze za wcześnie żeby coś tu przewidywać, bo każda zmiana cyrkulacji, nawet niewielkie przesunięcia mogą dużo namieszać.

          2. @Piotr
            To co mnie chyba najbardziej niepokoi, to zapowiadane anomalie od piątku w Skandynawii. U nas to jeszcze rybka, faktycznie nic strasznego nie widać w prognozach, ale dobrze wiemy, że przy takiej sytuacji bartcznej nierzadko jest o 3-7 stopni cieplej niż w prognozach sprzed kilku dni. A jak do tych 22-25 stopni dodamy……

          3. @kmroz

            Wokół Morza Bałtyckiego mieliśmy w pierwszej dekadzie maja glebę suchą jak w zeszłym roku na początku lata. Nieco się polepszyło na południu (Europy i Polski) ale na północy jest gorzej niż przed rokiem.

            Nie daję obrazków bo w podróż zabrałem klawiaturę, na której nie ma klawisza PrintScreen. Jak ktoś pamięta jak zrobić zrzut ekranu na Windows 7 bez tego klawisza to proszę o wskazówkę (wiem, że istnieje ale nie mam czasu i ochoty go sobie przypominać).

      3. Ja chcąc nie chcąc wietrzę mieszkanie codziennie. To jeszcze nie lato, by ściany domu zdążyły się odpowiednio nagrzać, więc nawet jeśli jakiś pokój nagrzał się od niezbyt częstego ostatnio Słońca to i tak to nagrzanie wystarczyło co najwyżej do kolejnego wietrzenia.

        1. No ja jak tylko zorientowałem się, że temperatura mi w niedzielny wieczór zaczęła ostro spadać w pokoju, to zakończyłem wietrzenie. Nie jest to mój wymarzony typ pogody, ale cieszę się, że w końcu mamy zimny miesiąc, a na pewno lepiej zimny maj, niż dowolny miesiąc od września do kwietnia. Chociaż najbardziej by mi się podobał chyba zimny lipiec, ewentualnie sierpień.
          Najważniejsze, że w końcu zaczynają się deszcze rozkręcać. Najbliższe dni w końcu przywrócą prawdziwą zieleń, zwłaszcza, że ma się znowu sporo ocieplić.

  19. Wczoraj na poczet tegorocznego maja zapisał się już 2. dzień z anomalią średniokrajową poniżej -5K wzg. okresu 1981-2010 (a więc tym bardziej wzg. okresu 1991-2018).
    Do najsilniejszych ujemnych ekstremów jeszcze “trochę” brakuje, nie mniej nieczęsto w obecnych czasach zdarzają się anomalie poniżej -5K w porze ciepłej, jak i tak długie okresy z ujemną anomalią jak obecnie (takich dni ciągiem będzie pewnie 16-18).

    Zbliża się ocieplenie, względem obecnych dni nawet dość spore. Myślę jednak, że anomalia miesięczna i tak pozostanie więcej niż symbolicznie ujemna – choć to jeszcze będzie zależało od samej końcówki miesiąca. Za ok. tydzień (21-22.05) powinna wzrosnąć z obecnego poziomu nieco poniżej -3K do ok. -2/-1K. A potem zobaczymy (?).

    Dzisiaj jeszcze jeden zimny dzień, który może przynieść ogólnokrajową anomalię poniżej -5K. Widać przy tym jak strefa frontowa zatrzymała się nad E Polską nie “mogąc” dalej przemieszczać się w głąb Ukrainy i Białorusi. To jednoznacznie świadczy o zmianie cyrkulacji z NW na ponownie cieplejszą ze składową E jaka rozpocznie się niebawem (w większym stopniu od jutra). Sprzyjać temu ma także cyklogeneza w krajach na S od Polski. Klin wyżu znad Skandynawii rozwijający się w kierunku W Rosji zacznie odcinać nas niebawem od napływu chłodu arktycznego, z kolei wspomniane niże śródziemnomorsko-czarnomorskie będą sprzyjały adwekcji nie tylko coraz cieplejszych, ale i wilgotniejszych mas ze E/SE.

    W ostatnich dniach w górach sypnęło śniegiem. Tymczasem niebawem będą coraz lepsze warunki do konwekcji. Trochę “zazdroszczę” m.in. Pomorzu jak tam mają obecnie błękitne niebo, choć z drugiej strony cieszę się na opady także na Mazowszu, a których to w ostatnich 7-8 tygodniach bardzo tu brakowało. Na plus w obecnych prognozach widzę to, że akurat mniej ma padać około weekendu 18-19.05, a przy tym temperatury mają być już umiarkowanie letnie. Przyroda powinna być jeszcze bardziej bujna, a i równocześnie aura zachęcać do aktywności na zewnątrz – oczywiście pod warunkiem takiej przeplatanki dni bardziej opadowych i pogodniejszych bez opadów również, przy temperaturze coraz bliższej komfortowi termicznemu (a na co są szanse w II poł. maja).

    1. Jeden jest pożytek z obecnej pogody – jak już taki perfidny okres musiał się trafić dobrze, że trafiło akurat na maj. Spaliło nam to wprawdzie długą majówkę, ale na szczęście to jeszcze nie są wakacje. Niemniej słabo mi na samą myśl, gdyby taka sytuacja baryczna miałaby się trafić np. w grudniu czy styczniu. Ujemne anomalie to mrozy, do tego mnóstwo chmur, dużo opadów i do tego ten nadchodzący genuen. Teraz on oznacza ciepło, bo wespół z nim ciepłe masy dostarczać będzie wyż ze wschodu (ciepły o tej porze roku), a na dodatek ścieżka niżu prawdopodobnie przejdzie nieco na zachód od tradycyjnego genuana. Ale już zimą ten wyż byłby już z gatunku chłodnych. A opady deszczu z pewnością w którymś momencie przeszłyby w nawalne opady śniegu. A po nich z pewnością nastałby jeszcze silniejszy mróz. Perspektywa jak dla mnie nieporównywalnie gorsza niż to co mamy obecnie. Generalnie zimowy koszmar.

      1. Z drugiej strony mamy bardziej rozciągniętą w czasie zimną nijakość (jak ją nazywam). Z jednej strony są jakieś plusy (jak napisałeś). Z drugiej jednak przynajmniej ja mam powody, dla których wolałbym opcję odwrotną (zimą tak, czy inaczej jest chłodno/zimno, a teraz już tak być nie musi…).

        1. Nijakość, ale przy której da się w miarę normalnie żyć. Wprawdzie szkoda długich dni, ale przynajmniej jest to akceptowalny poziom. W zimie przy 30 cm śniegu oraz silniejszych mrozach egzystencja na zewnątrz sprowadza się do jak najszybszego przemieszczenia się z punktu A do B. A jedyną aktywnością jest wieczne odgarnianie nowych połaci śniegu. Do tego dużo chmur i b. krótki dzień. Generalnie parodia życia.

          1. @chochlik
            Dokładnie.
            Ja tegorocznej zimy byłem rozdarty. Z jednej strony po 2018 roku kusiło, by nadeszło trochę miesięcy poniżej normy. Z drugiej jednak, myśl o takiej zimie, była przerażająca. Nawet zima w normie jest okropna, ogółem by godnie funkcjonować zimą potrzeba sporych anomalii na plus.
            Za to w porze cieplej, zwłaszcza maj-wrzesień nie mam tego problemu- ujemne anomalie generalnie wręcz poprawiają, a nie pogarszają jakość życia (wyjątek to spore ekstrema w maju jak ostatnie 2 dni). Dlatego niezmiernie mnie cieszy ujemna anomalia maja i liczę, że powtórzy się przynajmniej w jednym miesiacu letnim (tak jak PiotrNS sugerował, może to być dla mnie sierpień)

          2. Dla mnie zimowa wersja zimy mogłaby nie istnieć (nawet okresowo), gdyby tak podnieść średnie jej standardy termiczne z chociażby 5 st. w górę.
            A tak pomyślmy… Jakie mamy opcje przy Tavg na przeważającym obszarze kraju około i nieco poniżej 0*C? [a które to bez drastycznych zmian klimatycznych w najbliższych kilku dekadach tak szybko się nie zmienią].
            To wszystko sprawia, że ja zimą mam rozdwojenie swoich preferencji. Ale i zarazem wolę konkretniejszą zimę i krótsze przedzimie/przedwiośnie, niż klimaty znamienne dla pory chłodnej pojawiające się także w okresie między połową kwietnia a połową października.
            PS. Oczywiście to tylko preferencje, generalnie rzecz biorąc mam spory margines akceptacji.

    2. Niezależnie od II połowy maja ten miesiąc i tak zostanie przeze mnie zapamiętany przez bardzo długi okres chłodów w I połowie. Tj napisałem we wcześniejszych wątkach nie pamiętam żeby przez tyle dni w maju temperatura maksymalna w różnych miejscach kraju była poniżej 10 stopni. Jeśli się nie mylę to nie było tak ani w 1980 roku ani w 1991. w 2019 roku będzie to co najmniej 10 dni a maj dalej trwa. Rekordów co prawda nie było bo poza Podhalem gdzie w pojedyncze dni było poniżej 5 stopni to na nizinach było powyżej 5 stopni, ale zakres 5-10 to bardzo zimno jak na maj i zdarza się incydentalnie zazwyczaj w skali kraju. Dziś jest spore ryzyko że również Warszawa dołączy do grona tych miejscowości-możemy mieć dziś najzimniejszy dzień majowy z temperaturą poniżej 10 stopni. Póki co najzimniejszy dzień wystapił wczoraj z temperaturą niewiele powyżej tego poziomu

  20. Histeria “zimnomajowa” trwa. Na jednym z portali ktoś skomentował, że “ten maj zapisze się wyjątkowo lodowato”; na tym samym portalu autor(ka) artykułu narzeka na “groźne chłody”…
    Hmmm… czy rzeczywiście tegoroczny maj jest (jak dotąd) tak niesłychanie, nieludzko, “patologicznie” zimny, jak go wielu maluje? Np. u mnie w stolicy? Sprawdźmy to.
    Średnia Tmax pierwszych 13-tu dni miesiąca wyniosła tutaj 15,9°C. Bez wątpienia jest to mocno poniżej wartości normalnej (o około 3 stopnie), ale czy to jest rekord takiej “potwornej zimnicy” majowej?
    Bynajmniej.
    Jeszcze chłodniejsze pierwsze 13-tki majowe były tu w latach:
    2017 (15,0°C), 2014 (15,8°), 2005 (14,9°), 1999 (14,9°), 1995 (15,5°) … to z ostatniego 28-lecia.
    A jeśli ktoś myśli, że powyższa wartość 14,9°C to rekordowy ziąb dla 1-13 maja, to jest w błędzie, niestety.
    W roku 1980 Tśr przedmiotowego okresu wyniosła “aż”… 13,2°C. Może to jest rekord majowej zimnicy pierwszych 13-tu dni miesiąca?
    Przykro to stwierdzić, ale też nie. W 1965 roku ta wartość wyniosła… 12,1°C. Ups. Prawie 4 stopnie niżej, niż w tym roku.

    A więc, mamy teraz w końcu w Warszawie majowe chłody, czy nie? Jasne, że mamy.
    Ale tylko takie… na miarę XXI wieku.

    1. Bardzo tendencyjny komentarz, bo Warszawa jest tego maja jednym z najcieplejszych miejsc w kraju. Już wstrętna manipulacja. Do tego Tmaxy są teraz nieco sztucznie windowane krótkimi chwilami ze słońcem, a przez większość dnia jest dużo zimniej. Jeśli zrobisz takie porównanie gdzieś na SW to wyjdzie rekord zimna z kiedykolwiek, a nie tylko chłód na miarę XXI wieku lub coś blisko rekordu, w zależności od obranej stacji. Np. średnia maja dla Goerlitz wynosiła wczoraj <9°C, a to juz niemal połowa miesiąca. Taka średnia jest niska nawet jak na kwiecień.

    2. Ale to i tak na szczęście wydaje się być maximum nieprzyjemności na co stać obecnie polski klimat w ciepłej połowie roku. Historie o jakich piszesz sprzed pół wieku i dalej to już poziomy absurdu, klimat dzisiejszej Skandynawii, a nawet Laponii. Tyle, że Skandynawów stać, by 3-4 razy w roku jechać na wczasy do ciepłych krajów, a koszty ogrzewania raczej nikomu nie spędzają snu z powiek – za to w PRL synonimem ciepła (zazwyczaj i tak dla przeciętnego Polaka nieosiągalnego) było co najwyżej wybrzeże Morza Czarnego w Bułgarii, raz na parę lat. A zimno w domach i problemy z ogrzewaniem były nader częstym problemem.

    3. @Ben Wwa

      Nie raczyłeś odpowiedzieć na moje poprzednie pytanie, w związku z czym oznajmiam, że od kolejnego postu twoje komentarze będą kasowane, dopóty, dopóki tego nie zrobisz.

      1. To pytanie będzie ciężko odkopać, ale jak dobrze pamietam, chodziło o to na jakieś podstawie Ben twierdził ze 2001-2010 było w Warszawie pogodniejsze od 2011-2018?
        Jak tak, to również chciałbym usłyszeć odpowiedź.

  21. U nas zimny maj, a lód morski przy obu biegunach bije rekordy nieistnienia (mniej poetycko ma rekordowo niski zasięg).

    Przedtem pisałem, ze cieszy mnie że jest chłodno bo przynajmniej nie pogłębia się susza. A teraz mam jeszcze jeden powód. Jestem akurat na południu Europy i przeskok do lata [1] okazał się dla mnie dość męczący mimo, że nie ma tu upału w sensie tradycyjnej definicji IMGW.

    [1] Użyłem tego terminu w sensie popularnym na tym blogu (ciepło=lato). Oczywiście jest to wiosna, z tym że śródziemnomorska.

  22. No i mamy to! Historia dzieje się na moich oczach. Przesyłam zdjęcia z dzisiejszego ekstremum, jeszcze ciepłe… ciepłe? Raczej na pewno nie… ;) w każdym razie warte upamiętnienia.

      1. Tak u mnie wyglądały krajobrazy wczesnym popołudniem 3 maja 2011 roku. Ok. godz 18 tego dnia leżało już ok 3 cm śniegu.

  23. Nie wątpliwie po dzisiejszym incydencie, ten miesiąc zostanie skreślony na Amen ;), fakt faktem że nawet w tym wieku zdarzały się późniejsze opady śniegu, np. Pamietny 23 V 2004, różnica tylko 9 dni, ale jednak. Mimo wszystko był to ekstremalnie późny epizod zimowy, termicznie obecny maj też pozostawia wiele do życzenia, ale bywały gorsze dni np. Taki 19 V 1991, tmax 6,8 st (!!!), to dopiero koszmar. Nie wiem czy obecny maj zapiszę się jako najzimniejszy od 28 czy 15 lat (a może nawet od 4 lat!), ale przyniósł najdłuższy zimny epizod majowy w obecnym wieku. Akurat rozpoczął się 1 dnia miesiąca i żaden z dni z I połowy miesiąca nawet odrobinę nie był powyżej normy. Trzeba przyznać że jak na obecny wiek, tak długi ciąg zimnych dni w porze ciepłej jest naprawdę niesamowity…

  24. Co do ogrzewania pomieszczeń. Ja w ogóle nie grzeję, a dziś rano w pokoju miałem ok. 23 stopni. Mieszkam w ocieplonym 4 piętrowym bloku na 2 piętrze, ale nie wiem czy to ma jakieś znaczenie

    1. Ty się chwalisz, że nawet w środku zimy masz ciepło, a grzać niespecjalnie musisz. W domach jednorodzinnych już tak dobrze nie ma. A elektrociepłownia i tak węgiel spala, bo na zewnątrz zimno – jakbyś odkręcił kaloryfery z pewnością zrobiłyby się ciepłe.

    2. I właśnie ta niska emisja z domków jednorodzinnych nas jesienią i zimą tak dobija. Jak widać tego maja miejscami dalej nas trochę podtruwa.

    1. Bez naciągania można rzec, że standardy marcowo-kwietniowe mocno w tym roku się nam wydłużają. Zupełnie odmiennie niż rok temu, kiedy miesiące I półrocza przyniosły znacznie więcej termicznej zimy, jak i lata.

      1. Łukasz – jaki kwiecien? Teraz to mamy marzec i Tutejszy ma rację. Z wyjątkiem drugiej połowy kwietnia to mamy przeciągający się marzec aż chce się nim już wymiotować.

        1. Już bez przesady. Ja piszę jak to wypada średnio, a nie tylko w ekstremalnych przypadkach. Bo równie dobrze moglibyśmy napisać, że w niedzielę na E kraju mieliśmy aurę “czerwcową”, a za kilka dni będzie już “lipcowa”…

    2. Raczej mamy trzeci kwiecień a nie czwarty marzec. Bądźmy poważni. Nazwanie ciepłego kwietnia 2019 marcem, bądź JAKIEGOKOLWIEK maja marcem jest śmieszne.

      1. Niedługo trafi się marzec cieplejszy i o wiele słoneczniejszy niż ten maj do połowy.

        1. Mam nadzieję :) Tylko żeby to był marzec systematycznie ciepły, a nie taki, na którego anomalię “zapracuje” jakiś ostry wyskok w górę, a reszta będzie niespecjalna.

  25. Osobiście zdecydowanie wolałbym już dni z Tavg bliżej 15*C (a w środku lata ok. 20*C), ale przy mniejszych skrajnościach (bez)opadowych.
    A mimo wszystko uważam, że takie ochłodzenie było potrzebne (oczywiście nie w każdym aspekcie) – ale chociażby po to, aby “poruszyć umysły” tych, którzy narzekają na zimno już nawet jak jakiś okres nie przypomina czegoś a’la kwiecień, czy maj ub.r. (latem odpowiednio cieplejszych).
    Cieszę się też, że wreszcie zaczęło na Mazowszu padać więcej niż symbolicznie, ale nie od razu silnie/zlewnie. Oby i w tym względzie nie nastąpiło odwrócenie o 180* względem ostatnich 7-8 tygodni.
    A o okresy z aurą prawdziwie letnią się nie “martwię” (w tym roku, jak i kolejnych), bo takowe w dłużej niż symbolicznym wymiarze są u nas coraz częściej regułą, aniżeli wyjątkiem i to wespół z coraz większym usłonecznieniem.

    1. Wiadomo, że zimnoluby się cieszą z obecnej aury, która uniemożliwa aktywność na swiezym powietrzu. Tylko nie iest pierwsze tak głębokie ochłodzenie w ostatnich latach, przecież ich było multum. Październik 2015, kwiecien 2015,2016, i 2017 z majem, luty, marzec i kwiecien 2018, październik 2017, maj 2014 (na południu), wrzesien 2017. Tego jak widać było od cholery i trochę, tylko dalsza część 2018 roku była od tego wolna. W ostatnich latach częściej nas nękają właśnie dłuższe epizody zimna w zgoła nieprzyzwoitych porach roku jak późna wiosna czy wczesna jesien niż to miało miejsce kilka/kilkanaście lat wcześniej. Wtedy też takie były, ale zdecydowanie rzadziej, raz na 3 lata, a teraz praktycznie 2-3 razy w roku.

      1. Pomiędzy cieszeniem się aurą, a jej zamartwianiem jest jeszcze miejsce dla akceptacji – bez wchodzenia w oceny przez pryzmat takiego, czy innego “-lubstwa”. I przynajmniej ja mam to na względzie.

        1. Nwn jak mozna akceptować coś, co w ostatnich latach zdarzało się nagminnie, a w tym roku jest powtórka z rozrywki?

          1. “jak mozna akceptować coś, co w ostatnich latach zdarzało się nagminnie”

            ->>> Właśnie jak zdarza się coś częściej to łatwiej to akceptować – chyba jest to logiczne…

          2. Wyjaśnienie…
            Pisząc, że coś zdarza się częściej miałem na myśli równocześnie, że w jakiś granicach “rozsądku”. Bo jednak ochłodzenia skali jak na początku maja 2007 r., 2011 r., czy obecnie (itp.) stanowią zimne epizody, a nie trwalsze standardy “marcowo-kwietniowe” w maju.
            Zauważmy przy tym, że nie brakuje nam w maju także gorących (gorąco-upalnych) epizodów.
            Nie powinno się ograniczać ocen tylko do przypadków, które nam najmniej odpowiadają.

          3. Tylko, że w ostatnich latach (2015-2019) tych zimnych przypadków było zdecydowanie więcej niż takich ciepłych majowych chwil.

          4. @Osowa
            Myślę, że przy braku uściślenia o jakich przypadkach mówimy, dalsze “przeciąganie liny” nie ma sensu.
            Zwrócę jednak uwagę, że statystycznie znacznie więcej majów przynosi nam już Tavg (miesięczną, krajową) powyżej 15*C, niż poniżej 12*C.

  26. Hmm Na Twojej Pogodzie piszą że 25°C w końcówce II dekady maja to “8 stopni powyżej normy”? Czy na pewno? Bo patrzę na kartkę z kalendarza dla 14 maja i widzę że średnia tmax w niektórych regionach wynosi 20°C (“norma”). A w końcówce II dekady maja i w III dekadzie trochę jeszcze wzrośnie.

    1. Może wynika to z tego, że jeszcze bardziej średnią będą “podbijały” temperatury nocne (bo to nie będzie masa zbyt sucha). Myślę jednak, że przynajmniej do ok. 22-23.05 najcieplejsze dni przyniosą anomalie ok. +5/+6K (a nie +8K).

      1. Nie pobije bo śr. t. min. niebawem przekroczy 10 st., maj 1980 bis niektórym wypaczył już postrzeganie norm tego miesiąca.

          1. Sprawdziłem go i faktycznie to był dramat tylko 2 dni powyżej 20 stopni przez cały miesiąc. I przez cały miesiąc pełno marcowych dni z tmaxem ledwo 7-10 stopni. Oraz ujemne temp nocne 25 maja. Czerwiec w 91 roku nie był dużo lepszy, tylko odrobinę cieplejszy od tego z 2001.

            Na uwagę z tego rocznika zasługuje 30.09 z tmaxem 28,3 stopnia. Dzień później już było zimno. Jeden dzień i by był rekord październikowy z dużym zapasem. U mnie w październiku już 18 lat nie było dnia gorącego, to jest jedyny miesiąc w roku który w ostatnich latach nie notował temperatur będących w pobliżu rekordu miesięcznego.

  27. Co za beznadziejny maj! Brak słów po prostu… nie dość, że brak deszczu (chyba tylko u mnie już jest zauważalny!) to dzisiaj temp. drugi dzień z rzędu z trudem przekraczają 10 stopni. A to wszystko w połowie maja. Piec normalnie włączony, bo nie da się w domu siedzieć jak słońca nie ma, czuć wilgoć. Ja bym się z tego ocieplenia tak jeszcze nie cieszył, bo ono się pewnie dopiero w weekend pojawi w wersji burzowej (mam nadzieję – bo sucho jak diabli!). Generalnie wiosna tegoroczna jest daleka od tej zeszłorocznej i pewnie jak się taka aura przedłuży to będziemy mówić jeszcze gorzej…. obawiam się o tegoroczne wakacje jakie będą… bo mam wrażenie, że to początek ujemnych anomalii.

    1. “Ja bym się z tego ocieplenia tak jeszcze nie cieszył, bo ono się pewnie dopiero w weekend pojawi w wersji burzowej (mam nadzieję – bo sucho jak diabli!). ”

      To chciałbyś ocieplenia w wersji suchej? Bo nie do końca rozumiem…

      1. ocieplenie nie jest przesądzone, do soboty dużo czasu, dzisiaj miało być u mnie 18 stopni z deszczem (TVN tak zapowiadał) a było zaledwie 10… i sucho…. chciałbym żeby popadało, ale jednocześnie zrobiło się cieplej, ale wiem, że przed weekendem raczej będzie to co mam dzisiaj za oknem… zimno i sucho :(

        1. No to chyba niesłusznie się obawiasz, bo w Białymstoku wszystkie modele dość jednoznacznie widzą co najmniej 30mm do sobotniego poranka. A piątek w Białymstoku burzowy i +20 stopni z tego co widzę. Wystarczy, że się pojawią przejaśnienia (a o to bym się nie martwił w piątek) i temperatura podskoczy, w związku z nagrzewaniem się masy.

        2. A czy nie dostrzegasz, że nastąpi zmiana cyrkulacji, a przy tym jak dużo ciepła nagromadziło się za naszymi E granicami?
          Poza tym, chyba 2 lata temu (w maju) Białystok doświadczył opadów rzędu 70 mm jednego dnia. Więc przy prognozowanych warunkach do konwekcji (a bezsprzecznie przynajmniej w niektóre dni one będą) wiele jest możliwe…

          1. opady rzędu 70mm nie są potrzebne… najlepiej jakby popadywało regularnie i w ilościach 5-10mm…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com